Co trafiło Senyszyn? Wywiad

Z Joanną Senyszyn, liderką lewicy w wyborach do Sejmiku Województwa Pomorskiego, rozmawia Dariusz Cychol.

 

Joanna Senyszyn kandyduje na radną Sejmiku Województwa Pomorskiego z listy nr 5 SLD – Lewica Razem z okręgu nr 2 – Gdyni, Sopotu oraz powiatów puckiego i wejherowskiego.

 

Szanowna Pani Profesor…

Przestań się wygłupiać (śmiech).

 

Przepraszam, chciałem, żeby było oficjalnie. Czy Twoim zdaniem Bóg istnieje?

Wielu jest przekonanych, że istnieje, ale zarazem coraz rzadziej spotyka się ludzi wierzących w religijne opisy stworzenia świata. Kopernik obalił teorię geocentryczną, a Darwin uświadomił, że jesteśmy efektem ewolucji, a nie najdoskonalszym dziełem stworzenia. Należę do obecnie najliczniejszej na świecie grupy ludzi, którzy nie potrzebują Boga ani do życia, ani do rozumienia świata.

 

Pytam, bo na wózku wyglądasz jakby Cię grom trafił…

Coś mnie faktycznie trafiło, ale na pewno nie grom i nie z jasnego nieba. Kiedy się przewróciłam i połamałam, był ciemny, styczniowy wieczór, błyskawice nie rozświetliły nieba, nie grzmiało. Zresztą obecnie, nawet według ludzi wierzących, Bóg nie ciska już piorunami i nie karze za grzechy trzęsieniami ziemi, huraganami, powodziami, suszami, zarazami, choć faktycznie zdarzają się księża, którzy wciąż takie absurdy wmawiają wiernym. Po prostu wypadki chodzą po ludziach i to częściej nieszczęśliwe niż szczęśliwe. Miałam wyjątkowego pecha, bo kiedy w czerwcu, po poważnej operacji i kilkumiesięcznej rehabilitacji, pierwszy raz wybrałam się do miasta o własnych siłach, upadłam i wszystko zaczęło się od początku. Jestem po kolejnej operacji w gdyńskim szpitalu i w trakcie bolesnej rehabilitacji. Za miesiąc, może dwa wstanę z wózka i będę chodzić o kulach, aż dojdę do pełnej sprawności. Na szczęście głowa cały czas pracuje bez zarzutu i mam już mnóstwo pomysłów na lepsze zarządzanie naszym województwem.

 

Czy „przykucie” do wózka nauczyło Cię czegoś? Spokorniejesz?

Będę bardziej uważać i częściej spoglądać pod nogi. A tak poważnie, to przekonałam się na własnej skórze, z jakimi trudnościami borykają się osoby przykute do łóżka, wózka inwalidzkiego, poruszające się z balkonikiem lub o kulach. To niewyobrażalne dla zdrowych. Najprostsze czynności są problemem. Z kulami wprawdzie można z trudem zrobić sobie herbatę, ale już się jej nie przeniesie do pokoju i trzeba pić na miejscu, przy kuchni. Wcześniej znałam to tylko z relacji, teraz mam własne doświadczenia. Od dziewięciu miesięcy niesamodzielność boli mnie bardziej niż złamania. Jestem wdzięczna lekarzom, pielęgniarkom, opiekunom, znajomym i przyjaciołom za pomoc, zainteresowanie i serce, które mi okazują. Dużo lepiej poznałam bolączki służby zdrowia i chorych. Nieszczęście podobne do mojego może spotkać każdego. Niby o tym wiemy, ale naprawdę nie dopuszczamy do siebie takich myśli. Współczujemy osobom niepełnosprawnym, ale nie zastanawiamy się nad koszmarem ich społecznego wykluczenia.

 

Czujesz się odmieniona tym doświadczeniem?

Podobno ciężka choroba zmienia człowieka i to częściej na gorsze niż na lepsze, ale na szczęście mnie chyba nie zmieniła. Nie poddaję się, wciąż czuję się młodo i kipię energią. Pomimo choroby pracuję, jestem aktywna w mediach społecznościowych, komentuję wydarzenia polityczne, piszę felietony, a ostatnio także książkę. Po raz pierwszy nie naukową, ale o sobie. I już się cieszę na nowe wyzwania. Kandyduję do Sejmiku Województwa Pomorskiego z okręgu Gdynia, Sopot oraz powiaty pucki i wejherowski. Jestem w szale kampanii wyborczej, co bardzo lubię. W samorządzie znacznie więc uwagi będę chciała poświęcić osobom zmagającym się z różnymi formami wykluczenia.

 

Dlaczego warto iść na wybory samorządowe?

Warto, ale tylko pod warunkiem, że się zagłosuje na listę nr 5 SLD – Lewica Razem. Jeśli ktoś ma wybrać PiS albo PO lepiej nich 21 października zostanie w domu. Sejm bez lewicy jest katastrofą. Dla równowagi musi być nas zdecydowanie więcej w sejmikach, które mają w swojej gestii policję, szpitale, teatry, drogi, czyli nasze bezpieczeństwo, zdrowie, kulturę, transport. Nie wierzcie, że kto nie głosuje na Platformę, ten popiera PiS. Przestańcie wybierać mniejsze zło. Zagłosujcie na dobro!

 

W imieniu Czytelników „FiM” i własnym pozostaje mi życzyć Ci szybkiego powrotu do zdrowia.

Bardzo dziękuję i wzajemnie: życzę Czytelnikom naszej rozmowy i tobie dużo, dużo zdrowia, pogody ducha, cieszenia się każdą miłą chwilą. W pierwszym odruchu chciałam życzyć także cierpliwości, bo kiedy patrzymy, co się dzieje wokół, wydaje się bardzo potrzebna, ale się rozmyśliłam. Cierpliwość wcale nie jest cnotą. Nie bądźmy cierpliwi, nie znośmy z pokorą ciosów od życia, nie zgadzajmy się na to, czego nie chcemy i co się nam nie podoba. Nie tolerujemy nieudolnych rządów, łamania prawa, niszczenia naszej demokracji. Bądźmy aktywni, nie odkładajmy niczego do jutra, bo „szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie…”.

 

Dziękuję za rozmowę.

Warszawa bez barier

Jeżeli ktokolwiek w Warszawie uważa, że Warszawa jest przystosowana dla ludzi z niepełnosprawnościami to się myli.

 

– Nie bez powodu spotykamy się pod tym adresem, ponieważ właśnie spod ul. Andersa 13 rozpoczął się mój przejazd wózkiem inwalidzkim do ratusza miasta stołecznego Warszawy. Dzięki Fundacji Integracja, niektórzy kandydaci na prezydenta stolicy, niestety nie wszyscy, mieli okazję do takiego bezpośredniego doświadczenia. To co przeżyłem na tych 800 metrach było wstrząsającym doświadczeniem – powiedział Andrzej Rozenek rozpoczynając konferencję prasową poświęconą barierom, które utrudniają warszawiankom i warszawiakom z niepełnosprawnościami normalnie żyć. – Jeżeli ktokolwiek w Warszawie uważa, że Warszawa jest przystosowana dla ludzi z niepełnosprawnościami to się myli. Nawet te udogodnienia, które tutaj mamy są iluzoryczne, ponieważ są niedoskonałe i nie odpowiadają współczesnym normom – podkreślił kandydat na prezydenta Warszawy z ramienia SLD Lewica Razem.

– Jako przyszły prezydent Warszawy dołożę wszelkich starań, aby miasto było przyjazne dla ludzi z niepełnosprawnościami, tak aby czuli się oni pełnoprawnymi obywatelami stolicy. Tu chodzi nie tylko o osoby, które jeżdżą na wózkach, ale i o niewidomych czy też z kłopotami ze słuchem – zadeklarował Rozenek i przypomniał, iż był jednym z pierwszych posłów, którzy zabiegali oto by konferencje prasowe w parlamencie były tłumaczone na język migowy. – Obiecuję, że taka tłumaczka, bądź tłumacz języka migowego w ratuszu będzie na stałe, ponieważ trzeba pomagać wszystkim osobom z niepełnosprawnościami – oświadczył.

Polityk lewicy nawiązując do swojego osobistego przeżycia, jakim była podróż na wózku inwalidzkim wyraził zdumienie, iż w promieniu kilkuset metrów od ratusza Warszawy występują duże problemy w poruszaniu się przez osoby niepełnosprawne. – Proszę zobaczyć co się dzieje dalej i jak wygląda stolica w bardziej odległych miejscach od ratusza.

– To czego doświadczyłem jadąc na wózku to min. pojawiające się wszędzie krawężniki, których miało nie być a są. Przejścia dla pierwszych, które nikt na wózku nie jest w stanie pokonać za jednym razem i ląduje w połowie tego przejścia na torach tramwajowych – kontynuował Rozenek.

– Są to rzeczy niebywałe w XXI wieku i trzeba z tym walczyć – dodał.

Kandydat na prezydenta Warszawy zaapelował do swoich konkurentów, aby zwrócili szczególna uwagę na potrzeby osób niepełnosprawnych.
Prof. Joanna Senyszyn, która ze względu na skomplikowane złamanie uda i operację obecnie jest zmuszona poruszać się na wózku inwalidzkim, co dało jej zupełnie inną perspektywę na kwestie poruszania się po mieście. Polityczka lewicy doświadczyła to, czego codziennie doświadczają mieszkańcy Warszawy, którzy mają trudności z poruszaniem się lub też podróżują na wózkach inwalidzkich. – Moje wyobrażenie o tym jak miasta są dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych legły w gruzach. Ciągle mam problem z dostaniem się do pracy, nawet na katedrę gdzie wykładam ponieważ i tam są stopnie.

– Należy podkreślić, iż ciągle spotykam się z życzliwością, np. kierowcy stają przed przejściem dla pieszych – podkreśliła Senyszyn. – Nie ma już tego strachu, o którym opowiadały mi osoby trwale niepełnosprawne, że nie ma jak się wedrzeć na ulicę, ponieważ auta ciągle jadą – stwierdziła.

– Musimy być przyjaźni dla osób niepełnosprawnych, ponieważ mają dużo cięższe życie od nas – dodała.

– Bariery występują nie tylko w architekturze, ale również w naszych głowach i czasem w głowach urzędników, w podejściu do różnych spraw związanych z równością i równouprawnieniem – podsumowała Żukowska.

Nierówności wynikają nie tylko z niepełnosprawnością, ale również wiekiem, czy też płcią, do tej kwestii odniosła się Katarzyna Kądziela, liderka Inicjatywy Feministycznej. – W Warszawie jest mnóstwo bloków, gdzie do pokonania jest około 100 schodów, ponieważ do tej pory standardem było budownictwo bez wind oraz wąskie klatki schodowe. Będziemy walczyć ze zjawiskiem „więźniarek i więźniów 4 piętra” – zapowiedziała kandydatka na pełnomocniczkę prezydenta Warszawy do walki z nierównościami i dyskryminacją.

„Więźniarki i więźniowie 4 piętra” to kobiety i mężczyźni w różnym wieku, którzy z powodów z trudnością poruszania się mają problem z wyjściem ze swojego bloku i normalnym funkcjonowaniem, ponieważ brak windy lub też wąskie klatki schodowe im to nie uniemożliwiają. Problem ten dotyczy również rodziców z dziećmi, które poruszają się na wózkach, a opuszczenie mieszkania na przysłowiowy spacer staje się wyzwaniem.

– Przecież wszyscy chcemy całego świata, całego życia bez względu na stan naszego zdrowia i czy jesteśmy pełno czy też niepełnosprawni – podkreśliła Kądziela.

– Opierając się na ustawie o pomocy społecznej w Radzie Warszawy chciałabym się zająć mieszkaniami chronionymi oraz treningowymi – zapowiedziała Barbara Krystyna Kozłowska.

– Mieszkania treningowe dają możliwość osobom z niepełnosprawnościami fizycznymi i psychicznymi oraz seniorom nauczenia się funkcjonowania na co dzień. Mieszkania chronione są przeznaczone dla osób, które same sobie nie dają rady, a którzy stracili rodziny – poinformowała kandydatka SLD Lewica Razem do Rady Warszawy z okręgu obejmującym Bielany i Żoliborz.

– Domy opieki społecznej to bardzo często najgorsze rozwiązanie, ponieważ ludzie zostają wyrwani ze swojego naturalnego środowiska, co powoduje dodatkowy stres zwłaszcza u osób świadomych swojej niepełnosprawności – podkreśliła Kozłowska. Oszczędźmy im tego stresu – dodała.