Gospodarka 48 godzin

Potrzeba więcej rogatek
Zwiększa się w Polsce liczba przejazdów kolejowych z monitoringiem. W ostatnich dwóch latach na około 400 skrzyżowaniach dróg z torami firma PKP Polskie Linie Kolejowe zamontowała dodatkowe kamery. Urządzenia całą dobę obserwują przejazdy w każdym województwie. Monitoring pozwala kolejarzom kontrolować bezpieczeństwo na blisko 1800 przejazdach. Łamanie przepisów bezpieczeństwa, uszkodzenia rogatek i kolizje na przejazdach nagrane przez kamery trafiają do policji. W 2019 r. było ponad 1400 wniosków, a za połowę bieżącego roku już 471 wniosków w sprawie ukarania kierowców, którzy łamią przepisy ruchu drogowego. Nagrania z nieprawidłowym zachowaniem na przejazdach są wykorzystywane na seminariach dla instruktorów nauki jazdy i w edukacji kierowców. Materiały wideo trafiły do 4 tys. ośrodków szkolenia kierowców. Filmy, prezentujące tragiczne błędy kierowców, mają przestrzec przed brawurą i nieodpowiedzialnością między innymi przed omijaniem rogatek, wjeżdżaniem pod opadające rogatki, ignorowaniem znaku stop. Wypada tu dodać, że monitoring na przejazdach kolejowych to oczywiście cenna inicjatywa. Szkoda tylko, że nie towarzyszy jej stosowny wzrost liczby rogatek z półzaporami instalowanych na przejazdach. To bowiem na przejazdach niestrzeżonych, których jest w Polsce najwięcej, zdarza się też najwięcej tragicznych wypadków. A są one nie tyle rezultatem omijania rogatek, co po prostu ich braku.

Urodzeni śmieciarze
Polacy na potęgę śmiecą, śmiecili i śmiecić będą. Pierwszego dnia tegorocznej akcji Sprzątanie Swiata w naszym kraju ponad stu przedstawicieli 25 ambasad wraz z polskimi organizatorami zebrało nad brzegiem Wisły ponad pół tony śmieci. Wśród znalezionych odpadów były pozostawione grille, puszki, butelki, różne części, porozbijane szkło. Słowem, wszystkie klasyfikowane rodzaje śmieci. Podczas następnej akcji, za rok, będzie tak samo.

Pieniaczka przegrała
Sąd rejonowy w Suwałkach rozpatrzył odwołanie ekspedientki od kary 100 zł wymierzonej jej za to, że nie obsłużyła klientki bez maseczki. Klientka–pieniaczka podała ją za to do sądu. Ekspendientka, jak było do przewidzenia, została najpierw skazana w trybie nakazowym (który, choć tak się nie nazywa, jest uproszczony i skrócony) z art.135 kodeksu wykroczeń: „Kto, zajmując się sprzedażą towarów w przedsiębiorstwie handlu detalicznego lub w przedsiębiorstwie gastronomicznym, ukrywa przed nabywcą towar przeznaczony do sprzedaży lub umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży takiego towaru, podlega karze grzywny”. Po odwołaniu, sąd, jak także było do przewidzenia, uznał, że jak najbardziej była uzasadniona przyczyna – i uniewinnił ekspedientkę. Według sądu, wcześniejsze ukaranie mandatem to wynik niechlujnej legislacji. Ekipa rodem z PiS tak bowiem skonstruowała przepisy, że obowiązek zakrywania ust i nosa nie ma formalnych podstaw prawnych. To, że organy państwa przejęte przez PiS nie potrafią prawidłowo uchwalić nawet prostej regulacji, nie może dziwić. Po raz kolejny okazuje się natomiast, jak zawodny jest tryb nakazowy, który zamiast przyśpieszać bieg spraw, często opóźnia ich prawidłowe rozstrzygnięcie.