21 maja 2024

loader

Drogi i bezdroża „pisarza idei”

Studium Macieja Woźniaka o prozie Bronisława Wildsteina poprzedza rozdział poświęcony jego biografii jako opozycjonisty (czasów PRL i w III RP), dziennikarza, a przy tym wieloletniego emigranta we Francji. I słusznie, bowiem pisarstwa Wildsteina nie sposób oddzielić od jego biografii politycznej. Co więcej, niewielu jest pisarzy, nie tylko w Polsce, ale i poza nią, których twórczość tak bardzo spojona byłaby z działalnością polityczną, wyznawaną ideologią i światopoglądem.

Nawet brane jako całość pisarstwo tak mocno związanego z obecnym obozem rządzącym, zmarłego niedawno Jarosława Marka Rymkiewicza nie jest aż tak bardzo powiązane z polityką. W końcu „Wieszanie”, „Kinderszenen” czy „Samuela Zborowskiego” czyta się doskonale także bez uwzględnienia kontekstu politycznego, a jego eseje z cyklu mickiewiczowskiego czy rzeczy o Słowackim i Fredrze, nie mówiąc już o jego dawnej poezji nawiązującej do klasycyzmu oraz do dramaturgii – tym bardziej. Jeśli już trzeba by szukać pokrewieństw pisarskich Wildsteina, to rodzaj polityczności jego prozy można by porównać raczej do pisarstwa Jerzego Putramenta (1910-1986), którego przedwojenne i powojenne komunistyczne zaangażowanie było wyraźną dominantą znacznej części jego utworów (m.in. „Wrzesień”, „Bołdyn”, „Małowierni”). Nie traktuję tych uwag jako silnego zarzutu pod adresem pisarza, bo ma on prawo do każdego rodzaju zaangażowania. Rzecz tylko w tym, czy silne spojenie dzieła prozatorskiego a zatem aspektu artystycznego, z zaangażowaniem po jednej stronie politycznego konfliktu nie zawęża, nie redukuje, nie „udoraźnia” wartości artystycznej prozy i nie zakreśla czasowych horyzontów jej percepcji.
Kryminalizacja politycznych wrogów
Przedmiotem swojego studium wybrał Woźniak cztery prozatorskie rzeczy Wildsteina: powieści „Jak woda”, „Dolina Nicości”, „Ukryty” oraz opowiadanie „Wąż” z tomu „O zdradzie i śmierci”.
Powieść „Jak woda” postrzega autor studium jako psychologiczną, opartą głównie na technice „strumienia świadomości”. „Owo „płynięcie myśli” widać właściwie bez ustanku na kartach powieści. (…) dostrzegamy refleksje wychodzące poza sferę prostego opisu przestrzeni (…) oddające stan psychiczny postaci i odnoszące się do problemu samotności, zagubienia i wyobcowania”. Woźniak sytuuje prozę Wildsteina jako „kładącą nacisk na na proces myślenia i odczuwania postaci”, „ukazując świat wewnętrzny protagonisty i ukazując chaos jego myśli poprzez fragmentaryczność zmieniających się epizodów i wspomnień, ich kalejdoskopową podróż przez świadomość bohatera”. Czas akcji jest w prozie Wildsteina względny i podporządkowany narracyjnej refleksji do tego stopnia, że momentami zatrzymuje się, by ustąpić miejsca myśleniu postaci, dygresjom, wspomnieniom. „W szerszej perspektywie, „Jak woda” to rozbudowany monolog wymierzony w system komunistyczny” – zauważa Woźniak. Czy takie jednoznaczne polityczne spozycjonowanie sensu prozy Wildsteina nie skróci jej żywota w perspektywie dziesięcioleci? Czy nie skaże jej wyłącznie na los archiwalnego świadectwa określonej epoki? Czas pokaże. Historia literatury uczy, że taka konkretna osnowa publicystyczna nie zawsze jest wrogiem ponadczasowej żywotności prozy. Nie zawsze też jest jej wrogiem ubogi realistyczny mimetyzm prozy. W prozie Wildsteina występuje on w postaci śladowej – ten pisarz nie ma ani imperatywu ani być może umiejętności ukazywania naocznego świata w jego wymiarze zmysłowym, wzrokowym zapachowym, akustycznym. Wildsteina świat materialny prawie nie interesuje. Nie lubi odtwarzać faktów i materii życia. Interesuje go myślenie, idee, a także emocje i moralny aspekt polityki.
W „Dolinie Nicości” widzi Woźniak prozatorski moralitet i jednocześnie „trwałe świadectwo polskiej rzeczywistości politycznej”, a warstwie gatunkowej „thriller polityczny w służbie idei”. Jest w niej klimat „ziemi jałowej”, „wiwisekcja świata elit” (politycznych, dziennikarskich, służb specjalnych i hierarchii kościelnej), gorycz rodem z „Jądra ciemności”. „Etyczny wymiar powieści przeplata się z warstwą stricte sensacyjną. (…) Warstwa sensacyjna jest wszak w tej powieści wyraźna. Macki układów zagrażają bohaterom (…) Niebezpieczeństwo, otaczający bohaterów mrok i próba przezwyciężenia go poprzez dążenie do prawdy szeregowałoby „Dolinę Nicości” jako trzecią formę powieści kryminalnej według klasyfikacji Stanka Lasicia – formę zagrożenia. Jak zauważa badacz, dominuje w niej czyn zagrażający – seria czynów, które stanowią dla osób działających zagrożenie, budzą w nich niepewność, obawę, poczucie niebezpieczeństwa. Zagrożony stara się zmienić tajemnicę w prawdę i rzucić światło na mrok”. (…) Problemy egzystencjalne, refleksyjność, moralna dwuznaczność są charakterystyczne dla bohaterów „Doliny Nicości”. W swej powieści Wildstein nie kreuje postaci czarno-białych. Tytułowa nicość współgra z moralną szarością”.
Tak, owszem, postacie są być może często wewnętrznie sprzeczne, niejednoznaczne, ale świat prozy Wildsteina jako całość jest do bólu jednoznaczny, na manichejską modłę. To jego nieusuwalna skaza, „wada fabryczna”. Podobnie jak obsesyjny moralizm, który wyraża się m.in. w stale obecnej u niego figurze zdrady i postaci Judasza w tle. Nie byłaby jednak ta obsesja kluczowym defektem, gdyby nie miała tak jednoznacznego kolorytu politycznego.
„Ukryty” również jest powieścią filozoficzną i moralitetem ubranym w formę kryminału. Wydaje się, że upodobanie Wildsteina do kostiumu powieści kryminalnej wynika z jego politycznej obsesji. Tak bardzo nienawidzi on wrogiego mu świata, że jedynie w „kryminale” widzi właściwą mu moralną kwalifikację. Wildstein z zemsty skryminalizował świat swoich politycznych wrogów. Nie chce dla nich innej formy istnienia niż tylko w – nomen omen – „kryminale”, jako formule, która z definicji określa atmosferę moralną – świat mroczny i duszny – jaką rezerwuje dla swych wrogów. To czyni z „Ukrytego” moralistyczną „powieść idei”, antykryminał, „kryminał w służbie idei”. „Duchowa pustka rzeczywistości”, „nicość”, „adoracja pustki”, te epitety i kwantyfikatory, którymi przepełniona jest proza Wildsteina i jej dość już liczne analizy krytyczne, prowokują do postawienia pytania – czy Wildstein to aż pisarz (w znaczeniu: artysta) czy tylko moralista. Jest w nim wyraźna tęsknota, by od czasu do czasu wznieść się ponad jednoznacznie skonfigurowaną ideologicznie politycznością. Jednym z wyrazów tej tęsknoty jest m.in. ostatni z czterech omawianych w studium utworów, „Wąż”, „esej eschatologiczny o zdradzie i śmierci”, jak określa go Woźniak. W opowiadaniu tym wyraża się znana wildsteinowska skłonność do wysokich rejestrów, wzniosłych diapazonów, wielkich tematów. Tradycyjny kontekst kulturowy związany z antycznymi prapoczątkami literatury sprawia, że osadzenie osnowy opowiadania w czasach starożytnych (Grecja, Egipt), jak w „Wężu”, zaspokaja tego rodzaju ambicje. Można by doszukać się w tym pewnej dozy pretensjonalności czy nawet snobizmu, gdy nie trzeba było przyznać, że objawia się Wildstein w tego rodzaju prozie jako zręczny, wyrafinowany, subtelny stylista, po którym daje się poznać duże oczytanie i kulturę literacką. Jednak ta „strona” Wildsteina to temat na inny tekst.
Aż pisarz, czy tylko moralista?
Mimo, że opcja polityczna, której sprzyja Wildstein jest mi z gruntu obca, a jego moralizm tchnie dla mnie fragmentami jakimś nieznośnym kabotynizmem, jest coś w jego prozie, co mnie przyciąga jako literatura, coś co sprawia, że lubię po nią sięgać. Wydaje się, że najsilniejszą jego stroną jako prozaika jest dar tworzenia sugestywnej, z czytelniczego punktu widzenia atmosfery, jego własnego specyficznego „świata przedstawionego”. Nie cierpię Wildsteina jako działacza publicznego, ale mimo najszerszych chęci nie mogę go zlekceważyć jako pisarza. Kontrowersyjnego, naznaczonego skazami, poważnymi wadami pisarskimi, ale ze swoim własnym stylem, sugestywnie kreowanym, trochę kafkowskim światem oraz ze znakiem, który naprawdę coś znaczy. Gardzę Wildsteinem jako propagandystą TVP Info. Nie mogę, mimo najszczerszych chęci, pogardzić nim jako pisarzem. I jeszcze jedno: od lat nurtuje mnie pytanie, czy uczciwość pisarska Wildsteina jest na tyle autentyczna, że pewnego dnia stanie się on Kadenem-Bandrowskim i zdecyduje się na napisanie „Generała Barcza” III RP, bezkompromisowo rzucając snop moralistycznego światła tym razem na swoją polityczną stronę. Ona bowiem – co Wildstein jako niezwykle doświadczony, 70-letni człowiek i pisarz doskonale wie – także nie jest ani „ponad śnieg bielsza”, ani „bezgrzeszna”.

Maciej Woźniak – „Pisarz idei. Proza Bronisława Wildsteina”, Instytut Literatury, Biblioteka Krytyki Literackiej Kwartalnika „Nowy Napis”, Kraków 2021, str. 230, ISBN 978-83-66765-93-1

Krzysztof Lubczyński

Poprzedni

Sadurski na dzień dobry

Następny

Krytyczne genealogie Tomasza Burka