Abonament za wybory

O ile błędy lekarzy kryje ziemia, to błędy polityków pokrywa obywatel.

5 mln zł, wydane przez Pocztę Polską na worki do niebyłych wyborów korespondencyjnych, to mniej więcej tyle, ile wynosi roczny zysk tego przedsiębiorstwa. 68 mln zł, które utopiła Poczta na karty, oświadczenia, koperty i cholera wie co jeszcze, to szmalec, którego odrabianie może dla tej instytucji trwać dziesięciolecia. Ale wcale nie musi. W PiS wymyślono właśnie, kto i w jaki sposób za „sasinowe wybory” Poczcie Polskiej zapłaci.
Mówi komuś coś kwota 22,70 zł? Jeśli nie, to może inna, wynosząca 245,15 zł? Jeżeli w dalszym ciągu ktoś nie wie o co biega, to pora wyjaśnić, że to pierwsze, to obowiązujący w tym roku miesięczny abonament radiowo-telewizyjny, zaś drugie to, to samo, ale gdyby ktoś chciał go zapłacić za rok z góry. Pieniądze za abonament pobiera Poczta Polska. Choć jeszcze przed październikowymi wyborami politycy rządowi zapluwali się, że z tą forma płacenia za radio i telewizję już koniec. Obowiązywała wtedy narracja, że KRRiT będzie zasilać Telewizję Polską i radia publiczne wyłącznie środkami pochodzącymi z budżetu państwa.
Poczta Polska, jako firma państwowa nie komentowała wtedy tych enuncjacji, ale na członków jej zarządu padł blady strach. Listonosze i panie w okienkach domagali się podwyżek płac, a jedyna pewna kasa dla poczty pochodziła przecież z poboru abonamentu. Z takiej sobie prowizji, wynoszącej 6 proc., robiło się rocznie ponad 50 mln zł, które poczta brała dla siebie.
Szmalec za należności dla KRRiT też nie musiał być przecież przelewany od razu. Ponieważ wynosił – łącznie z karnymi odsetkami i karami za telepajęczarstwo, czyli za niezarejestrowany telewizor – ok 800 mln zł rocznie, to był dla poczty idealną finansową poduszką powietrzną, zapewniającą firmie płynność finansową.
Gdy było po wyborach, prezes poczty szybko wykonał kilka stosownych telefonów i mógł już spać spokojnie. Dowiedział się, że nikt w rządzie o obietnicy rezygnacji ze ściągania abonamentu nie pamięta.
Pocztowcy mogli zatem ze spokojem robić to, co przez ostatnich kilka lat. Szczuć na ludzi kontrole i komorników. Mieli na kogo. Na 13,57 mln gospodarstw domowych w Polsce, 96,4 proc. ma telewizory, z czego zarejestrowało je 48,28 proc. Według danych KRRiT 3,69 mln osób, czyli ponad połowa, jest zwolnionych z abonamentu rtv. W związku z czym abonament opłaca niecały milion osób z telewizorami. Znaczy mniej niż co trzeci mający taki obowiązek.
Nic zatem dziwnego, że rocznie poczta rozsyła średnio ponad pół miliona upomnień i wystawia ponad 150 tys. tytułów wykonawczych wobec opornych dłużników. Tylko w tym roku, od stycznia do kwietnia Poczta Polska skierowała do urzędów skarbowych prawie 35 tys. tytułów wykonawczych, w oparciu o które urzędy skarbowe egzekwują zaległe należności. Co nie jest dziwne, bo wszak z każdej zwindykowanej płatności Poczta też ma swoje 6 proc. prowizji.
Uspokojona Poczta, bezstresowo przyjęła zatem budżetowy zastrzyk 1,97 mld zł, dla mediów publicznych z początku roku. Był on dokładnie tym samym, co w 2017 r. gdy media odbite przez PiS, dostały od podatników 1,677 mld zł i w 2018 roku, gdy ze środków publicznych powędrowało dla propagandystów władzy – 741,5 mln zł. Góra pieniędzy budżetowych w żaden sposób nie wpłynęła na to, że zrzucający się na te kwoty obywatele nie mieliby zapłacić za to samo jeszcze raz. W formie abonamentu właśnie.
Parę tygodni temu minister aktywów Jacek Sasin postanowił zrobić dobrze prezydentowi Dudzie pokazując, jaki to dobry dla suwerena jest rząd Zjednoczonej Prawicy. Na Twitterze Sasina poszło w świat, że „Kwestia ściągalności abonamentu RTV to smutna spuścizna rządów Donalda Tuska. To kolejna kwestia do gruntownego przemodelowania po naszych poprzednikach. Obecnie – biorąc pod uwagę wyjątkowe okoliczności – poprosiłem Pocztę Polską o wstrzymanie działań w tym zakresie”.
Wszyscy w kraju, od czasu wyborów kopertowych, sądzą, że to Sasin nadzoruje Pocztę Polską. Nieprawda. Czapą nad Pocztą jest bowiem Minister Infrastruktury, więc Sasin może poprosić o co tylko chce, tyle, że PP może to mieć w poważaniu.
Ale ponieważ Sasin to wicepremier, zarząd nie mógł go całkiem olać. Poczta Polska w związku „z intencją wyrażoną przez ministra aktywów państwowych pana Jacka Sasina w dniu 7 czerwca br. w zakresie wstrzymania realizacji przez Pocztę Polską S.A. zadań związanych z pobieraniem opłat abonamentowych” skierowała zatem pisma do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz do Ministra Infrastruktury i Ministra Finansów z pytaniem o co chodzi. Bo firma ma narzucony milionem aktów prawnych obowiązek ściągania abonamentu, a nie robienia tego, co każe twitt od Sasina.
Instytucje piszą odpowiedź, ale do suwerena poszło przedwyborcze przesłanie, że PiS niepłacącemu elektoratowi odpuści.
Mało kto doczytał, że rzecz idzie nie o koniec abonamentu, lecz ledwie o wstrzymanie egzekucji na czas pandemii. A tak naprawdę o to, żeby żadna gazeta przed wyborami nie wyskoczyła po raz enty, ze staruszką, która wyrejestrowawszy telewizor 5 lat temu, dostaje teraz nakaz zapłacenia 2 tys. zł, plus kara i odsetki.
Oczywiście Tomasz Zdzikot, nowy szef poczty, mimo że nie miał odpowiedzi od rzeczonych ministerstw, i tak windykację wstrzymał. Ale on – w przeciwieństwie do wyborczej gawiedzi – wiedział, że warto to zrobić.
Wiedział, o czym zaraz po pocztowej, wyborczej wtopie Sasina zaczęto debatować na Nowogrodzkiej. Skąd wziąć 70 mln zł dla Poczty Polskiej mianowicie. Wiedział też na czym stanęło.
Plan jest nader prosty. Teraz Poczta abonamentu przez chwilę nie pobiera. Zacznie tuż po wyborach, bez względu na ich wynik. Ale ponieważ w dobie koronawirusa nic nie będzie takie jak było, to ściąganie abonamentu RTV stanie się dla Poczty Polskiej opłacalniejsze w dwójnasób. Zamiast 6 proc. prowizji ma być 12. Poczta chciała o 3 więcej, ale w rządzie uznano, że 15 proc. za przelanie kasy z konta na konto, to jednak byłaby przesada.
Ponoć prezes dostał też obietnicę, że powstanie nowa, specjalna taryfa dla ściąganego zadłużenia RTV, oczywiście znacząco wyższa niż dzisiejsze kary i odsetki. Rzecz jasna partycypacja Poczty Polskiej w tych przychodach też wynosiłaby 12 proc.
Co prawda w plecy byłaby KRRiT, ale nie będzie. Przecież za rok, w ramach rekompensaty za cośtam, cośtam, dostanie z budżetu kilkaset milionów więcej. Poczta Polska zaś, w ciągu roku, góra półtora, pozbędzie się kopertowego balastu Sasina, a potem będzie mocno do przodu.
Gdyby więc ktoś spytał, kto zapłaci na nieodbyte wybory, to okaże się, że będą nimi zarówno wszyscy oburzający się na PiS podczas oglądania TVN, jak i ci miłujący władzę śledząc paski w TVP Info.

Flaczki tygodnia

W sobotę Jaśniepan prezes Kaczyński zrezygnował z przeprowadzenia wyborów prezydenckich w dniu 23 maja 2020 roku.
Uczynił to, bo pewnie miał taki kaprys lub przekonanie.
Może zdarzyć się, że Jaśniepan zrezygnował jedynie chwilowo i niebawem media obwieszczą zmianę jego woli.

Ponieważ Jaśniepan prezes zrezygnował, to pani Marszałek Elżbieta Witek musiała zrezygnować z wygłoszenia przygotowanego już orędzia do Narodu. Nie wiemy, czy przypłaciła to depresją. Nie wystąpiła w telewizjach, co krajowi politycy uwielbiają. Ale zyskała tym wolny sobotni wieczór. Co dla ludzi pracujących na noce zmiany jest jakąś wartością.

Niedzielne wybory prezydenckie odbyły się tak, aby się nie odbyły.

Teraz Jaśniepan prezes będzie musiał zdecydować czy nowe wybory będą odbywać się tak jak nowe, czy będą to stare wybory odbywające się w nowym terminie.

Rozstrzygnięcie czy nowe to nowe, czy tylko stare z nową datą ma fundamentalne znacznie. Bo nowe – nowe wybory oznaczają ponowy proces zgłaszania kandydatów, zbieranie popierających te kandydatury podpisów, co w warunkach zarazy będzie trudne.
Z drugiej strony taki tryb rejestrowania pozwoli Koalicji Obywatelskiej uwolnić się od pomyłki kadrowej, czyli kandydatury Małgosi Kidawy – Błońskiej. I wystawienie nowej, już może lepszej.

Wiewiórki w stolicy ćwierkają, że do wyborów 23 maja przekonywały silnie Jaśniepana prezesa dwie persony. Pan Jacek Kurski rządzący TVP SA z tylnego fotela „doradcy prezesa”, czyli tak jak Jaśniepan prezes rządzi IV Rzeczpospolitą. Oraz pan prezydent Duda.
Obaj przekonywali, że czas upływa na niekorzyść pana prezydenta Dudy. Każdy nowy tydzień kryzysu obniża jego szanse wybiorcze.
Dlatego Jaśniepan prezes postanowił wydymać szeregowego posła swego klubu parlamentarnego, swego imiennika pana Jarosława Gowina, i olać zawarte z nim dwa dni wcześniej porozumienie.

Niestety tym razem pan zwykły pan poseł Gowin, zwany w kręgach parlamentarnych „GieGie”, czyli „Gumowy Gowin”, zagroził wyjściem z koalicji rządzącej, co pozbawiłoby partię Jaśniepana prezesa większości w Sejmie RP.
Ponieważ pana zwykłego posła Gowina poparł, zagrożony wizją mniejszościowości swego rządu, pan premier Morawiecki, a zaatakowali go politycy związani z panem ministrem sprawiedliwości Ziobro, zwanym „Zbyszkiem Zdradzieckim”, to Jaśniepan prezes musiał zamrozić spór. Aby lepiej rozpoznać siłę zwalczających się frakcji. By niebawem skuteczniej poszczuć jednych na drugich.

Trwają w mafiopodobnej rodzinie PiS poszukania medialnego kozła ofiarnego. Polityka, który weźmie na siebie odpowiedzialność za bezprawne wydrukowanie 30 milionów pakietów wyborczych. Odpowiedzialność polityczną, a także i materialną.
Nie wiemy jeszcze jaki był koszt druku tych 30 milionów kart do sfałszowanego głosowania. I pewnie długo się nie dowiemy, bo wiemy już, że elity PiS kłamią na każdym kroku.
Ale jeśli koszt druku jednego pakietu kosztowałby, wedle szacunku znawców, około 5 złotych, to oznaczałoby, że przynajmniej 150 milionów złotych poszło na marne. W czasie kiedy nasz PKB skurczy się wedle prognoz przynajmniej o 4 punkty procentowe.

Do roli tegoż ofiarnego „karciarza” wyznaczani są: pan wicepremier Jacek Sasin, bo to on bezprawnie kazał drukować niepotrzebne karty. Oraz pan premier Morawiecki, bo to on bezprawnie nakazał organizować te wybory.

Ponieważ za zrobieniem kozła ofiarnego z pana premiera Morawieckiego jest tylko pan minister Ziobro, zwany „Zbyszkiem Zdradzieckim”, ponieważ pan premier Morawiecki jeszcze Jaśniepana prezesa publicznie nie zdradził, jak czynił nieraz „Zbyszko Zdradziecki”, to „karciarzem ofiarnym” najpewniej zostanie pan minister Sasin.
Ale nie rońcie łez, bo wielka krzywda pewnie mu się nie stanie. Jeśli Jaśniepan prezes nie straci władzy do 2023 roku, a pan minister Sasin grzecznie wytrwa w kozła roli, to Jaśniepan coś dla swego „karciarza” na osłodę znajdzie.
Najlepiej szmalcową posadę z wieloletnią, nieusuwalną kadencją i immunitetem sądowym. Zapewne znany „prawo łamacz” Sasin do Trybunału Konstytucyjnego na sędziego trafi. W nagrodę za łamanie tej Konstytucji i jako fachowy praktyk nieprzestrzegania jej. Jak Pawłowicz i Piotrowicz.

Zauważcie, że od kilku tygodni nie żyjemy już w obszarze regulowanym przez prawo, lecz w jakimś stanie ponad prawem. Nie oburzamy się już wielce, że elity PiS znowu złamały Konstytucje i inne prawa. Warto przypomnieć, że poseł poprzedniej kadencji, ojciec obecnego premiera, kawaler Orderu Orła Białego, pan Kornel Morawiecki głosił, że „Ponad prawem jest wola Ludu”. Co bardzo podobało się Jaśniepanu prezesowi. Dziś uosobieniem tej „woli Ludu” jest Jaśniepan prezes.

Od bezdomności dzielą tylko 3 spłaty kredytów. Już wcześniej spece od polityki społecznej zauważyli, że nieposiadającą na własność mieszkań polską klasę średnią od bezdomności dzielą tylko trzy niezapłacone czynsze lub raty kredytu. Już kilka lat temu alarmowali, że jeśli kredytobiorca poważnie zachoruje lub straci pracę, to w zasadzie ląduje na bruku. Teraz wizja rosnącej bezdomnosci jest niepokojąco bliska.
Ale rządzący IV RP zajęcia są teraz spełnianiem politycznych kaprysów Jaśniepana prezesa.

PS. Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na www.facebook.com/trybuna.net/

PiS bierze media

Z wypowiedzi wicepremiera i mocnego człowieka w partii rządzącej Jacka Sasina, udzielonej TVP Info, jednego z najbardziej propisowskich mediów, wynika, że tuż po ukonstytuowaniu się rządu, PiS planuje wziąć media za twarz.

Jednak tytuł wywiadu jest nieco mylący „Musimy jeszcze bardziej zagwarantować pluralizm”. Jakby do tej pory pluralizm był na rynku mediów publicznych czymś oczywistym.
Zdaniem wicepremiera na rynku medialnym w Polsce panuje nierównowaga medialna, nie wyjaśnia jednak, jak by chciał ja obliczać – arytmetycznie, czy liczbą nazwisk dziennikarzy wyznających poglądy prorządowe. Sasin jest zdania, że jego partia w ostatnim okresie zbudowała „pewien pluralizm medialny”, którego nie było za rządów ich poprzedników. „W tej chwili mamy rzeczywiście telewizję publiczną” dodaje z rozbrajającą szczerością i martwi się, że znaczna część mediów komercyjnych wspiera bardzo mocno opozycję, co, jak można mniemać Jackowi Sasinowi się nie podoba.
Niebezpiecznym jest watek, w którym Sasin mówi, o tym, że pluralizm mediów PiS musi „zagwarantować” by „też z naszymi przekazami, prawdziwą informacją o polityce, którą prowadzimy, trafiać też do mieszkańców dużych miast”, obiecuje wicepremier. Tutaj oczekiwania propagandowe są zrozumiałe – właśnie wielkich miastach PiS dostał lanie i teraz trzeba wyprać mózgi wyborcom, by następnym razem wiedzieli jak mają głosować.
Sasin obiecał też rozmowy o tym, co zrobić, by media były obiektywne i rzetelne. W jaki sposób chciałby to zagwarantować i z kim chciałby rozmawiać, nie wyjaśnił. Uważa, że bolączką polskich mediów jest nierzetelna informacja. Obiecał też regulacje prawne dotyczące stosunku kapitału krajowego do obcego w mediach, co jest zapowiedzią doprowadzenia do sytuacji, w której media będące własnością obcego kapitału musza liczyć się z utrudnieniami w swojej działalności.
Wicepremier Jacek Sasin udowodnił, że nie rozumie istoty mediów. Odgórne wpływanie na media prywatne będzie krępowaniem wolności wypowiedzi. Wartości, o których z utęsknieniem wspomina jak obiektywizm i rzetelność, dotyczyć musza przede wszystkim mediów publicznych, które nie mogą być własnością żadnej partii.