Mąż stanu

Mój i wielu ludzi szacunek oraz podziw budzi postawa Generała w czasie rozlicznych rozpraw sądowych, będących tak naprawdę próbą wymuszenia oceny wydarzeń historycznych przez wyrok sądowy. Nieugiętość w obronie prawdy oraz słowa żalu i przeprosin wobec ofiar, ludzi poszkodowanych w wyniku stanu wojennego, są świadectwem godnej postawy Męża Stanu i uczciwego, wrażliwego Człowieka – Aleksander Kwaśniewski.

Wojciech Jaruzelski swoją powinność wobec Polski i Europy spłacił w całości: od bohaterskiego udziału w walkach o wyzwolenie Ojczyzny z rąk niemieckich nazistów, uratowania kraju od popadnięcia w chaos, aż do cywilizowanego przekazania władzy na drodze uczciwych, rzeczywiście alternatywnych wyborów – Michaił Gorbaczow.

 

Uprzejmie proszę Państwa Czytelników o przeczytanie raz jeszcze tytułu publikacji i wypowiedzi dwóch b. prezydentów – Polski, Aleksandra Kwaśniewskiego i ZSRR, Michaiła Gorbaczowa, o chwilę zastanowienia się, o postawienie sobie pytania – co znaczy, kto to jest „mąż stanu”. Jak rozumiem ten tytuł, to określenie. Znacie Państwo różne tytuły, określenia, np. bohater, patriota, wybitny polityk, dyplomata, osobowość, człowiek prawy, zasłużony dla…np. sportu, Kościoła, laureat nagrody np. Nobla, Pulitzera. Czym osoby zasłużyły się, że zostały nimi obdarzone. Jak postrzegać i gdzie wśród nich sytuować „męża stanu”. Czym, jakimi cechami charakteru, dokonaniami w nadrzędnym interesie państwa, dobra wspólnego czy zdobyczami powinien wyróżniać się w plejadzie tak zacnych osób. Zechciejcie Państwo spośród znanych Polaków, choćby przy okazji 100. lecia Odzyskania Niepodległości wskazać z imienia osoby, które obdarzylibyście tak zacnym tytułem. Pomyślcie… przystępując do czytania tekstu, będącego pewną kontynuacją poprzedniego – „Z żołnierskiego życiorysu”. Nie znajdziecie prostej odpowiedzi na intrygujące pytania. Tekst ten zawiera kilka faktów i ich ocen z życia i działalności gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Zechciejcie Państwo, uzupełniając wiedzę innymi, sobie znanymi faktami, dokonać obiektywnej, sprawiedliwej oceny – może dyskutując w gronie rodzinnym, przyjaciół, środowiska zawodowego – uzyskacie uczciwy, rzetelny pogląd, czy Generał zasługuje na tytuł szczególnej chwały – Męża Stanu.

 

I. Stan wojenny

Można powiedzieć, że stan wojenny jest swoistym „sztandarowym” wydarzeniem XX wieku w Polsce, który jeszcze znacznej części członków Solidarności i nowoczesnej prawicy służy do pomijania lub negowania niezbyt wygodnych im faktów, do współodpowiedzialności za to wydarzenie, do opluwania Generała, do siania nienawiści i „promowania” zemsty, co wyraźnie widać w ostatnich latach. Dla nich nie mają żadnego znaczenia, nie przemawiają do rozsądku, choćby wyniki sondaży społecznych, gdzie ponad 50 proc. badanych odnosi się ze zrozumieniem do ówczesnych uwarunkowań i decyzji Generała. Dobrze to świadczy o starszym pokoleniu Polaków, które nie pozwala sobie narzucać fałszywej oceny tego polskiego dramatu. O młodszych, że „nową historię” należy przyjmować z namysłem. Czas słusznego upamiętniania 100-lecia odzyskania Niepodległości, pozwala na takie historyczne porównania:
– 5 lat po zamachu majowym, odbył się proces brzeski (1931) Wincentego Witosa i wielu innych, wybitnych polityków opozycyjnych;
– 5 lat po wprowadzeniu stanu wojennego (1986) generalna amnestia definitywnie objęła wszystkich więźniów politycznych;
– 8 lat po zamachu majowym, utworzono obóz w Berezie kartuskiej(1934) oraz nasiliły się zjawiska antydemokratyczne;
– 8 lat po stanie wojennym (1989), powstał pierwszy w bloku wschodnim rząd, kierowany przez ludzi wywodzących się z opozycji.

Generał wiele razy, przy różnych okazjach w mediach i na spotkaniach z rodakami mówił i pisał: Ja szczerze ubolewam nad tym, że doszło do wprowadzenia stanu wojennego, ale jednocześnie uznaję, że spełnił on swoją rolę. Był lekcją i dla Jaruzelskiego, i dla Wałęsy, i dla wielu innych z obu stron. To prawda, że ta lekcja wiele nas kosztowała, ale na szczęście nie wykopała przepaści nie do przebycia i obiektywnie stworzyła warunki do przyszłego zbliżenia…Próby kwalifikowania stanu wojennego jako przestępstwa, zbrodni, chcąc nie chcąc, godzą także w miliony ludzi, którzy go oczekiwali, którzy z jego koniecznością się liczyli, którzy go poparli, którzy w jego realizacji uczestniczyli, którzy wreszcie w tym okresie zwyczajnie żyli i spokojnie pracowali.

Jeszcze miliony Polaków potrafią uczciwie ocenić, iż stan wojenny był swego rodzaju klęską myśli i nadziei Generała. Liczył, że jako Osoba wojskowa i szef rządu, doprowadzi do porozumienia rozdarte waśniami społeczeństwo. To się nie powiodło. To była klęska. Każda klęska w rozumieniu wojskowym, w odczuciu żołnierza jest szczególnym upokorzeniem. Ale stan wojenny to „zwycięska klęska”. Skąd ten neologizm, niewiarygodny paradoks, brzmiący nawet kłamliwie-nie trudno zapytać. Powtórzę – ta„chwilowa klęska” okazała się zwycięstwem rozumu i rozsądku nad emocjami, więcej, nad nienawiścią i wrogością. Generał ma odwagę przyznać się do klęski jako zmarnowanej szansy porozumienia. Ma tę subtelność charakteru, że o zwycięstwie nie mówi we własnej osobie, ale wszystkich – tych z prawej i lewej strony ówczesnej barykady, kładąc akcent na umiarkowanych działaczy Solidarności.

 

„Nie mówić w mojej obecności niczego złego…”

Godzi się przypomnieć (pisałem w poprzednich tekstach), że Papież Jan Paweł II, podczas II pielgrzymki w okresie zwieszonego stanu wojennego, rozmowę z Generałem w Belwederze rozpoczął słowami: Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy, ale przecież jest Pan także patriotą. Przecież dobrze wiedział o tragedii w Kopalni Wujek i kilku innych zdarzeniach, dających niezbyt dobre świadectwo władzy. Pamiętał, że media podziemne i zagraniczne często rozmijały się z faktami nagłaśniając wydarzenia w Polsce, choćby „śmierć” Tadeusza Mazowieckiego. Potrafił więc docenić i ocenić skalę, ogrom świadomej odpowiedzialności Generała – świadomie nazywając Go Patriotą! Pomyślcie Państwo – jaką wartość, znaczenie mogło wtedy w ustach Papieża mieć słowo „Patriota”, jaką dziś ma wymowę. Nic dziwnego, że na uchybienia jakie zdarzały się polskim biskupom reagował czytelnie. Amerykanin polskiego pochodzenia Tad Szulc, w książce pt. „Papież Jan Paweł II. Biografia” pisze, że pomiędzy Papieżem a Generałem niezwykle szybko nawiązała się nić sympatii i zaufania. Papież wyczuł, że Generał jest Człowiekiem bardzo uczuciowym, reprezentującym wysoki poziom moralny. Gdy podczas spotkania z polskimi biskupami w Watykanie pod koniec lat osiemdziesiątych jeden z gości uczynił krytyczną uwagę pod adresem Jaruzelskiego, Papież natychmiast mu przerwał: „Proszę nie mówić w mojej obecności niczego złego o Generale. Dźwiga na swych barkach ogromny wór kamieni”. Chciałoby się zapytać – czy w tym „worze kamieni” Papież widział tylko grzechy własne Generała, czy coś więcej? Kto tę ocenę Papieża pamięta, przywołuje, wyciąga wnioski… może Czytelnicy dziś wiedzą?

 

„Tylko dwie, a nie trzy możliwości…”

Kanclerz Helmut Schmidt, na pytanie dziennikarza o stan wojenny w Polsce, postawione 13 grudnia 1981 roku odpowiedział: Ubolewam, że stało się to konieczne. Tę ocenę potwierdził w rozmowie z Generałem w Hamburgu, w 1995 roku. Przypomniał też, że za ową wypowiedź był wówczas przez wielu dziennikarzy krytykowany. Uznaje ją nadal niezmiennie za słuszną. Przypomnę kolejny raz, że Generał też z głębokim przekonaniem ubolewał, że stało się to konieczne. Natomiast udzielając wywiadu Adamowi Krzemińskiemu („Polityka”,29.09.1995), Kanclerz mówi: Uważałem Jaruzelskiego za postać tragiczną. Po długim zastanowieniu starał się on odwrócić interwencję radziecką w polską politykę wewnętrzną. Dla nas zagrożenie Polski było wówczas widoczne, dla was być może nie. Wywiad donosił nam o koncentracji wojsk radzieckich wokół polskich granic.

Prezydent Francji, François Mitterrand w rozmowie z kanclerzem Helmutem Schmidtem, który powołał się na nią w swoich „Wspomnieniach” („Die Zeit”, nr 20-23 z 1987 r.), napisał: Widziałem zawsze tylko dwie, a nie trzy możliwości: albo rząd polski przywróci porządek w kraju, albo uczyni to Związek Radziecki. Trzecią hipotezę, zakładającą, że mogłoby dojść do zwycięstwa „Solidarności”, uważałem zawsze za czystą fikcję. Kanclerz zgadzał się z tą opinią, co wielokrotnie podkreślał w rozmowach z polskimi dziennikarzami.

Profesor Karol Modzelewski, czołowa postać opozycji demokratycznej w PRL, współtwórca „Solidarności” – na konferencji naukowej w XX-lecie stanu wojennego m.in. powiedział: I choć wiele rzeczy mogliśmy zrobić lepiej albo gorzej, nie sądzę, abyśmy byli w stanie uniknąć dramatycznego finału (stanu wojennego – moje GZ). Ale odpowiadamy za ten finał, bo do wszystkiego przykładaliśmy rękę, po obu stronach. I nie w jedną pierś trzeba się uderzyć… A dalej – mówiąc o tragedii w kopalni „Wujek”: Ja też ponoszę moralną odpowiedzialność za śmierć tych ludzi. Odpowiedzialność, od której nikt z nas, biorących czynny udział w podejmowaniu decyzji, nie może się wykręcić i nie powinien składać jej wyłącznie na kogoś innego.

Maciej Giertych, członek Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa: Po 13 grudnia narodowi demokraci rozpoznawali się poprzez stosunek do stanu wojennego. Kto go popierał, dawał dowód umiejętności myślenia geopolitycznego, umiejętności wyniesienia się ponad opozycyjność wobec socjalizmu. Ta postawa nas łączyła.

Generał w 1981 r. miał dar historycznej wyobraźni. Pozwalała nie tylko szybko zrozumieć ku czemu zmierza rozwój wewnętrznej sytuacji i Ojczyzny, ale też widzieć na jakie sam naraża się niebezpieczeństwo. Wyobraźnia nie tłumiła odwagi, jak to często się zdarza w sytuacjach ekstremalnych. Odwaga okazała się niezbędna, bo odpowiedzialność była naczelną cechą jego charakteru i współczynnikiem jego talentu. Trzeba nam umieć przypatrywać się uważnie Generałowi, ludziom w sytuacjach skrajnych, na samej granicy człowieczeństwa. Dziś „z wdzięczności” niektórzy „zwycięzcy politycy” domagają się pozbawienia stopnia. Jakież to „piękne, humanitarne i chrześcijańskie”.

Czy ocena tego wydarzenia – stanu wojennego, jego następstw dla Polski jako Państwa, dla Polaków jako Narodu – nie skłania, by zapisać je na „pozytywne konto” męża stanu?, pomyślcie Państwo.

 

II. Wybór Prezydenta Polski

Prezydent USA, George Bush w pamiętniku pt. Świat utracony” m.in. pisze: Po przybyciu do Belwederu (wizyta, 9-11 lipca 1989 r.) to, co miało być dziesięciominutowym spotkaniem przy kawie, przekształciło się w dwugodzinną dyskusję. Jaruzelski… mówił o swojej niechęci kandydowania na fotel prezydenta i pragnieniu uniknięcia wewnętrznych konfliktów, tak Polsce niepotrzebnych… powiedziałem, że jego odmowa kandydowania może mimo woli doprowadzić do groźnego w skutkach braku stabilności i nalegałem, aby przemyślał ponownie swoją decyzję. Zakrawało to na ironię, że amerykański prezydent usiłuje nakłonić przywódcę komunistycznego do ubiegania się o urząd polityczny. Byłem jednak przekonany, że doświadczenie, jakie posiadał Jaruzelski, stanowiło najlepszą nadzieję na sprawne przeprowadzenie zmian okresu przejściowego o Polsce.

Zwróćcie Państwo Czytelnicy uwagę – Prezydent USA mówi o „doświadczeniu” Generała! Czyżby obejmowało także stan wojenny? Czyżby „zapomniał” jak USA zachowały się po stanie wojennym, kiedy zniosły sankcje – kto z Państwa wie? (luty 1987). Warto też zapytać, czy „nadzieja” o której mówił Bush dziś nie jest godna pamiętania i głębokiego namysłu? Czy nie ustrzegła nas od kolejnego „etapu nienawiści” ze strony wewnętrznej opozycji? Czy jej (tej „nadziei”) spełnienie się nie było lekcją demokracji, ważnej także dla państw Zachodu i Wschodu? Inna to sprawa jak „demokrację” rozumiemy i praktykujemy prawie 30 lat po Okrągłym Stole i wyborze Generała na Urząd Prezydenta Polski. Powiem, iż Okrągły Stół i rola Generała w doprowadzeniu go tego „mebla” oraz realizacji jego ustaleń, zasługuje na odrębną, wnikliwie wyważoną publikację.

Bush przemawiając w Sejmie 10 lipca 1989 r., 5 razy wymienia nazwisko Generała i kończy słowami: Ameryka życzy wam dobrze, dziś, kiedy stoicie wobec ciężkich problemów. Oddaję cześć generałowi Jaruzelskiemu za jego przywództwo oraz za jego nadzwyczajną gościnność wobec mojej osoby. Proszę o uwagę – amerykańska „cześć za przywództwo!

Wybór na Urząd Prezydenta został dokonany jednym głosem. Zygmunt Broniarek komentując ten fakt mówi: Można założyć, że każdy, nawet najmniejszy plus na jego (Generała – moje G.Z) korzyść liczył się. Takim plusem i to wcale nie małym było poparcie Busha… Opinie dziennikarzy dotyczyły nie tylko Busha i Wałęsy. Dotyczyły one także dwóch innych mężów stanu – Jana Pawła II i Michaiła Gorbaczowa, bowiem i oni zainteresowani byli utrzymaniem znacznego stopnia stabilizacji w kraju. W związku z tym w Waszyngtonie powstało powiedzenie: „Jaruzelski został wybrany prezydentem nie jednym głosem większości w polskim parlamencie, ale sześcioma: – papieża w Watykanie; Gorbaczowa w Moskwie; Wałęsy w Gdańsku oraz trzema głosami Busha. Dlaczego aż trzema? Bo oddanymi przez niego w Waszyngtonie, w Warszawie i w Gdańsku”.

Profesor Karol Modzelewski w interesującej książce „Zajeździmy kobyłę historii” pisze, iż do wyboru Generała przyczynili się też posłowie opozycji demokratycznej, którzy albo nie wzięli udziału w wyborze, albo oddali głosy nie ważne. Wykazali się „umiejętnością myślenia geopolitycznego”. W wywiadzie Roberta Walenciaka pt. „Polska Ludowa”, Wyd. Iskry, 2017, Profesor wyjaśnia, iż Generał został wybrany przewagą dwóch, a nie jednego głosu. Niejaki „wybitny polityk” ale kiepski matematyk, Jan Maria Rokita powiedział, że skoro większość względna wynosi 50 proc. plus 1, to wykuglował, że Jaruzelski wybrany został jednym głosem. A tak naprawdę-dwoma.

Co do Michaiła Gorbaczowa – w dyskusji, zarówno z Prezydentem Wałęsą, jak i Mazowieckim, Balcerowiczem, Michnikiem, innymi polskimi działaczami niezmiennie podkreślałem mój głęboki szacunek do Wojciecha Jaruzelskiego jako polityka i człowieka. I dziś uważam, że Polska wiele mu zawdzięcza. Przede wszystkim to, że udało się stosunkowo płynnie, na drodze pokojowej, bez przelewu krwi dokonać zmiany modelu rozwoju społecznego, a to przedsięwzięcie charakteryzuje się nadzwyczajną złożonością i grozi wybuchem. Mogę powiedzieć, że jestem dumny z przyjaźni z nim. Wojciech Jaruzelski należy do tych, o których można powiedzieć – pozostaje człowiekiem na wszystkie czasy.

 

III. Prezydent Polski

19 lipca 1989 r. Zgromadzenie Narodowe wybrało gen. Wojciecha Jaruzelskiego Prezydentem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (mija 29 lat). Stanął On przed koniecznością podjęcia i rozwiązania wielu spraw i problemów. Spośród nich kluczowymi były: osiągnięcie porozumienia narodowego, ostateczne uregulowanie sprawy zachodniej granicy Polski, nasze bezpieczeństwo w zmieniającej się Europie, wyjaśnienie tzw. białych plam (Katyń)

 

„Opowiadam się za Rządem porozumienia narodowego…”

Porozumienie narodowe w latach 80. miało bieżący i nadrzędny cel. Wielu pamięta – z wyjątkiem wielu, którzy powinni bo wiele zawdzięczają – że „milowymi kamieniami” były działania komitetów rządowych, zawierających tzw. porozumienia branżowe, Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, Spotkanie Trzech z jego propozycją powołania Rady Porozumienia Narodowego oraz Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa, wreszcie Okrągły Stół. Bezpośrednio po wyborze, Generał, m.in. mówił: Opowiadam się za Rządem porozumienia narodowego, zdolnym do sprostania tym zadaniom. Dołożę wszelkich starań, by demokracja stała się siłą, dźwignią rozwoju Polski … Pragnę być Prezydentem porozumienia, reprezentantem wszystkich Polaków. Chciałbym więc również pozyskać zaufanie i tych, którzy wyrażają sprzeciw lub niechęć wobec mojej osoby. Nie jest to zadanie łatwe, podejmę je, choć nie jest pozbawione goryczy. Mojej życiowej drogi, też nikt nie ścielił różami”. Teraz niezbywalnym wymogiem było zbudowanie „porozumienia, na mocy którego … teka premiera i misja sformowania rządu powierzona kandydatowi Solidarności. Zważywszy, że „sejmowa arytmetyka” absolutnie nie wskazywała powodzenia – w drodze konsultacji głównych sił politycznych, wyłoniony kandydat – Tadeusz Mazowiecki, uzyskał aprobatę Generała, a wniosek Prezydent skierował do laski marszałkowskiej.

 

Zachodnia granica

Problem zachodniej granicy, za sprawą naszych przywódców i polityków przewijał się w europejskiej polityce bezpieczeństwa przez cały powojenny okres. Był podstawowym elementem polskiej doktryny polityczno-obronnej. Z polityczno-militarnego punktu widzenia, pozostawiając sprawę granicy bez ostatecznego rozstrzygnięcia – traktat poczdamski czynił z niej „kartę jątrzenia” między narodami polskim i niemieckim, co liczne ziomkostwa wykorzystywały w oddziaływaniu na świadomość młodych Niemców. Wyraźnie widać to w ich podręcznikach historii. Władze PRL (Władysław Gomułka), znając ambicjonalną stronę Nikity Chruszczowa, postanowiły o nadaniu mu honorowego obywatelstwa Szczecina w 1959 r.(Generał był wtedy dowódcą 12 DZ). Wtedy, w 1959 r. w sprawie tej granicy tyle mogliśmy tylko zrobić, szukając gwarancji dla niej w ten sposób (bo przecież radzieccy nie oddadzą Szczecina z takim „honorowym obywatelem”). Godzi się wspomnieć nazwiska – spośród wielu zasłużonych dla Szczecina – Piotra Zarembę, pierwszego prezydenta miasta i prof. Rajmunda Rybińskiego.

W 1988 r. Generał zaprosił Gorbaczowa do Szczecina, jako potwierdzenie personalne, że to miasto jest polskie. Gdy podczas jednej z rozmów zapytałem Generała o ten fakt, odpowiedział, iż Gorbaczow to człowiek, osobowość wielkiego formatu mógłby poczuć się nieswojo takim gestem, ale o wizycie Chruszczowa opowiedziałem (mam zdjęcie). Wtedy gość zapytał, czy naprawdę wierzyłem, że Breżniew może oddać Szczecin NRD. Opowiedziałem mu o swoich obawach, podczas Ćwiczenia Sojusz-81 (rozmowa z Heinzem Hoffmanem). Dla Polski była to sprawa „życia i śmierci”, tego określenia używali i Papież i Generał, oceniając stosunki polsko – niemieckie podczas II i III-ej pielgrzymki. Papież wyraźnie mówił, że Kościół, że Stolica Apostolska jednoznacznie opowiada się za polskością tych ziem.

Zachodni politycy nie dostrzegali „otwartości” tej sprawy, lekceważyli jej wagę dla Polski, wciąż zwlekali z ostatecznym uregulowaniem. Nie trudno zauważyć różne polityczne kalkulacje. Trójczłonowa koncepcja Generała obejmowała: ostateczne uregulowanie sprawy zachodniej granicy Polski; zjednoczenie Niemiec; zakończenie II wojny światowej w Europie.
Nastąpiło to w Moskwie 12 września 1990 roku na konferencji 2+4. Oba państwa niemieckie, tj. NRD i RFN podpisały traktat, a zaraz po nich podpisały go trzy mocarstwa, czyli Wielka Trójka z 1945 r. plus Francja. Jego mocą „linia graniczna” Odra-Nysa stała się ostatecznie i niepodważalnie zachodnią granicą Polski. Dopiero po tym fakcie nastąpiło podpisanie traktatu o zjednoczeniu Niemiec. Z tą chwilą przestała istnieć NRD – też na mocy decyzji b. Wielkiej Trójki z 1945 r. plus Francji. Inaczej mówiąc – ma on moc traktatu pokojowego, o którym była mowa w Poczdamie, a który „odłożono” na bliżej nie określoną przyszłość, która tu po 45 latach się zmaterializowała. Że właśnie tak potoczyła się ta historia, to niepodważalna zasługa Generała, jego wizji politycznej. Mądrym, rozważnym postępowaniem wobec wszystkich liczących się polityków w kraju i za granicą, swoim autorytetem tak „uwieńczył dzieło – doprowadził do symbolicznego, zwycięskiego terytorialnie dla Polski – zakończenia II wojny światowej. Kto dziś chce o tym pamiętać? Przecież rok 1990 nie zapowiadał rozpadu ZSRR. Inna rzecz, że wielu „spóźnionych polityków” o tym marzyło. Jeśli tak, warto sobie „historycznie pomarzyć”. Dlaczego po upadku Gorbaczowa i objęciu władzy przez Jelcyna w „nowej Rosji” – podobno przyjaciela Polski, nikt z naszych władz nie zapytał o polityczny i faktyczny sens istnienia Obwodu Kaliningradzkiego.

Jeszcze z lekcji historii w szkole podstawowej pamiętamy, że były to tereny Litwy, albo Polski (okresowo Prusy Wschodnie). Czy nadal musiał istnieć? Czy zniesienie Obwodu – być może rozłożone na kilka lat – przez włączenie części do Litwy i do Polski-nie byłoby Zadośćuczynieniem Historii? Podstawy tak historyczne jak i polityczne były! Czy nie warto było spróbować? (zgadnijcie Państwo, kto wtedy był w Polsce prezydentem, premierem, jaka partia sprawowała władzę). Tu zacytuję Państwu wspomnienie Jana Karskiego, z rozmowy z prezydentem USA: Panie Prezydencie, to, że Pan Prezydent zechciał ze mną rozmawiać, będzie znane w Polsce. Każdy przywódca będzie mnie pytał: co ci Prezydent powiedział? Panie Prezydencie – co mam odpowiedzieć? Jego odpowiedź pamiętam słowo w słowo – Powiesz swoim przywódcom, że Polska wyłoni się bogata, ustabilizowana. Społeczeństwo amerykańskie pomoże. Jest przyjazne twojemu krajowi. Powiesz swoim przywódcom, że wasze granice ulegną zmianie, na wschodzie na korzyść Rosji. Marszałek Stalin się tego domaga. Te zmiany nie będą duże, ale należy pomóc marszałkowi Stalinowi uratować twarz i ja to zrobię. Polacy dostaną odszkodowanie na północy i na zachodzie. W tym momencie Ciechanowski, który nie wtrącał się do rozmowy, odzywa się uprzejmie i dyplomatycznie – „Panie Prezydencie, mój rząd wychodzi z założenia, że odszkodowanie na północy znaczy, że Polska otrzyma Prusy Wschodnie”. A Roosevelt – „Tak, jak powiedziałem, na północy i na zachodzie”. I wtedy, proszę pana, Ciechanowski stał się taki mały, że go nie widziałem. Tak się skurczył. Roosevelt dał mu nauczkę: nie wkładaj mi do ust słów, których nie powiedziałem. Ja nie powiedziałem: Prusy Wschodnie, ja powiedziałem: na północy. Po wojnie dowiedzieliśmy się, że w tym czasie, to znaczy w czerwcu 1943 r., już była umowa między Rooseveltem, Churchillem i Stalinem, że część Prus Wschodnich – Królewiec i terytoria na północ od Królewca, zostaną przyłączone do Rosji, a nie do Polski. I dlatego Roosevelt nie użył słów „Prusy Wschodnie”, tylko „na północy”. („Emisariusz własnymi słowami”, Głos Ameryki, 1995-1997, Waszyngton, PWN, Warszawa 2012). Pozostawiam Państwa Czytelników ze swoimi wnioskami.

 

Sprawa Katynia

„Temat katyński” w Polsce po 1945 r. był wciąż podnoszony we wszystkich kręgach i środowiskach. Generał tak tę sprawę wspomina. Przedstawiciele ówczesnej opozycji politycznej w naszym kraju, w tym niektórzy intelektualiści uczestniczący od 1986 roku w Radzie Konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady Państwa, wysuwali wobec mnie sugestie, że w tych sprawach, które wydają się oczywiste, należałoby przedstawić nasze stanowisko publicznie, nie oglądając się na stronę radziecką. Rozumiałem powodujące nimi motywy. Zdawałem sobie przy tym sprawę z tego, że wewnątrz kraju taki krok uzyskałby gorącą aprobatę, umacniając tym samym pozycję władzy w społeczeństwie. Tak jednak postąpić nie mogłem. Opozycji, jej działaczom wolno było – i to do pewnego stopnia – nie liczyć się z zewnętrznymi realiami i w „drugim obiegu” publikować takie stanowisko. Tę działalność chce odnotować z uznaniem. Proszę zwrócić uwagę na: ujawnić czyli powiedzieć wprost kto tę zbrodnię popełnił; głosy uczonych; oczekiwania społeczne, jednocześnie umacniające pozycję władzy – proszę to odnieść do obecnych czasów, wskazać polityka, posła, który „tanim kosztem”, nie umacniałby swej pozycji, nie puszył się publicznie, co on to wymyślił i „dobrego dla narodu narobił”. Jeśli Generał nie chciał tak postąpić, to może działał na „szkodę” władzy – czyżby? Z taką oceną zapewne wielu się zgodzi, bo idzie o tamtą, „czerwoną władzę”, więc czym się martwić. Kto w tym momencie zastanowi się, dopatrzy poczucia odpowiedzialności za Polskę w słowach – Opozycji, jej działaczom wolno było – i to do pewnego stopnia – nie liczyć się z zewnętrznymi realiami? Kto zechce słowo „odpowiedzialność’” odnieść do postępowania Solidarności z lat 1980-1983 i późniejszych? Zapytam – czy choćby w tych słowach Generała, nie zechcecie Państwo znaleźć znamion cech Męża Stanu? Dalej Generał pisze: Ale my, ponoszący odpowiedzialność za kraj, za jego pozycję międzynarodową, takiej swobody nie mieliśmy. Nie mogliśmy – byłem i jestem co do tego całkowicie przekonany – wytwarzać w imię historycznych sądów napięcia w aktualnych stosunkach z ZSRR. A nasze jednostronne enuncjacje takie napięcie niewątpliwie by wywołały. Mogłyby tym samym negatywnie zaważyć na innych dziedzinach naszej współpracy. Co więcej, nie mogliśmy wówczas liczyć nawet na zrozumienie ze strony rządów zachodnich. Gorbaczow cieszył się w świecie jak najlepszą opinią i to zasłużenie. Pierestrojka zapowiadała bowiem wielką przemianę w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych. Publiczne ponaglanie go, a więc krytykowanie i tym samym osłabianie, nie zostałoby również Na Zachodzie powitane przychylnie. Proszę, przeczytajcie Państwo jeszcze raz powyższą ocenę. Spójrzcie, jak Generał rozumie kwestię odpowiedzialności w wymiarze krajowym i międzynarodowym. Jak waży skutki, następstwa – czy racje historyczne, które przecież bezdyskusyjnie były po naszej stronie, czy korzyści ze „współpracy w innych dziedzinach”, także z krajami Zachodu. Zastanówcie się Państwo, czy ma to coś ze znamion Męża Stanu. Sięgnijcie do tekstu „Gorbaczow na Zamku” (Trybuna 6-8 lipca br.). Autor, Rafał Skąpski mądrze i refleksyjnie wspomina spotkanie grupy uczonych z Gorbaczowem 14 lipca 1988 r., w tym „wątek katyński”. Nawiązuję do tego, podkreślając powagę Katynia w pamięci Polaków i uznanie za przywołanie tego świadectwa prawdy przez Panów: Rafała Skąpskiego i Sławomira Tabkowskiego.

Cytuję dalej: Realistycznie oceniając sytuację i wykluczając działania jednostronne, nie chciałem jednak w żadnej mierze zrezygnować z ujawnienia prawdy. Uważałem to za absolutnie konieczne. Powiedziałem Gorbaczowowi w czasie jednej z rozmów, że ujawniona prawda, obciąży jedynie przeszłość, trwanie zaś w kłamstwie obciążą przyszłość. Zapytam wprost – czy to nie dowód mądrego rozumienia sytuacji i mądrego dochodzenia do celu jakim było ujawnienie właśnie przez ZSRR w pierwszej kolejności, a nie przez Polskę (myśmy to wiedzieli) prawdy o politycznych decydentach i NKWD-owskich wykonawcach tej zbrodni. Powyższe cytaty pochodzą ze wstępu napisanego przez Generała w 1993 r. do książki „Wydrzeć prawdę”, której Autor, prof. Jarema Maciszewski był przewodniczącym polskiej części Komisji Historyków polskich i radzieckich. wyjaśniających tzw. białe plamy, w tym sprawę Katynia. Miałem zaszczyt być świadkiem kilku rozmów na tematy historyczno – polityczne Generała z prof. Adamem Koseskim, Rektorem Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Jednym z jej licznych efektów, znaczących dla wychowania młodego pokolenia Polaków w tej Uczelni, było wydanie – staraniem Profesora-wspomnianej książki. Serdecznie dziękuję i zachęcam do nabycia w księgarni Akademii.

Szczególnym hołdem treści i symboliki była wizyta Generała w Katyniu, 14 kwietnia 1990 r. Z udziałem Kompanii Reprezentacyjnej WP i grupy Rodzin pomordowanych, złożył wieniec na symbolicznej mogile, a Dziekan Generalny WP, ks. płk Florian Klewiado odprawił nabożeństwo żałobne. Dzień wcześniej, podczas uroczystego powitania przez Prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow publicznie przyznał, iż z woli władz ZSRR zbrodnia ta została popełniona oraz wyraził ubolewanie. Generał m.in. mówił, że oświadczenie strony radzieckiej otwarło drogę do poznania prawdy o tragicznym losie polskich oficerów, internowanych po 1939 roku…, że jako jeden z setek tysięcy polskich zesłańców na Syberii doświadczył na własnym i rodziny losie – bezprawia stalinizmu…, że żaden rozumny Polak nie obciąży narodów radzieckich, które stały się pierwszą ofiarą masowych represji stalinowskich – odpowiedzialnością za Katyń i Kuropaty, za Łubiankę i Kołymę …, że dramatyczny był dla Polaków 17 września, lecz po 6 latach – 9 maja, byliśmy razem w Berlinie. Może Czytelnicy wiedzą, które media, politycy, historycy itp. w ostatnich 20-tu latach przypominają ten fakt z udziałem Generała? A może znają powody jego przemilczania, co w tym względzie „złego” uczynił Generał – chętnie poznam, nie tylko ja.

 

Spotkania i rozmowy

Generał, jako Prezydent PRL, a następnie RP przyjmował różne osoby i osobistości oraz składał zagraniczne wizyty. Oto kilka przykładów, ku „Polaków refleksji”.
6 grudnia 1989 r. nowy nuncjusz apostolski w Polsce, abp. Józef Kowalczyk składał Generałowi listy uwierzytelniające. Napisane w j. łacińskim, są zaadresowane tak:„Illustri et Honorabili Viro, Wojciech Jaruzelski, Republice Popularis Polonica Praesidii, Johannes Paulus PP II. Rozpoczynają się: „Illustris et Honorabilis Vis Salutem et prosperitatem – Wybitnemu i Czcigodnemu Mężowi Wojciechowi Jaruzelskiemu, Prezydentowi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, Jan Paweł II PP (Papież i Pasterz). Wybitny i Czcigodny Mężu – zdrowia i pomyślności”. Papież wcale nie musiał ani tak określać Generała, ani używać tak znienawidzonej przez obecną władzę nazwy państwa – Polska Rzeczypospolita Ludowa. Wiedział, że w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia 1990 r. nastąpi zmiana na „Rzeczypospolita Polska”. Mógł poczekać do początku 1990 r. z aktem wręczenia listów przez nuncjusza. A jednak tego nie uczynił. Tak, jakby chciał pełną nazwę PRL uwiecznić w swym dokumencie. Co do określenia Generała łacińskimi, pięknymi słowami, i to dwa razy – Wybitny i Czcigodny Mężu – kogo skłaniają do chrześcijańskiej, ludzkiej refleksji i zadumy, do…

We wrześniu 1990 r. Prezydent RP przyjął w Belwederze Ronalda Reagana. Składając wyrazy uznania dla konsekwencji działań Generała, gość powiedział wprost: Myliliśmy się w ocenie pańskiej osoby. Na zakończenie wizyty, Reagan na stopniach Belwederu, uniósł w górę ramię stojącego obok Generała i rozłożył swe palce na kształt litery V. Dziennik telewizyjny w relacji z tego spotkania usunął tę scenę – mogłaby chyba dać coś ważnego do przemyślenia, nasunąć refleksje i skojarzenia wobec tak niedawnych stosunków polsko – amerykańskich. Ale mam nadzieję, że te zdjęcia (taśma filmowa) zachowała się w archiwum „Dziennika TV”, że nadejdzie czas i odważny badacz, który ujawni je następnym pokoleniom”, napisał we wspomnieniach Wiesław Górnicki. Ze swej strony mam nadzieję, iż inni dziennikarze będący świadkami tego zdarzenia, np. red. Tadeusz Zakrzewski, zechcą – dla pożytku młodego pokolenia ujawnić tę tajemnicę. Próba odnalezienia tych zdjęć przy okazji 90. urodzin Generała spełzła na niczym.

Podczas wizyty w Hiszpanii Generał podkreślał, że Przykład rozwiązywania sprzeczności politycznych poprzez dialog, wytrwałe poszukiwanie szerokiego consensusu, odwoływanie się do humanistycznych wartości, stanowi wkład historyczny Hiszpanów do filozofii nie tylko narodowego, lecz i europejskiego pojednania. I dalej, nawiązując do naszych doświadczeń – Naród Wasz zaznał tragedii bratobójczej walki. Polsce w minionych latach – za cenę ciężkich decyzji – udało się tego uniknąć. Zrozumiałe jest więc, że bieg wydarzeń w naszych krajach budzi obopólne zainteresowanie…

Jeszcze jeden, ciekawy, jakże skłaniający do namysłu fakt. W środę 2 listopada 1988 r. na własne życzenie Margaret Thatcher przyleciała do Warszawy i „chłodno” rozmawiała z Generałem. Zaś 4 w piątek, z sympatią i zrozumieniem dla sytuacji, zaprosiła do złożenia w „ możliwie szybkim dla Pana terminie”, wizyty w Londynie. 10 czerwca gościła Generała w swoim domu w Chequers. Wtedy powiedziała – Panie Generale (podnosząc kieliszek). Jesteśmy tu z Denisem, w naszym tymczasowym domu… Chcę powiedzieć kilka słów od siebie, zupełnie prywatnie Witam Pana, Generale i towarzyszące osoby. Chcę wyrazić głęboki szacunek i uznanie dla tego, co Pan zrobił dla swego kraju, dla Europy, a może i świata. Przyznaję, że Zachód nie zawsze trafnie odczytywał Pańskie intencje i wypowiedzi. Dziś jednak odchodzą w niepamięć dawne podziały. Pan, Generale, wniósł wielki, historyczny wkład do ich stopniowego zanikania. Chcę osobiście, we własnym domu, przy rodzinnym stole, wznieść toast za Pańskie zdrowie, Generale. Za zdrowie Pańskiej małżonki i córki, za tych wszystkich Pańskich współpracowników, którzy przyczynili się do obecnego biegu spraw w Polsce – w kraju, który nam Brytyjczykom, był zawsze i pozostanie bliski. Generał odpowiedział wspomnieniem, co czuł w górach Ałtaju, gdy dotarły pierwsze niejasne wieści o klęsce brytyjskiej pod Dunkierką, a następnie pod Tobrukiem i El Alamein. Przypomniał waleczność polskich pilotów podczas bitwy o Anglię. Pod koniec Gospodyni miała prawie łzy w oczach, o ile Żelazna Dama w ogóle ma prawo do takich reakcji (z notatek Wiesława Górnickiego).

 

 

Żołnierzowi i Mężowi Stanu

Z okazji 90 urodzin Generała (2013), grono przyjaciół, na czele z Prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, zorganizowało jubileuszowe spotkanie. Komitet Redakcyjny, pod przewodnictwem prof. Jerzego Wiatra zebrał ponad 20 publikacji różnych autorów i przygotował księgę jubileuszową – „Żołnierzowi i Mężowi Stanu”. Zachęcam do nabycia – tel. (22) 628 – 08 – 38). Z niej przytaczam kilka poniższych wypowiedzi:

Aleksander Kwaśniewski Dwie najważniejsze decyzje w historii Polski drugiej połowy XX wieku – grudzień 1981 i Wielka Zmiana 1989 – opisują najlepiej Twoje polityczne przywództwo. One zaważyły na losach Polaków i losie Polski. I trzeba je czytać wspólnie. To były dwie, bardzo trudne operacje, wymagające wielkiej odwagi, wyobraźni, umiejętności logistycznych. Ciesząc się dziś z wolnej, bezpiecznej i rozwijającej się Polski pamiętajmy także o tym, że wszystko mogło potoczyć się inaczej – gorzej!

Michaił GorbaczowWedług mnie generał Jaruzelski reprezentuje najlepsze, narodowe obywatelskie i ludzkie cechy Polaków, przyjaciół Rosji. Wiem i doceniam od lat.

Władysław MarkiewiczZwyczajnym kłamstwem, na co zwracali uwagę, m.in. Bronisław Łagowski, Andrzej Romanowski, Andrzej Walicki i inni niezależni intelektualiści, jest też twierdzenie prawicy, że Solidarność obaliła komunizm w Polsce. Nie było żadnego „obalania”, lecz pokojowa zmiana ustroju, do której walnie przyczyniła się reformatorska większość w PZPR, z Wojciechem Jaruzelskim na czele.

Jerzy WiatrWprowadzenie stanu wojennego. Ta decyzja – od ponad 30 lat dzieląca Polaków – ocaliła Polskę przed interwencją, w wyniku której nasz kraj nie tylko poniósłby trudne do oszacowania straty ludzkie, lecz także sprowadzony zostałby do statusu radzieckiego protektoratu… W tym sensie Wojciech Jaruzelski stał się, obok Władysława Gomułki, tym polskim Mężem Stanu, któremu Polska w szczególnie wielkim stopniu zawdzięcza zachowanie statusu państwa o znacznym stopniu wewnętrznej suwerenności.

Kazimierz ŁastawskiRacja stanu ściśle łączy się z polityką realizmu politycznego (Realpolitik). W sytuacjach ekstremalnych odpowiedzialny polityk powinien przede wszystkim „myśleć o ocaleniu narodu przed nieszczęściem”. Temu głównie służyło wprowadzenie stanu wojennego przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego w grudniu 1981 r., gdyż nawet najpiękniejsze ideały nie usprawiedliwiają narażania na szwank dobra całego narodu.

Hieronim KubiakLata 80. XX wieku – dramatyczna dekada generała Wojciecha Jaruzelskiego. Aktualizacja maksymy wyniesionej z Marianum – Nil desperandum! Nie należy rozpaczać! Szukać rozwiązań nowych, nawet jeśli niektórzy powiedzą o nich, że są zbyt późne, czy nawet mylne jako rachuba. Okrągły Stół”.

Marceli KosmanPrzez długie lata dojrzewał jako polityk, by w decydującym momencie stać się autentycznym Mężem Stanu, przywódcą państwowym w chwili przełomu. Doskonale zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństw, które wiążą się z walką zbrojną. Były Mu znane – zakończone klęskami zrywy powstańcze.

Jan WawrzyniakPrezydent Wojciech Jaruzelski zdawał sobie sprawę, że historia wydała wyrok skazujący na socjalizm, przynajmniej w takiej postaci, jaka była realizowana w ZSRR i państwach sojuszniczych. Nie podejmował więc prób wykorzystywania swoich szerokich kompetencji i lojalnie akceptował zachodzące przemiany polityczne… do których się przyczynił.

Andrzej Gąszczołowski Przewaga racji stojących po stronie generała Wojciecha Jaruzelskiego, sprawi niewątpliwie, iż zasiadający na ławie oskarżonych „winny” wyjdzie z Sądu jako niewinny. Jako bohater, Mąż Stanu, który zdążył zapobiec wielowymiarowej katastrofie. Mimo poniesionych szkód i dolegliwości, przyniósł ocalenie Polski i Polaków. Wyprowadził kraj z bezprzykładnie dramatycznego wirażu, uniknął faktów i zdarzeń, które położyłyby się ciężkim brzemieniem na losie kolejnego pokolenia. Tym aktem odwagi i odpowiedzialności „dobrze zasłużył się Ojczyźnie”.

Obok tej księgi, Adam Marszałek z Torunia, wydał „Pisma wybrane”…zasługują na odrębną prezentację, w stosownym, ale niezbyt odległym czasie. Podobnie jak „Spotkania z Generałem”, organizowane kilka razy przez gen. Zdzisława Rozbickiego z Wrocławia. Stąd pochodzi taka wypowiedź Joanny Rawik – Miałam szczęście poznać w życiu trochę sławnych osobistości. Pośród nich, gen. Wojciech Jaruzelski wyróżnia się wyjątkową siłą charakteru oraz formatem inteligencji, które razem z wytworną delikatnością, tworzą jakość rzadko spotykaną. To hojny dar losu, że miałam możność obcować z tej miary Człowiekiem, prawdziwym Mężem Stanu.

Na zakończenie – w roku 100-lecia odzyskania Niepodległości, nasuwa się pytanie o grono wybitnych Polaków, którzy na przestrzeni tego wieku „dobrze zasłużyli się Polsce”, walcząc o granice na niwie wojskowej, politycznej i społeczno-gospodarczej. Którzy powinni być społeczeństwu, Polakom prezentowani i utrwalani, ku pamięci przyszłych pokoleń. Czy wśród nich z wyraźniej woli Państwa, milionów Polaków, będzie Generał jako Mąż Stanu – czas pokaże.