Zgubieni

1820 nieletnich, które przymusowo oddzielono od rodziców po nielegalnym przekroczeniu meksykańskiej granicy, wróciło do opiekunów. Pozostało kilkaset dzieci, których opiekunów już deportowano. Państwo amerykańskie woli chwalić się sukcesami, niż naprawdę rozwiązać problemy wywołane przez jego bezduszną politykę.

 

Donald Trump, pod naciskiem opinii publicznej wzburzonej wstrząsającymi zdjęciami dzieci w klatkach, zawiesił politykę rozdzielania rodzin nielegalnie przekraczających meksykańsko-amerykańską granicę i obiecał, że wszyscy nieletni – część z nich to naprawdę małe dzieci – wróci do rodziców. Nie anulowano jednak przepisów, na mocy których całe rodziny nadal będą mogły być bezterminowo przetrzymywane w aresztach i centrach detencji, czekając na proces karny.

Dopóki polityka „zero tolerancji” obowiązywała w całej rozciągłości, od rodziców oddzielono ponad 2500 dzieci. Większość z nich jest już na powrót razem z rodzicami. Według opublikowanego wczoraj rządowego sprawozdania 1442 dzieci w wieku powyżej pięciu lat dołączyło do opiekunów przebywających w centrach detencyjnych prowadzonych przez urząd imigracyjny i celny (ICE). 378 dzieci młodszych wróciło do rodzin „w inny adekwatny sposób”, ogólnikowo podaje administracja Trumpa. Aby zatrzeć fatalne wrażenie wywołane przez odbieranie dzieci rodzicom, ICE postanowił wypuścić większość rodzin z dziećmi z miejsc zatrzymania, ograniczając się do objęcia rodziców nadzorem elektronicznym.

Transport dzieci do ośrodków w Teksasie, Nowym Meksyku i Arizonie, gdzie odbywało się łączenie rodzin, zapewniały w większości organizacje pozarządowe i charytatywne. Nic nie wskazuje na to, by państwo poczuło się np. do zapewnienia opieki psychologicznej dzieciom, dla których odłączenie od opiekunów było prawdziwą traumą.

Co gorsza, rząd USA był zmuszony przyznać, że ponad 700 dzieci pozostało w osobnych centrach detencyjnych dla nieletnich, bo „nie ma możliwości” połączenia ich z rodzinami. W 431 przypadkach opiekunowie nieletnich już zostali deportowani poza granice USA. Prawnicy i fundacje wspierające rodziców są pełni złych przeczuć. Nie wykluczają, że odzyskanie dzieci będzie wymagało prawdziwej detektywistycznej pracy. Zgłaszane są również przypadki, w których nieletnich przekazano opiekunom innym niż rodzice, a ci obecnie oprotestowują taką decyzję.

Tymczasem Donald Trump ma już inne tematy do omawiania na Twitterze…

Będą testy DNA

Zanim 3 tysiące dzieci przetrzymywanych w tymczasowych ośrodkach wróci do swoich rodzin, będą musiały przejść testy genetyczne potwierdzające pokrewieństwo.

To pomysł Alexa Azara, sekretarza Zdrowia i Opieki Społecznej.

Pomysł jako pierwszy upubliczniła CNN, a potem „Time”. Alex Azar stwierdził, że zanim z powrotem połączy imigranckie rodziny rozdzielone na granicy z Meksykiem, trzeba będzie ustalić rzeczywiste pokrewieństwo z dziećmi oczekującymi w ośrodkach. W przypadku najmłodszych dzieci, do 5. roku życia – badania mają zakończyć się do 10 lipca, starsze dzieci „poczekają” do 26 lipca (sąd federalny w ubiegłym tygodniu zalecił administracji USA ponowne połączenie rodzin w ciągu 30 dni).

Jednak decyzję o pobieraniu materiału genetycznego organizacje broniące praw człowieka skrytykowały jako rażące pogwałcenie prywatności migrantów. Jennifer Falcon, rzeczniczka Krajowego Centrum Praw Imigracyjnych powiedziała „Time’owi”, że te dzieci są zbyt małe, aby świadomie wyrazić zgodę na udostępnienie swoich wrażliwych danych i że to pozwoli rządowi na śledzenie tych dzieci do końca ich życia, a także pozostałych członków ich rodzin.

Zgadza się z nią Sophia Gregg, adwokat z Centrum Pomocy Prawnej w Wirginii. Uważa, że z punktu widzenia prawnika, to posunięcie wzbudza mnóstwo wątpliwości. Nie wiadomo dokładnie, kto będzie przechowywał dane i jak zostaną one wykorzystane w przyszłości.

Zero według Trumpa

Fala krytyki spadła na Donalda Trumpa, który w niedzielę na Twitterze wezwał do tego, aby osoby, które nielegalnie przekroczyły granicę, były wydalane z terytorium Stanów Zjednoczonych bez procesów sądowych i wdrażania procedur.

 

„Nie możemy pozwolić, aby wszystkie te osoby robiły najazd na nasz kraj” – napisał na Twitterze.

Wezwał też do odsyłania wszystkich nielegalnych imigrantów, którzy przekroczą granicę, powołując się na to, że przyjmowanie ich jest nieuczciwością wobec ludzi, którzy legalnie starają się o obywatelstwo i są skłonni na nie czekać latami.

Opinia publiczna ledwo zdążyła pochwalić Trumpa za dekret, który pozwolił dzieciom nielegalnych imigrantów odebranym na granicy połączyć się znów ze swoimi rodzicami (niejako przeoczono przy tej okazji fakt, że ten sam dekret umożliwiał bezterminowe przetrzymywanie w aresztach całych rodzin migrantów). Prezydent USA poczuł się w obowiązku przypomnieć, że nadal obowiązuje polityka „zero tolerancji”.

– To niezgodne z prawem i niekonstytucyjne – tak twitterową sugestię o natychmiastowym odsyłaniu migrantów skomentował Omar Jadwat, dyrektor Amerykańskiej Unii Swobód Obywatelskich. – Każdy urzędnik, czy sędzia, który składał przysięgę i obiecywał przestrzegać prawa, powinien jednoznacznie odrzucić nakazy Trumpa.

W tygodniu utworzono federalną grupę zadaniową, która ma zająć się ponownym łączeniem rozdzielonych imigranckich rodzin. W ostatnich tygodniach amerykańska straż graniczna odebrała rodzinom około 2,3 tys. dzieci. Mimo to nie należy oczekiwać, że polityka „zero tolerancji” w jakikolwiek sposób złagodnieje. Organizacje broniące praw człowieka zadeklarowały, że będą interweniować w każdej sytuacji, w której dzieci będą przebywały w ośrodkach dla imigrantów dłużej niż 20 dni i w każdej sytuacji, kiedy aresztowanym za nielegalne przekroczenie granicy nie zostanie zagwarantowane przesłuchanie przed sędzią imigracyjnym przed deportacją.