48 godzin gospodarka

Wciąż za mało

W 7 na 10 polskich szpitali brakuje pielęgniarek i lekarzy. Raport Manpower wskazuje, że wiele z nich jest gotowych, aby zatrudnić personel medyczny z Ukrainy. Dotyczy to tych kandydatów, którzy zdali egzamin państwowy z języka polskiego a ich dyplom został nostryfikowany. Ponadto, lekarze spoza Unii Europejskiej muszą przejść pozytywnie etap nadania statusu imigracyjnego. Wtedy mogą się starać o pozycję samodzielnego specjalisty, po odbyciu 13-miesięcznego stażu pod opieką doświadczonego lekarza. Z raportu wynika, że prawie 80 proc. szpitali jest zainteresowanych zatrudnieniem personelu medycznego z Ukrainy. Te dane nie są jednak miarodajne, bo badanie objęło tylko 71 placówek należących do Polskiej Federacji Szpitali.

Życie bez śmieci

Zanieczyszczone powietrze, niewystarczające zasoby wody pitnej, chemia w jedzeniu oraz góra zalewających nas śmieci, głównie plastikowych – to największe zagrożenia wymieniane przez Polaków w badaniu przeprowadzonym przez IQS. Chociaż obwiniamy o nie przemysł – od ciężkiego, po produkcję ubrań, kosmetyków czy żywności, to 83% z nas wierzy, że nasze codzienne wybory i starania mają wpływ na środowisko. Na fali tego przekonania stopniowo rośnie w Polsce w siłę ruch zero waste, opierający się na pięciu podstawowych zasadach, nazywanych w skrócie „5R”. Refuse – odmawiaj jednorazowych opakowań zaśmiecających środowisko; reduce – ograniczaj zakupy i dąż do minimalizmu; reuse – szukaj nowych zastosowań dla starych przedmiotów, zamiast je wyrzucać; recycle – segreguj i przetwarzaj odpady; rot – wybieraj rozwiązania biodegradowalne. Życie według zasad 5R ma na celu zmniejszenie ilości odpadów generowanych przez gospodarstwa domowe, ograniczenie konsumpcjonizmu i nieprzemyślanych zakupów oraz marnowania żywności. Wdrożenie ich wszystkich do codziennego życia nie jest łatwe, wymaga zmiany przyzwyczajeń i rezygnacji z wielu udogodnień, z których korzystamy każdego dnia. Dlatego wielu Polaków zaczyna od „less waste”, czyli stopniowego ograniczania się.

Jak wynika z raportu IQS, w pierwszej kolejności jesteśmy w stanie zrezygnować z dań na wynos, które generują ogromne ilości śmieci. Na zestaw jednego dania składają się często: styropianowe pudełko, plastikowe sztućce, osoby pojemnik na surówkę i pojemniki na sosy, a to wszystko zawinięte w foliową torebkę. Dużo trudniej jest Polakom zrezygnować z zakupu napojów w plastikowych butelkach – tylko 29 proc. respondentów zdecydowanie wybiera napój w szklanym lub kartonowym opakowaniu, jeśli ma wybór. Znaczącym problemem w dobie częstego wprowadzania przez firmy odzieżowe nowych i tanich kolekcji ubrań, są odpady tekstylne. Filozofia zero waste zakłada przede wszystkim ograniczenie nadmiernych zakupów odzieży, a tej, która nie nadaje się do noszenia przerabianie na inne przedmioty użyteczne w domu (ścierki, torby na zakupy itd.).

Śmieciowe dochody obecnej ekipy

Rząd Prawa i Sprawiedliwości doprowadził do drastycznego wzrostu cen za wywóz i przerób śmieci. Każdego roku kosztuje nas to coraz więcej – a 2019 r. jest szczególnie dotkliwy.

W związku z informacjami dotyczącymi znacznych podwyżek cen za zagospodarowanie odpadów Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów postanowił sprawdzić, jak duże są wzrosty cen i z czego wynikają.
Urząd zbadał sytuację we wszystkich 302 gminach miejskich w Polsce, oceniając gospodarowanie odpadami komunalnymi w latach 2014-2019.

Koszt „dobrej zmiany”
Okazało się, że ceny za wywóz i przerób śmieci ruszyły wartko w górę pod rządami PiS.
– Badanie urzędu pokazało, że wzrost opłat płaconych przez mieszkańców za odbiór śmieci rozpoczął się w 2017 r, a potem z roku na rok był coraz większy. W latach 2018 – 2019 ponad 60 proc. gmin podniosło lub planuje zwiększyć ceny – mówi prezes UOKiK Marek Niechciał.
UOKiK stwierdza, że obecnie mamy do czynienia ze skalą dużych, co najmniej kilkudziesięcioprocentowych, a niejednokrotnie ponad stuprocentowych, wzrostów wysokości opłat. Coraz dotkliwiej ciążą one na portfelach Polaków.
Bieżący rok jest okresem szczególnie wysokich skoków opłat „śmieciowych”, które w niektórych kategoriach odpadów sięgną nawet 280 proc.
Potężne podwyżki cen za wywóz i składowanie odpadów, to wynik działań rządu PiS, który postanowił przerzucić na barki mieszkańców koszty ratowania trzeszczącego budżetu państwa.
22 grudnia 2017 r., Rada Ministrów wydała rozporządzenie, zatytułowane: „W sprawie jednostkowych stawek opłat za korzystanie ze środowiska”, drastycznie podnoszące opłatę za składowanie odpadów. Wzrosła ona średnio dwukrotnie, a w niektórych kategoriach odpadów, nawet aż sześciokrotnie!. Władza potraktowała sprawę jako pilną, więc Polacy dostali tę podwyżkę na Nowy Rok, od 1 stycznia 2018 r.
Te bolesne uderzenie po kieszeni nie zostało wprowadzone drogą ustawową, w wyniku decyzji parlamentu. Rząd wydał rozporządzenie, którym bynajmniej się nie chwalił, a nowe ceny zostały zapisane w dołączonym do niego załączniku, który wymienia aż 1057 różnych rodzajów odpadów.
Warto zauważyć, że pod rządami PO takie podwyżki nie miały miejsca. UOKiK zauważa, że wówczas opłaty wzrastały symbolicznie.

Drogo, coraz drożej
Właśnie wzrost opłaty za składowanie śmieci jest głównym powodem podwyżek, który podały gminy.
Skala podwyżek naturalnie różni się w zależności od regionu Polski. Największe wzrosty cen mają miejsce w woj. mazowieckim. To zrozumiałe, bo Mazowsze jest najbogatszym regionem Polski, gdzie wszystko kosztuje drożej, niż w innych częściach kraju. Co nie zmienia faktu, że trudno bezkrytycznie zaakceptować takie podwyżki, jak w jednej z mazowieckich gmin, gdzie stawki (fakt, że wcześniej dosyć niskie)wzrosły blisko trzykrotnie.
Duże podwyżki miały miejsce także w niektórych gminach w woj. podkarpackim i podlaskim, kujawsko-pomorskim, śląskim oraz warmińsko-mazurskim. Najniższe podwyżki zanotowano zaś w opolskim, jednak nawet tam mamy do czynienia z 25 proc. wzrostem cen.
Patrząc na konkretne kwoty, najwięcej płacą lub będą musieli zapłacić mieszkańcy mazowieckich gmin Józefów, Marki i Otwock (32 zł za odpady segregowane i 65 lub 63 za niesegregowane). Najniższe stawki są w Białymstoku (5 i 11 zł), bo woj. podlaskie należy do biedniejszych regionów Polski w oraz Stalowej Woli (6 i 12 zł), leżacej w także niezamożnym woj. podkarpackim.
Warto jednak zauważyć, że w żadnej z gmin miejskich opłaty nie osiągnęły stawki maksymalnej, ustalonej na podstawie ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach. Wynosi ona obecnie prawie 34 zł za odpady segregowane i dwukrotność tej sumy za śmieci, które nie są segregowane. Tylko trzy gminy przekroczyły poziom 90 proc., a dodatkowe siedem – 70 proc. tej sumy. Zdecydowana większość z nich (9 na 10 gmin, które przekroczyły 70 proc. stawki maksymalnej) leży na zamożniejszym Mazowszu.

Rząd drenuje kieszenie
Do wzrostu cen odbioru odpadów przyczynia się także coraz mniejsza konkurencja wśród firm zajmujących się wywozem i przerobem śmieci – Z roku na rok maleje liczba podmiotów, które biorą udział w przetargach. W ciągu ostatnich dwóch lat w ponad połowie gmin miejskich o zamówienie ubiegał się tylko jeden przedsiębiorca. Jednocześnie widać, że tam gdzie o kontrakt z gminą walczy większa liczba firm mieszkańcy płacą taniej za odbiór śmieci – wskazuje prezes UOKiK Marek Niechciał.
Samorządy wśród przyczyn podwyżek wymieniały także wzrost opłat, narzucanych przez Regionalne Instalacje Przetwarzania Odpadów Komunalnych. „Urząd zamierza zbadać ich działalność zarówno pod względem pozycji rynkowej i polityki cenowej, jak i szczegółów dotyczących technologii przetwarzania oraz ilości i przyjmowanych śmieci” – stwierdził UOKiK. Chyba nie ma żadnych nadziei na to, że ceny za wywóz i przerób odpadów będą rosnąć wolniej. Przedwyborcze obietnice kosztują, a rząd PiS na pewno nie zrezygnuje z takiego sposobu ich finansowania, jakim jest skuteczne drenowanie kieszeni Polaków za pomocą opłat śmieciowych.

Nasi tu byli

Sobotnie wydarzenia w stolicy Podlasia,gdy pokojowy Marsz Równości (dla skrajnej prawicy,a nawet części prawicy umiarkowanej,nie mówiąc o kibolach, był to swoisty marsz dewiantów dążących do podważenia podstaw naszej cywilizacji oraz narodowej religii) spotkał się z brutalnymi aktami przemocy ze strony chuliganów i awanturników. Oliwy do ognia dodało niefortunne oświadczenie metropolity białostockiego oraz słabo kamuflowane poparcie dla takich poczynań ze strony lokalnych i regionalnych polityków PiS.
A nowy minister edukacji swymi pokrętnymi wypowiedziami o całej sprawie szybciej zasłużył na wniosek o odwołanie niż jego niesławna poprzedniczka.
Czy to wszystko może być jakimś katharsis dla sporej części społeczeństwa na niecałe 3 miesiące przed wyborami parlamentarnymi? Trudno powiedzieć,bowiem takie procesy na ogół nie zachodzą szybko. Z pewnością natomiast znów dużo straciliśmy w opinii międzynarodowej,gdyż obraz kraju nad Wisłą dodatkowo się pogorszył. Nie istnieje-wbrew silnie propagowanym tezom- żadna ideologia LGBT. Chodzi tylko o
poszanowanie praw mniejszości,co jest sensem demokracji, zwłaszcza w ujęciu Rady Europy. Większość decyduje,ale powyższy warunek to conditio sine qua non uznania danego państwa za demokratyczne. Nota bene mało kto zauważył,iż to na terenie ambasady Kanady,znajdującej się obok Sejmu, zawisła najpierw tęczowa flaga,a dopiero później dołączyli do tego Amerykanie. Zresztą rozmaite rozwiązania kanadyjskie są niezwykle ciekawe i mało znane. Np. ilu naszych polityków wie, że tak wyśmiewana przez rodzimą prawicę (szczególnie w kontekście przyjmowania bądż nie uchodźców i migrantów) WIELOKULTUROWOŚĆ wpisana jest do konstytucji kraju Klonowego Liścia? Raczej nie należy do tego grona PiS-owski wiceprezydent Gdyni wypowiadający głupie i rasistowskie uwagi nt. ludności Afryki.
To co wydarzyło się w Białymstoku to oczywista dyskryminacja mniejszości seksualnych. Ta i inne rodzaje dyskryminacji (np. ze względu na płeć,kolor skóry czy wiek) to rodzaj wykluczenia społecznego,które należy zwalczać. W prawie unijnym i szerzej w prawie międzynarodowym, znajdują się uniwersalne oraz regionalne systemy ochrony praw człowieka gwarantujące instrumenty przeciwdziałania wszelkiego rodzaju dyskrymi-nacji. Zakaz dyskryminacji oraz zasada równego traktowania obywateli to dwa fundamenty funkcjonowania współczesnych systemów politycznych.
Jako członek Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodo-wego (1993-1997),która przygotowała projekt ustawy zasadniczej, przyjętej następnie w referendum ogólno-krajowym, pozwolę sobie przypomnieć odnośne zapisy z rozdziału II „Wolności,prawa i obowiązki człowieka i obywatela”.W omawianym kontekście kluczowy jest art. 32 Konstytucji:”1.Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. 2.Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Tymczasem Tomasz Nałęcz przedstawił w TVN ciekawą i daleko idącą,kontrowersyjną tezę,że obecnie społeczność LGBT w Polsce jest traktowana przez rządzących w stopniu zbliżonym do tego, jak podchodzono przez długie lata (np. przed II wojną światową) do mniejszości żydowskiej.
Ponieważ polska prawica marzy od dawna o uchwaleniu nowej konstytucji (jej projekt-kiedyś na stronie PiS-został skutecznie „schowany”) lub co najmniej dokonaniu w obecnej szeregu zmian, to warto zaakcentować,iż zmiany zapisów w rozdziale II Konstytucji (a także I i XII) wymagają specjalnej procedury. Otóż 1/5 ustawowej liczby posłów,Senat lub Prezydent RP mogą zażądać przeprowadzenia referendum zatwierdzającego. W sumie więc-na szczęście-nie jest łatwo dotychczasowe, dobre zapisy usunąć.

Koniec ery plastiku

Plastikowe przedmioty jednorazowe, takie jak talerze, sztućce, słomki i patyczki higieniczne, które stanowią w sumie ponad 70 proc. odpadów morskich, będą od 2021 r. zakazane na terytroium Unii Europejskiej. Wynika to z rezolucji przyjętej w środę przez komisję ochrony środowiska Parlamentu Europejskiego.

 

Decyzja jest podyktowania palącym problemem ekologicznym. 80 proc. odpadów morskich to tworzywa sztuczne. Ze względu na powolny rozkład tworzywa sztuczne gromadzą się w morzach, oceanach i na plażach w UE i na całym świecie. Plastikowe pozostałości są znajdowane w organizmach zwierząt – m.in. żółwi, fok, wielorybów, ptaków, ryb i skorupiaków. Osoby obojętne wobec losu naszych mniejszych braci zainteresuje być może fakt, że skoro plastik jest w mięsie, które zjadamy, to ludzie też go wchłaniają.

Projekt rezolucji został przyjęty przy 51 głosach za, 10 przeciw i 3 wstrzymujących się. Posłowie umieścili na liście produktów zakazanych również plastikowe lekkie torby, mieszadełka do napojów i pojemniki do fast foodów. Wykorzystanie części innych produktów, dla których nie istnieje alternatywa, będzie musiało zostać ograniczone przez państwa członkowskie do 2025 r. Obejmuje to m.in. pojemniki na kanapki, owoce, warzywa, desery lub lody.

Państwa członkowskie mają opracować też krajowe plany, które odpowiedzą na pytanie, jak zachęcić ludzi do stosowania produktów wielokrotnego użytku oraz takich, które mogą być poddane recyklingowi. Posłowie poparli także ograniczenia dla odpadów z wyrobów tytoniowych, w szczególności filtrów papierosowych zawierających plastik. Ich wykorzystywanie ma być ograniczone o 50 proc. do 2025 r. i 80 proc. do 2030 r.

Twórcy rezolucji zwracają uwagę że, jeden niedopałek papierosa może zanieczyścić od 500 do 1000 litrów wody, a wyrzucony na jezdnię ulega rozkładowi nawet w ciągu dwunastu lat. Ten przykład, jako najbardziej przyziemny i dotyczący codziennego zachowania milionów obywateli UE, jest sztandarową narracją wprowadzanych zmian. Kraje wspólnoty będą musiały dopilnować, aby przedsiębiorstwa tytoniowe pokrywały koszty zbiórki odpadów, w tym transportu, obróbki i zbierania śmieci. To samo dotyczy producentów narzędzi połowowych zawierających tworzywa sztuczne.

Zdaniem komisji ochrony środowiska państwa członkowskie powinny również zapewnić, aby co najmniej 50 proc. utraconego lub porzuconego sprzętu rybackiego zawierającego tworzywa sztuczne było usuwane z mórz i plaż. Narzędzia połowowe stanowią 27 proc. odpadów znalezionych na europejskich plażach.

„Europa odpowiada tylko za niewielką część plastiku zanieczyszczającego nasze oceany. Może jednak powinna odgrywać kluczową rolę w znajdowaniu rozwiązań na poziomie globalnym, tak jak to miało miejsce w przeszłości w walce ze zmianami klimatu” – powiedziała europosłanka Frederique Ries (Liberałowie), która w komisji była sprawozdawczynią rezolucji.
Projekt rezolucji będzie przedmiotem głosowania całej izby podczas sesji plenarnej w dniach 22-25 października w Strasburgu.

12 milionów ton – tyle plastikowych śmieci trafia każdego roku do akwenów morskich. Przyczyniają się one do śmierci zwierząt, które dławią się drobnymi elementami. Zagrożeniem są również plastiki rozpuszczane przez promienie słoneczne. Według ekologów już w 2050 roku będzie w nich więcej śmieci niż istot żywych.

Żeby przestały się palić

Rząd, walcząc z pożarami wysypisk, wziął się za zmianę przepisów. Trzeba ich jeszcze przestrzegać.

 

Po burzy medialnej związanej z falą pożarów na wysypiskach śmieci, Ministerstwo Środowiska szybko wprowadziło zmiany do najważniejszych ustaw regulujących bezpieczne gospodarowanie odpadami.
Niewiele to wprawdzie pomogło, ale obecnie trwają prace nad „doszczelnianiem” tych regulacji poprzez rozporządzenia do ustaw. Jednym z nich jest rozporządzenie Ministra Środowiska określające wymagania przeciwpożarowe, jakie mają spełniać obiekty budowlane oraz inne miejsca przeznaczone do zbierania, magazynowania lub przetwarzania odpadów.
Dotyczy to także elektrośmieci. Mało kto bowiem wie, że pianka z lodówki pali się jak gaz zapalniczki. Kilkanaście dni temu, na skutek niewłaściwego przetwarzania elektroodpadów wybuchł pożar na składowisku złomu w Szczecinie.

 

Palący problem

Zużyte sprzęty elektryczne i elektroniczne są wysoce niebezpiecznymi odpadami. W Szczecinie paliły się lodówki, pralki i artykuły gospodarstwa domowego. Na miejscu działało ponad 40 jednostek straży pożarnej. Ogień pojawił się w maszynie do rozdrabniania złomu i przeniósł się na składowane materiały. Służby ostrzegały mieszkańców, aby nie otwierali okien i pozostali w domach. Nad całą okolicą kłębił się czarny, gęsty dym pełen niebezpiecznych i toksycznych substancji. Sytuacja ta kolejny raz potwierdza konieczność jak najszybszego wprowadzenia standardów do wszystkich miejsc przetwarzania elektrośmieci.
To nomen omen palący problem, bo zgodnie z raportem Najwyższej Izby Kontroli, polski system gospodarowania zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym funkcjonuje nieprawidłowo i wymaga naprawy.
„Podmioty zaangażowane w system gospodarowania zużytym sprzętem, w tym zajmujące się jego zbieraniem i przetwarzaniem, nie przestrzegają przepisów w zakresie swojej działalności. Brakuje standardów przetwarzania elektroodpadów (…). Najważniejsze powinno być właściwe przetworzenie zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Niekorzystną dla środowiska praktyką jest nieprofesjonalny demontaż tego sprzętu, w prymitywnych warunkach poza zakładami przetwarzania (najczęściej w punktach skupu złomu) lub w zakładach przetwarzania o niskim standardzie technologicznym” – czytamy w raporcie.

 

Każdy robi jak może

Obecnie, w myśl polskiego prawa zakłady przetwarzające zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny nie muszą spełniać specjalistycznych kryteriów, przetwarzać zużyty sprzęt może praktycznie każdy. Dlatego około 70 proc. zużytych lodówek, zamrażarek, świetlówek czy telewizorów utylizowanych jest w Polsce w prymitywny sposób, przy pomocy najprostszych narzędzi, bez żadnych zabezpieczeń, przez co szkodliwe substancje przedostają się gleby, wody oraz atmosfery.
Z uwagi na brak obligatoryjnych wymogów prawnych, zakłady przetwarzania elektroodpadów w Polsce bardzo rzadko stosują powszechne w krajach rozwiniętych standardy zabezpieczające przed wybuchem i pożarem, takie jak np. ciągły pomiar obecności gazów wybuchowych połączony z systemem neutralizacji stężenia, przy którym możliwa jest eksplozja.

 

Tylko u nas nie ma

W całej Europie odpowiednie regulacje określają, w jaki sposób przetwarzać różne rodzaje elektrośmieci, jakie instalacje i technologie są wymagane, by zapobiegać wydostawaniu się szkodliwych substancji do środowiska. Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym takich standardów nie ma.
Przetwarzanie zużytego sprzętu jest najbardziej niebezpieczne w przypadku, bardzo popularnych na rynku, lodówek zawierających cyklopentan – jest to dosłownie igranie z ogniem. Sprzęt chłodniczy zawiera szereg substancji niebezpiecznych. Niektóre z nich są także silnie wybuchowe i łatwopalne.
Jeśli zużyty sprzęt przetwarza się w sposób prymitywny, np. przy użyciu strzępiarki do złomu, która powoduje iskrzenie ciętego metalu, to gazy, uwalniane z pianki izolacyjnej, stanowią ogromne zagrożenie. Pianka, wystawiona na działanie słońca i wysokiej temperatury, jest przyczyną wielu samozapłonów na składowiskach.
Komisja Europejska 10 sierpnia br. wydała decyzję w sprawie najlepszych dostępnych technik przetwarzania odpadów. Dokument ten precyzyjnie określa poziomy emisji oraz wszelkie standardy technologiczne utylizacji zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Pytanie, czy standardy te obejmą również elektrośmieci w Polsce?

Płoną góry, płoną śmieci

W przedwieczornej mgle. A dyrektor sortowni śmieci w Olsztynie oświadcza, że płoną „bo 500 plus”.

 

Jak szła ta piosenka Młynarskiego? „Bo kto na co dzień żyje w cyrku, temu cyrkiem zdaje się normalne życie”?
Od miesiąca media donoszą o coraz to nowych pożarach wysypisk – legalnych i nielegalnych. W 2017 roku spłonęło ich 37, w 2018 – prawie 70. Tak mówią statystyki z Ministerstwa Środowiska. Dwa najbardziej spektakularne pożary to Zgierz pod Łodzią (tzw. wulkan „Zgiezuwiusz”) i właśnie Olsztyn. Dyrektor Zakładu Gospodarowania Odpadami Komunalnymi w Olsztynie Marek Bryszewski, oświadczył natomiast podczas sesji rady miasta, omawiając przyczyny wybuchu ognia 24 maja w nocy: winne jest 500 plus! Jego beneficjenci masowo wymieniają meble. A stare palą. To oni rujnują polski recycling i zatruwają atmosferę!
– Meble zalegają plac, gdyż non stop są dowożone; jest to efekt programu Rodzina 500+. Póki nie będzie zorganizowanej selektywnej zbiórki odpadów, z takimi sytuacjami musimy się liczyć – stwierdził, zaznaczając, że samozapłon mógł zostać spowodowany przez reakcję baterii z laptopa bądź butli z gazem, którą ponoć znaleziono na pogorzelisku.
Akcja gaśnicza na terenie ZGOK w Olsztynie trwała 16 godzin. Spłoną miało 900 ton mebli składowanych na placu należącym do zakładu, ale radni miejscy pozostali sceptyczni wobec teorii lansowanej przez Bryszewskiego. Przypomnieli argument dziennikarzy portalu debata.olsztyn.pl: na placu znajdowało się również 1,5 tys. ton odpadów wielkogabarytowych, które zalegały tam na stałe.
Teoria spiskowa lansowana przez szefa ZGOK obiegła internet i stała się żartem sezonu. Ale tak najzupełniej szczerze, jest dość ordynarnym szukaniem kozła ofiarnego i manipulacyjnym przekierowywaniem gniewu społecznego na rodziny, korzystające z pomocy rządu. Nie znaczy to oczywiście, że problemu nie ma – Polacy palą śmieciami, nierzadko toksycznymi.
W Polsce rocznie średnio produkuje się 58 mln m3 odpadów komunalnych. I służą one jako materiał opałowy, nie ma co się oszukiwać. Szczególnie niebezpieczne dla zdrowia jest wdychanie tego, co wytwarza się ze spalania plastikowych butelek, folii i otoczek kabli. Raport Komisji Europejskiej nie pozostawia złudzeń: co roku na choroby wywołane złym stanem powietrza umiera 28 tys. Polaków.
– Generalnie ta wypowiedź miała odwrócić uwagę od problemu i przekierować dyskusję na nieco inne tory – stwierdził Andrzej Gąsiorowski, adwokat i autor bloga poświęconego przyrodzie – Jakaś część prawdy w tym jest. Rzeczywiście słyszy się, że rodziny, które otrzymują świadczenie wymieniają sobie w domach meble, ale nawet gdybyśmy mówili o „paleniu nimi” na ogromną skalę, to nadal nie jest trujące w tym stopniu, co spalanie plastików, kabli, czy innych opon. Dwa takie pożary wysypisk z odpadami z tworzyw sztucznych przynosi tak szkodliwe skutki jak kilka ładnych lat ekspozycji na smog – bez porównania…
Mój rozmówca był oburzony bezczynnością polskich służb w ostatnich miesiącach, kiedy płonęły składowiska śmieci.
– To jest państwowa afera, w moim przekonaniu dużo większa niż rozdmuchana awantura o Amber Gold. Dlaczego nasze państwo nic z tym nie robi? Dlaczego rząd nadal jest zainteresowany tylko tym, żeby spływały pieniądze na polityków, ich wyborców i beneficjentów ich programów, a problemy, które dotyczą wszystkich Polaków bez wyjątku, ma w nosie?
Mateusz Morawiecki dwa tygodnie temu zapowiedział, że wprowadzi odpowiednie „rozwiązania legislacyjne”… w ciągu dwóch tygodni. Niecierpliwie czekają na nie Polacy, nie tylko ci pobierający 500 plus.