Pan nie tylko od „Starej baśni”

Jest wielce prawdopodobne, że Józef Ignacy Kraszewski kojarzy się – tym, którym postać tego pisarza jest w ogóle znana – wyłącznie ze swoim kanonicznym portretem, powszechnie reprodukowanym w rozmaitych publikacjach, w tym w podręcznikach szkolnych – jako nobliwy stary pan z długą, gęstą brodą, jako emblemat staromodności, pan od „Starej baśni”.

Pewnemu kręgowi czytelników, głównie średniego i starszego pokolenia, kojarzy się także jako bardzo płodny autor bardzo licznych staromodnie napisanych historycznych i obyczajowych powieści, w latach sześćdziesiątych wydawanych w ramach edycji jego dzieł zebranych, oprawnych w płócienne okładki, ilustrowane, przy użyciu interesującego graficznie, estetycznego skrótu, przez Zygfryda Gardzielewskiego.
Młodszy od Kraszewskiego o pokolenie Henryk Sienkiewicz, choć także utrwalił się ikonograficznie jako „pan z bródką” i w cwikierach na nosie, uchronił się od takiego „zatabaczonego” wizerunku przez wielkość swojego talentu pisarskiego, który uczynił go jednym z najpoczytniejszych pisarzy polskich i laureatem Literackiej Nagrody Nobla. Kraszewski, choć wielce zasłużony dla literatury i kultury polskiej, także jako „krzewiciel pamięci narodowej”, nie odznaczał się talentem pisarskim, narracyjnym, stylistycznym równym twórcy Trylogii. Jego styl jest nieco ciężkawy, opisy nie tak plastyczne jak u Sienkiewicza, a tworzonym przez niego postaciom brak sienkiewiczowskiej naoczności, żywości, dynamiki, barwy i „trójwymiarowości”. I choć Kraszewski sportretował obszerne fragmenty historii Polski, także historii społecznej w swoim cyklu „obyczajowym”, opierając swoje pisanie na gruntownych badaniach źródłowych, to nigdy lektura jego powieści nie dorównuje atrakcyjności lektury Sienkiewicza.
Nie zmienia to faktu, że publiczność czytająca uhonorowała go, w schyłkowej fazie jego życia (1879), wspaniałym kilkudniowym benefisem, „obchodem”, który miał miejsce w Krakowie. Jeśli jednak wgłębić się w jego życiorys, barwnie i potoczyście opisany przez Ewę Warzenicę w opowieści „Józef Ignacy Kraszewski”, to można doczytać się o tym pisarzy rzeczy, które niektórych mogą zaskoczyć. Otóż jego żywot bynajmniej nie był żywotem zatabaczonego starszego pana pogrążonego po uszy w „przeszłości ołtarzach”. Kraszewski miał, po pierwsze, postępowe, choć bez skrajnego radykalizmu, poglądy społeczne, z wyraźnym pasmem antyklerykalnym.
Po bardzo krótkim okresie flirtu ze środowiskami konserwatywnymi Królestwa Polskiego i Galicji skonfliktował się z nimi na dobre i pozostał w tym konflikcie do końca życia (1887). Nie mogły mu one darować ostro krytycznego portretu ich warstwy, który rozpisał na wiele powieści, m.in. w „Latarni czarnoksięskiej” („księdze snobizmów, prymitywu życiowej filozofii i nicości całego ówczesnego pokolenia” szlacheckiego) czy w „Ulanie” (sprawa chłopska). Ostrą krytykę szlachty, a w szczególności magnaterii zawarł też w wielu najważniejszych powieściach historycznych. Na tę krytykę społeczną warstwy szlacheckiej, ale w szczególności opiniotwórczych kręgów konserwatywnej elity, bardzo zainteresowanej w utrzymaniu starego porządku ekonomicznego i hamowaniu aspiracji warstw plebejskich, można natrafić w bardzo wielu utworach Kraszewskiego. Konserwatyści nie mogli darować mu tego, że odmówił pełnienia, jako publicysta i pisarz, roli konserwatywnego dziejopisa, herolda szlachetczyzny, ale także podległości narodowej, apologety ich warstwy, roli podobnej do tej, jaką spełnił choćby Henryk Rzewuski, autor „Pamiątek Soplicy”, „Listopada” czy „Mieszanin obyczajowych”.
Życie Kraszewskiego naznaczone było też szeregiem dramatycznych okoliczności, wśród których trzeba wyróżnić sprawę oskarżenia go przez władze pruskie o szpiegostwo na rzecz Francji, co skończyło się uwięzieniem pisarza. Choć deklarował ogólnikowo „przywiązanie do wiary ojców” był bardzo krytycznie nastawiony do historycznej i współczesnej roli kleru rzymsko-katolickiego. Ta postawa zaostrzyła się po niefortunnej audiencji jakiej udzielił mu papież Pius IX. Wtedy pisarz ostatecznie zniechęcił się do tzw. ultramontanizmu, czyli doktryny o nadrzędnej roli papiestwa w życiu społecznym i politycznym. Konflikt między pisarzem a krajowym klerem rzymskokatolickim rozwinął się do tego stopnia, że kler zbojkotował jego uroczysty jubileusz krakowski.
Prasa postępowo liberalna uznała wtedy wystąpienie konserwatystów za antynarodowe: „Kraszewski obejdzie się bez kleru, papistów, bo oni hańbą a nie aureolą by byli”; „Kraszewski zainaugurował epokę prawdziwej wolności myśli, postępu, bez przestarzałych i zgniłych zasad rzymskiego Kościoła i jego obskurantów(…)”.
Poza tym wnikliwa i przefiltrowana przez naszą współczesną wrażliwość lektura jego prozy pozwala dostrzec w niej wiele nieoczekiwanych walorów, jak n.p. wnikliwość psychologiczną, a także umiejętność odczytywania znaków przemiany i przełomu epok, tworzenia się zalążków nowoczesnej świadomości postszlacheckiej itd. Jak z tego wynika nie był Kraszewski tylko poczciwym pisarzem od „Starej baśni”, jak na ogół był i jest postrzegany.
Ewa Warzenica – „Józef Ignacy Kraszewski”, Warszawa 1963