Dylogia Sławomira Tabkowskiego

19 sty 2022

Wydaną w zeszłym roku autobiografię Sławomira Jerzego Tabkowskiego „Przywołania z galaktyki Koziorożca” warto studiować razem z jego wcześniejszą o siedem lat książką „Gazeta Krakowska w antrakcie”. Wspomnienia redaktora”. Owe „Wspomnienia redaktora” szczegółowo opisują bowiem centralny epizod w życiu autora – pięcioletnie (1983-1988) kierowanie najważniejszą podówczas krakowską i małopolską gazetą codzienną, jedną też z najważniejszych gazet w Polsce, dziennikiem, który miał wówczas średnią sprzedaż na poziomie 200 tysięcy egzemplarzy i rozchodził się niemal bez zwrotów, mimo że przecież nikt nikogo do jego nabywania nie przymuszał.

„Przywołania z galaktyki Koziorożca” zaś tworzą dla tych wspomnień o krakowskim dzienniku potrzebne obramowanie, dopełniając obrazu losów osobistych i życia zawodowego autora w okresie od lat czterdziestych ubiegłego stulecia aż po dzień dzisiejszy.
A owo życie zawodowe Tabkowskiego – socjologa, publicysty, działacza politycznego, wydawcy, animatora kultury – było doprawdy nietuzinkowe. Młody, utalentowany człowiek, który w dojrzałość wkraczał w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, głęboko przemyślał i dobrze wykorzystał szansę, jaką dawał jemu i milionom mu podobnych popaździernikowy ustrój: możliwość zdobycia porządnego wykształcenia i możliwość podjęcia sensownej służby społecznej. Ów ustrój zresztą Tabkowski akceptował i weń wierzył: „w takie wartości jak równość i sprawiedliwość, a także wolność, ale rozumiana – mówiąc skrótowo – jako uświadomiona konieczność”. „Drogę ku zmianie i przekształcaniu otaczającej rzeczywistości na lepszą dostrzegałem poprzez uczestnictwo w oficjalnych strukturach wpływu i władzy” – wyznaje w innym miejscu; stąd brała się w jego młodych latach działalność w krakowskim Związku Młodzieży Socjalistycznej, potem szefowanie krakowskiemu oddziałowi Krajowej Agencji Wydawniczej i wreszcie „Gazecie Krakowskiej”. A następnie – już u schyłku Polski Ludowej – awansował na szczebel centralny, obejmując na krótko funkcję kierownika Wydziału Polityki Informacyjnej Komitetu Centralnego PZPR, a następnie ostatniego szefa wielkiej spółdzielni RSW Prasa-Książka-Ruch. „Nie chciałem obalać czy zamieniać socjalizmu na inny ustrój, dążyłem do tego, aby był, jak to się później powszechnie mówiło, z ludzką twarzą” – sumuje ten etap swej drogi życiowej. Ale okres pracy w Komitecie Centralnym ocenia już jako „żałosną szamotaninę”; kiedy zaś doszło – ze złamaniem obowiązującego prawa spółdzielczego – do likwidacji RSW i uwłaszczeniu się na jej majątku beneficjentów nowego ustroju, Tabkowski, który nie otrzymał też żadnej propozycji ze strony rodzącej się polskiej socjaldemokracji, wrócił do Krakowa. Skądinąd w III RP odnalazł się bez trudu, i jako intelektualista, i jako działacz społeczny i kulturalny: prowadził badania, wykładał, redagował pismo ”Po ziemi”, z wielkim powodzeniem uprawiał publicystykę polityczną. Z prawdziwym podziwem obserwowałem go jako szefa krakowskiego Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w latach 2002-2006: uchronił je przed zgubną prywatyzacją, zdynamizował jego pracę (w tym edycję kolejnych tomów Wielkiej Encyklopedii Muzycznej), wymyślił i powołał do życia Festiwal Muzyki Polskiej. PiS, który w 2005 roku doszedł do władzy, oczywiście takiego prezesa nie mógł ścierpieć…
O tym wszystkim pisze Tabkowski w swoich dwóch książkach w sposób po kronikarsku udokumentowany, przywołując setki faktów, dat, cytatów. Pojawiają się na kartach tych książek setki ludzi, z którymi autor w swym życiu i pracy się stykał: i tych z pierwszych stron gazet, i tych znanych cokolwiek mniej, których postawy i działania autor uznał jednak za godne odnotowania i utrwalenia. A pisze o nich wszystkich otwarcie i szczerze, ale też, jak to już ktoś znany zauważył, „po krakowsku, czyli elegancko”. Nie brak ubarwiających narrację obrazków rodzajowych i anegdot. A racje Tabkowski stara się rozdzielać – jak to zresztą czyni i w swej obfitej bieżącej publicystyce – w sposób wiarygodny i sprawiedliwy. Nie stroni od krytyki błędów, zaniechań i absurdów czasów PRL, ale nie ma też żadnych złudzeń co do prawdziwego charakteru i oblicza współczesnej polskiej kapitalistycznej rzeczywistości: „To wszystko oglądam jak film nakręcony przez wariata-wirtuoza (…) Szczególna, ale w świecie nierzadka, odmiana polskiego kapitalizmu poniża i sprowadza ludzi do zasobów pracy – bezwolnej, jak najtańszej siły roboczej, pozbawionej praw, doceniając ich tylko jako konsumentów pomnażających dochód bogaczy. Zysk czuje się świetnie w szatach post-solidaryzmu, nacjonalizmu, klerykalizmu, ksenofobii i wszystkich podobnych naszych stałych pandemii.” Osoba znana jeszcze bardziej niż ta wspominająca o krakowskiej elegancji autora napisała Tabkowskiemu o jego ostatniej książce: „W czasach prawicowej polityki historycznej, która jest kłamstwem i manipulacją, maczugą na inaczej myślących, Twoja książka jest ważniejsza i bardziej potrzebna niż kiedykolwiek!”
Sławomir J. Tabkowski, „Gazeta Krakowska” w antrakcie. Wspomnienia redaktora, „Śląsk” Wydawnictwo Naukowe, Katowice 2014, ISBN 978-83-7164-840-3
Sławomir Jerzy Tabkowski, Przywołania z galaktyki Koziorożca, „Śląsk” Wydawnictwo Naukowe, Katowice 2021, ISBN 978-83-8183-085-0

Najnowsze

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...