Brożek już więcej goli nie strzeli

Zakończony w miniony weekend sezon naszej piłkarskiej ekstraklasy zapisze się w kronikach jako najdłuższy w historii, ale od strony sportowej nie był jednak specjalnie ciekawy. Najważniejsze rozstrzygnięcia (mistrzostwo dla Legii oraz degradacje z ligi dla ŁKS, Korony i Arki) zapadły na kilka kolejek przed końcem zmagań, a goli strzelono najmniej odkąd obowiązuje system ESA-37.

Drużynie Legii Warszawa do zdobycia mistrzowskiego tytułu wystarczyło 69 punktów, co daje średnią 1,86 pkt na mecz. To najsłabszy wynik osiągnięty przez mistrza kraju w XXI wieku. Dla porównania – przed rokiem Piast Gliwice triumfował z dorobkiem 72 punktów, a finiszująca na drugim miejscu Legia zdobyła 68 pkt. Rywale stołecznego zespołu w europejskich pucharach powinni przeanalizować potyczki legionistów z szóstą na koniec rozgrywek Pogonią Szczecin, bo w minionym sezonie przegrali trzy ligowe starcia z ekipą „Portowców” – w fazie zasadniczej 1:2 u siebie i 1:3 na wyjeździe, a w fazie play off ponownie u siebie 1:2. Najwyraźniej niemiecki trener Pogoni Kosta Runjaić znalazł sposób na zneutralizowanie atutów warszawskiej jedenastki. Inni jednak tacy bystrzy już nie byli, dlatego to Legia świętuje 14. w historii mistrzostwo Polski.
Na drugim biegunie ligowej stawki znalazł się Łódzki Klub Sportowy. Beniaminek ekstraklasy okazał się wyraźnie za słaby na grę w elicie, bo w 37 kolejkach zdołał wywalczyć zaledwie 24 punkty, z których połowę zdobył w spotkaniach z drugim z beniaminków, Rakowem Częstochowa oraz z Cracovią. Z drużyną z Częstochowy, która cały sezon w roli gospodarza występowała gościnnie ba boisku GKS Bełchatów, łodzianie wyszarpali w trzech meczach siedem punktów (2:0 i 1:1 w fazie zasadniczej oraz 3:2 w fazie play off), natomiast z zespołem „Pasów” wywalczyli sześć „oczek” w obu spotkaniach fazy zasadniczej (2:1 i 1:0). Cóż jednak z tego, skoro w starciach z pozostałymi zespołami łódzka drużyna nie dawała rady, przez co zakończyła rozgrywki ze stratą 21 pkt do zajmującej pierwszą bezpieczną lokatę w grupie spadkowej Wisły Kraków. Łodzianie odstawali nawet od dwóch także spadających z nimi do I ligi drużyn – do Korony Kielce stracili 11 punktów, a do Arki Gdynia 16. ŁKS był pierwszym od 17 lat zespołem, który przegrał w ekstraklasie aż 25 meczów. Poprzednio tyle porażek poniosła Pogoń Szczecin w sezonie 2002/2003, ale warto pamiętać, że wtedy rozgrywano tylko 30 kolejek.
Skoro już o słabeuszach mowa, to do tego grona zalicza się też wspomniana już krakowska Wisła, która zajęła 13. miejsce, najgorsze od sezonu 1993/1994, w którym wiślacy uplasowali się na 15. pozycji i spadli do niższej ligi. Do ekstraklasy wrócili w 1996 roku, ale w obecnych rozgrywkach byli o krok nie tylko od sportowej degradacji, lecz od całkowitej zagłady klubu. Po 18. kolejce „Biała Gwiazda” zamykała tabelę z dorobkiem zaledwie 11 punktów. W tym krakowskim klubie najwięcej do powiedzenia, przynajmniej od strony sportowej, mają w tej chwili bracia Jakub i Dawid Błaszczykowscy. Niemal tuż po zakończeniu sezonu zaczęli autorski program przebudowy zespołu. Wiadomo, że nadal prowadził go będzie trener Artur Skowronek, z którym przedłużono kontrakt, ale w szatni wiele szafek zostało pustych. Z kadry „Białej Gwiazdy” wykreślono kilka znaczących nazwisk, między innymi 37-letniego Pawła Brożka, który ogłosił zakończenie kariery.
To ważne wydarzenie w historii polskiej ekstraklasy, bo Brożek z kilkoma krótkimi przerwami występował w niej przez 21 lat, zdobywając w wiślackich barwach siedem tytułów mistrza Polski, dwa razy triumfował w Pucharze Polski oraz dwukrotnie wygrywał klasyfikację strzelców – w sezonach 2007/2008 (23 gole) oraz 2008/2009 (19 goli). W sumie zdobył w ekstraklasie 149 bramek (144 dla Wisły i pięć dla GKS Katowice), co daje mu ósmą lokatę w strzeleckiej klasyfikacji wszech czasów. W panteonie „Białej Gwiazdy” lepsi od niego są tylko Tomasz Frankowski (167 goli) i Kazimierz Kmiecik (153), ale klasyfikacji klubowej Brożek jest drugi, za Kmiecikiem, bo Frankowski dla Wisły zdobył tylko 115 bramek, a pozostałe 52 trafienia uzyskał w barwach Jagiellonii Białystok).
Jest coś zdumiewającego w podobieństwie piłkarskich osiągnięć tych trzech znakomitych ligowych snajperów. Chociaż byli tak zabójczo skuteczni w polskiej ekstraklasie, to żaden nie zrobił znaczącej kariery za granicą i w reprezentacji Polski. Brożek próbował sił w lidze tureckiej, szkockiej i drugiej lidze hiszpańskiej, ale jego przygody w Trabzonsporze, Celticu Glasgow i Recreativo Huelva nawet jego hagiografom trudno uznać za udane. W tureckim zespole w sezonie 2011/2012 zagrał w 19 meczach i strzelił trzy gole, potem został wypożyczony na krótko do Celticu (trzy występy), a następnie na sezon 2012/2013 do Recreativo, w barwach którego zaliczył 18 występów i zdobył dwie bramki. Po powrocie do kraju wrócił do Wisły i momentalnie odzyskał instynkt strzelecki. Następne trzy sezony kończył z bardzo przyzwoitym wynikiem, strzelając w trzech kolejnych sezonach w lidze odpowiednio 17, 15 i 14 goli. W maju 2018 roku zakończył oficjalnie karierę, ale gdy „Biała Gwiazda” znalazła się w potrzebie, wrócił na boisko i pomógł jej utrzymać ligowy byt. Teraz zawiesił buty na kołku po raz drugi, być może już definitywnie, ale nie można wykluczyć, że jeszcze go na boisku zobaczymy, choćby w barwach Wieczystej Kraków u boku Sławomira Peszki.
Brożek swój ostatni sezon w ekstraklasie zakończył z dorobkiem ośmiu trafień – z polskich piłkarzy lepsi od niego byli tylko Jarosław Niezgoda (Legia, 14 goli(), Piotr Parzyszek (Piast, 12 goli) i Bartosz Białek (Zagłębie, 9 goli). Królem strzelców został Duńczyk Christian Gytkjaer, który zdobył 24 bramki. To trzeci z rzędu sezon, gdy tyle akurat goli wystarczyło do zdobycia snajperskiej korony. Przed nim taki bramkowy dorobek osiągnęli Hiszpanie Carlitos (2017/2018) oraz Igor Angulo (2018/2019).
Żaden z tej trójki w nowym sezonie już w naszej ekstraklasie goli nie strzeli, więc może tytuł zdobędzie ponownie polski piłkarz? Najwyższa pora, żeby na naszych boiskach objawił się następca Roberta Lewandowskiego. Może będzie nim za jakiś czas Iwo Kaczmarski, który zdobył bramkę w pożegnalnym meczu Korony Kielce z ŁKS (2:0) mając 16 lat i 93 dni. Młodszym strzelcem gola od niego w całych dziejach naszej najwyższej ligi rozgrywkowej był tylko legendarny Włodzimierz Lubański, który 21 kwietnia 1963 roku w wieku 16 lat i 52 dni po raz pierwszy w karierze zaliczył ligowe trafienie.