Gospodarka 48 godzin

AL

PiS gra kryzysem

W tym roku już ponad 5000 osób nielegalnie przekroczyło polsko-białoruską granicę i dostało się na teren Niemiec, choć są też wyliczenia mówiące, że takich osób było około 10 000. Jak widać, PiS-owska administracja nie była w stanie skutecznie ochronić naszej dziurawej granicy, będącej też wschodnią granicą Unii Europejskiej. Decydenci z Prawa i Sprawiedliwości cynicznie wykorzystują kryzys na granicy do swych partyjnych celów oraz  tradycyjnych ataków na opozycję. A przecież to właśnie PiS-owska ekipa nie potrafiła zapobiec temu kryzysowi i sprokurowała go swoją nieudolnością i nieodpowiedzialnością. Jakoś za rządów Platformy Obywatelskiej tysiące imigrantów nie forsowały granicy polsko-białoruskiej… Wedle nieoficjalnych przecieków, niedawno w kręgach najwyższych decydentów rozważany był wstępnie pomysł, by skoro nie umie się ochronić granicy, nie przeszkadzać specjalnie migrantom w podróży do Niemiec – a skuteczniejsze ograniczenie ich tranzytu uzależnić od pożądanych przez PiS ruchów Komisji Europejskiej, takich jak odblokowanie środków z planu odbudowy, złagodzenie kar nałożonych na nasze państwo, czy wykazanie większej tolerancji  dla demolowania niezależnego sądownictwa przez rządzących. Ostatecznie oceniono jednak, że Komisja Europejska nie da się namówić na takie szemrane interesy. Zgodnie z tradycyjnymi metodami działania obecnej ekipy, postanowiono więc  rozdmuchiwać kryzys propagandowo – i zaostrzać konflikt z Białorusią poprzez rzucanie inwektyw na tamtejsze władze, z nadzieją, że uda się sprowokować Aleksandra Łukaszenkę do jakiego ruchu, który będzie można uznać za agresywny i antypolski. Dzięki temu pojawi się zaś szansa na poprawę notowań PiS w sondażach, na zasadzie, że w czasie różnych zagrożeń społeczeństwo jednoczy się wokół rządzących.  No i oczywiście, kryzys na granicy jest wykorzystywany do przykrycia fatalnego bilansu PiS-owskich rządów: galopujących cen, przyśpieszającej inflacji, rosnącego zakresu skrajnego ubóstwa, załamania systemu opieki zdrowotnej, tragicznego wzrostu liczby ofiar pandemii, wielomilionowych kar ciążących na Polsce za sprawą rządu PiS. Tę listę nieszczęść, sprowadzonych na Polskę i Polaków przez PiS można ciągnąć długo.

 

Żoliborskie tempo

Wyjątkową sprawnością działania wykazują się władze warszawskiej dzielnicy Żoliborz. Otóż, na budynku ratuszu dzielnicy znajduje się zegar, który w czasach świetności wygrywał nawet jakąś melodyjkę w samo południe. Niestety, parę lat temu zegar się zepsuł i zatrzymał na godzinie 12.20. Burmistrz Żoliborza i inni dzielnicowi dygnitarze nie zamierzali jednak tolerować tej awarii, tym bardziej, że chodziło przecież o budynek w którym urzędują.  Błyskawicznie podjęli więc kroki zaradcze. W rezultacie, już w tym roku z zepsutego zegara zdjęto wskazówki. Teraz na ścianie ratusza zostały już tylko oznaczenia godzin, które będzie można z powodzeniem wykorzystać. Podobno w żoliborskim ratuszu przygotowywane są prace planistyczne, których owocem będzie już za kilka lat wbicie metalowego pręta w ścianę ratusza. Dzięki temu, przy korzystnych warunkach pogodowych, mieszkańcy Żoliborza znowu będą mogli korzystać  z zegara, w dodatku bardzo ekologicznego, bo słonecznego.

Poprzedni

Zbierać, czy może lepiej zaorać?

Następny

Rządy fatalnej zmiany