Co zrobić z tym barszczem?

To nie zupa lecz roślina. Rośnie w niepohamowany sposób, jest groźna dla ludzi i zwierząt, a mięso i mleko bydła, które się go naje ma anyżowy posmak.

Mamy problem z barszczem Sosnowskiego i bardzo podobnym do niego, rzadko rozróżnianym barszczem Mantegazziego. Są to szkodliwe rośliny inwazyjne, pochodzące z rejonu Kaukazu – niezwykle trudne do zwalczania, łatwo zajmujące nowe tereny, powodujące degradację środowiska przyrodniczego i eliminację innych roślin. Są przy tym są niebezpieczne dla ludzi i zwierząt, gdyż ich soki oraz wydzielane przez nie w ciepłe dni związki mogą powodować poważne oparzenia II i III stopnia.
Jak to Polacy, jesteśmy teraz mądrzy po szkodzie. Ale czterdzieści lat temu uprawa barszczu Sosnowskiego była uznawana za sposób zapobieżenia niedoborom pasz – i szansę na dalszy rozwój hodowli zwierząt. Barszcze kaukaskie w przeszłości były ponadto rozpowszechniane u nas jako rośliny ozdobne i miododajne.
W latach 70. i 80. poprzedniego wieku barszcz Sosnowskiego uprawiano praktycznie w całej Polsce, jako roślinę pastewną. Zwierzęta karmione tą paszą dawały mleko i mięso o anyżowym posmaku, co zapewne odpowiadało zwolennikom anyżówki, ale generalnie nie wzbudzało aprobaty. Po kilkunastu latach zaprzestano więc jego uprawy. Nie zaszkodziło mu to. Barszcz Sosnowskiego i Mantegazziego z biegiem lat zajmował nowe tereny i obecnie występuje praktycznie w całej Polsce. Nigdy nie przeprowadzono skutecznej likwidacji istniejących stanowisk tych roślin.
Roślinę tę sklasyfikowano w 1944 r. Opisała i zbadała ją radziecka botaniczka Ida Panowna Mandenowa. Barszczowi dano nazwisko rosyjskiego botanika, badacza flory Kaukazu, Dmitrija Iwanowicza Sosnowskiego, Zasłużonego Działacza Nauki Gruzińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej . Do końca lat 70 dwudziestego wieku barszcz wprowadzany był do uprawy w różnych krajach bloku wschodniego jako roślina pastewna. Do Polski trafił w latach 50. jako „dar uczonych radzieckich z Wszechzwiązkowego Instytutu Uprawy Roślin w Leningradzie”.
Prowadzone w naszym kraju badania wskazują, że jeśli nie podejmie się skutecznego zwalczania barszcze kaukaskie będą rozprzestrzeniać się szybko, zajmując nowe tereny wokół występujących już stanowisk. Z monitoringu prowadzonego przez ośrodki naukowe i organizacje pozarządowe wynika, że efektywność dotychczasowego zwalczania barszczy kaukaskich jest niewielka i rośliny te nadal się rozprzestrzeniają. Ze względu na zawartość substancji toksycznych nie powinny one być spalane w niekontrolowanych warunkach ani poddawane kompostowaniu.
W 2014 r. , za rządów PO-PSL, na zlecenie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska opracowano wytyczne dotyczące zwalczania barszczu Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi) i barszczu Mantegazziego (Heracleum mantegazzianum) na terenie Polski. W wytycznych przedstawiono charakterystykę barszczy kaukaskich, w tym historię, stan i prognozę inwazji gatunku w Polsce, oraz metody ich zwalczania.
Jedną z propozycji jest konieczność traktowania odpadów uzyskiwanych w wyniku zwalczania barszczy kaukaskich jako niebezpiecznych. O powstaniu wytycznych zostały oficjalnie poinformowane wszystkie gminy. Te, by podnieść świadomość mieszkańców, zamieszczały na swoich stronach internetowych informacje o sposobie postępowania z tymi roślinami. Informacje o barszczach kaukaskich zamieszczano również na tablicach ogłoszeń oraz w prasie lokalnej. Przekazywane były także do szkół i przedszkoli – lub organizowano w nich prelekcje. W miejscach, w których występowało duże natężenie ruchu zamieszczano tablice ostrzegawcze. Zrobiono więc sporo, ale gdy władzę objęło Prawo i Sprawiedliwość, te działania zostały zarzucone.
Podobieństwo barszczu Sosnowskiego i barszczu Mantegazziego powoduje, że są one trudne do rozróżnienia. Jednym ze sposobów zwalczania tych roślin jest ich koszenie, wskutek którego odrastające osobniki są zazwyczaj mniejsze i mniej masywne, przez co zacierają się główne różnice w ich wyglądzie. Dodatkowo oba typy barszczy występują na tych samych terenach. Dlatego też często rośliny te traktowane są łącznie i uznawane za barszcz Sosnowskiego.
Barszcze kaukaskie osiągają nawet pięć metrów wysokości, mają masywne liście, grube łodygi i potężne korzenie. Kwitną w okresie czerwiec-sierpień, wydając nawet 100 000 nasion, które rozprzestrzeniają się zarówno z wiatrem, jak i wodą.
Mimo licznych starań, głównie samorządów, bo rząd PiS nie zauważa problemu, barszcze kaukaskie zajmują coraz większy obszar Polski. Dotychczasowe próby likwidacji stanowisk tych roślin nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. I nic dziwnego, bo jak to u nas, zabieramy się do tego nieudolnie, wyrywkowo, bez zorganizowania przemyślanych działań.
„Brak całościowej diagnozy zagrożenia barszczami Sosnowskiego i Mantegazziego, niezdefiniowanie niezbędnych działań związanych z ich zwalczaniem, brak spójnego i całościowego systemu nadzoru oraz finansowania ich niszczenia jak również brak kompleksowych działań zwalczających to główne przyczyny rozprzestrzeniania się tych niezwykle groźnych dla życia i zdrowia roślin” – krytycznie stwierdza Najwyższa Izba Kontroli.
Najważniejszym problemem jest oczywiście brak pieniędzy, coraz dotkliwszy w sytuacji, gdy w kulejącym budżecie naszego państwa pojawiają się wciaż rosnące niedobory.
Dotychczas nie opracowano spójnego i całościowego systemu finansowania zwalczania barszczy kaukaskich. Środki na zwalczanie przekazywane były przez Narodowy i Wojewódzkie fundusze ochrony środowiska i gospodarki wodnej oraz w ramach projektów unijnych. Jednakże Narodowy Fundusz, w przypadku barszczy kaukaskich działał incydentalnie – i nie było szerszego programu postępowania z tymi roślinami. Z powodu ograniczonego planu eliminacji barszczy kaukaskich NFOŚiGW unieważnił zresztą w 2015 r. nabór wniosków o dofinansowanie zwalczania barszczy.
Poszczególne wojewódzkie fundusze przyjęły odmienne systemy dofinansowywania walki z tymi roślinami, a niektóre w ogóle nie przeznaczały środków na ich zwalczanie. Przykładem może być WFOŚiGW w Białymstoku. W 2018 r., mimo uruchomienia skierowanego do gmin województwa podlaskiego programu dotacyjnego, nie wpłynął żaden wniosek o dofinansowanie i w rezultacie program został zamknięty. W 2019 r. WFOŚiGW w Olsztynie nie opracował programu dotacyjnego na zwalczanie barszczy kaukaskich, argumentując swoją decyzję nikłym zainteresowaniem gmin takim dofinansowaniem oraz ograniczonymi środkami Funduszu. W latach 2017-2018 o środki z Funduszu na likwidację barszczy kaukaskich starało się na przykład zaledwie pięć oraz sześć gmin z terenu województwa warmińsko-mazurskiego.
„W ocenie NIK jednym z powodów niskiego zainteresowania dofinansowaniem zwalczania barszczy kaukaskich może być brak wiedzy w samorządach o możliwości ubiegania się o takie środki. Z badania kwestionariuszowego wynika, że /…/ ponad połowa gmin, które nie ubiegały się o dofinansowanie nie wiedziało o możliwości uzyskania takiego wsparcia. Potwierdziły to wyniki kontroli” – stwierdza NIK.
Barszcze kaukaskie najczęściej zwalczane są poprzez koszenie (powtarzane kilkakrotnie w trakcie sezonu wegetacyjnego) lub opryski chemiczne. Nie wszystkie gminy zwalczają jednak barszcze kompleksowo i systematycznie. Rezultaty są więc dalekie od oczekiwań. Niektóre gminy zwalczały barszcze kaukaskie wyłącznie na terenach będących formalnie w ich zarządzie, obejmując działaniami zaledwie kilka lub kilkanaście procent terenów zajętych przez stanowiska tych roślin. Tymczasem właściciele nieruchomości chętnie udostępniają je w celu zwalczania roślin, ponieważ ze względu na wysokie koszty i ryzyko poparzenia nie chcą robić tego samodzielnie.
W ocenie NIK, brak przepisów wskazujących podmiot zobowiązany do usuwania barszczy kaukaskich z terenów, które nie są w zarządzie gminy uniemożliwia prawidłowe zwalczanie tych roślin. Brak takich regulacji utrudnia również właścicielom nieruchomości, poszkodowanym na skutek zaniechania zwalczania tych roślin przez właścicieli nieruchomości sąsiednich, skuteczne dochodzenie swoich praw. Granica działki przecież nie chroni przed emisją substancji toksycznych ani rozprzestrzenianiem się nasion.
Brak jest również jednoznacznych przepisów prawa określających właściwy sposób utylizacji pozostałości barszczy po przeprowadzonych zabiegach. W rezultacie, tylko w niektórych gminach poddawano je zniszczeniu.
Wszystkie te zaniedbania sprawiają, że Heracleum Sosnowskyi oraz jego mniej znany towarzysz Mantegazzi mają się doskonale w naszym kraju. Są one od wielu lat objęte prawnym zakazem uprawy i rozmnażania na terenie Polski, ale z powodzeniem same to robią.