Liga na dwanaście zespołów

Zakończył się proces licencyjny w ekstraklasie koszykarek. Mimo wycofania się z rozgrywek Wisły Kraków i Widzewa Łódź, w Energa Basket Lidze Kobiet w nowym sezonie o mistrzostwo Polski powalczy jednak 12 zespołów. Procesu licencyjnego nie przeszły dwie wielkie marki w polskiej kobiecej koszykówce – Wisła Kraków i Widzew Łódź.

Sensacją była rezygnacja Wisły Kraków, bo to najbardziej utytułowana drużyna w kobiecej ekstraklasie koszykarskiej. Wiślaczki mają na koncie m.in. 25 tytułów mistrzyń Polski, 11 tytułów wicemistrzowskich oraz 13 triumfów w Pucharze Polski. Krakowski klub z powodu kłopotów finansowych, wywołanych wycofaniem się z dalszej współpracy przez wieloletniego sponsora formę Can-Pack, po fiasku rozmów z innymi sponsorami w ogóle nie przystąpił do procesu licencyjnego. Natomiast działacze łódzkiego klubu walczyli o możliwość gry w ekstraklasie do końca, ale gdy po awansie piłkarzy do I ligi priorytety w Widzewie uległy zmianie, nie mogli już dać gwarancji, że klub będzie miał dość środków na funkcjonowanie sekcji koszykarskiej.
Życie nie zna jednak próżni i w miejsce tych dwóch zespołów do EBLK dołączyły ekipy CTL Zagłębia Sosnowiec oraz druga drużyna aktualnych mistrzyń Polski, GTK Arka Gdynia. Tym samym w nadchodzących rozgrywkach rywalizować będą w sumie aż cztery zespoły z Trójmiasta.
W zakończonym w marcu sezonie 2019/2020 najlepsza okazała się drużyna Arki Gdynia, dla której był to dwunasty mistrzowski tytuł w historii (poprzednio gdyński klub zdobywał je w latach 1996, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004, 2005, 2009 i 2010). Drugie miejsce na podium wywalczyła ekipa Artego Bydgoszcz, a trzecie PolskaStrefaInwestycji Enea AZS AJP Gorzów.
W sezonie 2020/2021, który ma wystartować w pierwszy weekend października, w EBLK rywalizować będą: Ślęza Wrocław (mistrzynie Polski z 1987 i 2017), AZS Uniwersytet Gdański, CCC Polkowice (MP 2013, 2018, 2019), CTL Zagłębie Sosnowiec, Enea AZS Poznań (MP 1978), Energa Toruń, GTK Arka Gdynia, VBW Arka Gdynia, KS Basket 25 Bydgoszcz, Politechnika Gdańska, Enea AZS AJP Gorzów Wielkopolski, Pszczółka Polski Cukier AZS UMCS Lublin.

Wielka awantura w Widzewie

W Widzewie Łódź wybuchł ostry konflikt między kibicami a piłkarzami i władzami klubu. Niezadowolona z postawy zespołu grupa kibiców wtargnęła po przegranym meczu ze Zniczem na boisko i poturbowała piłkarzy Widzewa, a najbardziej 18-letniego Roberta Prochownika, który dostał pięścią w twarz.

Końcówka sezonu w wykonaniu piłkarzy Widzewa była wprost beznadziejna, bo z ostatnich siedmiu meczów wygrali ledwie jeden i tak naprawdę jedynie frajerstwu zespołu GKS Katowice zawdzięczają, że jakimś cudem wczołgali się do I ligi. Ale fani łódzkiego klubu nie chcą takiej drużyny, czemu dobitnie dali wyraz po przegranym spotkaniu ze Zniczem Pruszków w ostatniej kolejce II ligi. Za sposób wyrażenia sprzeciwu wobec żałosnego stylu gry pochwalić ich rzecz jasna nie można, ale że się tak mocno wkurzyli, dziwić się specjalnie nie ma co. Zespół pod wodzą trenera Marcina Kaczmarka grał w tym sezonie dobrze od 31 sierpnia 2019 roku do 30 listopada – widzewiacy wygrali wtedy dziesięć z trzynastu meczów i wydawało się, że tak juz będzie do końca rozgrywek. Ale w rundzie wiosennej wszystko co było w grze tej drużyny najlepsze z jakiegoś powodu się popsuło i Kaczmarek nie potrafił nie tyle naprawić błędy, co nawet znaleźć ich przyczynę. Władze Widzewa próbowały zmienić szkoleniowca, tylko nikt z kwalifikacjami nie chciał tej roboty.
Kaczmarek dociągnął więc zespół do końca sezonu, chociaż gdyby liczono mu jedynie mecze rozegrane w tym roku, jego zespół zająłby dopiero 14. miejsce z ledwie jednym punktem przewagi nad strefą spadkową. a mimo to na ostatni w sezonie ligowy mecz, z broniącym sie przed spadkiem Zniczem Pruszków, na stadion Widzewa przybyło aż dziewięć tysięcy widzów. Może ci ludzie w skrytości ducha liczyli na przełamanie złej passy i wreszcie efektowne zwycięstwo swojej drużyny, po którym feta z okazji awansu na zaplecze ekstraklasy miałaby nie tylko sens, ale przede wszystkim odpowiedni smak. Niestety, zespół prowadzony przez trenera Marcina Kaczmarka znowu się skompromitował przegrywając z walczącym o utrzymanie w II lidze zespołem z Pruszkowa 0:1. Na szczęście dla widzewiaków trzeci w tabeli GKS Katowice tylko zremisował 1:1 z Resovią i jedynie dogonił ich w liczbie punktów, ale ponieważ miał gorszy bilans bramkowy, ostatecznie bezpośredni awans do I ligi, oprócz zwycięzcy rozgrywek Górnika Łęczna, wywalczył też z drugiego miejsca Widzew. Obecni na meczu ze Zniczem fani łódzkiego klubu wygwizdali i swoich piłkarzy, nie szczędząc im także wulgarnych wyzwisk. W pewnym momencie grupa kibiców przeskoczyła przez barierki i wbiegła na murawę, domagając się od graczy Widzewa, żeby oddali koszulki, bo nie są godni ich nosić. Rutyniarze, których w kadrze Widzewa jest większość, wiedzieli czym pachnie w takich sytuacjach sprzeciw, więc oddawali trykoty bez słowa i szybko zmykali do szatni. Opór stawiali za to młodzi gracze, jak 22-letni Adam Radwański czy 18-letni Robert Prochownik, który w spotkaniu ze Zniczem zaliczył debiut w barwach Widzewa. W starciu z zamaskowanymi osiłkami nie mieli jednak większych szans i obaj oberwali, a najbardziej Prochownik, który dostał pięścią w twarz. Policja musiał użyć armatek wodnych i gazu łzawiącego, co sprawiło, że zamiast wielkiego piłkarskiego święta, na wciąż pachnącym nowością stadionie Widzewa, na którym od dwóch sezonów na każdym meczu Widzewa zasiada komplet publiczności, rozegrały się sceny jak z najgorszych czasów kibolskiego rozpasania.
W poniedziałek grupa kibicowska zrzeszona po szyldem „Wiara spod Zegara” opublikowała na Facebooku swoje własne oświadczenie w sprawie sobotnich wydarzeń. Oto jego oryginalna wersja: „Po wczorajszym meczu „osiągnięty sukces” , a raczej „dar od losu” świętowali skórokopy w koszulkach z naszym herbem. Podzielacie ich entuzjazm? Nas nie dziwi ich radość. Dzięki promocji do wyższej ligi wszyscy otrzymają większą o 20% miesięczną pensję. Też byście się cieszyli gdybyście zawalili swoją robotę, a mimo tego dostali podwyżkę, co nie? Mimo wszystko zakładamy, że większości z was byłoby wtedy jeśli nie wstyd to chociaż niezręcznie, spojrzeć w oczy swojemu szefowi lub kolegom z zespołu byłoby zwyczajnie głupio. Skórokopom Widzewa głupio nie było bawiąc się do późnych godzin i wrzucając w neta fot ze świętowania „sukcesu”. Odnośnie pożal się Boże incydentu jaki miał miejsce na płycie boiska informujemy, że potępiamy takie zachowanie, a sprawca tego nikczemnego czynu powinien się samodzielnie ukamienować. Fakt, gdyby finał sezonu odegrał się w innych, radosnych okolicznościach sytuacja pewnie by się nie wydarzyła. Z tego miejsca ślemy pozdrowienia dla Roberta Prochownika. Nie traktuj tego czynu osobiście, a za wyłapany cios przeprosić powinni Cie koledzy z zespołu, którzy to głównie swoją postawą wywołali takie odruchy, za które Ty niewinnie chłopaku oberwałeś. Czasem tak bywa w życiu, że obrywa się za kogoś bo do Ciebie pretensji nikt mieć nie może” (pisownia oryginalna).
Kibice Widzewa do tej pory byli najbardziej ofiarnymi sponsorami Widzewa. To ich pieniądze uratowały ten klub kilka lat temu od całkowitego upadku i to za ich pieniądze, choćby ze sprzedaży rok w rok ponad 16 tysięcy karnetów, co jest rekordem w polskim futbolu, zarząd klubu mógł budować zespół, którego celem jest powrót do ekstraklasy. Obecna prezes Widzewa Martyna Pajączek wybrała jednak kiepską strategię do zaspokojenia oczekiwań najważniejszego sponsora klubu, bo dzisiaj są nim właśnie kibice. Postawiła na kosztującą krocie armię zaciężnych piłkarzy w zaawansowanym już wieku, a na ich trenera wybrała szkoleniowca bez żadnych sukcesów na koncie – Marcina Kaczmarka. Na awans, choć w kiepskim stylu, te pomysły jeszcze starczyły, ale na utrzymanie się w I lidze, nie mówiąc o wywalczeniu awansu do klubowej elity, już z pewnością nie, dlatego Kaczmarek został zwolniony niemal nazajutrz po wywalczeniu awansu. Jego następca musi radykalnie odmienić styl gry zespołu, bo inaczej w nowym sezonie takich awantur, jak ta po meczu ze Zniczem, może być znacznie więcej.

Koniec sezonu w I lidze

W minioną sobotę zakończyły się rozgrywki w I lidze piłkarskiej. Pierwsze miejsce zajęła Stal Mielec, która dzięki wygranej 4:1 z Chojniczanką oraz porażce Podbeskidzia 0:1 z Chrobrym Głogów, na finiszu wyprzedziła bielszczan w tabeli. Oba zespoły już wcześniej zapewniły sobie bezpośredni awans do ekstraklasy. Z ligi spadły Olimpia Grudziądz, Chojniczanka Chojnice i Wigry Suwałki.

Przed ostatnią, 34. kolejką I ligi liderem tabeli była drużyna Podbeskidzia, która wyprzedzała Stal o jeden punkt. W sobotę doszło do zmiany prowadzącego, bo mielczanie rozbili u siebie zdegradowaną już wcześniej Chojniczankę 4:1 i z dorobkiem 67 punktów zajęli ostatecznie pierwsze miejsce, natomiast bielszczanie ulegli na swoim stadionie Chrobremu Głogów 0:1 i z 65 pkt na koncie skończyli sezon na drugiej pozycji. Głogowianom zwycięstwo w Bielsku-Białej nic ostatecznie nie dało, bo chociaż poprawili swój dorobek do 49 pkt, to zajmująca szóstą lokatę ekipa Bruk-Betu Nieciecza także pokonała na swoim boisku Odrę Opole 1:0 i dzięki temu skończyła rozgrywki z 50. „oczkami” na koncie. Zespół z Niecieczy zajął więc ostatnie z czterech miejsc w barażach o ekstraklasę i już we wtorek 28 lipca zagra na wyjeździe z trzecią w stawce Wartą Poznań (60 pkt), natomiast w drugiej barażowej parze czwarty Radomiak Radom (57 pkt) podejmie u siebie Miedź Legnicę (51 pkt). Oba spotkania transmitowane będą na kanałach sportowych Polsatu. Zwycięzcy tych potyczek zmierzą się w piątek 31 lipca w bezpośrednim meczu, którego zwycięzca w przyszłym sezonie zagra w PKO Ekstraklasie. Jeśli los w tej rywalizacji uśmiechnie się do Radomiaka, to kibice tej drużyny na jej domowe mecze w ekstraklasie będą jeździć do Warszawy na stadion Legii, bo Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN wyraziła zgodę, żeby w roli gospodarza tam radomianie grali mecze w ekstraklasie.
Przed sobotnią kolejką niemal wszystko jasne było już także na dole tabeli. Szanse na utrzymanie nie miały już zdegradowane wcześniej drużyny Wigier Suwałki i Chojniczanki Chojnice, ale Olimpia Grudziądz mogła się jeszcze uratować przed spadkiem. Warunkiem była porażka GKS Bełchatów z GKS Tychy (warunek spełniony, bo tyszanie wygrali 1:0) oraz zwycięstwo Olimpii z Sandecją Nowy Sącz. Tu jednak piłkarze z Grudziądza zawalili sprawę i po remisie 0:0 spadli do II ligi.
Ostateczna kolejność na miejscach od 7. do 18.: 7. Chrobry Głogów (49 pkt), 8. Puszcza Niepołomice (48), 9. GKS Tychy (47), 10. Stomil Olsztyn (46), 11. Zagłębie Sosnowiec (44), 12. Sandecja Nowy Sącz (44), 13. Odra Opole (42), 14. GKS Jastrzębie (410, 15. GKS Bełchatów (40), 16. Olimpia (40), 17. Chojniczanka (30), 18. Wigry (26). W nowym sezonie w I lidze GKS Bełchatów zagra z karą dwóch ujemnych punktów za „naruszenie dyscypliny procesu licencyjnego”.
W nowym sezonie w I lidze zobaczymy w akcji spadkowiczów z ekstraklasy, czyli ŁKS Łódź, Koronę Kielce i Arkę Gdynia oraz trzy zespoły z II ligi. Wiadomo już, że będą to ekipy Górnika Łęczna i Widzewa Łódź, które wywalczyły bezpośrednią promocję zajmując odpowiednio pierwszą i drugą lokatę. Łódzki zespół awansował mimo porażki u siebie ze Zniczem Pruszków 0:1. Niezadowoleni z postawy zespołu kibice Widzewa wygwizdali go, a piłkarzy wulgarnie zwyzywali.O trzecie miejsce premiowane awansem już w najbliższy wtorek powalczą drużyny trzeciego w tabeli GKS Katowice z szóstą Olimpią Elbląg oraz czwartej Bytovii Bytów z piątą Resovią. Zwycięzcy tych meczów zagrają o awans w piątek 31 lipca. Wszystkie trzy spotkania transmitowane będą przez TVP Sport.

Kobiece rządy w Widzewie Łódź

W poprzednim sezonie piłkarze łódzkiego Widzewa zawiedli swoich fanów i nie wywalczyli awansu do I ligi. W klubie, który 18 czerwca władzę przejęła Martyna Pajączek, znana w piłkarskim środowisku z rządów w Miedzi Legnica oraz z tego, że została jako pierwsza kobieta w historii wybrana do zarządu PZPN.

W polskim futbolu Martyna Pieniążek zaistniała dzięki właścicielowi Miedzi Legnica, który oddelegował ją ze swojej firmy do pracy w legnickie klubie wkrótce po przejęciu większościowego pakietu jego akcji. Jako prezes Miedzi Pajączek zaistniała też na pezetpeenowskich salonach, wchodząc do władz I ligi, a potem do zarządu PZPN. Musiała zrobić dobre wrażenie na prezesie związku Zbigniewie Bońku, skoro nie mając żadnych wcześniejszych powiązań z widzewskim środowiskiem została prezesem tego zasłużonego klubu. A Boniek najwyraźniej znów rozdaje karty w Widzewie, skoro zdołał ulokować w radzie nadzorczej także swojego wieloletniego współpracownika Władysława Puchalskiego.

Cel tych działań powoli staje się jasny. W mediach od niedawna zaczęły krążyć plotki, że Widzew ma zostać zaoferowany dobrze Bońkowi znanemu Andrei Radrizzaniemu, potentatowi na rynku sportowych praw telewizyjnych, który po sprzedaży swojej firmy MP&Silva w 2016 roku za miliard dolarów lokuje teraz pieniądze w akcjach klubów piłkarskich. Już jest właściciela Leeds United, zabiega o przejęcie Bari, a teraz niemal za darmo może też przejąć Widzew, klub z dużym potencjałem sportowym i marketingowym oraz wielką bazą kibiców. Ale warunkiem jest jak najszybszy powrót do ekstraklasy. I do wykonania tego zadania posłano do Łodzi właśnie panią Pajączek.

Jej pierwsze decyzje wywołały szok, bo nowa szefowa klubu w pierwszej kolejności wywaliła z roboty dyrektora sportowego klubu Łukasza Masłowskiego, a wraz z nim trenera Zbigniewa Smółkę. Pierwszy stracił posadę po dwóch miesiącach pracy, a Smółka ledwie po miesiącu i nawet nie zdążył poprowadzić zespołu w jednym choćby oficjalnym meczu. To pierwszy chyba taki przypadek w historii polskiego futbolu. W jego miejsce zatrudniony został 45-letni Marcin Kaczmarek, w przeszłości szkoleniowiec Olimpia Grudziądz, Pogoń Szczecin, Lechia Gdańsk, Wisły Płock, a ostatnio Bruk-Betu Nieciecza. Dostał jednak kontrakt tylko na rok, z opcją jego przedłużenia w przypadku awansu do I ligi.

Tym razem Widzew pewnie już nie pokpi tak sprawy jak w poprzednim sezonie. Prezes Pajączek zaczęła ściągać do klubu znanych piłkarzy – pierwszym jej transferem jest dwukrotny król strzelców naszej ekstraklasy Marcin Robak, mający na koncie 120 golu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Robak ma wprawdzie już 36 lat, ale wciąż jest w strzeleckiej formie. Podpisał dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia go o jeden sezon, jeśli Widzew awansuje do ekstraklasy.

 

Widzew roztrwonił przewagę

Widzew w 31. kolejce rozgrywek II ligi zremisował 1:1 ze Skrą Częstochowa, marnując rzut karny w końcówce meczu. Był to 10. z rzędu remis łódzkiego zespołu, w efekcie czego spadł na czwarte nie premiowane awansem miejsce.

W połowie sezonu Widzew przewodził w tabeli II ligi mając sześć punktów przewagi nad drugą Elaną Toruń i aż 11 więcej od czwartego GKS Bełchatów. Nic dziwnego, że cieszący się frekwencją na poziomie ekstraklasy łódzki zespół był uważany za pewniaka w walce o awans do I ligi. Ale po serii 10 remisów (z ROW Rybnik, Resovią Rzeszów, Elaną Toruń, Górnikiem Łęczna, Błękitnymi Stargard, Olimpią Elbląg, Pogonią Siedlce, Siarką Tarnobrzeg, Radomiakiem i Skrą Częstochowa i pięciu porażek widzewiacy wypadli z premiowanej awansem czołowej trójki. Na trzy kolejki przed końcem rozgrywek tracą trzy punkty do prowadzącego w tabeli Radomiaka (55 pkt), dwa do drugiego GKS Bełchatów i jeden do trzeciej Elany.

Zarząd łódzkiego klubu na początku kwietnia zwolnił trenera Radosława Mroczkowskiego, którego zastąpił Jacek Paszulewicz, a ostatnio sankcje nałożył na zawodników. W miniony wtorek na pierwszą drużynę została nałożona kara finansowa, a sześciu piłkarzy pierwszej drużyny przesunięto do rezerw. Zwolniono też odpowiedzialnego za przygotowanie fizyczne zawodników Michała Chmielewskiego. Nakazano też zawodnikom „ograniczenie aktywności medialnej”. „Stanowczo podkreślamy, że jakiekolwiek komentarze sugerujące brak zainteresowania zarządu Widzewa bądź piłkarzy promocją do wyższej klasy rozgrywkowej są absolutnie nieuzasadnione” – głosi komunikat. W trzech ostatnich kolejkach rywalami Widzewa będą zespoły walczącego o utrzymanie Ruchu Chorzów, piątej w tabeli Olimpii Grudziądz i wicelidera GKS Bełchatów.

 

 

Mecz legend w II lidze

w 15. kolejce II ligi piłkarskiej 14-krotny mistrz Polski Ruch Chorzów zmierzył się z czterokrotnym mistrzem Widzewem Łódź. Starcie dwóch legendarnych klubów, które obejrzało blisko 10 tys. widzów, wygrali łodzianie 3:1.

 

Druga liga to w naszym kraju de facto zaledwie trzeci poziom rozgrywkowy. Widzew znalazł się tu po awansie z niżej ligi, bo łódzki klub po upadku odrodził się od podstaw i dzięki niezwykłej mobilizacji swoich kibiców. Klub na każą rundę sprzedaje ponad 17 tysięcy karnetów, zapewniając sobie tym praktycznie komplet widzów na mogącym pomieścić ok 17,5 tys widzów nowoczesnym stadionie) konsekwentnie zmierza do ekstraklasy. Ruch natomiast odwrotnie – w poprzednich dwóch sezonach zaliczał tylko spadki i w efekcie w dwa lata z ekstraklasy spadł do II ligi. W tej klasie rozgrywkowej chorzowianie też nie radzą sobie najlepiej, bo po 15. kolejkach zajmują dopiero 10. lokatę z przewagą ledwie dwóch punktów nad zespołami ze strefy spadkowej.

Widzewiacy są w zgoła odmiennej sytuacji, bo przegrali dotąd tylko jedno spotkanie, trzy zremisowali, a pozostałe 11 wygrali, więc prowadzą w tabeli z dorobkiem 36 punktów i solidna przewagą nad ścigającymi ich ekipami Elany Toruń i GKS Bełchatów. Wygrywając 3:1 w Chorzowie łodzianie odskoczyli Ruchowi w ligowej tabeli już na 19 „oczek”.

Kibice „Niebieskich” żyją w zgodzie z fanami Widzewa, ale mimo to od swojej drużyny oczekiwali zwycięstwa. Na próżno. Dzisiejszy Ruch jest zlepkiem więcej niż przeciętnych graczy, którzy mimo chęci nie potrafili stawić czoła nakręconym zwycięstwami widzewiakom. Nawet honorową bramkę dla Ruchu zdobyli gracze przyjezdni po golu samobójczym w 72. minucie. Najpierw jednak sami jeszcze do przerwy bez trudu wbili chorzowianom trzy bramki.

 

Ostatni występ Fryzjera

Sześciu lat więzienia domaga się prokuratura dla Ryszarda F. ps. „Fryzjer”, głównego oskarżonego w toczącym się przed wrocławskim sądem procesie dotyczącym korupcji w polskim futbolu. Oprócz niego na ławie oskarżonych zasiada 30 osób.

 

W poniedziałek przed wrocławskim sąd rozpoczęły się mowy końcowe w procesie, w którym na ławie oskarżonych oprócz Ryszard F. zasiadło 30 innych postaci ze świata polskiego futbolu. O zakończeniu procesu poinformował też dziennikarz Dominik Panek, który od samego początku wytrwale dokumentuje działania wrocławskiej prokuratury w sprawie afery korupcyjnej na swoim blogu pilkarskamafia.blogspot.com. Ryszard F., ps. „Fryzjer”, były działacz Amiki Wronki (1992-2000) i Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej, oskarżony jest o założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która działała w polskim futbolu w latach 2003-2006. Ryszard F. ma postawionych łącznie 111 zarzutów. W tym procesie prokuratorzy zażądali dla niego kary sześciu lat pozbawienia wolności. Kar od 1,5 roku do 3 lat pozbawienia wolności prokuratura żąda też dla 23 innych osób, którym postawiono zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się proponowaniem, wręczaniem i przyjmowaniem łapówek za ustawianie meczów piłkarskich.

Na tej liście znajduje się 16 byłych arbitrów piłkarskich, w tym sędziowie międzynarodowi Grzegorz G. i Jacek G., byli obserwatorzy PZPN, w tym Wit Ż., znany z magazynu ligowego stacji Canal+ oraz były członek zarządu PZPN Henryk K. Wśród oskarżonych znaleźli się też m. in. byli reprezentanci Polski Waldemar K. i Piotr R.

Szef Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu prokuratur Robert Tomankiewicz w wygłoszonej w poniedziałek mowie końcowej powiedział m.in.: „To proces, który kończy się jako jeden z ostatnich. Prokuratura ze względu na skalę przestępczego procederu skierowała do sądów w całym kraju kilkadziesiąt aktów oskarżenia, zapadło już kilkadziesiąt wyroków. W postępowaniu przygotowawczym badaliśmy ponad 100 zdarzeń korupcyjnych. Na podstawie tych badań udało się w pełni odkodować korupcyjne mechanizmy i zachowania sprawców”.

Prokurator Tomankiewicz podkreślił też, że kluczowe znaczenie dla pokazania mechanizmów korupcyjnych był wykaz połączeń telefonicznych oskarżonych. „Bilingi były kluczowe, ponieważ Ryszard F. i jego wspólnicy zorganizowali przedsiębiorstwo korupcyjne tak perfekcyjnie, że F. nie musiał jeździć na mecze, by dopilnowywać transakcji”– zapewniał. Oskarżeni mieli uczestniczyć w ustawianiu meczów m.in. Lecha Poznań, Pogoni Szczecin, Podbeskidzia Bielsko-Biała, Kujawiaka Włocławek, Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, KSZO Ostrowiec, Górnika Polkowice, Widzewa Łódź, Zawiszy Bydgoszcz, Odry Opole, Kotwicy Kołobrzeg.

 

Smudzie puściły nerwy

Mecz Widzewa z Lechią Tomaszów Mazowiecki mógł przesądzić o awansie łodzian do II ligi. Ale zespół Franciszka Smudy mimo dopingu ponad 17 tysięcy fanów tylko bezbramkowo zremisował.

 

Smuda schodził z boiska przy akompaniamencie gwizdów ponad 17 tysięcy sfrustrowanych wynikiem kibiców. Fani głośno domagali się aby podszedł pod trybuny i wytłumaczył się ze słabej gry zespołu, ale były selekcjoner reprezentacji Polski nie miał na to ochoty. Był tak wściekły, że zrugał grubymi słowami trenera Lechii Bogdana Jóźwiaka (ponoć powiedział do niego: „Sp…..j! Nie będę się z tobą równał, gówniarzu!”) i nawet nie podał mu ręki. Smuda nie pojawił się też na konferencji prasowej, na którą posłał swojego asystenta Marcina Broniszewskiego. Informację o skandalicznym potraktowaniu trenera Jóźwiaka przez Smudę przekazał rzecznik prasowy Lechii Dawid Saj. Obrażony szkoleniowiec zespołu z Tomaszowa skwitował incydent ze spokojem: „Mam duży szacunek dla trenera Smudy, ale szkoda, że nie wytrzymał ciśnienia. Jak się nie wygrywa, to trzeba mieć pokorę i szacunek dla przeciwnika. Dlatego życzę trenerowi Smudzie przede wszystkim zdrowia, bo widzę ile go praca na tak niskim szczeblu rozgrywek kosztuje”.

Podział punktów w tym arcyważnym dla obu zespołów meczu na szczycie I grupy III ligi odkłada sprawę awansu do ostatniej kolejki. Lechia i Widzew mają tyle samo punktów na koncie – po 71, ale w ostatniej serii spotkań Lechia Tomaszów Mazowiecki podejmować będzie u siebie MKS Ełk, natomiast Widzew zagra na wyjeździe z Sokołem Ostróda. Te dwa zespoły mają jeszcze o co się bić, bo obu grozi degradacja do niższej ligi, a zatem nic dziwnego, że „Franzowi” Smudzie puściły nerwy. Awans Widzewa już nie jest taki oczywisty.