Hull City już handluje Grosickim

Kamil Grosicki ma za sobą udany sezon w Hull City. Strzelił dziewięć goli i zaliczył 12 asyst na zapleczu angielskiej ekstraklasy i jednym z najlepszych piłkarzy ekipy „Tygrysów”. Jego kontrakt jest ważny do końca czerwca przyszłego roku, ale raczej na pewno tego lata zmieni klubowe barwy.

Reprezentant Polski należy do najlepiej zarabiających piłkarzy Hull City (ponoć rocznie otrzymuje 1,3 mln funtów), ale ten klub po dwóch latach od spadku z Premier League nie może już liczyć na finansowe wsparcie z tzw. funduszu solidarnościowego i musi szukać oszczędności, między innymi poprzez pozbycie się graczy o najwyższych kontraktach lub znaczącą redukcję ich zarobków. Na obniżkę wynagrodzenia Grosicki się nie godzi, dlatego działacze Hull City wystawiły go na listę transferową i są skłonne oddać Polaka nawet za mniejszą kwotę niż wykupiły go w 2014 roku z francuskiego Rennes (7 mln funtów).

Angielskie media podają, że chęć zatrudnienia Grosickiego wykazał również II-ligowy Nottingham Forest, lecz chce go za 2,5 mln funtów. Szefowie Hull City na taką „przecenę” polskiego piłkarza, który w 91 występach w barwach „Tygrysów” strzelił 18 goli i zaliczył 23 asysty, raczej się nie zgodzą.

 

Liga Europy: Uznane firmy w 1/16 finału

Fot. Zespół Chelsea Londyn uważany jest za jednego z najpoważniejszych kandydatów do wygrania Ligi Europy

 

 

W miniony czwartek zakończyła się faza grupowa Ligi Europy. Do dalszych gier awansowały 24 zespoły. Wiosną dołączy do nich osiem zespołów, które w Lidze Mistrzów zajęły trzecie lokaty w swoich grupach.

 

Największą sensacją fazy grupowej Ligi Europy było niezakwalifikowanie się do play-off finalisty poprzedniej edycji tych rozgrywek, Olympique Marsylia (w finale francuski zespół uległ Atletico Madryt 0:3). Tym razem ekipa z Marsylii zdobyła tylko jeden punkt i zajęła ostatnie miejsce w grupie H, ustępując nie tylko Eintrachtowi Frankfurt i Lazio Rzym, ale nawet cypryjskiemu Apollonowi Limassol. Do fazy pucharowej nie awansował też AC Milan, który w ostatniej kolejce przegrał z Olympiakosem Pireus 1:3, a na dokładkę został ukarany przez UEFA grzywną w wysokości 12 mln euro za złamanie przepisów finansowego fair play. Mediolańskiej ekipie grozi też wyrzucenie z europejskich pucharów.

Warto odnotować dzielną postawę pogromcy Legii Warszawa w kwalifikacjach, drużyny F91 Dudelange, która rywalizowała w tej samej grupie F co AC Milan i Olympiakos Pireus. W ostatniej kolejce gier mistrz Luksemburga zremisował ze zwycięzcą grupy Betisem Sewilla 0:0. Był to pierwszy punkt w Lidze Europy wywalczony przez ten zespół w europejskich pucharach.
Z polskich piłkarzy na placu boju pozostała garstka – Tomasz Kędziora w Dymanie Kijów, Damian Kądzior w Dinamie Zagrzeb, Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik w SSC Napoli, Jakub Piotrowski w KRC Genk oraz dwóch nastolatków, reprezentantów Polski U-19 i U-18 Jakub Bednarczyk i Adrian Stanilewicz, którzy w ostatniej serii spotkań zaliczyli pucharowy debiut w Bayerze Leverkusen. Z rozgrywkami pożegnali się natomiast Jakub Rzeźniczak z azerskim Qarabagiem Agdam, Jacek Góralski i Jakub Świerczok z bułgarskim Łudogorcem Razgrad, Igor Lewaczuk z francuskim Girondins Bordeaux i Patryk Malecki ze słowackim Spartakiem Trnava.

A oto zespoły, które awansowały do 1/16 finału po fazie grupowej Ligi Europy: Bayer Leverkusen, FC Zurych, Red Bull Salzburg, Celtic Glasgow, Zenit Petersburg, Slavia Praga, Dinamo Zagrzeb, Fenerbahce Stambuł, Arsenal Londyn, Sporting Lizbona, Betis Sewilla, Olympiakos Pireus, Villarreal, Rapid Wiedeń, Eintracht Frankfurt, Lazio Rzym, KRC Genk, Malmoe FF, FC Sevilla, FK Krasnodar, Dynamo Kijów, Stade Rennes, Chelsea Londyn i BATE Borisow. Z tego grona za faworytów rozgrywek uważa się dwie londyńskie jedenastki, Arsenal i Chelsea, ale z Ligi Mistrzów dostały mocnych konkurentów – osiem drużyn z 3. miejsce: SSC Napoli, Benficę Lizbona, Club Brugge, Galatasaray Stambuł, Inter Mediolan, Szachtara Donieck, Valencię CF i Viktorię Pilzno.

 

Nikt już nie lubi Grosickiego?

Adam Nawałka nie wyobrażał sobie kadry bez Kamila Grosickiego i powoływał go także wtedy, gdy wraz z Hull City zleciał do angielskiej II ligi. Jerzy Brzęczek aż tak „Grosika” nie poważa, bo powołania mu nie wysłał. A kibice niespodziewanie przyznali mu rację.

 

Grosicki na rosyjskim mundialu wypadł równie beznadziejnie jak pozostali nasi reprezentanci, ale nie tym roztrwonił kredyt sympatii jakim od kilku lat obdarzali go kibice. Fanom podpadł aroganckimi komentarzami na portalu społecznościowym, gdy niedługo po powrocie z Rosji zamieścił fotki z wakacyjnej imprezy w gronie przyjaciół i został za to przez internautów ostro skrytykowany. I nagle, niemal z dnia na dzień, z piłkarza cieszącego się sporą popularnością z Polsce stał się osobą powszechnie nielubianą. Dlatego jego kolejne perypetie ze zmiana klubu mało już kogo nad Wisłą obchodziły, oczywiście poza nieliczną grupką sportowych żurnalistów z białostockim rodowodem, upominających się tu i ówdzie w mediach o traktowanie Grosickiego jak gwiazdę co najmniej formatu Lewandowskiego.

Tymczasem wykreowany na herosa polskiej reprezentacji „TurboGrosik” nie otrzymał powołania od Jerzego Brzęczka na mecze z Włochami i Irlandią. Formalnie dlatego, że tego lata praktycznie nie grał, nie licząc kilkunastominutowego epizodu w Pucharze Ligi Angielskiej. To oczywiście nie mogło być jedynym powodem pominięcia, bo Jakub Błaszczykowski w VfL Wolfsburg znalazł sie w takiej samej sytuacji, a jednak powołanie otrzymał.

Prawdę mówiąc w interesie Brzęczka leżało zaproszenie Grosickiego na zgrupowanie, bo nie zarzucano by mu z taka gorliwością nepotyzmu (jest jak wiadomo wujkiem Błaszczykowskiego). Skoro jednak Grosickiego nie zaprosił, to znaczy wie coś, czego my nie wiedzieliśmy, albo nie chcieliśmy wiedzieć, bo tak kochaliśmy kadrę Adama Nawałki. A w jej środku bynajmniej nie było przedszkola. To mógł być pierwszy powód „odstrzelenia”. Drugi jak wieść gminna niesie wynikał z przesadnych aspiracji Grosickiego dorównania Lewandowskiemu, co siłą rzeczy powodowało w kadrze konflikty. No i wreszcie trzeci powód, czysto sportowy, jest taki, że „Grosik” ze swoim coraz bardziej archaicznym stylem gry coraz bardziej odstaje od dzisiejszych trendów, a zmieniać stylu mu się nie chce.

Najlepszym dowodem jego słabnącej pozycji na piłkarskim rynku są jego kolejne transferowe perypetie. W Hull City, podobnie jak wcześniej we francuskim Stade Rennes, wszystkich znużyły jego fochy i pozwolono mu na odejście. Ponoć miał propozycje z Panathinaikosu Ateny, a ostatnio pisano, że ma przejść do tureckiego Bursasporu. Oba kluby chciały go jednak tylko wypożyczyć, ale ostatnie medialne rewelacje sugerują, że nic z transferu do Turcji nie wyszło, bo chociaż szefowie Hull City zgodzili się na 300 tys. euro za rok wypożyczenia, to piłkarz nie przystał na oferowaną przez Bursaspor płacę. Zostanie więc w Hull City, gdzie też już go nie lubią? Z tym klubem ma kontrakt do 2020 roku.

 

Grosicki przyćmił Lewandowskiego

Ze zmiennym szczęściem wrócili na ligowe boiska gwiazdorzy naszej reprezentacji. Najlepiej z nich wypadł Kamil Grosicki, który strzelił gola i zaliczył asystę dla Stade Rennes w wygranym 3:1 meczu ze Stade Reims.

Grosicki pojawił się na boisku w podstawowym składzie i już w 12. minucie dał swojej drużynie prowadzenie, zamieniając na gola świetne podanie Giovanniego Sio. Trzy minuty później to nasz piłkarz wystąpił w roli podającego, a piłkę do bramki Stade Reims wpakował Ousmane Dembele. W 59. minucie goście zdobyli kontaktowego golapo trafieniu obrońcy Aissa Mandiego, ale osiem minut później gospodarze pozbawili ich nadziei na dobry wynik zdobywając trzecią bramkę, której autorem był ponownie 18-letni Dembele. Grosicki w 73. minucie został zmieniony przez Jeremiemu Bodze, ale kibice żegnali go owacyjnie. la reprezentanta Polski gol strzelony ekipie Stade Reims był dziewiątym w obecnych rozgrywkach. Skuteczniejszy od Grosickiego w jego zespole jest tylko wspomniany wcześniej Dembele. A Rennes awansowało do czołówki Ligue 1 i wciąż ma szanse na wywalczenie miejsce w Lidze Mistrzów. Nieudany weekend miał za to kapitan reprezentacji Polski. W sobotnim meczu Bayernu Monachium z Eintrachtem Frankfurt Robert Lewandowski pojawił się jak zawsze w wyjściowej jedenastce, ale i tym razem snajperskie szczęście mu nie sprzyjało. Oddał wprawdzie kilka strzałów na bramkę gości, lecz żaden z nich nie zakończył się golem. Poza tym obrońcy Eintrachtu dawali mu niezły wycisk, zwłaszcza oddelegowany do indywidualnego pilnowania „Lewego” Argentyńczyk David Abraham. Nasz gwiazdor w końcu tego nie zdzierżył i po jednym z brutalnych ataków gracza Eintrachtu wdał się z nim w przepychankę, za którą obaj zostali ukarani żółtymi kartkami. Podopiecznych trenera Pepa Guardioli już we wtorek czeka pierwsze ćwierćfinałowe starcie z Benficą Lizbona w Lidze Mistrzów. Pewnie dlatego hiszpański szkoleniowiec w 71. minucie zdjął z boiska Lewandowskiego, co raczej nie było z nim wcześniej uzgodnione, bo nasz gwiazdor ewidentnie był niezadowolony z faktu, że musi opuścić boisko bez bramkowej zdobyczy. Na jego szczęście ścigający go w klasyfikacji strzelców Bundesligi kolega z Bayernu Thomas Mueller też nie powiększył swojego dorobku (19 goli), ale w sobotę wieczorem swój mecz grała jeszcze Borussia Dortmund, w składzie której pojawił się najgroźniejszy konkurent „Lewego” do korony króla snajperów Gabończyk Pierre-Emerick Aubameyang. Napastnik Borussii nie skorzystał jednak z okazji i nie odrobił trzybramkowej straty do Polaka, ale ją zmniejszył do dwóch trafień, bo w wygranym przez dortmundczyków 3:2 meczu z Werderem Brema strzelił jednego gola. Warto odnotować udany występ w tym spotkaniu Łukasza Piszczka. Warto zauważyć, że trener Fiorentiny wreszcie zauważył Jakuba Błaszczykowskiego i w meczu z Sampdorią (1:1) dał mu pograć dwadzieścia minut. W Empoli dobrze w meczu z Juventusem zagrał Piotr Zieliński Z naszych dzielnych bramkarzy najlepiej wypadł Wojtek Szczęsny (4:1 Romy w derbach z Lazio), potem Łukasz Fabiański (2:2 ze Stoke City), najgorzej Artur Boruc (0:4 z Manchesterem City).

{loadposition social}
{loadposition zobacz_takze}