„Polska szkoła uczy według szablonu, a życie wymaga myślenia”. Nauczycielka po 25 latach pracy bez złudzeń o edukacji
25 lat pracy w polskiej szkole. Dziesiątki reform, kolejni ministrowie, rosnąca biurokracja i coraz większe wymagania wobec nauczycieli. Tymczasem dyrektorzy i wicedyrektorzy potrafią zajmować stanowiska kierownicze przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Nauczycielka zarabiająca około 5500 zł netto po ćwierć wieku pracy wciąż musi tłumaczyć społeczeństwu, że jej obowiązki nie kończą się po 18 godzinach lekcyjnych. Z okazji Dnia Edukacji Narodowej rozmawiamy z nauczycielką, która nie zamierza wystawiać polskiej edukacji laurki.
„Szkoła potrzebuje rzeczywistej zmiany. Dyrektorzy i wicedyrektorzy nie powinni sprawować swoich funkcji przez 20 czy 30 lat. Potrzebujemy ograniczenia liczby kadencji, większego wpływu nauczycieli i rodziców oraz edukacji, która przygotowuje młodych ludzi do życia, a nie wyłącznie do egzaminów” – przekonuje nasza rozmówczyni.
To rozmowa o problemach, o których podczas oficjalnych obchodów Dnia Edukacji Narodowej mówi się zdecydowanie za rzadko.
„Każdy minister chce reformować. Nikt nie odpowiada za skutki”
TRYBUNA.INFO: Przepracowała Pani w polskiej szkole 25 lat. Czy dzisiejsza edukacja jest lepsza od tej, którą pamięta Pani z początku swojej kariery?
NAUCZYCIELKA: Polska szkoła od lat znajduje się w stanie permanentnej reformy. Problem w tym, że często nie wiadomo, jaki jest jej ostateczny cel.
Zmieniają się rządy, ministrowie, podstawy programowe i podręczniki. Każda kolejna ekipa przychodzi z własną wizją edukacji, jakby wszystko, co zrobili poprzednicy, należało wyrzucić do kosza.
A przecież edukacja wymaga stabilności.
Najlepszym przykładem są gimnazja. Kiedy powstawały, panował ogromny chaos. Poziom nauczania początkowo pozostawiał wiele do życzenia. Ale z czasem system zaczął naprawdę dobrze funkcjonować.
Gimnazjum było okresem przejściowym między dzieciństwem a dorosłością. Młodzież miała czas, żeby dojrzeć emocjonalnie, zanim trafiła do szkoły ponadgimnazjalnej.
Dzisiaj wróciliśmy do wcześniejszego modelu. Do szkół średnich przychodzą młodzi ludzie, którzy często są jeszcze emocjonalnie dziećmi.
Z mojej perspektywy różnica w dojrzałości między dawnymi absolwentami gimnazjów a obecnymi absolwentami podstawówek jest ogromna.
TRYBUNA.INFO: Czy likwidację gimnazjów uważa Pani za błąd?
NAUCZYCIELKA: Za wielki błąd. Mam wrażenie, że przy podejmowaniu takich decyzji kwestie finansowe i polityczne bywają ważniejsze od dobra uczniów.
Najpierw państwo wydaje ogromne pieniądze na reformę. Powstają placówki, zatrudnia się nauczycieli, tworzy programy. A kiedy wszystko zaczyna działać, przychodzi kolejna władza i rozpoczyna przebudowę.
Tylko kto liczy koszty tych eksperymentów? Nie wyłącznie finansowe, ale także społeczne?
Przecież nie eksperymentujemy na przedmiotach. Eksperymentujemy na całych pokoleniach młodych ludzi.
„Dyrektor chce rankingu, minister wyników. A czego potrzebuje uczeń?”
TRYBUNA.INFO: Wspomniała Pani, że polska szkoła coraz bardziej koncentruje się na egzaminach. Czy rzeczywiście uczymy przede wszystkim pod testy?
NAUCZYCIELKA: Niestety tak.
Dzisiaj najważniejsze są wyniki egzaminu ósmoklasisty, matury czy egzaminów zawodowych. Nauczyciel coraz częściej traktowany jest jak dostawca określonego produktu.
Tym produktem ma być wynik.
Rodzice oczekują dobrych ocen, uczniowie chcą zdać egzaminy, a dyrekcja rozlicza nauczyciela ze statystyk.
Dlaczego? Bo później można pochwalić się miejscem w rankingu.
Tylko że wynik egzaminu nie zawsze pokazuje rzeczywiste umiejętności młodego człowieka.
Można świetnie nauczyć ucznia rozwiązywania arkuszy i jednocześnie nie nauczyć go samodzielnego myślenia.
I tutaj dochodzimy do absurdu współczesnej edukacji.
Na egzaminach wymagamy od uczniów działania według szablonu, a później w dorosłym życiu oczekujemy od nich nieszablonowego myślenia.
Jak mają się tego nauczyć, skoro przez lata nagradzamy przede wszystkim odtwarzanie gotowych odpowiedzi?
„5533 złotych na rękę po 25 latach pracy”
TRYBUNA.INFO: Porozmawiajmy o wynagrodzeniach. Ile zarabia nauczycielka z 25-letnim stażem?
NAUCZYCIELKA: W moim przypadku to około 5533 złotych netto miesięcznie.
Dwadzieścia pięć lat pracy. Wyższe wykształcenie, podwójne studia podyplomowe. Odpowiedzialność za młodych ludzi. Nieustanne wymagania dotyczące kwalifikacji i doskonalenia zawodowego.
I takie pieniądze.
Proszę porównać atrakcyjność zawodu nauczyciela z innymi zawodami wymagającymi podobnego poziomu wykształcenia i odpowiedzialności.
Moim zdaniem przez lata nauczyciele tracili ekonomiczną pozycję w społeczeństwie.
Oczywiście słyszymy o kolejnych podwyżkach. Politycy chwalą się procentami. Tylko czy rzeczywiście oznacza to, że nauczyciel może żyć na poziomie odpowiadającym jego kwalifikacjom?
TRYBUNA.INFO: Często słyszymy jednak argument, że nauczyciele pracują 18 godzin tygodniowo i mają dwa miesiące wakacji.
NAUCZYCIELKA: To jedna wielka bajka.
Kto liczy godziny spędzone na sprawdzaniu prac w domu? Kto liczy przygotowanie zajęć, dokumentację, zebrania i rady pedagogiczne?
Zdarza się, że rada pedagogiczna kończy się o godzinie 20 czy 21, a następnego dnia trzeba być w szkole na ósmą rano.
Kto liczy czas spędzony na wycieczkach szkolnych?
Dla niektórych wycieczka to przyjemność. A dla nauczyciela? Odpowiedzialność za bezpieczeństwo młodych ludzi, często przez całą dobę.
Nauczyciel nie jedzie tam na urlop.
I jeszcze kwestia wakacji.
„Nie chcę dwóch miesięcy wakacji. Chcę decydować o własnym urlopie”
TRYBUNA.INFO: Proponuje Pani nawet skrócenie wakacyjnego urlopu nauczycieli. To dość zaskakujące stanowisko.
NAUCZYCIELKA: A dlaczego?
Ja uważam, że nauczyciel powinien mieć miesiąc wakacyjnego urlopu, a pozostałe dni móc wykorzystywać w innych miesiącach, oczywiście przy odpowiednim zorganizowaniu pracy szkoły.
Dlaczego nauczyciel nie może sam zdecydować, kiedy potrzebuje wolnego?
Dlaczego o moim urlopie ma decydować minister, dyrektor czy kalendarz szkolny?
Przecież nauczycielka też ma rodzinę. Musi pójść do lekarza, załatwić sprawy osobiste, czasami potrzebuje kilku dni odpoczynku w środku roku.
Tymczasem wypoczynek jest narzucony z góry.
Co więcej, nauczyciele zasadniczo wyjeżdżają na wakacje wtedy, kiedy ceny w miejscowościach turystycznych należą do najwyższych.
Nie chcę dodatkowych przywilejów.
Chcę mieć wpływ na własny czas wolny, zamiast korzystać z urlopu wyłącznie wtedy, kiedy przewiduje to system.
„Dyrektor i wicedyrektor przez 30 lat? Szkoła publiczna nie może być dożywotnim gabinetem”
TRYBUNA.INFO: Bardzo krytycznie ocenia Pani sposób zarządzania szkołami. Wskazuje Pani szczególnie na problem wieloletniego sprawowania funkcji kierowniczych. Dlaczego uważa Pani, że jest to niebezpieczne?
NAUCZYCIELKA: Ponieważ w polskich szkołach dochodzi do sytuacji, w których dyrektorzy i wicedyrektorzy zajmują swoje stanowiska przez kilkanaście, dwadzieścia, a nawet trzydzieści lat.
Przez ten czas zmieniają się ministrowie, programy nauczania, nauczyciele, uczniowie i całe pokolenia rodziców.
A kierownictwo szkoły pozostaje praktycznie niezmienne.
Moim zdaniem to sytuacja, która powinna skłonić ustawodawcę do poważnej refleksji.
Stanowisko dyrektora czy wicedyrektora szkoły nie powinno być funkcją sprawowaną przez większość życia zawodowego. Osoby zajmujące te stanowiska powinny przede wszystkim pozostawać pedagogami, a nie stawać się urzędnikami, którzy przez kilkadziesiąt lat zarządzają jedną placówką.
Oczywiście są bardzo dobrzy dyrektorzy i wicedyrektorzy, ale nawet dobre zarządzanie nie powinno oznaczać zwolnienia z zasady okresowej zmiany kierownictwa.
Szkoła potrzebuje nowych pomysłów, nowych ludzi i świeżego spojrzenia.
A przede wszystkim powinna być instytucją, która należy do społeczności szkolnej, a nie do osób aktualnie zajmujących gabinety dyrektorskie.
„Dwie, maksymalnie trzy kadencje. Ta sama zasada dla dyrektorów i wicedyrektorów”
TRYBUNA.INFO: Obecnie dyrektor szkoły jest zasadniczo powoływany na pięć lat szkolnych, ale może ponownie ubiegać się o stanowisko. Nie istnieje ogólny limit liczby kadencji uzyskiwanych w kolejnych konkursach. Czy Pani zdaniem powinno się to zmienić?
NAUCZYCIELKA: Zdecydowanie.
Uważam, że należy wprowadzić ustawowy limit dwóch, ewentualnie trzech kadencji dyrektora szkoły. I dokładnie taka sama zasada powinna obowiązywać wicedyrektorów.
Nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby kierować tą samą szkołą przez 25 czy 30 lat.
Jeżeli przyjmiemy pięcioletnią kadencję, to dwie kadencje oznaczają dziesięć lat zarządzania placówką. Trzy to już piętnaście lat.
Czy to naprawdę za mało, aby zrealizować własną wizję rozwoju szkoły?
W tym czasie można wprowadzić zmiany, zbudować zespół, poprawić warunki nauczania i osiągnąć konkretne rezultaty.
Ale później powinno się zrobić miejsce kolejnym osobom.
I nie może być tak, że dyrektor po zakończeniu swojej kadencji zostaje wicedyrektorem, a dotychczasowy wicedyrektor obejmuje funkcję dyrektora tylko po to, aby te same osoby nadal zarządzały szkołą.
Dlatego proponowałabym wspólny limit czasu sprawowania wszystkich funkcji kierowniczych w danej placówce.
Inaczej ograniczenie kadencyjności stanie się fikcją.
TRYBUNA.INFO: Czyli obowiązkowa przerwa od stanowisk kierowniczych powinna dotyczyć również wicedyrektorów?
NAUCZYCIELKA: Oczywiście.
Po dwóch lub trzech kadencjach zarówno dyrektor, jak i wicedyrektor powinni wrócić do normalnej pracy pedagogicznej. Dopiero po określonym okresie karencji mogliby ponownie ubiegać się o funkcje kierownicze.
Nie chodzi o zwalnianie ludzi ze szkoły.
Chodzi o to, żeby kierowanie szkołą było czasowym zadaniem powierzanym nauczycielowi, a nie osobnym zawodem wykonywanym przez całe życie.
Wicedyrektor również odpowiada za organizację pracy szkoły, nadzór nad nauczycielami, realizację zadań dydaktycznych i funkcjonowanie placówki.
Dlaczego więc jego stanowisko miałoby pozostawać poza zasadą kadencyjności?
Jeśli chcemy rzeczywiście zmienić sposób zarządzania edukacją, nie możemy ograniczyć reformy wyłącznie do stanowiska dyrektora.
Kadencyjność musi obejmować całe kierownictwo szkoły.
„Doświadczenie nie może oznaczać nieusuwalności”
TRYBUNA.INFO: Ale przecież można argumentować, że wieloletni dyrektor lub wicedyrektor doskonale zna placówkę, ma doświadczenie i zapewnia jej stabilność. Dlaczego zmieniać kogoś, kto dobrze wykonuje swoją pracę?
NAUCZYCIELKA: Doświadczenie jest ważne. Ale trzeba odróżnić doświadczenie od przyzwyczajenia do stanowiska.
Czy naprawdę uważamy, że jedna osoba jest niezastąpiona przez trzydzieści lat?
Wieloletnie zarządzanie może prowadzić do powstawania nieformalnych zależności.
Dyrektor ma wpływ na przydział godzin, dodatki motywacyjne, nagrody, ocenę pracy nauczycieli czy obsadzanie stanowisk kierowniczych.
Wicedyrektorzy również pełnią ważną rolę w codziennym zarządzaniu szkołą i organizowaniu pracy nauczycieli.
Z czasem wokół kierownictwa mogą tworzyć się grupy osób wzajemnie się wspierających.
Nie twierdzę, że dzieje się tak w każdej szkole, ale z mojej perspektywy jest to realne zagrożenie.
Brak limitu kadencji dyrektorów i wicedyrektorów może sprzyjać utrwalaniu zależności personalnych, ograniczać możliwość awansu innym nauczycielom i osłabiać rzeczywistą kontrolę społeczności szkolnej nad sposobem zarządzania placówką.
Dlatego uważam, że rotacja na stanowiskach kierowniczych powinna być normalnym elementem funkcjonowania publicznej edukacji.
„Dlaczego o dyrektorze mają decydować przede wszystkim urzędnicy?”
TRYBUNA.INFO: Wspomniała Pani również o konkursach na stanowiska dyrektorskie. Co budzi Pani największe zastrzeżenia?
NAUCZYCIELKA: Przede wszystkim wpływ samorządu i kuratorium.
W mojej ocenie bez przychylności tych dwóch środowisk bardzo trudno wygrać konkurs na stanowisko dyrektora.
A przecież dyrektor powinien cieszyć się przede wszystkim zaufaniem nauczycieli i rodziców.
Obecnie przedstawiciele organu prowadzącego i nadzoru pedagogicznego mają bardzo silną pozycję w komisjach konkursowych.
Rada pedagogiczna i rada rodziców również mają swoich przedstawicieli, ale chciałabym, żeby ich rola była znacznie większa.
TRYBUNA.INFO: Czyli proponuje Pani nie tylko ograniczenie liczby kadencji, ale również zmianę sposobu wyboru kierownictwa szkoły?
NAUCZYCIELKA: Dokładnie tak.
Konkurs na dyrektora powinien być przede wszystkim sprawą społeczności szkolnej — rady pedagogicznej i rodziców — a nie urzędników samorządowych i kuratorium.
To nauczyciele pracują z dyrektorem każdego dnia.
To rodzice powierzają szkole swoje dzieci.
Dlaczego więc ich głos nie miałby mieć decydującego znaczenia?
Podobnie wygląda kwestia wicedyrektorów. Dzisiaj o powierzeniu tej funkcji decyduje dyrektor po zasięgnięciu wymaganych opinii.
Moim zdaniem również w tym przypadku należałoby zwiększyć wpływ rady pedagogicznej na obsadzanie stanowisk.
Samorząd powinien oczywiście kontrolować prawidłowe gospodarowanie publicznymi pieniędzmi, a kuratorium zgodność działania placówki z prawem i wymaganiami edukacyjnymi.
Ale szkoła nie powinna być elementem lokalnych zależności politycznych.
Dzisiaj mam wrażenie, że dyrektor coraz częściej jest przede wszystkim urzędnikiem, który musi utrzymywać dobre relacje z samorządem i kuratorium.
A przecież powinien być przede wszystkim pedagogiem.
TRYBUNA.INFO: Zatem jaka jest Pani konkretna propozycja?
NAUCZYCIELKA: Dwie lub maksymalnie trzy kadencje dla dyrektorów i wicedyrektorów, wspólny limit czasu pełnienia funkcji kierowniczych, obowiązkowa przerwa przed ponownym objęciem stanowiska oraz powrót do pracy pedagogicznej.
Do tego większy wpływ rady pedagogicznej i rodziców na wybór kierownictwa szkoły, przejrzystość procedur oraz rzeczywista ocena pracy, a nie tylko poprawności dokumentacji.
Nie chodzi o karanie dyrektorów czy wicedyrektorów.
Chodzi o to, żeby publiczna szkoła była zarządzana demokratycznie, kompetentnie i z korzyścią dla uczniów.
Żadna funkcja kierownicza w publicznej szkole nie powinna być traktowana jak stanowisko zarezerwowane na całe życie zawodowe.
„Kuratorium powinno pomagać nauczycielom, a nie tylko kontrolować”
TRYBUNA.INFO: A jak ocenia Pani działalność kuratoriów oświaty?
NAUCZYCIELKA: W mojej ocenie kuratoria są zbyt mocno związane ze światem administracji i polityki.
Z perspektywy nauczycielki ich działalność kojarzy mi się przede wszystkim z kontrolami, wizytacjami i sprawdzaniem dokumentacji.
Znacznie mniej widoczne jest rzeczywiste wspieranie pracy pedagogicznej.
Ja chciałabym, żeby kuratorium pomagało nauczycielom w rozwiązywaniu problemów, wspierało rozwój nowoczesnych metod nauczania i było instytucją, do której można zwrócić się po pomoc.
Tymczasem odnoszę wrażenie, że często ważniejsze są formalności i relacje między instytucjami.
W szkołach mogą też powstawać nieformalne grupy wzajemnego wsparcia, skupione wokół dyrekcji i jej najbliższego otoczenia.
W mojej ocenie zagrożenie takimi zależnościami nie dotyczy jednej opcji politycznej. Mogą one występować zarówno w środowiskach konserwatywnych, jak i liberalnych.
Szkoła publiczna nie powinna być miejscem budowania politycznych czy towarzyskich układów.
Powinna być miejscem, w którym najważniejsze są kompetencje.
„Związki zawodowe? Byłam członkinią i nie otrzymałam wsparcia”
TRYBUNA.INFO: Nie oszczędza Pani również związków zawodowych. Dlaczego?
NAUCZYCIELKA: Ponieważ nie mam poczucia, że skutecznie reprezentują interesy nauczycieli.
Sama kiedyś należałam do związku zawodowego i nie otrzymałam realnego wsparcia.
Oczywiście organizacje związkowe mówią o walce o wynagrodzenia, prawach pracowniczych i godności zawodu.
Tylko ja patrzę na efekty z perspektywy zwykłej nauczycielki.
Mam też problem z wieloletnim zajmowaniem stanowisk kierowniczych w organizacjach związkowych.
Spójrzmy na ZNP i jego wieloletniego prezesa Sławomira Broniarza.
Moim zdaniem warto zadać pytanie, czy osoba przez tak długi czas pełniąca funkcję związkową nadal dostatecznie dobrze rozumie codzienność nauczyciela pracującego w szkole.
Nie chodzi wyłącznie o nazwisko.
Chodzi o zasadę. Funkcje powinny być czasowe, a nie stawać się wieloletnim sposobem na życie zawodowe.
„Uczeń z zamożnego domu i uczeń bez wsparcia nie mają takich samych szans”
TRYBUNA.INFO: Wspomniała Pani wcześniej, że dzisiejsza edukacja zaniedbuje kompetencje społeczne. Co konkretnie ma Pani na myśli?
NAUCZYCIELKA: Brakuje nacisku na empatię, tolerancję, umiejętność współpracy i budowania relacji międzyludzkich.
Zbyt często powtarzamy młodym ludziom, że każdy może osiągnąć wszystko, jeżeli tylko będzie wystarczająco ciężko pracował.
To bardzo wygodna opowieść, ale rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.
Proszę porównać dwóch uczniów.
Jeden pochodzi z rodziny, w której rodzice mają czas, pieniądze, wykształcenie i wspierają dziecko. Może korzystać z korepetycji, ma własny pokój i spokojne warunki do nauki.
Drugi nie ma takiego wsparcia. Rodzice mogą być nieobecni albo przeciążeni własnymi problemami. Dziecko dużą część życia spędza w internecie.
Czy rzeczywiście obaj startują z tego samego miejsca?
Oczywiście, że nie.
A szkoła często rozlicza ich według tych samych kryteriów.
Uważam, że zadaniem publicznej edukacji powinno być zmniejszanie nierówności, a nie tylko ocenianie ich skutków.
„Patriotyzm nie może sprowadzać się do religii i politycznych haseł”
TRYBUNA.INFO: Krytykuje Pani również sposób nauczania historii i obecność religii w polskiej szkole.
NAUCZYCIELKA: Mam wrażenie, że w polskiej edukacji historia bywa zbyt silnie wiązana z religią i określoną wizją patriotyzmu.
Nie podoba mi się podejście, w którym patriotyzm staje się przede wszystkim zestawem haseł, symboli i deklaracji.
Ja chciałabym, żeby młodzież rozumiała historię, potrafiła ją analizować, dostrzegała różne perspektywy i wyciągała wnioski.
Patriotyzm powinien oznaczać również odpowiedzialność za społeczeństwo, szacunek dla innych ludzi i troskę o dobro wspólne.
Nie może zastępować samodzielnego myślenia.
TRYBUNA.INFO: A miejsce Kościoła w edukacji?
NAUCZYCIELKA: Moje stanowisko jest jednoznaczne. Religia powinna być nauczana poza szkołą publiczną.
Uważam, że duchowni nie powinni uczestniczyć w kształtowaniu publicznego systemu edukacji w takim zakresie, w jakim dzieje się to podczas sporów światopoglądowych.
Krytycznie oceniam również sprzeciw środowisk kościelnych wobec edukacji zdrowotnej.
Młodzież potrzebuje wiedzy o zdrowiu psychicznym, relacjach, emocjach, bezpieczeństwie, dojrzewaniu i odpowiedzialności.
To nie powinno być pole politycznej czy religijnej walki.
TRYBUNA.INFO: Od września 2026 roku edukacja zdrowotna jest już przedmiotem obowiązkowym, ale zagadnienia dotyczące zdrowia seksualnego przeniesiono do odrębnych, nieobowiązkowych zajęć. Czy to wystarczające rozwiązanie?
NAUCZYCIELKA: Dobrze, że młodzi ludzie mają otrzymywać więcej wiedzy o zdrowiu.
Ale ja chciałabym, żebyśmy przestali traktować edukację o człowieku, jego emocjach i relacjach jak zagrożenie.
Moim zdaniem właśnie tych kompetencji dramatycznie brakuje dzisiejszej młodzieży.
„Lista lektur przypomina muzeum. Można je zwiedzać, ale ile można?”
TRYBUNA.INFO: Co zmieniłaby Pani w podstawie programowej?
NAUCZYCIELKA: Przede wszystkim należałoby ją gruntownie przebudować.
Nie kosmetycznie poprawić. Przebudować.
Spójrzmy choćby na listy lektur. Czasami mam wrażenie, że szkoła przypomina muzeum.
Oczywiście muzea są potrzebne. Historia literatury również. Ale ile można żyć wyłącznie przeszłością?
Młodzi ludzie funkcjonują w zupełnie innym świecie niż pokolenia, dla których tworzono tradycyjny model edukacji.
Szkoła powinna rozwijać zainteresowania, zachęcać do czytania współczesnej literatury, dyskutowania i interpretowania świata.
Nie może polegać wyłącznie na odtwarzaniu określonej interpretacji utworu, którą nauczyciel uważa za właściwą.
„Sztuczna inteligencja nie jest wrogiem. Problemem jest szkoła, która nie chce się zmieniać”
TRYBUNA.INFO: Coraz większym wyzwaniem dla edukacji jest sztuczna inteligencja. Czy polskie szkoły są na nią przygotowane?
NAUCZYCIELKA: Moim zdaniem nie.
Wielu nauczycieli nie rozumie jeszcze, że sztuczna inteligencja może być znakomitym narzędziem edukacyjnym.
Zamiast uczyć młodzież odpowiedzialnego korzystania z AI, próbujemy ją przede wszystkim kontrolować.
A przecież świat już się zmienił.
Uczeń może dzisiaj w kilka sekund uzyskać odpowiedź na pytanie, przygotować streszczenie czy znaleźć informacje.
Problem polega na tym, że szkoła nadal bardzo często zadaje dokładnie te same pytania, które zadawała przed laty.
Nauczyciel oczekuje tej samej odpowiedzi, której sam został kiedyś nauczony.
A może należałoby zacząć zadawać inne pytania?
Nie tylko: „Kiedy wydarzyło się dane zdarzenie?”, ale również: „Dlaczego do niego doszło? Jakie były jego konsekwencje? Czy można było temu zapobiec?”.
Nie tylko: „Podaj definicję”, ale: „Wykorzystaj wiedzę do rozwiązania konkretnego problemu”.
Sztuczna inteligencja powinna pomagać w nauczaniu, a nie być traktowana jak wróg, z którym trzeba walczyć.
Trzeba oczywiście uczyć sprawdzania informacji, rozpoznawania błędów i samodzielnego myślenia.
Ale tego właśnie powinna uczyć nowoczesna szkoła.
„Szkolenia nauczycieli? Prezentacje PowerPoint i publiczne pieniądze”
TRYBUNA.INFO: Skoro szkoła potrzebuje nowych metod pracy, to może rozwiązaniem są szkolenia nauczycieli?
NAUCZYCIELKA: Oczywiście, że nauczyciele potrzebują szkoleń. Ale rzeczywistych, praktycznych i przydatnych.
Tymczasem z mojego doświadczenia wynika, że ogromna część organizowanych szkoleń jest zupełnie niepotrzebna.
Gdybym miała to ocenić bardzo ostro, powiedziałabym, że nawet 97 procent z nich nie wnosi do pracy nauczyciela tego, czego rzeczywiście potrzebuje. To oczywiście moja subiektywna ocena, nie wynik badań.
Często wygląda to tak: przychodzi prowadzący, uruchamia prezentację PowerPoint i przez kilka godzin opowiada rzeczy, które nauczyciele już wiedzą albo których nigdy nie wykorzystają.
Uczestnicy siedzą, słuchają i otrzymują zaświadczenia.
Dokumentacja się zgadza. Szkolenie zostało przeprowadzone.
Tylko czego nauczyli się nauczyciele?
Mam również zastrzeżenia do sposobu wybierania organizatorów szkoleń. Uważam, że takie decyzje powinny być bardziej przejrzyste, a przydatność zajęć rzeczywiście oceniana.
Dzisiaj to dyrekcja często decyduje, jakie szkolenie zamówić.
Ja wolałabym, żeby najpierw zapytano nauczycieli, czego naprawdę potrzebują.
Chętnie uczestniczyłabym w praktycznych warsztatach dotyczących sztucznej inteligencji, psychologii młodzieży, rozwiązywania konfliktów czy nowoczesnych metod nauczania.
Ale nie chcę spędzać kolejnych godzin na słuchaniu prezentacji tylko dlatego, że ktoś musi wykazać przeprowadzenie szkolenia.
„Polska szkoła potrzebuje zmiany myślenia, a nie kolejnego ministra z pomysłem”
TRYBUNA.INFO: Gdyby miała Pani możliwość zmienienia polskiego systemu edukacji, od czego należałoby zacząć?
NAUCZYCIELKA: Od zmiany filozofii edukacji.
Przede wszystkim trzeba gruntownie przebudować podstawę programową.
Szkoła musi przestać koncentrować się wyłącznie na realizowaniu kolejnych punktów programu i przygotowywaniu uczniów do egzaminów.
Powinna rozwijać myślenie, samodzielność, ciekawość świata i umiejętność rozwiązywania problemów.
Po drugie, trzeba zacząć traktować nowe technologie, w tym sztuczną inteligencję, jako narzędzia, które mogą wspierać naukę.
Po trzecie, należy zdecydowanie wzmocnić edukację społeczną.
Empatia, tolerancja, umiejętność komunikacji, współpracy i dbania o własne zdrowie psychiczne są równie ważne jak wiedza encyklopedyczna.
Zmieniłabym również sposób zarządzania szkołami.
Wprowadziłabym ustawowe ograniczenie liczby kadencji dyrektorów i wicedyrektorów, obowiązkową karencję przed ponownym objęciem funkcji kierowniczej oraz znacznie większy udział nauczycieli i rodziców w wyborze władz szkoły.
Nie możemy mówić o nowoczesnej edukacji, jeżeli sposób zarządzania szkołą nie zmienia się przez kilkadziesiąt lat.
Nauczyciel musi odzyskać poczucie, że jest specjalistą, a nie tylko wykonawcą kolejnych rozporządzeń.
Szkoła powinna być miejscem rozwoju, a nie instytucją podporządkowaną statystykom, procedurom i wieloletnim zależnościom personalnym.
Od redakcji Trybuna.Info: dyrektor ma kadencję, wicedyrektor jest powoływany przez dyrektora. Czy czas zmienić przepisy?
Jednym z najważniejszych postulatów naszej rozmówczyni jest ograniczenie czasu sprawowania funkcji kierowniczych w publicznych szkołach.
Co istotne, propozycja nie dotyczy wyłącznie dyrektorów.
Nauczycielka postuluje wprowadzenie jednolitych zasad kadencyjności zarówno dla dyrektorów, jak i wicedyrektorów, tak aby ograniczenie liczby kadencji obejmowało całe kierownictwo szkoły.
Jak jest obecnie?
Zgodnie z art. 63 ustawy Prawo oświatowe stanowisko dyrektora powierza się zasadniczo na pięć lat szkolnych. W uzasadnionych przypadkach możliwe jest powierzenie go na krótszy okres.
Przepisy nie wprowadzają jednak ogólnego limitu dwóch czy trzech kadencji, po których dyrektor musiałby definitywnie zakończyć kierowanie daną szkołą.
Od września 2025 roku istnieje także możliwość przedłużenia powierzenia stanowiska bez przeprowadzania kolejnego konkursu, po spełnieniu określonych warunków ustawowych.
Łączny okres powierzenia stanowiska i takiego przedłużenia nie może przekroczyć dziesięciu lat szkolnych. Nie oznacza to jednak zakazu późniejszego ubiegania się o stanowisko w konkursie.
A co z wicedyrektorami?
Tutaj sytuacja wygląda inaczej.
Zgodnie z art. 64 ustawy Prawo oświatowe powierzenia stanowiska wicedyrektora i odwołania z niego dokonuje dyrektor szkoły, po zasięgnięciu opinii organu prowadzącego, rady szkoły oraz rady pedagogicznej.
Ustawa nie ustanawia dla wicedyrektorów analogicznego, ogólnego mechanizmu konkursowego ani maksymalnej liczby kolejnych okresów pełnienia funkcji.
Oznacza to, że osoba może przez wiele lat pozostawać w kierownictwie placówki, jeżeli funkcja jest jej ponownie powierzana zgodnie z obowiązującymi zasadami.
Nie jest to samo w sobie nieprawidłowością, ale otwiera dyskusję o tym, czy publiczne szkoły nie powinny stosować jednolitych ograniczeń dotyczących czasu sprawowania funkcji kierowniczych.
Dlaczego ograniczenie powinno obejmować oba stanowiska?
Propozycja naszej rozmówczyni zakłada maksymalnie dwie lub trzy pięcioletnie kadencje i obowiązkowy okres przerwy w sprawowaniu funkcji kierowniczych.
Istotnym elementem takiego rozwiązania musiałby być również wspólny limit czasu pełnienia stanowisk dyrektora i wicedyrektora w tej samej placówce.
Bez tego możliwa byłaby sytuacja, w której po wyczerpaniu limitu kadencji dyrektor zostaje wicedyrektorem, a dotychczasowy wicedyrektor obejmuje stanowisko dyrektora.
Formalnie następowałaby zmiana stanowisk, ale faktycznie szkołą nadal kierowałyby te same osoby.
Dlatego, jeśli ustawodawca zdecydowałby się na wprowadzenie kadencyjności, powinien rozważyć rozwiązania uniemożliwiające obchodzenie limitu poprzez zamianę funkcji.
Z drugiej strony należałoby uwzględnić ryzyko utraty doświadczonej kadry kierowniczej, problemy małych szkół ze znalezieniem kandydatów i konieczność zapewnienia ciągłości zarządzania.
To argumenty, które powinny zostać uwzględnione przy projektowaniu ewentualnych przepisów.
Dzień Edukacji Narodowej. Czas skończyć z reformami na papierze
Wypowiedzi naszej rozmówczyni są jej osobistą oceną funkcjonowania polskiej edukacji, opartą na 25 latach doświadczenia zawodowego. Nie stanowią reprezentatywnego badania środowiska nauczycielskiego ani dowodu występowania opisywanych nieprawidłowości we wszystkich placówkach.
Warto jednak potraktować tę rozmowę jako głos w dyskusji o przyszłości polskiej szkoły.
Bo problem edukacji nie kończy się na pensjach i podstawie programowej.
Dotyczy również sposobu zarządzania placówkami, rzeczywistego wpływu nauczycieli na podejmowane decyzje, roli samorządów i kuratoriów oraz jakości przygotowania młodych ludzi do życia.
Można zmieniać podręczniki, wymieniać ministrów, likwidować i tworzyć kolejne przedmioty.
Można również organizować następne konferencje, konsultacje, szkolenia i ogłaszać kolejne reformy.
Ale dopóki nie zaczniemy traktować nauczycieli jak specjalistów, uczniów jak ludzi potrzebujących wszechstronnego rozwoju, a dyrektorów i wicedyrektorów jak osoby czasowo zarządzające dobrem publicznym, trudno będzie mówić o rzeczywistej zmianie.
Polska szkoła nie potrzebuje kolejnej reformy, która dobrze wygląda w ministerialnej prezentacji. Potrzebuje stabilnych zasad, odpowiedzialnego zarządzania i odwagi do zmiany tego, co od lat nie działa.
A przede wszystkim potrzebuje odpowiedzi na pytanie, które wybrzmiewa w całej rozmowie:
Czy chcemy wychowywać ludzi potrafiących samodzielnie myśleć, czy kolejnych absolwentów, którzy doskonale opanowali rozwiązywanie testów, ale nie potrafią odnaleźć się w rzeczywistym świecie?
Dzień Edukacji Narodowej powinien być nie tylko świętem nauczycieli.
Powinien być również dniem poważnej rozmowy o przyszłości polskiego społeczeństwa.
Wywiad opracowany redakcyjnie na podstawie wypowiedzi nauczycielki z 25-letnim stażem pracy.
Podstawy prawne: ustawa Prawo oświatowe, art. 63 i 64 (Dz.U. z 2026 r. poz. 820); Karta Nauczyciela, art. 42 i 64.












