Jak PiS „unowocześnia” branżę węglową

Fot. W kopalni Wieczorek do 2015 r. prowadzono podziemne zgazowanie węgla. Projekt upadł, a w bieżącym roku zdecydowano o likwidacji kopalni.

 

 

Nieumiejętność kontynuowania tego co już zrobiono, składanie obietnic bez pokrycia i przedstawianie dokonań poprzedników jako własnych – tak wygląda wdrażanie innowacyjności w gospodarce.

 

We wtorek 3 grudnia na szczycie klimatycznym w Katowicach premier Mateusz Morawiecki mówił o tym, że Polska stawia na innowacyjność i wdraża nowatorskie technologie energetyczne.
Takie zapowiedzi to stały punkt obietnic rządu PiS. Wcześniej Beata Szydło głosiła, iż polski węgiel będzie w przyszłości synonimem nowoczesności, a minister energii Krzysztof Tchórzewski oświadczał, że będziemy pierwsi w Europie jeśli chodzi o czyste technologie węglowe, zaś rząd potrafi „zmienić czarne złoto w sukces”, stosując nowoczesne technologie węglowe.
Akurat! Jest dokładnie odwrotnie! Nowoczesne technologie węglowe to Polska rozwijała w latach 70-tych, ale na pewno nie teraz. Jeszcze w czasach rządów PO-PSL faktycznie szukano możliwości wdrożenia innowacyjnych metod przerobu węgla. To się jednak skończyło, gdy rządy objęła ekipa z Prawa i Sprawiedliwości.

 

Piekło brukowane dobrymi intencjami

Dziś na czasie są obietnice – ale nie ma chęci do pracy, wiedzy ani umiejętności organizacyjnych, koniecznych do modernizowania naszej gospodarki. Skutki tej indolencji bardzo dobrze widać właśnie w naszym sektorze węglowym.
Rząd PiS oczywiście nie chwalił się tym, że już dawno wygasł list intencyjny, podpisany w kwietniu ubiegłego roku przez dwie państwowe firmy: chemiczną Azoty i energetyczną Tauron, dotyczący budowy naziemnej instalacji zgazowania węgla w elektrowni Kędzierzyn.
Inaczej było w 2017 r., gdy ów list podpisywano. Rządowi dosyć łatwo jest nakłonić państwowe firmy do zawarcia umów nośnych propagandowo. Głoszono więc wówczas, że jest to widoczny wyraz wdrażania innowacyjnych technologii w naszym sektorze węglowym. Okazało się, że z tego wdrażania węglowej nowoczesności nic nie wyszło.
Warto tu dodać, że na świecie naziemne instalacje zgazowania węgla (czyli przerabiania go na wysoce energetyczny metan) nie są czymś niezwykłym. Od kilkunastu lat z powodzeniem funkcjonują w krajach ze sporymi złożami węgla kamiennego, takimi jak RPA, Chiny czy USA. Tam się udało – u nas, pod rządami PiS jakoś nie wyszło.
Dziś PiS-owscy prominenci milczą na temat inwestycji w Kędzierzynie. Ale szefowie obu tych państwowych firm coś muszą odpowiadać na pytania dziennikarzy. Mówią więc, jak prezes Taurona, że list intencyjny wprawdzie wygasł, ale projektu bynajmniej nie zarzucono, jest kontynuowany – lecz jego liderem są Azoty i od nich zależy realizacja inwestycji w Kędzierzynie.
Natomiast wiceprezes Azotów opowiada, że trwają rozmowy z Tauronem dotyczące podpisania umowy, na mocy której temuż Tauronowi zostaną przekazane materiały na temat projektu instalacji zgazowania węgla w Kędzierzynie. I dodaje, że w przyszłości obie firmy zdecydują, czy kontynuować przedsięwzięcie.
Z tych wywodów wynika – czego dowiodło też wygaśnięcie listu intencyjnego – że obie firmy nie mają intencji realizowania tej inwestycji, że nie są w stanie sobie z nią poradzić i że powstanie instalacji zgazowania węgla w Kędzierzynie zostaje odłożone na święty nigdy. Nie zostało to wprawdzie wyraźnie sformułowane, ale sens obu wypowiedzi jest oczywisty.
I tak właśnie wygląda wdrażanie nowoczesnych technologii węglowych w wydaniu PiS. W innych krajach funkcjonują instalacje naziemnego zgazowania węgla – u nas rząd nie umie doprowadzić do ich zbudowania.

 

Likwidowanie idzie sprawnie

Jeszcze większą klapą obecnej ekipy stał się projekt podziemnego zgazowania węgla. To kolejny krok w nowoczesność, polegający na tym, że przetworzenia węgla na gaz dokonuje się nie na powierzchni (jak miało to być robione w Kędzierzynie) lecz pod ziemią, przy pokładach węgla, co pozwala na ograniczenie niemal do zera emisji szkodliwych oparów.
Tę, rzeczywiście innowacyjną technologię postanowił wdrożyć rząd Platformy Obywatelskiej. W katowickiej kopalni Wieczorek (warto, by uczestnicy szczytu klimatycznego się tam wybrali, mają przecież niedaleko) rozpoczęto unikalną próbę podziemnego zgazowana węgla, pierwszą w Polsce, odbywającą się w czynnej kopalni.
Podziemne zgazowanie w Wieczorku było realizowane w ramach programu badawczo-rozwojowego „Zaawansowane technologie pozyskiwania energii”, sfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Należy o tym przypominać, aby pokazać, że gdy rząd PiS mówi o nowatorskich technologiach, to powołuje się głównie na to, co już zrobili jego poprzednicy.
Próba w kopalni Wieczorek trwała do 2015 r. przerobiono 250 ton węgla na prawie milion metrów sześciennych metanu. Wynik uznano za obiecujący, choć podziemny gaz okazał się mniej kaloryczny niż oczekiwano.
Mówiono o kontynuacji eksperymentu ale już na większą skalę, by ocenić, jak nowa technologia sprawdzi się w warunkach zbliżonych do przemysłowych. Planowano opracowanie kompletnego projektu technologicznego i wstępnego studium wykonalności.
Przyszły jednak wybory, zwyciężyło PiS – i skończyły się zamiary budowy instalacji podziemnego zgazowania węgla w kopalni Wieczorek. Obecna ekipa nie była w stanie kontynuować działań poprzedników.
Wkrótce Najwyższa Izba Kontroli oceniła, że wdrożenie technologii podziemnego zgazowania węgla na większą skalę będzie w Polsce niemożliwe przed 2030 r. – a niewykluczone, że okaże się niemożliwe i później.
Nasi prominentni naukowcy sugerują zaś, że przy procesie zgazowania węgla warto skorzystać z zagranicznych licencji. Szkoda, że sami nie umieją stworzyć licencji, którą inne kraje mogłyby od nas kupować.
Natomiast wiosną tego roku postanowiono, że KWK Wieczorek zostaje zlikwidowana. I, w przeciwieństwie do PiS-owskich obietnic zbudowania czegokolwiek, likwidacja tej kopalni postępuje sprawnie.

 

My sami to wszystko wymyślamy

Nie znaczy to jednak, że o koncepcji podziemnego zgazowania węgla w Polsce już się nie mówi.
Przeciwnie, w lipcu bieżącego roku ogłoszono – przedstawiając to już jako własny PiS-owski projekt – że naukowcy z Polski, Czech, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii wspólnie zbadają potencjał pozyskiwania metanu z pokładów węgla, z zamiarem późniejszego podziemnego zgazowania tego surowca w złożu.
Tak więc, wkrótce z „publicznych” rządowych mediów zapewne się dowiemy, że za sprawą rozwijania innowacyjnych technologii przez rząd PiS, w Polsce rozpoczną się próby podziemnego zgazowania węgla – i że nasz kraj, dzięki obecnemu światłemu kierownictwu, staje na czele technologicznych przemian w europejskiej energetyce.
O tym, że koncepcję podziemnego zgazowania węgla opracowano i przetestowano już za sprawą poprzedników PiS, nie będzie oczywiście ani słowa.

Zanim się zapali

Na podpalaczy nie ma rady, ale ryzyko wybuchu pożaru z innych przyczyn, jesteśmy w stanie zminimalizować.

 

Wysypiska śmieci to tylko drobny fragment naszej ognistej całości. W 2017 r. w Polsce wybuchło 125 871 pożarów z czego ponad 30 000 było spowodowanych nieostrożnym posługiwaniem się ogniem przez człowieka.
Nieprawidłowa obsługa urządzeń grzewczych spowodowała wybuch 13 368 pożarów, podczas gdy wady urządzeń i instalacji elektrycznych przyczyniły się do 5 261 takich zdarzeń, zaś nieprawidłowa eksploatacja takiego sprzętu – do 455 .
Nic to w porównaniu z podpaleniami, z którymi mieliśmy do czynienia w ubiegłym roku aż 40 132 razy.

 

Z naszej winy

Wszystkie te dane jasno pokazuję, że za większość pożarów odpowiada człowiek – nieświadomie lub świadomie. Jak więc postępować, by zminimalizować ryzyko strawienia przez żywioł naszego domu?
Z podpalaczami raczej trudno sobie poradzić. Niewykluczone, że skuteczną metodą byłoby, zgodnie z kodeksem Hammurabiego, wrzucanie ich do płonącego budynku, który podpalili. Mogłoby to w szczególności dotyczyć osobników, którzy w celu cieszenia się rozniecanym ogniem, wstąpili w szeregi Ochotniczej Straży Pożarnej. W tym celu trzeba by jednak złapać podpalaczy na gorącym uczynku, co bynajmniej nie jest takie proste.
Pożar jest jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla naszego domu i życia. W częstych niestety przypadkach może doprowadzić do utraty całego majątku i dorobku.
Istnieje naturalnie kilka prostych zasad, którymi powinniśmy się kierować, aby zmniejszyć ryzyko zaprószenia ognia. Niby są one oczywiste, ale ciągle zapominamy o ich przestrzeganiu.

 

Wtyczka, głupcze

Przede wszystkim jeśli opuszczamy na dłużej (czyli praktycznie na okres powyżej jednego dnia) mieszkanie, a szczególnie jeśli udajemy się na wakacje, pamiętajmy o wyłączeniu z kontaktu nie tylko żelazek, lecz całego sprzętu AGD i RTV, w tym także i komputerów. Koniecznie także należy zakręcić zawór gazu.
Co zaś do żelazek i innych urządzeń nagrzewających się do wysokich temperatur – takich jak piecyki elektrycznego czy tostery – wyłączajmy je jak tylko skończymy z nich korzystać. Wydaje się to oczywiste, ale statystyki pożarnicze wciąż pokazują, że dochodzi do częstych pożarów w wyniku zostawienia włączonego żelazka czy grzałki.
Jeśli mamy problem z zapamiętaniem, czy na pewno to zrobiliśmy, warto po wyłączeniu odstawiać urządzenie w inne miejsce, oddalone od miejsca użytkowania, albo po prostu, wyłączając – powiedzieć do siebie głośno: „wyłączam żelazko”. Ułatwi to nam wydobycie tego momentu z ulotnej pamięci. Gorzej z papierosami – dlatego nie zostawiajmy nigdzie niedopałków, lecz po prostu wrzucajmy je do sedesu.

 

Kontrolujmy instalacje

Dużym ułatwieniem pozwalającym na poprawę bezpieczeństwa różnych urządzeń elektronicznych będzie połączenie ich do tzw. listwy przeciwprzepięciowej. Wtedy nie będziemy musieli wyciągać z kontaktów kolejnych wtyczek.
Listwa taka jest wyposażona we włącznik oraz bezpieczniki topikowe chroniące przed nadmiernym wzrostem natężenia prądu, a często także w stabilizator napięcia, który likwiduje mniejsze impulsy napięciowe.
Co może być ważne, taka listwa ochroni podłączony do niej sprzęt również przed zagrożeniami wynikającymi z wyładowań atmosferycznych.
Nie bez znaczenia dla naszego bezpieczeństwa jest również stan instalacji elektrycznych oraz gazowych. Pamiętajmy więc o regularnych kontrolach, które zgodnie z przepisami (Prawo Budowlane z dnia 7 lipca 1994 r.) powinny się odbywać co najmniej raz na pięć lat w przypadku instalacji elektrycznej oraz raz w roku w przypadku instalacji gazowej i przewodów kominowych. Wydaje się jednak, że nierzadko te terminy nie są zachowywane.

 

Kombinerki z izolacją

Ponadto, pod żadnym pozorem nie dokonujmy napraw na własną rękę, a zwłaszcza nie zastępujmy bezpieczników spinaczami, co wciąż niekiedy się zdarza.
W momencie wystąpienia jakiejś awarii zawsze korzystajmy z pomocy specjalisty, a jeśli jednak już koniecznie chcemy powalczyć z jakimś zwarciem, załóżmy rękawiczki i używajmy kombinerek posiadających dobrze izolowane uchwyty (zwykle jest na nich napis, że do 300 volt).
Każdy z domowników powinien również wiedzieć, w jaki sposób odciąć prąd lub gaz w sytuacji zagrożenia pożarem – co jednak może okazać się niewykonalne przy niesprawnie działających instalacjach.
Oczywiście nie wszystkie zagrożenia jesteśmy w stanie wyeliminować – jak na przykład te wynikające z uderzeń piorunów czy działania osób trzecich. W takich sytuacjach zawsze trzeba zawczasu przypominać sobie słowa premiera Włodzimierza Cimoszewicza sprzed ponad dwudziestu już lat, ale ciągle aktualne: „Trzeba było się ubezpieczyć”.

 

Polisa też się spali

Na szczęście coraz więcej Polaków ma świadomość czyhających ognistych niebezpieczeństw i decyduje się na stosowne ubezpieczenie mieszkania – z badania Kantar Public wynika, że aż 80 proc. z nas ma już taką polisę, obejmującą również skutki pożaru.
Co może być przydatne – szczególnie w związku z wspomnianą wcześniej potrzebą korzystania z usług specjalistów w momencie awarii instalacji – tego rodzaju polisy oferują obecnie również pakiety assistance. Dzięki nim możemy skorzystać z pomocy specjalistów naprawiających sprzęt AGD i RTV czy komputery, lub, co najważniejsze – instalacje elektryczne i gazowe.
Żadna polisa oczywiście nie ochroni nas przed ogniem, a najprawdopodobniej spali się razem z naszym mieszkaniem, ale przynajmniej dostaniemy wtedy jakieś odszkodowanie. Sami powinniśmy zadbać o bezpieczeństwo naszego domu. Takie rozwiązania jak zakup skutecznej gaśnicy czy zainstalowanie czujników dymu, mogą okazać się bardzo przydatne.
Przede wszystkim chodzi jednak o wpojenie właściwych zachowań, bo wtedy łatwiej uporamy się z ewentualnym zagrożeniem. Pamiętajmy, że skoro to my, ludzie, jesteśmy powodem większości pożarów, to także i my możemy zminimalizować ryzyko ich wybuchu.