3 listopada 2026 roku Amerykanie wybiorą nowy Kongres. Dla Donalda Trumpa będzie to najważniejszy sprawdzian polityczny od powrotu do Białego Domu. Republikanie walczą o utrzymanie większości, Demokraci próbują odzyskać kontrolę nad parlamentem, a Elon Musk przeznacza setki milionów dolarów na kampanię wyborczą. Tymczasem zwykłych Amerykanów interesuje przede wszystkim jedno: dlaczego życie jest coraz droższe?
Trump walczy o utrzymanie władzy
W listopadowych wyborach Amerykanie wybiorą wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów oraz około jednej trzeciej Senatu.
Stawką jest kontrola nad Kongresem, który uchwala ustawy, decyduje o wydatkach federalnych i kontroluje działania prezydenta.
Utrata większości przez Republikanów mogłaby znacząco utrudnić Trumpowi realizację jego programu.
Prezydent intensywnie uczestniczy więc w kampanii. Organizuje wiece, wspiera kandydatów i mobilizuje swoich zwolenników.
Sytuacja nie jest jednak łatwa.
Według październikowego badania Reuters/Ipsos tylko 32 proc. dorosłych Amerykanów pozytywnie oceniało działalność Trumpa.
Nastroje wyborców wskazują, że listopadowe głosowanie będzie nie tylko rywalizacją partyjną, ale także oceną dotychczasowej polityki Białego Domu.
Elon Musk daje 366 milionów dolarów. Demokracja dla bogatych?
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów kampanii jest zaangażowanie Elona Muska. Według doniesień prasowych miliarder przeznaczył już około 366 milionów dolarów na wsparcie Republikanów w obecnym cyklu wyborczym.
Pieniądze trafiają do komitetów politycznych finansujących reklamy i mobilizację wyborców.
Wielkie środki na kampanie przeznaczają również darczyńcy wspierający Demokratów.
Pojawia się jednak fundamentalne pytanie: czy demokracja, w której miliarderzy mogą wydawać setki milionów dolarów na politykę, rzeczywiście zapewnia wszystkim obywatelom równe możliwości wpływania na władzę?
Formalnie każdy Amerykanin ma jeden głos. W praktyce możliwości finansowania politycznego przekazu są skrajnie nierówne.
A przecież decyzje Kongresu dotyczą również podatków, regulacji gospodarczych i interesów największych korporacji.
Amerykanie mają dość wysokich cen
Podczas gdy politycy i miliarderzy wydają fortuny na kampanię, miliony Amerykanów zmagają się z kosztami życia.
Droga żywność, paliwo, mieszkania i opieka zdrowotna pozostają jednymi z najważniejszych problemów społecznych.
Według październikowego badania AP-NORC zaledwie 17 proc. dorosłych Amerykanów pozytywnie ocenia działania Trumpa dotyczące kosztów życia.
Aż 65 proc. badanych uważa, że polityka jego administracji przyczynia się do utrzymywania wysokich cen.
Republikanie przekonują, że ich polityka wzmacnia gospodarkę i chroni amerykańskie miejsca pracy. Demokraci wskazują na koszty ponoszone przez konsumentów.
Jednak zwykłego pracownika mniej interesują polityczne deklaracje, a bardziej to, ile pieniędzy zostaje mu po zapłaceniu czynszu, rachunków i zakupach spożywczych.
To właśnie sytuacja materialna rodzin może stać się jednym z najważniejszych tematów listopadowych wyborów.
Fake newsy zamiast debaty
Kampanii towarzyszy również dezinformacja.
W Teksasie, gdzie Demokrata James Talarico rywalizuje z Republikaninem Kenem Paxtonem, rozpowszechniano nieprawdziwe informacje o rzekomym pobycie Talarico w placówce psychiatrycznej.
Doniesienia zostały zdementowane. Kandydat wyjaśnił, że jego nieobecność w kampanii była związana z chorobą.
Sprawa pokazuje niebezpieczny mechanizm współczesnej polityki.
Zamiast dyskusji o wynagrodzeniach, podatkach i dostępie do lekarza wyborcy otrzymują sensacyjne oskarżenia i internetowe manipulacje.
Co wybory w USA oznaczają dla Polski?
Wynik listopadowego głosowania będzie miał znaczenie również dla Europy.
Nowy układ sił w Kongresie może wpłynąć na amerykańską politykę wobec Ukrainy, wydatki obronne, relacje z NATO i handel z Unią Europejską.
Dla Polski szczególnie ważne pozostają bezpieczeństwo militarne, stabilność gospodarcza i ceny energii.
Amerykańskie decyzje gospodarcze mogą pośrednio wpływać na sytuację polskich przedsiębiorstw, pracowników i gospodarstw domowych.
Nie należy jednak zakładać, że zmiana większości w Kongresie automatycznie oznacza zmianę całej polityki zagranicznej USA.
Kto naprawdę wygra te wybory?
3 listopada Amerykanie zdecydują, kto będzie kontrolował Kongres przez kolejne dwa lata.
Ale niezależnie od wyniku pozostanie pytanie znacznie ważniejsze niż partyjne zwycięstwo.
Czy amerykańska gospodarka będzie służyć przede wszystkim zwykłym obywatelom, czy interesom najbogatszych?
Z jednej strony mamy miliarderów wydających setki milionów dolarów na politykę. Z drugiej — miliony rodzin oczekujących godnych wynagrodzeń, dostępnych mieszkań i ochrony zdrowia.
Republikanie i Demokraci przedstawiają odmienne programy gospodarcze i społeczne. Ich rzeczywistą wartość pokażą jednak konkretne decyzje podejmowane po wyborach.
Bo prawdziwą miarą sukcesu państwa nie jest liczba miliarderów finansujących kampanie wyborcze, lecz to, czy zwykli ludzie mogą godnie żyć ze swojej pracy.
I właśnie z tej perspektywy warto obserwować listopadowe wybory w Stanach Zjednoczonych.
Źródła: Reuters, Associated Press, AP-NORC Center for Public Affairs Research, „The New York Times”, doniesienia prasowe z października 2026 r.
TRYBUNA.INFO |












