28 lutego 2024

loader

Nienawiść… pamięć… przebaczenie…

fot. Wikicommons

„Dość w Polsce nienawistnych spojrzeń. Czas podać sobie ręce, żyć w zgodzie dla dobra Ojczyzny” – gen. Wojciech Jaruzelski

„W polityce głupota nie stanowi przeszkody” – Napoleon Bonaparte

Nie miałem zamiaru pisać kolejnego tekstu dot. „Nienawiści”. Jednakże szereg pytań i perswazja niektórych spośród Państwa skłaniają do kontynuacji tematu. Podzielam opinie, że wiele złego czyni Kościół przez nabożeństwa za „wyklętych”. Zgadzam się ze zdaniem – jako na „polityczne zamówienie”. Jednocześnie staram się tłumaczyć, że: jako zasada- każdy ma prawo, może zamówić mszę za zmarłego czy zamordowanego, w rozumieniu nauczania Kościoła – grzesznika. W tym znaczeniu nabożeństwo za grzesznika powinno być odprawione -takie są reguły. Zaś „zło” – sygnalizuję wyżej- polega na wynoszeniu zasług bandytów, dosłownie – bandytów ich zbrodni popełnionych na niewinnych ludziach. O cierpieniu zadanym dzieciom, matkom, starcom itp. palonych żywcem w wiejskich, słomą krytych chałupach – cisza, ani słowa od osoby duchownej! To jest okryte „chwałą” walki z komunizmem. Jeden z Czytelników usilnie nalegał, by postawić pytanie- czy ci paleni żywcem, zabijani kijami i siekierami byli naprawdę „komunistami”? Przecież wiedza o konkretnych przypadkach jest znana. Oczywiście-można to „zamotać” i znaleźć „szczelinę”, że zabijany „coś zrobił źle”, albo ktoś o nim mówił źle. Przecież duchownym nie trudno dojść „zbliżyć” się do prawdy – zwracam uwagę- w konkretnym zdarzeniu. Czy wtedy nie należałoby powiedzieć „wieczny odpoczynek zmarłym” z powodu osoby, za którą sprawuję to nabożeństwo” – chociaż tyle? Właśnie to boli wielu ludzi – dziś babcie i dziadków, którym udało się ujść z rąk „bestialskich morderców”.

Jakie jest „wyjście”?

Z osobistych, środowiskowych rozmów słyszę wiele trafnych rad i wskazówek. A także z telefonicznej wymiany zdań- wnioskuję, są to osoby w podeszłym wieku, których doświadczyło życie cierpieniem i bólem! Nie dziwię się, że kłamstwo im doskwiera, szczególnie ze strony Kościoła i katolickich mediów. Co mają mówić wnukom o śmierci ich pradziadków? Spełniam tu Czytelników życzenie- kilka przykładów (podawanych wcześniej) – oto one. Nie wszyscy z powojennego podziemia byli bohaterami, ale wielu było zabójcami- kobiet, dzieci, starców. Byli rabusiami, po prostu złodziejami, napadającymi na sklepy, banki, listonoszy itp. Czy po 70 latach zasługują na szczytne miano żołnierza, do tego z przymiotnikiem „wyklęty”? Tu wręcz sensacja! Przegląd nr 9, 22-28 lutego br. opisuje jak Stanisław Matuszak, karany w latach 50. więzieniem za napady i kradzieże, oszukał IPN, wyłudzając jako od kilku lat „wyklęty”, sumę 355 tys. zł odszkodowań, za „krzywdy” jakich doznał. Szczęściem, dyrektor archiwum IPN Pan Rafał Dyrcz, przyznał przed Sądem w Krakowie, że historycy zostali oszukani. Słowa uznania, Panie Dyrektorze! Przeczytajcie Państwo ten tekst. Słowa podziękowania Redakcji Przegląd, za publikacje „zasług wyklętych”. Kolejne przykłady:

– 29-31.01.1946 oraz 2.02.46 oddział kpt. Romualda Rajsa „Bury” spalił 5 wsi: Zanie, Zaleszany, Końcowizna, Szpaki, Wólka Wyganowska, zabijając w okrutny sposób 82 osoby, w tym starców, kobiety i dzieci, których spalono żywcem w zamkniętych budynkach; spalił w Zaleszanach żywcem 14 osób, w tym 7 dzieci, (ciężarną Marię żonę, Sergiusza Niczyporuka, 3 synów, brata z żoną i dzieckiem), 2 zastrzelił. W Zaniach i Szpakach nie spalono katolickich domów i ich prawosławnych sąsiadów. W styczniu 1946 r. oddział „Burego” zatrzymał we wsi Łozice 40 chłopów na „szarwarku” przy pracy. Chłopi zawieźli ich do Hajnówki, potem do Zaleszan. Mieszkańców stłoczono w jednym domu i spalono. 30 furmanów zamordowano we wsi Puchały Stare, a 10 jako katolików puszczono wolno. Dla oszczędności amunicji, ludzi palono żywcem w domach, zabijano obuchami siekier; strzelano tylko do uciekających i rannych.

To pod rozwagę- duchownym także!

„Ja tam nie żałuję ich, broń Boże, bo to kacapy. Cholera, ale jednak to człowiek był. Nie wiem jak strzelali inni, bo to zależało od ludzi, ale ja to nie przepuścił. Ja byłem okropnie cięty na nich, ale lepiej niech to między nami zostanie. Ale jednak taka walka to nie dla katolika. Mogłem ich puścić, ale nie puściłem. Nie wypuściłem nikogo” – opowiadał Czesław Popławski, „Pliszka”, o rajdzie przez wioski prawosławne.

„Żadnych tam dyskusji po tym nie było. Chłopaki wspominali, a ten to zrobił, a ten to. Większość z nas była cięta na Białorusinów. To nauczka – mówili chłopaki- żeby się nauczyli, że z Polakami nie ma żartów” – opowiadał Marian Maliszewski „Wyrwa” (Karta 1990, ze wspomnień bandytów „Burego”).

Oddział IPN w Białymstoku 30.6.2005 uznał „Burego” winnym zbrodni ludobójstwa. Akcje „Burego” w „żadnym wypadku nie sprzyjały poprawie stosunków narodowych polsko- białoruskich i zrozumienia walki polskiego podziemia o niepodległość Polski”.18.11.2008 wyrok ten utrzymał Sąd Okręgowy w Białymstoku.

– 23.6.1944, banda „Łupaszki” zamordowała we wsi Dubinki 27 osób, w tym kobiety i dzieci, np. Annę Górską z 4-letnim synem;

-13.4.1945 we wsi Horeszkowie banda NSZ „Sokoła” zamordowała 8 przesiedleńców, w tym ciężarną kobietę, którą zakopano żywcem;

– 27.5.1945 w Przedborzu banda NSZ Władysława Kołacińskiego„Żbik” zamordowała 9 ocalałych Żydów, w tym kobietę i dziecko;

– wieś Piskorowice, kilka razy napadały bandy NZW, m.in. Józefa Zadzierskiego, „Wołyniaka”- zamordowano 178 osób. Proszę przeczytać opisy bandytyzmu w Przeglądzie, nr 17 z 2020, „Morderca na pomniku” (ma pomnik w Bostonie!).

Osobliwy przykład

Józef Franczak ps. „Lalek” zginął w obławie (SB, ZOMO?) 21.10.1963, jako ostatni „niezłomny” partyzant we wsi Majdan Kozic Górnych. Ur. w 1918. W II RP ukończył szkołę żandarmerii w Grudziądzu. Podczas wojny w ZWZ/AK, walczył z Niemcami na Lubelszczyźnie. W 1944 r. wcielony do LWP- zdezerterował, wrócił do podziemia. Jego dowódcami byli: „Lew”, Antoni Kopaszewski, „Zapora”, Hieronim Dekutowski, „Uskok”, Zdzisław Broński. Ukrywał się 10 lat. Podobno wydał go brat narzeczonej – nazwisko pomijam (z Danutą miał syna Marka, ur. 1958), za 5 tys. zł. Danuta wspomina, iż wiele razy jeździła do księży, np. dominikanów w Lublinie, ale nikt nie chciał dać im ślubu. W 1983 r. na jego grobie rodzina sporządziła napis: „Zginął 21.10.1963. poświęcił życie za wolność ojczyzny, której nie doczekał” (w 20 lat po śmierci). Po 4 dniach bliscy wykopali zwłoki, był nagi, z odciętą głową, którą- jak się później okazało – oddano do Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, jako pomoc naukową, mówi jego siostra Czesława -nazwisko pomijam. Czaszkę ojca z Uniwersytetu otrzymał syn Marek.

Radzę rozmówcom – zbliża się czas kościelnych kolęd. Podnoście te sprawy ze swoimi księżmi, wręcz żądajcie odkłamywania bandytyzmu. Słusznie, niektórzy mówią, że podczas takich nabożeństw kościoły są puste, tylko„z urzędu właściwa władza”. Prawdą jest, że Episkopat „długo się uczy” rozumienia wiernych, nie chcę o tym dalej pisać. Przypomnę tylko słowa Biskupa Polowego WP gen. Józefa Guzdka „W murach naszych świątyń coraz rzadziej mówi się sercem… doktryna i celebracje kolejnych rocznic religijno – patriotycznych przesłaniają konkretnego człowieka”. Także do podnoszonych kwestii odniósł się nasz Papież, m.in. mówiąc- „Martwica sumień, ich obojętność na dobro i zło, ich wykrzywienie, jest wielkim zagrożeniem człowieka. Pośrednio jest także zagrożeniem społeczeństwa, gdyż ostatecznie od ludzkich sumień zależy poziom moralności społeczeństwa”. Natomiast sens modlitwy – „Zbaw nas od złego” tak tłumaczył – „Wybaw nas od wojny, od nienawiści, od niszczenia życia ludzkiego! Nie pozwól, abyśmy zabijali! Nie pozwól, aby posługiwano się takimi środkami, które niosą śmierć i zniszczenie … „Zbaw nas od złego”. Proszę, przeczytajcie Państwo, bez względu na wyznawane wartości – powyższe słowa. W kontekście ustawy represyjnej z grudnia 2016 r. zastanówcie się nad odpowiedzią na takie pytania: – jak w świetle „nienawiści” oraz „niszczenia życia ludzkiego” rozumieć tę ustawę – obniżającą emerytury wybranym osobom? Jak rozumieć postępowanie osób posługujących się tą ustawą w celach represyjnych i propagandowych, a także rodzinnych. Czy to właśnie nie dowód nienawiści, umocowany prawem, czyli ustawą? Czy to nie „prawo” do „zabijania”? (imienny przykład niżej). I proszę uprzejmie o wybaczenie- nie będę pisał o pedofilii w Kościele oraz o „wiedzy” Papieża. Już zabrali głos Biskupi na Jasnej Górze i chyba wszystko wyjaśnili? Proszę więc pytać „swoich księży” i zabierać głos na łamach prasy. Wiadomo mi, że Redakcja Trybuny jest otwarta na głosy Czytelników- zachęcam!

I „drugie wyjście”. Zbliża się czas parlamentarnych wyborów. Proszę zabierać głos na spotkaniach z kandydatami, wprost żądać od nich unieważnienia przez nowy Sejm ustawy o „wyklętych” z grudnia 2016 (pisałem wcześniej).

„Najgorszemu wrogowi”…a przebaczenie?

Na potwierdzenie powyższych myśli taki dowód. Państwo Czytelnicy- nie tylko Ci, w słusznym wieku- znają odpowiedź na pytanie- czego nie życzy się nawet najgorszemu wrogowi? Stawiam to pytanie wprost z ludzkiego przerażenia. Na łamach „Przeglądu” nr 23 z 30 maja -5 czerwca 22, przeczytałem taką informację. „Sędzia Ewa Stryczyńska z Sądu Apelacyjnego w Warszawie uznała, że MSWiA ma rację, zmniejszając 94-letniemu, choremu na raka Józefowi Kordalskiemu rentę do 1000 zł (brutto). Za to, że przez 4 lata jako szeregowy posterunkowy patrolował ulice i uległ ciężkiemu wypadkowi na służbie. Od 4 marca Pani Sędzia nie zdążyła napisać uzasadnienia tego, kuriozalnego wyroku” (sądzę, że do grudnia, gdy piszę tekst – zdążyła).

Zechciejcie Państwo przeznaczyć dłuższą chwilę czasu na osobistą, wnikliwą analizę tego przypadku. Oto 94-letni mężczyzna chory na raka. Gdy uległ wypadkowi podczas patrolu, jako szeregowy milicjant mógł mieć niewiele ponad 20 lat, czyli było prawie 70 lat temu. Szczegóły tego zdarzenia są opisane w dokumentach posiadanych przez Biuro Emerytalne MSWiA oraz Sąd Apelacyjny. Nasuwa się podstawowe pytanie- co strasznego, wprost niewybaczalnego, tak z ludzkiego i chrześcijańskiego punktu widzenia, a także z mocy prawa uczynił- że nie godzien jest dostąpić „łaski” przywrócenia emerytury, by ratować życie, przed „wiadomym końcem”? Czy nasze prawo w XXI wieku, w III RP nie dopuszcza „łaski” choremu na śmiertelną chorobę? Czy ta kara, która spotkała go mocą ustawy z grudnia 2016 r. jest tak „słuszna”, że nawet jego rodzinę nie obejmuje pojęcie LITOŚĆ? Bo przecież cierpiącym człowiekiem się opiekuje. Po tym słowie weszlibyśmy w kryteria ludzkie. Ktoś może tu powiedzieć, że urzędnik nie jest „człowiekiem”, „sędzia” też!, więc pojęcie ZNIECZULICA „urzędowo słuszne”. A przepis nie zna pojęcia- ludzki odruch czy uczucie. Dalsze dywagacje o PRZEBACZENIU pozostawiam Państwu.

Już po napisaniu tekstu przeczytałem w Trybunie, 23-27 grudnia 22, że Lewica będzie dążyć do zmiany ustawy dezubekizacyjnej z grudnia 2016 r. Pan Kulasek zadeklarował przywrócenia funkcjonariuszom praw emerytalnych. Oby tylko dotrzymali słowa! Jest więc szansa. Ale, podkreślam – Państwa, nas wyborców udział i stanowisko jest niezbędne. Być może za Państwa radami, nowe Kierownictwo Lewicy po wyborach powoła specjalną komisję historyków, która dokona rzetelnej oceny „wyklętych”, jej wyniki badań poda do publicznej wiadomości w możliwie krótkim czasie 1-2 lat! (zbiory materiałów źródłowych są bogate). Przecież ewidentne „zło” ustawy pozbawiającej funkcjonariuszy części emerytur jest łatwo „zwyciężyć dobrem”. Właśnie przez przywrócenie poprzedniego stanu, zwrócenie odebranych środków do życia. Nowo wybrany Sejm i Senat z inicjatywy Episkopatu, naszego duchowieństwa na rozpoczęcie swej parlamentarnej pracy mógłby taką ustawę przyjąć. Byłby to czyn chwalebny w Polsce i pozytywnie dostrzeżony w Europie. Zachęcam, jako wyborca.

Tu odpowiadam, a właściwie przypominam z poprzednich publikacji znane „rozmiary” i skutki walki podziemia z „komuną”. Po obu stronach, w latach 1944-1947 walczyło ok. 450 tys. ludzi, w tym zbrojne podziemie 120-180 tys., z tego ok. 20 tys. w zorganizowanych oddziałach zbrojnych. Ostatnio zweryfikowane dane: 1945- ok.13-17 tys., 1946-ok.8,6-8,8 tys. Po amnestii w 1947- 1950, walkę prowadziło ok. 1,8 tys. Po 1950, walczyło zbrojnie ok.250-400 ludzi w 2-3 grupach. Zabito 7672 „leśnych” (Maria Turlejska podaje 8668). W latach 1944-54, wydano ok. 5 tys. wyroków śmierci, wykonano ok. połowy.

W walce ze zbrojnym podziemiem zginęło: 4018 milicjantów, 495 ORMO, 1616 UB, 3729 żołnierzy WP, KBW, WOP. Ofiary wśród osób cywilnych: 5143, w tym 187 dzieci do lat 14. Łącznie ok. 15 tys. ale szacuje się ok. 25 tys. z żołnierzami Amii Radzieckiej.

I odpowiedź na pytanie – czy Armia Radziecka wspierała „komunę” w walce ze zbrojnym podziemiem? Obiegowe, „krzyczące prawdy” – mówią tak. Fakty temu przeczą. Radzieccy mieli kategoryczny zakaz udziału w „zbrojnych operacjach”, a nasze władze także unikały ich udziału. Takie były „odgórne ustalenia” i zasadniczo je przestrzegano. Czy były odstępstwa? Tak – gdy radzieckich „zaczepiały” bandy podziemia. Oto przykład – 8 czerwca 1945 banda NSZ „Szarego” w Wierzchowinach zamordowała 194 osoby, w tym 45 mężczyzn, 84 kobiety i 65 dzieci do 11 lat (najstarszy 92 lata, najmłodszy 2 tygodnie). Taka relacja i ocena prof. Andrzeja Werblana – książka „Polaka Ludowa”, Wyd. Iskry, 2017- bardzo zachęcam do przeczytania. „To była wieś, głównie ukraińska, choć trochę i polska, w powiecie hrubieszowskim… Duże zgrupowanie oddziałów NSZ i poakowskich, w sumie dwustu wojaków, wieś tę wymordowało. Po to chyba, żeby postraszyć chłopów ukraińskich w tamtym regionie i „zachęcić” ich do wyniesienia się za Bug, a może dlatego, że posądzano tych chłopów o sprzyjanie nowej władzy. Rzetelnie to opisał historyk lubelski Rafał Wnuk. Początkowo „żołnierzom wyklętym” szło jak po maśle. Wysłane przeciw nim oddziały MO oraz elewów oficerskiej szkoły z Chełma łatwo rozbili, broń odebrali, nawet samochód pancerny zdobyli. Popełnili błąd. Idąc na Wierzchowiny, napadli na małe polowe lotnisko radzieckie, wybili nieliczną załogę, spalili dwa samoloty, wymontowawszy przedtem – w celu dozbrojenia się cztery działka. To ich zgubiło. W pościg ruszyła kompania wojsk pogranicznych NKWD z Brześcia. O połowę mniej liczna, około setki ludzi, uzbrojona podobnie, w broń piechoty, ckm-y i rkm-y. Jednak zmotoryzowana i z lepszą łącznością, ale przede wszystkim dobrze wyszkolona, z frontowym doświadczeniem. Dwa dni po Wierzchowinach dopadli ten dwustuosobowy oddział i w trwającej kilkanaście godzin bitwie wybili do nogi. Jeńców nie brali, rannych chyba dobijali, zginęło 170 partyzantów, odbito ten samochód pancerny i te działka. Straty Rosjan wyniosły 6 poległych i 11 rannych”. Gdyby nie „zaczepili” Rosjan! Przypomnę, iż mieli oni zakaz włączania się do walk wewnętrznych- zasadniczo się stosowali, co potwierdza w opracowaniach np. prof. Rafał Wnuk.

Pozostańmy więc z nadzieją, że dzięki Lewicy PAMIĘĆ zwycięży nienawiść mocą prawa nam zapisaną. Ale czy tylko „tę nienawiść”?

Zatrważająca nienawiść, pod rozwagę!

Sięgnijmy więc do odleglejszej historii, sprzed 100 lat. Pan prof. Jerzy Wiatr w Trybunie z 16-18 grudnia 22 zamieścił tekst pt. „Tragiczna rocznica”. Oceniając zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza m.in. pisze – „W przypadku polskiego prezydenta, zamach poprzedzała zmasowana kampania nienawiści, prowadzona przez jedną z najsilniejszych partii politycznych. I tylko w Polsce pojawił się masowy kult mordercy, wspierany przez autorytety polityczne i kościelne”. Te słowa Profesora budzą- przynajmniej u mnie – zgrozę! Proszę o zwrócenie uwagi – zabójstwo zostało dokonane zaledwie w 4 lata po 123 latach istnienia Narodu Polskiego (nie Polski, bo jako państwa jej nie było). Czy te 123 lata ówczesnych polityków nie nauczyły poszanowania życia rodaków i osób – Polaków! Reprezentujących naszą, polską władzę? Okazuje się, że nie nauczyły. Bohdan Piętka zamieszcza tekst – „Narutowicz, ofiara nienawiści. Mord, który prawicy niczego nie nauczył”, Przegląd nr 51 z 12-18.12.22, wybijając cytowany tytuł na okładce numeru. Zastanówcie się Państwo-„mord, który prawicy niczego nie nauczył”. Zestawcie tę myśl z „wyklętymi”. To przecież prawica uchwaliła represyjną ustawę z 2016 r., której skutki odczuwa ok. 40 tys. Polaków, licząc rodziny ukaranych. „Wsparcie autorytetów kościelnych”, o których pisze Profesor, znajduje potwierdzenie w takim przykładzie. „Najbardziej agresywnie – po wyborze Narutowicza, moje, GZ – przemawiał ks. Kazimierz Lutosławski (poseł endecki), który zapytał wprost: „Jak śmieli Żydzi narzucić Polsce swojego prezydenta? Jak mógł Wiotos rzucić głosy polskie na żydowskiego kandydata?”. Zastanawiam się, czy ks. Lutosławski nie miał czasu, by zorientować się,  kim był z pochodzenia Narutowicz, jakie zajmował w Polsce stanowiska – minister robót publicznych i minister spraw zagranicznych od czerwca 1922?

Czy Narutowicz był Żydem?

Jaka jest prawda? Oczywiście był Polakiem, rodzina pochodziła z Litwy. Wybrany został głosami posłów- socjalistów, ludowców i mniejszości narodowych. Gdzie Żydzi?- właśnie wśród mniejszości narodowych. Czy żydowska nacja decydowała – oczywiście nie! Ale w politycznych rozgrywkach wystarczył nawet jeden głos, a taki zapewne był! Uzyskał 289 głosów, rywal- Maurycy Zamojski 227. Endecy ogłosili, że prezydenta wybrali „bolszewicy” i Żydzi – patrz ks. Lutosławski. Podobnie inni publicyści, np. „Gazeta Poranna 2 Grosze” – wręcz ziała nienawiścią.

Antoni Słonimski- pod rozwagę

„Po zabójstwie Narutowicza, gdy opadła fala podniecenia, wydawać by się mogło, że smutek i żałoba zjednoczą naród, który nie znał w swojej historii królobójstwa. Ale namiętności nie wygasły. Na grobie Niewiadomskiego składano stosy kwiatów… Któż mógł przewidzieć, że ta zbrodnia będzie przełomem w stosunku Piłsudskiego do Polaków?… Dominowało uczucie bólu i hańby. Mieliśmy Polskę, mieliśmy pierwszego Prezydenta i zabił go Polak”. Zastanówcie się Państwo nad refleksją tego wybitnego literata. Pomyślcie-„zabił go Polak”. Czy 4 lata później – 1926 r., przewrót majowy – też Polak musiał strzelać do Polaka? Zginęło 215 żołnierzy i 164 osoby cywile, łącznie 379 osób.

Czego uczy nas Historia?

Pytanie, które od kilku miesięcy słyszę od Państwa Czytelników i jakże trafne odpowiedzi – dziękuję! A brzmią najczęściej: niczego mądrego (uważam je za skrajne); nienawiści i wrogości, życia w mitomanii oraz zakłamywania prawdy – uważam za trafne w przytłaczającej większości. Biorę tu pod uwagę – podręcznik „Historia i teraźniejszość”; świętowanie „wyklętych” i udział duchownych – chyba bez żenady (jednostkowe przypadki godne uwagi); bezgraniczną nienawiść do PRL, nawet uczonych pochodzących z biedoty wiejskiej (Podhale – kraina krzyczącej nędzy), południowo-wschodnia i środkowa Polska i miejskiej oraz regionalnie nieco mniejszą nienawiść do stanu wojennego i wrogość wobec gen. Wojciecha Jaruzelskiego; nieograniczoną mitomanię dot. Solidarności z zakłamywaniem oczywistych faktów, patrz np. bydgoska awantura oraz nieco mniej kłamstw o Okrągłym Stole i „dobrodziejstwach” rządu Tadeusza Mazowieckiego (królują tu albo przemilczenia, albo bezgraniczna „wina PRL”).

Główną deformacją naszej historii są białe, czy raczej czarne plamy, lub powiedzmy, mętlik, który stwarzają przeciwnicy socjalizmu. To oni uciekają się do najrozmaitszej żonglerki, kosmetyki historycznej, do „perfumowania” różnych, haniebnych kart, które spowodowały tyle tragedii.

Co jest zatrważające?

Nienawiść do PRL. Zapomniano, wręcz wykreślono z podręczników fakt, że to właśnie Zachód – USA i Wielka Brytania w Jałcie i Poczdamie oddały Polskę w „czułe objęcia” ZSRR. Że od ponad tysiąca lat ziemie między Odrą a Bugiem zamieszkuje „plemię Polan” wraz z innymi mniejszościami narodowymi. Że z tymi mniejszościami musimy współżyć w zgodzie. Że ze zniszczeń wojennych 1939-45 r. kraj odbudowywała biedota wiejska i miejska, nasi dziadkowie i ojcowie najmłodszego pokolenia-pradziadkowie. Plucie na PRL, to opluwanie trudu ich życia, czego dzisiejsza młodzież najczęściej nie ma świadomości, a stąd i ciągłości pokoleń.

Niemal na równi króluje nienawiść do sąsiadów – głównie wschodniego w III RP, a dominować zaczyna – już niechęć – do sąsiada zachodniego. Naukę historii w szkole podstawowej i średniej narzuca narracja katolicka z dominującym akcentem na brak rozumienia uwarunkowań przeszłości i wynikających stąd wniosków dla teraźniejszości i przyszłości.

Niemal całkowicie pomijamy – od kilku lat szczególnie- konieczność wychowania młodego pokolenia w duchu pokoju, współżycia z sąsiadami. Pojęcie „pokój między narodami” niemal zniknął z politycznej interpretacji. A narracja wydarzeń za wschodnią granicą służy odwrotności pokoju – budowaniu nienawiści i wrogości. Który polityk dzisiaj mówi o pokoju, a może biskup?

Nasuwa się generalny wniosek – nade wszystko zmienić myślenie historyczne u nas, w Polsce. Wychowywać młode pokolenie dla wewnętrznego, narodowego pokoju, niwelować źródła wzajemnej nienawiści, zemsty, wrogości, dekomunizacji i rozliczeń, czy honorowania wyklętych-zbrodniarzy podziemia. Czy zdołamy tego dokonać w tym, jeszcze naszym – dziadków i rodziców – pokoleniu? Obyśmy się nie spóźnili!

Dość w Polsce nienawistnych spojrzeń. Czas podać sobie ręce, żyć w zgodzie dla dobra Ojczyzny. Obyśmy jak najrychlej potrafili zrozumieć i wcielić w życie tę światłą myśl Generała!

Zachęcam Państwa do uważnego wsłuchiwania się, aktywnego wsparcia inicjatyw, które promują powyższe wartości. Jak dotychczas podejmuje je Lewica.

Gabriel Zmarzliński

Poprzedni

Pod czyją obronę się uciec

Następny

Na początek Polacy nieomal zremisowali