11 lipca 2024

loader

Podzwonne kapitalizmu

fot. Montecruz Foto / Flickr

Maciej Parandota w artykule „Socjalizm, komunizm, lewica, prawica” opublikowanym na łamach Trybuny 29 listopada 2022 r. apeluje by „prawdziwe partie socjalistyczne przestały pleść co było na sztandarach 100 lat temu, mamy dzisiejszą Polskę i trzeba posłuchać co o przyszłości myśli młode pokolenie. Jest dużo do roboty, tak mówił M. Twain: „Ludzie tak długo będą robili absurdy, aż na końcu wezmą się za rozwiązywanie problemu”. Zaczynajmy”… i wskazuje na kilka istotnych problemów w tym globalne ocieplenie czy eksplozję populacyjną w najbiedniejszych regionach świata.

Szczegóły wolę zostawić specjalistom, ale rozwiązywanie poszczególnych kwestii musimy zacząć od zrozumienia mechanizmu, który stoi za naszymi kłopotami.

Może jednak warto zajrzeć (z pewnym dystansem) do klasycznej literatury socjalistycznej. Wtedy być może korzystając z narzędzi „materializmu historycznego”, mógłby sobie uprzytomnić w jakim miejscu, genialny skądinąd Marks (z Engelsem) rozkładając na składniki kapitalizm, zrobił błąd! Oto w procesie dziejowym nigdy się nie zdarzyło, żeby klasa uciskana, po zniesieniu klasy panującej, nagle znalazła się u władzy! Zawsze wyłania się „nowa klasa wyzyskiwaczy”. Po upadku niewolnictwa, poprzez „kolonat” i najazdy barbarzyńców pojawiła się w Europie klasa poddana (chłopi) niepomiernie bardziej produktywna niż niewolnicy, natomiast klasą panującą stali się najeźdźcy (np. Frankowie we Francji) i potomkowie dawnych rodów senatorskich, którzy umieli się z najeźdźcami dogadać. To w sumie, wraz z umocnieniem się silniejszych ekonomicznie elementów w innych krajach „cywilizowanych”, dało feudalizm. 

System ten upadł najpierw w Anglii, potem we Francji, ale i tu i tam doszedł do głosu niespodziewanie „stan trzeci”, skutecznie udając (tak w Anglii, jak i we Francji) szlachtę, aż do końca francuskiej „Restauracji” albo i do dziś, skoro w Anglii przeżytki feudalizmu są wcale liczne. Proces ten doskonale opisuje Balzac w swojej „Komedii Ludzkiej”, nie zdając sobie zapewne sprawy, że oto dokumentuje zauważony przez Marksa proces upodmiotowienia się i umacniania „kapitalizmu”

Kapitalizm rodził się w bólach

Zapewne od późnego średniowiecza, zyskał swą ideologię w protestantyzmie i szczyt swego rozwoju osiągnął w czasie I Wojny Światowej, która nagle pokazała, że najważniejszym graczem jest… państwo! I tak jest do dziś, bo państwo jest największym inwestorem, właścicielem i ono określa reguły gry!

Marks i ortodoksyjni marksiści liczyli, że świadomy swoich celów, potężny w owym czasie i z kapitalizmu zrodzony proletariat przemysłowy kierowany przez „partię”, zdoła pokonać „właścicieli” przejmie ster i we wspólnym interesie ustanowi drogę do społeczeństwa bezklasowego – ogłaszając zarazem „koniec historii”. O takiej drodze rozwoju ludzkości przekonani byli np. rosyjscy „bolszewicy”, poważnie rozważający kwestię dotyczącego tego, czy po „wszechświatowej rewolucji” będzie jeszcze potrzebne „państwo”, które wedle doktryny było tylko narzędziem opresji i utrzymywania przewagi klasy panującej. Po co więc państwo w społeczeństwie bezklasowym? Ale oto, szanowni teoretycy musieli wkrótce zmierzyć się z nieoczekiwanym przeciwnikiem.

Marks zakładał, że rewolucja proletariacka wybuchnie w krajach najwyżej gospodarczo rozwiniętych, gdzie ujawniły się już przesłanki nowego systemu społeczno-gospodarczego. Stad konsternacja, gdy „Rewolucja Proletariacka” nagle objawiła się w Rosji. Proponowano teorie „najsłabszego ogniwa kapitalizmu”, „sytuacji peryferyjnej”, a przecież łatwo zauważyć, że te „przesłanki” to doświadczenia rozwijającego się od Piotra I systemu gospodarczego, w którym prym wiedzie państwo (carat) opierające się o biurokrację! Tak! Carat, jako system, nie ma nic wspólnego z kapitalizmem, ani z feudalizmem. Opierał się o „dwariaństwo” – rzekomo szlachtę, a tak naprawdę klasę zobowiązaną do służby państwu na różnych polach i szczeblach, a stąd ciągnącą profity. To bodaj Hercen opisywał w pamiętnikach historię dwóch urzędasów, którzy jeżdżąc po wsiach Powołża wymuszali łapówki, aż wreszcie nacięli się na biedną „gromadę”, której nie stać było na 200 rubli taksy. Wieś zaproponowała 100 rubelków, ci z oburzeniem odmówili, i zdesperowani miejscowi podpalili chatę, w której tymczasowo rezydowali urzędnicy. „I tak zginęli ci Mucjusze Scevole rosyjskiego łapówkarstwa” puentuje pamiętnikarz.

 To nie tylko anegdotka, to synteza systemu, który przetrwał wojny, „komunę” upadek ZSRR i… nie łudźmy się, funkcjonuje także w krajach „kapitalistycznego zachodu”. 

 „Dwarianin” by utrzymać swą pozycję musiał odsłużyć służbę oficerską (lub inną), a przedstawiciel klasy niższej mógł zyskać pozycję „szlachcica” po osiągnięciu odpowiedniego „czynu” – stopnia w wojsku czy administracji. Także w Rosji (i stąd np. Polsce często w opozycji do państwa) ukształtowała się nowa klasa – „inteligencja” równoważna z biurokracją – funkcjonariuszami carskiego aparatu. Przedstawicielami tej klasy w Rosji byli znaczący działacze opozycji od „dekabrystów” poczynając, po aktywistów „Narodnej Woli” (którzy ze swoimi mądrościami „szli w lud”, by go oświecać) i socjalistów wielu socjalistycznych wyznań.

Rewolucja musiała zatem wybuchnąć właśnie w Rosji i prędzej czy później wejść w „biurokratyczne” koleiny – innego sposobu zarządzania państwem zwycięska grupa po prostu nie znała. Zauważył to już w początkach „nowej władzy” Lew Trocki, a wykorzystał nader skutecznie Józef Stalin, który osadził się na kluczowym stanowisku kreatora polityczno-państowej biurokracji.

Nieprzypadkowo Stalin nie przyjął tytułu „prezesa”, „prezydenta” czy „cara” zadowalając się skromnym mianem „Sekretarza ” – tytułem ściśle biurokratycznym!

Przejęcie władzy przez „biurokrację” nie miało oczywiście nic wspólnego z ludźmi, którzy te biurokratyczne funkcje sprawowali w dobie caratu. Niekiedy okazywali się przydatni w administracji czy w wojsku jak „woj-spece” (np. Brusiłow ten od sławnej rosyjskiej ofensywy), ale na ogół byli niszczeni, by zrobić miejsce biurokracji nowego typu. Tę warstwę, widzianą w realiach „demokracji ludowej” doskonale opisuje Milovan Dżilas, możemy ją też oglądać w Polsce PiS, gdzie posady urzędnicze mnożą się jak króliki, a w pełnym rozkwicie w Chinach, gdzie spełnia swą rolę perfekcyjnie i jak się wydaje, z korzyścią dla społeczeństwa.

Mamy więc do czynienia z nową formacją społeczno-ekonomiczną przeoczoną przez teoretyków marksizmu, ponieważ w rozwiniętym kapitalizmie jej początki były trudne do zauważenia i zidentyfikowana. Engels w swej pracy „O położeniu klasy robotniczej w Anglii” odnotowuje marginesowo „robotników-urzędników” niezbędnych do obsługi złożonego systemu państwa i brytyjskiego Imperium. Dziś taka klasa funkcjonuje w skali światowej absolutnie powszechnie i jej rola rysuje się coraz wyraziściej. 

Już w latach 40 i 50. wielu autorów wspominało o „rewolucji menedżerów” (nie tylko w USA), nowa sytuacja społeczna i nowa klasa panująca (sic!) opisywana jest w ten czy inny sposób abstrahujący od przestarzałych nazw państwowych systemów – kapitalizmu czy socjalizmu. 

Pojęcie ukute przez Jamesa Burnhama w 1941 r. (uznawanego za trockistę) wróciło m.in. także u nas w pismach L. Krzyżanowskiego (1995) i B. Glińskiego (2000), kiedy trzeba było opisywać sytuację po upadku „realnego socjalizmu”, a ze szczególną mocą po kryzysie 2008 r. (K. Pieliński 2011) kiedy (to tylko symptom) szefowie ratowanych przez państwa banków winnych kryzysowi, uzyskiwali niewyobrażalnie wielkie odprawy 

Cytowany przez któregoś z prawicowych publicystów Erich Maria von Kuehnelt-Leddin tak oto, m.in. charakteryzuje „straszny socjalizm”

1.Mesjańska rola grupy: narodu, klasy, rasy

2.Totalitaryzm. Wszystkie dziedziny życia przesiąknięte są jedną doktryną.

3.Pełna państwowa kontrola nad wychowaniem i kształceniem

4.Ideologia państwowa z utrwalonym „obrazem wroga”

5.Antytradycjonalizm. Walka z „reakcją”, czyli poprzednikami.

6.Konformizm mass mediów.

7.Zlikwidowanie lub relatywizowanie własności prywatnej. Jeśli owa własność de iure istnieje to i tak znajduje się pod kontrolą państwa (czyt. państwowej biurokracji)

8.Ciągłe powoływanie się na zasadę demokratyczną.

To przecie czysty PiS!

Austriacki myśliciel do tego opisu „socjalizmu” dodaje jeszcze jakieś rytualne lewicowe elementy – tradycje rewolucji francuskiej (nie pisze które), czy „wolność od pasa w dół” zawsze skutecznie przecież realizowaną w obrębie każdej z klas panujących. Tymczasem, także w „socjalizmie” modelu stalinowsko-maoistyczno-ceauseskiego, wszystko co „od pasa w dół” było poddane kontroli państwa, a likwidacja stalinowskiego zakazu aborcji była ważną zdobyczą Polskiego Października 1956’.

Jak widać coraz wyraźniej, różne zjawiska społeczno-ekonomiczne zauważalne od pierwszej ćwierci XX w., bez względu jak je nazwiemy i jakie przybierały formy – liberalne czy zgoła nieludzkie, opierają się na podobnych aksjomatach znajdujących swe źródło w następnej, po kapitalizmie, formacji społeczno-ekonomicznej (w marksowskim rozumieniu tego pojęcia) Warto analizować je w takich, marksistowskich kategoriach, które porzuciliśmy, lekkomyślnie uznając, że niepowodzenia wyznawców muszą mieć swoje źródło w przyjętej przez nich, nienaruszalnej rzekomo teorii.

Filip Ratkowski

Poprzedni

Młodzież garnie się do atomu

Następny

Reprezentacja najgorszych cech