Panu Rozpłochowskiemu ku pamięci

„Trzeba tak przyp …,żeby kremlowskie kuranty zagrały Mazurka Dąbrowskiego”

Andrzej Rozpłochowski

„Skrajne skrzydła – konserwatywne, tzn. beton w obszarze władzy i radykalny, nurt ekstremalny w ,Solidarności, ,>żywiły się< nawzajem, tworzyły i upowszechniały atmosferę podejrzliwości i antagonizmu. Obiektywnie rzecz biorąc, wspólnie budowali mur nienawiści”. gen. Wojciech Jaruzelski.

Z inspiracji kilku zaprzyjaźnionych Czytelników Trybuny, przeczytałem tekst „Pierwsze po II wojnie narodowe zgromadzenie wolnych Polaków”, Pańskiego Autorstwa na łamach Naszej Historii, nr 9 z 2021. Oczywiste, że oczekują odpowiedzi na banalne – zdawałoby się pytanie- co o tym myśleć? Dla nikogo nie jest tajemnicą, że takie i podobne pytania pojawią się u wielu Czytelników jubileuszowego tekstu, napisanego z okazji 40-ej rocznicy I Zjazdu Solidarności. Pan, jako uczestnik i współautor jednego z głównych dokumentów tego Zjazdu, postawił Czytelników swojego tekstu w złożonej sytuacji. Szczególnie odnosi się to do tych, którzy tamten czas pamiętają z autopsji. Stąd w pierwszej kolejności słowa uznania dla Pana, jako Świadka Historii. Z tego tytułu – dziś jako dostojny 70-cio latek, napisał Pan to, co uważał za interesujące i słuszne – Pańskim zdaniem zgodne z PRAWDĄ!

Nie ulega wątpliwości, że jako prawdę chciałby Pan, aby tekst tak był postrzegany. Ma Pan prawo. Proszę jako Jubilat, przyjąć życzenia dobrego zdrowia i wszelkiej, osobistej pomyślności od wszystkich Czytelników, którzy zechcą w myślach zaadresować je do Pana. Ale proszę też nie uważać za osobistą obrazę słów, nawet dla Pana gorzkich, zawartych w tym tekście a wynikających z nieco innego postrzegania Pańskiej osoby. Krótko mówiąc – osoby odpowiedzialnej i współodpowiedzialnej za słowa i czyny, nie tylko na tym Zjeździe! Czym i jak przyp… Ta Pana sławna wypowiedź nasuwała się sama każdemu Czytelnikowi, interesującemu się i obiektywnie oceniającemu działalność Solidarności, w tym jej liderów terenowych-a Pan takim był.

Nie ma Pan wątpliwości, że są zdumieni brakiem jej Pana interpretacji z dystansu czasu (czy taki był zamysł?). Że była „sławna” – świadczy przykład. „Sławne było swego czasu powiedzenie Andrzeja Rozpłochowskiego >Trzeba tak przyp …,żeby kremlowskie kuranty zagrały Mazurka Dąbrowskiego<”. Przywołał je Aleksander Małachowski w książce „Żyłem szczęśliwie” (Dom Wydawniczy Totus, 1993), opisując sytuację w Solidarności. Na treść tej książki, w tym Pana powyższe słowa powołał się gen. Wojciech Jaruzelski przed Sądem w 2008 r., odpowiadając na zarzuty aktu oskarżenia IPN. Mówił tam o I Zjeździe m.in.- „Przecież był niezwykłej wagi wydarzeniem, które wyznaczało władzy płaszczyznę odniesienia dla własnych ocen i działań… Najwięcej członków zgłosiło się do pracy w zespole >Związek wobec PZPR i władz państwowych< (Pan, jak sam pisze- był w tym zespole)… Dla nas, dla władz stało się oczywiste, iż wypowiedzi i zapowiedzi charakterystyczne dotychczas dla radykalnego skrzydła Związku uzyskały w wyniku Zjazdu oficjalne potwierdzenie”. („Być może to ostatnie słowo”). Że były one radykalne – chyba nie ma Pan wątpliwości, nawet po latach? „Ważniejsze było to, iż ów radykalizm wynikał z błędnej oceny sytuacji, tak jak z błędnej oceny sytuacji wynikały ostre starcia wewnątrz Solidarności. Poczucie siły, optymizm, nieraz wręcz demagogiczna tromtadracja, nie stanowiły dobrego przygotowania społeczeństwa na trudną przyszłość” – prof. Jerzy Holzer w„Solidarność 1980-1981. Geneza i historia” (Wyd. Instytut Literacki, Paryż 1984). Zapytam więc wprost- co Pan, wtedy 31 latek, z podobnymi przywódcami terenowymi i członkami Solidarności na Śląsku chciał zrobić z takim „poczuciem siły… wręcz demagogiczną tromtadracją”?

Zaistniałe wówczas fakty dają jednoznaczną odpowiedź. Były nią różne protesty, antyradzieckie demonstracje, obraźliwe zaczepki i hasła pod radzieckimi koszarami. Tak chciał Pan im „przyp…”? Czy wtedy myślał Pan o „kremlowskich kurantach grających Mazurka Dąbrowskiego”? Wyzwiska i wygrażanie „ruskim” zapewne sprawiały przyjemność i radość młodym krzykaczom – a Panu, przywódcy i prowodyrowi nie podpowiadały żadnej ostrożności? Przecież wiedział Pan, że MO może użyć siły, nie tylko w Bydgoszczy! Mówiąc Pana językiem-„przyp…”aktywistom, a może i Panu, jak np. Janowi Rulewskiemu, który od delegatów Zjazdu domagał się uznania dla swego fałszywego zachowania. Czy przemilczając swoje postępowanie – po 40 latach spodziewa się Pan uznania ze strony choćby Czytelników? Może tych, którzy nie pamiętają Pańskiego, buńczucznego zawołania -„Nie ustąpimy. Niech rżną, mordują. Za każdego solidarnościowca trzech milicjantów w łeb”. Na moje proszę nie liczyć. Uważał Pan, że sprawą „ruskich” i władzy jest milczeć, pozwalać wam na „dowolność” postępowania? Nie zakładał Pan, że cierpliwość obu atakowanych podmiotów może się skończyć – co wtedy? Uważał Pan, że odpowiedzialność ponosiłaby tylko władza, za usunięcie takich krzykaczy siłą? Czy byłaby dla tych młodych ludzi dostatecznym i właściwym ukojeniem bólu i cierpienia, może i krwi, czego nie da się wykluczyć w takich sytuacjach – dobrze znanych przed I Zjazdem.

Co dziś, po 40 latach chciałby im Pan powiedzieć- patrząc szczerze w oczy, nie tylko ja – wielu chciałoby być świadkiem licząc, że od tamtego czasu zmądrzeli! A ja liczę, że Pan także zrozumiał przez ten czas, że tamta Pańska wyobraźnia o sytuacji, niezbyt przystawała do ówczesnej rzeczywistości. Wspomniany Profesor, cytowane wypowiedzi ocenia, że „nie stanowiły dobrego przygotowania społeczeństwa na trudną przyszłość”. Znane fakty wskazują, że na tę „trudną przyszłość”, czyli czas po I Zjeździe i zbliżającą się zimę, Związek uznał, że najlepszym „lekarstwem” będą solidarnościowe bojówki, patrole i grupy ochronne do działania – na razie – w swoich zakładach. Wspierał Pana w tych pomysłach kolega Tadeusz Jedynak. Na szczęście te karkołomne pomysły zniweczył stan wojenny. Posłanie do ludzi pracy… Pisze Pan- „Pamiętam widoczne gołym okiem manipulacje związane np. z uchwaleniem słynnego >Posłania do ludzi pracy Europy Wschodniej<”. Szkoda, że nie napisał Pan słowa o tych manipulacjach. Znam różne opowiastki, dowcipy i sensacyjne kulisy jego pisania. Ważne jest dla Czytelników znaczenie, echo tego „Posłania” jako wiedza! Leonid Breżniew 11 listopada 1981 r. na posiedzeniu BP KC KPZR, powiedział: „Wczoraj zapoznałem się z Posłaniem do narodów Europy Wschodniej, uchwalonym na zjeździe polskiej Solidarności. To niebezpieczny i prowokacyjny dokument. Słów w nim niewiele, lecz wszystkie biją w jeden punkt. Jego autorzy chcieliby posiać zamęt w krajach socjalistycznych, zdopingować grupki różnego rodzaju odszczepieńców”.

Radziecka „Prawda”, nazwała Zjazd „antysocjalistyczną i antyradziecką orgią”. Można się nie zgadzać z tą oceną, ale należy przyjąć do wiadomości, że tam – w Moskwie była „siła” i leżała decyzja jej użycia przeciwko Polsce, Polakom, „pannie S”. Jestem pewien, że ani Pan, ani autorzy tego tekstu, a nawet przytłaczająca większość delegatów Zjazdu, nie zdawała sobie sprawy ani ze skutków, ani następstw jakie może przynieść dla Polski. Że nie mieliście tego świadomości, to fakt. Ale to absolutnie nikogo spośród was nie usprawiedliwia, że postawiliście Polskę, cały naród na krawędzi realnego zagrożenia zbrojną interwencją radziecką. Tu doszukuję się uzasadnienia w tym, że nic nie napisał Pan o tych- „gołym okiem widocznych manipulacjach”. Ale to nikogo nie zwalnia z odpowiedzialności. Skutek „Posłania”, Generał oceniał tak -„Dla przywódców ZSRR i innych krajów bloku była to przysłowiowa kropla, która przepełniła kielich. Przeczuwałem to już wówczas. Dotąd Solidarność zagrażała socjalizmowi tylko w Polsce. Teraz rzucono wyzwanie całemu obozowi socjalistycznemu.Zajadli nasi przeciwnicy, ortodoksyjni i nieprzejednani obrońcy marksistowsko – leninowskich dogmatów, mieli już wystarczające podstawy, by domagać się usunięcia kierownictwa PZPR. Ich zdaniem okazaliśmy się niezdolni do pohamowania nawet takich działań, które mogły zagrozić całej wspólnocie realnego socjalizmu”. Może ta wypowiedź Generała – domyślam się, że szerzej nie jest znana – przez słowa „okazaliśmy się niezdolni do pohamowania nawet takich działań”, ucieszy Pana. Można je eksponować jako słabość Partii, by powstrzymać pisanie takich wykwitów umysłów zniewolonych nienawiścią, albo upojonych własną nieomylnością. Jeśli czyni się to na własną odpowiedzialność- wola twoja Panie! Ale jeśli naraża innych na cierpienie- jest zbrodnią, do tego nie do wytłumaczenia. Generał pytany o tę kwestię na różnych spotkaniach środowiskowych, po latach wyjaśniał, że wtedy, jesienią 1981 r. nie miał żadnego logicznego wytłumaczenia sąsiadom sensu tego „Posłania”. Pozostawał jeden wybór- na żądanie Moskwy natychmiast wprowadzić stan wojenny, albo pozostać bezczynny ze świadomością, że sami wejdą w każdej chwili. Do tego nie chciał dopuścić, świadomy ogromu ofiar i cierpień Polaków. Powiem Panu więcej- nawet po upływie 40 lat, brak logicznych argumentów na obronę racji „Posłania”. Odwrotnie-jest świadectwem waszego „księżycowego rozumienia” tamtej rzeczywistości, czyli żadnego! Szczęście, że nie nastąpił tego „praktyczny skutek” czyli – powtórzę – zbrojna likwidacja Solidarności, czego od kilku miesięcy domagał się ZSRR, wciąż podjudzany z Berlina i Pragi. A Kierownictwo Partii i Generał sensownie was bronili i obronili. Pan Stanisław Ciosek Pisze Pan, że tezy Jego wstąpienia wyśmiał Jan Łużny. Nie dziwię się. Po przeczytaniu Pańskiego tekstu odnoszę wrażenie, że na elementarną kulturę mogło, co nie znaczy, że tak było! – stać niewielu delegatów. Obce były wam apele Generała, członków reformatorskiego skrzydła Partii, także jej IX Zjazdu, odezwy i apele Sejmu o porozumienie narodowe, konkretnie z wami, z Solidarnością. Te starania, których „codziennym animatorem i wykonawcą” był właśnie Pan Stanisław Ciosek, zamiast przynajmniej wysłuchania ich, wbijały was w butę, nawet chamstwo i zarozumialstwo. Przyjmuję, że starania Pana Ministra ds. związków zawodowych i wicepremiera Mieczysława Rakowskiego z marca 1981 r. nie były znane ogółowi Solidarności. Skupialiście się na szydzeniu z władzy, lekceważeniu znaczenia gospodarki jako podstawowego „narzędzia bytu” społecznego, jako jednego ze środków „napełniania żołądków”, także aktywistów i członków Solidarności. Nie przyszło wam do głowy, by skorzystać z obecności Pana Ministra w wielu kwestiach, np. tekstu „Posłania”. Jeśli uważaliście ten tekst za słuszny, potrzebny, należało postąpić rozważnie-przed rozesłaniem skonsultować z przedstawicielem władzy. Jestem pewien, że Pan Minister logicznie i mądrze wyjaśniłby ówczesne położenie geograficzne i polityczne Polski, istotę współpracy z RWPG i członkostwa w Układzie Warszawskim, czym uświadomiłby wam potencjalne zagrożenie narodowego i państwowego bytu. By tego zagrożenia uniknąć, należało – za zgodą rządu – podjąć starania o spotkania delegatów Związku z przedstawicielami odpowiednich władz ZSRR, CSRS i NRD, celem osobistego „wyłożenia” istoty tego „Posłania”. Uczyniłoby was to partnerem do rozmów, przy współodpowiedzialności polskiego rządu. Inna sprawa, czy chcieliby z wami rozmawiać. To też byłby „sygnał” wskazujący ramy postępowania. Przynajmniej teraz mógłby Pan złożyć Ministrowi wyrazy uszanowania, solennie zapracował! Związek – PZPR Był Pan członkiem Komisji mającej tę kwestię za główne zagadnienie. Logicznym jest, że miała ocenić te stosunki i wskazać kierunki dalszego działania. Czytelników spotkał zawód, ani słowa z Pana strony, jako naocznego Świadka Historii. Czyżby wstydził się Pan przypomnienia zapisu z „Protokołu” -„Tworząc nowe, niezależne, samorządne związki zawodowe, MKS stwierdza, że będą one przestrzegać zasad określonych w Konstytucji PRL. Uznając, iż PZPR sprawuje kierowniczą rolę w państwie, ani nie podważając ustalonego systemu sojuszów międzynarodowych, dążą one do zapewnienia ludziom pracy odpowiednich środków kontroli, wyrażania opinii i obrony swych interesów. Nowe Związki zawodowe będą bronić społecznych i materialnych interesów pracowników i nie zamierzają pełnić roli partii politycznej. Stoją one na gruncie zasady społecznej własności środków produkcji stanowiącej podstawę istniejącego w Polsce ustroju socjalistycznego”. Mam więc prawo nie tylko pytać o pominięcie tej kwestii, ale również uważać takie Pana postępowanie za lekceważenie inteligencji i umiejętności rozumienia ówczesnej sytuacji przez Czytelników. Przypomnę Panu, że 17 września, czyli przed II turą Zjazdu, BP KC PZPR opublikowało w Trybunie Ludu oświadczenie „Przeciwko awanturnictwu politycznemu i próbom niszczenia socjalistycznego państwa”. Zwracano uwagę społeczeństwu i liderom Solidarności, że „sytuacja w kraju rozwija się w niebezpiecznym kierunku. Pogarsza się nieustannie stan gospodarki, a warunki życia ludzi stają się coraz trudniejsze. Zahamowanie tych procesów to narodowa konieczność”. Przypominano, że „IX Zjazd PZPR przyjął program wyprowadzenia Polski z kryzysu. Partia w dalszym ciągu potwierdza program socjalistycznej odnowy”. Jednocześnie oceniono, że „Przebieg i uchwały I-ej części Zjazdu podniosły do rangi oficjalnego programu całej organizacji awanturnicze tendencje i zjawiska, które występowały w Solidarności – choć wydawały się tylko nurtami skrajnymi… Jednostronnie złamane zostały porozumienia zawarte w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu. Zastąpiono je programem politycznej opozycji, która godzi w żywotne interesy narodu i państwa polskiego, oznacza kierunek na konfrontację grożącą rozlewem krwi. Zapowiedziano kontynuowanie starych i otwieranie nowych płaszczyzn walki, które nie mają nic wspólnego z charakterem i celami związku zawodowego. Podjęto aroganckie uchwały wobec Sejmu w sprawach, które należą do jego wyłącznej kompetencji jako najwyższej władzy”. Czy nie było to wyraźne ostrzeżenie, podstawa do zastanowienia, także dla Pana. Mam odczucie po treści tekstu, że nawet teraz wyśmieje Pan takie myślenie. Na co innego Pana stać? Wracam do powyższego oświadczenia, gdzie „Posłanie” oceniono jako „obłędną prowokację wobec sojuszników Polski, których współdziałanie stanowi podstawowy warunek i gwarancję stabilizacji i rozwoju gospodarczego kraju, terytorialnej integralności, bezpieczeństwa i pokoju naszej ojczyzny”. Uznano je za zachętę do prowadzenia działań antyradzieckich, a więc wymierzonych w najważniejszego sojusznika PRL. Tu takie odniesienie do współczesności. Pan Prezydent Aleksander Kwaśniewski w wywiadzie dla Trybuny z 4-5 października 2021, m.in. mówi o grupie osób z grona obecnej władzy, dla której „Unia jest hamulcem, a oni go nie chcą. Dla nich oczywiście byłoby najwygodniejsze, żeby Unia dawała wciąż pieniądze Polsce, ale żeby za tym nie szły żadne obowiązki”- odczytuję jako podobieństwo do Pańskiego myślenia sprzed 40 lat. Czy jestem w błędzie? Z kolei Przegląd nr 41 z 4-10.2021 opisuje 56 dni strajku w FSM w Tychach. Zachęcam do przeczytania i przyswojenia kilku pouczających wierszyków. Z zachodniej prasy. 30 października. Dziennik „The Wall Street Journal” napisał: „Najniebezpieczniejszą cechą obecnej sytuacji w Polsce jest stopniowa utrata kontroli przywódców Solidarności nad regionalnymi protestami… Taki rozwój wydarzeń powoduje jeszcze większe kłopoty gospodarcze i w konsekwencji zwiększa napięcie, spowoduje, iż zaklęty krąg wydarzeń zostanie przyśpieszony” (artykuł „Solidarność i partia sfrustrowane i bezsilne”) 3-4 listopada. Korespondent „Le Monde” doliczył się 65 konfliktów lokalnych i ocenił- „wystarczy dmuchnąć, by połowa kraju zapłonęła, a Polska pogrążyła się w chaosie”. Natomiast korespondent „Los Angeles Times” z 3 listoada pisze -„Polska zmierza do tragedii i całkowitej katastrofy”. Zwyczajne draństwo. „Ostro sprzeciwiałem się apelom Lecha Wałęsy i innych o zniesienie amerykańskich sankcji wobec reżimu PRL”. Toż to zwyczajne draństwo! Przyznaje Pan otwarcie, czym m.in. zajmował się w 1986 r., po przylocie do Chicago w USA – dziękuję za szczerość. Panu Lechowi Wałęsie można wiele zarzucić, znane jest mnóstwo dowcipów ośmieszających jego postępowanie i wypowiedzi. Że chciał Pan utrzymania sankcji- stawia Pana poza nawiasem społeczeństwa. Czyżby przez 5 lat nie zrozumiał Pan, że reżim jako pojęcie nie potrzebuje żadnego posiłku, a każda „reżimowa władza” sama się wyżywi, nie tylko w Polsce. Natomiast sankcje dotykały każdego – bez wyjątku członka Solidarności, może Pan nim był, jadł tylko zachodnie posiłki. Jak Pan może tym ludziom spojrzeć w oczy. A może po 13 grudnia wszyscy oni są wegetarianami – dzięki takim działaczom jak Pan. Ręcznik frotte Sądzę, że pracownicy zakładów Frotex w Prudniku niezwykle ucieszą się, Pana pamięcią o ich wyrobie dla delegatów z napisem – „I Krajowy Zjazd NSZZ Solidarność, Gdańsk IX1981”. Zachęcam, Pan by ich odwiedził i złożył życzenia z okazji jubileuszu Zjazdu. Agenci wśród delegatów Wiele Pan o nich pisze. Zapewne Pan wie, kto i kiedy przesłał wiadomość o treści decyzji KKP w sprawie masowych protestów 17 grudnia.

Proszę się zastanowić, może dzięki informacji takiego agenta udało się uniknąć rozlewu krwi i tysięcy ofiar, nie tylko w Warszawie. Profesor Karol Modzelewski, na konferencji naukowej w XX-lecie stanu wojennego m.in. powiedział – „I choć wiele rzeczy mogliśmy zrobić lepiej albo gorzej, nie sądzę, abyśmy byli w stanie uniknąć dramatycznego finału (stanu wojennego -GZ). Ale odpowiadamy za ten finał, bo do wszystkiego przykładaliśmy rękę, po obu stronach. I nie w jedną pierś trzeba się uderzyć”…A dalej, mówiąc o tragedii w kopalni Wujek- „ Ja też ponoszę moralną odpowiedzialność za śmierć tych ludzi. Odpowiedzialność, od której nikt z nas, biorących czynny udział w podejmowaniu decyzji, nie może się wykręcić i nie powinien składać jej wyłącznie na kogoś innego”. A Pan? – był szefem Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, na którego terenie jest ta kopalnia. Pod rozwagę. Na łamach Trybuny okresowo prowadzącej dział „Głosy Czytelników”, odnotowałem kilka ich wypowiedzi z okazji 25-lecia Solidarności. Mimo upływu czasu, chyba nie straciły na wartości. Niech Pan oceni: 1. Szokuje mnie wielka pompa z okazji 25 – lecia powstania Solidarności. Na pewno w tym czasie wymieniane będą zasługi „S”. Chcę tylko podrzucić działaczom, którzy to organizują, parę punktów, które powinny się znaleźć jako ich zasługi: 3 mln. bezrobotnych; 60 % ludzi żyje w Polsce w biedzie; brak dostępu do lekarzy i szpitali; brak pieniędzy na lekarstwa; złodziejstwo; korupcja; przekręty; kolesiostwo; brak dostępu do nauki. Myślę, że punktów, które wymieniłem, byłoby więcej, niż 21. W ten sposób Solidarność zrobiła z nas pośmiewisko Europy. (Henryk Wojciechowski, Gorzów Wlkp., 10.03.05) 2. Dzięki solidarnościowej transformacji udało się kosztem 3 mln bezrobotnych i ich rodzin załatwić w Polsce wolność słowa. Ile jeszcze trzeba ofiar, by załatwić resztę postulatów? (Z. Kotarb, Warszawa, 18.08.05) 3. Wodzowie „S” organizują jej 25.lecie chyba tylko po to, aby nas uroczyście przeprosić za biedę, głód dzieci, bezrobocie, rozgrabienie majątku narodowego, pozbawienie większości obywateli praw ludzkich, za brak nadziei na przyszłość, za uczynienie z Polski bezwolnego pionka w obcych rękach. To są jedyne sukcesy „S”. (Z. Kunowski, Warszawa, 20-21.08.05) 4. Za PRL Stocznia Gdańska im. Lenina tętniła życiem. Dziś, w 25.rocznicę „S” proponuję, by nazwać ją im. Lecha Wałęsy, a jego zdjęcie wywiesić nad słynną bramą. (Józef Berta, Warszawa, 18.08.05) 5. Uroczystości 25. lecia „S” powinny odbywać się pod wielkimi transparentami z napisem: „25 lat NONE” – największe oszustwo nowoczesnej Europy. (S. Frankowski, woj. lubelskie, 20-21.08.05) 6. Świętujący 25. lecie „S” winni wiedzieć, że zawdzięczają to gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu. Gdyby nie stan wojenny, prawdopodobnie nie byłoby komu świętować. Jeżeli już, to w towarzystwie syberyjskich reniferów. (S. Chełmicki, woj. lubelskie, 1.09.05) Na zakończenie Krótko Panu powiem – Solidarność, Kierownictwo i Pan, mieliście szczęście, że Partia, a głównie jej reformatorskie skrzydło i Generał wprowadził stan wojenny. To was – Pana osobiście – uratowało przed nie wyobrażalnym i wielowymiarowym cierpieniem, nie wyłączając śmierci. Z tekstu wynika, że nawet po latach, nie zmieniły się Pana oceny przeszłości, mimo ujawnienia wielu faktów i zdarzeń. Pana rzecz. Tylko proszę swoimi przekonaniami nie kaleczyć znaczenia wyobraźni oraz rozumienia poczucia odpowiedzialności za czyny własne i innych, następnych – po 1981 r. pokoleń Polaków.

Wyobraźnia to takie „urządzenie”, które pozwala uniknąć wielu przykrości i nie tylko… Ale działa w jedną stronę – nie da się cofnąć ani czasu ani popełnionych błędów. Co więcej – nawet najokazalszy pomnik, czy to w Warszawie, na Śląsku czy Syberii nie zastąpi cierpień i życia, które zabrała śmieć, często lekkomyślnie dopuszczona do głosu przez młodych aktywistów. Pan był jednym z nich, bez… a może tylko o skromniutkiej wyobraźni, czy takim pozostał?

Nieco historii w politycznych rozmowach…

„Historyk pisze o historii. Polityk ją tworzy, musi więc rozważać warianty oraz ich następstwa”.
gen. Wojciech Jaruzelski

Zainteresowanie Państwa Czytelników tekstem „Konstytucja 3 Maja i stan wojenny”- serdecznie dziękuję za słowa uznania – a głównie zgłaszane sugestie i oczekiwania, skrótowo ujmuję pytaniem – czy Generał korzystał z faktów, przykładów historycznych w rozmowach z politykami. Tak, i to wielokrotnie, stosownie do okoliczności i rozmówcy.

Kontynuując problematykę podejmowaną w poprzednich tekstach, zatrzymam Państwa uwagę na kilku przykładach historycznych, podanych podczas rozmów z radzieckimi. Było ich wiele w latach 1980-81, pisałem wcześniej, m.in. o „tajemniczej podróży” Generała i Stanisława Kani do Brześcia (tekst, „Ostateczne posunięcie”, z 7-8 kwietnia 2021). Wspomnę tylko niejako nawiasem, że przed udaniem się „tę podróż”, rozmawiał z Mieczysławem Rakowskim na balkonie gmachu URM. Po latach, w 2008 r. zanotowałem kilka osobistych refleksji Generała. „Wiesz Mieczysławie, że moja Żona ma swój koloryt charakteru, to dobra osoba, trzeba ją rozumieć i zrozumieć. Córka Monika – moje jedyne dziecko, to dobra, mądra dziewczyna, prawie panienka. Proszę Ciebie, aby nic im się nie stało, zaopiekuj się nimi gdybym musiał zostać na dłużej. Znasz atmosferę w kraju >po Bydgoszczy<, staraj się nie dopuścić do bratniego rozlewu krwi, między nami Polakami. Wszystko, nawet duże ustępstwa, aby tylko nie doszło do bijatyki. Teraz jest chwilowe uspokojenie po 4-ro godzinnym strajku. To solidarnościowi radykałowie >nabierają siły< do dalszej walki z władzą, rozmawialiśmy kilka razy, znasz moje zdanie … podobnie myśli Stanisław”… W Brześciu … historia Na Okęciu wsiadali do radzieckiego samolotu, bez żadnych oznakowań. Tajemnica ta dawała wiele do myślenia. Przy trapie stał gen. Gribkow, zasalutował i stał! Generał rzekł – „może byście mnie wprowadzili na pokład”, co powoli, flegmatycznie uczynił.

Generał odczytał jako zapowiedź losu, jakiego? Na pokładzie poddał się zadumie. Co za los, 40 lat temu, tyle że w czerwcu, w bydlęcym wagonie z Matką i siostrą jako 18-letni młodzieniec (Ojciec jechał osobno), jechał na Syberię. Wiedział z rodzinnych pamiątek, że tą samą trasą jechał przez Szadryńsk, a faktycznie szedł, choć jako szlachcicowi przysługiwała tzw. kibitka – dziadek Wojciech, ukarany 12-letnim zesłaniem za udział w Powstaniu Styczniowym. „Jeśli będę musiał u nich >zostać na dłużej<, poproszę o Bijsk, tu spoczywa mój Ojciec … jako Sybirakowi i frontowemu żołnierzowi, chyba nie odmówią aż takiej >przysługi<, ale to wspomnienie osobiste” … Obaj, ze Stanisławem Kanią lecieli w milczeniu, pogrążeni w swoich myślach. Główne tematy rozmowy w Brześciu z Jurijem Andropowem i Dmitrijem Ustinowem w salonce wagonu kolejowego- sytuacja gospodarcza i stan wojenny. Po wysłuchaniu wstępnych wypowiedzi i pytań, Generał rozpoczął swoją wypowiedź od dłuższego wywodu. „Polacy są specyficznym narodem, emocje biorą często górę nad rozumem. Kilka dni temu rozmawiałem z Prymasem. To mądry kapłan, patriota – realista, nie romantyk. Powiedział mi- >Jeżeli człowiek stoi w jakimś pomieszczeniu , to nie może jednocześnie opierać się o dwie przeciwległe ściany. Kraj nasz znajduje się jak gdyby między dwiema ścianami- słowiańską i germańską. Polska w tej sytuacji powinna opierać się o ścianę słowiańską<. Tak realistycznie myśli nasz Prymas i część biskupów, nie mówię, że wszyscy. Taka ocena stosunków ze wschodnim sąsiadem (Prymas nie używał określenia ZSRR) dla władzy jest obecnie bardzo ważna, choć duża część duchownych wspiera Solidarność.

Przestrzega nas przed rozlewem bratniej krwi. Słyszałem od waszych przyjaciół, jak dotkliwie przeżyliście >dni Budapesztu<, rozlew bratniej krwi i rozpacz Węgrów (tu Generał zwrócił się do Andropowa, w 1956 r. był ambasadorem ZSRR). Nie chcę – podobnie jak wy- przeżywać >dni Warszawy<. Widziałem ją we wrześniu 1944 r., zapamiętałem swąd spalenizny i rozpacz ocalałych ludzi. Wy znacie ból i rozpacz Węgrów, cierpienie rodzin tam poległych żołnierzy radzieckich. Wiecie doskonale jaki te wydarzenia mają wpływ na obecne stosunki ZSRR-Węgry. Wysiłek Janosa Kadara – sami wiecie jak ogromny- pozwolił zabliźnić rany. Ból rodzin węgierskich przeżywamy na swój, niemal rodzinny sposób. U nas jest znane powiedzenie, >Polak- Węgier, dwa bratanki<. Przyjaźń polsko – węgierska liczy już sześć wieków. Węgierka, Jadwiga Andegaweńska, żona króla Władysława Jagiełły, ma u nas laur świętej. Ucząc się z literatury języka rosyjskiego na Syberii, usłyszałem taką opowiastkę o rosyjskich carach. Mikołaj powiedział, że Polska miała dwóch głupich królów, którzy uratowali Habsburgów. To Jan III Sobieski i on. W 1848 r. podczas powstania węgierskiego, wysłał na Węgry Korpus gen. Iwana Paskiewicza.

Za tę pomoc, podczas wojny krymskiej w 1853 r., Austria przyłączyła się do przeciwników Rosji. Car nie spodziewał się, że Habsburgowie zadziwią świat taką bezczelną niewdzięcznością. My, Polacy pamiętamy, że wraz z carską Rosją wzięli udział w dwóch rozbiorach Polski. Ale chcemy mieć dobre stosunki i z dawną Rosją, dziś ZSRR i naszymi sąsiadami na południu i zachodzie”. Dalej – Generał zwrócił się do marsz. Dmitrija Ustinowa. „Mówiąc o incydencie w Bydgoszczy, przekonujecie mnie i tow. Stanisława do zgody na zwiększenie ilości waszych wojsk w Polsce. Uważam to za chybiony wniosek. Miał rację tow. Andropow, gdy zdecydował, żeby radzieckie dywizje wyszły z Budapesztu, w 1956 r. (wtrącenie – ale musiały wrócić). Tak, wróciły, ale na prośbę samych Węgrów. Postawmy pytanie – jako kto? Sojusznicy, rozjemcy, którzy mają jeden cel – rozdzielić bijących się Węgrów. Wasi żołnierze wrócili, przyszli do Węgrów z wyciągniętą ręką – nieśli pomoc w uspokojeniu sytuacji i opanowaniu ich wzajemnej wrogości. To się w większości udało, broni używali w ostateczności. Wam tow. marszałku powiem szczerze (pa duszam)- byłem przerażony, gdy dowiedziałem się o próbach zaczepiania waszych żołnierzy przez osoby cywilne, że grupy cywili demonstracyjnie pojawiały się przed waszymi koszarami podczas ćwiczenia Sojuz-81. Zaleciłem tow. Milewskiemu, by milicja nie zbliżała się do nich, by nie doszło do pobicia, ofiar śmiertelnych. Żeby zajęła się nimi SB i usunęła bez użycia siły. Na szczęście to się udało.

Kilka dni temu telefonicznie rozmawiałem z gen. Zarudinem, dziękowałem za spokojne, opanowane działanie. Że nie reagowaliście na zaczepki chuliganów. Wam tow. marszałku także otwarcie dziękuję. Wracam do Budapesztu. Gdyby wasze wojska nie wyszły, to grupy rozwydrzonych, uzbrojonych opozycjonistów, by was atakowały. Wtedy bylibyście – rozmawiamy szczerze, jak frontowi oficerowie – bylibyście dla nich wrogami. Każdy atak na wasze koszary, węgierscy opozycjoniści traktowaliby jako czyn patriotyczny. To samo byłoby w Legnicy, chuligani staliby się patriotami. Dlatego miał racje tow. Andropow, wyprowadzając wasze wojska. Wróciły po kilku dniach, ale jako przyjaciele, niosący pomoc rozjemcy. Oto mądrość decyzji politycznej i wojskowej. Proszę was towarzysze, zechciejcie wziąć od uwagę emocjonalność naszych narodów. Polacy są bardzo uczuleni na tym tle. Uczucia czasami mają wymiar patriotyczny. Gdy byłem uczniem gimnazjum u księży Marianów w Warszawie, uczyłem się o Powstaniu Listopadowym. Nauczyciel historii, mówił o sile polskiego patriotyzmu, podawał przykład uczuć Joanny Grudzińskiej i Wielkiego Księcia Konstantego. Przekonała przyszłego męża do ślubu w obrządku katolickim, co uchodziło za skandal, że Polka poślubiła Rosjanina. Miała dobroczynny wpływ na męża, z czasem mówił, że czuje się Polakiem, choć Wielki Książę Konstanty, nie jest dobrze oceniany w naszej historii”.

Pozwólcie Państwo na uzupełnienie tego wspomnienia Generała, o czym w Brześciu nie mówił. Otóż, Joanna Grudzińska, ur. w 1791 r., była doskonałą tancerkę i urodną panną. Na jednym z balów poznał ją Wielki Książę Konstanty. Miał żonę Julię, niemiecką księżniczkę sasko-Koburską, którą poślubił na żądanie babki, carycy Katarzyny. Nie darzył jej uczuciem i znęcał się do tego stopnia, że opuściła Petersburg. W Warszawie miał syna z kochanką, aktorką Józefiną Meciar, którą po kilku latach oddalił. Konstanty poprosił brata, cara Aleksandra o zgodę na rozwód i ślub, za cenę jego rezygnacji z korony i jego dzieci, na rzecz brata Mikołaja I. Przekonał do ślubu matkę, carycę Marię Fiodorowną. Romans trwał kilka lat, zakończony ślubem 24 maja 1820 r. w Warszawie (Joanna miała 29 lat). Uchodziło to za skandal – poddana żoną carskiego brata, Polka i Rosjanin! Najpierw była uroczystość cywila, potem ślub w obrządku prawosławnym oraz katolickim. Car Aleksander I nadał bratowej dobra łowickie i tytuł książęcy, później na jej cześć nazwał statek „Księżna Łowicka”. Joanna miała dobroczynny wpływ na męża, z czasem mówił, że czuje się Polakiem. W szklanej szkatułce, Konstanty przechowywał ślubne rękawiczki żony, chusteczkę z jej monogramem i świecę. Na jej życzenie w Belwederze wybudowano kaplicę (jest do dziś). Konstanty zmarł na cholerę wiosną 1831 r. Żona boleśnie przeżyła jego śmierć, włożyła do trumny pukiel włosów. Zmarła 29 listopada 1831 r. i spoczęła obok męża w Carskim Siole, w podziemiach katolickiego kościoła. W 1929 r. za zgodą władz ZSRR, rodzina przeprowadziła ekshumację zwłok Joanny i przeniosła je do Rąbina (niedaleko Śremu) – rodowej miejscowości Chłapowskich i spoczęła na cmentarzu przy Kościele Św. Piotra i Pawła. Starszą siostrą Joanny była Antonina- żona gen. Dezyderego Chłapowskiego. Powieść Wacława Gąsiorowskiego „Księżna Łowicka”, posłużyła za kanwę do filmu o tym tytule. Został wyemitowany w 1932 r. (Joanna – rola Jadwigi Smosarskiej, Konstanty – Stefan Jaracz, muzyka do walca „Nie trzeba wcale słów”). I drugie, krótkie uzupełnienie. Wiemy ze szkolnych lekcji historii, że Wiedeń przyniósł Janowi Sobieskiemu nieśmiertelną sławę – jednego z najwybitniejszych dowódców kawalerii. Jej szarżę poprzedził ogień artyleryjski, rozpoznawcze uderzenie piechoty o czym zapomniał Napoleon pod Waterloo (podziwiał to Carl Clausewitz). W 100 lat później Jan Matejko ofiarował papieżowi Leonowi XIII obraz „Bitwa pod Wiedniem”. Wyprawa króla pod Wiedeń była też skutkiem przekupienia polskich magnatów przez Austrię, którzy grozili rokoszem na Sejmie w 1678 r. (była obroną królewskiej korony). Wieczysty pokój zawarty z Rosją w 1686 r. zakładał oddanie Rosji lewobrzeżnej Ukrainy z Kijowem, który Rosja miała zwrócić po 2 latach (nie oddała) oraz prawo opieki cara nad prawosławnymi na terenie Polski (to pozwalało Rosji mieszać się w wewnętrzne sprawy, co wykorzystał car Piotr I, pisałem w„Konstytucji 3 Maja” ). Król od cara otrzymał 140 tys. rubli na wyposażenie wojska i militarne wsparcie Moskwy. Wracam do historycznych refleksji Generała. Dalej mówił radzieckim rozmówcom. „Tak w Polsce jak i w ZSRR panowanie carów, mimo niektórych pozytywnych faktów jest oceniane bardzo krytycznie. U nas niewielu pamięta, że pieśń, modlitwa „Boh hrani caria” dała początek pieśni >Boże coś Polskę<. Pamiętam, jak w 1968 r. przewodniczyłem polskiej delegacji podczas pogrzebu marsz. Konstantego Rokossowskiego. Podprowadzono do nas Kaganowicza – mówiąc mu, że to polska delegacja. Chwilę się zamyślił po czym mówi- >A Poliaki, Zdrowaś Maryja<. My, w Polsce, patrząc na stosunki z ZSRR, odczucia obywateli naszych krajów musimy brać pod uwagę. Wielu ma w pamięci wdzięczność okazywaną zesłańcom, którą po ludzku pamiętamy. Musimy wspólnie jeszcze wiele uczynić, by umacniać tę ludzką dobroć, wspomóżcie nasze wysiłki”. Tematu Sybiru dalej Generał „nie ciągnął”- na tym tle radzieccy byli mocno uczuleni, jak mi po latach powiedział.

Zwrócił uwagę na groźbę bratobójczej walki, co radzieccy mocno podkreślali. „Macie własne, bolesne doświadczenia bratobójczych walk z lat rewolucji. Nie możemy dopuścić do walk między nami, Polakami. Stan wojenny traktujemy jako ostateczność, ale najpierw musimy wykorzystać wszystkie inne możliwości. Zechciejcie nas zrozumieć. Na pierwszym miejscu wasza pomoc gospodarcza ma najwyższą wartość, choć Solidarność tego nie zauważa”. Dalej rozmowy koncentrowały się na aktualnej sytuacji w Polsce. Na zakończenie rozmowy Andropow powiedział – „No, niech będzie. Nie wprowadzajcie stanu wojennego, ale też nie spóźnijcie się z decyzją. To też kosztuje”. Co Państwo myślicie? Generał pisze o tej rozmowie w książce „Stan wojenny. Dlaczego”, rozdział „Lot i lądowanie”. Kilka dni później, 9 kwietnia, na posiedzeniu BP KPZR, relacjonując „brzeskie spotkanie”, marsz. Dmitrij Ustnow, mimo krytycznych uwag m.in. ocenił – „trzeba nam tę dwójkę, Kanię i Jaruzelskiego utrzymać i umocnić więź między nimi … Obecnie bardzo ważne jest utrzymanie prawidłowego tonu w stosunkach z naszymi przyjaciółmi. Z jednej strony nie trzeba ich przyhamowywać bez potrzeby, nie potęgować nerwowości, aby nie opadały im ręce. A z drugiej – wywierać ciągłą presję, taktownie zwracać uwagę na błędy i słabości ich polityki, w towarzyskim duchu doradzać, co należy zrobić”. Andropow i Ustinow usłyszeli podziękowanie, że „odbyli bardzo pożyteczne spotkanie z Kanią i Jaruzelskim”(pisałem, tekst „Ostateczność”). Historia w „krymskich rozmowach”. Podczas rozmów Generała i Stanisława Kani na Krymie, 14 sierpnia 1981 r., Breżniew uważał Solidarność za organizację na wskroś wrogą Polsce, naciskał by tę kwestię „rozwiązać” (czytaj zlikwidować Solidarność) jak najszybciej. Mówił wprost- „nada wziat’ za mordu, my pamożem”(po latach wspominał Generał, że te słowa często dźwięczą Mu w uszach). „Racje, które już wyłożyłem i częściowo powtórzyłem, nie trafiły do niego”- pamiętał Generał. Jak mi mówił – „byłem bezradny, nic sensownego nie przychodziło do głowy. Wreszcie, nie mając nic innego, sięgnąłem do naszej historii. Opowiedziałem Breżniewowi o liście biskupów polskich do niemieckich. Z tego powodu przez Polskę, przez PZPR, przeszła fala krytyki Kościoła, duchowieństwa, a biskupów i Prymasa w szczególności. Wówczas na jednym ze spotkań aktywu partyjnego, Władysław Gomułka stanął w obronie biskupów, m.in. mówiąc, >nie można ich posądzać o najgorsze, biskupi też są patriotami, list napisali w trosce o przyszłość Polski, która leży im na sercu” (przypomniał ten fakt Andrzej Werblan w książce „Polska Ludowa”). Dalej Generał przypomniał, że Stefana Wyszyńskiego uwięziono, lekceważąc radę Ławrientija Berii. W rozmowie z Jakubem Bermanem, żalącym się na problemy z Kościołem, odradzał stanowcze kroki wobec Prymasa (miał powiedzieć -„po co wam wojna z Kościołem, macie inne problemy”). Prymas został uwięziony w dwa tygodnie po straceniu Berii. Po tym wywodzie – Generał, usłyszał: „No, No”, wreszcie trafiło, mógł podjąć >temat Solidarności< Mówił więc, że część działaczy terenowych i Kierownictwa oraz podstawowe środowiska członkowskie to ludzie pracy, też są patriotami i to w najlepszym rozumieniu tego słowa. Chcą Polski gospodarnej, nie politykierskiej, rozumieją sojusz ze Związkiem Radzieckim, pamiętają i cenią pomoc (tu podał znane fakty z okresu wojny i późniejsze, które Breżniew bardzo lubił słuchać, a wiedział to Generał z poprzednich rozmów). Potwierdził słowa Breżniewa, które wcześniej padły – są grupy, ogniska ekstremalne, które coraz bardziej nadają ton, są głośne, trzeba przyznać – narzucają sposób myślenia i działania w Związku, opartego głównie na żądaniach i strajkach. Każda krytyka postępowania władzy z ich strony pada na podatny grunt, ludzie chcą tego słuchać, dla nich to nowość, ma smak sensacji, wcześniej tego nie było. Tych ludzi trzeba zrozumieć, trzeba rozmawiać, wyjaśniać im. Wcześniej wydawało się Kierownictwu Partii, że klasa robotnicza jest uświadomiona. To było chciejstwo, dalekie od rzeczywistości. Powiedział, że w Solidarności są członkowie, aktywiści partii, którzy rozumiejąc emocjonalne podejście ludzi do krytyki, starają się tłumaczyć złożoność naszej sytuacji gospodarczej – o tym pisałem wcześniej kilka razy. Pytania i refleksje Nasuwa się podstawowe pytanie- czy radzieccy tylko słuchali, czy też wyciągali wnioski. Że słuchali to fakt, Generał widział, pamiętał ich reakcje np. mimiką twarzy. Odnośnie wniosków – na krótki czas, zapewne tak. Świadczy np ich powyższa „reakcja” po rozmowach w Brześciu.

To wówczas oznaczało „odłożenie” na pewien czas wykonania ich rad- likwidacji Solidarności. Tego nie chcą dostrzec ani historycy, ani eksperci Solidarności, przejawiający obiektywizm ocen tamtego czasu, w tym postępowania władzy przed stanem wojennym. Za swój koronny argument uważają-„tego nie ma w archiwalnych dokumentach”. Prawda, nie ma. A gdzie opisano duchową szamotaninę, rozdarcie polityka przed podjęciem decyzji, który właśnie „tworzy historię … musi więc rozważać warianty oraz ich następstwa”? Mało który historyk ocenia wpływ przykładów z przeszłości na podejmowane decyzje o znaczeniu państwowym, międzynarodowym. Swoiste echo analizy przykładu Węgier w Brześciu, zauważył Generał podczas rozmowy na Krymie. Istotę radzieckiego myślenia zawarł co w mowie obrończej przed Sądem, mówiąc – „Na Węgrzech i w Czechosłowacji były wydarzenia, które doprowadziły do zasadniczych zmian. Dzisiaj sytuacja w tych krajach jest dobra, ludzie żyją dostatnio. To najlepszy dowód, że kiedy w trudnej sytuacji zastosuje się siłę, to w konsekwencji naród, klasa robotnicza na tym zyskują”. Powtórzę – takie wnioski radzieccy wyciągali w 1981 r. z oglądu sytuacji u nas i działań w tych dwóch krajach w 1956 oraz 1968 r. Tu, z pewną dozą złośliwości mógłbym „doradzać” wszelkim krytykom Generała, władzy, reformatorów w Partii – oto macie dowód- Generał postąpił źle, błędnie. Powinien podczas „akcji Rulewskiego” w Bydgoszczy zastosować „wariant węgierski”, najpóźniej w maju po „marszach i blokadach”, a wtedy – jak mówili radzieccy – „sytuacja …byłaby… dobra, ludzie żyli dostatnio” w Polsce, może nawet już w 1982 roku! Jak się Państwu podobają takie „wnioski, rady i myślenie”? Nie róbcie kwaśnych min, powiedzcie różnym „lepiej wiedzącym” aktywistom Solidarności, że Generał z całą reformatorską częścią władzy słowem bronił Solidarności, że stan wojenny to najpierw była obrona „ludzi Solidarności” na czele z jej ekspertami, doradcami i całym Kierownictwem, przed cierpieniem i „zwiedzaniem Sybitu”. Takie, jeszcze dosłownie nie napisane refleksje nasuwa tekst Waldemara Stelmacha, „40 lat minęło”… (DT 24-26 września 2021), odniosę się oddzielnie. Oczywiście – radzieccy słuchając ocen i opinii polskich reformatorów, słuchali rad Pragi i Berlina, wzmacniali swoje wojska w Polsce, tworzyli „swoją, polską ekipę władzy”, o czym też wiedział Generał –napiszę niebawem. Tekst powyższy napisałem w oparciu o notatki z rozmów z Generałem. Zamierzał je wykorzystać w osobistym pamiętniku. Nie zdążył… czas i zdrowie zabierały procesy sądowe, siły opadały… Nie mniej, ten fragment pokazuje złożoność i różną wagę argumentów podczas rozmów. Proszę, aby Państwo wczuli się w tamtą sytuację Generała i Stanisława Kani oraz ich najbliższego otoczenia.

Ci wstrętni okupanci

Burzliwą dyskusję w mediach wywołały publiczne oświadczenia intelektualnych przywódców rządzącej partii, dotyczące porównania wstrętnych okupacji naszej suwerennej ojczyzny przez hitlerowców (czytaj – że jednak przez Niemców), przez stalinowską ZSRR (czytaj, że jednak głównie przez Rosjan) i ostatnio przez Unię Europejską (czytaj, że głównie znowu przez Niemców i zdradliwych Francuzów, których przecież uwielbialiśmy od czasów Napoleona I). Drugim wątkiem tych wypowiedzi była wątpliwość, czy teraz musimy to znosić, czy też powinniśmy po angielsku wyjść z tej Unii i przestać pełnić rolę strażnika jej, jakże niebezpiecznej, wschodniej granicy.

Smętne życie pod okupacją

Nie miałem zamiaru włączać się do tej dyskusji, którą trudno uznać za poważną. Ale przypadkowo wpadły mi w oczy daty uroczenia obu znakomitych polityków, autorów tych zaskakujących wypowiedzi. Konfrontacja tych dat z naszą najnowszą historią, trochę mnie rozbawiła.
Obaj jeszcze nie istnieli w czasie prawdziwej okupacji wojennej i tym samym nie mieli przyjemności obserwowania życia w Generalnej Guberni. Młodszy z nich, autor okupacyjnych porównań, zaistniał dopiero w już fatalnie osłabionej okupacji sowieckiej, czyli epoce gomułkowskiej, po 1956 roku. Ale jako dziecię pieluszkowe, mimo wrodzonej inteligencji, nie wiele przecież rozumiał. Sądzę, że tak naprawdę mógł się interesować polityką w połowie gierkowskiej dekady. Mimo okupacyjnych warunków uczył się, skończył szkołę średnią i pomaturalną, zaczął pracować. Indoktrynacja młodzieży, zalecała miłość do innego ustroju i innych grup politycznych. Ale można przypuszczać, że był odporny i zachowywał postawę niezłomnego Polaka – patrioty. Naturalnym następstwem po zmianie ustroju była aktywność polityczna, uwieńczona ważnymi stanowiskami.

Starszy Autor, sugerujący konieczność rozważenia słuszności dalszego uczestniczenia w Unii Europejskiej, był już aktywny umysłowo i fizycznie w końcu okresu gomułkowskiego i w całej dekadzie gierkowskiej. Nie wiem, czy miał wówczas świadomość, że żyje pod okupacją Skończył studia, aktywnie działał w formalnych i nieformalnych grupach studenckich. Solidarnościowe kontakty tych grup spowodowały, że rozwinął kontakty także i z tym środowiskiem, stopniowo wchodząc do polityki.

Niezręczne porównania

Denerwujące zarówno opozycjonistów jak i partyjnych kolegów wypowiedzi dotyczące relacji Komisji UE i Polski, były zapewne spontaniczne i emocjonalne, ale także – niestety – bezsensowne i szkodliwe.
Wiele leciwych osób, w tym także niektórych gości na mojej przyzbie, szczególnie „wkurzyło” porównanie stosunków z Unią do okupacji w czasie II wojny. Bezsensowność tej odkrywczej myśli nie tyle ich obrażała, co świadczyła o śmiesznym, ale i niepokojącym poplątaniu pojęć polityka, wysoko umieszczonego w hierarchii ważności. W końcu nawet z patriotycznej literatury musiał wiedzieć, że wojenna okupacja nie polegała na rozdawaniu pieniędzy, tylko na łapankach, obozach koncentracyjnych, mordowaniu i czynnej walce z militarnymi i administracyjnymi ogniwami okupanta. Pod sowiecką okupacją miał szczęście żyć po 1956 roku, czyli zasadniczo złagodzonym ustroju, w którym Polska miała zasłużoną opinię „najweselszego baraku w socjalistycznym obozie”. Gdyby urodził się wcześniej, to może brałby udział w jedynej (dotychczas!) w naszej historii milionowej manifestacji poparcia dla W. Gomułki, ze zdziwieniem patrzył na księży błogosławiących polską delegację jadącą na pierwsze po „przewrocie” rozmowy w Moskwie. Z troską też obserwowałby sytuację postawienia radzieckich garnizonów i w stan gotowości, przygotowanej na wypadek fiaska rozmów i próby oderwania polskiego baraku od obozu. Niezadowoleni z rzekomo nadmiernej łagodności tych rozmów zamilkli po niemal równoległych, krwawych doświadczeniach węgierskich. w których zginęło ponad 2500 Węgrów i 740 żołnierzy radzieckich – głównie Rosjan.
Starszy wiekiem propagator PISu i jego programów nie sięgał to okupacyjnych porównań. Powiedział jedynie, że jeśli Unia, jej trybunały i niesympatyczni komisarze będą nadal gnębili nas niesłusznymi wyrokami, grozili karami i żądali innej praworządności niż ta, którą wymyślili nasi przywódcy – to będziemy musieli zastosować bardziej drastyczne środki obronne. Żądni sensacji dziennikarze uznali, że jest to groźba polsitu, – czyli opuszczenia Unii. A przecież każde dziecko wie, że Unia bez Polski była by słabiutka, uboga i mniej religijna, a więc zdana na pastwę sił nieczystych. I nawet wykorzystanie polskiego przykładu „gmin „wolnych od LGBT” niewiele opóźniłoby proces narastającej zgnilizny moralniej zachodniej Europy.

Co dalej?

W nieco nerwowej dyskusji na przyzbie padło pytanie – to czego właściwie mamy się spodziewać? Pożegnamy się z Unią udowadniając, że już 6 lat temu podnieśliśmy się z kolan i mamy w głębokim poważaniu straty finansowe i pogłębienie negatywnej opinii w Europie i Ameryce północnej?
Czy też tradycyjnie pomachamy szabelkami, rzucimy jeszcze kilka inwektyw na temat trybunałów i komisarzy, ale w zasadniczych sprawach zrobimy krok wstecz, łagodząc stosunki z „unijną biurokracją” i zmieniając atmosferę z niemal wrogiej, na stwarzającą nadzieję normalizacji?

Doszliśmy do wniosku, że mimo udawania bohaterów i uporczywego tworzenia nowego systemu politycznego nazywanego przez niektórych „kaczokracją”, nasi aktualni władcy nie odważą się na zastosowanie pierwszego wariantu. Koszty mogłyby być zbyt duże. To nie tylko straty finansowe, które i tak poniósłby naród, a nie nosiciele władzy. To groźba jej utraty w sposób, który oceniony zostanie przez historię, jako przykład ambicjonalnego, ale świadomego działania, szkodliwego dla kraju. To też możliwość wywołania protestów, o skali przekraczającej wytrzymałość struktur państwa. Z ostatnich, oficjalnych wypowiedzi kierownictwa rządzącej partii można przypuszczać, że – „póki co” – wybrano drugi wariant. Co nie oznacza, że w sprzyjających warunkach nie można go zmienić.

Jest więc bardziej prawdopodobne, że pokrzyczą, ponarzekają, ponegocjują, coś utargują i ustąpią przynajmniej w tych sprawach, które decydują o „to be or not to be” Polski w Unii.

Ale – naszym zdaniem – ślad walki o średniowiecznie rozumianą suwerenność, pozostanie na długo w umysłach unijnych działaczy i urzędników. Objawy sympatii będą przypominały zachowania ekspedienta w sklepie, w którym towaru jest zbyt mało, aby zaspokoić oczekiwania wszystkich klientów.

Ściśle tajny dokument i … Apel

„Pamiętam też dobrze brutalne realia, podzielonej Europy i świata. Radzieckie gniewne reakcje na sytuację w Polsce w 1980-1981 roku były tego logicznym odzwierciedleniem. Ale nie zniżę się do koniunkturalnej, tchórzliwej małoduszności, do wypierania się i dystansowania od tamtego sojuszu i ówczesnych przyjaźni”…
gen. Wojciech Jaruzelski

Poprzedni tekst kończyłem nieco zagadkowym pytaniem, że może już stało się „coś”, o czym nikt w Polsce roku 1980, także 1981 nie wiedział? I przez dekadę lat 80-tych nie wiedział. Skłaniała ku temu zbliżająca się kolejna, 41 rocznica porozumień sierpniowych (30-31 sierpnia 1981 r.). Pisałem o tych porozumieniach kilka razy w poprzednich latach na łamach Trybuny, a za ich publikacje serdecznie dziękuję Sekretarzowi Redakcji.

Zapewne pamiętacie Państwo prezentację treści 21 postulatów i „Protokół Porozumienia”, cytowane w różnych kontekstach. Taka ciekawostka-Muzeum Solidarności w Gdańsku, każdego zwiedzającego „wita” wypisanymi na drewnianej sklejce 21 postulatami, od kilku lat będącymi na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Wita też radiowo-telewizyjnym przemówieniem Generała z 13 grudnia 1981 r. I dobrze – niech każdy zwiedzający Muzeum przypomni sobie co mówił i zechce zastanowić się czy po 41 latach te Jego słowa straciły na znaczeniu. Szczególnie teraz – gdy zbliża się 40 rocznica wprowadzenia stanu wojennego, niech każdy z Państwa postawi sobie pytanie – czy Generał „straszył” Polaków, nie mówił prawdy o sytuacji? Znacie Państwo Czytelnicy odpowiedź z własnej autopsji, z przeczytanych różnych publikacji. Powiedzcie naszej młodzieży, wnukom. Zastanawiające, do jakich to skojarzeń i wspomnień ma skłonić każdego zwiedzającego to przemówienie – kontrastujące z homiliami Papieża wygłoszonymi w Gdańsku (pisałem wcześniej). Proszę też zwrócić uwagę, że w całym Muzeum brak wspomnianego „Protokołu Porozumienia”, podpisanego 31 sierpnia 1981 r. przez Lecha Wałęsę i wicepremiera Mieczysława Jagielskiego. Czyżby tak „źle” się kojarzył, skłaniał do „błędnych refleksji”, do poszukiwań – współodpowiedzialności Solidarności za jego realizację… Kto z Państwa zna odpowiedź?

Brutalne realia…

Odwołując się do Państwa pamięci, z naciskiem podkreślam, że sytuacja wewnętrzna w Polsce była ciągle obserwowana i komentowana. Strajkami – dosłownie zachwycał się Zachód. W prasie ciągle publikowane były „wieści z Gdańska”, wywiady i rozmowy z ich uczestnikami. Swoiście podsycano atmosferę informacjami o przedłużających się dyskusjach wobec wciąż przybywających żądań i postulatów. Sensacją – nie tylko medialną – była zamiana Tadeusza Pyki na wicepremiera Mieczysława Jagielskiego, przewodniczących rządowej Komisji. Różne snuto domysły, wręcz insynuacje, wskazując, że władza albo „coś knuje” albo „coś szykuje” na „wzór” sprzed 10 lat. Nikt nie wierzył wypowiedziom Edwarda Gierka, ani zbyt poważnie nie traktował doniesień z posiedzeń rządu i kierownictwa PZPR. Wtedy Stocznia Gdańska była „centrum informacji”, obserwacji i raportów obcych służb wywiadowczych … CIA także.

Nie próżnowali też nasi sąsiedzi. Dla nikogo trzeźwo myślącego nie powinno być żadną tajemnicą, że Polska była „obserwowana”, co wynikało-jak mówi Generał- z „brutalnych realiów podzielonej Europy i świata”. Zapytam, czy z tych „realiów” miałoby wynikać „wypieranie się i dystansowanie od tamtego sojuszu i ówczesnych przyjaźni”? Nie wstydźmy się i powiedzmy sobie wprost – tego przecież oczekiwali od władzy doradcy Solidarności. Z biegu ówczesnych wydarzeń, o czym Państwo wiedzą – „zainteresowanie” Polską utrzymywało się w Berlinie, po 1953 r. oraz w CSRS, szczególnie po 1968 r. Nasze położenie geograficzne, na „na przeciągu Europy” Wschód – Zachód zapewniało nam nieustanne „zainteresowanie” ZSRR, głównie w aspekcie: polityczno – militarnym i społeczno-gospodarczym. Po wybuchu protestów i strajków latem 1980 r. stało się szczególnie wnikliwe – Jak głęboka, rozległa i „twórcza” była ta „czujna obserwacja”, niech posłuży ten dowód. Tu uprzejmie proszę Pana Tadeusza o zamieszczenie kopii dokumentu CCE 000050 – załączam obok

… Do KC KPZR – ściśle tajne

Proszę raz jeszcze uważnie przeczytać dokument i zwrócić uwagę na datę – „28” sierpnia 1980 roku. Pierwszy szczegół. Dzień w cudzysłowiu- znaczy, że był wpisywany odręcznie, przed doręczeniem głównemu adresatowi. 28 sierpnia 1980 r. czyli na 2-3 dni przed podpisaniem porozumień sierpniowych w Szczecinie – 30 sierpnia (Kazimierz Barcikowski), w Gdańsku – 31 sierpnia, Lech Wałęsa i Mieczysław Jagielski. Co więcej – gotowość użycia wojsk inwazyjnych z Nadbałtyckiego i Białoruskiego okręgów wojskowych wyznaczono od godz. 18.00. 29 sierpnia. Czy ta data była „graniczną” do podjęcia polityczno – wojskowych decyzji wobec Polski? Jakich, konkretnie – nie wiemy, możemy się tylko domyślać. Jest pewne – 29 sierpnia nie zdecydowano o interwencji – na szczęście dla nas! Co przesądziło – może „przecieki” ze Szczecina i Gdańska, że „lada moment się porozumieją”? Wtedy, 28 sierpnia 1980 r., władze, kierownictwo radzieckie najprawdopodobniej zdecydowało o wydzieleniu sił i przesunięciu ich w pobliże wschodniej granicy z Polską. O ich rozmieszczeniu świadczą dane wywiadowcze zachodnich państw, wśród nich satelitarne zdjęcia USA.
O szczególnej tajemnicy świadczą wykropkowane miejsca, gdzie odręcznie wpisane były liczby, nazwy, itp. Na prezentowanej Państwu kopii, są pisane pochyłym drukiem i podkreślone. Cóż zauważamy? Początek tekstu – „Sytuacja w”…odręcznie wpisano – Polska. Świadczy to, że:

– dokument był przygotowywany na bieżąco, zważywszy na rozwój wydarzeń w Polsce, które bardzo uważnie obserwowano, analizowano i wyciągano „na gorąco” wnioski. Stąd może i odręczne wpisy, które w każdej chwili można było stosownie zmienić lub uzupełnić;

– potrzebne dane były wpisywane ręcznie przed podjęciem decyzji. By prawdopodobnie poza autorami i decydentem nikt wcześniej nie znał treści. Czego się obawiano? Może dyskusji w gronie BP KC KPZR, choć taka być musiała, zważywszy na rolę i znaczenie Polski w bloku. A utrzymujące się strajki zapewne wywoływały dyskusje z podstawowymi pytaniami – co zrobią władze PRL, kiedy i czym zakończą się strajki. Jak my mamy się zachować? Dywagacje mogły być skrajnie różne – czekać, pamiętając Węgry i CSRS, ale będąc gotowym do „akcji” w każdej chwili. Właśnie – „akcja wojskowa” mogła być w tym momencie „wiążącą tajemnicą”. A może „przeciek”? Nie zapominajmy, w KC KPZR były osoby spokrewnione z Polakami, np. Bajbakow (babcia Bajbakowska), przyjaźnili się i sympatyzowali z nami, o czym dobrze wiedziano. A wywiady zachodnie, np. USA? Zbigniew Brzeziński kilka razy mówił – „w Sztabie Generalnym mieliśmy swojego człowieka”;

– dokument powstawał w toku – podkreślę – przedłużających się strajków i negocjacji. Jaki stąd wniosek- że wtedy nie widziano w Moskwie szansy na szybkie zakończenie i porozumienie między strajkującymi a władzą, podkreślam- porozumienie;

– autorami dokumentu wraz z projektem decyzji dla KC KPZR, było pięciu czołowych działaczy: Michaił Susłow, Andriej Gromyko, Jurij Andropow, Dmitrij Ustinow i Konstantin Czernienko. Nie można wykluczyć, że powstawał na bieżąco i z inicjatywy Leonida Breżniewa, że im szczególnie ufał. Dwaj spośród nich – Andropow i Ustinow, 8 miesięcy później, w dniach 3-4 kwietnia, w Brześciu przeprowadzili ze Stanisławem Kanią i Generałem długą, rzeczową i poważną rozmowę. Pisze o niej Generał w książce „Stan Wojenny”(rozdział „Lot i lądowanie”), gdzie m.in. zwarł taką refleksję – „Bardzo wielu Polakom można postawić piątkę za brawurę. Natomiast wielu polskich polityków- jak wykazały nasze dzieje – zasłużyło na dwójkę z historii i geografii. Płaciliśmy za to nieraz najwyższą cenę. My nie chcieliśmy jej zapłacić”. Czytając ten dokument, o którym w kwietniu 1981 r. nic nie wiedział ani Generał, ani nikt w Polsce – warto się zadumać- czy nie „musiałby płacić”, a głównie my – Polacy, być może już jesienią 1980 r. Co przesądziło, że obyło się bez rozlewu krwi – niech Państwo pomyślą. Gdyby weszli – zapewne sami, co wynika z formy tajności dokumentu. Z udziałem sąsiadów, groziło nam rok później. Tu celowo pomijam reakcję Zachodu, która rzekomo miałaby „hamować zapędy” ZSRR. To zwykła fantasmagoria, napiszę niebawem osobny tekst. Tu wspomnę taki zastanawiający fakt, o którym powiedział mi Pan prof. Jerzy Wiatr. A mianowicie. W marcu 1981 r., gdy był na konferencji w Washingtonie, spotkał się z pracownikiem Departamentu Stanu odpowiedzialnym na sprawy polskie, którym był Dale Herspring. „W czasie rozmowy przedstawił pewien aspekt sytuacji. Jak mówił, Departament Stanu popiera reformatorskie zmiany w Polsce, ale ma do czynienia z grupą doradców prezydenta Ronalda Reagana, którzy uważają, że należy przeć na zaostrzenie sytuacji i interwencję radziecką, gdyż interwencja taka skompromituje ZSRR i osłabi jego pozycję w świecie… Rozumiałem, że to niezwykłe jak na zawodowego dyplomatę wyznanie ma na celu poinformowanie polskiego kierownictwa i po powrocie do Polski przekazałem tę informację polskim władzom… Wielu działaczy dawnej opozycji demokratycznej z oczywistych powodów politycznych neguje obecnie istnienie radzieckiego zagrożenia. Wyobrażam sobie, jakie wrażenie zrobiłoby, gdyby ta informacja została wówczas ujawniona publicznie”.

„Na wypadek wojskowej pomocy”

Przeczytajcie Państwo raz jeszcze – „Uwzględniając powstałą sytuację, w celu stworzenia zgrupowania wojsk na wypadek okazania wojskowej pomocy PRL”. Zastanawiające jest, że:

– radzieccy nie przewidują innej „pomocy”, np. dostawy niezbędnych surowców, czy też udzielenia pożyczki finansowej. Przecież wiedzieli, że strajki 1970 r. zakończyło użycie sił MSW wspieranych przez Wojsko. Leonid Breżniew proponował Władysławowi Gomułce pomoc wojskową, w gotowości byli Czesi. Rozlew krwi, łzy, ból i rozpacz zakończyły Grudzień ’70, bez pomocy sąsiadów. Dlaczego w 1980 r. taka „pomoc” miałaby być „niezbędna”?;

– radzieccy liczą i kalkulują użycie siły, a nie partyjnych czy politycznych perswazji. Raz jeszcze proszę się nad tym zastanowić -„jedyna pomoc”, to siła zbrojna! Dlaczego tak- nie znam odpowiedzi. Domyślam się, że mógł to być wniosek -„nauka” dla Kremla z „Praskiej wiosny”. Tak wobec Polaków byli czujni i przewidujący, że sytuacja może się zaogniać, a nie łagodnieć. Bogatsi o późniejszą wiedzę, odpowiedzcie sobie Państwo szczerze – na ile radzieccy mieli rację. Solidarność doprowadziła do konieczności – powtarzam konieczności użycia siły, na szczęście – powtarzam dla-Solidarności i dla wszystkich Polaków, dla Polski. Była to „siła własna”, MSW i Ludowe Wojsko Polskie.

Dwie, ważne oceny

Pierwsza-Solidarność. Przeczytali Państwo-„po stronie sił kontrrewolucyjnych”. Choć nie była jeszcze znana oficjalna nazwa protestującego i jednocześnie powstającego nowego związku zawodowego robotników, już nazwany został kontrrewolucyjnym. Zapewne z uwagi na sposób działania – strajki, które wówczas w bloku wschodnim były nie do pomyślenia oraz zgłaszane postulaty i żądania. Te stały w sprzeczności z głoszonymi zasadami marksistowsko- leninowskiej partii klasy robotniczej. Znacie je Państwo i wiecie że wtedy rozmowy, negocjacje nie przyniosły uspokojenia sytuacji bez użycia siły. Podjudzający wpływ Zachodu, choć zbywany milczeniem w Polsce jest nie do pominięcia przy próbie obiektywnej oceny. Powtórzę – pokazały to przykłady NRD, Węgier i CSRS. Dlaczego w Polsce miałoby być inaczej? Marszałek Wiktor Kulikow, podczas konferencji naukowej w Jachrance (1997), m.in. mówił – „w Związku Radzieckim, a tym bardziej w Komitecie Centralnym, wszyscy oceniali Solidarność jako kontrrewolucję, jako ruch skierowany przeciwko władzy, któremu trzeba podjąć odpowiednie kroki. Dlatego nie ma co kręcić i mówić inaczej” („Wejdą – nie wejdą”, Wyd. ANEKS 1999 rok). Ta konferencja, to mało znany fakt, napiszę osobno. A przecież w Polsce „mogło być inaczej”, gdyby Solidarność chciała posłuchać chociażby rad i wskazówek Prymasa Tysiąclecia, nie mówiąc już o własnej, rozumnej ocenie ówczesnego podziału świata na dwa przeciwstawne bloki polityczno- militarne i położenia właśnie w „tym podziale” Polski. Pisałem to już kilka razy w różnych kontekstach.

Druga- „ w wypadku wystąpienia po stronie sił kontrrewolucyjnych, zasadniczych sił Wojska Polskiego”. „W wypadku”… czyżby tu liczono na „wariant czeski”, były podstawy do takich złudzeń? Co tu zastanawia? Kierownictwo radzieckie liczyło się ze zbrojnym oporem i to po stronie tych „sił kontrrewolucyjnych”- czytaj- w obronie strajkujących! Radzieccy wystawiają – chyba w sposób nie zamierzony jak najlepszą opinię naszemu Wojsku. To świadectwo więzi z narodem, patriotyzmu, poczucia odpowiedzialności za Naród i Państwo. Te przymioty poznali podczas wielu wspólnych ćwiczeń wojsk Układu Warszawskiego i szkoleń, także ich kadry w polskich akademiach wojskowych od 1970 r. To także autentyczna zasługa Generała, od 1960 r. na różnych kierowniczych stanowiskach w MON. O roli Wojska w stanie wojennym napiszę oddzielnie. Tu podkreślam – to ocena radzieckich, jaką wystawili w sierpniu 1980 r. Generał był wtedy „tylko” szefem MON. Niech się nad tym zastanowią działacze, doradcy i eksperci oraz politycy, którzy chętnie – z poparciem apologetów zwących się historykami, odsądzają Ludowe Wojsko Polskie od przysłowiowej czci i wiary. Przecież miliony Polaków pamięta ustawę o obniżeniu i pozbawieniu emerytur członków WRON, różne próby degradacji Generała, itp. To uwaga dla wszystkich, którzy służbę oficerów w tym Ludowym Wojsku, pogardliwie oceniają jako „służalczą” Moskwie, pozbawioną patriotyzmu.
Proszę zauważyć w tym dokumencie: radzieccy początkowo kalkulują wprowadzenie do Polski 4 dywizji, a zważywszy, że Wojsko „może”? bronić strajkujących, zakładają wzmocnienie sił o kolejne 5-7 dywizji, łącznie 9-11 dywizji. Spodziewana wojskowa obrona strajkujących, nie skłania ich do cofnięcia się przed użyciem siły zbrojnej, a odwrotnie – jej zwiększenia. Byli aż tak zdeterminowani, żeby zdławić, „utopić we krwi” strajkujących, ich związek zawodowy, który nazywali „kontrrewolucją”- bez wzglądu na koszty. Co ich powstrzymało? Czy uświadomili sobie uwikłanie w krwawe powstanie narodowe, trwające wiele lat? Osłabienie i potępienie pozycji w bloku i na świecie? Czy to nie daje Polakom wiele do myślenia – nawet po 40 latach?

Skąd się wziął ten ściśle tajny dokument? Otóż – podczas międzynarodowej konferencji naukowej w Jachrance (8-10 listopada 1997 r.), zajmującej się wewnętrznymi i zewnętrznymi uwarunkowaniami kryzysu lat 1980-1982 w Polsce, ujawniono wiele różnych dokumentów, m.in. wywiadu USA oraz z archiwów ZSRR – napiszę w kolejnych tekstach. Wśród nich był właśnie ten ściśle tajny dokument – wniosek do KC KPZR. Jest w książce „Sztab Generalny WP 1918 -2003”,Wyd. Bellona. Proszę zauważyć – ujawnienie nastąpiło w 16 lat po stanie wojennym.

Kilka refleksji

Proszę w tym miejscu o „namysł historyczny”. W II RP wielokrotnie podczas protestów lała się i robotnicza i chłopska krew. Jak obliczyli historycy, zginęło ponad 800 osób, w całym 20-leciu międzywojennym. Czy władza była tak znienawidzona, czy uzyskanie porozumienia i ustępstw było tak trudne, wręcz nie możliwe? Przecież wtedy nie było „komunizmu”. Po wojnie mamy inny ustrój. I znów można powtórzyć te pytania, pamiętając wydarzenia poznańskie1956 r., potem Grudzień ’70. Wstyd mi w tym miejscu napisać dosadny, bolesny dla wielu wniosek – do strajkujących w Polsce przemawia tylko użycie siły. Tak się nie stało w 1976 r. i sierpniu 1980 r. Edward Gierek dotrzymał słowa nie kwapił się do „siłowego rozwiązania”, Generał także nie. Ale „Bydgoszcz” pokazała „rogi”, w grudniu 1981 r. nie obeszło się bez użycia siły, ofiar, łez i rozpaczy. Smutne, ale prawdziwe. Czy musiało tak być? Czy „winna” jest „natura” ludzka czy ustroju ? Przecież władzę w każdym ustroju także sprawują konkretni ludzie, którzy z czasem stają się znienawidzeni, tego nawet nie zauważają i sięgają „po siłę”. Kiedy u obywatela, zwykłego człowieka rodzi się złość wobec władzy, a próby porozumienia nie są skuteczne i „wchodzi siła”, z nią rozlew krwi. Co jest tu wspólnym mianownikiem – nienawiść, wrogość? A dlaczego po obu stronach rozum, rozsądek jest tak słaby i tylko niekiedy zwycięża? Czy możliwe jest wychowanie „człowieka porozumienia, ugody” i teoretyczno – praktyczne wypracowanie ustroju służącego ludziom, człowiekowi? Kto zna odpowiedź?

Apel

Przeżywać będziemy dni 41 rocznicy podpisania porozumień sierpniowych w Szczecinie i Gdańsku. Niech skłonią nas wszystkich, bez względu na wyznawane wartości i przekonania, do ludzkiego namysłu nad istotą i sensem życia, bez którego nie byłoby marzeń ani o niepodległości i wolności, ani o sprawiedliwości, o niczym.

Zwracam się do Pana Prezydenta Lecha Wałęsy – laureata Pokojowej Nagrody Nobla o osobisty przykład porozumienia ponad podziałami i urazami z przeszłości. A na dowód tego – o przekazanie symbolicznej złotówki na Instytut Szpital Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Generał – inicjator jego budowy, w czerwcu 1982 r. m.in. mówił – „dawno już powinien stanąć na naszej ziemi, aby świadczyć o patriotycznej ofiarności polskich matek. O ich niezapomnianym wkładzie w przetrwanie naszego Narodu, w jego uporczywą, bohaterską walkę o wolność i zwykłą, człowieczą sprawiedliwość…Że dają z siebie przez całe lata poświęceń i trudu, tę codzienną matczyną krzątaninę, której historyk nie wymierzy, lecz bez której żaden polski dom nie byłby domem”…

To Pan, Panie Prezydencie – w 2007 r., gdy zapowiedziano proces sądowy Generała za stan wojenny, był „przeciwny wszelkiej wendecie i doraźnej sprawiedliwości”. Przypominał, że „Jaruzelski nie był zobligowany do zawarcia porozumienia z Solidarnością, a jednak to zrobił… Sowieci dla Polaków byliby z całą pewnością gorsi od Jaruzelskiego”. Proszę Pana o ten apel do wszystkich uczestników tegorocznych obchodów Sierpnia, do wszystkich Polaków.

Ośmielam się skierować słowa prośby o wsparcie szlachetnej postawy Pana Prezydenta do wszystkich członków Kierownictwa Solidarności, także Pana Piotra Dudy, w okresie tych minionych 40 lat. Szczególnie imiennie do Panów: Zbigniewa Bujaka, Władysława Frasyniuka, Bogdana Borusewicza, Aleksandra Halla, Donalda Tuska i Adama Michnika-jako uczestników Okrągłego Stołu i rzeczników prasowych: Panów Janusza Onyszkiewicza, Andrzeja Celińskiego. Do wszystkich ekspertów, doradców, działaczy – wśród nich Panów Waldemara Kuczyńskiego, Józefa Piniora i Andrzeja Rozpłochowskiego, członków NSZZ Solidarność w okresie istnienia. Ceniąc i krzewiąc szczytne wartości dajcie Państwo przykład, że można „różnić się mądrze”.

Raz jeszcze – mając w pamięci opublikowane już teksty z prośbą o wsparcie tego Szpitala, ponawiam ją. Fundacja na rzecz rozwoju Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki – konto: Bank PKO SA 49 1240 1545 1111 0010 6173 3991 Niech to będzie Państwa szlachetny gest, cel który przywraca nadzieję na zdrowie i szczęśliwe życie najmłodszych i cierpiących. Jako wyraz naszej, polskiej „mądrości przed szkodą”, porozumienia ponad podziałami. Jako wola stłumienia tlącej się wciąż tamtej nienawiści, w roku 40 – ej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego.