Świeckie państwo – instrukcja obsługi

W ramach Projektu Świeckie Państwo złożyliśmy wnioski do resortów i agencji rządowych o udostępnienie informacji publicznej w zakresie finansowania kościołów i związków wyznaniowych!
Wnioski zostały złożone do Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa, Ministerstwa Edukacji Narodowej, Ministerstwa Finansów, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Prokuratorii Generalnej.
Podczas spotkania z dziennikarzami Anna-Maria Żukowska powiedziała:
W 2018 r. za pośrednictwem posła Jacka Protasiewicza złożyliśmy interpelacje poselską, która została napisana przez dr Pawła Boreckiego, który jest ekspertem od prawa wyznaniowego, kościołów i instytucji wyznaniowych. W tej interpelacji były zawarte pytania o źródła finansowania przez państwo Kościoła katolickiego oraz innych kościołów funkcjonujących w Polsce. Niestety, do dzisiaj nie doczekaliśmy się odpowiedzi, premier Mateusz Morawiecki wciąż przekłada termin jej udzielenia. Z tego powodu, wykorzystując prawo do informacji publicznej, zwróciliśmy się do 9 ministerstw oraz agencji o ujawnienie tego typu wydatków.
My obywatelki i obywatele chcemy wiedzieć, a także mamy prawo wiedzieć. Nie walczymy z kościołem, walczymy o jawność wydatków ponoszonych na kościół. Taka jawność jest jednym z podstawowych elementów obywatelskiej kontroli i dlatego takie wydatki powinny być jawne. Chcemy wiedzieć i między innymi dlatego przystąpiliśmy do obywatelskiego komitetu ustawy w sprawie jawności przychodów kościołów i związków wyznaniowych oraz likwidacji przywilejów podatkowych, podpisy pod tym projektem ustawy zbieramy do 19 czerwca 2019 r. Zachęcam do podpisywania się pod nim!
Szczegóły projektu
Obywatelski projekt ustawy zakłada transparentne i odbywające się według ścisłych reguł finansowanie kościołów i związków wyznaniowych oraz likwidację ich przywilejów podatkowych.
Rozliczanie się z dochodów
1. Nałożenie na kościoły i związki wyznaniowe obowiązku informowania państwa oraz jego organów skarbowych o tym jakie są jego przychody. Informacje takie będą zbierane przez urzędy skarbowe i następnie przekazywane do Krajowego Administratora Skarbowego, który będzie tworzył łączne podsumowania i następnie publikował je w Biuletynie Informacji Publicznej.
2. Wprowadzenie obowiązku dla instytucji państwowych oraz samorządowych informowania za pomocą Biuletynu Informacji Publicznej o dotacjach, subwencjach i darowiznach w postaci pieniędzy lub nieruchomości, a przekazanych na rzecz kościołów i związków wyznaniowych. W tym celu wszystkie podmioty publiczne będą miały obowiązek przekazywania tego typu informacji do Krajowego Administratora Skarbowego, który opublikuje je w za pośrednictwem BIP-u.
Likwidacja ulg podatkowych
1. Zniesienie wszelkich ulg, bonifikat i preferencji związanych z zakupem nieruchomości od skarbu państwa.
2. Likwidacja możliwości odliczenie darowizn na rzecz kultu religijnego od przychodu. Nie ma żadnej podstawy, aby tego typu darowizny miały być odliczane od przychodu. Kult religijny to nie jest dobro publiczne wszystkich obywatelek i obywateli.
3. Zniesienie zwolnienia z podatku od dochodów z inwestycji kościoła, np. w nieruchomości pod wynajem.
4. Likwidacja Funduszu Kościelnego. Nie ma uzasadnienia, aby kler był dalej finansowany z budżetu państwa, aby dalej opłacane były z tego źródła składki do ZUS. Komisja Majątkowa zakończyła swoją działalność w 2011 roku i powód dla, którego te składki były opłacane już dawno się wyczerpał.

Kościoły będą pustoszeć

„Teraz Kościół będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, co zrobić dalej z twarzami Rydzyka, Jędraszewskiego, Gądeckiego, Głódzia”. Z mecenasem Arturem Nowakiem, adwokatem i współautorem książki „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” rozmawia Justyna Koć (wiadomo.co).

JUSTYNA KOĆ: Ponad 20 mln wyświetleń „Tylko nie mów nikomu” w kilkanaście dni od emisji filmu. Co się zmieniło z pana perspektywy?
MEC. ARTUR NOWAK: Biskupi się pokajali, kolejny raz przeprosili, ale to przeprosiny wyrwane im z gardła. Myślę, że ten film skanalizował bardziej niż „Kler” Smarzowskiego pewne nastroje, które są w społeczeństwie, związane z oceną Kościoła rzymskokatolickiego. Ten film „zrzucił aureole” Kościołowi i coraz więcej księży zaczyna się wypowiadać językiem Franciszka. To nie tylko ksiądz Prusak, dominikanin ojciec Gużyński czy ojciec Kłoczowski. Papież Franciszek twierdzi, że przyczyną wszelkich nadużyć w przestrzeni Kościoła, nie tylko w kwestii pedofilii, ale i w kwestii finansowej, jest kultura klerykalna. Jan Paweł II i Benedykt XVI uważali, że to wina społeczeństwa i rewolucji seksualnej. To Wojtyła do spółki z Ratzingerem i Pawłem VI ukuli hasło „cywilizacji śmierci”, która miała straszyć, co w Polsce zresztą świetnie się przyjęło. Doskonale to widać w kościele „rydzykowym”; pogardę dla kultury zachodniej, bo tam jest straszny gender, LGBT i homoseksualizm. Teraz Franciszek wyraźnie to odrzuca.
Myślę, że korzeniem zła w Kościele, tej buty, chamstwa, pogardy dla innych ludzi, których Kościół nie rozumie, jest także słaba kondycja intelektualna duchowieństwa i dziesiątki lat socjalizacji tego myślenia, że my, Polacy, jesteśmy pępkiem świata.
Teraz Kościół będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, co zrobić dalej z twarzami Rydzyka, Jędraszewskiego, Gądeckiego, Głódzia, słowem – z przedstawicielami tego przedsoborowego betonu, bo myślę, że nawet dla polityków PiS-u już niedługo będzie wstydem pokazywanie się w ich towarzystwie.

Tych zmian nie da się już zatrzymać?
Film braci Sekielskich zrobił i zrobi olbrzymie wrażenie na każdym, kto ten obraz zobaczy. Pokazuje najohydniejszą zbrodnię, jaką jest wykorzystywanie nieletnich przez drapieżców przebranych w sutanny. Mnie poraża ta infantylność księży, jeśli chodzi o seksualność. Mam na myśli te słowa: że „nie doszło do wytrysku” albo że diabeł opętał księdza. To przerażające, że tacy ludzie z ambony moralnie edukowali przez dziesiątki lat wiernych.
Pyta pani, co się zmieniło. Myślę, że dobrym przykładem jest sprawa kardynała Gulbinowicza, która wszystko wskazuje na to, że wreszcie zostanie poważnie potraktowana. Zresztą sądzę, że ta sprawa znajdzie swój finał poza Polską, bo nie wyobrażam sobie, żeby sprawę Gulbinowicza poddać jurysdykcji arcybiskupa czy metropolity w kraju. Nic nie przesądzam. Wiele nominacji biskupich związanych jest z tym kluczem homoseksualnym, kulturą tajemnicy, wysyłaniem swoich wybranków na studia w Rzymie, dawaniem im lepszych parafii.
Kultura tajemnicy tworzy takie podziemie homoseksualne. Nie demonizowałbym tego, ale ono jest i trzeba o tym mówić.

To, co my zobaczyliśmy w tym filmie, pan zna od lat jako prawnik zajmujący się takimi sprawami. Przygotowując się do rozmowy, znalazłam informacje o jednej z pana książek, gdzie podaje pan przykład umorzenia przez prokuraturę sprawy księdza oskarżonego o pedofilię, bo „poszkodowany był homoseksualistą”. Tak wygląda polska rzeczywistość spraw związanych z pedofilią?
Niestety, tak to wygląda. W tym przypadku, który pani przytoczyła, widzimy jak na dłoni „efekt aureoli”, który dotknął nie tylko prokuratorów, ale i sędziów, którzy weszli w tę perspektywę klerykalną, tak naprawdę wzmacniając ją jeszcze. Były też przypadki, gdzie sędzia przepraszał stronę pozwaną, że termin rozprawy został wyznaczony na święto Matki Boskiej Gromnicznej. Często też dochodziło do wzmacniania poczucia winy u poszkodowanego, np. pytaniami w stylu „po co tam chodziłeś, miałeś 15 lat, powinieneś rozumieć, wiedzieć”, zamiast go wysłuchać. W przypadku pedofilii w Kościele ważnym czynnikiem jest relacja, którą duchowni budują z pokrzywdzonym, który często potrzebuje zainteresowania, uwagi i tu to dostaje, czasem nawet pieniądze.
Wracając do moich doświadczeń, to na szczęście wydaje mi się, że o takich praktykach sądu czy prokuratury możemy mówić w kontekście czasu przeszłego. Czekamy teraz na to, co SN zrobi z kasacją w sprawie chrystusowców, mam wątpliwości, czy w ogóle przyjmie ją do rozpoznania. Cały cywilizowany świat honoruje odpowiedzialność osoby prawnej Kościoła, pisała o tym prof. Łętowska, pisał o tym ostatnio prof. Maciej Gutowski z Uniwersytetu Adama Mickiewicza czy prof. Piotr Kardas z UJ. Nie jesteśmy samotną wyspą, tylko żyjemy w rzymskiej kulturze prawnej i ta sprawa jest oczywista.
Myślę też, że nastąpi duża zmiana w podejściu polityków do Kościoła, bo już widzimy, że część z nich się dystansuje. Zmienia się też pojęcie naszej politycznej poprawności i mam nadzieję, że za tym pójdzie także docenienie niektórych katolickich publicystów, którzy pisali o temacie pedofilii. Środowisko „Więzi” bardzo przytomnie mówiło o temacie zagrożenia klerykalizacją już 10 czy 15 lat temu.

Jak dużym problemem w Kościele jest pedofilia?
To tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwe korzenie patologii w Kościele wyrastają ze specjalnej jego pozycji. Sporo winy całej klasy politycznej, która Kościół nobilitowała.

Na czym polega specyfika pedofilii w tym środowisku?
To bardzo skomplikowany problem. Wiem, że „Wiadomości” TVP podały statystyki związane z murarzami. Po pierwsze, należy tu przywołać badania kliniczne, które pokazują, że im wyższe zasoby finansowe i wykształcenia, tym trudniej ujawnić nadużycie. Mówię o tym w mojej książce „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”. Murarze zazwyczaj nie wchodzą w relacje zależności jak księża, tylko dopuszczają się napadów na dzieci, ordynarnych gwałtów, bo kompletnie nie radzą sobie ze swoją seksualnością. Natomiast w przypadku czynów pedofilskich w przestrzeni Kościoła to sprawcy budują relację. Są przyjaciółmi rodziny, coś do niej wnoszą, rodzice zazwyczaj cieszą się, że ich dziecko zostało dostrzeżone przez księdza, dziecko również czuje się wyróżnione, bo ktoś, kto jest blisko Chrystusa, jest blisko niego, dziecko wielu rzeczy nie rozumie, ale wie jedno, że ksiądz zna jego grzechy ze spowiedzi. Dlatego takiemu pokrzywdzonemu jest o wiele trudniej, bo musi się przeciwstawić środowisku swoich rówieśników, którzy księdza uwielbiają, parafii, czasem nawet rodzinie. Często księża są lokalnymi autorytetami. Ksiądz, który mnie molestował, był uważany za wybitnego duszpasterza.
Proszę zobaczyć, jakim autorytetem cieszył się Degollado, Jankowski czy ksiądz Karadima w Chile. Ciężko się takim osobom przeciwstawić, podczas gdy zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja z murarzami. To też pokazuje, jak bardzo media publiczne są prymitywne.

Czy widzi pan jakieś zmiany w samym Kościele?
Z tego, co rozmawiam z samymi księżmi, to na górze, w episkopacie, jest kompletna panika. Myślę, że kilku biskupów zostanie wystawionych na pożarcie, ale problem jest głębszy, bo wielu biskupów i księży ma na siebie haki, być może stąd też wynika ta solidarność. W episkopacie nie ma dialogu, dyskusji, które mają miejsce w innych Kościołach, gdzie rozmawia się chociażby o celibacie. Moim zdaniem istotą tego problemu jest fakt, że większość polskich biskupów otrzymała nominacje jeszcze od Jana Pawła II i Benedykta XVI, a pontyfikat Jana Pawła II był czasem karnawału dla pedofilów w Kościele. Trudno, żeby ci ludzie teraz sami z siebie mierzyli się ze swoim kapłaństwem i duszpasterstwem.

Czy zatem mit Jana Pawła II zostanie nadkruszony pana zdaniem?
Czytałem ostatnio książkę Frédérica Martela „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”. Kardynał Dziwisz jest w niej przedstawiony jako osoba jednoznacznie negatywna, która bardzo skutecznie blokowała pewne procesy oczyszczenia Kościoła. Proszę też zwrócić uwagę na cały system awansów Jana Pawła II, który promował zbrodniarzy albo zapewniał im przynajmniej miękkie lądowanie, jak chociażby kardynałowi z Bostonu.
Wymienię tu też kardynała Trujillo z Kolumbii, który był straszliwym zbrodniarzem, który wystawiał mordercom z junty księży. To przerażające i myślę, że jeszcze nie jesteśmy gotowi, aby to pojąć i poukładać sobie jakoś w głowie. Przyjdzie jednak i na to czas.

Długo mówiło się, że prawo kanoniczne jest odrębne od prawa państwowego. Tu upatrywano przyczyn zatajania pedofilii w Kościele. Jak to jest naprawdę?
Kościół jest jedyną instytucją we współczesnej Europie, która jest wciąż feudalna. Proszę zauważyć, że w spółkach są rady nadzorcze, które kontrolują zarząd, w aparacie państwa mamy trójpodział władz, które się kontrolują. W Kościele mamy biskupa, na którego nie ma wpływu żaden prymas, bo jaki ma wpływ prymas Polak na abp. Głódzia? Napisałem niedawno książkę „Duchowni o duchownych”, która traktuje m.in. właśnie o tym. Na diecezji rządzi biskup, który sprawuje władzę ustawodawczą, sądowniczą i zarządczą. Z dnia na dzień może zrzucić niepokornego księdza na biedną parafię, może zrobić z niego kapelana u sióstr zakonnych, po prostu rządzi jak mu się podoba. Wielu rozsądnych duchownych nie może nic zrobić, bo mają tego pecha, że ich biskupem jest Jędraszewski albo Głódź, z którymi nie można rozmawiać na poziomie argumentów i zdrowego rozsądku. Zmierzam do tego, że podobnie jest z prawem kościelnym, które jest pewnym reliktem, które rządzi się kulturą tajemnicy, sakralizacją procedur, co sprzyja również zastraszaniu ofiar. To prawo nie spełnia absolutnie swojej funkcji. Dodatkowo przypomnę, że wymiar sprawiedliwości w przestrzeni Kościoła sprawują duchowni w tej samej diecezji, w której doszło do nadużycia. W 2001 roku pod wpływem Ratzingera wyszedł nakaz, aby informować Watykan o wszystkich formach nadużyć w Kościele. Każdy przełożony zakonny czy biskup, który miał taką wiedzę, miał obowiązek zawiadomić Watykan. Nie wiem, czy i ile zawiadomień wysłano z Polski, ale nie sądzę, aby to były znaczące liczby. W 2016 roku wprowadzono regulacje, które każą usuwać biskupów, którzy lekceważyli nadużycia. Z tego powodu ponad 100 biskupów zdymisjonowano, najczęściej wysyłając ich po cichu na emeryturę. W episkopacie irlandzkim nie ma chyba żadnego biskupa sprzed afery pedofilskiej, podobnie w Stanach Zjednoczonych. W Polsce żadna głowa póki co nie poleciała.

Czyli jakaś zmiana idzie z góry?
Na pewno Franciszek wprowadził tu nową jakość, ale obawiam się, że struktura Watykanu jest tak przesiąknięta korupcją, deprawacją, kulturą homoseksualną, że papież nie ma za bardzo kim dokonać tych zmian. Obawiam się, że należałoby wymienić wszystkich kardynałów i poczekać 10-15 lat na nowych, którzy nie będą już tak przesiąknięci tym DNA kultury tajemnicy, wyższości, ślepej lojalności kosztem ofiar. Moim zdaniem głównym sprawcą zmian będzie opinia publiczna. Im bardziej będziemy świadomi, wrażliwi, tym mniej będziemy chcieli uczestniczyć w takim Kościele.
Mam wrażenie, że daleko nam jeszcze mimo wszystko do tej zmiany. Wystarczy przypomnieć akcję Baby Shoes Remember sprzed kilku miesięcy, która wywołała oburzenie sporej części społeczeństwa.
Mam wrażenie, że Kościół w Polsce postawił w tej chwili na pewną konkretną grupę wiernych, która zawsze przyniesie mu pieniądze w związku z sakramentami. To jest elektorat PiS-u. Kościół nie będzie im mieszał w głowie, pokazując, że sam popełnia błędy. Oczywiście nie cały, ale generalnie tak to wygląda. Sam przestałem chodzić do kościoła, gdy przestałem słyszeć tam Ewangelię, a jedynie obsesje odnośnie do VI przykazania.

Co dalej?
Kościół jest już na drodze irlandzkiej i jeżeli jego los jest bliski biskupom, to powinni podać się do dymisji, chociaż jestem pewien, że tak się nie stanie. Episkopat jest pełen ludzi, którzy kochają swoich kamerdynerów, kierowców, samochody i władzę Kościół powinien poprosić o pomoc seksuologów, psychologów, socjologów, bo co teolog może wiedzieć o problemie pedofilii. To się dzieje na świecie, w Irlandii czy Stanach Zjednoczonych Kościół poprosił o pomoc specjalistów. W Polsce nie ma nawet wolności badań, jeżeli chodzi o przestrzeń Kościoła. Gdy prof. Baniak próbował coś robić w tym temacie, został usunięty z wydziału teologicznego. Dodatkowo pamiętajmy o archiwach, których też Kościół boi się otworzyć.

Jak ocenia pan jako prawnik współpracę z Kościołem?
Fatalnie, chociaż dostrzegam tu zmianę. Ludzie w kuriach nie chcą już umierać za biskupów. Widzę w postępowaniach, że już ich tak nie bronią, a coraz więcej zwykłych księży ma odwagę mówić o tuszowaniu spraw. Tutaj coś ewidentnie pękło. My widzimy to tylko naskórkowo, że jeden ksiądz skrytykuje drugiego, natomiast widać już na dole zielone światło, aby wyciągać pewne sprawy obnażające hierarchów, często ordynarne, nie do obrony.
Co do samej współpracy, to jej nie ma, bo Kościół powołuje się na konkordat, gdy prokuratura prosi o akta, ale myślę, że skończył się czas, gdy prokurator jeździł do biskupa, żeby go przesłuchać, skończył się czas proszenia o akta. Myślę też, że po emisji filmu zmiana zaszła w samych sędziach i prokuratorach, którzy nie będą już legitymizować tego procederu.

Pan jako mecenas ofiar ma problem z dostępem do akt, ale przyjeżdżający w czerwcu abp Charles Scicluna chyba będzie miał pełny wgląd. Będą dymisje?
Ja tak naprawdę nie wiem, co abp Scicluna wie na temat Polski. Podczas słynnej wypowiedzi Głódzia, że „byle czego nie ogląda”, widziałem przebitkę z mszy. Głódź stał obok Dziwisza i abp. Salvatore Pennacchio, nuncjusza apostolskiego, który jest kanałem informacyjnym Watykanu. Odnoszę wrażenie, że to koteria przyjaciół, która żyje w komitywie. Nie wiem, co abp Grocholewski, który jest w Watykanie, a reprezentuje typowy polski konserwatywny Kościół, mówi papieżowi. Zmiany zależą od nas, od opinii publicznej. Gdy będą pustoszeć kościoły, a do biskupów i Watykanu zacznie spływać coraz mniej pieniędzy, przyjdzie czas na refleksję.

Dlaczego Sojusz?

Pragnę zwrócić się do wyborców lewicy. Lewica jest tu, w Koalicji Europejskiej.
Wyborcom Sojuszu Lewicy Demokratycznej chcę powiedzieć: jesteśmy gwarantami w tej koalicji wszystkich spraw socjalnych, państwa świeckiego, mówienia prawdy o historii, przywrócenia tego, co ludziom aktywnym zawodowo do 1989 r. zostało zabrane, aby ich prawa nabyte zostały zwrócone. Gwarantujemy to!
Decyzję, jaką podjęliśmy, podjęliśmy bardzo świadomie. 1200 000 wyborców, którzy głosowali na nas w ostatnich wyborach samorządowych i parlamentarnych – zwracam się da Was! Jesteśmy jako Sojusz Lewicy Demokratycznej w Koalicji Europejskiej.
Na koniec chciałbym się podzielić swoją osobistą refleksją. Wiem co to znaczy głos stracony.
Zdaję sobie sprawę, że jeżeli w ostatnich wyborach samorządowych wszyscy bylibyśmy mądrzejsi, to dzisiaj w sejmikach wojewódzkich rządziłaby demokracja i rozsądek. W tej chwili w 8 województwach rządzi PiS, który nie gwarantuje np. spraw związanych z in vitro, czy też łagodzenia złych ustaw, które uchwala obecny Sejm.
Wiem co to znaczy głos stracony, a te wybory, które odbędą się za kilka dnia, zdecydują o jednej rzeczy: czy damy Polkom i Polakom nadzieję, że Polska będzie w pełni demokratyczna, czy też te nadzieje mogą się w pełni załamać.
Nie marnujmy głosu, głosujmy na listę nr 3, na listę Koalicji Europejskiej!

Czarzasty: zamiast artystkami, niech prokuratura zajmie się mną

Zauważalny jest wzrost agresji wobec osób, które chcą utrzymania statusu Polski jako państwa świeckiego a nie wyznaniowego oraz zlikwidowania przywilejów Kościoła katolickiego. Aparat państwowy na polecenie partii rządzącej nadmiernie wykorzystuje swoją siłę wobec osób manifestujących swoje poglądy dotyczące świeckości. W związku z tymi incydentami, działacze zrzeszeni w projekcie „Świeckie Państwo” 8 maja 2019 r. zorganizowali w Warszawie wspólną konferencję prasową, aby wyrazić swój sprzeciw wobec agresji politycznej oraz wykorzystaniu prokuratury i Policji do walki z przeciwnikami politycznymi partii rządzącej.
Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD podczas konferencji prasowej powiedział:
W tym gronie czuję się najlepiej. Od trzech dni mamy jasne stanowisko wobec wydarzeń związanych z zatrzymaniem artystki z Płocka, ale chciałem je powtórzyć w sposób ostry. Aparat państwowy został skierowany do walki z ludźmi, którzy mają swoje poglądy, również w sferze kościoła i jego działalności; posiadają umiejętność wyrażania tychże poglądów w sztuce. Życzę sobie, aby aparat państwowy był neutralny i zajmował się sprawami naprawdę istotnymi, np. walczył z pedofilami w kościele. Nazwiska tych osób są znane, ale nie widać jakiejś wielkiej chęci prokuratury do tego, aby zająć się jednym albo drugim biskupem, w zamian mamy wielką chęć prokuratury, aby zająć się jedną albo drugą artystką. Mam dla nich propozycję: zajmijcie się mną. Posiadam bardzo jasne poglądy w sprawie kościoła i państwa świeckiego. SLD również ma jasne poglądy w sprawie jawności finansowania kościoła. Rok temu poprosiliśmy pana posła Jacka Protasiewicza o zadanie pytania poselskiego panu premierowi w sprawie informacji dotyczących finansowania kościoła przez państwo. Podejrzewamy, iż jest to kwota około 8 mld złotych rocznie, może jest to kwota większa lub mniejsza, ale do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Transparentność w finansowaniu tej instytucji, w płaceniu przez kościół podatków, informacji o działalności w tym zakresie kleru to jest przecież element państwa świeckiego. My nie chcemy ganić, my chcemy wiedzieć.
Zwracam się do panów Jarosława Kaczyńskiego, Joachima Brudzińskiego zajmijcie się, Panowie kimś, kto jest wstanie w mediach odstrzelić prawdą na wasze kłamstwa. Zajmijcie się mną, zostawcie tych ludzi w spokoju, a których uważacie za słabszych. Komu przeszkadza tęcza? Tęcza przeszkadza ludziom, którzy mają świństwa i bzdury w głowie. Religia wybroni się sama, lewica nie będzie walczyła z żadną religią, ale każda lewica będzie walczyła z tym, że kler i Episkopat wykorzystują organy państwa do walki o swoje ustawy. Mamy dosyć wszechpotężnej obecności kleru, nie kościoła i wiary, ale kleru. Jeżeli umiecie przekonać Polki i Polaków do swoich racji, to róbcie to w kościołach, a nie każcie partii rządzącej, aby wydawała ustawy np. w sprawie zakazu handlu w niedzielę, bo podobno ludzie zamiast do kościoła chodzili na zakupy. Czy coś się w tej sprawie od tego zmieniło?
Prawo dotyczące obrażania uczuć religijnych powinno zostać zmienione, ale apeluję do Polek i Polaków o rozsądek, bo to nie jest tylko kwestia zmiany prawa, to też kwestia jego interpretowania. To jest kwestia mentalności działaczy PiS-u, przecież oni jednego dnia obrażają Unię Europejską i nazywają jej flagę szmatą, a drugiego dnia chcą zapisania obecności Polski w UE do konstytucji.
W tej chwili trwa kampania wyborcza i nie walczcie z nami takimi metodami. Zajmijmy się poważnymi sprawami, a nie dyskusją na temat onanizujących się czterolatków, czy też narysowaniem przez artystkę tęczy. Taka narracja jest skandaliczna i obraża ludzi, zwłaszcza tych, którzy chcą obiektywnego spojrzenia na ważne sprawy, zamiast zajmowania się ideologią. My nigdy nie będziemy się pytali: kto w co wierzy i kto z kim śpi?
Katarzyna Kądziela, Inicjatywa Feministyczna podczas konferencji powiedziała:
Inicjatywa Feministyczna jest partią, która powstała tylko i wyłącznie po to, aby bronić praw i wolności wszystkich ludzi w Polsce, a w szczególności praw kobiet. Moje słowa kieruję wprost do prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który ukrywa się za całym aparatem państwa: jedna za wszystkie, wszystkie za jedną! Tak jak nie udało się panu nas wystraszyć, kiedy wyszłyśmy na ulicę i pokazałyśmy, że nasze prawa i nasza wolności nie będą w Polsce ograniczane, tylko dlatego, że chce pan zbudować swoje własne państwo. Będziemy wszystkie bronić Elżbiety, ponieważ ona jest jedną z nas. Kobietą, która walczy i odważnie broni, tak jak broniła na moście Poniatowskiego ulic Warszawy przed zhańbieniem przez faszystów, wspieranych przez Jarosława Kaczyńskiego i jego drużynę. Panie prezesie to się panu nie uda, to już się panu nie udało, a ręka podniesiona na wolnych ludzi opadnie panu szybciej niż to się panu wydaje.
Chcemy się czuć bezpieczne i bezpieczni, ale będziemy się tak czuć, kiedy Policja będzie stała na straży każdej i każdego, a nie wyłącznie faszystów. A minister nadzorujący Policję, zerwie z tradycją budowania policji politycznej, a my ją znamy: od carskiej Ochrany, aż do PRL-owskiej służby bezpieczeństwa. Panie Joachimie Brudziński jest pan godnym następcą tamtych ministrów. Zaraz po otrzymaniu informacji o haniebnym i tchórzliwym zatrzymaniu Eli, żądałyśmy dymisji tchórza dbającego o dobro tajnej policji. Inicjatywa Feministyczna nie jest partią wielką, ale mamy nadzieję, że będziemy tak odważne jak Ela i za każdym razem powiemy: nie przejdziecie. Tak jak Elżbieta i jej koleżanki siadły na trasie marszu faszystów i krzyczały: nie przejdziecie. Nie przejdziecie prezesie Kaczyński, pani tchórzu Brudziński.

O świeckie państwo

KONGRES ŚWIECKOŚCI o genezie powstania i źródłach projektu ustawy o jawności przychodów kościołów i związków wyznaniowych oraz o likwidacji ich przywilejów finansowych.

Żyjemy w głęboko podzielonym społeczeństwie, które sposób widzenia rzeczywistości wywodzi z historycznie przeciwstawnych koncepcji ideowych. Religijna wizja świata, przywiązanie do ustalonej hierarchii społecznej i tradycyjnie ukształtowanych ról społecznych zderza się ze światopoglądem racjonalistycznym, naukowym i humanistycznym wykluczającym kształtowanie stosunków społecznych i zasad funkcjonowania państwa na podstawie reguł i rytuałów wyznania katolickiego. Różni nas wiele spraw takich jak np.: rozumienie niepodległości i definiowanie ojczyzny i narodu, postrzeganie suwerenności naszego kraju i jego pozycji w Europie i na świecie, brak akceptacji dla roszczeń Kościoła do kształtowania wyobraźni, moralności i edukacji społeczeństwa jak i cały konfesyjnie zdefiniowany system wartości narzucany wbrew różnicom światopoglądowym Polaków. Wobec tych i wielu innych różnic jesteśmy przekonani, że tylko państwo świeckie, które przestrzega zasady nie zaangażowania stwarza możliwość bezkonfliktowego współistnienia ludzi reprezentujących różne, często sprzeczne poglądy, postawy, opcje polityczne i przekonania, a także style i sposoby życia. W dążeniu do demokratycznego, świeckiego państwa prawnego podjęliśmy trud stopniowego wprowadzania rozwiązań prawnych, które w efekcie poprzez osiągnięcie jawności finansów kościołów i związków wyznaniowych, pozbawienie ich przywilejów nie związanych z działalnością w sferze kultu religijnego, mają przywrócić zaburzoną równowagę pomiędzy konstytucyjnie zagwarantowaną sferą autonomii i niezależności państwa. kościołów i związków wyznaniowych – każdego w swoim zakresie.
Decydując się na podjecie próby zorganizowania obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej przeprowadziliśmy wiele dyskusji, spotkań z różnymi środowiskami, konsultacji z prawnikami i legislatorami, przeanalizowaliśmy orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego dotyczące relacji kościołów i związków wyznaniowych z państwem i w pełni świadomi trudności i problemów jakie stwarza poruszana problematyka postanowiliśmy zaryzykować i wystąpić z projektem.
Proponowany projekt ustawy został osadzony w konstytucyjnym uregulowaniu stosunków pomiędzy państwem, a kościołami i związkami wyznaniowymi na zasadzie ich wzajemnej autonomii i niezależności każdego w swoim zakresie (Art.25 ust 3 Konstytucji RP). Rozgraniczając sferę religijną od sfery podlegającej wyłącznej kompetencji władzy państwowej prawo przyznaje państwu zdolność do kształtowania powinności wszystkich podmiotów funkcjonujących na jego terytorium.
Powinności te mogą dotyczyć zarówno obowiązków informacyjnych jak i regulować zakres udzielanych korzyści, ulg, zwolnień i innych przywilejów. Nie może jednak odbywać się to w sposób dowolny, lecz zgodnie z zasadami jawności, równości podmiotów wobec prawa czy bezstronności władz publicznych w sprawach światopoglądowych (wyznaniowych).
W tym stanie rzeczy projektowana ustawa ingeruje głównie w taki zakres przywilejów, który nie jest związany z z ich statutową tj. kultową działalnością, a raczej dotyczy coraz częściej podejmowanej przez tzw. kościelne osoby prawne działalności zarobkowej, gospodarczej, inwestycyjnej.
Działalność taka obudowana przywilejami w zakresie chociażby nabywania nieruchomości prowadzi do naruszenia równości w działalności deweloperskiej, sprzyja tworzeniu biznesowych układów przedstawicieli kościołów z przedsiębiorcami i politykami – sitw operujących skrycie w niejawnej sferze finansów kościoła. Najlepszym przykładem jest ujawniona we wtorek przez prasę rozmowa lidera partii rządzącej dotycząca interesów budowlanych znanego zakonnika z Torunia.
Nie ma akceptacji dla kościelnej deweloperki korzystającej z ulg i zwolnień !
Wszyscy muszą mieć równe warunki prowadzenia inwestycji. Proponowana przez nas ustawa nakładając obowiązek informacyjny o łącznych osiąganych przychodach przez kościoły, związki wyznaniowe i kościelne osoby prawne oraz nakaz ujawniania przez inne podmioty jak np. instytucje państwowe, spółki Skarbu Państwa, przedsiębiorstwa państwowe uczynionych na rzecz kościelnych osób prawnych przysporzeń majątkowych w formie m. in. darowizn, transakcji nie ekwiwalentnych, ulg i upustów w cenach sprzedaży ma na celu rzeczywiste osiągnięcie wyższego stopnia transparentności życia publicznego, który w efekcie przyczyni się do zmniejszenia ryzyka powstawania patologicznych, oligarchicznych powiązań świata biznesu, polityki i kościoła.
W przeciwieństwie do złożonego w sejmie RP rządowego projektu ustawy o jawności życia publicznego, który niedopuszczalnie ingeruje w prawo do prywatności obywateli i ich autonomię informacyjną poprzez nakaz wyjawiania całego majątku także osobom nie pełniącym żadnej funkcji publicznych co ma mieć związek z transparentnością sfery publicznej, nasz projekt likwiduje niejawność przychodów całej olbrzymiej instytucjonalnej sfery działalności kościołów i związków wyznaniowych. Działalność tych instytucji, a w szczególności poza religijna nie może być pozostawiona ich dyskrecjonalnemu uznaniu i owiana mgłą tajemnicy.

Komentarz:

Inicjatywa zgłoszona przez nasz Komitet wypełnia lukę prawną, jaką obdarzyli nas inicjatorzy i twórcy konkordatu z 1993r, przygotowując nierównoprawną umowę międzynarodową w zakresie praw i obowiązków, przyjętych przez strony. Najważniejsze było jednak to, że konkordat nie zakreślił nawet ogólnych zasad ponoszenia między stronami kosztów „wynegocjowanych” ustaleń. Sprawy ekonomiczne odesłano do przyszłych prac komisji rządowo-kościelnej, przy czym nie wskazano nawet terminu, w jakim komisja ta powinna podjąć prace nad skutkami ekonomicznymi konkordatu. W rezultacie, przez 26 lat od podpisania konkordatu koszty funkcjonowania Kościoła rzymskokatolickiego – obliczane na miliardy złotych rocznie – ponosi państwo polskie, sięgając do kieszeni (podatki) zróżnicowanego światopoglądowo społeczeństwa (również niewierzący). Krytyka tego stanu rzeczy i skromne próby wprowadzenia zmian do tej praktyki spotykały się z ostrą reakcją kleru, który natychmiast odwoływał się do takich haseł, jak „atak na Kościół”, „wojna z Kościołem itp. Biskupi sięgali po „militarne” instrumentarium, mimo że Kościół stał się jednym z najważniejszych beneficjentów zmian ustrojowych w sferze ekonomicznej i dzięki decyzjom państwowym dziś dysponuje majątkiem, którego wielkość w pełni uzasadniałaby ponoszenia przez Kościół ciężarów własnej działalności na gruncie religijnym. Uważam, że musimy zakończyć to niespotykane dziś żerowanie na państwie, ponieważ jest ono niezgodne z literą i aksjologią Konstytucji Rzeczypospolitej z 2 kwietnia 1997 r.

Prof. Danuta Waniek – Prezeska Zarządu Towarzystwa Kultury Świeckiej im. T. Kotarbińskiego

 

Ekskomunika SLD

Zbliżają się wybory. Którą z partii poprze Kościół? Wszak politycy zawsze walczyli o względy biskupów.

 

W Polsce jest ponad 11 tysięcy parafii. Co niedziela na nabożeństwach spotyka się w kościołach 13 milionów wiernych. W diecezji tarnowskiej – ponad 70 proc. wszystkich mieszkańców. W diecezji łódzkiej – 24,8 proc. Żadna partia nie jest w stanie sprostać sile politycznego oddziaływania Kościoła. Agitacji 30 tysięcy księży – stających co niedziela na ambonach. Jeśli ci księża – oprócz religijnego – poczują również polityczne powołanie.

 

Grzeszny SLD

Ta zadziwiająca historia wydarzyła się parę dni temu. I natychmiast stała się hitem mediów społecznościowych. Jej bohaterem jest Błażej Makarewicz. Członek Sojuszu Lewicy Demokratycznej. I przewodniczący Federacji Młodych Socjaldemokratów – młodzieżówki SLD.
Błażej zdecydował się zostać ojcem chrzestnym. Zgodnie z regułami biurokracji watykańskiej, udał się do proboszcza rodzinnej parafii. By uzyskać zaświadczenie o bierzmowaniu. I takowe dostał. Jednak proboszcz parafii rzymskokatolickiej pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego w Pułtusku-Popławach czuł się w obowiązku donieść o swoich wątpliwościach co do chrzestnego ojcowania Makarewicza.
„Należy do SLD i często wypowiadał się przeciwko Kościołowi i księżom” – napisał w zaświadczeniu proboszcz z Pułtuska. Nie wiem, co złego mówił Makarewicz o Kościele i księżach? I nie moja to sprawa. Ale jako wiceprzewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej muszę zapytać. Czy w świetle nauki Kościoła rzymskokatolickiego przynależność do SLD jest grzechem?
Cała sprawa byłaby śmieszna i nadawałaby się jedynie na newsa sezonu ogórkowego. Gdyby nie fakt, że zbliża się seria wyborów. Będąc obywatelami i obywatelkami świeckiego państwa nie możemy pozwolić, by w 11 tysiącach polskich parafii księża prowadzili kampanie wyborcze. Instruując 13 milionów wyborców. Którym partiom Bóg błogosławi. A z przynależności do których trzeba się spowiadać.

 

Jezus socjalista

Osobiście jestem zwolennikiem zostawiania sacrum religijności zdala od polityki. Religia to prywatna sprawa każdego z nas. Skoro jednak Krzysztof Gawkowski, wiceprzewodniczący SLD, już kilka lat temu zrobił religijny comming-out – zacytuję go. „Jestem Polakiem, katolikiem i socjaldemokratą. I jestem z tego dumny” – powiedział w wywiadzie dla Rzeczpospolitej w 2013 roku.
Gawkowski twierdzi, że nie ma sprzeczności pomiędzy zapisami biblijnymi i tym, o co walczą socjaliści. „Mam w głębi duszy przekonanie, że Chrystus był pierwszym socjalistą” – stawia dość odważną tezę. I dodaje: „Ewangelię zawsze odczytywałem jako wezwanie do likwidowania nierówności, dążenie do pokoju i braterstwa”. Z tym ostatnim zdaniem trudno się nie zgodzić. „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (Mt. 19,24) – mówił dwa tysiące lat temu „pierwszy socjalista”. Doradzając bogaczowi podzielenie się swoim majątkiem z ubogimi.
Ale zostawmy na boku biblijne dysputy. Bo problemem katolickiej Polski nie są słowa Jezusa. Ani papieża Franciszka. Problemem jest arogancja funkcjonariuszy Kościoła. Żądza władzy. I pieniędzy.

 

Najwyższa kasta

Źle się stało, że politycy III RP zgodzili się na podpisanie konkordatu z Watykanem. Sam konkordat to zaledwie 29 artykułów – niewiele w zestawieniu z 243 artykułami polskiej Konstytucji. Zresztą zdecydowana większość zapisów konkordatu jest oczywista i niekontrowersyjna. Nudna – powiedziałbym.
Groźniejszy jest sam fakt istnienia umowy, która jakiś zakres kompetencji państwa polskiego oddaje państwu watykańskiemu. I stawia Kościół rzymskokatolicki ponad polskim prawem i Konstytucją. Pierwszy przykład z brzegu. Jeśli którejś władzy udałoby się zebrać większość konstytucyjną w Sejmie, może przewrócić zapisany w Konstytucji porządek prawny do góry nogami. Ale żeby dzień 15 sierpnia, święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, na powrót stał się w Polsce dniem roboczym – na to musi wyrazić zgodę Watykan.
Szkoda, że budując zręby III RP nie wykorzystano modelu francuskiego. Tam kościoły i związki wyznaniowe funkcjonują w oparciu o zapisy ustaw o stowarzyszeniach i fundacjach. Mając równe prawa i obowiązki z innymi organizacjami pozarządowymi. Wówczas taka sama transparentność działań i finansów dotyczyłaby zarówno Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka jak i Archidiecezji Warszawskiej kardynała Nycza.

 

Nycz Tower

Kościół nie płaci podatku od nieruchomości. Ba, żaden z polskich urzędów nie ma pojęcia, ile ziemi jest w rękach Kościoła. Będąc w Sejmie, pytałem o to w jednej z interpelacji. Szacuje się, że zmieściłoby się u nas 2000 Watykanów.
Kościół nie prowadzi ewidencji zbiórek publicznych. Nie zapisuje w księgach rachunkowych tego, co trafia co niedziela na tace w 11 tysiącach parafii. Bo ksiąg rachunkowych prowadzić nie musi. A rocznie to kwota sięgająca 8 miliardów złotych. Tymczasem księżowski podatek dochodowy stanowi ułamek tego, co musi płacić fiskusowi Kowalski bez sutanny.
Zawieszeni między Warszawą i Watykanem, biskupi na serio zabierają się za biznes. W samym centrum Warszawy Archidiecezja Warszawska zamierza zbudować 180-metrowy… Nie, nie kolejny kościół. Nowoczesny wieżowiec. Z biurami do wynajęcia. Ma się nazywać Roma Tower, ale warszawiacy już ochrzcili go mianem Nycz Tower. Jeśli po zbudowaniu okaże się, że czynsz z wynajmu wieżowca przeznaczony zostanie na potrzeby Kościoła, fiskus nie zobaczy ani złotówki. Istne kościelne eldorado.
Jeśli już mowa o kościelnych „drapaczach chmur”, wolę Chrystusa ze Świebodzina. Jadąc nad morze parę dni temu, podziwiałem to 36-metrowe „arcydzieło sztuki sakralnej”. Miejscowi twierdzą, że po jego wybudowaniu, wzrosły obroty pobliskiego Tesco. Chrystus stojący naprzeciwko, gestem rozłożonych rąk, zaprasza do robienia zakupów w supermarkecie.

 

Ślub Tuska

Dysponując licznymi przywilejami, biskupi muszą dbać o ich zachowanie. A w czasach rządów takich jak dziś – o poszerzanie wpływu Kościoła. Podobno na ostatniej prostej są przygotowania pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego do wydania werdyktu w sprawie aborcji. Trudno mieć złudzenia, że okaże się korzystny dla kobiet. A potem Jarosław Kaczyński bezradnie rozłoży ręce. To nie on zadecydował, by nakazać kobietom rodzenie niepełnosprawnych dzieci. Częstokroć skazanych na cierpienia i rychłą śmierć. To Trybunał. Ale pisowski Sejm jak najszybciej wykona wyrok Trybunału Konstytucyjnego i przegłosuje zakaz aborcji. By zdążyć przed wyborami.
Bo politycy, nie tylko ci z Prawa i Sprawiedliwości, przed wyborami stają się jakby bardziej religijni. Tak jest od lat. Donald Tusk po 27 latach małżeństwa, w 2005 roku doszedł do wniosku, że brak mu ślubu kościelnego. I klęknął przed ołtarzem. Dziwnym trafem, tuż przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi. Choć niejednokrotnie zapewniał wyborców, że przez biskupami klęczeć nie zamierza.

 

Świeckie państwo

Dzisiejszy Sojusz Lewicy Demokratycznej musi konsekwentnie bronić świeckiego państwa. Naprawiając również błędy poprzedników. Bo nie zawsze stali oni naprzeciwko biskupów w pozycji wyprostowanej. Przecież to za czasów rządów lewicy zaczęto wypłacać pensje katechetom z kieszeni podatników.
Wypowiedzenie lub renegocjacja konkordatu. Religia w salkach przykościelnych. Decyzja o aborcji w rękach kobiet, a nie księży. In-vitro dla młodych rodziców. Związki partnerskie – dla partnerów i partnerek. I koniec z rozdawnictwem publicznych pieniędzy. Miliardów dla katechetów. Milionów na wody termalne Rydzyka. I świątynie. Niech politycy lewicy głośno zapewniają o tych atrybutach świeckiej Polski. Również przed wyborami.
To za to oberwał Makarewicz od prowincjonalnego księżunia. Za świeckie państwo, o które zabiega jego partia. Mówi się: trudno. Nawet jak ojcem chrzestnym nie zostanie.

 

Zbliżają się wybory

Zbliżają się wybory. Którą z partii poprze Kościół? Dla obywatela świeckiego państwa odpowiedź może być tylko jedna. Żadną! Ale nie w Polsce.
Wszyscy widzieliśmy w telewizji Jarosława Kaczyńskiego. Beatę Szydło. Mateusza Morawieckiego. Przemawiających sprzed ołtarza na Jasnej Górze w Częstochowie. Pamiętamy posłanki i posłów Platformy Obywatelskiej. Gremialnie uczestniczących w corocznych rekolekcjach. W Łagiewnikach. W klasztorze w Tyńcu. I na Świętej Górze w Gostyniu. Wraz z innymi modlił się Grzegorz Schetyna – donosiły o tym media. „Zostaliśmy duchowo nakarmieni” – mówił po jednym z takich spotkań Rafał Grupiński, do niedawna szef klubu parlamentarnego PO.
To się kiedyś nazywało unią tronu i ołtarza. Gdy pojęcie świeckiego państwa nie istniało. A dzisiaj? To nic innego jak korupcja polityczna. Świeckich polityków. I tych w sutannach. My o was dobre słowo z ambony. I delikatna sugestia, przy którym nazwisku postawić wyborczy krzyżyk. A wy nam odkroicie plasterek ze świeckiego państwa. Zrezygnujecie z in vitro. Nie zlikwidujecie funduszu kościelnego. Wprowadzicie zakaz aborcji. A poza tym: dacie więcej pieniędzy na wody termalne. I zgodę na wieżowiec w centrum Warszawy. Istne pomieszanie sacrum i profanum!
„A Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących w świątyni. (…) I rzekł do nich: «Napisane jest: Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców»” (Mt 21:11-13).

 

***

W poprzedniej kadencji Sejmu, Sojusz Lewicy Demokratycznej złożył projekt ustawy zakazującej prowadzenia agitacji wyborczej w kościołach. Oczywiście, głosami POPiS-u i PSL-u projekt przepadł. Ale za rok, po powrocie posłanek i posłów SLD do parlamentu, do tego tematu z pewnością wrócimy.