DUDA GRACZ

Duda Gracz (1) (Jerzy) wszedł do historii malarstwa polskiego za życia. Duda gracz (z ligi mistrzów prawa), wszedł do podręczników, też za życia. Pierwszy portretował kolesi Drugiego, nie wiedząc, że dopiero przyjdą na świat.

Oto kobieta leżąca na pastwisku. W podkolanówkach, z trykotem noszącym sprane litery LOWE, słucha radia tranzystorowego (ojca Rydzyka). Tak wygląda, jak gdyby jadła nawet przez sen. Spódniczka jest na niej za krótka. To parafraza obrazu Józefa Chełmońskiego, w którego „Babim lecie” dziewczyna ma długą, białą szatę, piękną buzię, rozmarzone oczy, a w wyciągniętej rączce – białą nić. Leżąca posłanka oczy ma podpuchnięte, uda spasione, a za plecami zamiast Psa widać jej znajome Krowy. Obraz Chełmońskiego z 1875 to klasyka realizmu. Obrazy Dudy Gracza to inauguracja surrealizmu postsocjalistycznego.
Ten sam kierunek widzimy we współczesnym polskim prawie. Ustawodawcy wchodzą w buty Dudy Gracza licząc na przychylność Dudy gracza. Profesorowie Stępień, Strzembosz i Zoll mówią o tym tak: jest to „możliwość blokowania wyroków przez czterech sędziów w trakcie trwania procesu”, „to duży krok w kierunku Republiki Białoruskiej”, „mamy do czynienia z końcem ustroju, który można określić mianem demokratycznego państwa prawa”.
Poczynania reprezentacji Suwerena, który najwidoczniej uchlał się licząc na kolejne 500 złotych, ocenili w sposób druzgocący wszyscy najwybitniejsi prawnicy polscy i wszystkie instytucje prawnicze naszego ciągle jeszcze dumnego, ale coraz bardziej śmiesznego państwa. Na ile język dyplomatyczny na to pozwala, złośliwą i mściwą amatorszczyznę legislacyjną zmiażdżył w Warszawie prezydent Barack Obama, skądinąd prawnik-konstytucjonalista. Uczynił to w obecności prezydentów, premierów i ministrów z 60 państw. Duda gracz liczył na to, że może Amerykanin nie ujawni, o czym rozmawiali. Nie udało się. Duda malarz to przewidział. Na wystawie w Toruniu (jeszcze nieekskomunikowanej) wisi tryptyk z roku 1973 zatytułowany Motyw polski – sąd ostateczny. W centralnej części obrazu widzimy sześćdziesięcioletnich Adama i Ewę pod drzewem, z którego zwisa wąż. Ewa przypomina Miss Sycowa, Adam jest natomiast samoobronnym, ironicznym autoportretem Dudy. U szczytu niby ołtarza, wśród chmur, wiszą zwoje mózgowe, które nie mogą sobie wyobrazić tego, do czego dojdzie.
Mamy na wystawie jeszcze jedną parafrazę Chełmońskiego, który pozostawił po sobie czterech jeźdźców Apokalipsy i zatytułował ich po prostu Czwórka. U Dudy Gracza Czwórka jest Trójką, ponieważ dwa plus dwa równa się dzisiaj w Polsce pięć. Jeden dyszel to MON, drugi – MSZ. Powinien być trzeci – MSW. Woźnicy nie ma. Nie widać go. Ryksiarze ciągną w galopie beczkę, zajmując się czymś, co Andrzej Olechowski nazwał terminem „gówniarstwo”.
To, co malują artyści, istnieje w rzeczywistej przestrzeni. Z DUDAMI GRACZAMI jest odwrotnie.
To, co istnieje w dzisiejszej przestrzeni, wyszło z obrazów Dudy Gracza i weszło do klubu Dudy gracza. A mówi się: Gombrowicz by tego nie wymyślił!…

(1) Recenzja z wystawy „Jerzy Duda Gracz” w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu 2016.