Unijne miliardy są dla wszystkich

Unijne miliardy są dla wszystkich

PiS-owski obóz władzy chce zrobić swój fundusz wyborczy ze środków Krajowego Planu Odbudowy. Nie godzi się na to Komisja Europejska – i wstrzymuje wypłatę pieniędzy.  

Gdzie są unijne miliardy dla Polek i Polaków? Jedyna odpowiedź brzmi: nie ma ich z winy rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Pół roku temu cały kraj został oblepiony billboardami informującymi, iż rząd wynegocjował z Unii Europejskiej wielkie pieniądze dla wsi, miasteczek i miast. Pierwsze środki do krajów, których Krajowe Plany Odbudowy zostały zaakceptowane, popłynęły już w lipcu bieżącego roku. Ale nie do Polski. Dlatego Lewica zażądała pilnej odpowiedzi od premiera Mateusza Morawieckiego na pytanie na jakim etapie są negocjacje z Komisją Europejską w sprawie zatwierdzenia Krajowego Planu Odbudowy – i kiedy obiecane 270 mld euro trafi do Polek i Polaków?

Wypowiedzi przedstawicieli obozu władzy, iż „bez środków unijnych Polska sobie poradzi” każą zadawać publiczne pytania o plany rządu względem uzyskania tych środków. Takie deklaracje pozwalają przypuszczać, iż przedstawiciele PiS nie są zainteresowani pieniędzmi dla Polski. Tak oczywiście nie jest. PiS-owskiej władzy bardzo zależy na miliardach z Unii Europejskiej, bo chce podeprzeć nimi swoją chwiejącą się władzę. Przez swój tępy upór i niezdolność do jakiegokolwiek kompromisu nie jest jednak w stanie doprowadzić  do odblokowania tych środków.

Gdy zaś ze strony Komisji Europejskiej płyną jednoznaczne sygnały, że wobec Polski zostanie zastosowany mechanizm: pieniądze za praworządność – zaakceptowany zresztą już dawno przez PiS-owską władzę – to rząd i jego propagandyści oskarżają Unię Europejską o naruszanie traktatów unijnych oraz o szczególną złośliwość wobec Polski. Wykazywaną oczywiście dlatego, że Polska „nie chce się poddać dyktatowi Brukseli i Paryża”, „wstaje z kolan”, realizuje „samodzielną politykę opartą na wartościach” itd. Podobne bzdury mają zohydzić Polakom Unię Europejską i doprowadzić do poprawy notowań PiS-u w sondażach, poprzez wmawianie jaki to patriotyczny i walczący o samodzielność Polski jest obóz „dobrej zmiany”. A w rzeczywistości walczy on co najwyżej o zachowanie profitów zagarnianych z tytułu sprawowania władzy.

Lewica domaga się jasnych odpowiedzi w sprawie uzyskania pieniędzy z UE. „Polsce potrzebne jest każde euro z unijnych funduszy, aby komfort naszego życia rósł, a wysokość naszych zarobków przypominała pensje wypłacane w Niemczech czy Holandii” – stwierdza Lewica, cokolwiek pochopnie domagając się, by zarobki Polaków były zbliżone do zarobków Niemców i Holendrów, obywateli krajów należących do ścisłej europejskiej czołówki zamożności. Krajowy Plan Odbudowy jeszcze do tego nie doprowadzi.

Tym niemniej, pieniądze z KPO to mają być pieniądze dla nas wszystkich, a nie fundusz wyborczy PiS, tak jak to sobie zaplanowali prominenci obozu władzy. Tymaczasem rząd Morawieckiego wciąż nie umie lub nie chce udowodnić Komisji Europejskiej, że wyda te pieniądze zgodnie z europejskimi standardami. Bo oczywiście wcale nie zamierza ich wydać w zgodzie z tymi standardami, lecz osiągnąć dzięki nim zwycięstwo w wyborach parlamentarnych.

Rzecz w tym, iż Jarosławowi Kaczyńskiemu, Andrzejowi Dudzie, Zbigniewowi Ziobrze, Mateuszowi Morawieckiemu i wszystkim pozostałym działaczom Zjednoczonej Prawicy wcale nie chodzi o suwerenność Polski, ale o bezkarność w rządzeniu naszym krajem – uważa Lewica. Według nich sytuacja ma wyglądać następująco – dajcie nam kasę oraz wolną rękę w tym co robimy w Polsce, a jak nie, to będziemy wam, droga Unio, bruździć na potęgę.

Poseł Tomasz Trela powiedział: – Żądamy od pana premiera informacji co dalej dzieje się z Krajowym Planem Odbudowy. Dokładnie 3 maja bieżącego roku rząd Rzeczypospolitej Polskiej złożył do Komisji Europejskiej projekt Krajowego Planu Odbudowy. Już ponad sześć miesięcy temu byliśmy zapewniali, że wszystko jest konsultowane, wszystko jest uzgodnione, że za kilka najbliższych bądź kilkanaście dni ten dokument zostanie przyjęty. Chodzi przecież o 270 miliardów złotych na walkę po covidzie, na wzrost gospodarczy, na pomoc dla przedsiębiorców, na pomoc dla samorządowców, na tworzenie nowych miejsc pracy. Są państwa, które otrzymują zaliczki w wysokości 10-15 miliardów euro a Polska dostała jedno wielkie zero. Nie dostaliśmy absolutnie nic. I co gorsze absolutnie nie mamy żadnej wiedzy i żadnej informacji, kiedy jakiekolwiek pieniądze otrzymamy.

Gdy inne kraje Unii Europejskiej już te pieniądze otrzymują, rząd PiS milczy. Premier  Morawiecki na niedawnym posiedzeniu Sejmu miał możliwość, żeby odpowiedzieć na apel i żądanie opozycji – czyli przedstawić społeczeństwu na jakim etapie są decyzje Komisji Europejskiej.

– Co zrobił pan premier oraz Prawo i Sprawiedliwość? Odrzucili ten punkt z porządku obrad! Wyrzucili go, nie chcieli o tym dyskutować. Ta niechęć może być spowodowana dwiema sprawami, albo rzeczywiście nie wiedzą co dalej z Krajowym Planem Odbudowy, albo wiedzą, że KPO w tym kształcie nie będzie zatwierdzony i dlatego boją się o tym mówić – zarzuca pos. Tomasz Trela.

270 miliardów złotych to delikatnie mówiąc niebagatelna kwota, szczególnie biorąc pod uwagę wydatki i trudności finansowe naszego państwa. Nie czekając na kolejne posiedzenie Sejmu, posłowie Lewicy występują do Mateusza Morawieckiego z konkretnymi pytaniami: dlaczego pan premier boi się przedstawić opinii publicznej bieżącą informację na jakim etapie są negocjacje z UE; do czego zobowiązała nas Komisja Europejska jeżeli chodzi o Krajowy Plan Odbudowy; ile pieniędzy publicznych pieniędzy Kancelaria Prezesa Rady Ministrów już wydała na propagandę związaną z tymi pieniędzmi?

Polskie społeczeństwo pamięta, że przecież premier Morawiecki w maju urządził na tle wielkich billboardów z Krajowego Planu Odbudowy konferencję, a później te billboardy krążyły po całej Polsce. Były przygotowane materiały propagandowe, były wykonane spoty reklamowe, że te pieniądze już są, że przedsiębiorcy, samorządowcy czy obywatele będą mogli z nich skorzystać. Kampania była, wydatki na kampanię propagandową były, ale efektów nie ma żadnych.

Jakie są powody tego stanu rzeczy? Zdaniem posłów Lewicy, po pierwsze polska polityka zagraniczna jest w ruinie, a po drugie minister Zbigniew Ziobro dokonuje recydywy i podejmuje działania, które są niezgodne z polską racją stanu. Doprowadziły one do tego, iż zostało wydane  orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej mówiące, że sposób delegowania sędziów polskiego przez  ministra sprawiedliwości jest niezgodny z prawem unijnym.

Poseł Andrzej Szejna stwierdził: – Najpierw mieliśmy orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził wyższość Konstytucji RP nad unijnym traktatem. Zostało ono wydane bo pan minister Ziobro złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności z Konstytucją art. 6 ust. 1 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka która stanowi, że każdy ma prawo do niezależnego niezawisłego sądu ustanowionego na mocy ustawy. Niech się każdy zastanawia dlaczego? Otóż dlatego, żeby doprowadzić do sytuacji, w której Komisja Europejska nie będzie miała żadnego innego wyjścia niż niezatwierdzenie Krajowego Planu Odbudowy Rzeczypospolitej Polskiej – ponieważ w kraju, w którym dzisiaj żyjemy kwestionowane jest prawo europejskie oraz Konwencja o Ochronie Praw Człowieka. Wedle Komisji Europejskiej, w takim kraju środki europejskie nie mogą być wydawane zgodnie z prawem. Bo będą znowu wydawane na Fundusz Sprawiedliwości, na jakieś cele związane z ojcem Rydzykiem, na cele które nie mogą być skontrolowane przez jakikolwiek urząd, przez jakąkolwiek instytucję. O to właśnie Ziobrze chodzi. Jeżeli pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy nie będą mogły być wydawane wedle uznania jego i Morawieckiego, poza wszelką kontrolą, to takie pieniądze nie są im potrzebne.

Ci ludzie chcą te pieniądze Polkom i Polakom odebrać, łamiąc prawo, łamiąc Konstytucję, idąc na starcie z Unią Europejską na płaszczyźnie prawnej i nie tylko. To działania na szkodę naszego kraju i jej mieszkańców.

Po przełomie 1989 roku Polska objęła kurs na integrację polityczną i gospodarczą z Zachodem, a także porozumienie, współpracę i pojednanie ze wszystkimi sąsiadami naszego kraju. Strategia dobrosąsiedzkiej współpracy i budowania pełnych zaufania relacji była wspierana przez polską politykę zagraniczną, będąca obiektem ponadpartyjnego konsensusu, o którego utrzymanie zbiegali wszyscy ministrowie zagraniczni kolejnych polskich rządów.

W rezultacie wysiłków w sferze międzynarodowej, Polska stała się państwem cieszącym się najwyższym międzynarodowym uznaniem i szacunkiem, pożądanym partnerem międzynarodowych inicjatyw, znajdując swoje miejsce w awangardzie międzynarodowych przedsięwzięć. Polska służba zagraniczna i dyplomatyczna czerpała z dorobku wszystkich rządów oraz cechowała się wysokim stopniem profesjonalizmu i doświadczenia instytucjonalnego, a młodzi dyplomaci mogli mieć nadzieję na długą, profesjonalną służbę dla państwa polskiego, niezależnie od zmian władzy politycznej. Cały ten dorobek został błyskawicznie zniszczony przez PiS.

Lewica podkreśla, że Prawo i Sprawiedliwość od pierwszego dnia swoich samodzielnych rządów w 2015 roku rozpoczęło konflikt Polski z Unią Europejską. Kwestia praworządności, zamachu na niezależność sądowniczą oraz trójpodział władzy, nieustający atak na prawa kobiet oraz osoby LGBT skutkują tym, że nasz kraj, będący kiedyś symbolem europejskich ambicji, stał się jednym w głównych problemów zjednoczonej Europy.

Rząd Mateusza Morawieckiego w swojej straceńczej misji walki z postępem i nowoczesnością coraz częściej wyciąga rękę do ugrupowań i polityków europejskiej skrajnej prawicy o autorytarnych i nacjonalistycznych poglądach. Zarówno Marine Le Pen, jak i Matteo Salvini to antyunijni sojusznicy putinowskiej Rosji, z którymi nie należy współpracować, gdyż ich ostatecznym celem nie jest reforma UE, lecz jej demontaż.

Od 2004 Polska pozostawała w czołówce państw, które konstruktywnie i w dobrej wierze współpracowały w ramach europejskiej wspólnoty państw, aktywnie poszukując najlepszych sposobów na pogłębienie integracji i rozwiązanie bieżących problemów. Jak pokazują wszystkie badania opinii społecznej, Polacy popierają integrację i dostrzegają korzyści z niej płynące – zarówno dla nich osobiście, jak i dla całego kraju.

W miejsce tej konstruktywnej współpracy, rząd PiS zaserwował całej Europie festiwal kłamstw i hipokryzji, kontestując zobowiązania prawne Polski, wynikające bezpośrednio z europejskich traktatów. W rezultacie, Polska utraciła zaufanie dobrego i pożądanego partnera, jest państwem osamotnionym, pomijanym w budowaniu sojuszy i porozumienia wokół najważniejszych spraw dotyczących przyszłości Europy. Pozycję Polski charakteryzują słowa byłego ministra spraw zagranicznych w rządzie PiS, Jacka Czaputowicza, który na pytanie, czy ktoś lubi lub ceni polski rząd, odpowiedział “nie przychodzi mi do głowy nikt”.

Fatalnemu wizerunkowi państwa nieodpowiedzialnego i niegodnego zaufania towarzyszy niekompetencja i brak skuteczności w polityce europejskiej. Do promocji swoich interesów Polska nie wykorzystuje nawet sprawdzonych formatów. Trójkąt Weimarski w zasadzie nie funkcjonuje, co stanowi smutny obraz relacji między Warszawą i Berlinem oraz Warszawą i Paryżem.

Trwała obecność w Unii Europejskiej jest polską racją stanu, a awantury wszczynane przez obóz „dobrej zmiany” nie mogą wpływać na nasze bezpieczeństwo oraz cywilizacyjne szanse rozwojowe. Polska powinna być aktywna zarówno w wewnętrznej polityce unijnej, jak i jej działaniach zewnętrznych. Zadaniem środowisk proeuropejskich jest zaś reprezentowanie woli dalszego postępu w integracji i sprzeciwianie się odgórnym próbom narzucenia swoich poglądów polskiemu społeczeństwu wbrew ich woli, podejmowanym przez antyunijny  rząd PiS.

Poprzedni

Czy urzędnicy z KNF staną przed sądem?

Następny

Rozmowa z Antonem Siekelem, przewodniczącym Słowackiego Komitetu Olimpijskiego