Gdzie dziś jest Kuba?

O tym, jakie straty przynosi Kubie amerykańska blokada, kim jest dla współczesnych Kubańczyków Fidel Castro i czy na socjalistycznej wyspie możliwa jest własność prywatna Jacek Cezary Kamiński rozmawia z ambasadorem Kuby w Polsce, Jorge Marti Martinezem.

Minęły już ponad trzy lata od śmierci Fidela Castro. Jak obecnie jest postrzegane jego dziedzictwo na Kubie?
Znajomość działania i myślenia tych, którzy w historii przyczynili się do osiągnięcia niepodległości, suwerenności i wolności kubańskiej ojczyzny, jest nieuniknioną potrzebą naszych czasów. Tylko, dzięki dogłębnej znajomości przeszłości, możemy stawić czoła wyzwaniom teraźniejszości i – być może, co najważniejsze – być w stanie przewidzieć przyszłe wyzwania.
Fidel był człowiekiem, który był w stanie zjednoczyć Kubańczyków, wszystkie siły rewolucyjne, we wszystkich sektorach naszego społeczeństwa, aby stawić opór, walczyć i wygrać. Ponadto to człowiek, który najbardziej przyczynił się do rozwoju edukacji w naszym kraju, mam na myśli edukację w pełnym zakresie jego rozumienia.
7 listopada 2019 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję potępiającą blokadę Kuby przez USA. Za rezolucją głosowało 187 państw, przeciw były tylko USA, Izrael i Brazylia. Takie rezolucje przyjmowane są co roku od 1992 r., mimo to Stany Zjednoczone kontynuują blokadę. Jakie są jej skutki dla gospodarki i społeczeństwa Kuby?
Rząd prezydenta Donalda Trumpa nasilił agresję wobec Kuby, stosując niekonwencjonalne środki, aby poprzez sankcje i groźby dla statków, firm żeglugowych i ubezpieczeniowych zapobiec dostawom paliwa. Rząd USA agresywnie zintensyfikował eksterytorialne stosowanie polityki blokowania Kuby przez państwa trzecie, ich firmy i obywateli. Nie ukrywa przy tym celu, jakim jest ekonomiczne zaduszenie Kuby i zwiększenie szkód, braków i cierpień naszego narodu. Kubański minister spraw zagranicznych stwierdził, że rząd USA zastosował sabotaż międzynarodowej współpracy Kuby w dziedzinie ochrony zdrowia.
Przypomnę, czym w praktyce jest dla nas blokada. Za sprawą działań USA: nasilono utrudnianie naszych stosunków bankowo-finansowych z resztą świata, ograniczono przekazy bankowe dla obywateli Kuby, ograniczono usługi konsularne, zakazano rejsów statków wycieczkowych i bezpośrednich lotów na kubańskie lotniska, z wyjątkiem Hawany, uniemożliwiono dzierżawę samolotów zbudowanych w ponad 10 proc. z części amerykańskich oraz zakup technologii i sprzętu w podobnym stanie.
A to jedynie kilka przykładów.
Kubańska konstytucja nadal potwierdza socjalistyczny charakter państwa i „socjalistyczną własność całego narodu” jako podstawę gospodarki. Według doniesień polskich mediów, z ustawy zasadniczej zniknął jednak zapis o budowie społeczeństwa komunistycznego. Czy oznacza to rezygnację z dążenia Kuby do komunizmu?
W preambule konstytucji przyjętej w kwietniu 2018 r. stwierdza się: „Kierują się najbardziej zaawansowanym rewolucyjnym, antyimperialistycznym i kubańskim rozumieniem marksizmu, latynoamerykańskiego i uniwersalnego, w szczególności ideologii i przykładu Martí i Fidela oraz idei społecznych emancypacja Marksa, Engelsa i Lenina…”. A w artykule 1 zaznaczono, że: „Kuba jest socjalistycznym państwem prawa i sprawiedliwości społecznej, demokratycznym, niezależnym i suwerennym, zorganizowanym przez wszystkich i dla dobra wszystkich jako jednolita i niepodzielna republika”. Podobnie w artykule 5 mówi się: „Kubańska Partia Komunistyczna, wyjątkowa, wierna ideom Marti i Fidela, marksistowsko-leninowska, zorganizowana awangarda narodu kubańskiego, oparta na demokratycznym charakterze i stałym związku z narodem, jest siłą polityczną i najwyższym przywódcą społeczeństwa i państwa”. Kuba będzie nadal budować socjalistyczny projekt.
W konstytucji pojawił się również zapis dopuszczający własność prywatną i gospodarkę rynkową. Jakie są praktyczne konsekwencje tej zmiany? Czy rozwój własności prywatnej nie stanowi zagrożenia dla socjalistycznego charakteru państwa?
Własność państwowa nadal będzie najważniejsza. W naszej konstytucji potwierdzono, że w Republice Kuby panuje system gospodarki socjalistycznej oparty na własności całego narodu nad podstawowymi środkami produkcji, a gospodarka planowa uwzględnia, reguluje i kontroluje rynek w oparciu o interesy przedsiębiorstwa.
Zgodnie z kubańską konstytucją za formy własności uznaje się: socjalistyczną całego ludu: w której państwo działa w imieniu i na rzecz właściciela; spółdzielczą: opartą na wspólnej pracy jej prawnie zastrzeżonych partnerów i na skutecznym stosowaniu zasad spółdzielczości; organizacji politycznych, masowych i społecznych: sprawowaną przez te podmioty nad aktywami przeznaczonymi dla realizacji ich celów; prywatną: która jest realizowana w niektórych środkach produkcji przez kubańskie lub zagraniczne osoby fizyczne lub prawne, z uzupełniającą się rolą w gospodarce; mieszaną: powstałą z połączenia dwóch lub więcej form własności; instytucji i form stowarzyszeniowych: sprawowaną przez te podmioty nad ich aktywami do celów nienastawionych na zysk; osobistą: dotyczącą towarów, które nie stanowiąc środków produkcji, przyczyniają się do zaspokojenia potrzeb materialnych i duchowych właściciela.
Wszystkie formy własności środków produkcji działają w podobnych warunkach; państwo reguluje i kontroluje sposób, w jaki przyczyniają się do rozwoju gospodarczego i społecznego. Koncentracja własności przez niepaństwowe osoby fizyczne lub prawne jest regulowana przez państwo, co gwarantuje również coraz bardziej sprawiedliwą redystrybucję bogactwa, w celu zachowania granic zgodnych z socjalistycznymi wartościami sprawiedliwości i sprawiedliwości społecznej.
Czy sprawdza się w praktyce wprowadzenie przez nową konstytucję w systemie ustrojowym państwa funkcji premiera?
Funkcja premiera pojawiła się na Kubie w Konstytucji z 1940 roku, postępowej karcie praw, która w swoim czasie była uważana za najbardziej zaawansowaną w Ameryce Łacińskiej. W ten sposób na wyspie wprowadzono tak zwany „pół-europejski parlamentaryzm”, z prezydentem jako kluczowym elementem sprawowania władzy. Funkcją premiera było powiązanie władzy wykonawczej i ustawodawczej. Premier miał bardzo małe znaczenie w życiu instytucjonalnym i politycznym wyspy. Był raczej rzecznikiem prezydenta.
Wraz z triumfem rewolucji w styczniu 1959 r. i ucieczką dyktatora Fulgencio Batisty, na Kubie powstał rewolucyjny rząd, którego pierwszym prezydentem był Osvaldo Dorticós. Fidel Castro Ruz objął 16 lutego stanowisko premiera i pełnił tę funkcję do 1976 r., kiedy został Prezydentem Rady Państwa i Ministrów Kuby. Wtedy uprawnienia premiera zostały usunięte z konstytucji. Teraz, 43 lata później, powracamy do rozdziału tych funkcji. Jest to istotne ze strukturalnego punktu widzenia. Pozwala lepiej rządzić i przy większym udziale ludności.
Gdy funkcje te zostaną podzielone, premier stanie się prezesem administracji rządowej, który będzie odpowiedzialny przed Zgromadzeniem Narodowym. Zadania premiera, które obejmują: reprezentowanie rządu Republiki; uczestnictwo i monitorowanie działania agencji centralnej administracji państwowej, podmiotów krajowych i administracji lokalnych; przyjmowanie, w wyjątkowych i tymczasowych przypadkach, kierownictwa jakiejkolwiek agencji Centralnej Administracji Państwowej.
Uwalnia to Prezydenta od funkcji rządzenia w tym sensie, że nie realizuje jej, lecz kontroluje i domaga się przestrzegania Konstytucji, oprócz reprezentowania kraju.
Nowa konstytucja przybliża prawne uznanie małżeństw homoseksualnych?
Nie, ale Konstytucja wskazuje, że każda osoba ma prawo do założenia rodziny. Państwo uznaje i chroni rodzinę, bez względu na formę organizacji, jako podstawową komórkę społeczeństwa. Ochrona prawna różnych rodzajów rodzin jest regulowana przez prawo.
Prezydent Miguel Díaz-Canel sprawuje swoją funkcję od kwietnia 2018 r. Jakie ważne inicjatywy podjął już w czasie swojej kadencji?
Prezydent Diaz Canel poparł znaczną podwyżkę wynagrodzeń w sferze budżetowej i emerytur. Wynagrodzenie wzrosło od 4 do 5 razy. Stworzono nowe ułatwienia dla inwestycji zagranicznych. Podpisano ważne umowy z Rosją i Chinami w sprawie modernizacji sieci kolejowej, lotnictwa cywilnego, poszukiwań ropy oraz innych kwestii. Ustanowiono bardziej elastyczne środki na rzecz rozwoju pracy na własny rachunek na Kubie, to znaczy dla sektora prywatnego.
Rada Ministrów nie spotyka się zamknięta w ścianach budynku w Hawanie. Co miesiąc zbiera się na prowincji. Wszyscy ministrowie uczestniczą w tych spotkaniach. Prezydent spotyka się ze społeczeństwem obywatelskim. Odwiedza fabryki, instytucje, rozmawia bezpośrednio z ludźmi. To naprawdę bardzo efektywny styl pracy oparty o stały kontakt z ludźmi.
Ostatnie miesiące to okres wstrząsów politycznych i społecznych niemal na całym kontynencie Ameryki Południowej. Z jednej strony są to reakcyjne przewroty, w takich krajach jak Brazylia, Ekwador czy Boliwia, z drugiej rewolucyjne tendencje w tych krajach, a także w Chile. Czy widzi pan szansę na przebudzenie ludów Ameryki Łacińskiej?
Ludzi można oszukać na jakiś czas, ale nie na całe życie. Procesy, które miały miejsce w kilku krajach świata wbrew woli ich narodów, są wynikiem zdrady elity politycznej, manipulacji prawdą w mediach kontrolowanych przez oligarchie i działania imperializmu. Dopóki istnieje nierówność, głód, śmierć dzieci, kobiet i mężczyzn z powodu uleczalnych chorób oraz brak szans dla wszystkich, ludzie będą wyrażać swoje niezadowolenie i domagać się swoich praw. Najlepiej byłoby gdyby rządy zapewniały akceptowalne rozwiązania rosnących potrzeb swoich obywateli, aby uniknąć nieprzewidzianych konsekwencji.
Drogą demokratycznych wyborów powróciły do władzy postępowe, lewicowe siły w Meksyku i Argentynie. Czy przyniosło to jakieś pozytywne efekty dla Kuby? Jak przedstawiają się relacje z tymi państwami?
Dojście do władzy postępowych lub lewicowych rządów w kilku krajach Ameryki Łacińskiej jest wyrazem ludzkich dążeń do lepszego świata. Wierzę, że procesy te przyniosą pozytywne rezultaty przede wszystkim ich własnym narodom. Kuba pozdrawia i gratuluje tym narodom. Stosunki naszego kraju z tymi państwami są dobre i będą się nadal rozwijać pozytywnie.
Jak ocenia pan obecny stan relacji polsko-kubańskich?
Liczba polskich turystów przybywających na Kubę rośnie z każdym rokiem. W tym roku wzrósł również handel. Polscy przedsiębiorcy aktywnie uczestniczą w targach FIHAV Havana. Systematycznie odbywa się wymiana między izbami handlowymi obu krajów. Interesujące perspektywy otwierają się w wymianie akademickiej i naukowej, biotechnologii i inżynierii genetycznej. Została zawarta umowa między TVP a telewizją kubańską. Wkrótce zostanie podpisane porozumienie kulturalne, a także w dziedzinie sportu i współpracy morskiej. Jak widać, relacje dwustronne rozwijają się.

Czas na lewicową „Doktrynę szoku”!

Po wybuchu obecnego kryzysu związanego z pandemią koronawirusa COVID-19 wielu zaczęło przytaczać „Doktrynę szoku” Naomi Klein jako przepowiednię radykalnych neoliberalnych reform, które mogą zostać wprowadzone w czasie społecznej dezorientacji. Czy słusznie?

Warto zaznaczyć, że dotychczasowe działania rządu Zjednoczonej Prawicy nie wskazują na to, by obecnie była przygotowywana reforma prywatyzacji służby zdrowia czy też szkolnictwa, a to właśnie z tego znane były prawicowe rządy, które wykorzystały wszelkiej maści kryzysy do urynkowienia i sprywatyzowania wszystkiego co się da w czasie traumy związanej z wojną, zamachem stanu czy kataklizmem. A tak działo się w Chile po zamachu stanu Pinocheta, Stanach Zjednoczonych po zamachach 11 września 2001 roku, Iraku po agresji anglo-sasko-słowiańskiej w 2003 roku czy po Tsunami, które w 2004 roku spustoszyło wybrzeże Indonezji, Sri Lanki oraz Indii. Także w wyniku Planu Balcerowicza oraz szoku zmiany systemu przez Polskę przetoczył się prywatyzacyjny walec, który na końcu swojej drogi pozbawił pracy 3 miliony ludzi. Jednak, jak słusznie zauważa Naomi Klein, ludzie z czasem stają się szokoodporni i nie tak łatwo dają się zaskoczyć neoliberalnym legislatorom, którzy tylko czyhają, by dokonać prywatyzacji zysków i uspołecznienia strat.

W 2020 roku sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Co prawda pojawiają się postulaty użycia obecnego kryzysu do likwidacji programu 500+, 13 emerytury czy podwyższenia wieku emerytalnego, czyli najbardziej socjalnych programów wprowadzonych przez rząd Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego, ale są to głosy bardziej tragi-komiczne, które kojarzymy z pociesznym Ryszardem Petru. Obecny koronakryzys po raz kolejny udowodnił, że neoliberalizm jest ideologią fałszywą, utopijną, która nie znajduje zastosowania w czasach trudnych, niespokojnych i niebezpiecznych. W momencie próby, czy jest to krach finansowy w 2008 roku, czy zagrożenie epidemiczne 2020 roku szamani wolnorynkowego kapitalizmu uciekają w popłochu pod płaszcz państwowych gwarancji i pomocy.

I właśnie ten okropny kryzys, największej globalnej epidemii od 700 lat może być szansą na zastosowanie naszej, socjaldemokratycznej „Doktryny szoku”, szczególnie że rynkowcy i prywatyzatorzy są pogubieni, stracili orientację, nie są w stanie sprawnie reagować na spektakularny renesans państwa w czasie zarazy. W polskich warunkach, które są nadzwyczaj neoliberalne w europejskim kontekście, Lewica powinna przedstawić swój program reform, które wychodziłby daleko poza dotychczasowe schematy. Blisko 3 miliony zatrudnionych na śmieciówkach być może teraz zrozumie, że „elastyczne” formy zatrudnienia niosą za sobą olbrzymie ryzyko, które jest niezwykle realne, szczególnie kiedy traci się możliwość pracy z dnia na dzień. Delegalizacja tych form zatrudnienia jest naturalną lekcją z tego kryzysu i dobrze, by lewica parlamentarna oraz związki zawodowe mówiły nieustannie o tym, że czas powszechnego stosowania umów o dzieło, zlecenia i samozatrudnienia zamiast umów o pracę się skończył. Tak samo przy pomocy publicznej dla przedsiębiorstw należałoby wprowadzić zasadę pierwszeństwa dla tych firm, które nie unikały płacenia podatków, nie zatrudniały swoich pracowników na śmieciówkach, a Państwowa Inspekcja Pracy nie miała żadnych zarzutów w kontekście przestrzegania prawa pracy oraz BHP. Europejskie standardy pomocy publicznej powinny być nagrodą dla tych firm, które prowadzone są w cywilizowany i europejski sposób, a nie stosowały „optymalizację” podatkową poprzez unikanie ich płacenia oraz oszukiwania swoich pracowników oraz państwa. Następną kwestią jest służba zdrowia. Skoro Państwo Polskie stosuje poza konstytucyjną zasadę wydawania 2 proc. PKB na obronność, dlaczego Polski nie byłoby stać na przeznaczanie 8 proc. na ochronę zdrowia, w tym na radykalne podwyższenie wynagrodzeń dla lekarzy, pielęgniarek i całego personelu medycznego? Dzisiaj niemal wszyscy nazywają ich bohaterami, a jeszcze wczoraj niektórzy krzyczeli do protestujących lekarzy rezydentów „Niech jadą”. To samo dotyczy policjantów, żołnierzy, strażaków, pracowników sanepidu. Wszyscy Oni powinni zarabiać godnie, co najmniej średnią krajową, a prestiż ich zawodów powiem być wspierany przez państwo wszystkimi możliwymi sposobami, zaczynając od edukacji, przez kulturę kończąc na telewizji.

Obecny koronakryzys zmieni nasz świat, doprowadzi do olbrzymich problemów gospodarczych całego świata, które najbardziej poobijają tych, którzy znajdują się najniżej drabiny społecznej. Czas „taniego państwa minimum” mija, dobrze byśmy wyszli z tego chaosu z przeświadczeniem, że fundamentalizm rynkowy nie jest „pozą” intelektualną, lecz stanowi fundamentalne zagrożenie dla naszego zdrowia i życia. Dlatego kiedy będzie już widać firmament końca zagrożenia epidemicznego wyślijmy na tamten świat praktykę neoliberalizmu. Dla nas samych oraz dla wszystkich przyszłych pokoleń!

Wolny rynek to nie panaceum

Jest sporo racji w opiniach mądrych ekonomistów, iż należy zdusić hydrę neoliberalizmu.

Prof. Leszek Balcerowicz przygotował wystąpienie z okazji trzydziestolecia zapoczątkowania przemian gospodarczych w Polsce.
Nie zrobił w nim jednak rachunku sumienia za okres swej pracy na stanowiskach wicepremiera i ministra finansów. Nie odniósł się też do poważnych zarzutów, jakie wielokrotnie stawiano wobec planu sygnowanego jego nazwiskiem.
Zamiast tego występuje jako gorący obrońca liberalizmu – nie tylko gospodarczego – a przy okazji reprezentuje oryginalne, ahistoryczne podejście do biegu dziejów.
Stwierdza bowiem: „Nie wszystko, co się zdarzyło, musiało się zdarzyć. Dla przykładu: I wojna światowa wybuchła, choć nie musiała wybuchnąć. Bolszewicy nie musieli wygrać w Rosji, ale wygrali”.
Cóż, w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Wprawdzie niemal zawsze na świecie bywa tak, że pewne rzeczy się zdarzają, choć mogłyby się nie zdarzyć, gdyby coś tam – ale chodzi właśnie o to „gdyby”.
Naukowe i jedynie racjonalne podejście opiera się więc na przeświadczeniu, że jeżeli coś się zdarzyło, to znaczy że musiało się zdarzyć – czego dowodem jest właśnie to, że się zdarzyło. Inne myślenie oznacza wpłynięcie na nieograniczony ocean jałowego gdybania. Wydaje się, że autor powinien to rozumieć, skoro jak sam o sobie mówi, jest człowiekiem, który stara się opierać na empirii.

Gdy źli mają fart

Zaskakujące jest też podejście Leszka Balcerowicza do marksizmu, o którym to światopoglądzie pisze: „W XIX wieku modne były pseudonaukowe doktryny na czele z marksizmem, które miały determinować bieg i zakręty historii”.
Łatwo zauważyć, że w tym jednym krótkim zdaniu jest generalna sprzeczność wewnętrzna, która nie przystoi byłemu wykładowcy Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy Komitecie Centralnym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Rzadko się bowiem zdarza, by jakaś doktryna, aż tak jak właśnie marksizm zdeterminowała bieg i zakręty historii.
Trudno natomiast zaprzeczyć poglądowi Leszka Balcerowicza, wedle którego, z tego, że zdarzyły się różne złe rzeczy, wynika iż dobre rzeczy – również w sprawach ustrojowych – nie obronią się same. Prawda, że dobre konstytucje, takie, które zawierają podstawowe wolności, muszą być bronione przez zwolenników wolności. Gdy zaś dostrzega się niebezpieczeństwo, o którym wiemy, że może narastać, to jedyną dobrą odpowiedzią jest jeszcze szybciej narastający opór.
Najgorzej jest wtedy, gdy źli ludzie mają fart – stwierdza słusznie autor. W historii zdarza się, że do władzy dochodzą – niekiedy po wolnych wyborach – ludzie bez moralnych zahamowań. Ale oni ustępują przed obywatelską presją, jeżeli tylko jest wystarczająco silna, a jeśli nie ustępują, to zwykle dlatego, że presja była zbyt słaba.

Władza i wola

Definiując klasyczny liberalizm, Balcerowicz pisze, że jego pierwszym, i to fundamentalnie ważnym składnikiem jest ograniczenie władzy politycznej tam, gdzie jej rozrost jest szczególnie niebezpieczny dla ludzi: czyli w stanowieniu i egzekwowaniu prawa.
To także słuszny pogląd, choć w czasach gdy kierował on polską gospodarką, właśnie władza – i wola polityczna – miały decydujący wpływ na przyjęcie również i szkodliwych przepisów prawnych, które doprowadziły do upadku znacznej części polskiej gospodarki.
Mówił o tym choćby nieżyjący już prof. Zdzisław Sadowski, który oceniając kluczowe aspekty „planu Balcerowicza” stwierdził: „Z punktu widzenia potrzeb rozwoju był to wielki błąd, natomiast z punktu widzenia sytuacji politycznej – żaden inny program nie miał poparcia politycznego, nie mógłby więc zostać zrealizowany. W praktyce realizacyjnej nie można bowiem abstrahować od polityki. Poparcie polityczne jest zupełnie zasadniczą sprawą dla możliwości realizacji programu ekonomicznego. A poparcie takie miał tylko program Balcerowicza”.
Dlatego z uznaniem należy powitać, gdy dziś Leszek Balcerowicz pisze: „Pragnę zwrócić uwagę na ogromne znaczenie silnego i rozumnego ograniczenia władzy politycznej”. Dobrze, że poniewczasie to zrozumiał.
Chwaląc liberalizm ekonomiczny, Balcerowicz zauważa: „Największe załamania gospodarki (czyli kryzysy) wynikały z absurdalnych decyzji despotów. Te załamania często przypisuje się rynkowi, pomijając fakt, że największe załamania gospodarki miały miejsce w gospodarce nierynkowej, na skutek polityki dyktatorów”.
Można oczywiście dyskutować, czy jakieś absurdalne decyzje despotów doprowadziły kiedykolwiek do większego kryzysu niż ten w latach 1929 – 1933, który zaczął się w kraju gospodarki wolnorynkowej i objął niemal cały świat z wyjatkiem rządzonego dyktatorsko ZSRR (inna sprawa, że gospodarka tego państwa funkcjonowała tak źle, iż trudno, aby jakiś kryzys mógł jej dodatkowo zaszkodzić).
Nie ulega natomiast wątpliwości, że w gospodarce wolnorynkowej kryzysy bardzo łatwo ogarniają cały świat – podczas gdy w nierynkowej dyktaturze ograniczają się tylko do terenu objętego władzą dyktatora.

Socjalizm rozumiany wulgarnie

Nietrudno zgodzić się z Leszkiem Balcerowiczem, gdy stwierdza: „Każdy kraj bez wolności gospodarczej jest skazany na zacofanie w stosunku do innych, które miały ustrój rynkowy. Od tego nie ma żadnego wyjątku. A im większy zamach na wolność gospodarczą, tym gorsze są na dłuższą metę jego rezultaty”. Trudniej zaakceptować jego, mówiąc delikatnie, niezbyt wnikliwe rozumienie istoty ustrojów politycznych dzisiejszego świata.
Będąc absolutnym zwolennikiem liberalizmu, Leszek Balcerowicz objawia się równocześnie jako nieprzejednany przeciwnik socjalizmu. Jak pisze, socjalizm polega na zniesieniu wolności gospodarczej – i w konsekwencji wszystkich linii wolności i rządów prawa. Aby utrzymać socjalizm, trzeba ludzi zastraszyć. Przykładem państwa socjalistycznego jest dla niego Korea Północna, zaś socjalizm to „zastąpienie własności prywatnej monopolem państwowym, a rynku nakazami i przydziałami”.
Nie wchodząc w dłuższą dyskusję z tą sprzeczną z rzeczywistością tezą, wypada tylko zauważyć, że nawet Leszkowi Balcerowiczowi trudno byłoby znaleźć jakiś kraj świata, w którym własność prywatna zostałaby zastąpiona monopolem własności państwowej. I na pewno nie jest to immanentną cechą socjalizmu, tak jak i zniesienie wolności.
Przeciwnie, to właśnie dzięki socjalizmowi można realizować wolności i prawa, które choć są formalnie obecne w kapitaliźmie, w praktyce niekiedy okazują się niemożliwe do osiągnięcia.
Według Balcerowicza „socjalizm pozbawia szans, w jakimś sensie dyskryminuje ludzi o talentach przedsiębiorczych i predyspozycjach przedsiębiorczych”. Tymczasem empiria, na której podobno stara się opierać, mówi coś zupełnie innego.
W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie, czego przykładem może być Polska (ale przecież nie tylko). To bowiem dzięki socjalizmowi doszło u nas do bezprzykładnego awansu edukacyjnego i społecznego grup, które w kapitalistycznej Polsce nie miały na to szans. I ujawniły się wśród nich również i liczne talenty przedsiębiorcze.
Także dzięki socjalizmowi mogła nastąpić realizacja, zapewne obcej prof. Balcerowiczowi, idei sprawiedliwości społecznej – na co nie ma szans w rozmaitych, istniejących w dzisiejszym świecie dyktaturach kapitalistycznych. Może dlatego marzenie o ustroju socjalistycznym wciąż jest – i zapewne zawsze pozostanie – żywe we współczesnym świecie.

W kapitalistycznych dyktaturach

Na koniec, trzeba się zgodzić z autorem, gdy wspomina o bardzo niebezpiecznych przypadkach ataku na liberalną demokrację. Chodzi mu o sytuacje, gdy po wolnych wyborach dochodzi do głosu partia, która nie traktuje siebie jako lokatora w państwie, ale jako jego właściciela.
„Najgorszym elementem takiego dążenia jest próba przejęcia aparatu wymiaru sprawiedliwości (policji, prokuratury, sądów), bo jeżeli będzie przejęty, to przestaje oczywiście być aparatem sprawiedliwości, tylko staje się aparatem bezprawia. Nie ma żadnej trwałej demokracji z upartyjnionym wymiarem sprawiedliwości. Wszystkie dyktatury opanowywały wymiar sprawiedliwości” – pisze słusznie Balcerowicz.
I zapewne dobrze by zrobił, gdyby zastanowił się, w ilu dyktaturach kapitalistycznych mamy dziś do czynienia właśnie z takim atakiem na demokrację.

Socjaliści o sytuacji powyborczej

Porozumienie Socjalistów z uwagą śledziło ostatnią parlamentarną kampanię wyborczą i przeanalizowało wyniki wyborów pod kątem szans zaistnienia i praktycznej realizacji wartości lewicowych w polityce państwa. Z satysfakcją przyjęliśmy fakt, że w odróżnieniu do poprzednich wyborów z 2015 roku, w roku 2019 do Sejmu i Senatu weszła grupa osób reprezentujących wartości lewicowe w ramach kilku ugrupowań.

Utworzono jeden wspólny klub parlamentarny, który stwarza realną, socjaldemokratyczną alternatywę na polskiej scenie politycznej.

Jednocześnie z niepokojem odnotowujemy wzrost wpływów i znaczenia prawicy w Sejmie RP oraz zdobycie niestabilnej i kruchej przewagi środowisk umiarkowanych w Senacie V kadencji. Rządząca Polską partia Prawo i Sprawiedliwość utrzymała się samodzielnie przy władzy i zapowiedziała kontynuację polityki rozpoczętej w poprzedniej kadencji. Do parlamentu weszły także środowiska skrajnie prawicowe, co wzbudza nasz niepokój i rodzi obawy o przyszłość naszego systemu demokracji parlamentarnej.

Jako socjaliści widzimy potrzebę pogłębienia w polskim życiu publicznym i w systemie rządzenia treści odzwierciedlających zasady sprawiedliwości społecznej i odrzucenia neoliberalnego modelu społeczno-gospodarczego na rzecz społecznej gospodarki rynkowej, z perspektywą jej doskonalenia i socjalizacji.

Doceniając powrót centrolewicy do Parlamentu liczymy, że wybrani posłowie i senatorowie lewicy nie zapomną o przedłożonych przed wyborami obietnicach a także poważnie potraktują postulaty dotyczące modernizacji państwa i odnowy społeczeństwa wysuwane przez środowiska Porozumienia Socjalistów.

Za szczególnie istotne uważamy:

– obronę i konsekwentnie egzekwowanie zapisów obowiązującej Konstytucji.
– obiektywizowanie ocen dotyczących dorobku Polski Ludowej, likwidacja IPN, a na tym tle zmiana polityki historycznej państwa
– zmianę konfrontacyjnej polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa na politykę opartą o idee współpracy i pokoju; ograniczenie wydatków na zbrojenia wyłącznie do systemów obronnych, przeznaczenie powstałych nadwyżek na służbę zdrowia i edukację.
– uporządkowanie relacji państwa przede wszystkim z Kościołem katolickim i przywrócenie neutralności światopoglądowej państwa.
– nadanie nowych impulsów idei porozumienia narodowego, celem zakończenia sztucznie podtrzymywanych konfliktów i podziałów w Polsce, osłabiających nasz kraj i naród wewnętrznie oraz w relacjach międzynarodowych.

W związku ze zmianami organizacyjnymi następującymi w ramach szerokiej formacji lewicowej uważamy za konieczne wypracowanie nowej, bardziej adekwatnej do rzeczywistych potrzeb formuły współpracy lewicy parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Zwracamy szczególną uwagę na widoczny w ostatnich latach w publicznych działaniach lewicy przerost formy nad treścią, odejście od zasad twardej walki o interesy świata pracy. Niepokoi nas złudna wiara w skutki działań medialnych niepopartych konsekwencją na wszystkich innych obszarach funkcjonowania państwa.
Za ważne uważamy upowszechnianie dorobku II Kongresu Polskiej Lewicy, w tym zwłaszcza powołanej Rady Dialogu i Porozumienia Lewicy. Postulujemy zwołanie w ciągu roku, kolejnego III Kongresu Lewicy, celem wypracowania wspólnego, lewicowego programu rozwoju i odrodzenia Polski z perspektywą na ćwierćwiecze.

W tym obszarze deklarujemy otwartość na dyskusję i potraktowanie tej materii jako priorytetowej w najbliższych miesiącach.

Święto Przeglądu Socjalistycznego

13 grudnia 2019 r. w Warszawie odbyła się uroczysta promocja nowego numeru kwartalnika „Przegląd Socjalistyczny” połączona z jubileuszem 15-lecia wydania pisma w nowej edycji. Przybyli na nią goście reprezentujący środowiska lewicowe, autorzy i współpracownicy pisma, działacze PPS, Porozumienia Socjalistów i innych organizacji lewicowych.

Osobiście życzenia z okazji jubileuszu przekazali redakcji: b. marszałek Senatu RP prof. Longin Pastusiak oraz Honorowy Przewodniczący PPS Bogusław Górski. Listy gratulacyjne i życzenia przesłali: wicemarszałek Sejmu, przewodniczący SLD – pos. Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący Rady Naczelnej PPS – sen. Wojciech Konieczny, przewodniczący Polskiej Lewicy – Jacek Zdrojewski, redaktor naczelny „Trybuny” – Piotr Gadzinowski oraz przewodniczący stowarzyszenia „Pokolenia” – Marek Klimczak.

Wśród blisko 50 gości, na uroczystości obecna była grupa naukowców współpracujących z kwartalnikiem, m.in. profesorowie: Paweł Bożyk, Tadeusz Iwiński, Tadeusz Mędzelowski, Jerzy Oniszczuk, Wojciech Pomykało i Maria Szyszkowska. Redaktor naczelny kwartalnika – Andrzej Ziemski podkreślił wielkie zobowiązanie, jakie płynie ze strony założycieli PPS i twórców „Przeglądu Socjalistycznego”, sformułowane ponad 127 temu w Deklaracji Kongresu Paryskiego. Zawarte tam przesłanie dotyczące obowiązku walki o niepodległość i sprawiedliwość społeczną jest nadal aktualne i stanowi istotę filozofii programowej pisma.

Pierwszy numer „Przeglądu Socjalistycznego” ukazał się jesienią 1892 roku w Paryżu. Kontynuacja wydawania podjęta w roku 2004 i przedłużenie jego ciągłości sytuuje pismo na czele najstarszych polskich tytułów prasowych.

Droga socjalistycznego realisty

Autobiograficzny wywiad Werblana przypomina raz jeszcze, jak ważne jest utrwalenie pamięci pokolenia, które Polskę Ludową budowało.

Dwa lata po ukazaniu się rewelacyjnego zapisu rozmów Roberta Walenciaka z Karolem Modzelewskim i Andrzejem Werblanem („Polska Ludowa” ISKRY 2017) to wielce zasłużone wydawnictwo obdarowało nas autobiograficznym wywiadem-rzeką przeprowadzonym przez tego samego rozmówcę z Andrzejem Werblanem („Polska Ludowa. Postsciptum”, ISKRY 2019). Po tym jak w 2013 roku ISKRY wydały autobiografię Karola Modzelewskiego („Zajeździmy kobyłę historii”, ISKRY 2013) otrzymaliśmy więc trzecią część tryptyku znakomicie przedstawiającego powikłane losy dwóch nurtów lewicy w powojennej Polsce. W czasach, gdy oficjalna propaganda i wysługujący się jej historycy spod znaku IPN prześcigają się w prymitywnym potępianiu całego dorobku Polski Ludowej, takie inicjatywy wydawnicze są szczególnie cenne.

Autobiograficzny wywiad Werblana przypomina raz jeszcze, jak ważne jest utrwalenie pamięci pokolenia, które Polskę Ludową budowało. Jego książka ukazała się niemal dokładnie na 95. urodziny autora – ostatniego żyjącego członka historycznego Komitetu Centralnego PZPR z października 1956 roku. Socjologowie od dawna podkreślają znaczenie tak zwanej „historii oralnej” odczytywanej nie tyle z dokumentów, co z relacji uczestników i świadków wydarzeń. Wiedza tego typu nie może zastąpić kwerendy archiwalnej, ale jest jej bardzo ważnym uzupełnieniem.

Bezcenne relacje

Jest tak z dwóch powodów – obu bardzo wyraźnie zarysowanych w książce Werblana. Po pierwsze: relacje uczestników dostarczają wiedzy o faktach, których śladu nie znajdziemy w archiwach. Werblan opowiada Walenciakowi o ważnych rozmowach, które nigdy nie znalazły odzwierciedlenia w dokumentach. W żadnym dokumencie nie ma na przykład śladu tego, że to reprymenda otrzymana bezpośrednio od Breżniewa w 1976 roku spowodowała, iż Edward Gierek porzucił myśl o ponownej podwyżce cen, zarzuconej w wyniku protestu robotniczego w czerwcu 1976 roku. Takich informacji jest w tej książce mnóstwo.

Drugim powodem, dla którego relacje osobiste są tak cenne, jest to, że pozwalają one uchwycić sposób myślenia autorów wydarzeń. Pod tym względem książka Werblana jest wprost bezcenna, gdyż bardzo uczciwie i wnikliwie przedstawia racje, dla których on i wielu ludzi bliskich mu ideowo zaangażowało się po stronie Polski Ludowej i nie zmieniło swego stanowiska mimo, że wichry historii wystawiały ich na ciężkie próby.

Zatrzymam się na tym aspekcie, gdyż wydaje mi się on w książce najważniejszy. Odpowiadając na pytanie Roberta Walenciaka autor tak podsumowuje swoją drogę życiową: „Mam poczucie – mówi – że służyłem dobrej sprawie. Polska Ludowa okazała się jedynym realnie możliwym dostosowaniem polskiego bytu państwowego do skutków największej z wojen. Wygrać jej nie mogła, mogła w niej zginąć lub zaadaptować do wyniku, w sumie korzystnego. …Historia naukowa jest z natury sprawiedliwa, zatem wcześniej czy później również w kwestii oceny PRL wszystko postawi na właściwe miejsce” (s. 380).

Zwycięstwo realistów

Jest to klucz do zrozumienia drogi życiowej nie tylko Andrzeja Werblana, lecz także bardzo wielu ludzi z jego i, jak w moim wypadku, nieco młodszego) pokolenia, których wybór polityczny nie dokonał się w wyniku olśnienia ideologicznego wizją komunistycznej Arkadii, lecz w konsekwencji trzeźwego namysłu nad sytuacją, w jakiej jako naród znaleźliśmy się po II wojnie światowej. Politolodzy i historycy od dawna wskazują na znaczenie, jakie w historii Polski (od czasu Wielkiej Wojny Północnej (1700-1721) odgrywał podział na „realistów” i „idealistów”, by przypomnieć ważną dla tej problematyki książkę Adama Bromke (1928-2008) wydaną jeszcze w emigracyjnym okresie jego twórczości (w 1967 roku). Pierwsi kierowali się trzeźwą kalkulacją sił i możliwości, drudzy wiarą, że „chcieć to móc”. Historia Polski tego okresu to historia powtarzających się klęsk, u podstaw których leżała przegrana realistów starciu z idealistami, których hasła lepiej trafiały do emocji Polaków, ale w konsekwencji prowadziły do kolejnych katastrof: od konfederacji barskiej i spowodowanego przez nią pierwszego rozbioru aż po powstanie warszawskie.
Werblan opowiada – barwnie i z wielką znajomością zagadnienia – losy pierwszego pokolenia polskich realistów, któremu udało się tak pokierować losami Polski, że z bardzo trudnej sytuacji powojennej doszła ona do pełnej suwerenności w dobrych i bezpiecznych granicach. Tego sukcesu nie byłoby bez pokolenia, którego bardzo ciekawym przedstawicielem jest autor tej autobiografii.

Polska, socjalizm, kompromisy

Urodzony w inteligenckiej rodzinie na przedwojennych „kresach wschodnich”, w Tarnopolu, w czasie wojny zesłaniec syberyjski, potem żołnierz wojska, które szło do Polski u boku Armii Czerwonej, po wojnie działacz socjalistyczny, a następnie – aż do 1982 roku – działacz PZPR, kierownik wydziału, potem sekretarz KC. a krótko (w 1980 roku) nawet członek Biura Politycznego jest Werblan przykładem człowieka, którego do zaangażowania socjalistycznego skłoniła przed wszystkim trzeźwa ocena sytuacji, w jakiej jako naród znaleźliśmy się po wojnie. Mówiąc o swojej drodze powołuje się parokrotnie na Juliana Hochfelda (1911-1966) i na jego książkę „My socjaliści”(1946) noszącą znamienny podtytuł „ze stanowiska socjalistycznego realizmu”. Był to mój mistrz uniwersytecki i człowiek, któremu najwięcej zawdzięczam, gdy idzie o uformowanie się moich poglądów politycznych, więc te fragmenty książki czytałem ze szczególnym wzruszeniem. Tu bowiem widzę związek miedzy własną drogą polityczną a wzorami stworzonymi przez socjalistów z pierwszych lat Polski Ludowej.

Socjaliści – tacy jak Józef Cyrankiewicz, Oskar Lange, Stanisław Szwalbe, Julian Hochfeld, Jan Strzelecki – nie idealizowali powojennej sytuacji, ale dążyli do tego, by w takich warunkach, jakie istniały, realizować polską rację stanu, a zarazem wcielać w życie socjalistyczne ideały – na tyle, ile to było możliwe. Wymagało to kompromisów, często bardzo bolesnych. Relacja Werblana jest bezcenna dla zrozumienia tej postawy. Pozwala także zrozumieć, dlaczego ci „socjalistyczni realiści” okazali się znacznie bardziej odporni na kryzysy sumienia niż dawniejsi komuniści, dla których nierzadko odrzucenie stalinizmu powodowało utratę politycznej wiary.

Barwna narracja, trzeźwa ocena

Werblan do generacji przedwojennych komunistów ma stosunek raczej chłodny, gdyż dostrzega ich fanatyzm i serwilizm w stosunku do stalinowskiego ZSRR. Jest tu jednak bardzo ważny wyjątek – Władysław Gomułka. Werblan był bliskim współpracownikiem Gomułki, jego konsekwentnym zwolennikiem. a potem biografem. Boleśnie świadom dokonującej się autodestrukcji tego wybitnego przywódcy i krytycznie oceniający jego politykę w latach 1967-70 pozostał jednak obrońcą najważniejszych elementów linii politycznej Gomułki: zwiększania polskiej autonomii w ramach bloku socjalistycznego i stosunkowo liberalnej polityki wewnętrznej. Drugim przywódcą, którego autor wysoko ocenia, jest Wojciech Jaruzelski. Werblan broni decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego, choć krytycznie ocenia późniejszą politykę PRL jako marnującą szansę stworzoną przez decyzję z 13 grudnia.

Książkę czyta się świetnie, gdyż barwna narracja połączona jest ze zdumiewającym wręcz bogactwem faktów. Werblan, o ile wiem, nie prowadzi dziennika, ale z przyzwyczajenia zawodowego historyka starannie gromadzi dokumenty, a przede wszystkim dysponuje imponującą pamięcią. Zaś Robert Walenciak potrafi mądrze pokierować rozmową tak, by z tego bogactwa wiedzy historycznej wydobyć jak najwięcej. Tak więc powstała książka, której nikt poważnie interesujący się dziejami Polski Ludowej nie będzie mógł pominąć.

PS. Ta bardzo starannie opracowana książka nie uchroniła się jednak przed drobnymi błędami. W indeksie nazwisk Mieczysław Moczar figuruje jako Kazimierz, a Helena Wolińska staje się „Wolicką”.

 

Przegląd Socjalistyczny – 15 lat w nowej odsłonie

„Przegląd Socjalistyczny”, tak jak i sama PPS ma wielką, bogatą tradycję i dorobek, jakim nie może poszczycić się dziś żadne z pism polskiej lewicy wydawane współcześnie.

W październiku 2019 roku mija 15 lat od momentu, kiedy w nowej edycji ukazał się „Przegląd Socjalistyczny”. Przez ten okres pismo rozwinęło się w pełnowymiarowy kwartalnik ukazujący się na polskim rynku czytelniczym. Wydaniu papierowemu pisma od 10 lat towarzyszy witryna internetowa www.przeglad-socjalistyczny.pl, która niebawem osiągnie 5 milionów odwiedzających. Każdego dnia czyta nas w Internecie średnio blisko tysiąc osób.

W okresie mijających 15 lat wydaliśmy 66 numerów pisma o objętości średnio 200 stron. Przez nasze łamy przewinęło się w tym czasie kilkuset zasłużonych autorów a także utytułowanych rozmówców. Wielu z nich stale współpracuje z pismem. To znane postaci polskiej nauki i polityki, wybitni dziennikarze a także działacze społeczni i polityczni, szczególnie ze środowisk socjalistycznych. Nie można nie wymienić takich wybitnych uczonych, stale współpracujących z pismem, jak profesorowie: Marian Dobrosielski, Maria Szyszkowska, Longin Pastusiak, Danuta Waniek, Zdzisław Bombera, Paweł Bożyk, Wojciech Pomykało, Jerzy Oniszczuk, Tadeusz Iwiński, Ryszard Piotrowski, Rafał Chwedoruk, Adam Bobryk.

„Przegląd Socjalistyczny”, wielce zasłużone dla polskiej lewicy pismo przechodziło złożone koleje losu. Jego pierwszy numer ukazał się jesienią 1892 roku w Paryżu i towarzyszył powołaniu do życia Polskiej Partii Socjalistycznej. Wówczas to w tyglu gorących dyskusji wśród polskiej emigracji o orientacji socjalistycznej kształtowała się wizja niepodległego bytu państwowego i zalążki lewicowych koncepcji rewolucji społecznej. Pismo tworzyło sprzyjający klimat, jakże niezbędny do uruchomienia wielkiego dzieła odrodzenia i zbudowania niepodległej Rzeczypospolitej, która „wybuchła” 11 listopada 1918 roku.

Pismo cały czas towarzyszyło rozwojowi polskiej myśli socjalistycznej, było orędownikiem przemian, postępu w państwie i przebudowy świadomości społecznej Polaków. Na jego łamach publikowali najznakomitsi teoretycy polskiej lewicy socjalistycznej i socjaldemokratycznej. Pismo było wylęgarnią kadr dla Polskiej Partii Socjalistycznej. Ukazywało się, co prawda, nieregularnie do momentu wybuchu II wojny światowej.

„Przegląd Socjalistyczny” wznowiony został w listopadzie 1945 roku jako miesięcznik Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS i ukazywał się do końca 1948 roku, a więc do rozwiązania PPS w dniu 14 grudnia 1948 roku.

„Przegląd…” wznawiany był kilkakrotnie w latach późniejszych. Jako pismo polskich socjalistów ukazywał się w latach 1979 – 1981. Wznawiany był również i ukazało się kilka numerów w roku 2000.
„Przegląd Socjalistyczny”, tak jak i sama PPS ma wielką, bogatą tradycję i dorobek, jakim nie może poszczycić się dziś żadne z pism polskiej lewicy wydawane współcześnie, jak również żadna partia polityczna poza PSL, która jest młodsza od PPS o kilka lat. Ta tradycja zobowiązuje.

Wznowienie „Przeglądu…” nastąpiło jesienią 2004 roku w trudnym dla polskiej lewicy momencie. W komentarzu redakcyjnym do pierwszego numeru pisma (nr 1/2004) czytamy:
„Trwa rozdrobnienie lewicy, spadają notowania sympatii społecznej. Lewica przechodzi kryzys. Czy pismo w tej sytuacji jest w stanie wesprzeć lewicę? Wierzymy, że tak. Jego charakter pozostanie, zgodnie z tradycją, teoretyczny. Nie ogranicza to miejsca na wymianę poglądów, tworzenie nowych wartości intelektualnych w obszarze państwa, prawa, teorii socjalizmu, czy nauk społecznych i ekonomicznych. Polska po wejściu do Unii Europejskiej to wielki poligon doświadczeń, szczególnie konfrontacji nowych wartości ideowych i materialnych z dotychczasową rzeczywistością.
Wiemy, że jest tutaj pole do popisu, szczególnie w obszarach podstawowych wartości lewicy jak sprawiedliwość społeczna, równość, wolność, prawa obywatelskie. „Przegląd…” tematy te podejmować będzie…”

Dziś w końcówce roku 2019 redakcja „Przeglądu Socjalistycznego” stoi przed wielu problemami społecznymi i politycznymi, które dotyczą kraju i społeczeństwa, jak również problemami globalnymi, które obejmują przede wszystkim zagadnienia związane z globalizacją i problemami utrwalenia pokojowego rozwoju całej cywilizacji.

Redakcja jest wierna przesłaniom wynikającym z deklaracji ideowej ogłoszonej podczas Kongresu Paryskiego, kiedy powoływano Polską Partię Socjalistyczną w dniach 17-23 listopada 1892 roku. Uważamy, że obydwa przyjęte wówczas kierunki programowe: walka o niepodległość Polski i sprawiedliwość społeczną są nadal aktualne. Wypełniają one założenia współczesnych powinności ruchu socjalistycznego.

W sferze budowy nowoczesnego modelu zasad sprawiedliwości społecznej opisanych też w Konstytucji trzeba zauważyć, że nie przestał istnieć konflikt kapitał-praca. Można postawić tezę, że w okresie ostatnich 30 lat, a więc rozwoju neoliberalizmu, konflikt ten przybrał nowe formy adekwatne do poziomu rozwoju cywilizacyjnego i zaostrzył się. O ile w okresie powstawania Polskiej Partii Socjalistycznej był on realnie zauważany w relacjach kapitalista-robotnik, o tyle dziś przybiera on nowe formy widoczne w relacjach korporacja – konsument, rynek finansowy – klient czy państwo narodowe – obywatel. W myśl neoliberalnych reguł państwa kierują się zasadami organizacji przedsiębiorstw. Ich celem staje się zysk a nie zabezpieczenie obywateli. Sfera publiczna przyrównywana do przedsiębiorstwa nie stwarza możliwości negocjacji opartych o interes społeczny czy wartości polityczne. Powinności konstytucyjne państwa wobec obywateli przekształcają się w tzw. usługi społeczne. Wszystko to tworzy kumulujący się od wielu lat ogromny potencjał protestu i konfliktu społecznego.

W sferze niepodległości państwa, jako drugiego elementu programu socjalistów, doszło do odzyskania niepodległości w roku 1918, ponownej jej utraty w roku 1939 oraz wejście w nowy podział globalny w myśl porozumień z Jałty i Poczdamu w roku 1945. Nowa sytuacja powstała po roku 1989, kiedy nastąpiło częściowe zburzenie porządku jałtańskiego, spowodowała przesunięcie Polski ze sfery wpływów postradzieckich w kierunku zachodnim. Stworzyło to szanse na odbudowanie polskiego miejsca w zachodniej cywilizacji. Czy to jest możliwe i wykorzystana została taka szansa okaże się za kilka następnych dekad. Faktem jest znalezienie się Polski w Unii Europejskiej i NATO, ale również faktem jest brutalna walka o wpływy i miejsce Polski. W ostatnich latach rozbieżne okazały się interesy amerykańskie i niektórych krajów zachodnioeuropejskich oraz Rosji. Stan ten powoduje ograniczenie swobody podejmowania przez Polskę decyzji zgodnych z naszym interesem narodowym. Nie udało się to do dziś zdefiniować w sposób adekwatny do rzeczywistości, co to jest polska racja stanu. Problemem jest dziś w Polsce kształtowanie się narodowej myśli politycznej, która odzwierciedlałaby filozofię twórców niepodległości 1918 roku, przede wszystkim socjalistów. Problemem jest jakość elit politycznych i chroniczny brak mężów stanu.
Obydwa opisane wyżej elementy stanowią filozofię programową redakcji „Przeglądu Socjalistycznego”. Uzupełnia ją hasło witryny internetowej: „Socjalna Polska w socjalnej Europie”.

Bauman: socjolog-socjalista

 Zygmunt Bauman był jednym z najbardziej cenionych na świecie polskim socjologiem i filozofem. Niektórzy jednak widzieli w nim przede wszystkim byłego żołnierza Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Inni wiedzieli o nim równie niewiele: że jest byłym rewizjonistą i postmodernistą. 

Zygmunt Bauman urodził się w 1925 r. w Poznaniu w zeświecczonej rodzinie żydowskiej. W 1931 r. jego przejściowo bezrobotny ojciec próbował popełnić samobójstwo skacząc z mostu, został jednak uratowany przez harcerzy. Widok ojca oblepionego wodorostami i mułem był jednym z jego pierwszych żywych wspomnień. Jak później wspominał, już wtedy zaczął się zastanawiać „Nad tym czy świat, który jest – z tym, że ojcowie skaczą do Warty, a koledzy kopią i duszą – musi być właśnie taki”. Młody Zygmunt odczuwał na własnej skórze to, że jest jednym z nielicznych Żydów wśród dzieci na poznańskich Jeżycach. Gdy szedł do szkoły czy do biblioteki, młodzi prześladowcy zawsze podążali za nim, lżąc go, szturchając, wyśmiewając.

3 września 1939, tydzień przed zdobyciem przez Niemców Poznania, rodzina Baumanów wyjeżdża na wschód. Ostatecznie ląduje w Wachtanie w obwodzie kirowskim. Zygmunt wstępuje do Komsomołu, a w 1942 roku kończy szkołę średnią z wyróżnieniem. Nie dane było mu jednak podjąć upragnionych studiów z fizyki, bowiem okazało się, że nie ma prawa osiedlić się w mieście Gorki. Pracuje więc najpierw jako spawacz, a następnie jako nauczyciel w szkole średniej i w styczniu 1944 r. zostaje zmobilizowany do pracy w moskiewskiej drogówce. Natyka się jednak na odezwę Związku Patriotów Polskich. Wstepuje ochotniczo do 1 Armii Polskiej. Jako człowiek wykształcony zostaje skierowany do szkoły dla oficerów polityczno-wychowawczych, a następnie przydzielony do 4 dywizji im Jana Kilińskiego. Przechodzi szlak bojowy od Chełma przez Warszawę po Wał Pomorski.

Zauroczenie nowym ustrojem

W 1945 r. 4 Dywizja Piechoty staje się podstawą nowo powołanego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którego głównym zadaniem było zwalczanie podziemia AK, NSZ, WiN oraz UPA. Bauman służy do 1953 r., dochodząc do stopnia majora. W 1946 roku wstępuje do PPR, dwa miesiące później podejmuje współpracę jako rezydent Informacji Wojskowej w Pułku Szkolnym KBW w Szczytnie. Współpraca ta nie trwała nawet roku. „Jak na żółtodzioba przystało, o tych sprawach wiedziałem tylko z powieści i sądziłem, że pomoc kontrwywiadowi wojskowemu jest oczywistym patriotycznym obowiązkiem” – mówił Bauman po latach.

W 1947 r. przenosi się do Warszawy,bierze ślub z Janiną Lewinson. Wspomnienia żony z getta warszawskiego, a następnie ukrywania się „po aryjskiej stronie” przyczynią się do powstania jego najsłynniejszej książki – „Modernity and Holocaust”. Tymczasem w marcu 1953 r. minister obrony Rokossowski przenosi Baumana do rezerwy. Poszło o to, że jego starsza siostra od 1938 r. mieszkała w Izraelu, o wyjazd starał się również ojciec Zygmunta.

Badacz

Służbę w wojsku łączy Zygmunt z nauką, studiując najpierw na Akademii Nauk Społecznych, a od 1952 r. na Wydziale Filozoficznym UW. Zostaje asystentem Juliana Hochfelda w Katedrze Materializmu Historycznego UW. Hochfeld był przedstawicielem tak zwanego otwartego marksizmu, który chciał twórczo korzystać z innych teorii filozoficznych i społecznych. Drugą osobą, jaką Bauman wymieniał często wśród swoich nauczycieli był niepodległościowy socjalista Stanisław Ossowski.

„Ossowski i Hochfeld (…) w swojej pracy naukowej kierowali się etycznymi motywami” – pisał Bauman. – „Istotę socjologicznego powołania widzieli, jak sądzę, w tym, że ludzie cierpią, a oni jako socjologowie, rozpoznając przyczyny ludzkiego cierpienia zdołają może to cierpienie złagodzić, albo nawet zahamować społeczną produkcję niedoli”. W 1956 r. Bauman obronił rozprawę doktorską na temat brytyjskiego socjalizmu, cztery lata później habilitował się. W pracy „Klasa-ruch-elita” ganił biurokratyzację brytyjskiego ruchu robotniczego i jego odejście od socjalistycznych ideałów oraz utratę wiary w sens podejmowanych działań.

Drogą do wyjścia z partyjnej ortodoksji stały się dla Baumana badania empiryczne. Pierwsze tdotyczyło motywacji członków partii w zakładzie produkcyjnym. Jak pisze biograf Baumana Dariusz Rosiak:„To było nowatorskie, jak na tamte czasy badanie empiryczne, którego rezultat mógł tylko spotęgować jego rozterki. Wynikało z niego, bowiem, że robotnicy wykazywali motywację bardziej ideową, inteligenci zaś – chodzi o inteligencję techniczną w zakładach pracy – bardziej pragmatyczną.” Ponieważ to inteligenci częściej zapisywali się do partii, Bauman wysnuł wniosek, że „wbrew oficjalnej wersji marksizmu – coraz większe wpływy w partii uzyskiwać będą kadry kierownicze”. Pesymistyczne wnioski płynęły też z badań nad postawami młodzieży. Ogromny wpływ na Baumana wywarł Gramsci i jego wydane w 1962 r. w Polsce pisma. Bez żadnej przesady można stwierdzić, że to włoski autor uchronił polskiego socjologa od przejścia w szeregi wrogów marksizmu. W 1967 r. widać już w tym, co pisze Bauman, zapowiedź jego programu etycznego, który będzie mu przyświecał przez całe życie: „Najważniejszą kwestią jest jak dostosować społeczeństwo do indywidualnych potrzeb, a nie na odwrót”. Bauman włącza się w dyskusje środowisk rewizjonistycznych, pomaga też Jackowi Kuroniowi w opracowaniu danych do słynnego „Listu do Partii”. Ale 25 marca 1968 r. w związku z kampanią antysemicką zostaje usunięty z uczelni .Wraz z żoną i trzema córkami emigruje do Izraela.

Intelektualista podejrzany

W Izraelu Bauman nie czuje się dobrze. Pracuje na uniwersytetach w Hajfie i Tel Avivie, ale mało publikuje. W artykule dla Ha’aretz z sierpnia 1970 roku krytykuje nacjonalizm izraelski, nierówności klasowe w tym państwie, a także okupację terytoriów arabskich. Jak zauważa Eva Illouz „szybko zrozumiał, że Izrael nie stanie się państwem dla wszystkich”. W 1997 r. w liście do przyjaciela Noaha Lasmana pisał: „Izrael jest największym żydowskim gettem w historii – a nadto własnej głównie produkcji (…). Czego Żydzi nie mogą znieść to otwartych granic, braku murów i braku wrogów za murem.”

W październiku 1970 r. Bauman obejmuje profesurę na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu w Leeds. Jak się po latach okazało, jako dysydent był obiektem zainteresowania nie tylko polskiego wywiadu, ale także Stasi. Publikuje „Objective Utopia” i „Culture as Praxis”. Pozostają one utrzymane w stylu socjologii zaangażowanej. Jednak dla ówczesnej brytyjskiej lewicowej elity intelektualnej pozostawał przez długi czas persona non grata, za mało marksistowski i pomawiany o współpracę z KGB.

Z entuzjazmem przyjął powstanie „Solidarności”, twierdząc w 1981 r. w tekście „On the Maturation of Socialism”, że kiedy „ciężkie wieko politycznego przymusu zostanie uchylone, twórczy potencjał robotników stanie się dominującym aspektem krajobrazu społecznego”.

Moralista

Książką, która zyskała mu status intelektualisty klasy światowej była praca z 1989 r. „Modernity and The Holocaust” („Nowoczesność i Zagłada”). Pisał w niej, że „Z punktu widzenia nowoczesności ludobójstwo nie jest ani czymś normalnym, ani też przypadkiem złego funkcjonowania. Ujawnia po prostu, czego jest w stanie dokona racjonalizująca, inżynieryjna tendencja nowoczesności, jeśli nie jest powstrzymywana i kontrolowana, jeśli pluralizm sił społecznych uległ erozji, zgodnie z żądaniem nowoczesności”.

8 czerwca 1988 r. Bauman zostaje wykreślony z listy osób niepożądanych w PRL i wkrótce zaczyna pojawiać się w Polsce. Niemniej nigdy nie osiedlił się ponownie w kraju. Pisał już w 1989 r.: „Jak za szlachty, jak za zaborców, jak za pułkowników, jak za komunistów panowie inteligenci z Warszawy powiadają chamom, co mają robić i jak ich cudownie urządzą”. Dla młodzieży i części naukowców Bauman staje się idolem, inni go nienawidzą – szczególnym echem odbił się też incydent z Wrocławia, kiedy to kilkunastoosobowa grupa członków Narodowego Odrodzenia Polski zakłóciła jego wykład.

Począwszy od wydania w 1993 r. książki „Postmodern Ethics” i esejów „Dwa szkice o moralności ponowoczesnej” z 1994 r. Bauman staje się w coraz większym stopniu moralistą. Przeciwstawia etykę – odgórnie narzucaną przez kaznodziejów i filozofów, rodzącej się w każdym człowieku moralności. Zbliża się też do Kościoła katolickiego, choć na własnych zasadach, dostrzegając wagę pewnych elementów nauczania społecznego Kościoła, wagę Ewangelii. Pod koniec życia mówi o swojej fascynacji nauczaniem Franciszka. Z kolei 2013 r. arcybiskup Vicenzo Paglia przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny mówi: „Doszliśmy do tego, że przyjęliśmy z zadowoleniem diagnozy socjologów takich jak Bauman, którzy mówią o społeczeństwo płynnym. Nie zdajemy sobie sprawy, że żyć w społeczeństwie płynnym to żyć w społeczeństwie bez stałego fundamentu, bez wzajemnego zaufania, pomocy”. Bauman nigdy nie dokonał aktu wiary, a mimo to Kościół był gotów się od niego uczyć.

Bauman był mistrzem eseju, wypełnionego dygresjami, metaforami, nawiązaniami do literatury czy sztuki. Równocześnie wedle niektórych jego wadą było zbyt nikłe korzystanie z dorobku klasyków socjologii i podatność na łatwe generalizacje. By zrozumieć myśli „późnego” Baumana, warto zajrzeć do jego „Zindywidualizowanego społeczeństwa”: „Udźwig mostu mierzy się siłą udźwigu jego najsłabszego przęsła. Ludzką jakość społeczeństwa należałoby zmierzyć jakością życia jego najsłabszych członków”. Stąd też był Bauman niegiętym rzecznikiem wykluczonych, bezrobotnych, niepełnosprawnych, ubogich czy też imigrantów i uchodźców. Wszystkich wyalienowanych, samotnych, porzuconych przez instytucje i bliźnich. Tych którym płynność relacji międzyludzkich i niestabilność egzystencji najbardziej doskwiera. Tak pozostał wierny swojemu socjologicznemu i filozoficznemu powołaniu.

Książka Andrzeja Ziemskiego

8 listopada 2019 r. w Klubie Księgarza w Warszawie odbyła się promocja nowej książki Andrzeja Ziemskiego „Rewolucja Konstytucyjna”, która ukazała się w październiku. Promocję organizowali: „Porozumienie Socjalistów” i Wydawnictwo „Kto jest Kim”.

Podczas spotkania, w którym uczestniczyło blisko 150 osób rekomendacje książki przedstawili: prof. Maria Szyszkowska – wybitna filozof, red. Piotr Gadzinowski – redaktor naczelny „Trybuny”, Bogusław Gorski – Honorowy Przewodniczący PPS oraz Grzegorz Wiśniewski – wiceprezes Związku Literatów Polskich.

Założenia i cele rekomendowanej książki zaprezentował autor. Podkreślił m.in. swe związki z tradycją PPS. Przypomniał, że książka składa się z 68 felietonów politycznych, esejów i materiałów publicystycznych. Były one w większości drukowane w Gazecie Trybuna i w „Przeglądzie Socjalistycznym”.

Obejmują szeroki wachlarz problemów społeczno-politycznych i historycznych, wiążą się bezpośrednio z polską i globalną praktyką polityczną.

Jak podkreślił redaktor naczelny Trybuny, Piotr Gadzinowski, książka ta jest niezwykle aktualna i ważna dla polskiej lewicy, która znajduje się w trakcie transformacji programowej i organizacyjnej.
Liczne notki i zdjęcia z promocji ukazały się na portalach społecznościowych m.in. na Facebooku.

Książka jest do nabycia w Warszawie m.in. w Księgarni Naukowej im. B. Prusa na Krakowskim Przedmieściu oraz poprzez stronę internetową Wydawcy www.k.com.pl

Nasza rewolucja

To nie jest książka dla miłośników, szybkiego bezrefleksyjnego czytania. To nie jest powszechny dziś księgarski „Fast food”. Lektura do jednorazowego użytku.

Ten zbiór politycznych felietonów i esejów trzeba czytać bez pośpiechu. Odkrywając i kosztują ukryte tam smaki. Czytać i potem wracać do wybranych, inspirujących nas tekstów. Zawarta w nich mądrość gwarantuje, że nie zestarzeją się.
Bo jest to opis rzeczywistości dokonany przez socjalistę. Czasem przez okulary byłego wieloletniego przewodniczącego Rady Naczelnej PPS i Komisji Historycznej PPS. Czasem przez polityka myśliciela, który wznosi się ponad partyjne schematy. Bada konsekwencje i przewiduje skutki podejmowanych właśnie decyzji politycznych.
Dlatego jest to książka bardzo ważna dla całego ruchu socjalistycznego. Przypomina jego chlubną historię. Ale też pełni rolę współczesnego drogowskazu ideowego i politycznego.
Miło mi też przypomnieć, że zebrane w „Rewolucji konstytucyjnej” teksty miały swe premiery na łamach naszej „Trybuny”.

Andrzej Ziemski „Rewolucja konstytucyjna”. Wydawnictwo „Kto jest Kim”. Warszawa 2019. 500