Wydali miliony na pośredników

Legia Warszawa i Lech Poznań w ciągu tylko jednego roku wydały w sumie na prowizje dla agentów piłkarzy ponad 17 milionów złotych.

 

Zestawienie wynagrodzeń dla transferowych pośredników za okres od 1 kwietnia 2017 roku do 31 marca tego roku opublikował na swojej oficjalnej stronie internetowej PZPN. Wynika z niego, że Legia wsadziła do portfeli piłkarskich agentów ponad 9, 5 mln złotych. Włodarze Lecha Poznań też na ten cel nie oszczędzali, bowiem zapłacili pośrednikom 7,8 mln złotych.
Te dwa kluby wydały na prowizje dla agentów piłkarzy w sumie ponad 17 milionów złotych, co stanowi lwią część wydatków wszystkich klubów Lotto Ekstraklasy, które wydały łącznie 26 763 825 złotych.

To oznacza, że 14 klubów (z uwzględnieniem spadkowiczów: Bruk-Betu Nieciecza – 174 768 zł i Sandecji Nowy Sącz – 123 300 zł), wydało na ten cel w sumie 9,5 mln złotych. Dalsze lokaty na liście najhojniejszych dla handlarzy żywym towarem klubów zajęły Zagłębie Lubin (1 369 561 zł), Piast Gliwice (1 294 448 zł), Górnik Zabrze (1 026 903 zł) i Wisła Kraków (1 019 105 zł).

Dla porównania, w I lidze z tytułów wynagrodzeń pośredników osiemnaście klubów wydało 2 316 026 zł, a w II lidze również 18 klubów 89 183 zł. W sumie w ciągu tylko jednego roku do kieszeni piłkarskich menedżerów operujących w Polsce wpadło w sumie 29 169 034 złotych. To kwota odpowiadająca solidnemu budżetowi jednego klubu ekstraklasy.

Klęska polskich klubów w obecnej edycji europejskich pucharów jest najlepszym dowodem, że te pieniądze zostały zmarnotrawione. Agenci piłkarscy powinni być chyba opłacani przez zawodników, których interesy reprezentują, a nie z klubowych budżetów. W naszej klubowej piłce wszystko jest postawione na głowie, ale ten układ na kilometr śmierdzi korupcją.

 

W Europie grali słabo, ale w kasie im przybyło

Zakończony sezon był rekordowy pod względem wysokości wypłat dla klubów ekstraklasy. W sumie otrzymały 150,5 mln złotych. To kwota wyższa o 5,3 mln złotych od wypłaconej z tego tytułu rok temu.

 

Najwięcej zarobiły kluby z czołówki – Legia Warszawa otrzymała 16,7 mln złotych, druga w tabeli Jagiellonia Białystok 14,6 mln złotych, a trzeci Lech Poznań 13,6 mln złotych. Na drugim biegunie znalazła się najsłabsza w stawce Sandecja Nowy Sącz, która zarobiła 5,9 mln złotych. Kwota 150,5 mln złotych rozdzielona między 16 klubów Lotto Ekstraklasy jest wyższa o 5,3 mln złotych od wpływów uzyskanych w poprzednim sezonie, 13,5 mln złotych więcej niż dwa lata temu i aż o 45,5 mln złotych więcej niż w sezonie 2012-2013, ostatniego przed wejściem w życie reformy rozgrywek, określanych dzisiaj mianem ESA37.

„Tak wysoki poziom wypłat za miniony sezon to efekt zmniejszenia kosztów działalności spółki. Jednocześnie Ekstraklasa SA odnotowała wzrost wpływów komercyjnych. Oba te obszary zapewniły spółce dodatkowe środki w wysokości 6,5 mln zł netto, które decyzją zarządu zostaną wypłacone jako dodatkowa pula w sezonie 2017-2018” – podano w komunikacie spółki Ekstraklasa SA.

Podział pieniędzy dokonywany jest według modelu przyjętego w 2015 roku. Wysokość wynagrodzenia dla każdego z klubów to suma pięciu składowych. Pierwszą stanowi stała kwota dzielona po równo między wszystkie kluby rywalizujące w Ekstraklasie w danym sezonie. W tym roku wynosi ona około 82,8 mln złotych. Kolejne dwa elementy to miejsce zajęte w danym sezonie oraz pozycja w rankingu historycznym, który obejmuje trzy ostatnie sezony. Czwarta część sumy przypada klubom, które na koniec sezonu zajęły miejsca premiowane udziałem w europejskich pucharach. Ostatnią ze składowych jest tzw. opłata solidarnościowa dla klubów, które zajmą miejsca od 9 do 16.

W minionym sezonie kluby otrzymały również świadczenia barterowe o wartości ponad 5,5 mln złotych. Oznacza to, że ligowa spółka przekazała klubom w formie pieniężnej i niepieniężnej ponad 156 mln zł. Ponadto, na podstawie umowy o zarządzanie ligą zawodową Ekstraklasa SA przekaże na konto PZPN 6,8 mln złotych. W sumie zatem za sezon 2017-2018 wszyscy akcjonariusze Ekstraklasa SA otrzymają świadczenia o rekordowej wartości ponad 162,8 mln złotych.

Liga na peryferiach futbolowej Europy

W zakończonym sezonie Lotto Ekstraklasy Legia Warszawa znów najlepsza okazała się nie tylko na boisku, ale także przy kasie. W raporcie firmy Deloitte stołeczny klub znalazł się na czele stawki z przychodami 138 milionów złotych. To jest kwota mniejsza o ponad 70 milionów w porównaniu z poprzednim sezonem, ale wtedy legioniści grali w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Według wyliczeń firmy Deloitte przychody klubów ekstraklasy wyniosły w sumie 550 milionów złotych, o pięć procent mniej niż w roku poprzednim. Zmniejszenie wpływów to efekt nieobecności polskich zespołów w Champions League. Ten spadek jest stosunkowo niewielki dlatego, że kluby zrekompensowały straty większymi wpływami z krajowych rozgrywek ligowych oraz transferowania piłkarzy za granicę. „Królem polowania” w tej sferze działalności był Lech Poznań, który na transferach m. in. Dawida Kownackiego, Jana Bednarka i Tomasza Kędziory zyskał aż 56 milionów złotych. Kolejna w tym zestawieniu Legia była gorsza o 22 miliony. W sumie kluby ekstraklasy zarobiły na sprzedaży zawodników 156 milionów złotych, z czego 145 milionów złotych to transakcje z kontrahentami spoza Polski.

Wszystkim przybyło pieniędzy

Na krajowym podwórku pod względem finansów Legia bije konkurentów na głowę. Drugi w zestawieniu Lech Poznań odnotował wpływy w wysokości 65 milionów złotych, czyli niespełna połowę tego, co warszawski klub. Trzecia w stawce ligowych krezusów Lechia Gdańsk zarobiła niecałe 40 milionów złotych, a mimo to miała finansowe problemy i musiała być wsparta dotacją z miejskiego budżetu. Na dalszych miejscach w zestawieniu znalazły się Zagłębie Lubin (37 mln) i Cracovia (32 mln). W porównaniu do rankingu za rok 2016, aż dziewięć klubów poprawiło swoje wyniki finansowe, w tym Jagiellonia Białystok (plus 15 mln), Śląsk Wrocław (12 mln) i Lech Poznań (11 mln).

Mimo zdarzających się od czasu do czasu kibolskich ekscesów rośnie frekwencja na stadionach, co przekłada się na wzrost dochodów ze sprzedaży biletów. W 2017 roku wszystkie kluby Lotto Ekstraklasy zarobiły z tego tytułu 129 mln euro, co jest wynikiem na średnim poziomie europejskim. Dla porównania liga szkocka zarobiła w tym okresie 149 mln euro, a liga austriacka 160 mln euro. Nasza piłkarska ekstraklasa dystansuje jednak niektórych europejskich średniaków w wysokości wpływów z tzw. dnia meczowego (ma wyższe niż np. liga duńska) oraz wpływów ze sprzedaży praw telewizyjnych (przebija ligi w Szkocji, Szwecji i Austrii). Średnia frekwencji na stadionach ekstraklasy wyniosła 9,4 tys. kibiców, co jest wynikiem lepszym niż w wyżej od polskiej notowanych przez UEFA ligach ukraińskiej czy czeskiej.

Liderem poprzedniego roku został Lech Poznań, który mógł się pochwalić obecnością średnio ponad 20 tys. kibiców na mecz. Kolejne miejsca zajęły Górnik Zabrze i Legia. Średnia frekwencja w ekstraklasie byłaby wyższa gdyby nie karne zamykanie trybun, a także obecność w ekstraklasie zespołów Bruk-Betu Termaliki i Sandecji Nowy Sącz, które swoje mecze domowe rozgrywały na kameralnym stadionie w Niecieczy mogącym pomieści niewiele ponad cztery tysiące widzów.

Legia dominuje też przy kasie

Legia dominuje w ekstraklasie pod względem finansowym od 2011 roku. Aktualni mistrzowie Polski w 2017 r oku mieli łączne przychody na poziomie 138,3 mln zł. To znaczny spadek w porównaniu z poprzednim rokiem, w którym zanotowali wpływy w wysokości 207,4 mln złotych. Przyczyna jest oczywista – brak awansu do fazy grupowej Champions League. Stołeczny klub nie zdołał zrekompensować tej straty transferami zawodników. Z tego tytuły Legia zarobiła niespełna 25 mln złotych, a za udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów zgarnęła w 2016 roku około 94 mln złotych. Po zakończonym w miniony weekend sezonie 2017-2018 wpływy z transferów raczej nie przebiją osiągnięcia z poprzedniego roku, chyba że któryś z piłkarzy ekstraklasy zrobi furorę na mundialu w Rosji i latem przejdzie za średnią europejska cenę 20-30 mln euro.

Liga Mistrzów już nie dla nas

Po zmianie zasad kwalifikacji do Champions League Legia w drodze do fazy grupowej będzie musiała przebrnąć przez cztery rundy, zamiast trzech, co kwestię awansu czyni problematyczną. Nawet prezes i właściciel warszawskiego klubu Dariusz Mioduski nie żywi większych nadziei na awans i jasno stawia cel: „Liga Mistrzów to marzenie, Liga Europy to nasze zadanie.
Najpierw jednak legioniści będą musieli zmierzyć się w kwalifikacjach Champions League. W I rundzie ich potencjalnymi rywalami mogą być takie zespoły, jak: F91 Dudelange (Luksemburg), Spartak Trnawa (Słowacja), Valletta FC (Malta), Vikingur (Wyspy Owcze), Crusaders Belfast (Irlandia Północna), Santa Coloma (Andora), Alaszkert (Armenia), Sutjeska Niksić (Czarnogóra), Suduva Mariampol (Litwa), czy Cork City (Irlandia). Jeśli awansują do II rundy, znów zostaną w niej rozstawieni, ale rywale będą też mocniejsi. Legia może trafić np. na Crveną Zvezdę Belgrad (Serbia), Hapoel Beer-Szewa (Izrael), Rosenborg (Norwegia), HJK Helsinki (Finlandia), The New Saints (Walia), Kukesi (Albania) czy CFR Cluj (Rumunia).

Także w III rundzie mistrz Polski może liczyć na rozstawienie, ale przyjdzie mu mierzyć się z kimś z grona Karabach Agdam (Azerbejdżan), BATE Borysów (Białoruś), Dinamo Zagrzeb (Chorwacja), Sherif Tyraspol (Mołdawia) oraz AEK Ateny. W IV rundzie legioniści nie zostaną już rozstawieni. Ale dojście do tego etapu zapewnia miejsce w Lidze Europy. Bić się trzeba i o to.

Nieciecza bez piłkarskiej ekstraklasy

Po trzech latach mały stadion w liczącej 700 mieszkańców Niecieczy stracił status obiektu piłkarskiej Lotto Ekstraklasy. Grające na nim zespoły Bruk-Betu i Sandecji Nowy Sącz zostały zdegradowane.

W sobotę zakończyła się rywalizacja w grupie spadkowej Lotto Ekstraklasy. O stawkę bój stoczono jedynie w Gliwicach, gdzie Piast bił się z Bruk-Betem Nieciecza o utrzymanie w lidze. Drużyna „Słoników” miała nad gliwiczanami punkt przewagi i do szczęścia wystarczał jej remis. PZPN do sędziowania tego spotkania posłał najlepszego arbitra Szymona Marciniaka, ale na boisku nie działo się nic nadzwyczajnego.

Gospodarze, których trenerem jest Waldemar Fornalik, poprzednik Adama Nawałki na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski, okazał się lepszy o klasę. Piast już do przerwy prowadził 2:0 po golach Mateusza Maka i najlepszego na boisku Słowaka Martina Bukaty, a po zmianie stron dwa kolejne trafienia dorzucili Słoweniec Szasza Żyvec i Hiszpan Gerard Badia i Piast wygrał 4:0. Była to dopiero czwarta wygrana tej drużyny na swoim boisku w całym sezonie.

Piłkarze Bruk-Betu nie walczyli jakoś przesadnie walecznie – dość powiedzieć, że trzy żółte kartki w tym spotkaniu sędzia Marciniak pokazał wyłącznie graczom Piasta. Niewykluczone, że było to efektem ciężkiej kontuzji najlepszego w ostatnich tygodniach gracza „Słoników” Bartosza Śpiączki, którego zawodnicy Piasta mocno zdemolowali już w pierwszej minucie spotkania. „Został odwieziony do szpitala, ma rozbitą głową i poważny wstrząs mózgu. Straciliśmy na początku spotkania największego bojownika w drużynie, ale to nas nie usprawiedliwia. Piast dzisiaj po prostu się po nas przebiegł” – stwierdził po mecz trener Bruk-Betu Jacek Zieliński. W tym sezonie to trzeci szkoleniowiec zatrudnionym przez klub z Niecieczy – przed nim pracowali tu Maciej Bartoszek (do 20 lutego br. roku) i Mariusz Rumak, pod wodzą którego zespół rozpoczął rozgrywki.

Bruk-Bet żegna się zatem po trzech latach z ekstraklasą, a wraz z nim do I ligi spada też beniaminek Sandecja Nowy Sącz, która z braku własnego stadionu spełniającego wymogi licencyjne przez cały sezon korzystała gościnnie ze stadionu w Niecieczy.

Wyniki 37. (ostatniej) kolejki

Grupa spadkowa:
Piast Gliwice – Bruk-Bet Nieciecza 4:0
Gole: Mateusz Mak (23), Martin Bukata (35), Sasza Żivec (78), Gerard Badia (90).
Widzów: 6249.
Arka Gdynia – Śląsk Wrocław 0:1
Gol: Daniel Łuczak (1). Widzów: 6222.
Cracovia – Pogoń Szczecin 1:4
Gole: Krzysztof Piątek (45 karny) – Kamil Drygas (9), Adam Frączczak (20, 60 i 78).
Widzów: 2193.
Lechia Gdańsk – Sandecja Nowy Sącz 1:1
Gole: Flavio Paixao (56) – Wojciech Trochim (29). Widzów: 12 080.