Nie można wiarygodnie występować w roli obrońcy konstytucji, a jednocześnie blokować wykonywania jej postanowień. To zasadniczy problem postawy Karola Nawrockiego wobec Trybunału Konstytucyjnego. Prezydencki obowiązek czuwania nad ustawą zasadniczą nie jest upoważnieniem do podporządkowywania instytucji własnej ocenie politycznej. Oznacza przede wszystkim konieczność przestrzegania granic własnej władzy.
W sporze o TK trzeba jednak precyzyjnie nazywać działania. Prezydent nie nominuje sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Wybiera ich Sejm, a prezydent przyjmuje od nich ślubowanie. Konstytucja w art. 194 ust. 1 powierza wybór Sejmowi. Artykuł 126 ust. 2 nakazuje prezydentowi czuwać nad przestrzeganiem konstytucji, natomiast ust. 3 zobowiązuje go do wykonywania zadań w granicach konstytucji i ustaw. Funkcja strażnika nie daje zatem dodatkowego prawa weta wobec wyboru sędziów.
Obowiązek złożenia ślubowania wobec prezydenta wynika z art. 4 ustawy o statusie sędziów TK. Jego znaczenie należy odczytywać w świetle konstytucyjnego podziału kompetencji. W wyroku z 3 grudnia 2015 roku, sygn. K 34/15, Trybunał stwierdził, że przyjęcie ślubowania jest obowiązkiem prezydenta, który powinien zostać wykonany niezwłocznie. Choć orzeczenie dotyczyło wcześniejszej ustawy, jego argumentacja opierała się na konstytucyjnej zasadzie, że skład Trybunału wybiera Sejm.
Trybunał dopuścił możliwość wyjątkowego opóźnienia w nadzwyczajnych, obiektywnych okolicznościach, wymagających wyjaśnienia. Nie przyznał jednak prezydentowi swobody politycznego zatwierdzania jednych sędziów i blokowania innych. W świetle tej wykładni bezzasadne nieprzyjmowanie ślubowania od prawidłowo wybranych sędziów narusza konstytucję, ponieważ udaremnia wykonanie kompetencji Sejmu. To podstawa zarzutu wobec Nawrockiego — nie samo niezadowolenie z jego decyzji.
Kancelaria Prezydenta przedstawiała zastrzeżenia dotyczące procedury wyboru, w tym indywidualizacji powołań. Kancelaria Sejmu odrzuciła te zarzuty, wskazując, że prezydent nie ma kompetencji do kontrolowania dokonanego wyboru. Nie należy więc przedstawiać odpowiedzialności Nawrockiego jako już prawomocnie osądzonej. Można natomiast stanowczo ocenić, że blokowanie ślubowania bez konstytucyjnie uzasadnionej przeszkody stoi w sprzeczności z obowiązkami głowy państwa.
Tutaj zaczyna się polityczny wymiar kryzysu. W opisanej w relacji „Gazety Wyborczej” postawie PiS i Nawrockiego obrona konstytucji staje się hasłem mobilizującym przeciwko przeciwnikom, mimo że działania samego prezydenta wymagają konstytucyjnej oceny. Taka polityka sprzyja podziałowi na dwa obozy, z których każdy ma uznawać wyłącznie własnych obrońców prawa. Pytanie o przepis ustępuje pytaniu: „Po czyjej jesteś stronie?”.
Przykładem społecznego kosztu tego konfliktu jest opisany przez Katarzynę Rochowicz rozłam w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Według przytoczonej publikacji z 2 listopada zarząd HFPC zakwestionował podstawy prawne odsunięcia kierownictwa TK. Hanna Machińska poinformowała natomiast o rezygnacji członków Rady, którzy nie podzielali tej oceny i zarzucali zarządowi niedostateczne uwzględnienie przyczyn kryzysu.
Nie oznacza to, że PiS bezpośrednio spowodował te rezygnacje. Sama Machińska wskazywała również na wcześniejsze napięcia wewnątrz fundacji. Rozłam pokazuje jednak, jak konflikt wokół instytucji państwa przenosi się do środowisk, które łączy obrona praw człowieka. Nawet wspólny cel przestaje wystarczać, gdy spór dotyczy tego, jak odbudować praworządność po jej naruszeniu.
Trzeba przy tym zachować jedną miarę: bezprawne działanie prezydenta nie czyni automatycznie legalną każdej reakcji jego przeciwników. Legalność odmowy przyjęcia ślubowania, skuteczność ślubowania złożonego bez obecności prezydenta oraz podstawa odsunięcia kierownictwa TK to odrębne zagadnienia. Ich zlewanie służy politycznej mobilizacji, ale utrudnia ocenę prawa.
Nawrocki nie przestaje formalnie być zobowiązany do ochrony konstytucji dlatego, że zarzuca mu się jej naruszenie. Traci natomiast wiarygodność jako jej obrońca, jeśli od innych żąda podporządkowania prawu, a własne obowiązki traktuje wybiórczo. Konstytucja nie jest partyjnym transparentem. Ma ograniczać władzę także wtedy, gdy jej przestrzeganie jest dla tej władzy niewygodne.












