Raj przedsiębiorców

Skrajnie probiznesowy rząd Ukrainy nie zwleka z wdrażaniem „reform”, które pomogą przedsiębiorcom, a dodatkowo osłabią i tak fatalną pozycję ukraińskich pracowników. Projekt ustawy wniesiony przez jednego z deputowanych rządzącej partii Sługa Ludu chce radykalnie złagodzić kary za zatrudnianie na czarno.

Projekt nowelizacji Kodeksu Pracy wniósł w Radzie Najwyższej Danyło Hetmancew, deputowany Sługi Ludu, który, przypomnijmy, dysponuje większością w parlamencie i może bez problemu przeforsować praktycznie każdą zmianę. Ta ma być jedną z pierwszych w całym pakiecie reform, które ułatwią życie biznesowi. To, że przy okazji pogorszą pozycję pracowników, neoliberalnych polityków z rządu Honczaruka niespecjalnie interesuje. Wywodzący się z probiznesowego think tanku BRDO premier przekonuje, że bez uelastyczniania Kodeksu Pracy Kijów nigdy nie będzie miał szans na wejście do Unii Europejskiej.
Na czym ma polegać nowelizacja? Projekt Sługi Ludu zakłada, że jeśli przedsiębiorca zostanie pierwszy raz przyłapany na łamaniu prawa pracy, w szczególności na zatrudnianiu na czarno, ukraińska inspekcja pracy… przyśle mu list z upomnieniem. Kara grzywny będzie mogła zostać wymierzona dopiero wtedy, gdy naddnieprzański Janusz biznesu po raz drugi w ciągu jednego roku kalendarzowego złamie przepisy. Grzywny również odpowiednio spadną, by nie zniechęcać „drobnych przedsiębiorców”. Przykładowo do tej pory za niewpuszczenie inspektora i nieudostępnienie dokumentacji pracowników groziła maksymalna grzywna w wysokości 120 tys. hrywien (ok. 17 tys. złotych), stukrotność płacy minimalnej – po zmianach i w warunkach recydywy ma być to zaledwie ośmiokrotność. Za zatrudnianie na czarno maksymalna kara wynosiła trzydziestokrotność płacy minimalnej. Nowelizacja przewiduje czterokrotność i dopiero po drugim złamaniu prawa.
Aktywiści lewicowej, propracowniczej grupy Socijalny Ruch nie mają wątpliwości, że skutki zmian dla ukraińskich pracowników będą opłakane i tylko zachęcą Ukraińców i Ukrainki do migracji zarobkowej, gdzie wprawdzie również są narażeni na bezwzględny wyzysk i złe warunki, ale przynajmniej pieniądze będą lepsze.
– Tak liberalnego systemu nie ma nigdzie – komentują działacze na stronie organizacji. – Wprost zachęca on do nielegalnego zatrudniania. Państwo i tak już wspiera przedsiębiorców, nieustannie tłumacząc im, jakie są przepisy. A teraz pracodawca będzie wiedział, że przynajmniej raz w roku będzie mógł zmusić pewną liczbę pracowników do pracy na czarno. Zmniejszą się zasoby funduszy socjalnych, zwiększy – ryzyko wypadku przy pracy. Praca na czarno to zbyt poważne przestępstwo, by „wybaczać” pierwszy wypadek takiego działania.
Organizacje przedsiębiorców są jednak zachwycone pomysłem rządu Honczaruka, z którym zresztą wiążą ogromne nadzieje. Nie bez przyczyny ekipę Sługi Ludu porównuje się do Chicago Boys, ekipy, która wdrażała neoliberalne reformy w Chile za dyktatury Pinocheta, z amerykańskiego błogosławieństwa.

Czyj sługa? Ludu czy kapitału?

W filmie „Sługa ludu 2”, będącym kontynuacją niezwykle popularnego pierwszego sezonu serialu, dobry prezydent Hołoborodko odrzuca niekorzystny dla Ukrainy układ z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. W prawdziwym świecie prezydent Zełenski razem ze swoimi współpracownikami ma dokładnie odwrotne plany. Jego doradcy nazywają Fundusz „strategicznym partnerem” i pod jego kierunkiem zamierzają sprywatyzować wszystko, co się da.

I nikt im w tym nie przeszkodzi. Sługa Ludu, partia prezydenta Wołodymyra Zełenskiego zdobyła w wyborach parlamentarnych 21 lipca samodzielną większość w Radzie Najwyższej – 254 mandaty. Będzie zarządzać w ukraińskiej polityce niepodzielnie, bez oglądania się na żadnych koalicjantów (takiego komfortu nie miał np. Petro Poroszenko i jego nieistniejący już Blok). Zagadką pozostaje jedynie szef i skład przyszłego rządu. Jedno z nazwisk przewijających się w tym kontekście to Ołeksij Honczaruk, zastępca dyrektora kancelarii prezydenta ds. ekonomicznych. Właśnie on przedstawił 30 lipca główne założenia polityki gospodarczej Zełenskiego, potwierdzając domysły analityków uważnie śledzących skład ekipy skompletowanej przez prezydenta-aktora.
Honczaruk stwierdził w rozmowie z Bloombergiem, iż Ukraina zamierza starać się o nowy kredyt z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, kiedy upłynie termin obecnego porozumienia z funduszem – a więc już od początku przyszłego roku. W ramach nowego, jeśli się uda – trzy – lub czteroletniego programu współpracy Kijów miałby wystawić na sprzedaż udziały w około dwustu przedsiębiorstwach państwowych, które przedstawiają jeszcze jakąś wartość. Pod hasłami „rozbijania monopoli” do kupienia byłyby m.in. pakiety – na razie mniejszościowe – udziałów w ukraińskich liniach kolejowych (Ukrzaliznycia) oraz państwowym przedsiębiorstwie pocztowym. Wzrost gospodarczy w przyszłym roku miałby wynieść na Ukrainie 5 proc., więc rządzący będą również cięli deficyt budżetowy.
Sługa Ludu chce również przyciągać zagranicznych inwestorów do wydobycia ukraińskich bogactw naturalnych, a przede wszystkim otworzyć możliwości wykupu ukraińskiej ziemi uprawnej. Moratorium na obrót ziemią, wprowadzone w 2001 r., ma zostać zniesione jeszcze do końca tego roku. W styczniu 2019 r. Rada Najwyższa nie zgodziła się tego zrobić – obecnie parlamentarnej większości nikt planów nie pokrzyżuje. Otwartą kwestią pozostają jedynie szczegóły: czy będzie wprowadzony jakiś limit rocznej sprzedaży ziemi? Czy będą ją mogli nabywać cudzoziemcy? Jak stwierdził szczerze Honczaruk, sprawy te zostaną rozstrzygnięte w toku negocjacji z Bankiem Światowym. A więc nie samodzielnie przez państwo ukraińskie.
– Ukraina sięga po rozwiązania, które pomogły przebudować postkomunistyczną część kontynentu w latach 90. – komentują autorzy Bloomberga, wprost wskazując, że wzorem dla Zełenskiego i Honczaruka mogła być ówczesna Polska. Tyle tylko, że po blisko trzydziestu latach od tamtej terapii szokowej można już stwierdzić, do jakiej „powszechnej prosperity” ona doprowadziła. Czy ukraińscy decydenci tego nie wiedzą, wolą nie wiedzieć czy też zamierzają wdrożyć zabójcze dla zwykłych ludzi rozwiązania z jeszcze innych powodów?
Ołeksij Honczaruk, który do ekipy Zełenskiego trafił prosto z think-tanku Better Regulation Delivery Office, proeuropejskiego podmiotu stawiającego sobie za cel budowanie na Ukrainie przyjaznego środowiska dla przedsiębiorców, oględnie przyznał jedno: obywatelom Ukrainy sposób i efekty współpracy z IMF mogą się nie spodobać. W komentarzu dla Bloomberga stwierdził, że jeśli zmian w obrocie ziemią nie uda się wdrożyć jeszcze w tym roku, potem może być z tym bardzo trudno.