Czy Afganistan mógł być socjalistyczny?

W dzisiejszych mediach Afganistan jest przedstawiany wyłącznie w odniesieniu do fundamentalizmu islamskiego, dżihadu, lokalnych watażków i karteli narkotykowych. Te problemy to smutny fakt – ale nie zawsze tak było. 40 lat temu rewolucja niemal wyrwała ten kraj z zacofania, lecz została pokonana przez wspieraną przez imperialistów fundamentalistyczną kontrrewolucję.

– Położenie geograficzne Afganistanu, a także osobliwy charakter jego mieszkańców, nadają temu krajowi znaczenie polityczne, które trudno przecenić w sprawach Azji Środkowej – pisał już Engels. Afganistan łączy Azję Środkową z Azją Południową, a jego położenie odegrało i odgrywa bardzo ważną rolę. W XX wieku kraj ten stanowił strefę buforową między Indiami Brytyjskimi a carską Rosją. Brytyjczycy próbowali go zająć, ale nie udało im się to całkowicie. Udało im się jednak zająć część regionu zamieszkiwanego przez Pasztunów i podporządkować go sobie poprzez Indie Brytyjskie. Tamten podział miał znaczące konsekwencje i został wykorzystany przez Amerykę i Pakistan do przeciwdziałania rewolucji i kontrolowania kraju.
Wróćmy jednak do początku XX stulecia. Wówczas to król Amanullah – antyimperialista, inspirujący się w swoich działaniach reformami Kemala Ataturka – próbował zmodernizować Afganistan, ale nie odniósł sukcesu. Jak zauważył wówczas, w 1923 r., Lew Trocki: „Oto inny naród na Wschodzie, który zasługuje dziś na szczególną wzmiankę […]. Jest to Afganistan. Rozgrywają się tam dramatyczne wydarzenia, w które wplątana jest ręka brytyjskiego imperializmu. Afganistan będąc krajem zacofanym robi pierwszy krok w kierunku europeizacji i zagwarantowania sobie niepodległości na bardziej kulturalnych podstawach. Postępowe narodowe elementy Afganistanu są u władzy, więc brytyjska dyplomacja mobilizuje i uzbraja wszystko, co jest w jakikolwiek sposób reakcyjne zarówno w tym kraju, jak i wzdłuż jego granic z Indiami, i rzuca to wszystko przeciwko postępowym elementom w Kabulu. Napaść na Kabul, zorganizowana przy pomocy środków brytyjskich, odbywa się pod rządem pacyfisty MacDonalda.”. Porażka Amanullaha w modernizacji Afganistanu wynikała też z braku narodowej burżuazji, klasy, która przeprowadziła rewolucję przemysłową w Europie i założyła państwa narodowe.
Afganistan i rewolucja kolonialna
W wielu częściach świata rok 1968 był rokiem masowych ruchów i protestów. Afganistan i sąsiedni Pakistan nie były wyjątkiem. Wskazany rok przyniósł im falę strajków studenckich i robotniczych. Żądania studentów obejmowały reformę edukacji i programów nauczania, protesty przeciwko polityce przyjmowania imigrantów itp. Żądania robotników obejmowały podwyżki płac, lepsze warunki pracy, urlopy, mniejszą liczbę godzin pracy, ubezpieczenie zdrowotne i medyczne. – Sporadyczne wsparcie studentów – w niektórych przypadkach nawet wsparcie nastoletniej młodzieży – dla strajku robotników zaskoczyło wielu w Kabulu – pisze o tych dniach znana badaczka dziejów Afganistanu Louise Dupree. Zaznacza ona, że poziom świadomości politycznej wśród uczniów był wysoki. – W niektórych klasach uczniowie często odmawiają słuchania anty-marksistowskich poglądów. Wytworzyła się atmosfera, w której niewielu pracowników naukowych może przychylnie dyskutować o czymkolwiek związanym z Zachodem.
Historyczka zauważyła również, że do demonstracji studenckich i pracowniczych zachęcała dostępność wiadomości ze świata. Choćby wieści o studentach i robotnikach na barykadach Paryża inspirowały młodych Afgańczyków. Niemniej za wystąpieniami klasy pracującej stała również zorganizowana praca Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu (PPDA). Strategią tej partii było prowadzenie pracy politycznej wśród robotników.
Garść marksistowskiej teorii: w krajach kolonialnych i byłych koloniach niemożliwy jest dalszy postęp w oparciu o stare stosunki społeczne. We wszystkich tych krajach problemy rewolucji narodowo-demokratycznej, rewolucji agrarnej, likwidacji pozostałości feudalnych i przedfeudalnych nie mogą być rozwiązane na wzór klasycznych rewolucji burżuazyjnych z Francji 1789 roku. Burżuazja krajów kolonialnych powstała zbyt późno, w sytuacji, gdy stosunki kapitalistyczne dominowały już na całym świecie. Z tego powodu burżuazja narodowa w krajach kolonialnych nie była w stanie odegrać żadnej postępowej roli, jaką burżuazja zachodnia odegrała w rozwoju społeczeństwa kapitalistycznego w swoich krajach setki lat wcześniej.
Burżuazja w krajach kolonialnych jest zbyt słaba, jej własne zasoby są zbyt małe, aby konkurować z przemysłowymi gospodarkami kapitalistycznego Zachodu. Jest związana tysiącem nici z jednej strony ze starym społeczeństwem, a z drugiej z imperializmem, co czyni je siłą broniącą status quo. To proletariat ma za zadanie przeprowadzić narodowo-demokratyczną rewolucję przeciwko feudalnym pozostałościom, a jednocześnie – rewolucję socjalistyczną przeciw burżuazji.
Zgnilizna stosunków społecznych, względna słabość imperializmu oraz potężny wzrost przemysłu i stabilizacja Chin w okresie powojennym doprowadziły do wielkich wstrząsów społecznych i rewolucji w krajach kolonialnych. Ale stalinowska degeneracja rewolucji rosyjskiej i deformacja, która od samego początku dotknęła i rewolucję chińską (mimo jej niezaprzeczalnych osiągnięć) oznaczały z kolei, że rewolucja w krajach kolonialnych zaczynała się z ograniczonymi perspektywami narodowymi i z zasadniczymi problemami. Takie było tło rewolucji w Afganistanie, a z kolei podstawa jej porażki i zwycięstwa kontrrewolucji.
Lewicowa organizacja
Ludowo-Demokratyczna Partia Afganistanu (PDPA) została założona 1 stycznia 1965 roku w domu Nur Muhammeda Tarakiego. Cel partii został opisany w tych słowach, wygłoszonych na pierwszym partyjnym kongresie: „Wiemy, że walczymy w imieniu jednych klas przeciwko innym klasom i że zamierzamy zbudować takie społeczeństwo na zasadach społecznych w interesie pracujących, które jest pozbawione indywidualnego wyzysku”.
Jednak wkrótce po założeniu, w 1967 r. partia stanęła w obliczu rozłamu, głównie w kwestii opozycji wobec króla. Dwa główne ugrupowania, które się wyłoniły, nazwane zostały tak, jak wydawane przez nie pisma. Parczam (dosł. Sztandar) zorientowany był bardziej narodowo, jego baza znajdowała się głównie wśród miejskiej klasy średniej, a praca działaczy – bardziej skoncentrowana w siłach zbrojnych. Przeciwna jej frakcja Chalk (Lud) działała według ściślej rozumianych linii klasowych, a jej bazą była miejska klasa robotnicza i biedota wiejska. To, że PDPA nie miała szerokiej bazy, jest mitem – afgańscy historycy wykazali, że PDPA miała masowe poparcie nawet na wsi afgańskiej. Była nawet zdolna założyć swoje koła wśród Pasztunów pakistańskich, po drugiej stronie granicy.
W 1973 r. Mohammad Daud Chan, kuzyn króla Zahera, obalił afgańską monarchię drogą przewrotu pałacowego. Miał przy tym poparcie działaczy Parczamu. Daud utrzymywał bliskie stosunki ze Związkiem Radzieckim, a w pierwszych latach jego rządów afgańscy socjaliści cieszyli się swobodą działalności. Jednak po zjednoczeniu dwóch frakcji partyjnych w 1977 r., w obliczu ich rosnących wpływów wśród urzędników i w wojsku, komunistów uznano za zagrożenie.
Rewolucja
18 kwietnia 1978 r. związkowiec i przywódca Parczamu, Mir Akbar Chajber, został w tajemniczy sposób zamordowany. Tysiące ludzi zebrało się na jego pogrzebie w Kabulu. 26 kwietnia reżim Dauda aresztował tysiące członków partii, w tym jej przywódcę Nur Muhammada Tarakiego. Dwa dni później 28 kwietnia 1978 r., PDPA przejęła władzę w wyniku zamachu stanu, kierowanego przez ludzi z frakcji Chalk. Nie zamierzali oni czekać, aż władze zdławią ruch komunistyczny.
Rewolucja była zaskoczeniem – i dla ZSRR, i dla samych działaczy PDPA, którzy przystąpili do akcji, bo rozumieli, że jest to po prostu kwestia przetrwania. Rząd zaczął już wszak nakręcać czystkę wymierzoną w komunistów. W zamachu stanu wzięło udział ok. 250 czołgów i pojazdów opancerzonych, a oficerowie, będący członkami partii, objęli dowództwo nad siłami naziemnymi i powietrznymi. Do godziny 17:30 28 kwietnia władza była w rękach rebeliantów. Aresztowany przywódca partii został wypuszczony z więzienia jako zwycięzca. Radio Kabul, a także lotniska w Bagram i Kabulu były pod ich kontrolą.
– Zamach stanu z kwietnia 1978 roku opierał się na ruchu elity armii, intelektualistów i najwyższych warstw zawodowych klasy średniej w miastach. Zorganizowali oni przewrót przede wszystkim jako środek zapobiegawczy przeciwko przygotowywanym próbom eksterminacji ich samych i ich rodzin. Działali z pobudek samozachowawczych, ale także z myślą o wprowadzeniu Afganistanu do nowoczesnego świata – pisał o rewolucji kwietniowej, albo, od nazwy afgańskiego miesiąca, sauryjskiej, brytyjski marksista Ted Grant.
Naturalnym modelem dla afgańskich rewolucjonistów był Związek Radziecki – kraj, w którym życie polityczne było sterowane odgórnie, z gospodarką planową.
Walka o emancypację Afganistanu
PDPA odziedziczyła kraj w ponurych warunkach. Problemy społeczne były głębokie i rozległe. Był to jeden z najbiedniejszych krajów na świecie. W chwili wybuchu rewolucji ludność kraju liczyła około 15,1 mln, z czego 13 mln żyło na wsi, a półtora miliona było koczownikami. Analfabetyzm dotyczył 95 proc. społeczeństwa. Z ogólnej powierzchni kraju jedynie 12 proc. stanowiły ziemi uprawne. 60 proc. ziemi potencjalnie nadającej się pod uprawę leżało co roku odłogiem, tyleż z powodu braków wody, co z powodu niewydolności zacofanego, feudalnego systemu, który dominował na wsi. Rząd PDPA szacował, że 45 proc. ziemi uprawnej znajdowało się w rękach 5 proc. właścicieli ziemskich. Drobni chłopi żyli w nędznych warunkach pod ciężarem narosłych przez pokolenia długów, głównie wobec wielkich właścicieli.
W 1978 r. ani jedna wioska w Afganistanie nie miała elektryczności. Pod względem zdrowia, edukacji, komunikacji i innej infrastruktury społecznej kraj ten był jednym z najbardziej zacofanych na świecie. Baza przemysłowa była słaba, zaspokajała jedynie 10-15 proc. popytu konsumentów na odzież, obuwie czy cukier. Proletariat przemysłowy liczył zaledwie 40-50 tys. osób i był skoncentrowany w czterech lub pięciu ośrodkach miejskich, z Kabulem na czele.
Mimo niezwykle trudnych warunków, w jakich znalazł się rząd PDPA po przejęciu władzy, był on zdeterminowany, by zmienić losy Afganistanu. Natychmiast po przejęciu władzy rząd rozpoczął serię radykalnych reform.
Pierwszym znaczącym aktem była nacjonalizacja przemysłu, co przyniosło efekty po kilku latach. Na przykład w 1978 r. przemysł przetwórczy i wydobywczy przynosił tylko 3,3 proc. dochodu narodowego. W 1983 roku było to 10 proc.
Rządowy dekret nr 6 znosił długi chłopów wobec bogatych rolników i właścicieli ziemskich, zdejmując z barków biednych chłopów ogromny ciężar, który ciążył na nich od wieków, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Dekret nr 7 wprowadzał reformy małżeńskie. Zakazano małżeństw kilkuletnich dzieci i zdelegalizowano nakaz zapłaty za żonę.
Rozdzielano ziemię i wprowadzono rolnictwo kolektywne. Nałożono limity na własność ziemi. Były to niezwykle ważne reformy z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej i ekonomicznej, ale jeszcze ważniejsze z punktu widzenia poprawy produkcji rolnej. Po pierwszym roku sprawowania władzy szacowano, że 822 500 akrów zostało rozdzielonych pomiędzy 132 000 rodzin. Dystrybucja wody przeszła w ręce państwa pod zarząd Ministerstwa Rolnictwa. Podobne reformy wprowadzono w celu zlikwidowania analfabetyzmu. Ważną reformą w tym zakresie było upaństwowienie prasy drukarskiej, co miało znaczenie dla zwiększenia dostępności materiałów edukacyjnych, ale także umożliwiło przygotowanie materiałów dydaktycznych i edukacyjnych w małych regionalnych językach. Wprowadzono równouprawnienie kobiet, a także płatne urlopy macierzyńskie.
Były to reformy były niespotykane w całym regionie.
W ciągu pięciu lat poprzedzających rok 1983 wybudowano 100 nowych fabryk. W zakresie infrastruktury nastąpił 84-procentowy wzrost liczby łóżek szpitalnych i 45-procentowy wzrost liczby lekarzy.
Powszechnie panuje błędne przekonanie, że amerykański imperializm zaczął interweniować w Afganistanie dopiero po zaangażowaniu się w tym kraju Związku Radzieckiego. Było inaczej: już w marcu 1979 roku CIA wysłała do prezydenta Jimmy’ego Cartera swoją pierwszą tajną propozycję wsparcia kontrrewolucji w Afganistanie. Amerykanie dotarli do Arabii Saudyjskiej i Pakistanu, aby dopracować jej strategię. Dolary i liberalizm świata zachodniego w połączeniu z wahhabizmem Arabii Saudyjskiej, wspierane strategicznie przez pakistańskiego dyktatora wojskowego, generała Zia ul-Haqa, stworzyły nieświęty sojusz w celu przeciwdziałania rewolucji. Tego lata administracja Cartera upoważniła CIA do wydania 500 000 dolarów na kampanię. Tak hodowano islamski fundamentalizm.
Rewolucja miała swoje specyficzne słabości. Jedna z nich była obiektywna: głębokie zacofanie gospodarcze i społeczne kraju, które oznaczało, że mała klasa robotnicza nie odegrała niezależnej roli w rewolucji. Inną słabością była organizacja PDPA: wkrótce po przejęciu władzy rozpoczęła się wewnętrzna i krwawa walka o władzę wzdłuż linii frakcyjnych. Inna sprawa, że podziały frakcyjne były również podsycane przez interwencję Związku Radzieckiego. Moskwa poparła skrzydło Parczam przeciwko Chalk, która to frakcja sprzeciwiała się wkroczeniu wojsk radzieckich do Afganistanu. W grudniu 1979 r., gdy Związek Radziecki podjął interwencję militarną, frakcja Parczam pozbyła się rywali. Ludziom Chalk wydawało się, że ogłoszenie, że Afganistan jest w polityce międzynarodowej państwem niezaangażowanym może stworzyć dla rządu przyjazne środowisko. W rzeczywistości kraj stał się polem bitwy dwóch potęg, a jego specyfika tylko sprzyjała kontrrewolucji:w górzystym kraju armia radziecka nie mogła sobie poradzić ze wspieranymi przez USA fundamentalistami.
Stopniowo wszystkie reformy były cofane, ponieważ reżim próbował pogodzić się z opozycją. W 1988 r. Związek Radziecki wycofał się. Rząd PDPA utrzymał się jeszcze do 1992 r., Potem władzę przejęła grupa mudżahedinów wspierana przez Pakistan, która przejęła władzę i brutalnie zamordowała przywódcę Parczamu Nadżibullaha. Byli to właśnie talibowie.
Trwająca 26 lat fundamentalistyczna kontrrewolucja zepchnęła Afganistan z powrotem w barbarzyństwo. Dotknęła nie tylko Afganistan, ale cały region, a zwłaszcza Pakistan. Heroina była wykorzystywana jako środek do finansowania kontrrewolucji i mudżahedinów. Ta strategia doprowadziła do powstania pierwszego na świecie państwa narkotykowego.

Oryginalny tekst ukazał się na stronie marxist.com. Tłumaczenie: Wojciech Łobodziński (strajk.eu)..

Deklaracja ideowo-programowa Polskiej Partii Socjalistycznej. Tezy do dyskusji

Polska Partia Socjalistyczna, obecnie najstarsza partia polityczna w Polsce, pozostaje przez cały czas wierna swoim ideałom i wartościom, w oparciu, o które działa i na których buduje bieżące i perspektywiczne programy. Programy nastawione na zrównoważony rozwój państwa i społeczeństwa według socjalistycznych zasad sprawiedliwości społecznej.

Całkiem niedawno społeczeństwa zauważyły, że klątwą nieograniczonego i stale przyspieszającego rozwoju jest chęć pełnego podporządkowania środowiska naturalnego i że przekroczenie pewnych granic zagraża egzystencji. Coraz więcej jest takich, którzy rozumieją, że konieczne są daleko idące ograniczenia, nawet kosztem nieuniknionego spowolnienia rozwoju ekonomicznego.

Zbyt wolno natomiast narasta świadomość, że drugą klątwą nieograniczonego rozwoju jest niepohamowana chęć zysku, łamiąca zasady zdrowej ekonomii, prowadzącą do trudno wyobrażalnego rozwarstwienia społecznego, powstawania konkurencyjnych i wrogich sobie społeczeństw. W konsekwencji może to prowadzić do gwałtownego wybuchu niezadowolenia społecznego i nieuniknionych perturbacji, po których powstanie nowa cywilizacja o nieznanym charakterze. Trudno nie dostrzec analogii do katastrofy klimatycznej.

Elity polityczne i ekonomiczne myślą takimi samymi kategoriami jak w sprawie klimatu: „jakoś to będzie, jeszcze mamy czas”. A czas ucieka i pozostawiamy problem naszym dzieciom i wnukom.

W cieniu bieżącej walki PiS z opozycją zachodzą niepokojące zjawiska o dużym potencjale cofania Polski w rozwoju.

Polska jest krajem ogromnych nierówności społecznych spowodowanych kapitalistycznym wyzyskiem. Jest krajem wyniszczonym przez prawicową demagogię i liberalizm gospodarczy, który obiecał nam złote góry, dając w zamian bezrobocie, likwidację wielu praw socjalnych i stłamszenie ruchów pracowniczych. Społeczeństwo potrzebuje naprawdę dobrej zmiany, zmiany systemu neoliberalnego na demokratyczny socjalizm.

Polska Partia Socjalistyczna przedstawia założenia sprawiedliwego ładu społecznego, który chcemy stopniowo, ale nieustępliwie budować. Wytyczne dla nowego ładu pochodzą z zasad socjalizmu, a przede wszystkim:

– zasady, że działalność gospodarcza ma na celu zaspokojenie potrzeb społeczeństwa, a nie wypracowywanie zysku do dowolnego rozporządzania;

– zasady, że pieniądz jest odzwierciedleniem wartości dóbr materialnych i społecznych, a nie samoistnym towarem;

– zasady, że źródłem rozwoju jest praca (fizyczna i intelektualna), a nie obrót pieniędzmi czy instrumentami pochodnymi; to nie kapitał, a wspólny wysiłek społeczeństw zapewnić ma przyszłość ludzkości;

– zasady, że wynagrodzenie za tą pracę powinno być miarą jej użyteczności i zapewniać możliwość egzystencji na odpowiednim do tej użyteczności poziomie;

– zasady, że własność prywatna nie może być dominującą formą własności, taką formą powinny być różne formy własności społecznej;

– zasady, że każdy członek społeczeństwa ma równe prawa uczestniczenia w decyzjach dotyczących działalności tego społeczeństwa (w tym jego organizacji i porządku prawnego), a tryb podejmowania decyzji powinien umożliwiać jak najszerszą realizację tego prawa;

-zasady solidaryzmu społecznego oznaczającej równe traktowanie potrzeb społeczeństwa z potrzebami własnymi;

– zasady podporządkowania celów doraźnych celom zapewniającym przetrwanie ludzkości jako wspólnoty harmonijnie korzystającej ze środowiska naturalnego i społecznego;

– zasady budowania społeczeństwa zdrowego, tolerancyjnego, wyedukowanego i cieszącego się wolnościami obywatelskimi;

– zasady, że każdy obywatel jest równy wobec prawa niezależnie od płci, orientacji seksualnej i pochodzenia.

Polska Partia Socjalistyczna nie wzywa do rewolucji, lecz będzie czynnie popierać i inicjować zmiany prowadzące do ustanowienia sprawiedliwego ładu.

W dążeniu do tych zmian współpracować będziemy z innymi partiami lewicowymi, mając na uwadze, że nasza partia reprezentuje światopogląd socjalistyczny, a nie socjaldemokratyczny.

Podstawowe różnice w stosunku do programów socjaldemokratycznych dotyczą sposobu niwelowania rozwarstwienia społecznego oraz wolnego rynku. Socjaldemokraci akceptują kapitalistyczny ład gospodarczy, lecz chcą bardziej sprawiedliwego podziału zysków, poprzez system podatkowy i rozwój dostępnych usług społecznych. Socjaliści chcą przede wszystkim niwelowania różnic klasowych już na etapie powstawania zysku, usuwając mechanizmy prowadzące do wyzysku i niesprawiedliwości.

Socjaldemokraci akceptują kapitalistyczną zasadę, że regulacja procesów gospodarczych zachodzi głównie poprzez wolny rynek z narzuconymi przez państwo ograniczeniami, dla socjalistów rynek wymaga dalej idących regulacji dla przeciwdziałania powstającym na nim patologii.

Socjaldemokraci akceptują dominację prywatnej formy własności środków produkcji i kapitału, dla socjalistów dominującą formą własności środków produkcji i kapitału jest szeroko rozumiana własność społeczna.

Podobnie jak socjaldemokraci oraz inne ruchy lewicowe socjaliści dążą do wyeliminowania zagrożeń ekologicznych, równych praw dla wszystkich bez względu na różnice ekonomiczne, status społeczny, płeć, wyznawaną religię (lub jej negowanie), pochodzenie etniczne i różnice światopoglądowe. Priorytetem są i pozostaną dla nas problemy społeczne.

Członków PPS od jej powstania cechował żarliwy patriotyzm. Wyzwolenie narodowe oraz społeczne traktowane były jako zadania jednakowo ważne. Dzisiaj, kiedy naród polski ma swoje państwo, naszym zadaniem jest dbać o polskie racje stanu, o interesy ekonomiczne, kulturalne i polityczne społeczeństwa i państwa polskiego. Nasz patriotyzm wyraża się przede wszystkim gotowością do pracy dla dobra wspólnego, pracy na rzecz rozwoju społecznego i gospodarczego Polski.

Ze sposobami realizacji naszych celów będziemy zaznajamiać społeczeństwo w strategicznych sektorowych programach partii. Ich pełna realizacja może nastąpić po uzyskaniu udziału partii w większości parlamentarnej. Przedstawiać też będziemy programy doraźne np. wyborcze.

Poniżej przedstawione zostały skrótowo najważniejsze działania, które mają służyć realizacji zasad wyszczególnionych w niniejszej deklaracji ideowej:

1. Promocję własności społecznej środków produkcji i stopniowe eliminowanie prymatu własności prywatnej chcemy osiągnąć m.in. przez szeroki rozwój sektora spółdzielczego, wspieranie wprowadzania akcjonariatu pracowniczego do przedsiębiorstw prywatnych (np. w formie grantów), zmianę formy własnościowej przedsiębiorstw samorządowych i zasadnicze zmiany w sposobie zarządzania Spółkami Skarbu Państwa. Do składu Rad Nadzorczych tych Spółek wprowadzimy przedstawicieli związków zawodowych, stowarzyszeń branżowych i niezależnych ekspertów. Kadra Kierownicza tych spółek rekrutowana będzie w drodze otwartych konkursów, wykluczających nepotyzm i uznaniowość. Wprowadzimy obowiązek tworzenia Rad Pracowniczych we wszystkich przedsiębiorstwach o większej liczbie pracowników, również w przedsiębiorstwach należących do zagranicznego kapitału.
Nie chcemy odbierać kapitalistom na siłę ich majątków, ale zadbamy, aby w przedsiębiorstwach prywatnych nie dochodziło do wyzysku pracowników i do działań gospodarczych szkodliwych dla finansów państwa.
Współfinansowanie inwestycji podmiotów prywatnych przez państwo wiązać się będzie z częściowym przejmowaniem udziałów. Zmianom podlegać będzie rola banków. Programy finansowania inwestycji inicjowanych przez państwo będą obsługiwane przez Państwowe Agencje z wykorzystaniem kapitału państwowych banków inwestycyjnych, poddanych szerokiej kontroli społecznej i wyłączone z gry rynkowej pieniądzem. Będziemy przywracać rola pieniądza jako środka ułatwiającego obrót gospodarczy, a jego wartość powiązana będzie z realną wartością środków materialnych i świadczonych usług. Pieniądz nie może istnieć jako samoistny towar podlegający obrotowi zależnemu od manipulacji giełdowych. Państwo będzie zapobiegać lichwie i obrotem wirtualnymi towarami pieniężnymi, co jest podstawowym źródłem kryzysów w dotychczasowym ładzie neoliberalnym.

2. Dobrobyt społeczeństw powstaje z pracy, a kumulacja kapitału jest narzędziem, a nie celem działalności gospodarczej. Uzupełnieniem działań związanych z uspołecznieniem środków produkcji, będzie wprowadzenie szerokiej ochrony praw pracowniczych m.in. poprzez wzmocnienie roli związków zawodowych. Nowe Prawo Pracy zawierać będzie regulacje chroniące pracowników i ułatwiające im odwoływanie się od decyzji przełożonych.

Będziemy dążyć do spłaszczenia zarobków stosując zasadę, że rozpiętość płac wynikać może wyłącznie z różnej użyteczności pracowników. Nie do obronienia jest teza, że użyteczność Prezesa czy kierownika jest kilkadziesiąt razy wyższa od użyteczności szeregowego pracownika. Z taką rozpiętością płac mamy obecnie często do czynienia, a bez wysiłku pracowników użyteczność kadry kierowniczej byłaby zerowa. Spłaszczenie dochodów osiągniemy też poprzez odpowiednie ukształtowanie płacy minimalnej i wprowadzenie ustawowej płacy maksymalnej dostosowanej do rozpatrywanej branży. Płace w przedsiębiorstwach powinny regulować przejrzyste dla wszystkich układy zbiorowe. Świadomy i zadowolony pracownik, wyzwalający swoją inicjatywę to istotny czynnik rozwoju przedsiębiorstw.

Zreformujemy system podatkowy w myśl zasady solidaryzmu społecznego, który wymaga, aby osoby osiągające wyższe dochody, silniej partycypowały w wydatkach na cele ogólnospołeczne. Zmienimy stawki podatku VAT, którego obecna konstrukcja najbardziej obciąża osoby o niskich dochodach. Stawki podatków bezpośrednich uzależnimy od sumy całkowitych dochodów pochodzących z pracy i dochodów kapitałowych.
Nie zapomnimy o ulgach inwestycyjnych, premiując wydatki służące rozwojowi w stosunku do wydatków służących konsumpcji.

3. Dziś, gdy we współczesnym neoliberalnym kapitalizmie egoizm, indywidualizm i utrata więzi z innymi ludźmi są wszechobecne, samorządność lokalna musi być częścią innego świata. Świata, w którym obywatele sami decydują o sobie lub grupie, z którą łącza ich wspólne interesy lub upodobania i wspólnie rozwiązują wspólne problemy.
Na równi z demokracją przedstawicielską muszą tu obowiązywać mechanizmy demokracji bezpośredniej.

Wartości musi określać cała zbiorowość i ma ona prawo do należnej jej władzy, w szczególności do suwerennego decydowania o strategicznych wyborach gospodarczych, ustrojowych i kadrowych.

Widzimy konieczność odwrócenia istniejącego modelu, w którym struktury samorządowe realizują głównie wyznaczone im przez władze centralne zadania i obowiązki administracyjne na rzecz reprezentowania w pierwszej kolejności interesów wspólnoty lokalnej.

Ograniczymy w znacznym stopniu władzę wojewodów na rzecz organów samorządowych, rozpatrzymy celowość istnienia powiatów.

Wprowadzimy szeroko mechanizmy demokracji bezpośredniej jak referenda, wysłuchania publiczne, otwarte spotkania konsultacyjne, konsultacje ze stowarzyszeniami lokalnymi, obywatelskie inicjatywy ustawodawcze.

Konsultacjom poddane zostaną również budżety inwestycyjne miast i gmin i zasady dotacji na cele kultury, zdrowia, oświaty. Udział mieszkańców w określaniu potrzeb miasta czy gminy nie może ograniczać się do „budżetów partycypacyjnych”, które stanowią bardzo drobny ułamek finansów danej jednostki. Samorządy wyposażone zostaną w prawo kierowania interwencji do struktur samorządowych wyższego szczebla oraz zgłaszania inicjatyw legislacyjnych i opiniowania projektów ustaw i rozporządzeń, które mogą ich dotyczyć. Do samorządów przesunięta zostanie znacznie większa niż obecnie część dochodów państwa.

Wprowadzimy obowiązki dla radnych dotyczących stałego kontaktu z mieszkańcami, zaproponujemy tryb „odwołania radnego” przez wyborców. Konieczne jest daleko idące ograniczenie dyscypliny partyjnej przy głosowaniach w samorządach.

Będziemy sprzyjać rozwojowi samorządów struktur społecznych, jak samorządy mieszkańców, stowarzyszeń gospodarczych, kulturalnych i innych.

Państwo nie będzie narzucać zasad programowych telewizji publicznej, którą zarządzać będzie Rada wyłoniona przez organizacje i stowarzyszenia twórców i dziennikarzy, z udziałem przedstawicieli społeczeństwa. Oddamy w ręce samorządów media lokalne, łącznie z przejętymi przez spółki Skarbu Państwa.

4.Infrastruktura społeczna, którą będziemy tworzyć, zapewni każdemu obywatelowi równy dostęp do podstawowych dóbr, takich jak zdrowie, edukacja, kultura.

System dodatków wychowawczych i opiekuńczych, rozbudowa żłobków, przedszkoli, domów opieki pozwoli na wychowanie dzieci i opiekę nad osobami niepełnosprawnymi i przewlekle chorymi bez konieczności przerywania z tego powodu kariery zawodowej.

Pomoc materialna kierowana będzie w dla rodzin i osób w sposób indywidualny i celowy, bez korumpowania wybranych grup obywateli w formie np. 500+, 300+, 14 emerytur itp.

Do systemu zabezpieczenia społecznego zaliczamy również system indywidualnych ubezpieczeń chorobowych, ubezpieczeń mienia i wytworów własnej pracy (np. w rolnictwie i przetwórstwie) przed klęskami żywiołowymi. Stworzymy (przy udziale gwarancji państwowych) system ubezpieczeń dostępnego dla ogółu społeczeństwa.

5. Rozwój cywilizacyjny ostatnich dziesięcioleci stwarza nowe możliwości, ale także nowe problemy i wyzwania. Aby w tym rozwoju uczestniczyć i z niego korzystać, konieczny jest priorytet dla powszechnej edukacji, badań naukowych i działań kulturotwórczych.

Traktując edukację jako zintegrowany system nauczania od przedszkola do ukończenia studiów zrealizujemy dwa ogólne postulaty dotyczące bazy programowej naszego edukacyjnego programu narodowego opracowanego ponad podziałami społecznymi.

Po pierwsze przygotowanie do życia w społeczeństwie w duchu odpowiedzialności obywatelskiej i poszanowania wartości humanistycznych, co obecny system edukacji realizuje w minimalnym stopniu. Zaprzepaszczony został w tym zakresie powojenny dorobek polskiej pedagogiki. Po drugie przywrócimy i rozwiniemy formy pracy grupowej i współdziałania uczniów w środowisku. Formy te zaniknęły zarówno z uwagi na oszczędności budżetowe szkół, jak i zanik autorytetu nauczyciela i wychowawcy spowodowany przepełnieniem klas, niskimi wynagrodzeniami i celowym obniżaniem rangi nauczycieli w środowisku.
Położymy nacisk na naukę samodzielnego myślenia. Należy uczyć rozwiązywać problemy, a nie zapamiętywania faktów i formułek. Jakość kształcenia nie polega na anachronicznym kształtowaniu postaw pseudo patriotycznych i zasad etycznych w duchu religijnym, lecz na przystosowaniu młodzieży do życia w szybko zmieniającym się świecie.
W nauczaniu przedmiotów społecznych (np. historii) będziemy kłaść nacisk na umiejętność oceny zjawisk w ich kontekście historycznym, a nie zapamiętywanie dat i nazwisk, dobranych najczęściej pod kątem indoktrynacji politycznej (w tym religijnej).

Wyprowadzimy religię ze szkół.

W naukach ścisłych i przyrodniczych będziemy kłaść nacisk na zrozumienie realnych zjawisk i przygotowanie do życia w świecie, w którym technika zastępuje wysiłek ludzki, a człowiek musi zapewnić jej wykorzystanie zgodnie z potrzebami swoimi i otaczającego go środowiska.
Naszym celem jest zapewnienie dzieciom i młodzieży równego dostępu do kształcenia, umożliwiającego skuteczne konkurowanie o miejsca pracy w jednoczącej się Europie. Oznacza to bezpłatną edukację na wszystkich szczeblach. Rozwiniemy Fundusz Stypendialny, który zapewni możliwość kontynuowania nauki również młodzieży ze środowisk najuboższych.
Nasza polityka oświatowa będzie stabilna, unikająca niesprawdzonych zmian strukturalnych zakłócających ciągłość nauczania, jak to miało i nadal ma miejsce w polityce oświatowej ostatnich lat.

Zapewnimy młodzieży szkolnej podstawową opiekę medyczną i stomatologiczną np. poprzez ustanowienie stałej opieki nad każdą szkolą przez wyspecjalizowane placówki medyczne.

Przywrócimy realizację tzw. „zielonych szkół”.

Podział na szkoły prywatne i państwowe zakłóca jednolitość poziomu edukacji i sprzyja selekcjonowaniu i pozycjonowania młodzieży w społecznej strukturze. Zapewnimy jednolity poziom nauczania, poprzez zlikwidowanie przywilejów dla szkolnictwa prywatnego i zmianę polityki finansowania szkół.

6. Zdrowie to podstawowa potrzeba społeczna, a jej zaspokojenie powinno podlegać kryterium „non profit”. Tylko wtedy możliwa jest realizacja gwarantowanego konstytucyjnie powszechnego dostępu do opieki zdrowotnej.

Polska Partia Socjalistyczna ocenia, że problemy służby zdrowia są jedynie elementem walki politycznej dla poszczególnych partii, które traktują ochronę zdrowia, personel i pacjentów jako łatwy do manipulowania obszar życia społecznego. Brakuje prawdziwej, strukturalnej reformy.
Priorytetem obecnego rządu w dziedzinie ochrony zdrowia stała się centralizacja wydatków, poprzez całkowite podporządkowanie NFZ Ministrowi Zdrowia. Szpitale samorządowe chce się upaństwowić. Wiara, że na szczeblu centralnym podejmuje się lepsze decyzje niż na szczeblu lokalnym towarzyszy PiS od początku i skutkuje coraz wyraźniej stratami na skutek podejmowania spóźnionych i nietrafnych decyzji.

Przewidujemy:

– przyjęcie modelu przedwojennych Kas Chorych, w którym niezależny od rządu i poddany społecznej kontroli podmiot Narodowy Fundusz Zdrowia odpowiadać będzie w pełni za funkcjonowanie służby zdrowia i kształtowanie polityki państwa w tym zakresie,

-opracowanie rzetelnej wyceny świadczeń medycznych obowiązującej również w prywatnych zakładach zdrowotnych,

– zwiększenie nakładów na służbę zdrowia i zwiększenie w ramach Kas Chorych udziału samorządów w administrowaniu placówkami służby zdrowia z odpowiednią alokacją środków budżetowych,

-wprowadzenie społecznej kontroli gospodarowania środkami (społeczne Rady Nadzorcze z udziałem pacjentów w NFZ, szpitalach i ZOZ-ach);

– zahamowanie prywatyzacji i likwidacji szpitali i przychodni zdrowia, a w razie potrzeby przystąpienie do ich renacjonalizacji, tak aby podstawowy system lecznictwa zamkniętego i otwartego działającego na potrzeby opieki społecznej pozostał w sektorze publicznym;

– zrównanie praw i obowiązków sektora publicznego i prywatnego, aby przychodnie i szpitale komercyjne nie żerowały na publicznych w zakresie personelu i sprzętu medycznego,

– położenie większego zainteresowania, a w konsekwencji większych środków na profilaktykę medyczną i wczesne diagnozowanie chorób,

– natychmiastowe oddłużenie szpitali, przyjęcie ogólnopolskiego układu zbiorowego pracy dla pracowników ochrony zdrowia,

-ustalenie norm zatrudnienia oraz minimalnych standardów płacowych pracowników służby zdrowia, a także standardów postępowania w określonych stanach chorobowych;

– zracjonalizowanie wydatków, w tym rozdzielenie, w ramach przyznawanych środków, wydatków na płace personelu i procedury medyczne;

Także pracodawcy muszą zrozumieć, że zdrowe społeczeństwo, to także zdrowi pracownicy, a w konsekwencji większa wydajność pracy i większe zyski. Zrozumiało to wiele koncernów zagranicznych, które zapewniają swoim pracownikom (także w Polsce) dodatkowy dostęp do usług medycznych. Ustawowo przywrócimy przemysłową służbę zdrowia, finansowaną przez pracodawców.

Jako zasadę przyjmujemy, aby medycyna była oparta na nowoczesnej wiedzy bez wpływu na nią elementów światopoglądowych lansowanych np. przez kościół katolicki lub inne związki wyznaniowe, stowarzyszenia o charakterze światopoglądowym czy nieformalne grupy wpływu (np. antyszczepionkowcy).

7. Budownictwo mieszkaniowe traktujemy jako ważną dziedzinę gospodarki, w której kreowane są również nowe miejsca pracy. Będziemy wspierać udział w tym sektorze podmiotów spółdzielczych i komunalnych w większym stopniu niż developerów. Wprowadzimy mechanizmy zapewniające równość wobec prawa kredytodawców (banków) i kredytobiorców (obywateli).

Rozwarstwienie społeczne rośnie, co odbija się bezpośrednio także na dostępności mieszkań. Po transformacji ustrojowej mamy dużą podaż mieszkań dostępnych dla osób o wysokich dochodach, przewyższający nawet popyt w tej grupie, a wysoki deficyt mieszkań dostępnych dla osób o niskich i przeciętnych dochodach.

Budownictwo mieszkaniowe generuje znaczne zyski, przechwytywane przez developerów. Problemy mieszkalnictwa będą rozwiązywane przez samorządy, które mogą być lepiej kontrolowane przez obywateli niż ogólnopolska instytucja państwowa.

Dysponowanie pozyskanymi środkami i gruntami skarbu państwa przez pozbawione dotychczas środków samorządy, przy właściwych uregulowaniach prawnych, zapewniających bezpośrednia kontrolę zainteresowanych mieszkańców, oraz ujednolicenie zasad powinno przynieść efekty. Potrzebne są też głębokie zmiany w ustawie o finansowym wsparciu tworzenia lokali socjalnych, mieszkań chronionych, noclegowni i domów dla bezdomnych oraz ustawy o niektórych formach popierania budownictwa mieszkaniowego.

Spółdzielnie mieszkaniowe powinny odegrać kluczową rolę w rozwoju mieszkalnictwa. Wymaga to zmian w prawie spółdzielczym i powrotu (z koniecznymi zmianami) do roli, jaka odgrywały one przed wojną i w sposób ułomny w okresie PRL. Samorząd Spółdzielczy powinien zagwarantować bezpośredni nadzór nad prawidłowym działaniem programu. Stworzymy program budowy mieszkań przez spółdzielnie budowlane tworzone przez osoby zainteresowane współudziałem w budowie własnych mieszkań, Taka forma budownictwa będzie w pierwszym rzędzie uzyskiwać wsparcie państwowe i samorządowe.

8. Demokracja to system rządów, w którym wola większości obywateli stanowi prawo i powołuje władzę, nie ograniczając przy tym praw mniejszości.

Zapewnimy wszystkim obywatelom wpływ na system prawny poprzez mechanizmy opisane w rozdziale Polska Samorządna, zadbamy o pełne przestrzeganie prawa do wypowiedzi i manifestowania swych poglądów w mediach i w formie demonstracji publicznych.

Zapewnimy faktyczną neutralność światopoglądową instytucji państwowych.

Polskie społeczeństwo ma zapisane w swoich tradycjach szlachetne wartości solidarności, wielokulturowości i życzliwości. W imię demokracji nie pozwolimy na to, by skrajnie prawicowy jad i faszyzm zatruwał serca Polek i Polaków. Polska Partia Socjalistyczna dąży do Polski będącej Ojczyzną dla wszystkich, do Polski, która jest krajem, gdzie każdy może czuć się bezpiecznie, do Polski, która szanuje ludzi niezależnie od płci, orientacji seksualnej, pochodzenia bądź wyznania lub jego braku.

Wolność i równouprawnienie kobiet są dla nas szczególnym priorytetem. Te przymioty są ściśle powiązane z niezależnością ekonomiczną i proporcjonalną reprezentacją polityczną. Kobieta nie jest, jak głoszą to fundamentaliści katoliccy stworzona wyłącznie do tego, by towarzyszyć mężczyźnie. Nie dopuścimy do ograniczania praw kobiet do dysponowania własnym ciałem i intelektem. Aborcja to nie problem religijny, lecz społeczny dotyczący nie tylko istot nienarodzonych, lecz przede wszystkim żyjących, szczególnie kobiet.

9. Los ludzkości zależy od rozważnego decydowania w kwestiach rozwoju przemysłu i infrastruktury oraz wykorzystania bogactw naturalnych. Trzeba zaprzestać nadmiernej konsumpcji, eksploatacji i niszczenia zasobów.

Będziemy prowadzić politykę proekologiczną, zapewniającą równowagę w środowisku.

Włączymy się aktywnie w europejskie programy ograniczenia emisji CO2 oraz eliminacji smogu.

Wymagać to będzie szybkiej, lecz stopniowej likwidacji wykorzystania węgla, ropy naftowej i gazu do produkcji energii elektrycznej. W pierwszym rzędzie wyłączymy z eksploatacji stare elektrownie o niskiej sprawności oraz elektrownie spalające węgiel brunatny, Podstawową uwagę poświęcimy rozwojowi alternatywnych i rozproszonych źródeł energii: solarnej, wiatrowej, wodnej i geotermalnej. Ograniczeniem bazowania wyłącznie na energetyce ze źródeł odnawialnych jest konieczność zapewnienia stabilności systemu energetycznego, który zapewniają dotychczas wielkie elektrownie spalające węgiel. Uzasadniona jest budowa elektrowni atomowych, które muszą przejąć rolę stabilizacji systemu. Gdyby nie nierozważna polityka rządów Solidarności, która anulowała w roku 1990 program budowy elektrowni jądrowych, problem zapewnienia stabilności systemu bez elektrowni węglowych byłby rozwiązany.
Nie zapomnimy o zapewnieniu miejsc pracy lub zasiłków przedemerytalnych pracownikom likwidowanych kopalń i elektrowni.
Poświęcimy dużą uwagę ochronie przyrody podlegającej dewastacji i nadmiernej eksploatacji, a także rozwiążemy zaniedbany w Polsce problem składowania odpadów, ich utylizacji i recyklingu. Ochrona przyrody i klimatu wymaga ścisłej współpracy międzynarodowej. Aktywnie uczestniczyć będziemy w przygotowaniu regulacji prawnych i kontroli ich realizacji w wymiarze globalnym.

10. Pragnieniem socjalistów jest ustanowienie międzynarodowego systemu bezpieczeństwa opartego na współpracy, zgodnego z prawem międzynarodowym i zasadami zreformowanego i demokratycznego systemu ONZ. Stanowczo sprzeciwiamy się rosnącej militaryzacji w stosunkach zewnętrznych oraz walczymy o pokojową rolę Europy w świecie.

Polska powinna angażować się w obronę i budowę infrastruktury pokoju i porozumienia międzynarodowego, a nie wojny.

Wojna niweczy zasady współżycia społecznego, nie może wiec być narzędziem dążenia do spokoju między ludźmi i demokracji. Nie przyczynia się ona do wzrostu zamożności biednych społeczeństw, bogacą się tylko wasalni władcy tych krajów, a przede wszystkim międzynarodowe koncerny.

W imię interesów nielicznych, śmierć lub nieodwracalne kalectwo są udziałem tysięcy.

Chcemy rozwijać pokojową współpracę z sąsiadami i państwami naszego regionu.

Przeciwni jesteśmy budowaniu ładu światowego na wyścigu zbrojeń i filozofii odstraszania.

Opowiadamy się za solidarnym działaniem na rzecz jedności europejskiej i przyjęciem przez Unię Europejską mechanizmów stanowiących alternatywę do modelu neoliberalnego, alternatywnej cywilizacji.

Cywilizacji opartej na solidarności społeczeństw i obywateli. Będziemy współpracować z lewicowymi frakcjami w Parlamencie Europejskim dla stworzenia Europy na zasadach socjalnych, w zgodzie z ekologią i żyjących w pokoju społeczeństw.

Będziemy promować działania dla uwolnienia polityki Unii Europejskiej i rządów poszczególnych krajów z ucisku rynków finansowych, zmieniając logikę wypracowywania zysku w logikę rozwoju społecznego opartego na sprawiedliwości społecznej i trwałych działaniach proekologicznych.

Nowa Lewica ma dwie drogi

Czerwcowe zamknięcie projektu Wiosny Biedronia i rozpoczęcie procesu formalnej konsolidacji ugrupowań lewicowych ujawniło długo skrywane pretensje, ambicje i animozje działaczy.

Chodzi o zbyt dużą (zdaniem części działaczy) uległość wobec mniejszego koalicjanta, ale również o słabe sondaże i konflikt z liberalną opozycją. Powiedzieć, że polska Lewica przeżywa swe największe zawirowania to truizm. Idzie o głębszy dylemat ideologiczny. To problem większości niegdyś potężnych socjaldemokracji.

Wystarczy spojrzeć na sondaże z ostatniej dekady – spadek poparcia dla centrolewicy jest powszechny. Problem jest stary i znany a diagnozy mądrych głów zbliżone: zmiany technologiczne i kulturowe napędzają indywidualizację i liberalizację, utrudniając dawne formy organizacji i rozmywając niegdysiejsze tożsamości grupowe. Klasa robotnicza zanika, ale jej problemy pozostają. Partie lewicowe potrzebują populistycznego przebudzenia, ale problem leży w samej strukturze kapitalizmu, który wchłania wszelkie formy organizacji, nie pozwalając na żadne poważne alternatywy. Starzy socjaliści opierali swoją politykę na pracy u podstaw, z kolei ci nowi już nie chcą być aktywistami. Zdołali urządzić się w tym świecie, podobnie jak znaczna część elektoratu.

Tak zwana Trzecia Droga przyniosła jedynie chwilowe wytchnienie, bo na dłuższą metę neoliberalna lewica nie była nikomu potrzebna (konserwatyści i liberałowie byli bardziej autentyczni). Tymczasem za horyzontem już majaczyli populiści, gotowi obiecać wszystko wszystkim, z solidną dokładką w postaci kulturowych resentymentów i tęsknotą za tym, co „inni” (imigranci/kosmopolici/muzułmanie/lewacy) zabrali. W 2021 roku szwedzka socjaldemokracja traci większość z powodu polityki likwidacji sufitów czynszowych, zaś brytyjska Partia Pracy kończy swój dryf w prawo kolejnym łomotem wyborczym. Problem nie dotyczy tylko złego programu, lecz wiarygodności: wspomniana Labour Party zaliczyła największy upadek za socjalisty Corbyna. Jego plany były popularne i ambitne, ale mało kto uwierzył w możliwość ich realizacji. Kiedy grecka Syriza próbowała wyrwać się z uścisku Międzynarodowego Funduszu Walutowego, bardzo szybko stanęła przed wizją bankructwa kraju. Lewica neoliberalna wyczerpała możliwości, ale udawanie, że można zmienić reguły globalnego kapitalizmu za sprawą czołowego zderzenia, jest równie naiwne.

Są też jaśniejsze punkty, jak socjalistyczne rządy w Portugalii i Hiszpanii. Oba zaczęły przygodę z rządzeniem od parlamentarnych przewrotów wymierzonych w skorumpowane i bezwolne rządy centroprawicy. Podobnie jak w Polsce, tam również kwestionowano prawo lewicy do rządzenia. Zwycięstwa w kolejnych wyborach odsunęły te argumenty. W innych krajach lewica wygrywa kompetencjami np. w Danii (rząd Mette Frederiksen praktykuje migracyjny realpolitik), Finlandii czy Nowej Zelandii (w której postawiono na gospodarczy patriotyzm i feminizm). W dwóch ostatnich krajach rządzą pragmatyczne kobiety biegłe w narracji progresywnej wspólnotowości. Sanna Marin otworzyła debatę o dochodzie gwarantowanym, z kolei Jacinda Arend otwarcie krytykuje kapitalizm, inwestując w odbudowę sektora publicznego. Jeszcze ciekawiej dzieje się w Islandii, tam czerwono-zielona Katrín Jakobsdóttir premierka gabinetu wdraża 4-dniowy tydzień pracy. Co ciekawe – w koalicji z liberałami i konserwatystami. Lewica odnosi sukcesy tam, gdzie podejmuje realne wyzwania gospodarcze, uznając kwestie związane z prawami człowieka za pewnik. Tym samym unika kulturowych wojenek, które są na rękę prawicy.

Jak to się wszystko ma do polskiego podwórka? W 2019 roku Koalicja Wiosny, SLD i Razem odtrąbiła sukces i początek wielkiego projektu, ale dwa lata później wciąż nie ma pewności, jaki ostatecznie kierunek obejmie. Pokusa schowania ambicji i wejścia w prosty „anty-PiS”, wydaje się wielka – przynajmniej dla zawodowych polityków, zasępionych perspektywą utraty mandatu. To bezpieczna droga, ale rodząca pytanie: na co komu lewica, która nie ma ambicji realizowania własnego programu? A przecież przyszłość puka do drzwi i trzeba odpowiadać na ważne pytania: jaka transformacja energetyczna? Jakiego modelu ekonomii potrzeba, aby sprostać wyzwaniom globalnego ocieplenia? Czy dochód podstawowy to dobra odpowiedź na automatyzację pracy? Co z masową migracją? Jak zahamować wzrost potęgi wielkich monopoli? Nierówności? Kryzys mieszkaniowy? Usychanie demokratycznych struktur? Politycy z prawej lubią unikać odpowiedzi na te trudne pytania. Kiedy to samo robią ci postępowi konsekwencje są bolesne. Tutaj lewicy faktycznie wolno mniej.

Nowa Lewica ma dwie drogi: powtarzanie błędów siostrzanych formacji z innych krajów lub utrzymanie różnorodnej koalicji, budowanie politycznej podmiotowości i programowej odwagi. To eksperyment bez jakiejkolwiek gwarancji wyborczego sukcesu, ale innej drogi nie ma. Błyskawiczne tempo przemian społecznych pozostawia wielką grupę zagubionych wyborców – oni są gotowi na poważną wizję. Jedno jest pewne: najbliższe miesiące zadecydują o losach polskiej lewicy na lata.

Socjalizm, nie protezy kapitalizmu

Znaczna część lewicy nie rozumie, że zwyczajnie nie jest wiarygodna da mas pracujących, kiedy obiecuje naprawę i robienie protez kapitalizmowi. Nie rozumie, że w oczach większości nie jest odpowiednia do zarządzania systemem kapitalistycznym…

Po prostu większość wychowana do myślenia kapitalistycznego woli kapitalizm bez megawysokich podatków i zabijania rynku, i jakichś socjalnych protez. Oni chcą zaszaleć na giełdzie szans i mieć możliwość, choćby 1 na miliard, że będą Muskiem albo Bezosem. Dlatego wybierają kapitalizm. Dlatego nie chcą lewicowych korekt. Nie wierzą też w lewicowe recepty, bo kapitalizm to coś innego.

Lewica, która przychodzi i mówi, że zrobi też kapitalizm ale uczyni go znośnym trafią kulą w płot. Ludzie chcą kapitalizmu żeby nie był znośny dla wszystkich, ale za to żeby dla wybrańców był zajebisty. Ta wielka ułomność, niezdolność lewicy do wygrania w walce na projekty kapitalizmu, sprawia, że w taki sposób nigdy nie przejmie ona realnej władzy. Bo nawet, jak jakimś cudem przejmie władzę nad jakimś jednym krajem, to jej upór żeby naprawiać kapitalizm skończy się wywieszeniem białej flagi i katastrofą, jak np. w Grecji. To wszystko bierze się oczywiście wprost z rezygnacji walki o socjalizm i prób bycia fajniejszym kapitalizmem.

Pobudka: lewicowy kapitalizm nie wygra i nie ma żadnych szans, wyborcy nie wierzą też (słusznie) w robiące dobre kapitalizmy lewicę. Wolą prawdziwych ekspertów z tej działki. A lewica stanie się dla nich znacznie bardziej wiarygodna jak zacznie mówić, że chce zerwania z kapitałem i ma jakiś własny projekt niż, jak mówi, że wierzy iż wystarczy uczynić kapitalizm zielonym, tęczowym, mniej drapieżnym, czy ciut mniej mordującym biednych…

Wysokie podatki to nie socjalizm

Istnieje wiele nieporozumień dotyczących socjalizmu, jednym z nich jest niesamowicie powszechny pogląd, że socjalizm to ekstremalnie wysokie podatki. Tak naprawdę jednak socjalizm nie oznacza wcale wysokich podatków.

Socjaliści chcą uspołecznienia pracy i stopniowej eliminacji systemu kapitalistycznego. W takim świecie nie będzie potrzeby zbierania podatków od kapitału, bo nie będzie już kapitału.

Jeśli trzeba będzie wybudować domy dla bezdomnych, to kolektyw podejmie taką decyzję i zostanie to zrobione. Jeśli trzeba będzie ratować planetę, to nie będziemy modlili się o cud, czy o zielone nawrócenie koncernów i czekali na darowizny od Bezosa, ale opracujemy stosowne plany i zwyczajnie je zrealizujemy.

Wysokie podatki mogą być narzędziem okresu przejściowego, ale docelowo nie są wcale tożsame z socjalizmem. Na tej samej zasadzie żądania wysokich płac w kapitalizmie nie są wcale walką o socjalizm, czy jakąś docelową, socjalistyczną strategią. Istnieje wiele nieporozumień dotyczących socjalizmu, jednym z nich jest niesamowicie powszechny pogląd, że socjalizm to ekstremalnie wysokie podatki. Tak naprawdę jednak socjalizm nie oznacza wcale wysokich podatków.

Socjaliści chcą uspołecznienia pracy i stopniowej eliminacji systemu kapitalistycznego. W takim świecie nie będzie potrzeby zbierania podatków od kapitału, bo nie będzie już kapitału.

Jeśli trzeba będzie wybudować domy dla bezdomnych, to kolektyw podejmie taką decyzję i zostanie to zrobione. Jeśli trzeba będzie ratować planetę, to nie będziemy modlili się o cud, czy o zielone nawrócenie koncernów i czekali na darowizny od Bezosa, ale opracujemy stosowne plany i zwyczajnie je zrealizujemy.

Wysokie podatki mogą być narzędziem okresu przejściowego, ale docelowo nie są wcale tożsame z socjalizmem. Na tej samej zasadzie żądania wysokich płac w kapitalizmie nie są wcale walką o socjalizm, czy jakąś docelową, socjalistyczną strategią. To sprawa na teraz, doraźna poprawa sytuacji ludzi, którzy są wyzyskiwani i zwyczajnie zasługują – jak każdy – na godne życie.

Pudrowanie trupa kapitalizmu socjalistów niebyt interesuje, bo wiedzą oni, że jeśli ktoś egoistycznie wywalczy sobie lepsze warunki w kraju A, to gdzieś w kraju B ktoś inny zacznie w ich imię umierać pod kapitalistycznym butem.

Walka o socjalizm to walka o kurczenie kapitałocenu.

Minimum programu socjalistycznego w kapitalizmie, to w związku z powyższym walka o zmniejszanie spektrum prywatnej własności.
Dlatego jeśli Krajowy Plan Odbudowy, to nie przez prywatnych firm. Jeżeli lepszy system ochrony zdrowia, to bez kontraktów dla prywatnych jednostek. Jeśli inwestujemy w OZE z budżetu, to niech zajmują się tym publiczne firmy dające dobre warunki pracy dla tych, którzy tracą pracę w górnictwie. Jeśli robimy program wymiany pieców, to niech robi to publiczne przedsiębiorstwo albo spółdzielnia… Itd…

Środki publiczne tylko w podmioty publiczne.

Więcej rynku? Jeszcze czego!

Utarło się w Polsce przeświadczenie elit, mediów i całego mainstreamu, że państwo jest miejscem komfortu dla najbogatszych i elit, a zdecydowana większość ma się męczyć w wyścigu szczurów i nie oczekiwać gwarancji nawet jakichkolwiek podstawowych dóbr.

Nie mamy prawa oczekiwać, że państwo potraktuje poważnie naszą potrzebę posiadania mieszkania, pożywienia, czy czystego powietrza (UWAGA: STRASZNY KOMUNIS). Przez dekady maksymalnej, neoliberalnej propagandy weszło to ludziom tak do krwi, że często nawet biedni oburzają się na to, że ktoś proponuje by mieszkanie miał każdy, a praca była krótsza i po prostu znośna.

To jest największa potworność, bo systemowo usprawiedliwione jest zaszczuwanie ludzi pracy brakiem elementarnego bezpieczeństwa. A potem te same elity, które są wściekłe, że posiadanie dziecka uprawnia do jakiegokolwiek wsparcia od państwa, dumają nad rosnącymi wskaźnikami chorób psychicznych, czy niską jakością polskiej demokracji i słabym poziomem czytelnictwa.

Bo płaca poniżej minimalnej i groszowa renta, czy emerytura to żadna przemoc – to zachęta!!!

No to teraz kilka słów prawdy. Gospodarka nie jest od zaszczuwania. System nie ma działać na zasadzie bata i grozić śmiercią na mrozie bez dachu nad głową. Pieniądz jest tam, gdzie go umieścimy i gdzie dokonamy redystrybucji. Ludzkość potrafi też pracować bez groźby deklasacji i upadku na samo dno. Istnienie szajki miliarderów obok umierających z głodu jest barbarzyńskim zwyrodnieniem takim samym, jak eugenika, wojna i faszyzm. Ludzkość stać na komfort, zasługuje na komfort. A proludzki system społeczny i gospodarczy nie jest od wrzucania nędzy, bezdomności i śmierci, jako rynkowych opcji do stymulowania zysku najbogatszych.

I o to walczymy w socjalizmie. Odrynkowienie podstawowych dóbr! Teraz!
Kapitalizm nie widzi problemu.

Jesteś biedny? To nie jesz… I nigdy nie pytaj o milionerów, czy też o „klasę średnią” z pięciocyfrowymi zarobkami… Twoje cierpienie jest im potrzebne. Tak samo upodlenie.

Lewica nie może być przybudówką liberałów

– Mam szacunek dla tych, którzy gotowi są wejść w sam środek polityki. Tam, gdzie można realnie o coś zawalczyć, wygrać albo przegrać. Walka o to, kto jest najprawdziwszą lewicą i kto najbardziej ma rację w Internecie mnie nie interesuje – mówi Maciej Konieczny, poseł Lewicy Razem, w rozmowie z Małgorzatą Kulbaczewską-Figat i Julią Anną Lauer.

MAŁGORZATA KULBACZEWSKA-FIGAT: Minął już ładny kawałek czasu, odkąd złożyłeś ślubowanie poselskie, wznosząc pięść w górę w socjalistycznym pozdrowieniu (i wkurzyłeś prawicowe media jak mało kto). Co w sejmie osiągnąłeś, jako poseł-socjalista, od tego czasu? Czy raczej postrzegasz swoją rolę jako przypominanie, czym lewica właściwie jest?

MACIEJ KONIECZNY: Jak by nie patrzeć, Sejm w jakimś stopniu jest emanacją naszego społeczeństwa. Jak się można domyślić socjaliści nie są w polskim sejmie potęgą. Udaje nam się jednak przesuwać debatę trochę na lewo. Oto okazuje się, że są w Sejmie demokratyczni socjaliści i reszta chcąc nie chcąc musi jakoś się do tego odnosić.

JULIA ANNA LAUER: Czyli nie jesteś jedyny?

Jest praktycznie całe Razem, jest Agnieszka Dziemianowicz-Bąk… całkiem sporo. I bardzo dobrze. Oby jak najwięcej. Ostatnią rzeczą, jakiej bym chciał, to być samotnym socjalistą w sejmie w opozycji do wszystkich. Jak komuś wystarcza obnoszenie się ze swoim radykalizmem, to powinien raczej zostać youtuberem niż politykiem. Chciałbym, żeby socjaliści i socjalistki dominowali w polskiej polityce.

MKF: Do tego jeszcze daleka droga. Dla prawicowych polityków „socjalista” to nadal obelga. Sprzyjające im media robią wszystko, żeby ludzie myśleli podobnie.

Trochę się na szczęście zmienia. Dzięki naszej obecności w Sejmie ludzie przyzwyczajają się do tego, że lewica to ci, którzy upominają się o pracowników czyli o większość społeczeństwa. Dotąd słuchając polityków można by pomyśleć, że w Polsce mieszkają sami przedsiębiorcy, którzy bardzo wcześnie wstają, żeby samodzielnie wykuwać w PKB w garażu. My nie uprawiamy kultu przedsiębiorczości. Chcemy zorganizować Polskę sprawiedliwie i sprawiedliwie dzielić to, na co wszyscy pracujemy.
W polskiej polityce parlamentarnej to nowość. Teraz nawet jeżeli głos zabierają prawicowi politycy PO, PSL-u czy PiS-u to coraz częściej sami zwracają się do nas jako tych, którzy reprezentują pracowników, a nawet sami coraz częściej mówią o “przedsiębiorcach i pracownikach”. Długa droga przed nami, ale udało nam się skutecznie wsadzić nogę w drzwi.
Miejmy nadzieję, że w kolejnych wyborach ludzie pracy będą już lepiej kojarzyć, kto w parlamencie bije się o poprawę ich losu. O to żeby warunki pracy były stabilne, płace godne, a czynsze niskie.

MKF: Ale w klubie Lewicy też są osoby, które dużo sprawniej posługują się hasłami wspierania firm, pomocy dla przedsiębiorców, ratowania biznesu niż stają po stronie ludzi pracy.

Nie ma co ukrywać, że sejmowy klub Lewicy jest mocno eklektyczny. Nic dziwnego – powstał przecież z różniących się jednak elementów. Liberalno-progresywnej Wiosny, do której sporo osób przyszło z Nowoczesnej czy Ruchu Palikota, tradycyjnej instytucjonalnej i propaństwowej partii, jaką jest SLD, łączącej w sobie różne nurty, jeżeli chodzi o gospodarkę oraz mocno lewicowego w każdym wymiarze Razem. Jest oczywiście również odbudowujący się PPS. Przyznam, że efekt tego połączenia zaskoczył mnie dość pozytywnie. Udało się narzucić całości socjalny i równościowy rys. Jest jasne, że klub Lewicy opowiada się za sprawiedliwymi czyli progresywnymi podatkami, wzmocnieniem Państwowej Inspekcji Pracy, publicznym budownictwem mieszkaniowym czy tym, żeby pomoc w czasie kryzysu trafiała bezpośrednio do pracowników. Nie oznacza to oczywiście, że klub jest dokładnie taki, jaki bym sobie wymarzył ja czy jakiego by chciała partia Razem. Nic w tym dziwnego, mówimy w końcu o koalicji. Trudno mieć pretensje o to, że różne partie są różne. Wiedzieliśmy o tym, decydując się na wspólną drogę. Naszą rolą jest przeciągać całość jak najbardziej w lewo.
MKF: Skoro zatem klub nie jest lewicą waszych marzeń, to czym będzie się różnił wasz program na następne wybory od tego, co jest głoszone obecnie? Załóżmy, że będziecie pisać ten program samodzielnie, nawet jeśli po wyborach znowu zostanie zawiązana koalicja.

Jeśli zapytać Polaków, co jest najważniejsze, odpowiedzą: służba zdrowia, mieszkanie, praca. Na tym będziemy budować.

Mocno wybrzmieć musi postulat Lewicy podniesienia nakładów na ochronę zdrowia do poziomu rozwiniętych państw czyli 7 proc. PKB. Bez ściemniania, że można mieć działający system bez zwiększenia środków. Te środki muszą iść na ochronę zdrowia która jest sprawna i ogólnodostępna. Dlatego sprzeciwiamy się prywatyzacji i komercjalizacji. Na ostatnim posiedzeniu Sejmu mówiłem o sytuacji salowych zatrudnionych przez firmy zewnętrzne. Okazuje się, że Ministerstwo Zdrowia nie wie nawet, ile ich jest. Nie wie, ile z nich zachorowało i zmarło na koronawirusa. Tak działa outsourcing. To jest abdykacja państwa i zrzeczenie się przez nie odpowiedzialności za pracowników. Lewica musi występować tu jasno i wyraźnie. Nie można oszczędzać na niezbędnych nam pracownikach. Jeżeli państwowe instytucje kogoś zatrudniają to muszą robić to uczciwie na podstawie umowy o pracę, a nie przez jakieś kombinacje godne “Januszy biznesu”.

Państwo musi wziąć odpowiedzialność za dostępność mieszkań. Co zresztą wynika wprost z Konstytucji. Chcemy, żeby mieszkania na wynajem budowała publiczna spółka. Dzięki temu oszczędzimy na marżach banków i deweloperów, które dziś zżerają połowę ceny mieszkania. Programy dopłat to tak naprawdę rzucanie hajsem w banki i deweloperów, którzy wykorzystają tylko okazję, żeby jeszcze podbić ceny. Tutaj Lewica różni się zarówno od liberałów, jak i od PiS, który po klęsce programu “Mieszkanie plus” powrócił do stricte neoliberalnych rozwiązań. Ważne jest również odzyskanie dla ludzi pustostanów w centrum miast. Ludzie muszą uwierzyć, że państwo jest w stanie zapewnić im dostępne mieszkania. Po dekadach polityki prowadzonej pod dyktando deweloperów będzie o to niestety bardzo trudno.

W kwestiach pracowniczych trzeba zacząć od egzekwowania istniejącego prawa. Wzmocnić Państwową Inspekcję Pracy, dać jej sensowne finansowanie i nowe uprawnienia. Podnieść kary za łamanie praw pracowniczych. Chcemy żeby inspektorzy PIP mogli ustalać na miejscu stosunek pracy. Jeżeli ktoś pracuje w danym miejscu i czasie i pod nadzorem to można administracyjnie uznać, że stosunek pracy zachodzi i tyle, bez ciągnących się latami procesów. Potrzebujemy zarówno pracowniczej samoorganizacji jak i państwa, które stoi po stronie pracowników. Przydałby się państwowy szeryf, który skutecznie postawi się pato-biznesowi.

Musimy zawalczyć o sprawiedliwszą redystrybucję zysków z nowych technologii. Uregulować pracę platformową. Skrócić czas pracy do 35 godzin tygodniowo przy zachowaniu tych samych pensji.

MKF: Do pracowniczej samoorganizacji ludzie musieliby odzyskać poczucie, że bycie pracownikiem nie jest oznaką braku życiowego sukcesu, a to, że np. walczy się o podwyżkę nie oznacza, że trzeba się wstydzić roszczeniowego podejścia. A okres transformacji właśnie takie „prawdy” nam do głów powkładał. Do tego stopnia, że – jak powiedziała mi aktywistka Inicjatywy Pracowniczej Marta Rozmysłowicz – w Polsce łatwo jest wyjść na ulicę jako kobieta walcząca o prawa kobiet. Ale protestować jako pracownica i czegoś się domagać, to wręcz wstyd.

Wiemy jak wyglądają stosunki pracy w Polsce. Osoby wyjeżdżające na saksy największej różnicy doświadczają najczęściej nawet nie w samych zarobkach, ale w podejściu do pracownika. Folwarczny model zarządzania w Polsce nie sprzyja temu, żeby czuć dumę z bycia pracownikiem. Nie tylko zresztą on.

Pracowałem swego czasu w biedafiremce na warszawskim Ursusie, szlifując stacyjki samochodowe. One wychodziły z maszyny takie nie całkiem gładkie, my siedzieliśmy i jechaliśmy je pilnikami. Chwilowa robota na przetrwanie na śmieciówce. Był tam starszy facet, który umilał nam monotonną pracę opowieściami o tym, że robotnik na Ursusie kiedyś to był ktoś. Świat zorganizowanej wielkoprzemysłowej klasy robotniczej oparty na stabilnym zatrudnienia i my na umowę o dzieło machający pilnikiem – to było niebo a ziemia. Ciężko jest być dumnym z chwilowej gównopracy, w której zarabia się grosze.

Bez względu na panujące standardy Lewica musi pokazywać jasno, że to na pracownikach i pracownicach opiera się nasz dobrobyt i nasze bezpieczeństwo. Trwająca pandemia pokazała, kto tak naprawdę jest nam jako społeczeństwu potrzebny. Nagle stało się jasne, że niezastąpieni są pracownicy ochrony zdrowia, ale także kasjerki i osoby świadczące podstawowe, niezbędne usługi jak chociażby wywóz śmieci, a sowicie opłacani pracownicy reklamy, spekulanci, piarowcy, analitycy tego czy owego tak naprawdę to mogą równie dobrze wziąć wolne na rok i nikt tego nie zauważy. Warto wykorzystać ten moment, żeby pokazać wartość społecznie użytecznej pracy.

MKF: Mówisz o naprawianiu państwa i jego funkcjonowania, ale cały czas w ramach systemu kapitalistycznego. Tymczasem kiedyś, jeśli polityk deklarował się jako socjalista, to chodziło mu o to, żeby zbudować inny, bardziej sprawiedliwy system. Masz takie myśli w głowie?

Myśli – oczywiście (śmiech)! Tym bardziej, że pamiętam o tym, że myśli o budowie zupełnie nowego sprawiedliwego systemu stanowiły paliwo, dzięki któremu dawni socjaliści wywalczyli masę społecznych zdobyczy takich, jak chociażby ośmiogodzinny dzień pracy. Dziś pytanie o to, co po kapitalizmie jest szczególnie palące w kontekście kryzysu klimatycznego.
Nasza planeta zwyczajnie nie wytrzyma dłużej bezwzględnej eksploatacji w imię maksymalizacji zysków garstki miliarderów.

Pytanie brzmi: jak skutecznie realizować istotne ludzkie potrzeby, bez neoliberalnego marnotrawstwa. Jak sprawiedliwie dzielić owoce technologicznego rozwoju? Jak zapewnić wszystkim dobre życie i przetrwać? Wciąż mamy więcej dobrych pytań niż odpowiedzi. Pewne jest to, że potrzebujemy skutecznych narzędzi redystrybucji wytwarzanych bogactw. Bez zakwestionowania panujących stosunków własności kiepsko widzę ratowanie planety.

Jak mówimy o socjalizmie, to poza sprawiedliwym podziałem wchodzi kwestia demokratyzacji gospodarki. Raczej nie należy się spodziewać, że klub Lewicy przystąpi za chwilę do przejmowania fabryk, ale na pewno musimy wypracować konkretne postulaty dotyczące samorządu pracowniczego, być może idące w kierunku niemieckim. Równolegle powinniśmy wzmacniać ruch spółdzielczy. Socjalistą jestem i mam obowiązki socjalistyczne – tak więc uważam, że powinniśmy iść w kierunku uspołecznienia środków produkcji. Na razie wiele w tej kwestii jako Lewica czy nawet Partia Razem nie zrobiliśmy i to jest duże zaniedbanie. Przy czym też rozmarzyć się warto, ale nie zwalnia nas to z udziału w bieżącej polityce i robienia tego co jest możliwe tu i teraz.

MKF: Czyli na razie zajmują was cele i rozwiązania krótkoterminowe, a wielką, porywającą wizję dopiero tworzycie.

O tej wizji też w partii rozmawiamy, spieramy się, dyskutujemy, czytamy – chociaż ja akurat muszę się przyznać, że polityka bieżąca wciągnęła mnie na tyle, że po lekturę sięgam głównie dla odpoczynku.

Dyskutujemy o Podstawowym Dochodzie Gwarantowanym, czy jest to rozwiązanie, które mieści się w paradygmacie liberalnym, czy też mógłby być to krok w kierunku demokratycznego socjalizmu. Jest kwestia redystrybucji i tego, jak należy podejść do koncentracji majątku w rękach nielicznej oligarchii. Z tym się wiąże sprawa podatków majątkowych, zarówno w wymiarze ponadnarodowym, jak i w kontekście polskim, gdzie nieprzyzwoicie bogatych miliarderów aż tak wielu nie mamy. Zaskoczyło nas, że te tematy podjęła ostatnio administracja amerykańska i organizacje międzynarodowe, i że idzie to w pożądanym przez nas kierunku. Skuteczne opodatkowanie wielkiego kapitału musi mieć charakter ponadpaństwowy. Istotna jest również kwestie mieszkaniowa i to nie tylko ze względu na zaspokajanie społecznych potrzeb, ale także strukturę własności i relacje władzy w kapitalizmie. Jak trudna jest to batalia pokazują ostatnie wydarzenia z Berlina i fatalny wyrok trybunału z Karlsruhe.

Czy jesteśmy mało ambitni albo zbyt leniwi w naszym antykapitalistycznym myśleniu? Pewnie trochę tak. Wynika to w dużej mierze z tego, jak wciągająca i zajmujące jest doraźna polityka. Trzeba na to uważać.

MKF: Czytacie Marksa? Inspiruje was?

Od razu uprzedzę, że żaden ze mnie lewicowy intelektualista. Coś tam Marksa poczytałem, ale niewiele. Nie przeszkadza mi to uważać się za marksistę. Uważam, że konflikt klasowy nie tylko istnieje, ale w najwyższym stopniu decyduje o naszym życiu, a lewica powinna w tym sporze jednoznacznie stać po stronie pracowników. Taka jest moja podstawowa polityczna intuicja.

JL: Jednak tę intuicję zdobyłeś nie od razu. Twoja droga do socjalistycznych poglądów nie była prosta…

Tak, jak już wielokrotnie opowiadałem, zdarzyło mi się mieć w młodości mocno niemądre poglądy, choć szczęśliwie nigdy nie popadłem w społeczny egoizm spod znaku Korwina. Mam wrażenie, że to niezgoda na dyktat chciwości i egoizmu i ogólne przekonanie, że świat jest niesprawiedliwie urządzony pchnęły nastoletniego mnie w nacjonalistyczne, faszyzujące klimaty. Na szczęście dość szybko się ogarnąłem. Poczytałem trochę Baumana. Trafiała do mnie wizja, w której wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani i za siebie odpowiedzialni, jakość społeczeństwa mierzyć należy jego najsłabszym, a nie najsilniejszym ogniwem. Potem już szybko poszło. Trafiłem do ruchu alterglobalistycznego i Młodych Socjalistów. Ważne było dla mnie odkrycie feminizmu. Jakby jednak nie liczyć, to w miarę spójnego lewicowego światopoglądu dorobiłem się w wieku lat dwudziestu kilku i z zazdrością patrzę na dzisiejszą młodzież, która przeważnie ogarnia temat dużo wcześniej. Wygląda na to, że idzie zmiana na lepsze.

Kiedy zaczynałem działać w ruchu alterglobalistycznym, to kwestionowanie neoliberalnych doktryn, domaganie się opodatkowania globalnych spekulacji, o podatkach majątkowych nie wspominając, było traktowane jako radykalna ciekawostka na zupełnym marginesie politycznych procesów. W Polsce poziom dyskusji na ten temat wyglądał tak, że zadowoleni z własnej błyskotliwości dziennikarze pytali nas “ale jak to jesteście przeciw globalizacji jak używacie komórek”. Nie było mowy o żadnej poważnej dyskusji w mediach. To był beton. Wyłamywały się pojedyncze osoby: Ikonowicz, Kowalik, Modzelewski. Bycie socjalistą kojarzyło się wyłącznie z komuną i oczywiście nie było to pozytywne skojarzenie.

JL: Kto, ze współczesnych i historycznych socjalistek i socjalistów, jest dla ciebie szczególnie inspirującą postacią?

Zawsze byłem pod ogromnym wrażeniem Evo Moralesa. Po jesiennej obserwacji wyborów w Boliwii jestem pełen podziwu dla całego Ruchu na Rzecz Socjalizmu, Moralesa, Arce i setek tysięcy socjalistycznych aktywistów i aktywistek, którym udało się odbić kraj z rąk prawicowej junty. To, co robią towarzysze i towarzyszki w Boliwii na każdym poziomie jest wspaniałe: masowy oddolny ruch składający się ze związkowców, chłopów, lokalnych dzielnicowych kolektywów i dopiero nad tym nadbudowana jest partia, która doskonale łączy postulaty socjalne i wolnościowe. Mistrzostwo świata ogólnie.

Równie wielki podziw mam dla towarzyszy i towarzyszek z HDP, od których właśnie wróciłem. Pomimo masakrycznych represji, groźby wieloletnich wyroków robią fantastyczną robotę. Często myślimy o HDP głównie jako o partii kurdyjskiej lewicy. To prawda, ale dalece nie cała. Na sześć milionów wyborców HDP jedynie cztery miliony stanowią Kurdowie. HDP to socjalistyczna, feministyczna i ekologiczna partia lewicy stanowiąca cierń w oku reżimu Erdogana. Ogromny szacunek dla nich.

Niezmiennie szanuję też Berniego Sandersa i Jeremy’ego Corbyna. To facet, który odbił Labour dla lewicy. Niestety za pomocą brudnych sztuczek i absurdalnych zarzutów antysemityzmu udało się go zdjąć ze stanowiska. To tylko pokazuje jak ostry i szeroki idzie atak na tych, którzy realnie rzucają wyzwanie neoliberalnemu status quo.

Mam szacunek dla tych, którzy gotowi są wejść w sam środek polityki. Tam gdzie można realnie o coś zawalczyć, wygrać albo przegrać. Walka o to, kto jest najprawdziwszą lewicą i kto najbardziej ma rację w internecie mnie nie interesuje. Można oczywiście przegrać. Zdarza się to zresztą raczej częściej niż rzadziej. Dla nas ogromnym ryzykiem było odejście od pierwotnych założeń i wspólny start z SLD. Jak to się skończy – cholera wie, ale ryzyko warto było podjąć.

MKF: W sondażach jednak wynik Lewicy stoi w miejscu. Zyskujecie wśród najmłodszych wyborców, to nie ulega wątpliwości, ale w pozostałych grupach wiekowych niekoniecznie.

Jest oczywiście duży kłopot z mediami. Ludzie oglądają przeważnie albo TVP albo TVN. Żadna z tych stacji za lewicą nie przepada. Jedni słuchają o potworze dżender, który przyjdzie z zachodu i nas zje. Drudzy straszeni są strasznym PiS-owskim reżimem, któremu czoła stawić może jedynie zjednoczona opozycja pod przywództwem PO. Zajmowanie się realnymi problemami ludzi się nie przebija. To nawet nie musi być zawsze świadoma polityczna decyzja. Po prostu media żyją wielką wojną ojczyźnianą pomiędzy PiS a “opozycją”.

Gdybyśmy chcieli kierować się wąsko rozumianym pragmatyzmem wyborczym to pewnie powinniśmy mówić to, co pokaże TVN, bo tę stację ogląda większość naszych wyborców. Czyli opowiadać o tym, jak to straszny PiS prześladuje światłe elity III RP. Żadne tam salowe, ale sędziów, polityków, biznesmenów, którzy wypadli z łask. Jestem jednak przekonany, że na dłuższą metę to byłby fatalny wybór. Nawet jeżeli Lewica w przyszłym Sejmie miałaby być dzięki temu nieco większa, to nagle mogłoby się okazać, że połowa naszego klubu i większość wyborców nie ogarnia, o co chodzi z tymi pracownikami i czemu jak PiS chcemy dawać darmozjadom.

Jeżeli chcemy żeby w polskiej polityce zagościła na dobre lewica z prawdziwego zdarzenia to nie może być ona przybudówką liberałów. Musi mówić własnym głosem. Tak, jak w sprawie Funduszu Odbudowy. Musimy mówić swoim głosem nawet jeżeli w krótkim okresie nie zawsze nam się to będzie opłacało. Musimy mówić językiem lewicy socjalnej i pro-pracowniczej, nawet jeżeli istotna część naszych obecnych wyborców oczekuje czegoś zgoła odmiennego. Tylko wtedy dorobimy się stabilnej i lojalnej bazy wyborców.

MKF: Tylko jak do nich docierać? Robotnicy z początku wieku byli skoncentrowani w ośrodkach przemysłowych. Razem pracowali, razem żyli na fabrycznych osiedlach czy w ludowych dzielnicach miast. Identyfikacja klasowa wypływała z codziennego doświadczenia. To też ułatwiało zadanie socjalistom z tamtych lat. Dzisiejsi socjaliści przemawiają do rozproszonych pracowników i od lat nie mogą znaleźć na to recepty.

Żeby się za łatwo nie rozgrzeszać, to trzeba stwierdzić, że w Polsce nadal jest kilka milionów przemysłowej klasy pracowniczej, o czym często mówi Piotr Ikonowicz. Oni na Lewicę raczej nie głosują. Są to w większości wyborcy PiSu. Sam przeważnie pracowałem w małych firmach, biurach, organizacjach pozarządowych i tam relacje z przełożonymi były albo “januszowe”, czyli “rób jak ci każę albo wypad”, albo co gorsza pseudokoleżeńskie, w których udajemy, że nie ma hierarchii ani przymusu i wszyscy się super realizujemy. W obu wypadkach domyślne strategie radzenia sobie w pracy opierały się na osobistych relacjach. Taka jest atmosfera małych zakładów w kraju przeoranym przez neoliberalny indywidualizm. Zupełnie inna atmosferę pamiętam ze swojej pracy w rozdzielni poczty – dwunastogodzinne zmiany, kilkaset osób wchodzi, drugie kilkaset wychodzi. Tu nawet nie chodzi o jakieś bardzo świadome rozkminy – po prostu perspektywa psychologiczna jest zupełnie inna: gdzieś tam jest jakieś szefostwo, przełożeni, ale na hali to nas jest więcej. Ta hala należy do nas.

Tego jednak nie przeskoczymy. Struktura zatrudnienia jest jaka jest. Trzeba podjąć próbę budowania tożsamości pracowniczej w tych warunkach, które są. Całkiem nieźle nam to zresztą na początku w Razem szło. Mówiliśmy dużo o śmieciówkach i niestabilności zatrudnienia. Dla bardzo wielu osób w Razem to była podstawowa spajająca nas tożsamość. Ludzie przyłączali się do nas bo chcieli stabilnej pracy i bezpieczeństwa ekonomicznego, które pozwoli im normalnie planować życie. To był projekt klasowy.

MKF: I co się z tą partią stało?

Szczerze? Polska się stała!

MKF: To znaczy?

Powstaliśmy, kiedy rządzili liberałowie. Bycie pracowniczą lewicą w opozycji do nich było łatwe. Walczy się ze śmieciowym zatrudnieniem, z niskimi płacami, widać jasno, kto stoi po czyjej stronie. A potem władzę przejął PiS i na początek dał 500+. Potem przyszła minimalna godzinowa. Oczywiście można powiedzieć: to za mało! Albo zwracać uwagę na to, że oni po prostu trafili na koniunkturę. Obiektywnie jednak ludziom się poprawiło i nasza lewicowa krytyka straciła na sile rażenia. Socjalny skręt PiSu był w praktyce bardzo umiarkowany, ale na tle wcześniejszych rządów neoliberalnych dogmatyków to i tak wyglądało na rewolucję.

Równolegle PiS wchodzi ze swoim ultrakonserwatywnym programem, próbą podporządkowania wymiaru sprawiedliwości. Szczególnie to ostatnie interesowało wielu z nas jakby mniej, ale zaprotestować oczywiście trzeba. Postawiliśmy więc miasteczko pod KPRM i momentalnie mieliśmy po swojej stronie liberalne media. Ogólnie – szał! Nasza akcja leci na żywo w telewizji przez ileś dni. Takiej widoczności nie mieliśmy od czasu debaty Zandberga. Na pewno nie wtedy, kiedy pchaliśmy kwestie pracownicze czy socjalne. Dla nowych osób, które wstępowały do partii często byliśmy “tymi spod KPRM”.

Potem był czarny protest, który zainicjowaliśmy. Tutaj nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że trzeba zaprotestować. Chodziło o los milionów kobiet. Znowu ogromny rozgłos i skala oddziaływania nieporównywalna z tą, która towarzyszyła nam kiedy upominaliśmy się o pracowników marketów, albo upadających państwowych zakładów. Dla większości byliśmy partią protestu w sprawie aborcji i rzutnika spod Kancelarii.
Niezmiennie upieramy się przy klasowym, socjalnym charakterze naszej polityki. Robimy to jednak często wbrew większości naszych wyborców, którzy mogą kojarzyć nas z zupełnie innej strony. Jestem dumny z naszej sejmowej reprezentacji, co do której nie mam cienia wątpliwości, że kwestie pracownicze, mieszkania, służba zdrowia, równość ekonomiczna, klimat są dla nas absolutnie kluczowe. Obawiam się tylko, że często rozjeżdżamy się pod tym względem z istotną częścią naszej bazy.

MKF: Gdzie posłowie-socjaliści będą 1 maja?

W bardzo wielu miejscach. Niestety, tym razem bez większych zgromadzeń. Za to odpalamy ciekawy projekt pracowniczy. Co z tego wyniknie…

MKF: … przekonamy się już niedługo.

O socjalizm i demokrację

W ciągu ostatnich dwóch lat widać wzrost aktywności młodzieżowych organizacji lewicowych, w tym Czerwonej Młodzieży, młodzieżówki Polskiej Partii Socjalistycznej. Ta progresywna tendencja często spędza sen z powiek prawicowym działaczom, zastanawiającym się w swoich mediach, skąd u młodych ludzi tak niezrozumiałe dla konserwatystów poglądy.

W końcu prawica robi wszystko, żeby siłą wychowywać młodzież na swoje podobieństwo! Czyżby Netflix i niewystarczająco dużo tekstów o papieżu w szkolnej podstawie programowej były na tyle silne, aby młodzież laicyzowała się w tak radośnie szybkim tempie, jakie mamy obecnie?

Progresywizm to jedno, socjalność to drugie.

Jasne, wiele osób ma teraz poglądy niedyskryminujące i antyklerykalne, ale w antyludzkim systemie, jakim jest kapitalizm, nie wystarczy nie popierać kapitalizmu czy domagać się jego skorygowania w poszczególnych aspektach – po prostu trzeba być antykapitalistą!

Socjalizm, który popierają i promują wśród swoich znajomych członkowie i członkinie Czerwonej Młodzieży jest taki, za jakim zawsze opowiadała się PPS – demokratyczny, spółdzielczy i dający ludziom szanse.

Demokracja jest wartością, co do której zdarza nam się zapominać, jaka jest istotna. Oczywiście persony takie jak Janusz Korwin – Mikke nie mogą powstrzymać się od pełnej metafor i myślenia na „chłopski rozum”, niezbyt konstruktywnej krytyki systemów demokratycznych, wychowując sobie stado poddanych baranów, które, określając się „wolnościowcami” pieją z zachwytu na wzmiankę o dowolnym niezwiązanym z lewicą dyktatorze.
Jednak pomimo działalności skrajnej prawicy, demokracja pozostaje rzeczą niebywale istotną dla młodych. Ostatnie sondaże, w których poparcie dla lewicowych idei wśród młodych dorosłych sięga niemal poziomu 50 proc., są tego bardzo przekonującym dowodem. Podobnie jak masowy udział młodych ludzi w protestach przeciwko zakazowi aborcji.

Demokracja – samorządność, to trzon socjalizmu, jakiego chcemy.

W końcu socjalizm to rzeczywiste decydowanie o sobie i swoim otoczeniu we współpracy z innymi ludźmi.

Kapitaliści mówią wiele o „wolności” w swoim systemie, ale jesteśmy obecnie naocznymi świadkami tego, jak bardzo nie mają racji. To kooperatywy i samorządy są w stanie podejmować pożyteczne społecznie decyzje, wybrane większością głosów, przy większości poparcia.

Silna organizacja demokracji w kraju, uzwiązkowienie i usamorządowienie pracowników różnych dziedzin jest szansą na zwykłe, ludzkie dogadanie się – w alternatywie do promowanego przez kapitalistów dochodzeniu po trupach do celu i podkładaniu sobie świń.

Widzimy, jaka siła płynie ze sprawnych procesów demokratycznych. Są one podstawą socjalizmu, dzięki któremu Polska może stać się krajem silnym i rozwijającym się tak, jak chcą tego Polki i Polacy, a nie w sposób, jaki dyktują nam międzynarodowe rynki i obcy kapitał.

Po to właśnie współczesnej młodzieży lewicowość i socjalizm – żeby już teraz uczyć się budować fundamenty demokracji spółdzielczej, do której wszyscy powinniśmy dążyć.

Lewica idzie w lewo!

I bardzo dobrze!

Zarówno odejścia konserwatywnych polityków z minionej ery, jak i wsparcie dla kandydatury Piotra Ikonowicza na RPO świadczą dobitnie, że Lewica odzyskuje swoją lewicową tożsamość. Kończy się czas dominacji liberalizmu i oportunistycznego centryzmu. Kończą się czasy, kiedy lewicę określały same zachwyty nad byciem w UE.

Nowa Lewica wraca na czerwone tory. I wiedziałem o tym już wtedy, kiedy podjąłem decyzję o tym, aby wesprzeć Lewicę w wyborach do parlamentu. Ta zmiana była już w ludziach i działaczach. To przede wszystkim wielka zmiana generacyjna. I nie jest więc przypadkiem, że antykapitalizm, socjalizm, czy otwarta krytyka praktyk kościoła katolickiego oraz patriarchatu wkraczają dziś do mainstreamu i stają się politycznym głosem Lewicy. Jeszcze 10 lat temu postulaty dot. zabrania publicznych pieniędzy kościołowi, czy socjalistycznya krytyka patologii kapitalizmu wydawały się być absolutnie poza zasięgiem „normalnych” i działających w warunkach sejmowych partii. Teraz są to już rzeczywiste postulaty. I jest w tym mnóstwo zasługi ideowców, którzy przez te lata, kiedy lewica była zliberalizowana, kontynuowali swoją walkę. Ludzie tacy, jak Piotr Ikonowicz pomogli Lewicy zachować jej tożsamość nawet wtedy, kiedy ona sama są ją straciła. Ta walka przyniosła rezultaty, praca wychowawcza się opłaciła! Rodzi się siła, która pojawia się wtedy, kiedy ideowi i głęboko czerwoni ludzie Lewicy stają się jej częścią.

Socjalizm tak, ale bez mitów i falszów

Słowo socjalizm coraz częściej pojawia się w sferze medialnej. W ocenie trendów i decyzji społecznych, politycznych i gospodarczych kojarzonych w polskiej przestrzeni medialnej ze słowem socjalizm przeważają zwykle mity i fałsze.

Warto zastanowić się nad rozumieniem tego słowa, a właściwie kryjącej się za nim idei, przez używających tego sformułowania. Dla jednych kryje się w tym zarzut powrotu do fałszywych rozwiązań politycznych i społecznych, dla części starszego pokolenia oznacza tęsknotę za czasami w których państwo zapewniało stabilizację życiową i możliwość awansu społecznego. Wśród ludzi młodych słowo to oznacza coraz częściej pragnienie radykalnej zmiany prowadzącej do eliminacji rosnącego rozwarstwienia społecznego w którym bogaci staja się coraz bogatsi, biedni coraz biedniejsi, a klasa średnia nie widzi szans na własny rozwój.

Skrajnym przypadkiem używania słowa socjalizm jest pogląd części zwolenników Konfederacji dla których socjalizmem jest każde odstępstwo od nieograniczonej wolności jednostki i całkowitego podporządkowania losu jednostki jej własnej zaradności i odziedziczonego statusu społecznego. Państwo jako struktura potrzebne jest wg tych poglądów jedynie dla realizacji bezpieczeństwa zewnętrznego i utrzymania zastanego porządku społecznego.

Rozważając rolę państwa w powiazaniu z socjalizmem warto zwrócić uwagę na coraz silniej realizowaną przez PiS tendencję do upaństwowienia wszelkich przejawów życia gospodarczego i społecznego. W sferze gospodarki przejawia się to przez wykupywanie lub przejmowanie prywatnych banków, łączenie spółek skarbu państwa w coraz większe konglomeraty i wykupywanie przez nie innych podmiotów. Przykłady to przejęcie bez odszkodowania Get in Banku, rozrost PZU, który z instytucji czysto ubezpieczeniowej stał się globalną instytucja finansową, koncentracja państwowych spółek energetycznych, czy wreszcie wkraczanie Orlenu do sektora medialnego.

W sferze społecznej to zamierzone przejęcie przez struktury państwowe szpitali prowadzonych obecnie przez struktury samorządowe.
Do tego dochodzą stosowane wybiórczo systemy dotacji dla sfery kultury i nauki, mające na celu promocję poglądów akceptowanych przez organy władzy.

Kierownictwo Zjednoczonej Prawicy wierzy niezachwiane w omnipotencję państwa w sferze gospodarczej , a dla ułatwienia realizacji tego celu wprowadza rozwiązania prawne i strukturalne eliminujące wpływ innych poglądów na funkcjonowanie państwa. Zmiany w prokuraturze i sądownictwie, dążenie do podporzadkowania sobie Rzecznika Praw Obywatelskich, ograniczanie roli samorządów to przykłady realizacji tego zamierzenia. Powoli Polska zmierza w stronę modelu autorytarnego, przy jednoczesnym głoszeniu tezy o niezagrożonej demokracji.

Pozornie rozwiązanie te nawiązują do porządku prawnego i gospodarczego z czasów PRL. Nie można się temu dziwić ponieważ „Przywódca Polski” Jarosław Kaczyński wzrastał i kształtował swoje rozumienie prawa (łącznie z tezami doktoratu) w tym okresie i otoczony jest licznym gronem byłych członków PZPR .

Wielu członków opozycji twierdzi, że Polska wraca w ten sposób do socjalizmu, co świadczy o niezrozumieniu ustroju PRL i jego tożsamości z socjalizmem.

Po pierwsze państwowa własność środków produkcji dominująca w PRL to w doktrynie socjalistycznej tylko jedna z możliwych realizacji zasady społecznej własności tych środków. Podkreślali to działacze PPS od początku jej istnienia (np. Ignacy Daszyński w swojej broszurze „Pogadanki o socjalizmie” przypomnianej ostatnio na stronie internetowej PPS (www.ppspl.eu). Przedwojenna PPS rozwijała spółdzielczość jako istotną formę uspołecznienia. Takie też były priorytety PPS po wojnie, przerwane przez wymuszone przez Stalina w 1948 roku zjednoczenie (a właściwie wchłoniecie ) PPS przez Polską Partią Robotniczą o światopoglądzie komunistycznym, a nie socjalistycznym. Po zjednoczeniu byli działacze PPS nadawali w miarę możliwości bardziej liberalny kierunek w ramach PZPR. Warto tu wspomnieć takie postacie jak Adam Rapacki, Jan Mulak , a nawet do pewnego stopnia Józef Cyrankiewicz. Uczeni o rodowodzie socjalistycznym wiedli też prym w instytucjach naukowych i związanych z kulturą, wielu z nich jak np. Jan Strzelecki, Krzysztof Dunin Wąsowski było aktywnymi członkami Polskiej Akademii Nauk.

Podstawowym warunkiem uspołecznienia jest współudział decyzyjny społeczeństwa, w tym w pierwszym rzędzie pracowników, również w zakresie wyboru zarządów oraz współodpowiedzialność pracowników za wyniki przedsiębiorstwa.

Formy realizacji społecznej własności to po pierwsze spółdzielczość, w której z założenia wszyscy członkowie spółdzielni maja równe prawa i obowiązki, wspólnie wybierają zarządy i na równych prawach uczestniczą w dochodach i stratach spółdzielni . Inną formą uspołecznienia są akcjonariaty pracownicze, które w swoim założeniu pozwalają pracobiorcom na udział w procesie decyzyjnym i wiążą go mentalnie z przedsiębiorstwem, co nie pozostaje bez wpływu na zaangażowanie w jego rozwój . Akcjonariaty pracownicze były rozpowszechnioną formą własności po II Wojnie Światowej w Kanadzie i częściowo w USA. Udziały w przedsiębiorstwie były imienne i niezbywalne (z wyjątkiem odsprzedaży firmie) przy zaprzestaniu pracy w tej firmie. Gdy zaczęła dominować filozofia neoliberalna, wprowadzono obrót wtórny tymi udziałami, Wielu pracobiorców sprzedało te udziały, dobrowolnie, bez świadomości skutków, że straciło status współudziałowca o określonych prawach współdecydowania i dużej gwarancji zatrudnienia i stali się w tan sposób typowymi pracownikami najemnymi ze znacznie zwiększoną podatnością na wyzysk.

Uspołecznioną formą może też być własność samorządów lokalnych jeśli ich zadaniem jest zaspakajanie potrzeb społeczności lokalnej, a nie wypracowywanie zysku. Ponadto działanie takich firm musi być poddane bieżącej ocenie tej społeczności np. przez odpowiednie kształtowanie składu Rad Nadzorczych.

Do własności społecznej można też zaliczyć firmy prowadzone przez fundacje i stowarzyszenia. W obowiązującym prawie działają one jako spółki prawa handlowego. Potrzebne są nowe uregulowania bliższe modelowi spółdzielczemu niż spółce.

Własność państwowa odznacza się małym uspołecznieniem. W tym przypadku uspołecznienie realizuje się jedynie bardzo pośrednio w akcie wyborczym gdy wybieramy określone partie z ich programami wyborczymi, a rządzący przyzwyczajają nas do faktu, że można tych programów bezkarnie nie realizować. Własność państwowa może w gospodarce socjalistycznej dotyczyć przedsiębiorstw strategicznych, które w założeniu są muszą być mniej wystawione na bieżący wgląd w ich działalność. Warunek uspołecznienia innych przedsiębiorstw państwowych to wprowadzenie rzeczywistej samorządności, co wymaga wypracowania i wdrożenia „Nowego Ładu” społecznego.

Wartości musi określać cała zbiorowość, a nie tylko jej wybrani przedstawiciele, ma ona prawo do należnej jej władzy, w szczególności do suwerennego decydowania o strategicznych wyborach gospodarczych, ustrojowych i kadrowych. Ten nowy ład musi być wypracowany przez socjalistów i całą lewicę.

W okresie późniejszego PRL stworzono pewną protezę uspołecznienia poprzez dość silną, choć często fasadową pozycję związków zawodowych, a także działających w przedsiębiorstwach stowarzyszeń technicznych i zawodowych.

Obecnie pozycja rozdrobnionych związków zawodowych jest bardzo słaba, a stowarzyszenia zawodowe zostały pozbawione jakiegokolwiek wpływu i prawie nie działają.

Co więcej neoliberalne podejście ekip postsolidarnościowych doprowadziło do faktycznego sprywatyzowania firm państwowych przez nadanie im formy Spółek Skarbu Państwa, podlegających temu samemu rygorowi prawnemu, co spółki z sektora czysto prywatnego.

Można złośliwie stwierdzić, że uspołecznienie spółek państwowych polega na zarządzanie ich przez członków tej części społeczeństwa, która jest rodzinnie lub partyjnie powiązana z PiS.

Dziwi, że w wystąpieniach działaczy lewicowych sympatyzujących z socjalizmem pojawia się postulat upaństwowienia szeregu dziedzin, ale nie towarzyszy im refleksja nad koniecznością rzeczywistego uspołecznienia tej formy własności. Bez tego grozi nam upowszechnienie PiS-owskiego modelu zarządzania majątkiem państwowym, który też w dużej mierze obecny był w czasach PRL .

Warto też zwrócić uwagę na kojarzenie z socjalizmem rozdawnictwa w postaci 500+, 13 emerytury itp. To model populistyczny, a nie socjalistyczny. W socjalizmie musi działać spójny i całościowy system opieki nad słabszymi i wykluczonymi, systemy sprawiedliwego i równego dostępu do usług społecznych takich jak zdrowie, oświata i kultura. W dość dużym stopniu system ten był realizowany w okresie PRL . Obecnie system ten jest w dużej mierze skomercjalizowany. To też problem który musi być silniej prezentowany w programach partii lewicowych.

Problem fałszywego lub opartego na mitach rozumienia słowa socjalizm zawiera jeszcze wiele innych wątków, które wymagają dalszego rozwinięcia.