Wreszcie zbliża się koniec kolejowego absurdu

Przez dziesięciolecia dla Polaków było oczywistością, że w kasie mogą kupić jeden bilet kolejowy na całą trasę, którą chcą pokonać.

Aż trudno uwierzyć, że dopiero od grudnia 2018 r. na polskich kolejach można kupić wspólny bilet na trasy obsługiwane przez różnych przewoźników – i to jeszcze nie przez wszystkich.
Poza systemem wspólnego biletu wciąż pozostają przewoźnicy pasażerscy Koleje Dolnośląskie oraz Arriva RP. We wspólnym bilecie uczestniczą zaś: PKP Intercity, PKP Szybka Kolej Miejska w Trójmieście, Polregio (czyli Przewozy Regionalne), Koleje Mazowieckie, Koleje Wielkopolskie, Łódzka Kolej Aglomeracyjna, Koleje Małopolskie i Koleje Śląskie.
W Polsce przez wiele ostatnich lat było niemożliwe to, co powinno być oczywiste dla podróżnych – że pasażerowie kolei mogą kupić w jednym okienku bilet na podróż, w trakcie której przesiadają się do pociągów innych przewoźników, niezależnie od trasy przejazdu.
Ta niemożność była skutkiem nieszczęsnego podziału państwowej grupy PKP na wiele, również państwowych spółek kolejowych. Na tym podziale skorzystali jedynie członkowie mnożących się jak króliki Lejzorka zarządów i rad nadzorczych tych spółek.
Podział na spółki pozostanie już zawsze, gdyż zbyt wiele osób jest zainteresowanych jego utrzymaniem. Natomiast częściowy wspólny bilet wprowadzono po wielu latach przygotowań, pod presją pasażerów, odwracających się od kolei.
Dość zabawnie na tym tle brzmią słowa Krzysztofa Mamińskiego, prezesa zarządu PKP S.A., który właśnie oświadczył: „Jesteśmy dumni z tak pionierskiego projektu, jakim jest Wspólny Bilet. Fakt, że do tej pory ponad 383 tysiące podróżnych skorzystało ze Wspólnego Biletu pokazuje, że nasza decyzja o stworzeniu i rozwijaniu tej oferty była słuszna”.
Wydaje się, iż nieco na miejscu jest duma z czegoś tak oczywistego i obecnego od zawsze na PKP, co zostało zlikwidowane w wyniku głupich decyzji urzędniczych.
Wspólnych biletów, dostępnych od grudnia 2018 r. sprzedano do końca stycznia 328 tysięcy (niektóre kupiono dla więcej niż jednego pasażera). 71 proc. biletów zakupiono w kasach, resztę zaś przez internet, w systemie Bilkom (który niestety nie obejmuje wszystkich przewoźników oferujących wspólne bilety).
Natomiast jeśli chodzi o zakupy w kasach, to bilety te są dostępne we wszystkich okienkach kasowych przewoźników uczestniczących w tej inicjatywie.
Cena za przejazd wyliczana jest w oparciu o jedną, nową taryfę, obowiązującą u wszystkich przewoźników kolejowych, którzy wprowadzili wspólny bilet.
Taryfa ma charakter degresywny, co oznacza, że sposób naliczenia ceny biletu opiera się zasadzie: „im dalej jedziesz, tym mniej płacisz za kolejne kilometry pokonywanej trasy”.
Dzięki temu wspólny bilet może być bardziej opłacalny niż kupowanie osobnych biletów u poszczególnych przewoźników, jeśli ktoś się wybiera w dłuższą podróż z przesiadkami.
Jak obliczono, podróżni ze wspólnego biletu najczęściej korzystali na trasach: Zielona Góra – Warszawa – Zielona Góra, Toruń – Wrocław – Toruń, oraz Poznań – Włocławek. Jednak tylko 200 biletów sprzedano na najdłuższe, liczące ponad 1000 km relacje.

Uff! Sieć kolejowa jest przejezdna Remonty wciąż wpływają na ruch pociągów

W niedzielę weszła w życie kolejna, ostatnia już w tym roku, zmiana rozkładu jazdy pociągów.

 

W związku z tym państwowa firma PKP Polskie Linie Kolejowe zarządzająca infrastrukturą kolejową opublikowała w niedzielne południe uspokajające oświadczenie następującej treści:
„9 grudnia wprowadzany jest nowy rozkład jazdy pociągów. Rozkład jazdy jest wdrażany zgodnie z planem. Sieć kolejowa jest przejezdna. Dla zabezpieczenia przejezdności linii kolejowych jest 15 lokomotyw, 64 pociągi sieciowe i 168 zespołów do usuwania awarii. Przewoźnik PKP Intercity na głównych stacjach utrzymuje rezerwę wagonów”.
Te środki ostrożności w postaci dodatkowych lokomotyw i wagonów o których informuje PKP PLK, były konieczne, ponieważ istniały obawy, że wprowadzenie nowego rozkładu może doprowadzić do poważnych zakłóceń w ruchu pociągów. Na szczęście tak się nie stało.

 

Kolejne utrudnienia

Tym niemniej, nowy rozkład jazdy przynosi kłopotliwe dla pasażerów ograniczenia w ruchu pociągów.
Na przykład, w regionie warszawskim występują one na na liniach Warszawa – Radom oraz Warszawa – Pilawa. Pociągi na trasie Warszawa – Lublin nadal będą kursować trasą objazdową przez Łuków. Ponadto, pomiędzy Warszawą a Poznaniem składy PKP Intercity jeżdżą od 9 grudnia w okrężny sposób przez Inowrocław.
W innych regionach, część składów kursujących na trasie Wrocław – Poznań – Szczecin kursuje od niedzieli zmienioną trasą przez Zieloną Górę. Ponadto, część pociągów omija teraz Kraków Płaszów i jeździ przez Nową Hutę.
Niektóre pociągi docierające kiedyś do Krakowa, teraz w ogóle nie wjeżdżają na obszar tego miasta i kursują przez Katowice, Bielsko-Białą, Wadowice i Żywiec. Wszystko to jest to związane z niekończącymi się remontami, przeprowadzanymi na polskich kolejach.

 

Trochę się poprawiło

Nowy rozkład zawiera jednak także parę zmian korzystnych dla pasażerów, na czym najbardziej zyskał Przemyśl. Pojawiło się bowiem nowe połączenie z Warszawy do Przemyśla przez Sandomierz, oraz nocny pociąg z Przemyśla do Wrocławia.
Inna nowość to pociąg „Konopnicka” z Warszawy do Zielonej Góry przez Wrocław – a także pociąg „Sobieski” kursujący z Krakowa do Wiednia.
Jest też połączenie w relacji Wiedeń i Budapeszt – Wrocław – Opole – Racibórz – Berlin, które umożliwia dzienny dojazd z tych polskich miast do Berlina oraz nocny do Wiednia, Bratysławy i Budapesztu. Po kilkumiesięcznej przerwie wróciły pociągi na trasę Skawina – Sucha Beskidzka, a także Opole – Nysa.
PKP PLK pochwaliły się też bardzo wymiernym sukcesem w postaci przyśpieszenia podróży pomiędzy Piłą a Poznaniem. W wyniku gruntownej (i kosztownej) modernizacji tej linii, czas przejazdu między wspomnianymi dwoma miastami skrócił się nawet aż o 15 minut.