Gumkowanie lewicy

Byłem obecny przy odsłonięciu pomnika Ignacego Daszyńskiego w Warszawie. Ignacy Daszyński był przede wszystkim socjalistą, pierwszym premierem Polski po odzyskaniu niepodległości, a potem marszałkiem Sejmu. Na odsłonięcie przybyli byli i obecni liderzy lewicy z Aleksandrem Kwaśniewskim na czele. Byli ludzie z SLD, partii Razem, PPS, Unii Pracy, Zieloni i wielu innych przedstawicieli lewej strony . Aleksander Kwaśniewski wygłosił dobre wystąpienie nawołujące do jedności lewicy. Niestety przybyli głównie ludzie dojrzali. Młodzieży nie było lub, jak kto woli, była w zdecydowanej mniejszości. Z zazdrością patrzyłem jak tysiące młodych obywateli podążało na marsz niepodległości. Diagnoza takich trendów wśród młodzieży jest znana i nie będę rozwijał tematu.
Uderzyło mnie jednak inne zjawisko, choć ja nie powinienem się temu dziwić, bo to raczej norma. Na odsłonięcie pomnika licznie przybyli dziennikarze telewizyjni ze sprzętem, radiowi, gazetowi i agencyjni. Nagrywali uroczystość, odpytywali polityków itp. Kiedy wieczorem oglądałem główne serwisy informacyjne TVP, czy TVN nie znalazłem wzmianki o tym ważnym wydarzeniu. W serwisach internetowych także niczego nie wyczytałem. Daszyńskiego redakcyjni cenzorzy wygumkowali. I te media PiS-owskie, i te liberalne. Lewica w tej, także polityczno-niepodległościowej, rozgrywce okazała się piątym kołem u wozu. Jedynie krótkie anonse, jak gdyby dla zapchania dziury – tylko umacniają ten obraz. Rządowej telewizji nie dziwię się. TVN czy Agora jednak także nałożyły cenzorski zapis na Daszyńskiego. Te media bardzo wspierają PO i jej satelitów. Te środowiska także zachęcają lewicę do wspólnego frontu antypisowskiego. No i mieliśmy właśnie próbkę tego wspólnego frontu.
Dlatego szanowna lewico, nie liczmy na współpracę i wspólny front z liberałami. Oni lewicę chcą zagonić do kąta i tam udusić. Lewica musi iść własną drogą, budować własne media i własny front polityczny. Teraz ten front, po wyborach, wymaga przebudowy, a może i gruntownej odbudowy. Ale nikt za nas tego nie zrobi. Zachowanie mediów przy tak ważnym wydarzeniu pokazuje gdzie ma nas cała prawica wraz z jej mediami. Na zakończenie dodam, że dawno na lewicy nie było tak ważnego historycznego i politycznego wydarzenia jak to właśnie i stąd moje wzburzenie.

Nie zmarnujmy naszej szansy

Bez reprezentacji lewicy w samorządach,
bez prezydentów i radnych z „SLD – Lewica Razem”,
prawica zdominuje naszą Polskę i nas.
Prawica z PiS, albo ta z PO i PSL.
To oni urządzą nam życie po ichniemu.
Bez pytania o naszą zgodę, bez pytania o nasze zdanie.
Urządzą nam przyszłość i przeszłość.
Znów oplują naszych bliskich. Znów będą rozwalać ich groby.
I nasze pewnie też.
Będą mieli prawo do tego, bo sami im takie prawo damy.
Kiedy nie pójdziemy na wybory.
My i nasi bliscy.
Kiedy nie zagłosujemy na naszych kandydatów
z „SLD – Lewica Razem”.
Kiedy poddamy się bez walki wyborczej.
Zapomnijmy o wczorajszych sporach i urazach!
Bądźmy zjednoczoną, polską lewicą!
Bądźmy razem w niedzielę 21 października !
Nie dajmy się prawicy przegłosować!
Nie dajmy się prawicy zakneblować!

 

 

NASI AUTORZY KANDYDUJĄ

 

Informujemy, że autorzy publikujący w „Trybunie” kandydują w wyborach samorządowych. Lista nr 5.

  • Czesława Christowa kandyduje na radną do Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego z okręgu Szczecin-Police;
  • Czesław Cyrul kandyduje na radnego Rady Miasta Wrocławia ze Szczepin, Popowic, Gądowa Małego, Kozanowa i Pilczyc;
  • Andrzej Dryszel kandyduje na Radnego Rady Miasta Warszawy z Bielan i Żoliborza;
  • Wincenty Elsner kandyduje na radnego do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego z powiatów: górowskiego, milickiego, oleśnickiego, oławskiego, strzelińskiego, średzkiego, trzebnickiego, wołowskiego i wrocławskiego;
  • Piotr Gadzinowski kandyduje na radnego Rady Miasta Warszawy z Wilanowa i Ursynowa;
  • Krzysztof Gawkowski kandyduje na radnego Sejmiku Województwa Mazowieckiego z powiatów: grodziskiego, legionowskiego, nowodworskiego, otwockiego, piaseczyńskiego, pruszkowskiego, warszawskiego zachodniego i wołomińskiego;
  • Tadeusz Iwiński kandyduje na radnego do Sejmiku Województwa Warmińsko-Mazurskiego z powiatów: ełckiego, gołdapskiego, kętrzyńskiego, olecki i węgorzewskiego;
  • Krzysztof Podgórski kandyduje na radnego Rady Miasta Torunia z Wrzosów, Starówki, Chełmińskiego i Jar;
  • Maciej Prandota kandyduje na radnego do Sejmiku Województwa Mazowieckiego z okręgów ostrołęckiego i siedleckiego;
  • Rafał Skąpski kandyduje na prezydenta miasta Nowego Sącza;
  • Danuta Waniek kandyduje na radną do Sejmiku Województwa Mazowieckiego z prawobrzeżnej Warszawy;
  • Grzegorz Wiśniewski kandyduje do na radnego Rady Miasta Warszawy z Bemowa, Włoch i Ursusa.
  • Agnieszka Wołk-Łaniewska kandyduje na radną Sejmiku Województwa Mazowieckiego z Bemowa, Bielan, Ursusa, Włoch, Woli i Żoliborza.
  • Anna-Maria Żukowska kandyduje na radną Rady Miasta Warszawy z Targówka, Wawra i Wesołej.

Lewicowa alternatywa!

Kampania samorządowa nabiera tempa i wydawało się, że takie tematy jak zwiększenie ilości terenów zielonych w Krakowie, budowa linii tramwajowej z południa Gdańska do Wrzeszcza, mieszkania komunalne w Zielonej Gorze czy poprawa jakości powietrza Warszawie powinny odgrywać decydującą rolę. Niestety, wydawać się tak mogło, a rzeczywistość brutalnie zweryfikowała partyjna polityka.
Sprawy, którymi dziś żyją i martwią się lokalne społeczności, w żadnym stopniu nie interesują zarówno kandydatów PiS jak i PO. Po raz kolejny zawłaszczyli oni ważne dla społeczeństwa wybory do walki pomiędzy sobą. Zamiast zająć się potrzebami tych, o których głosy faktycznie się ubiegają, odsuwają sprawy lokalne na dalszy plan.
W wystąpieniach kandydatów PiS i PO na prezydentów, burmistrzów, wójtów a nawet radnych stałe słyszymy o wielkich sprawach, a lokalna rzeczywistość jest tylko przecinkiem. Stosunki z Izraelem. Obecność Polski w Unii Europejskiej. Uzbrojenie. Wszystko to sprawy ważkie i ważne, ale czy w wyborach lokalnych? Panią Basię z Trąbek Wielkich obchodzi raczej to, czy w jej gminie będzie działać publiczne przedszkole, Staszka z Warszawy, czy dojedzie do pracy nową linią metra, a Pana Zenona z Międzyborza czy zostanie obniżona opłata za wywóz śmieci.
Ktoś powie – To drobne sprawy. Tak drobne, ale i ważne! Politycy PiS i PO zdecydowali się jednak nie zawracać sobie nimi głowy. Zdecydowali, że komfort życia Polaków się nie liczy. Liczy się to, kto wygra. Wojna polityczna POPiSu trwa w najlepsze od wielu lat i dopóki nie wyrwiemy się tego zaklętego kręgu zła, dopóty Polska i Polacy będą na straconej pozycji.
W tych wyborach jest alternatywa i warto głosować na kandydatów lewicy. Zarówno startujących z komitetów lokalnych jak i tych, którzy znajdą się na listach SLD Lewica Razem czy partii Razem. Polski samorząd potrzebuje odpowiedzialnych polityków, patrzących w przyszłość i z pomysłem na swoje miasto czy gminę. Zaufajcie nam i na pewno się nie zawiedziecie.

Wojna polsko-ukraińska pod krzyżem na drogę

Wystrzał ostrzegawczy poszybował z Warszawy w stronę Kijowa. Odpalił go poseł Kornel Morawiecki, „Marszałkiem seniorem” zwany. Były lider „Solidarności Walczącej”, ideowy antykomunista, obecny lider kanapowego koła parlamentarnego. A także ojciec pana premiera Mateusza Morawickiego.
Powiedział on w publicznych wywiadach dla mediów polskich i rosyjskich to, za co inny obywatel IV RP mógłby zostać szybko aresztowany. I oskarżony o agenturę rosyjskich wpływów.
Rzekł on bowiem: Rosja nie prowadzi agresywnej polityki”. Wojna na Ukrainie to „w pewnym sensie wojna domowa, zderzenie dwóch racji /…/ Na Krymie pierwsi kamieniem rzucili Rosjanie, ale wcześniej w Kijowie obalono demokratycznie wybranego prezydenta Janukowycza, który na prorosyjskim wschodzie i południu kraju miał ogromne poparcie. /…/ Krym został przejęty przez Rosjan bez walki. Ukraińskie wojsko przeszło na stronę Moskwy. Mieszkańcy Krymu wyrazili swą wolę w referendum”.
I stwierdził dobitnie: „Rosja nie ma żadnego interesu w tym, żeby użyć siły militarnej przeciwko Polsce. Rosjanie od czterech lat bronią się rękami i nogami, żeby tylko nie zająć Doniecka, to cóż dopiero mówić o agresji na Polskę /…/ Gazociąg Północny to efekt fatalnej polityki wschodniej Warszawy. Rosjanie chcieli przeprowadzić drugą nitkę Jamalu przez Polskę. Myśmy sie na to nie zgodzili, bo gazociąg miał iść nie przez Ukrainę, tylko przez Białoruś. Gdybyśmy nie postawili interesów Kijowa ponad naszymi, Rosjanie nie musieliby dogadywać się z Niemcami. A teraz będziemy przepłacać za amerykański gaz /…/ Nasza polityka zagraniczna sprowadza się niestety do odgrywania roli marionetki Waszyngtonu.
I na koniec snuje program takiej współpracy: Europa traci swą moc. Mogłaby ją odzyskać, gdyby połączyła się z Rosją. Jeśli do tego nie dojdzie, to wielki potencjał Syberii z czasem wpadnie w ręce Chin. Tylko w połączeniu z Rosją i jej ogromnym potencjałem Europa może stać się światową potęga – w sensie duchowym, gospodarczym, militarnym. Tylko taki sojusz zapobiegnie ostatecznej groźbie kolejnej wojny światowej z udziałem broni jądrowej, która doprowadzi do zniszczenia podstaw cywilizacji.
Ale taka Unia Europejska z Rosją nie jest obecnie możliwa , bo również rosyjskie władze i rosyjskie media nastawiają Rosję przeciwko Polakom. To przykre, że nieporozumienie psuje relacje z dwoma największymi narodami w regionie.
Głos Morawieckiego seniora zainicjował dyskusję wewnątrz elit PiS o przyszłej ich polityce wschodniej.
W przyszłym roku odbędą się prezydenckie wybory na Ukrainie. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ekipa prezydenta Petro Poroszenki straci władzę. Głoszony przez nią postulat wejścia Ukrainy do UE i NATO też traci tam zwolenników. Ale ochłodzenie miłości do Zachodu nie równa się wzrostowi sentymentu do Rosji. Nawet w tradycyjnie prorosyjskich regionach antymoskiewskie nastroje wzrosły. Rosja nie jest postrzegana jako brat, zwłaszcza Wielki Brat, lecz jedynie jako sąsiad. Trudny we współżyciu, ale znany od lat. Dobry partner do biznesu, ale na równoprawnych warunkach.

 

Trzecia droga

Na Ukrainie zwycięża koncepcja „Trzeciej Drogi”. Pisałem o niej jeszcze przed Majdanem, bo była wtedy popularna w środowiskach politologów i publicystów. Teraz rozpleniła się na fali rosnących nacjonalistycznych nastrojów.
Jej zwolennicy tak mówią. Skoro nie chcemy być młodszym bratem Moskwy, skoro nie chce nas Unia Europejska, to pójdźmy własna drogą. Bądźmy taką „drugą Turcją”. Bądźmy jak Turcja zintegrowani gospodarczo z Unią Europejską, ale bez przyjmowania obcych nam wartości „Gejoeuropy”. Bądźmy, jak Turcja, w sojuszu wojskowym z USA, bądźmy ich flanką wojskową, co nam da gwarancje bezpieczeństwa wobec Moskwy. Nie odpuszczamy Krymu i Donbasu, ale sprawę powrotu tych terytorium odłóżmy na przyszłość. Nie będziemy zakładnikami tego problemu. Dzięki temu odmrozimy kontakty i współpracę gospodarczą z Rosją. Ale nie zahamujemy budowy ukraińskiej tożsamości narodowo – kulturalnej.
Zwolennicy „Trzeciej Drogi” i „Drugiej Turcji” chcą być jak to sprytne ciele, które będzie jednocześnie ssać cycek europejski, chiński, amerykański, i nie pogardzi jeszcze rosyjskim. Chcą być geopolitycznym, aktywnym mostem pomiędzy Waszyngtonem, Berlinem, Brukselą i Moskwą.
Jeśli na Ukrainie wygrają zwolennicy „Drugiej Turcji”, to Warszawa przestanie być potrzebna w Kijowie jako adwokat ukraińskich interesów w Brukseli. Dostrzegły to już elity PiS i pan Naczelnik Polski. Marginalizacja roli Warszawy w oczach Kijów i brak relacji Polski z Rosją grozi totalną klęską polityki wschodniej elit PiS.

 

Czwarty Rzym

Ważnym filarem „drugiej Turcji” ma być autokefalia Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej. W kwietniu administracja prezydenta Poroszenki poinformowała, że Święty Synod Patriarchatu Ekumenicznego w Konstantynopolu zaakceptował rozpatrzenie prośby władz Ukrainy o nadanie jej cerkwi autokefalii. Czyli uniezależnienia administracyjnego ukraińskich prawosławnych od patriarchatu w Moskwie. Prośba ta szybko została przychylnie skomentowana przez tytularnego zwierzchnika światowego prawosławia, Bartłomieja patriarchę Konstantynopola.
Co to oznacza dla chrześcijan za naszą wschodnią granicą? Autokefalia ukraińskiej cerkwi osłabia cerkiew moskiewską. Największą na świecie, zwaną często „Trzecim Rzymem”.
Prawdopodobnym jest, że po rozłamie miano największej cerkwi otrzyma Kijów, bo prawosławie na Ukrainie liczne jest i najszybciej pozyskuje młodych wyznawców. Zatem idący „Trzecią Drogą” ku „Drugiej Turcji” Kijów ma szanse zostać „Czwartym Rzymem”. Przynajmniej teoretycznie.
Praktyka może okazać się inna i bolesna. Moskwa będzie się tej autokefalii sprzeciwiać. Sprzeciw mogą wyrazić inne narodowe cerkwie prawosławne. Już teraz wstrzemięźliwość wobec kijowskich planów zasygnalizowały cerkwie serbska i polska.
Trudno też ocenić, ilu wiernych na Ukrainie zaakceptuje nową autokefalię. Już teraz istnieją tam trzy odrębne cerkwie. Jedna związana z Moskwą, dwie separatystyczne. Trudno ocenić, czy proces jednoczenia ukraińskich prawosławnych przez podział cerkwi moskiewskiej, przejdzie spokojnie czy wznieci wojnę religijną na Ukrainie?
Działania Kijowa są tez niezgodne z obecnie prowadzoną przez Watykan polityką wschodnią. Jej filarem jest plan porozumienia z patriarchatem moskiewskim, zorganizowanie spotkania papieża Franciszka i patriarchy Cyryla w Moskwie.
Administracja watykańska woli znaną od lat, przewidywalną, patriarchalną Moskwę, od nowej centrali w Kijowie. Obawia się też, że nowa, młoda, czyli ekspansywna ukraińska autokefaliczna cerkiew zechce zwiększyć swą kontrolę nad związanym z Watykanem ukraińskim kościołem grekokatolickim.
Zatem, jeśli władze w Kijowie zdecydują się iść „Trzecią Drogą” ku „Drugiej Turcji” i „Czwartemu Rzymowi”, to Warszawa może demonstracyjnie odmrozić relacje z Moskwą. A dotychczasowym ukraińskim braciom życzyć przysłowiowego „krzyża na drogę”.