Antykomunistyczni idioci

Już niebawem zakazana będzie, pod groźbą kary więzienia, współpraca polsko-chińska, polsko-wietnamska, polsko -rosyjska, a nawet polsko-czeska. I nie tylko.
Zakazanymi będzie nie tylko działalność Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Chińskiej i Polsko-Wietnamskiej. Bo propagują przyjaźń z państwami „komunistycznymi”.
Zakazane będą przede wszystkim wszelkie oficjalne rozmowy polityczne, gospodarcze i kulturalne z reprezentantami tych państw, bo zakazane będzie pokazywanie państwowych i partyjnych symboli podczas tych rozmów. Jak choćby flag chińskich i wietnamskich.
Zakazanymi będzie działalność chińskich Instytutów Konfucjusza.
Zakazane będą kontakty z Komunistyczną Partią Czech i Moraw. Partią legalnie działającą w Republice Czeskiej. Koalicjanta parlamentarnego aktualnego rządu Republiki Czeskiej.
Zakazane będą kontakty z Komunistyczną Partią Rosji, największą opozycyjna siłą w tym państwie.
Zakazane będzie też posiadanie na prywatny użytek czerwonych flag z wizerunkiem sierpa i młota, symboli pięcioramiennych gwiazd, zwłaszcza czerwonych, książek napisanych przez Mao Mao Zedonga, Ho Chi Minha, Deng Xiaopinga, i aktualnego prezydenta Chin Xi Jinpinga.
Zakazane będzie nawet posiadanie przedmiotów z wizerunkami tych światowych przywódców. I rzecz jasna z wszelkimi innymi, uznanymi za „komunistyczne” symbolami.
Zakazane to wszystko będzie, bo rząd PiS chce propagandowo wykorzystać postulowaną przez liberalne i lewicowe środowiska walkę z faszyzmem do walki z „komunizmem”. Zrealizować swoje antykomunistyczne fobie korzystając z haseł walki z faszyzmem.

 

Raz sierpem, raz młotem

Jak poinformowała gazeta „Rzeczpospolita” wkrótce „oddawanie czci Hitlerowi stanie się w Polsce czynem zabronionym. Nowelizację kodeksu karnego w tym zakresie planuje rząd”.
To efekt reportażu w TVN o polskich faszystach czczących urodziny Adolfa Hitlera. Po jego emisji na wniosek szef MSWiA Joachim Brudzińskiego powołano Międzyresortowy Zespół do spraw Przeciwdziałania Propagowaniu Faszyzmu i Innych Ustrojów Totalitarnych.
Dnia 3 lipca 2018 roku zespół wysłał do Kancelarii Premiera propozycje zmian obowiązującego prawa. Zaproponowano „penalizację zachowań związanych z oddawaniem czci lub inną formą upamiętnienia postaci odpowiedzialnych na zbrodnie nazistowskie i komunistyczne”.
Nielegalne stanie się nie tylko fetowanie wodza III Rzeszy, ale też przykładowo Józefa Stalina lub Mao Zedonga. Z pisma MSWiA wynika, że spenalizowane będą nawet „zachowania niepubliczne”. Czyli to co robimy i to ci posiadamy w domu.
Jakie będą groziły za to kary? Z informacji udostępnionym zainteresowanym posłom wynika, że czyny zostaną spenalizowane „w ramach typu kwalifikowanego”, co oznacza kary więzienia.
Ale to nie koniec propozycji Zespołu. Chce on też zwiększenia sankcji karnej za przestępstwa z art. 256 kodeksu karnego, który mówi o nawoływaniu do nienawiści oraz propagowaniu ustroju faszystowskiego lub innego totalitarnego. Obecnie grożą za to dwa lata więzienia, a niebawem mają grozić trzy.
W nowym brzmieniu przepisu ma się znaleźć też zakaz „propagowania komunizmu”. Czyli przynajmniej kilkudziesięciu legalnie działających na świecie partii komunistycznych. Rządzących w gigantycznych Chinach, a także w Wietnamie, z którym Polska ma „strategiczne stosunki partnerskie”.
Zespół proponuje również wprowadzenie zakazu oferowania przedmiotów zawierających symbolikę faszystowską i komunistyczną. Pisał o ty m pod koniec sierpnia „Nasz Dziennik”, powołując się na odpowiedź na jedną z interpelacji poselskich udzieloną przez wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła. Zdaniem gazety karalne ma być oferowanie wszelkich przedmiotów z wizerunkami sierpa i młota.
Zrównanie komunizmu z faszyzmem chwali Jerzy Bukowski z krakowskiego Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych. „Obecnie bez większych problemów działa Komunistyczna Partia Polski, która posługuje się sierpem i młotem oraz hasłem „proletariusze wszystkich krajów, łączcie się. W kraju tak mocno doświadczonym przez komunizm powinno być to niedopuszczalne”, apeluje do władz.

 

Głupi, polski antykomunizm

Apel ten będzie posłuchany, bo rządzące obecnie elity PiS, jak i opozycyjnej Platformy Obywatelskiej, wyznają ideologię „głupiego polskiego antykomunizmu”.
Polega ona na postawieniu znaku równości pomiędzy faszystami włoskimi, niemieckimi, japońskimi i komunistami chińskimi, wietnamskimi, francuskimi, greckimi, radzieckimi rzecz jasna, i wszystkimi innymi jeszcze.
Na postawieniu znaku równości pomiędzy japońskimi militarystami z okresu II wojny światowej a chińskim i wietnamskimi komunistami walczącymi po stronie koalicji antyfaszystowskiej. Na zrównaniu zbrodni Hitlera nie tylko ze zbrodniami Stalina, ale też doklejenie do tego zbrodniczego duetu, Mao Zedonga, Lenina, Trockiego, Ho Chi Minha.
Takie postulaty to efekt olbrzymiej ignorancji, tradycyjnego nieuctwa polskiej prawicy z PiS i PO.
To efekt prowincjonalnego postrzegania historii świata jedynie z perspektywy polskiego kurnika.
To także efekt karłowatej geopolitycznej myśli polityków i propagandzistów z PiS, PO i innych polskich partii prawicowych. Myśli obecnych niestety też w środowiskach liberalnych, wśród tak zwanej „młodej lewicy”.
Wszyscy oni nie potrafią dostrzec podstawowej różnicy pomiędzy światowym ruchem faszystowskim a komunistycznym.
Partie faszystowskie, i faszystowsko-podobne, rządziły w XX wieku w Niemczach, Japonii, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Rumunii, na Węgrzech i innych państwach. Wszędzie przegrały. Przegrały przede wszystkim z państwami o ideologii liberalnej i komunistycznej podczas II wojny światowej. W XXI wieku faszyzm na świecie stał się marginesem.
Partie komunistyczne, i komunistyczno-podobne, rządziły w XX wieku w Europie Środkowo-Wschodniej i w Azji. Wygrały II wojnę światową. W Europie „komuniści” potem przegrali „zimną wojnę” z liberalnym Zachodem.
Ale w Azji stworzyły w XXI wieku system państwowy, który przyniósł szybszy rozwój gospodarczy i polityczny Chinom, Wietnamowi, Laosowi niż zachodnie liberalne systemy demokracji parlamentarno-gabinetowej.
Zakazywanie symboli zwycięskich w II wojnie światowej i obecnie najszybciej rozwijających się gospodarek świata – chińskiej i wietnamskiej – bo one się głupim polskim antykomunistom źle kojarzą, jest działaniem antypolskim.
Działaniem na szkodę interesów społeczeństwa polskiego, państwa polskiego i polskiej gospodarki.
Rządowe projekty „dekomunizacyjne” przypominają niedawną antyizraelską, antyamerykańską i antyukraińską nowelizację ustawy o IPN. Ustawę, która niedawno na całym świecie nadała Polakom wizerunek głupich antysemitów i ukrainożerców.
Teraz dzięki głupiemu antykomunizmowi wyznawanemu przez polskich prawicowców zyskają Polacy na całym świecie dodatkowo wizerunek głupich wrogów azjatyckich narodów.
Staną się światowym pośmiewiskiem, obiektem niewybrednych dowcipów w globalnych mediach.

 

PS. Odpowiadając na liczne zapytania, potwierdzam, że kandyduję do Rady Miasta Warszawy z listy największej koalicji lewicowej, czyli SLD – Lewica Razem.

Wojna polsko-ukraińska pod banderą pojednania narodowego

Pojednanie polsko-ukraińskie ponad trudną historią to wielkie osiągnięcie wolnej Polski i wolnej Ukrainy. To efekt wysiłków obydwu społeczeństw i zasługa wszystkich ekip rządzących w naszych krajach, także kolejnych prezydentów Polaki i Ukrainy – napisali w Apelu prezydenci Ukrainy Leonid Krawczuk, Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz polscy prezydenci Bronisław Komorowski i Aleksander Kwaśniewski. Wszyscy z nich to byli prezydenci.
„Pojednanie i współpraca pomiędzy Polską i Ukrainą leży w żywotnym interesie obu narodów, ma istotne znaczenie dla przyszłości całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Jest strategicznie ważne dla bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO i UE stojących w obliczu wyzwania, jakim jest agresja na Ukrainę” – argumentowali i dodali:
„Dlatego też z ogromnym niepokojem patrzymy na pojawiające się w ostatnim czasie zjawiska zagrażające pojednaniu i współpracy. Troską napawa nas zwłaszcza narastanie sporów i negatywnych emocji wokół bolesnych doświadczeń w historii wzajemnych stosunków.
Uważamy, ze między innymi ta trudna przeszłość powinna zachęcać współczesnych Polaków i Ukraińców do dalszych wysiłków na rzecz pojednania i współpracy z myślą o lepszej przyszłości naszych narodów i państw. Mnie może my być zakładnikami historii. Musimy uczyć się poszanowani odmiennych wrażliwości historycznych i szukać w przeszłości przede wszystkim tego, co nas łączy. Musimy okazać szacunek mogiłom ofiar dawnych konfliktów polsko-ukraińskich. Niczego z historii nie da się wymazać czy unieważnić, to fakt, lecz nawet najbardziej bolesne doświadczenia można uczynić źródłem wspólnej refleksji z myślą o przyszłych pokoleniach Polaków i Ukraińców”.
I jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, piątka prezydentów zaapelowała „o obronę procesów pojednania między naszymi narodami”. Zaapelowali do ”władz państwowych, kościołów, samorządów, organizacji pozarządowych, mediów, środowisk akademickich, do wszystkich zwolenników pojednania, zbliżenia i przyjaźni miedzy naszymi narodami”. Apelowali o „prowadzenie cierpliwego dialogu, przeciwstawianie się postawom nacjonalistycznym i ekstremalnym zachowaniom, o edukacje oparta na prawdzie i rzetelnych źródłach historycznych i na wzajemnym szacunku”.
„Niech pamięć o niewinnych ofiarach dawnych konfliktów polsko-ukraińskich łączy nasze kraje i narody we wspólnej refleksji i wspólnym dążeniu ku przyszłości opartej na współpracy i przyjaźni” – zakończyli . Dla jednych optymistycznie, dla innych prowokacyjnie.
Apel prezydentów zdecydowanie poparł w prorządowym tygodniku „Sieci” profesor Przemysław Żurawski vel Grajewski wpływowy doradca w ministerstwie spraw zagranicznych. Zaapelował o pojednanie z Ukrainą w imię walki ze wspólnym wrogiem, czyli Rosją.
„Każdy rosyjski czołg zniszczony przez Ukraińców w Donbasie nigdy nie pojawi się w Polsce. Gdyby Polska została zaatakowana, dobrze mieć takiego sojusznika u swojego boku”.
Pytany o antypolską działalności Organizacji ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii wyjaśnił, że „Nie ma u nas świadomości, że tradycja OUN-UPA jest tradycją rodzinna w zaledwie 5 z 25 obwodów Ukrainy. Na wschód od dawnej granicy Ii RP jest to świeża publicystycznie powłoczka, rozgrywana dziś politycznie, ale bez głębszego zakorzenienia. Poza tym jest to przede wszystkim tradycja zaciętej partyzantki antysowieckiej. Dla Polaków będzie to zaskoczeniem, ale badania socjologiczne pokazują, że te grupy społeczne, które najmocniej popierają kult OUN-UPA,są zarazem środowiskami żywiącymi najwięcej sympatii do Polski”. I dodaje, że „ w tamtej wyobraźni społecznej UPA to symbol zaciętej walki antysowieckiej. Polska to z kolei symbol odwiecznego oporu przeciw imperializmowi rosyjskiemu. Te dwa elementy nie kłócą się ze sobą, nawet łącza. Nie istnieje natomiast na Ukrainie pamięć o rzezi wołyńskiej, a jeśli gdzieś jest, to nie jest publicznie demonstrowana. To odwrotność tego, z czym mamy do czynienia w Polsce. U nas UPA jest pamiętana wyłącznie w kontekście mordów na Wołyniu i Galicji, ewentualnie walk w Bieszczadach. Nie funkcjonuje natomiast w naszej świadomości jako zaciekła partyzantka antysowiecka”.
Zupełnie inne zdanie wyraził były premier III RP Leszek Miller: „Dwóch byłych polskich prezydentów i trzech ukraińskich wystosowało apel w obronie pojednania Polski i Ukrainy. Autorzy odezwy wnoszą m.in. o prowadzenie stałego, cierpliwego dialogu, o przeciwstawianie się postawom nacjonalistycznym i ekstremalnym zachowaniom, o edukację opartą na prawdzie i rzetelnych źródłach historycznych. Bardzo to piękne tyle tylko, że jednym z sygnatariuszy apelu jest Wiktor Juszczenko, który uczynił kult Stepana Bandery i Romana Szuchewycza oficjalną doktryną państwową. Co więcej były prezydent określił Banderę mianem „świętego” i oświadczył, że nadał mu tytuł Bohatera Ukrainy absolutnie świadomie. Juszczenko, przemawiając niedawno w Warszawie, postawił znak równości między zbrodniczą UPA i Armią Krajową, a były szef ukraińskiego IPN poradził, aby polskie władze, negocjując bolesny problem ekshumacji ofiar ludobójstwa na Wołyniu, czyniły to za pośrednictwem republiki San Escobar.
Do kogo zatem byli prezydenci apelują o przeciwstawianie się postawom nacjonalistycznym, skoro nacjonalizm ukraiński kwitnie u naszych sąsiadów w najlepsze? Kogo mają na myśli, jeśli obecny prezydent Ukrainy w odpowiedzi na nieśmiałe protesty dotyczące rehabilitacji ukraińskich nacjonalistów i faszystów oświadczył: „uznając za bohaterów narodowych UPA i Banderę, Ukraina nie powinna brać pod uwagę krytycznych opinii innych państw, w tym nawet ich oficjalnych protestów i negatywnych reakcji”. Problem z naszymi sąsiadami nie wynika tylko z nierozliczonego i nieosądzonego wojennego ludobójstwa dokonanego na Polakach na Wołyniu, ale przede wszystkim z tego, co czynią dziś. A dziś z ich woli mordercy stają się bohaterami. Byli prezydenci piszą, że nie możemy być zakładnikami historii, ale nie o historię tu chodzi. Idzie o wzorce i wartości, na których wychowywani są młodzi Ukraińcy. O to, że dziedzictwo zbrodniczego nacjonalizmu Bandery, Doncowa i Szuchewycza, tradycje UPA i SS Galizien przy akceptacji ukraińskich przywódców weszło do szkolnych podręczników i staje się wzorcami dla młodego pokolenia. W apelu byłych prezydentów nie ma na ten temat ani słowa. Na szczęście widzą to inni. „Mój przyjaciel Poroszenko powiedział kilka dni temu, że Ukraina to UE i NATO. Na obecną chwilę nie mamy do czynienia ani z jednym, ani z drugim. Wszyscy muszą to wiedzieć” – oświadczył szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.
Teraz czekają nas setna rocznica walk polsko-ukraińskich o Lwów i 75 rocznica mordów na Wołyniu. Do pojednania ukraińsko – polskiego wtedy zapewne nie dojdzie. Do tego potrzebne jest też pojednanie polsko – polskie. A tego też nie widać.