Gruszki na wierzbie

Andrzej Dryszel

Liderzy PiS obrażają inteligencję mieszkańców wsi, wciskając im bajki dla naiwnych. Niech wyjaśnią, dlaczego przez tyle lat nic dla nich nie zrobili.

„Ciemny naród to kupi” – to hasło najważniejszego propagandzisty „zjednoczonej prawicy” Jacka Kurskiego stało się głównym wyznacznikiem dla wystąpień mówców na konwencji w Przysusze. Wystąpienia prezesa Jarosława Kaczyńskiego i premiera Mateusza Morawieckiego wbrew ich intencjom były jednym wielkim samooskarżeniem w kwestii nierozwiązywania problemów wsi – podkreśla Unia Pracy. Dopiero bowiem po sześciu latach rządzenia krajem, w okresie bardzo dobrej koniunktury gospodarczej (zwłaszcza w pierwszej kadencji sprawowania władzy), pod groźbą i w obliczu  rolniczych protestów, „zjednoczona prawica” przypomniała sobie o niezrealizowanych obietnicach.

            W panice, partia PiS zorganizowała konwencję w Przysusze poświęconą rolnictwu, na której zostały odkurzone stare obietnice. Prezes Jarosław Kaczyński w swoim długim wystąpieniu obiecał wszystkim wszystko, nawet „gruszki na wierzbie”. Niestety ani słowem nie wspomniał dlaczego przez tak długi czas nie dostrzegał problemów wsi.

            Na tejże partyjnej konwencji prezes Jarosław Kaczyński obiecywał mieszkańcom wsi wielkie pieniądze, które mają być przekazane Polsce przez Unię Europejską w ramach Krajowego Programu Odbudowy (KPO). Wszyscy widzą, że także i tym razem Jarosław Kaczyński nie jest wiarygodny w swoich obietnicach – gdyż dzień wcześniej jego „towarzyskie odkrycie” czyli mgr Julia Przyłębska ubrała w formę „wyroku” tzw. Trybunału Konstytucyjnego własne prezesa wytyczne, które dopływ tych unijnych pieniędzy stawiają pod bardzo wielkim znakiem zapytania. Trzeba mieć nadzieję, że ten nierozsądny, bezmyślny „wyrok” nie zakłóci przekazania środków na dopłaty rolnicze.

W ostatnim czasie Jarosław Kaczyński i jego partia, aby utrzymać się u władzy gotowi są obiecać wszystko, tak jak milion mieszkań, czy miliony samochodów o napędzie elektrycznym – zauważa Unia Pracy.

I apeluje: prezesie Jarosławie Kaczyński, aby być chociaż trochę wiarygodnym to należało swoje wystąpienie rozpocząć od przeproszenia mieszkańców wsi za to, że „wypiął się” Pan na nich, czego uwieńczeniem było powierzenie resortu rolnictwa najbardziej „zielonemu” w sprawach rolnictwa człowiekowi.

Poprzedni

Klasa robotnicza idzie do Raju?

Następny

Trzeba myśleć, zamiast wyrzucać

Zostaw komentarz