Piast został królem Lotto Ekstraklasy

Ekstraklasa SA doceniła sukces Piasta Gliwice. Piłkarze świeżo upieczonego mistrza Polski zgarnęli większość nagród indywidualnych za miniony sezon, a tytuł najlepszego trenera otrzymał Waldemar Fornalik.

Waldemar Fornalik zdobył swój pierwszy mistrzowski tytuł jako trener. Tak się złożyło, że dokonał tego wyczynu w okrągłą 30. rocznicę zdobycie tego trofeum w roli piłkarza. Miało to miejsce w sezonie 1988/1989, a Fornalik był wtedy skromnym prawym obrońcą w Ruchu Chorzów, który dwa sezony wcześniej w kuriozalnych okolicznościach spadł do niższej ligi, po roku wrócił i z marszu zdobył mistrzostwo Polski, 14. w dorobku tego klubu i na razie ostatnie. Do minionej niedzieli był to także ostatni tytuł wywalczony przez śląski klub. Trzy dekady niemocy przerwał dopiero malutki i niebogaty przecież klub z Gliwic.

Pieniądze nie grają

Jeśli wierzyć publikowanym w tej kwestii informacjom, gliwicki klub miał w minionym sezonie budżet w wysokości 25 mln złotych. W porównaniu z Legią Warszawa, która deklarowała budżet na poziomie 170 mln złotych, Piast jawi się jak ubogi krewny. Na tle innych klubów też pod tym względem nie wypada najlepiej, bo większym budżetem mogła pochwalić się większość klubów. Drugi na liście krezusów Lech Poznań deklarował 75 mln złotych, Lechia Gdańsk, która długo była liderem i faworytem do wygrania ligi, dysponowała budżetem na poziomie 45 mln zł. Te różnice miały swoje odzwierciedlenie w płacowych dysproporcjach. Artur Jędrzejczyk zarabiał w Legii miesięcznie 215 tys. złotych netto, najlepszy strzelec warszawskiego zespołu Carlitos 210 tysięcy. Następni na liście płac Kasper Hamalainen, Miroslav Radović i Adam Hlousek dostawali po 120 tysięcy. Tyle zarabiał też najlepiej opłacany piłkarz Piasta Gliwice Tomasz Jodłowiec, ale to piłkarz Legii jedynie wypożyczony do gliwickiego klubu, co oznacza, że połowę pensji płaciła mu Legia, czyli de facto Piast płacił mu miesięcznie 60 tys. złotych. To i tak więcej od pozostałych graczy, zarabiali maksymalnie 40-45 tys. złotych netto.

Pod względem wartości transferowej piłkarze Piasta także sporo odstawali od konkurentów – wartość wszystkich piłkarzy Legii wyceniano na 37,5 mln euro, Lecha na 21, a trzecią w tym zestawieniu Pogoń Szczecin na niecałe 14 mln euro. Graczy z Gliwic wyceniono na 6,8 mln euro, co daje im w ekstraklasie dopiero 11. miejsce.

Deszcz indywidualnych wyróżnień

Nie pierwszy raz się jednak okazało, że pieniądze nie grają na boisku decydującej roli. Przyznała to poniekąd Ekstraklasa SA, przyznając na podsumowującej sezon piłkarskiej gali nagrody indywidualne. Wyróżnienie „Piłkarza sezonu” otrzymał Joel Valencia, „Młodzieżowca sezonu” Patryk Dziczek. Za najlepszego bramkarza uznano pomocnika uznano Frantiska Placha, za najlepszego obrońcę Aleksandara Sedlara, a najlepszym pomocnikiem uznano Joela Valencię. Oczywiście trenerem sezonu został Waldemar Fornalik. Do stołu z nagrodami poza wymienionymi reprezentantami Piasta z innych klubów zaproszono tylko Igora Angulo z Górnika Zabrze, który odebrał dwie nagrody – dla króla strzelców rozgrywek i najlepszego napastnika

Rycerze wiosny z Gliwic

Zespół Piasta zawdzięcza sukces rewelacyjnej grze w rundzie wiosennej. Ubiegły rok podopieczni trenera Fornalika kończyli na znakomitym trzecim miejscu. Znakomitym zważywszy na fakt, że poprzedni sezon zakończyli na 14. pozycji i do końca rozgrywek musieli bronić się przed degradacją. O mistrzowskim tytule nikt w ich szeregach poważnie nie myślał, bo mieli 11 punktów straty do znajdującej się na czele tabeli Lechii, a po porażce w pierwszej kolejce wiosennej części sezonu z Cracovią (1:2) ich strata urosła do 14 punktów. Potem jednak Piast w 16 kolejnych meczach 13 razy wygrał, dwa razy zremisował i doznał tylko jednej porażki. Ogółem wiosną zdobył 41 punktów – najwięcej ze wszystkich. O 11 więcej od drugiej pod tym względem Cracovii, 12 więcej od Legii i aż o 15 od Lechii. Drużyna Fornalika odniosła najwięcej zwycięstw (21) i poniosła najmniej porażek (7), była druga pod względem skuteczności (55 goli) i najlepsza w defensywie (33 stracone bramki). Na swoim stadionie gliwiczanie przegrali tylko jedno spotkanie, w 4. kolejce z Legią, ale w sumie zdobyli na nim 48 z 57 możliwych do zdobycia punktów.

Dla gliwiczan złoto to największy sukces w 74-letniej historii klubu. W sezonie 2015/2016 prowadzony przez czeskiego trenera Radoslava Latala Piast zdobył wicemistrzostwo. Też do ostatniej kolejki rywalizował z warszawską Legią. Potem klubowi nie wiodło się już tak dobrze. Fornalik przejął zespół we wrześniu 2017 po Dariuszu Wdowczyku. Piast zajmował wtedy 14. miejsce i do samego końca rozgrywek musiał zawzięcie bronić się przed spadkiem. O pozostaniu w elicie przesądziło dopiero zwycięstwo u siebie z Bruk-Betem Nieciecza 4:0 w ostatniej kolejce. Dwanaście miesięcy później niemal ta sama ekipa piłkarzy także w ostatnim meczu sezonu, tym razem z Lechem Poznań, przypieczętowała zdobycie mistrzowskiego tytułu. Sukces ma zwykle wielu ojców, ale w Gliwicach na to miano zasłużył tylko jeden – Waldemar Fornalik. Może teraz coś zwojuje także w europejskich pucharach? Oby…

 

Legia wietrzy szatnię

Zespoły naszej ekstraklasy, oczywiście za wyjątkiem rozpadającej się Wisły Kraków, rozpoczęły przygotowania do rundy wiosennej. Piłkarze broniącej tytułu Legii Warszawa pojechali wykuwać formę do Portugalii, czyli ojczyzny obecnego trenera „Wojskowych” Ricardo Sa Pinto. Jego pozycja na Łazienkowskiej staje się coraz mocniejsza.

Na Łazienkowskiej w przerwie zimowej też sporo się działo, ale były to normalne kadrowe ruchy jakie zwykle odbywają się w klubach w przerwach między rozgrywkami. Ponieważ trener Sa Pinto skutecznie opanował kryzys formy, jaki dopadł legionistów pod niezbyt udolnymi rządami chorwackiego trenera Deana Klafuricia, zaskarbił sobie zaufanie właściciela stołecznego klubu Dariusza Mioduskiego i ustawia teraz zespół wedle swojego uznania.

Bez litości dla zawodzących

Pinto przejął drużynę tuż przed rewanżowym meczem z luksemburskim F91 Dudelange i po nim natychmiast skreślił piłkarzy, którzy go zawiedli. Blisko połowa drużyny, która pojawiła się na boisku w tamtym spotkaniu, dzisiaj wypadła na margines – Arkadiusz Malarz, Michał Pazdan, Chris Philipps, Krzysztof Mączyński i Jose Kante. Malarz został odsunięty od gry w trakcie sezonu, gdy jego pozycję najpierw zajął Radosław Cierzniak, a potem Radosław Majecki. 38-letni golkiper był rozgoryczony degradacją w klubowej hierarchii, bowiem w poprzednich sezonach uznawano go za jednego z najlepszych graczy Legii, ale praw biologii nie zmieni.

Pazdan po słabym meczu z Dudelange dostał szansę w ligowym meczu z Cracovią, gdzie już po 12 minutach zarobił czerwoną kartkę, czym tak poirytował Sa Pinto, że Portugalczyk od tamtej pory wystawił go jedynie w dwóch meczach Pucharu Polski. Pazdan dostał zgodę na odejście z Legii, miał nawet jakieś oferty z powiatowych tureckich klubików, ostatecznie je odrzucił i pojechał na zgrupowanie do Portugalii. Philipps w meczu z Dudelange został zmieniony już po 45 minutach i kolejny raz na boisku pojawił się dopiero po czterech miesiącach, a Mączyński po przyjściu Andre Martinsa został przesunięty do drużyny rezerw.

Z kolei Kante spadł w hierarchii napastników nie tylko za Carlitosa, lecz także Sandro Kulenovicia oraz wracającego do zdrowia Jarosława Niezgody. W Legii nie ma już natomiast Chorwata Eduardo da Silvy, który przeciwko Dudelange wszedł z ławki rezerwowych i nic nie pokazał.

Odstrzał reprezentantów Polski

Wśród 26 zawodników, których zabrał na zgrupowanie w Portugalii, nie znalazł się też Tomasz Jodłowiec, którego wypożyczenie do Piasta Gliwice dobiegło końca i wrócił do „Wojskowych”, z którymi wiąże go jeszcze półtoraroczny kontrakt. To kolejny niedawny reprezentant Polski, którego nie chce w Legii Sa Pinto, a przecież Jodłowiec był podstawowym graczem biało-czerwonych podczas Euro 2016, ale portugalski trener chyba nie ma uprzedzeń, skoro przywrócił do łask pomiatanego wcześniej Artura Jędrzejczyka.

Nowych graczy szuka jednak na razie głównie wśród rodaków, więc jakoś specjalnie nie różni się od innych cudzoziemskich trenerów w Legii. Do sprowadzonego jeszcze latem Aandre Martinsa oraz grającego w warszawskim klubie już wcześniej Cafu, dołączyli niedawno Luis Rocha i Salvador Agra. Niestety, są to piłkarza nieznani i o umiejętnościach póki co nierozpoznanych. Ale portugalska kolonia w Legii liczy już czterech zawodników i niewykluczone, że jeszcze się powiększy.

Zobaczmy jak wygląda wybrana przez Sa Pinto kadra Legii: bramkarze – Radosław Majecki, Radosław Cierzniak, Cezary Miszta; obrońcy: Michał Pazdan, Inaki Astiz, Mateusz Wieteska, Adam Hlousek, Paweł Stolarski, William Remy, Artur Jędrzejczyk, Luis Rocha; pomocnicy – Domagoj Antolić, Michał Kucharczyk, Marko Vesović, Dominik Nagy, Kasper Hamalainen, Andre Martins, Cafu, Miroslav Radović, Sebastian Szymański, Salvador Agra, Mateusz Praszelik, Michał Karbownik; napastnicy – Carlitos, Jarosław Niezgoda, Sandro Kulenović.

Zwycięzcy się nie osądza

Stołeczny klub szuka też wzmocnień wśród polskich piłkarzy. Jak podał katowicki „Sport”, jego działacze zaproponowali Górnikowi Zabrze transakcję wymienną, oferując za 21-letniego Szymona Żurkowskiego czterech „odstrzelonych graczy” (Malarz, Kante, Jodłowiec, Mączyński) oraz pewną kwotę na dokładkę. Szefowie zabrzańskiego klubu jednak tę ofertę odrzucili, chociaż zespołowi grozi spadek i wsparcie czterech doświadczonych graczy byłoby bezcenne, może nawet cenniejsze, niż spodziewane cztery miliony euro z zagranicznego transferu Żurkowskiego.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że polityka transferowa Legii w ostatnich latach to więcej niż loteria. Jak ustalił portal Legionisci.com aż 15 z 26 pozyskanych w ostatnich dwóch latach piłkarzy okazało się nieprzydatnych. Na liście transferowych niewypałów znaleźli się: Daniel Chima Chukwu, Tomasz Necid, Hildeberto, Armando Sadiku, Krzysztof Mączyński, Cristian Pasquato, Eduardo da Silva, Chris Philipps, Mauricio, Vjaczeslavs Kudrjavcevs, Jose Kante, Łukasz Moneta, Vamara Sanogo, Brian Iloski, Mikołaj Kwietniewski. Trenera Sa Pinto trudno teraz krytykować za podejmowane decyzje personalne, bo odkąd przejął drużynę Legia przegrała zaledwie dwa spotkania.

 

Rekord Kucharczyka

Napastnik Legii Michał Kucharczyk został rekordzistą pod względem występów w rozgrywkach UEFA w barwach polskich klubów. Występ w meczu I rundy el. Ligi Mistrzów z Cork City był jego 64. w europejskich pucharach.

 

Kucharczyk pobił najlepsze jak dotąd osiągnięcie dawnego kolegi z Łazienkowskiej Tomasza Jodłowca, który dzierżył rekord od 23 lutego 2017 roku, kiedy to w rewanżowym meczu 1/16 finału Ligi Europy z Ajaksem Amsterdam odebrał z kolei rekord Jakubowi Rzeźniczakowi. Warto odnotować, że wszystkie 64. mecze w europejskich pucharach Kucharczyk rozegrał w barwach Legii. Zadebiutował 28 lipca 2011 roku w spotkaniu eliminacji Ligi Europy z tureckim Gaziantepsporem. Na jego rekordowy dorobek złożyły się 43 występy w Lidze Europy i 21 w Lidze Mistrzów. W tych spotkaniach skrzydłowy Legii zdobył 15 bramek i pod tym względem jest na piątym miejscu listy najskuteczniejszym zawodników polskich klubów w europejskich pucharach.