Demolka w blasku „Marsylianki”

W „Roku 93” Wiktor Hugo, portretując rewolucyjny Konwent napisał jedno zdanie o deputowanym, niejakim Javogues, „przeraźliwym ekshumatorze grobowców z Saint Denis”.

Nie cierpię wszelkiej maści dewastatorów, wandali, burzy murków czy ścinaczy drzew i to niezależnie od ich ideologicznego koloru. Pierwszą wielką dewastacją Wielkiej Rewolucji Francuskiej było rozebranie Bastylii. W rezultacie na paryskim place de la Bastille rysuje się dziś po niej jedynie blady cień w postaci obrysu budowli na jezdni i trotuarze. I nie zdobycie Bastylii, ale jej rozebranie uważam za prawdziwy wandalizm. Francois Souchat niechybnie musi być reakcjonistą, bo nie pisze o Rewolucji na kolanach, jak większość francuskich historiografów, lecz ze złością za to, co zrobiła z dużą częścią dawnej francuskiej architektury świeckiej i kościelnej. Z polskiej perspektywy substancja architektoniczna i kulturowa Francji może się wydawać niemal nienaruszona, ale on ze swej perspektywy francuskiej widzi to zgoła inaczej – ubytek tej substancji wskutek nadgorliwości klubów rewolucyjnych i władz był, przynajmniej jak na Francję, ogromny. Souchat właściwie wcale nie zajmuje się aspektem politycznym Rewolucji. Nie musi. Jemu wystarczy pokazanie ran na ciele dawnej Francji, ofiary wandali i już wiadomo, że Rewolucja nie ma u niego żadnych szans. Znakomita, acz bardzo antyrewolucyjna książka.
Francois Souchat – „Wandalizm rewolucji”, przekład, posłowie i komentarze Paweł Migasiewicz, wyd. Fundacja Augusta hr.Cieszkowskiego, Warszawa 2016, str. 373, ISBN 978-83-62609-78-9