Klasa robotnicza idzie do Raju?

Tadeusz Jasiński
Klasa robotnicza idzie do Raju?

GKN-845×475

W piątek 9 lipca o szóstej rano zakończyła się nocna zmiana w fabryce GKN Driviline w Campi Bisenzio – fili GKN Automotive firmy zajmującej się produkcją komponentów lotniczych i motoryzacyjnych, której historia, jak sama firma głosi, rozpoczyna się u zarania rewolucji przemysłowej. Zakład w Campi Bisenzio produkuje części samochodowe: 80 proc. produkcji jest przeznaczone dla Stellantis-Fca.
Tego dnia cała fabryka została przymusowo urlopowana z powodu niskiej produkcji. Po przygotowaniu pracy na kolejny tydzień, robotnicy poszli do domu zupełnie nieświadomi tego, co miało się wydarzyć kilka godzin później.
Około dziesiątej w mailu poinformowano, że od poniedziałku fabryka będzie zamknięta na zawsze. Wszyscy zostali zwolnieni. Chodziło o 422 pracowników pozostawionych w domach z dnia na dzień, do których należy dodać około osiemdziesięciu osób z firm zewnętrznych. W ich przypadku firma nie zadała sobie nawet trudu, aby poinformować o ostatecznym zamknięciu. Taką decyzję szefowie mieli podjąć ze względu na kryzys, w jakim znalazła się korporacja.
Jak donoszą włoscy publicyści, po usłyszeniu tej wiadomości robotnicy ruszyli przed zakratowaną bramę fabryki. W środku czekała na nich garstka obcych ludzi, prawdopodobnie uzbrojonych w paralizatory, którzy zastąpili firmową ochronę. Scena przypominająca dwadzieścia lat faszyzmu – być może niezbyt odległego.
Jednak pomimo przedsięwziętych przez firmę środków „ostrożności”, pracownikom GKN udało się otworzyć bramy i wejść do fabryki. W następnych godzinach na miejsce dotarło wielu działaczy należących do różnych organizacji lewicowych i związkowych.
Jak twierdzą sami pracownicy, to nie fabryka jest w kryzysie. Wciąż są zamówienia, co napędza pracę zakładu. Istnieje rynek na produkcję wałów napędowych i innych komponentów dla sektora motoryzacyjnego. W ostatnich latach fabryka w Campi Bisenzio zainwestowała w zwiększenie mocy produkcyjnych i modernizację zakładu. Od 2017 roku GKN intensywnie inwestował w Przemysł 4.0, korzystając z planów 4.0 rządów, które następowały po sobie od 2016 roku do dziś, oraz z ulg podatkowych, tak bardzo, że stał się jedną z najbardziej zaawansowanych firm pod względem automatyzacji i nowych technologii. Całkowicie zautomatyzowane linie i roboty najnowszej generacji znajdują się jeszcze w szczelnie zapakowanych pudełkach, które wraz z resztą maszyn są dziś obsługiwane przez pracowników w stałych zespołach wewnątrz fabryki. Dlaczego więc doszło do zwolnień?
„Ulepszenie biznesu”, a więc „zwolnienia”
Jak wskazują liczni komentatorzy i sami pracownicy, Melrose Industries PLC wykupiło GKN w 2018 roku. I jak czytamy na firmowej stronie: „Melrose kupuje dobre przedsiębiorstwa produkcyjne z silnymi podstawami, których wyniki mogą zostać poprawione”.
Okazuje się więc, że GKN jest całkiem „dobrym biznesem produkcyjnym”. Idąc dalej, możemy przeczytać, iż: „Melrose finansuje swoje przejęcia przy użyciu niskiego poziomu dźwigni finansowej, ulepsza biznesy poprzez połączenie znacznych inwestycji i zmiany w zarządzaniu, sprzedaje je i zwraca dochód akcjonariuszom”.
Odsiewając ziarna od plew nowomowy, okazuje się, że Melrose dąży do pozbycia się fabryki we Florencji. Pierwszym krokiem jest redukcja zasobów ludzkich – a więc wyrzucenie pracowników i pracowniczek firmy – a następnym przeniesienie produkcji gdzie indziej, gdzieś, gdzie koszta pracy są nikłe, a związki zawodowe nie istnieją. W tym miejscu pojawia się wątek polski. Niektórzy wskazują, że produkcja częściowo zostanie przeniesiona do Oleśnicy, w której zakład GKN już funkcjonuje.
Do końca 2020 roku grupa Melrose chwaliła się, że zwróciła udziałowcom 4,7 miliarda funtów od momentu założenia firmy. W tym wszystkim nie obchodziły jej zupełnie setki pracujących rodzin, które cierpią, gdy zamykane są fabryki, a ich załogi tracą pracę.
Lotta continua!
W obliczu decyzji, która wyglądała na absurdalną, pracownicy postanowili walczyć. Okupowali fabrykę, organizowali wielkie protesty i marsze, tworzyli lokalne i ogólnowłoskie sieci solidarności, zwołali zgromadzenie wspierających ich prawników, którzy pomogli napisać projekt ustawy przeciwko zwolnieniom i offshoringowi. Jak ogłosili „ani jedna śrubka nie wyjdzie poza bramy zakładu!”. Szybko zrozumieli, że maszyny warte miliony euro, zbudowane za publiczne pieniądze, zostałyby z pewnością zdemontowane, aby przenieść produkcję do innych europejskich zakładów.
Po pewnym czasie zdobyli poparcie i widoczność w mediach. Szybko w debacie pojawiły się oświadczenia polityków zarówno z lewej, jak i z prawej strony, a burmistrz Campi Bisenzio wydał nawet zarządzenie zakazujące wjazdu ciężarówek na ten teren, aby uniemożliwić brytyjskiemu koncernowi międzynarodowemu, który jest właścicielem fabryki, przyjazd po maszyny.
Po ich stronie stanął również centrolewicowy rząd Partido Democratico i Ruchu Pięciu Gwiazd, ogłaszając ustawę przeciwko offshoringowi, podobno inspirowaną francuskim, głęboko nieskutecznym „loi Florange”. Robotnicy wygrali swoją pierwszą bitwę: 20 września Sąd Pracy we Florencji odwołał deklarację zwolnień grupowych z powodu „antyzwiązkowego zachowania”.
Pracownicy z Campi Bisenzio położonego niedaleko Florencji, jak się okazało, nie byli jednak odosobnieni. Firma podjęła podobne działania również w swojej „ojczyźnie” – Anglii.
Okupacja i nacjonalizacja
Pracownicy GKN Driveline Birmingham są w podobnej sytuacji od kilku miesięcy. W styczniu 2021 roku GKN Automotive ogłosiło planowane na 2022 rok zamknięcie swojego zakładu samochodowego przy Chester Road w Erdington – w miejscu historycznym dla brytyjskiej inżynierii, którego początki sięgają lat 30. ubiegłego wieku. Mówi się o zwolnieniu 519 osób i utracie pracy przez kolejne 1000 pracowników łańcucha dostaw. Również w tym przypadku pracownicy zmobilizowali się i otrzymali deklaracje solidarności od całego spektrum politycznego. Rząd zaoferował inwestycje w szkolenia zawodowe i zakup nowych maszyn, aby zapobiec zamknięciu zakładu. W maju pracownicy przedstawili alternatywny biznesplan ratowania zakładu – odrzucony przez brytyjski fundusz inwestycyjny Melrose Industries, który w 2018 roku kontrowersyjnie nabył GKN za 8,1 miliarda funtów. Wcześniej we wrześniu pracownicy GKN Birmingham zagłosowali w 95 procentach, przy 95-procentowej frekwencji, za bezterminowym strajkiem przeciwko zamknięciu fabryki. To uspokoiło korporacyjnych właścicieli firmy i pozwoliło usiąść do stołu ze związkowcami.
Niemniej jednak groźba zamknięcia nadal wisi nad głowami pracowników. Pracownicy najwyraźniej nie mogą mieć zaufania do przedstawicieli Melrose. W końcu priorytetem firmy inwestycyjnej jest zapewnienie zysków swoim akcjonariuszom, a nie ochrona miejsc pracy i środków do życia pracowników. Ci ostatni muszą pozostać czujni. Być może, jeśli zostanie im zaproponowany zgniły kompromis lub rozwiązanie, które nadal nie bierze pod uwagę ich interesów, wezmą oni przykład z radykalnych działań swoich włoskich kolegów.
Jak wskazują działacze kojarzeni z brytyjską lewicą, jeśli Melrose się nie cofnie, postulatem brytyjskich pracowników powinna być nacjonalizacja, a doprowadzić może do niej zawieszony jak na razie strajk, połączony z okupacją hal fabrycznych.
Patologie globalizacji
Kiedy Melrose kupił GKN, obiecał, że na pierwszym miejscu postawi „dobro pracowników” swoich fabryk. Zrobił jednak coś dokładnie przeciwnego.
Jeszcze przed zwolnieniami w Campi Bisenzio i Birmingham, w 2019 roku, międzynarodowa korporacja ogłosiła zamknięcie swojej fabryki GKN Aerospace w Kings Norton (również w Birmingham), które nastąpiło w marcu 2021 roku, z co najmniej 170 zwolnieniami. Pod koniec 2020 roku GKN/Melrose zredukowało 540 miejsc pracy w swoim oddziale GKN Driveline w Offenbach w Niemczech. Wszystko to w celu zwiększenia zysków akcjonariuszy.
Dyrektor generalny GKN Automotive, Liam Butterworth, wskazywał, że sytuacja firmy jest lepsza niż się wydaje. Szacował, że w 2030 roku wyprodukowane zostaną 102 miliony samochodów w porównaniu do 89 milionów w 2019 roku i zachwycał się ogromnymi możliwościami, jakie daje przejście rynku motoryzacyjnego na pojazdy elektryczne.
Firma zatrudniająca 27 000 pracowników, posiadająca pięćdziesiąt jeden zakładów produkcyjnych w dwudziestu krajach i osiągająca obroty w wysokości 4,7 miliarda funtów w 2019 roku, szczyci się tym, że dostarcza komponenty dla 90 proc. światowych firm samochodowych i 50 proc. samochodów produkowanych na całym świecie. Dyrektor generalny zamierzał jeszcze podwoić rozmiary firmy do 2030 roku, pozostając liderem w zakresie elektryfikacji pojazdów.
I tak na przykład, zakład w Campi Bisenzio, w który wpompowano miliony publicznych pieniędzy i ulg podatkowych, przeżywał silną poprawę po spowolnieniu spowodowanym pandemią: pierwszy kwartał 2021 roku przyniósł wzrost obrotów o 7 proc. w porównaniu z ostatnim kwartałem 2020 roku oraz nadwyżkę budżetową w wysokości 14 proc.
Okazuje się więc, że sytuacja pracowników GKN, którzy trafili w ręce korporacji Melrose, nie jest niczym nowym. Wymownie pokazuje ona wspólny los milionów pracowników w Europie, zgotowany przez ostatnie dziesiątki lat neoliberaliza++cji naszej europejskiej umowy społecznej. W obronie pracowników nie stanęła Unia Europejska, wielki nieobecny tej opowieści. Po ich stronie wystąpili raczej lokalni politycy, wciąż rozerwani pomiędzy globalistyczną klasę średnią a cierpiącą z powodu globalnych sieci produkcji klasę pracującą. Unia Europejska opiera się jak na razie na fiskalnej, socjalnej i płacowej konkurencji pomiędzy państwami członkowskimi, a nie socjalnej umowie społecznej, zabezpieczającej najsłabszych. Europejska lewica powinna dążyć do reformy Unii, a lewica polska również do rozpoznania sytuacji naszego kraju, „montowni Europy”, bez związków zawodowych i regulacji prawa pracy, zamiast żyć mityczną narracją o zachodnim państwie dobrobytu, opisanej niegdyś przez Jarosława Pietrzaka.
Dopóki lewicowi politycy i polityczki nie ujrzą, że pracujący znikają z ich zasięgu, popierając antyglobalistyczną prawicę, jeśli nie powstanie nowa wizja zjednoczonej, socjalnej Europy, dopóty nasze nadzieje może pokładać w oddolnej organizacji i pracy politycznej. A takiej uczy nas właśnie walka pracowników w Birmingham i Campi Bisenzio. Nie wzięła się ona znikąd, stoją za nią lata żmudnej i powtarzalnej, lecz jak widać skutecznej pracy politycznej setek związkowców i działaczy.

Poprzedni

Torcik na pożarcie dla chudych piesków

Następny

Gruszki na wierzbie

Zostaw komentarz