Rząd Prawa i Sprawiedliwości już w 2018 roku dysponował szczegółowymi informacjami o zagrożeniach na rynku kryptowalut. Zespół powołany przez premiera Mateusza Morawieckiego opracował 42-stronicowy raport zawierający 21 rekomendacji dotyczących ochrony klientów przed oszustwami i utratą pieniędzy. Dokument został jednak utajniony, a większość proponowanych rozwiązań nie doczekała się realizacji. Osiem lat później, gdy upadek giełdy Zondacrypto ujawnił skalę problemów, powraca pytanie o odpowiedzialność polityczną rządzących. Dlaczego państwo, które rozpoznało zagrożenia, nie zapewniło obywatelom odpowiedniej ochrony?
Morawiecki i Ziobro wiedzieli o zagrożeniach. Dokumenty nie pozostawiają wątpliwości
Ujawnione przez „Gazetę Wyborczą” dokumenty pokazują, że zagrożenia związane z działalnością giełd kryptowalut i firm oferujących inwestycje w cyfrowe aktywa były znane najważniejszym instytucjom państwowym już w 2017 roku.
21 grudnia 2017 roku prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów alarmował o problemach związanych z funkcjonowaniem rynku kryptowalut. Zwracał uwagę na brak odpowiedniego nadzoru oraz zagrożenia dla osób powierzających swoje oszczędności przedsiębiorstwom prowadzącym działalność w tym sektorze.
19 stycznia 2018 roku premier Mateusz Morawiecki powołał specjalny zespół roboczy, którego zadaniem było przeanalizowanie problemów i przygotowanie propozycji zmian prawnych.
Zaledwie tydzień później, 26 stycznia, do premiera napisał ówczesny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.
W swoim piśmie wskazywał na ryzyko wykorzystywania kryptowalut do oszustw finansowych, ukrywania majątków pochodzących z przestępstw oraz innych nielegalnych operacji. Podkreślał również, że przed zagrożeniami ostrzegają Komisja Nadzoru Finansowego i Narodowy Bank Polski.
Nie były to więc ostrzeżenia anonimowych ekspertów ani sygnały, które przypadkowo zaginęły w urzędowej korespondencji. O problemie wiedzieli premier, minister sprawiedliwości oraz instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo rynku finansowego.
To szczególnie ważne w kontekście dzisiejszych problemów osób, które utraciły dostęp do swoich pieniędzy na giełdzie Zondacrypto.
Państwo rozpoznało zagrożenia. Raport został utajniony
Zespół powołany przez Morawieckiego odbył zaledwie trzy posiedzenia. Mimo to w lutym 2018 roku przygotował obszerny, 42-stronicowy dokument.
Raport zawierał 21 rekomendacji dotyczących między innymi nadzoru nad giełdami kryptowalut, przeciwdziałania oszustwom finansowym, ochrony środków klientów oraz kontrolowania podmiotów prowadzących działalność inwestycyjną.
Jedną z najważniejszych propozycji było rozważenie objęcia kryptowalut przepisami dotyczącymi instrumentów finansowych.
Odpowiednio skonstruowane regulacje mogłyby zapewnić większą przejrzystość działania giełd, obowiązek raportowania sytuacji finansowej oraz mechanizmy pozwalające kontrolować, czy środki wykazywane na rachunkach klientów rzeczywiście znajdują pokrycie w aktywach przedsiębiorstwa.
Zespół proponował również stworzenie rejestru podmiotów działających na rynku kryptowalut i wprowadzenie możliwości blokowania stron internetowych firm prowadzących nielegalną działalność.
Co stało się z raportem?
Dokument otrzymał klauzulę „zastrzeżone” i trafił do kancelarii tajnej Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Odtajniono go dopiero w grudniu 2024 roku.
Przez sześć lat opinia publiczna nie miała dostępu do dokumentu pokazującego, że państwo już w 2018 roku rozpoznało poważne zagrożenia i dysponowało propozycjami ich ograniczenia.
Samo utajnienie dokumentu nie oznacza oczywiście naruszenia prawa. Nie wiadomo jednak, dlaczego zdecydowano się na taki krok i jakie działania podjęto w celu realizacji zawartych w nim zaleceń.
Te kwestie wymagają wyjaśnienia.
Zondacrypto. Straty mogą sięgać trzech miliardów złotych
Znaczenie ujawnionego raportu staje się szczególnie widoczne w kontekście sprawy Zondacrypto.
Giełda kryptowalut, znana wcześniej jako BitBay, przez lata obsługiwała klientów powierzających jej środki pieniężne i cyfrowe aktywa.
W 2026 roku jej działalność zakończyła się upadłością.
Według szacunków przywołanych przez „Gazetę Wyborczą” zobowiązania wobec klientów mogą wynosić nawet 700 milionów euro, czyli około trzech miliardów złotych.
Nie jest to ostatecznie potwierdzona wysokość strat. Ich rzeczywistą skalę powinno ustalić postępowanie upadłościowe.
17 kwietnia 2026 roku Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo dotyczące podejrzenia oszustw i prania pieniędzy związanych z działalnością giełdy.
Już na początkowym etapie postępowania prokuratura wskazywała, że badana wysokość szkody wynosi nie mniej niż 350 milionów złotych.
Śledczy analizowali również informacje o utracie dostępu do portfela kryptowalutowego, na którym miało znajdować się około 4500 bitcoinów.
W październiku 2026 roku śledztwo prowadził już specjalny zespół Prokuratury Krajowej.
Co istotne, BitBay została wpisana na Listę Ostrzeżeń Publicznych KNF już w lutym 2018 roku.
A zatem w tym samym czasie, gdy zespół powołany przez Morawieckiego kończył prace nad raportem dotyczącym zagrożeń rynku kryptowalut.
Nie ma dowodów, że politycy PiS wiedzieli wówczas o przyszłej upadłości Zondacrypto. Istnieją jednak dokumenty potwierdzające, że znali systemowe zagrożenia, które wiele lat później okazały się niezwykle istotne dla klientów takich giełd.
Rejestr za 616 złotych. Czy tak państwo powinno chronić oszczędności?
Jednym z rozwiązań wprowadzonych podczas rządów PiS był rejestr działalności w zakresie walut wirtualnych, uruchomiony w 2021 roku.
Problem polegał na tym, że wpis do rejestru nie oznaczał objęcia przedsiębiorstwa nadzorem porównywalnym z kontrolą banków czy domów maklerskich.
Przedsiębiorca musiał uiścić opłatę skarbową wynoszącą 616 złotych oraz złożyć wymagane oświadczenia.
Nie przeprowadzano jednak tak szczegółowej kontroli kondycji finansowej, właścicieli i sposobu zabezpieczania aktywów klientów, jakiej wymaga się od wielu tradycyjnych instytucji finansowych.
W marcu 2026 roku w polskim rejestrze znajdowało się 1239 podmiotów.
Dla przeciętnego obywatela obecność firmy w oficjalnym państwowym rejestrze mogła sugerować, że została ona odpowiednio sprawdzona.
W rzeczywistości sam wpis nie stanowił gwarancji bezpieczeństwa powierzonych pieniędzy.
Powstaje więc zasadnicze pytanie: czy państwo powinno ograniczać się do rejestrowania firm, którym obywatele powierzają znaczne oszczędności, bez zapewnienia odpowiednich mechanizmów kontroli ich działalności?
W przypadku rynku kryptowalut problem ten ma szczególne znaczenie.
Klient kupujący bitcoina musi liczyć się z ryzykiem zmian jego ceny. Nie powinien jednak automatycznie ponosić ryzyka wynikającego z braku przejrzystości finansowej podmiotu przechowującego jego aktywa.
To dwa różne rodzaje zagrożeń, które wymagają odmiennych instrumentów ochrony.
Niemcy wprowadzili nadzór. Polska przez lata szukała rozwiązań
W ujawnionym raporcie wskazywano na trudności prawne związane z możliwością uznania kryptowalut za instrumenty finansowe.
Nie oznaczało to jednak, że nie istniały inne sposoby zwiększenia bezpieczeństwa klientów.
W 2020 roku Niemcy wprowadziły przepisy obejmujące działalność polegającą na przechowywaniu kryptowalut nadzorem finansowym.
Przedsiębiorstwa świadczące takie usługi zostały objęte szczególnymi wymogami regulacyjnymi.
Polska przyjęła inny model, koncentrując się przede wszystkim na rejestracji działalności i przepisach dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy.
W rezultacie przez kolejne lata nie powstał równie rozbudowany system kontroli bezpieczeństwa aktywów powierzanych giełdom kryptowalut.
Nie można przesądzić, że wdrożenie niemieckiego modelu zapobiegłoby upadłości Zondacrypto.
Można natomiast pytać, czy pozwoliłoby wcześniej ujawnić nieprawidłowości i ograniczyć straty klientów.
PiS nie wprowadził pełnych zabezpieczeń. Dziś podobne przepisy blokują prezydenckie weta
Sprawa ma również aktualny wymiar polityczny.
W latach 2025–2026 parlament podejmował kolejne próby uchwalenia ustawy regulującej rynek kryptoaktywów i dostosowującej polskie przepisy do unijnego rozporządzenia MiCA.
Ustawy trzykrotnie zostały zawetowane przez prezydenta Karola Nawrockiego.
Ostatnie weto pochodzi z 11 czerwca 2026 roku.
4 września Sejm głosował nad ponownym uchwaleniem ustawy. Za odrzuceniem prezydenckiego weta opowiedziało się 241 posłów, przeciw było 198, a trzech wstrzymało się od głosu.
Nie uzyskano wymaganej większości trzech piątych.
Prezydent uzasadniał swoje decyzje między innymi obawami dotyczącymi nadmiernych obciążeń dla przedsiębiorców oraz zbyt szerokich uprawnień organu nadzoru.
Rząd wskazywał natomiast na potrzebę stworzenia skuteczniejszych mechanizmów kontroli rynku i ochrony jego uczestników.
Warto zauważyć, że jednym ze spornych rozwiązań była możliwość blokowania domen internetowych nielegalnie działających firm.
Podobną propozycję zawierał raport przygotowany przez zespół powołany przez Morawieckiego już w 2018 roku.
To szczególna ciągłość politycznego sporu: rozwiązanie analizowane za rządów PiS osiem lat temu nadal budzi kontrowersje, choć problemy związane z ochroną klientów giełd kryptowalut stały się znacznie bardziej widoczne.
Czy Morawiecki i Ziobro powinni wyjaśnić, co stało się z raportem?
Odpowiedzialność karna i odpowiedzialność polityczna to dwie odrębne kwestie.
Ujawniony raport nie dowodzi, że Mateusz Morawiecki, Zbigniew Ziobro albo inni politycy PiS popełnili przestępstwo.
Nie dowodzi również, że znali konkretne nieprawidłowości, które stały się przedmiotem śledztwa dotyczącego Zondacrypto.
Pokazuje jednak coś istotnego.
Już w 2018 roku instytucje podległe rządowi dostrzegały zagrożenia związane z działalnością giełd kryptowalut i proponowały rozwiązania mogące zwiększyć bezpieczeństwo klientów.
Dlatego zasadne jest oczekiwanie wyjaśnień od osób odpowiedzialnych wówczas za politykę państwa.
Dlaczego raport objęto klauzulą niejawności? Kto analizował przedstawione rekomendacje? Jakie decyzje podjęto po ich otrzymaniu? Dlaczego nie wdrożono części proponowanych rozwiązań?
I wreszcie: czy przez lata 2018–2023 można było zrobić więcej, aby ograniczyć zagrożenia dla oszczędności obywateli?
Na te pytania nie wystarczą polityczne deklaracje.
Potrzebne są dokumenty, decyzje administracyjne i informacje o rzeczywistych działaniach podejmowanych przez kolejne ministerstwa.
Państwo ma chronić obywateli, nie tylko ostrzegać przed ryzykiem
Historia raportu z 2018 roku pokazuje szerszy problem funkcjonowania instytucji publicznych.
Samo rozpoznanie zagrożenia nie wystarczy, jeśli nie prowadzi do skutecznych działań.
Państwo nie powinno gwarantować zysków z inwestycji w kryptowaluty. Powinno jednak zapewniać przejrzyste zasady działalności pośredników, odpowiedni nadzór i skuteczne narzędzia przeciwdziałania oszustwom.
Dla zwykłych obywateli nie ma większego znaczenia, która partia jako pierwsza zapowiedziała reformę i który minister podpisał dokument.
Znaczenie ma to, czy ich pieniądze są odpowiednio chronione i czy mogą liczyć na sprawne działanie instytucji publicznych.
Ujawnione dokumenty potwierdzają, że rząd Prawa i Sprawiedliwości już w 2018 roku znał zagrożenia związane z rynkiem kryptowalut. Potwierdzają również, że przygotowano propozycje zmian, z których wiele nie zostało wprowadzonych.
Nie rozstrzygają natomiast, czy ich wcześniejsze wdrożenie zapobiegłoby późniejszym problemom Zondacrypto.
Najważniejszy wniosek jest jednak jasny: skoro państwo rozpoznało zagrożenia dla pieniędzy obywateli, powinno umieć wyjaśnić, co zrobiło, aby je ograniczyć.
Odpowiedzialność za bezpieczeństwo rynku finansowego nie kończy się na napisaniu raportu.
Zaczyna się od decyzji, które podejmuje się po jego przeczytaniu.
TRYBUNA.INFO | 2 listopada 2026 r.
Źródła: „Gazeta Wyborcza”, 2 listopada 2026 r. – ustalenia dotyczące raportu zespołu powołanego przez Mateusza Morawieckiego; Wirtualna Polska – „Media: rząd Morawieckiego znał zagrożenia rynku krypto”; Prokuratura Krajowa – komunikaty dotyczące śledztwa Zondacrypto; Sejm RP – dokumentacja procesu legislacyjnego ustawy o rynku kryptoaktywów; Kancelaria Prezydenta RP – informacje dotyczące wet prezydenckich.












