Freski Giotta na liście UNESCO

Czternastowieczne cykle malarskie Padwy zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Proklamacja nastąpiła podczas 44. sesji Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO, odbywającej się zdalnie zdalnie w Fuzhou (Chiny).

Padova Urbs Picta to tytuł artystycznego szlaku, który miasto z regionu Wenecji Euganejskiej, utworzyło w 2018 r. To osiem miejsc, w których zachowało się tyle samo wspaniałych cykli malarskich, które teraz stały się częścią dziedzictwa UNESCO. Najważniejsze z nich to oczywiście freski Giotta w Kaplicy Scrovegnich, a następnie malowidła w kościele św. Filippo i Giacomo w Eremitani, w Pałacu Rozumu, w kaplicy pałacu Carrarese, w baptysterium katedry, w bazylice i klasztorze św. Antoniego w Padwie, w oratorium św. Jerzego i w oratorium św. Michała.
“Kaplica Scrovegni była jak chory potrzebujący najlepszych lekarzy.” – powiedział mi sławny włoski historyk sztuki Vittorio Sgarbi – “Myśleliśmy nawet, że nie da się zrobić nic, i że z krwawiącym sercem będziemy musieli przyglądać się jak umiera jedno z największych arcydzieł naszej cywilizacji. Kiedy zaprosiłem na konsultacje Jamesa Becka i opowiedziałem o naszych zamiarach – zagroził że zaskarży Włochów w UNESCO, za to że chcą podjąć tak ryzykowną renowację, która jego zdaniem zniszczy dzieło. Nasza „operacja chirurgiczna” powiodła się i mamy nadzieję, że pacjent będzie cieszył się dobrym zdrowiem przynajmniej przez następne kilkaset lat”. 
Kaplica liczy sobie już siedem stuleci. Bogaty bankier i kupiec z Padwy – Henryk Scrovegni, postanowił wybudować ją przy pałacu rodzinnym, aby zadośćuczynić za grzechy ojca, który dorobił się majątku na lichwie. W 1300 roku (obchodzonym w sposób szczególny jako pierwszy Rok Święty), położono kamień węgielny pod jej budowę, a Henryk wezwał dwóch artystów: Jana Pizyjczyka i Giotta di Bondone, by ozdobili wnętrze. U rzeźbiarza zamówił trzy marmurowe posągi wieńczące ołtarz: Madonnę z Dzieciątkiem i dwóch diakonów. Uczniowi Cimabue zlecił wykonanie dekoracji malarskiej ze scenami ze Starego i Nowego Testamentu oraz z obrazami Zmartwychwstania nad ołtarzem i Sądu Ostatecznego na tylnej ścianie fasady. Giotto zrealizował zamówienie w 850 dni. Kiedy sanktuarium poświęcono po raz drugi 25 marca 1305 roku, oczom przybyłych na uroczystą mszę ukazał się widok niesamowity: 143 różne elementy dekoracyjne, w tym 42 wielkie obrazy opowiadające jak w filmie życie Maryi i Chrystusa, gdzie architektura i pejzaże były namalowane tak realistycznie, że wydawały się prawdziwe, a proporcjonalne postacie ludzkie ustawione w naturalnych pozach miały znajome twarze. Nad głowami widzów rozpościerało się lazurowe niebo połyskujące złotymi gwiazdami i patrzył na nich z góry Zbawiciel w złotej aureoli, Ewangeliści oraz święci.
Ryzykowna renowacja uratowała wielkie dzieło
O historii kaplicy nic więcej nie wiadomo. Została zapomniana zupełnie i w XVIII wieku groziła jej ruina. Ostatni właściciel prywatny – Foscari Gradenigo, dopuścił do zawalenia się pałacu Scrovegni oraz portalu osłaniającego fasadę kaplicy, co spowodowało nieodwracalne uszkodzenie Sądu Ostatecznego. W 1881 roku, władze miasta wykupiły zabytek i poddały go pierwszej renowacji. – “Ówcześni specjaliści, w dobrej wierze wbili we freski tysiące malutkich gwoździków, aby zapobiec odpadaniu tynku” – powiedział mi dyrektor prac konserwatorskich Giuseppe Basile – “Czterdzieści lat temu, wybitny konserwator Tintori podjął się prac renowacyjnych, oczyszczając malowidła z kurzu i pokrywając je specjalną powłoką żywiczną, chroniącą kolor. Efekt tego był opłakany: roztwór zakleił całkowicie pory i mur przestał oddychać, puchnąc od środka. Do tego doszedł nowy kłopot – smog. Farba położona przez Giotta sproszkowała się i sypała na głowy widzów. Ten kto miał okazję odwiedzić kaplicę, czuł naprawdę, że stoi przed śmiertelnie chorym, którego dni są policzone”.
Decyzja o podjęciu prac konserwatorskich zapadła w maju 2001 roku, a roboty trwały zaledwie 12 miesięcy. Państwo włoskie przeznaczyło na ten cel dochód z Totolotka – 1.800.000 euro. Do pracy przystąpił ICR (Centralny Instytut Konserwatorski – przyp.aut.), kierowany przez Giuseppe Basile – maga, który posklejał freski Giotta w Asyżu, rozbite w drobiazgi przez trzęsienie ziemi. Wspomagało go dwóch specjalistów od malarstwa: Gianluigi Colalucci, konserwator Kaplicy Sykstyńskiej ozdobionej przez Michała Anioła oraz Pinin Brambilla Barcilon, odpowiadający za renowację „Ostatniej Wieczerzy” Leonarda da Vinci.
Dante malarstwa
Zanim Giotto przystąpił do ozdobienia Kaplicy Scrovegni, był już znany z mistrzowskiego wykonania fresków w Bazylice Św. Franciszka w Asyżu oraz jako autor kontrowersyjnego krucyfiksu w jednym z kościołów florenckich, zrywającego całkowicie z tradycją bizantyjską i przedstawiającego Chrystusa jako młodzieńca. Kaplica stała się jednak dziełem jego życia i przysporzyła mu sławy. Cennino Cennini, autor „Księgi sztuki” napisanej w wulgacie, po obejrzeniu kaplicy stwierdził, że jest ona dla malarstwa tym, czym jest „Boska Komedia” dla literatury. – “Rewolucyjność jego obrazów tkwi przede wszystkim w umiejętności opowiadania historii i uczuć tak, że stają się one zrozumiałe również dla prostego ludu, który nie umie czytać. Giotto jako pierwszy odkrył narrację, tłumacząc tradycyjną ikonografię bizantyjską na sposób przedstawienia łaciński i używając na nowo technik malarstwa rzymskiego, skazanych na zapomnienie przez ponad 1000 lat” – twierdzi Giuseppe Basile.
Nie wiadomo jak naprawdę brzmiało imię Giotta – Angiolotto, Ambrogiotto, Pariggiotto, Biaggiotto – źródła nie są zgodne. Mistrz z Bondony był jednak pierwszym artystą w historii, który pracę sygnował własnym imieniem, dając w ten sposób początek koncepcji malarstwa nowoczesnego, zgodnie z którą twórca przekazuje historii nie tylko własne dzieło – przede wszystkim własną osobowość.  
Giotto śmielszy od współczesnych
Skąpstwo Henryka Scrovegni też przysłużyło się historii. Marmury były dla niego  za drogie, a Giotto nie wyobrażał sobie inaczej swojego dzieła, jak tylko w takiej oprawie. W ten sposób, został zmuszony, by odnaleźć stare receptury na fałszywy marmur, malowany przez Rzymian. Przy sklepieniu użył również antycznej techniki, przygotowując sobie farbę z utartego lazurytu. Freski z Padwy mają śmiałe rozwiązania interpretacyjne, które rzadko spotyka się nawet u artystów nam współczesnych. W scenach „Ostatnia wieczerza” i „Zesłanie Ducha Świętego” apostołowie siedzą tyłem. W obrazie „Zdjęcie z krzyża” – Maryja i Magdalena na pierwszym planie są skulone i odwrócone do widza plecami, a efemeryczne, płonące anioły unoszące się w niebie, załamują ręce i łapią się za głowę w geście rozpaczy. Najbardziej szokuje scena Sądu Ostatecznego. Giotto jest tu odważniejszy niż Hieronim Bosch. Jego diabły nawlekają na ruszt gołe kobiety i kastrują mężczyzn. Natomiast rodzice Maryi Dziewicy, na wieść o poczęciu córki obejmują się i całują niezwykle czule. Te szczegóły są radykalnym przełomem w kulturze Średniowiecza i zapowiadają Renesans.

Tai Chi – chińska praktyka sportowa, którą poznał świat

Na posiedzeniu Międzyrządowego Komitetu ds. Ochrony Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, które odbyło się 17 grudnia 2020 roku, zdecydowano o wpisaniu Tai Chi na reprezentatywną listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkiego. Tai Chi zajęło 41. pozycję w Chinach na tejże liście.

Tai Chi jest tradycyjną praktyką sportową opartą na chińskiej tradycyjnej filozofii i koncepcjach dotyczących ochrony zdrowia, z harmonią jako cechą sportową. Po setkach lat dziedziczenia i rozwoju, Tai Chi stało się wyjątkowym oknem do pokazania światu tradycyjnej chińskiej kultury.
W dzisiejszych czasach Tai Chi nieustannie podejmuje „kroki w drodze” do świata, stając się pomostem i łącznikiem dla zagranicznych wymian kulturowych, demonstrując swoje znaczenie dla zrównoważonego rozwoju ludzkości.
Uniwersalne wartości Tai Chi
Miejscowy lekarz Chen Shaojie zdjął stetoskop i biały fartuch laboratoryjny. Wyszedł właśnie z wiejskiej kliniki, gdzie pracuje, by ćwiczyć Tai Chi.
Chenjiagou, gdzie mieszka doktor Chen Shaojie, to mała wioska w Qingfengling, w powiecie Wen, mieście Jiaozuo w prowincji Henan. To miejsce narodzin Tai Chi. W połowie XVII wieku Chen Wangting, pochodzący z Chenjiagou, stworzył Tai Chi w oparciu o swoje rodzinne tradycje. Po ponad trzystu latach rozwoju powstało wiele szkół, z setkami milionów praktykujących rozsianych po całym świecie.
Od momentu, kiedy Chiny stopniowo otwierały swoje podwoje dla świata, Chenjiagou stało się bijącym sercem Tai Chi. To tu ściągają z całego globu miłośnicy tej sztuki, szukają korzeni tradycji ćwiczeń. Wśród lokalnych mieszkańców Tai Chi jest bardzo popularne – ćwiczą seniorzy, dorośli oraz dzieci. Dobra sława tych tradycyjnych chińskich praktyk sportowych, które zostały umieszczone na liście niematerialnego dziedzictwa UNESCO, wzbudziła duże emocje wśród mieszkańców małej wioski na północnym brzegu Żółtej Rzeki.
Tai Chi to połączenie tradycyjnej chińskiej kultury i starożytnej filozofii. Idea, którą oddają ruchu ciała, skupia się na statycznej blokadzie oraz miękkości, która ma pokonać siłę.
W dzisiejszych czasach spacerując po wiosce Chenjiagou wszędzie można zobaczyć element kultury Tai Chi. Mieszka tu około 3000 osób w tym 800 mistrzów Tai Chi. Mieszczą się tu 3 szkoły Tai Chi oraz ponad 40 rodzinnych szkół.
Jako jedna z codziennych praktyk zdrowotnych, Tai Chi było stale wzbogacane o funkcje społeczne i znaczenie kulturowe w dziedzictwie i praktyce przez setki lat. „Tai Chi zawiera tradycyjne chińskie myśli filozoficzne, koncentruje się na treningu wewnętrznym i zewnętrznym. Stało się metodą doświadczenia kulturowego, do której dążą ludzie. Na tym polega wyjątkowy urok Tai Chi” – powiedział Chen Zhenglei, reprezentatywny spadkobierca Tai Chi w stylu Chen, narodowego niematerialnego dziedzictwa kulturowego.
Sport, który ćwiczy cały świat
Aby zrealizować swoje pragnienie szerzenia Tai Chi na świecie, Chen Zhenglei od dziesięcioleci promuje tę praktykę w różnych zakątkach globu. W 1983 roku jako trener sztuk walki Komisji Sportów Prowincji Henan, odwiedził Japonię, gdzie zaprezentował ćwiczenia. Była to pierwsza grupa mistrzów Tai Chi, która wyjechała za granicę w historii Chenjiagou. Przez kolejne lata mistrzowie z wioski wielokrotnie promowali Tai Chi poza granicami Chin. Sam Chen Zhenglei, dziś mający 71 lat, odwiedził ponad 60 krajów i regionów oraz otworzył ponad 100 placówek dydaktycznych na całym świecie.
„Tai Chi cieszy się dużym uznaniem na arenie międzynarodowej i ma dużą bazę. Proces rozprzestrzeniania się Tai Chi na całym świecie jest także procesem szerzenia chińskiej kultury” – podkreślił Chen Zhenglei.
Według statystyk, Tai Chi jest obecnie rozpowszechnione w ponad 150 krajach i regionach, a ponad 80 krajów i regionów utworzyło organizacje Tai Chi, w których działają setki milionów osób.
W 2017 roku miasto Jiaozuo w prowincji Henan zorganizowało „Tai Chi Show: setki miast i setki tysięcy ludzi na świecie”, przyciągając ponad 500 miast i powiatów w Chinach oraz 25 krajów i 50 miast za granicą. W wydarzeniu tym uczestniczyło ponad 10 milionów ludzi. We wrzesień 2019 roku ponad 4300 sportowców z 59 krajów i regionów wzięło udział w 10. chińskim konkursie wymiany Tai Chi w mieście Jiaozuo.
Zhou Qingjie, dyrektor Sports International Exchange Research Centre na China Foreign Affairs University, ma bogate doświadczenie w międzynarodowych relacjach dotyczących sztuk walki. Jest on współtwórcą między innymi forum sportowego ambasadorów krajów należących do inicjatywy „Pasa i Szlaku” w Chinach oraz opracował wiele książek w języku angielskim dotyczących Tai Chi. „Wpisanie Tai Chi na listę UNESCO odzwierciedla uznanie i szacunek świata dla osiągnięć chińskiej cywilizacji. Pokazuje również urok i witalność tradycyjnej kultury chińskiej. To także nowa szansa na dziedzictwo i rozwój Tai Chi na świecie. W ten sposób ta sportowa praktyka stała się >piękną wizytówką< chińskiej wymiany kulturalnej za granicą” – stwierdził Zhou Qingjie.
„Umieszczenie Tai Chi na liście UNESCO pomoże promować dialog między różnymi kulturami i zwiększyć globalny konsensus w sprawie ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego” – oznajmił Mao Wenming, sekretarz Komitetu Komunistycznej Partii Chin powiatu Wen w prowincji Henan. Jego zdaniem, pobudzanie zainteresowania Tai Chi to nowy początek. Punktem wyjścia jest wykorzystanie historycznej okazji do dalszego poszerzenia grona odbiorców oraz promocji Tai Chi na świecie.

Paryż Północy?

7 listopada w warszawskim Café Kryzys przy ul. Wilczej 30 odbyło się spotkanie dotyczące różnic między wizerunkiem przedwojennej Warszawy we współczesnych publikacjach a rzeczywistością.

 

Robert Nowak z Kolektywu Syrena, który pisze obecnie książkę o powojennej odbudowie Warszawy, omówił sytuację społeczną w stolicy przed 1939 rokiem. Miasto było wówczas gęsto zaludnione i chaotycznie zabudowane. W wielu budynkach brakowało dostępu do podstawowych instalacji sanitarnych. Tworzony obecnie wizerunek Warszawy jako „Paryża Północy” został oparty na wspomnieniach przedstawicieli przedwojennych elit żyjących w enklawach bogactwa. Taka narracja jest też przyjmowana z okazji 100-lecia niepodległości.
Robert Nowak porównał sytuację mieszkańców przedwojennej i powojennej Warszawy. Przed 1939 rokiem ci, którzy napływali do miasta w poszukiwaniu pracy nie mieli szans na awans społeczny. Często zasilali rzeszę bezrobotnych, w tym zamieszkujących ziemianki i baraki w miejscach takich jak Annopol. Po wojnie zmieniło się to. Warszawiacy doświadczyli ogromnego awansu i poprawy sytuacji.
Podczas spotkania prezentowane były zdjęcia przedwojennej Warszawy oraz plany urbanistyczne.
Prelegent skrytykował pojawiającą się w niektórych prawicowych publikacjach tezę o „celowym zniszczeniu” dawnej Warszawy podczas powojennej odbudowy. Jego zdaniem przedwojenne kamienice były najczęściej nie do odtworzenia między innymi ze względu na ich niskie standardy. Kłam tezie o zniszczeniu zadaje także odbudowa Starego Miasta dokonana przez Biuro Odbudowy Stolicy na podstawie przedwojennych planów i rysunków. To właśnie pieczołowita, bezprecedensowa odbudowa Starówki, a nie znaczenie historyczne znaczenie architektonicznych i urbanistycznych walorów dawnej Warszawy była powodem, dla którego została ona wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zauważmy przy tym, że w okresie przedwojennym Stare Miasto było dzielnicą biedy.

Przez serca do żołądków

Dawno nie słyszeliśmy tak zgodnych opinii wyrażanych przez prominentnych polityków Zachodu i Chin. Tak było podczas spotkania prezydenta Xi Jinpinga z przewodniczącym Rady Europejskiej – Donaldem Tuskiem, przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem, dyrektorem generalnym UNESCO Audrey Azoulay i Jim Young Kimem – prezesem Banku Światowego.

 

„Obecnie możemy obserwować odradzającą się tendencję do izolacji oraz unilateralizmu”, – powiedziała dyrektor generalna UNESCO, Audrey Azoulay. „Międzynarodowa społeczność powinna odznaczać się otwartością, powinna także wspierać multilateralizm oraz popierać dialog, co jest ważnym elementem globalnego zarządzania” – dodała Azoulay.

Jim Yong Kim podziękował Chinom za długotrwałe wspieranie Banku Światowego, zwłaszcza programu zwiększenia kapitału banku i reform tej instytucji. Skrytykował tendencje protekcjonistyczne obecne dzisiaj w polityce prezydenta USA Donalda Trumpa.

A przewodniczący Donald Tusk kolejny raz jeszcze przypomniał, że sprzeciwianie się unilateralizmowi, protekcjonalizmowi oraz utrudnianiu handlu jest wolą dzisiejszego świata. Jego głos zgodny był z deklaracjami przywódców licznych państw, zwłaszcza Japonii i Kanady.

Okazuje się, że amerykański hegemonizm handlowy zjednoczył przeciwko prezydentowi Trumpowi wszystkich światowych liderów gospodarczych i liczne instytucje symbolizujące liberalny Zachód. Być może protekcjonistyczna polityka administracji Trumpa przyniesie gospodarce amerykańskiej korzyści, ale mogą okazać się krótkoterminowe.

Jej negatywnym dla gospodarki USA efektem będą nowe, globalne koalicje gospodarcze oparte na zasadzie „win-win”, czyli każdy partner odnosi w nich interesujące go zyski. Czasem niewysokie, ale sprzyjające innym korzyściom. Koalicje omijające USA.

Kosztem ubocznym wojen celnych prezydenta Trumpa z Chinami, Unią Europejską i wieloma innymi partnerami może być też pogorszony wizerunek USA na arenie międzynarodowej. Widoczna już niechęć wielu światowych instytucji do współpracy z administracją Trumpa może przenieść się na inne amerykańskie instytucje, co pogorszy globalną pozycję USA.

„Ludzkie serca są największą siłą polityczną”, powiedział kiedyś prezydent Xi. Co przypomniał podczas spotkania prezes Kim. Proponując aby współpraca globalnych liderów opierała się na fundamencie „serca”, czyli takich wartości jak wolny handel multilateralizm i stały dialog przy zachowaniu regionalnych specyfik i odrębności.

Taka współpraca i wzajemny szacunek stworzą podstawy do wielu zysków dla wszystkich partnerów. Każdy kompromis gospodarczy lepszy jest od wojny.

 

Przy pisaniu tego artykułu autorka korzystała z publikacji „People’s Daily” – „Rénmín Rìbào”.