Lewica idzie w lewo!

I bardzo dobrze!

Zarówno odejścia konserwatywnych polityków z minionej ery, jak i wsparcie dla kandydatury Piotra Ikonowicza na RPO świadczą dobitnie, że Lewica odzyskuje swoją lewicową tożsamość. Kończy się czas dominacji liberalizmu i oportunistycznego centryzmu. Kończą się czasy, kiedy lewicę określały same zachwyty nad byciem w UE.

Nowa Lewica wraca na czerwone tory. I wiedziałem o tym już wtedy, kiedy podjąłem decyzję o tym, aby wesprzeć Lewicę w wyborach do parlamentu. Ta zmiana była już w ludziach i działaczach. To przede wszystkim wielka zmiana generacyjna. I nie jest więc przypadkiem, że antykapitalizm, socjalizm, czy otwarta krytyka praktyk kościoła katolickiego oraz patriarchatu wkraczają dziś do mainstreamu i stają się politycznym głosem Lewicy. Jeszcze 10 lat temu postulaty dot. zabrania publicznych pieniędzy kościołowi, czy socjalistycznya krytyka patologii kapitalizmu wydawały się być absolutnie poza zasięgiem „normalnych” i działających w warunkach sejmowych partii. Teraz są to już rzeczywiste postulaty. I jest w tym mnóstwo zasługi ideowców, którzy przez te lata, kiedy lewica była zliberalizowana, kontynuowali swoją walkę. Ludzie tacy, jak Piotr Ikonowicz pomogli Lewicy zachować jej tożsamość nawet wtedy, kiedy ona sama są ją straciła. Ta walka przyniosła rezultaty, praca wychowawcza się opłaciła! Rodzi się siła, która pojawia się wtedy, kiedy ideowi i głęboko czerwoni ludzie Lewicy stają się jej częścią.

Socjalizm tak, ale bez mitów i falszów

Słowo socjalizm coraz częściej pojawia się w sferze medialnej. W ocenie trendów i decyzji społecznych, politycznych i gospodarczych kojarzonych w polskiej przestrzeni medialnej ze słowem socjalizm przeważają zwykle mity i fałsze.

Warto zastanowić się nad rozumieniem tego słowa, a właściwie kryjącej się za nim idei, przez używających tego sformułowania. Dla jednych kryje się w tym zarzut powrotu do fałszywych rozwiązań politycznych i społecznych, dla części starszego pokolenia oznacza tęsknotę za czasami w których państwo zapewniało stabilizację życiową i możliwość awansu społecznego. Wśród ludzi młodych słowo to oznacza coraz częściej pragnienie radykalnej zmiany prowadzącej do eliminacji rosnącego rozwarstwienia społecznego w którym bogaci staja się coraz bogatsi, biedni coraz biedniejsi, a klasa średnia nie widzi szans na własny rozwój.

Skrajnym przypadkiem używania słowa socjalizm jest pogląd części zwolenników Konfederacji dla których socjalizmem jest każde odstępstwo od nieograniczonej wolności jednostki i całkowitego podporządkowania losu jednostki jej własnej zaradności i odziedziczonego statusu społecznego. Państwo jako struktura potrzebne jest wg tych poglądów jedynie dla realizacji bezpieczeństwa zewnętrznego i utrzymania zastanego porządku społecznego.

Rozważając rolę państwa w powiazaniu z socjalizmem warto zwrócić uwagę na coraz silniej realizowaną przez PiS tendencję do upaństwowienia wszelkich przejawów życia gospodarczego i społecznego. W sferze gospodarki przejawia się to przez wykupywanie lub przejmowanie prywatnych banków, łączenie spółek skarbu państwa w coraz większe konglomeraty i wykupywanie przez nie innych podmiotów. Przykłady to przejęcie bez odszkodowania Get in Banku, rozrost PZU, który z instytucji czysto ubezpieczeniowej stał się globalną instytucja finansową, koncentracja państwowych spółek energetycznych, czy wreszcie wkraczanie Orlenu do sektora medialnego.

W sferze społecznej to zamierzone przejęcie przez struktury państwowe szpitali prowadzonych obecnie przez struktury samorządowe.
Do tego dochodzą stosowane wybiórczo systemy dotacji dla sfery kultury i nauki, mające na celu promocję poglądów akceptowanych przez organy władzy.

Kierownictwo Zjednoczonej Prawicy wierzy niezachwiane w omnipotencję państwa w sferze gospodarczej , a dla ułatwienia realizacji tego celu wprowadza rozwiązania prawne i strukturalne eliminujące wpływ innych poglądów na funkcjonowanie państwa. Zmiany w prokuraturze i sądownictwie, dążenie do podporzadkowania sobie Rzecznika Praw Obywatelskich, ograniczanie roli samorządów to przykłady realizacji tego zamierzenia. Powoli Polska zmierza w stronę modelu autorytarnego, przy jednoczesnym głoszeniu tezy o niezagrożonej demokracji.

Pozornie rozwiązanie te nawiązują do porządku prawnego i gospodarczego z czasów PRL. Nie można się temu dziwić ponieważ „Przywódca Polski” Jarosław Kaczyński wzrastał i kształtował swoje rozumienie prawa (łącznie z tezami doktoratu) w tym okresie i otoczony jest licznym gronem byłych członków PZPR .

Wielu członków opozycji twierdzi, że Polska wraca w ten sposób do socjalizmu, co świadczy o niezrozumieniu ustroju PRL i jego tożsamości z socjalizmem.

Po pierwsze państwowa własność środków produkcji dominująca w PRL to w doktrynie socjalistycznej tylko jedna z możliwych realizacji zasady społecznej własności tych środków. Podkreślali to działacze PPS od początku jej istnienia (np. Ignacy Daszyński w swojej broszurze „Pogadanki o socjalizmie” przypomnianej ostatnio na stronie internetowej PPS (www.ppspl.eu). Przedwojenna PPS rozwijała spółdzielczość jako istotną formę uspołecznienia. Takie też były priorytety PPS po wojnie, przerwane przez wymuszone przez Stalina w 1948 roku zjednoczenie (a właściwie wchłoniecie ) PPS przez Polską Partią Robotniczą o światopoglądzie komunistycznym, a nie socjalistycznym. Po zjednoczeniu byli działacze PPS nadawali w miarę możliwości bardziej liberalny kierunek w ramach PZPR. Warto tu wspomnieć takie postacie jak Adam Rapacki, Jan Mulak , a nawet do pewnego stopnia Józef Cyrankiewicz. Uczeni o rodowodzie socjalistycznym wiedli też prym w instytucjach naukowych i związanych z kulturą, wielu z nich jak np. Jan Strzelecki, Krzysztof Dunin Wąsowski było aktywnymi członkami Polskiej Akademii Nauk.

Podstawowym warunkiem uspołecznienia jest współudział decyzyjny społeczeństwa, w tym w pierwszym rzędzie pracowników, również w zakresie wyboru zarządów oraz współodpowiedzialność pracowników za wyniki przedsiębiorstwa.

Formy realizacji społecznej własności to po pierwsze spółdzielczość, w której z założenia wszyscy członkowie spółdzielni maja równe prawa i obowiązki, wspólnie wybierają zarządy i na równych prawach uczestniczą w dochodach i stratach spółdzielni . Inną formą uspołecznienia są akcjonariaty pracownicze, które w swoim założeniu pozwalają pracobiorcom na udział w procesie decyzyjnym i wiążą go mentalnie z przedsiębiorstwem, co nie pozostaje bez wpływu na zaangażowanie w jego rozwój . Akcjonariaty pracownicze były rozpowszechnioną formą własności po II Wojnie Światowej w Kanadzie i częściowo w USA. Udziały w przedsiębiorstwie były imienne i niezbywalne (z wyjątkiem odsprzedaży firmie) przy zaprzestaniu pracy w tej firmie. Gdy zaczęła dominować filozofia neoliberalna, wprowadzono obrót wtórny tymi udziałami, Wielu pracobiorców sprzedało te udziały, dobrowolnie, bez świadomości skutków, że straciło status współudziałowca o określonych prawach współdecydowania i dużej gwarancji zatrudnienia i stali się w tan sposób typowymi pracownikami najemnymi ze znacznie zwiększoną podatnością na wyzysk.

Uspołecznioną formą może też być własność samorządów lokalnych jeśli ich zadaniem jest zaspakajanie potrzeb społeczności lokalnej, a nie wypracowywanie zysku. Ponadto działanie takich firm musi być poddane bieżącej ocenie tej społeczności np. przez odpowiednie kształtowanie składu Rad Nadzorczych.

Do własności społecznej można też zaliczyć firmy prowadzone przez fundacje i stowarzyszenia. W obowiązującym prawie działają one jako spółki prawa handlowego. Potrzebne są nowe uregulowania bliższe modelowi spółdzielczemu niż spółce.

Własność państwowa odznacza się małym uspołecznieniem. W tym przypadku uspołecznienie realizuje się jedynie bardzo pośrednio w akcie wyborczym gdy wybieramy określone partie z ich programami wyborczymi, a rządzący przyzwyczajają nas do faktu, że można tych programów bezkarnie nie realizować. Własność państwowa może w gospodarce socjalistycznej dotyczyć przedsiębiorstw strategicznych, które w założeniu są muszą być mniej wystawione na bieżący wgląd w ich działalność. Warunek uspołecznienia innych przedsiębiorstw państwowych to wprowadzenie rzeczywistej samorządności, co wymaga wypracowania i wdrożenia „Nowego Ładu” społecznego.

Wartości musi określać cała zbiorowość, a nie tylko jej wybrani przedstawiciele, ma ona prawo do należnej jej władzy, w szczególności do suwerennego decydowania o strategicznych wyborach gospodarczych, ustrojowych i kadrowych. Ten nowy ład musi być wypracowany przez socjalistów i całą lewicę.

W okresie późniejszego PRL stworzono pewną protezę uspołecznienia poprzez dość silną, choć często fasadową pozycję związków zawodowych, a także działających w przedsiębiorstwach stowarzyszeń technicznych i zawodowych.

Obecnie pozycja rozdrobnionych związków zawodowych jest bardzo słaba, a stowarzyszenia zawodowe zostały pozbawione jakiegokolwiek wpływu i prawie nie działają.

Co więcej neoliberalne podejście ekip postsolidarnościowych doprowadziło do faktycznego sprywatyzowania firm państwowych przez nadanie im formy Spółek Skarbu Państwa, podlegających temu samemu rygorowi prawnemu, co spółki z sektora czysto prywatnego.

Można złośliwie stwierdzić, że uspołecznienie spółek państwowych polega na zarządzanie ich przez członków tej części społeczeństwa, która jest rodzinnie lub partyjnie powiązana z PiS.

Dziwi, że w wystąpieniach działaczy lewicowych sympatyzujących z socjalizmem pojawia się postulat upaństwowienia szeregu dziedzin, ale nie towarzyszy im refleksja nad koniecznością rzeczywistego uspołecznienia tej formy własności. Bez tego grozi nam upowszechnienie PiS-owskiego modelu zarządzania majątkiem państwowym, który też w dużej mierze obecny był w czasach PRL .

Warto też zwrócić uwagę na kojarzenie z socjalizmem rozdawnictwa w postaci 500+, 13 emerytury itp. To model populistyczny, a nie socjalistyczny. W socjalizmie musi działać spójny i całościowy system opieki nad słabszymi i wykluczonymi, systemy sprawiedliwego i równego dostępu do usług społecznych takich jak zdrowie, oświata i kultura. W dość dużym stopniu system ten był realizowany w okresie PRL . Obecnie system ten jest w dużej mierze skomercjalizowany. To też problem który musi być silniej prezentowany w programach partii lewicowych.

Problem fałszywego lub opartego na mitach rozumienia słowa socjalizm zawiera jeszcze wiele innych wątków, które wymagają dalszego rozwinięcia.

Odstawić lud na półkę

Przyglądając się dyskusji dotyczącej manifestu/projektu „Nowej Polski Ludowej” nie sposób pozbyć się wrażenia, że mamy do czynienia z czymś, co już było. I jest tak nie tylko dlatego, że autorzy podpisani pod „Manifestem” świadomie przywołują i odnoszą się do Polski Ludowej.

Krytykę zacznę od pochwał. W „Manifeście Nowej Polski Ludowej” znajdziemy zestaw bardzo trafnych obserwacji i diagnoz. Transformacja ustrojowa była katastrofą i prywatyzacyjną masakrą. Dobrze jest też zauważać dorobek pokoleń obudowujących Polskę z wojennych ruin i budujących realny socjalizm, którego niektóre zdobycze są z nami aż do dziś. Trafna jest też krytyka imperializmu, neoliberalizmu, czy dominującego współcześnie indywidualistycznego, rynkowego egoizmu. Fragmenty diagnozy trafnie umiejscawiają też nasz kraj na styku centrum i peryferii kapitalistycznego uniwersum.

Zdecydowanie gorzej jest już jednak na etapie postulatów. Autorzy, którzy odnoszą się do prób budowania socjalizmu postulują wyjątkowo oszczędne i raczej umiarkowanie trafne reformy. Praktycznie wszystkie zaprezentowane przez autorów postulaty zawarłem w swoim wcześniejszym tekście poświęconym lewicowej dyskusji programowej („Postawmy diagnozę”). Tyle, że tamte postulaty były zbiorem postulatów dla współczesnej socjaldemokracji, próbą utworzenia programu wstępnego w ramach szerokiego sojuszu. Na teraz, w okresie przejściowym i nie w ramach socjalistycznego programu budowy „Nowej Polski Ludowej”.

Wszystko to, czego pragną autorzy Manifestu to zaś w skrócie: socjalliberalne państwo opiekuńcze z kilkoma znacjonalizowanymi przedsiębiorstwami. Jest to kraj, który niespecjalnie różniłby się od współczesnych Niemiec, czy państw Skandynawii, albo Czech, gdzie prywatyzacyjny horror nie dokonał aż takich zniszczeń.
Autorzy silnie poszukują też tożsamości. Sami zresztą nas o tym informują. Manifest odrzuca więc zarówno wschodnie, jak i zachodnie „kopiowanie”. Zostawia jednak czytelników z niczym. No może z jednym – sentymentem za polską „ludowością”.

Czym jest ta „ludowość”? Tego nie dowiemy się z Manifestu, ale możemy dowiedzieć się z historii PRL-u. Otóż „ludowość” w Polsce Ludowej była po prostu wehikułem ideologicznym, który wykorzystano tworząc nową konstytucję, aby apelować i walczyć o jedność pomiędzy pracownikami z miast oraz wsi. Sprzeczności pomiędzy miastem i wsią były w czasach socjalizmu jedną z największych bolączek władz Bloku Wschodniego. Było tak dlatego, ponieważ błyskawiczna industrializacja oraz umiastowienie młodych społeczeństw socjalistycznych tworzyło duże napięcie pomiędzy obszarami miejskimi i wiejskimi. „Ludowość” wykorzystywano też w charakterze miękkiego środka politycznego nacisku. Uznawano bowiem, że sam socjalizm jest postulatem nadal zbyt ryzykownym i nieczytelnym.
I właśnie dlatego posługiwano się substytutem, który niewiele przy tym znaczył i odnosił się do mglistego pojęcia „ludu”, które ani z klasami społecznymi, ani z socjalizmem nie ma za wiele wspólnego. Zapłacono też za to dużą cenę. Zaniedbania w edukacji klasowej, brak krzewienia postaw socjalistycznych i pójście miękkim kursem na „ludowość” oraz nieuchronnie związany z nią klerykalizm były gwoździem do trumny całego polskiego socjalizmu. Polska Ludowa przegrała właśnie dlatego, że przestała być socjalistyczna, a pojęcie ludu i ludowości przejęła i zwyciężyła dla siebie prawica, która zawładnęła też zbiorową wyobraźnią samych pracowników.

Ta sytuacja trwa aż do dziś. Także dlatego PiS nie ma dziś problemu z używaniem i aktywnym wykorzystywaniem tej kategorii. Nawet sprzyjający PiS-owi i wyłącznie antyliberalni „lewicowcy” zazwyczaj mówią właśnie o „ludzie”, a nie o klasach społecznych, czy o socjalizmie. Dlaczego? Dlatego, że „lud” jest workiem, do którego wrzucić można wszystko. Można chwalić mądrość „ludu” i nie zadawać pytań o realne klasowe interesy, które ten sam „lud” obecnie realizuje. Tymczasem przewrót teoretyczny dokonany przez Karola Marksa polegał właśnie na tym, że socjaliści (wcześniej utopijni) przestali mówić o „ludzie” niczym o żywiole i zamienili lud na klasy. Nie trzeba było już patrzeć, co „lud” robi i doszukiwać się w tym wcielonej mądrości (jak robią to dziś różni reprezentanci lewicy), ale wystarczyło zacząć zadawać konkretne i wynikające z socjalizmu naukowego pytania: czyje interesy klasowe są realizowane, które klasy społeczne są posiadającymi, jaki projekt klasowy jest realizowany itd.
„Lud” nie tylko nie istnieje, jako kategoria socjologiczna i poznawcza, ale zawiódł również dawnych socjalistów. Jest też kategorią skażoną przez konotacje z faszyzmem i różnymi odmianami prawicy. Dlatego – nie popełniając znów tych samych błędów – socjaliści muszą mówić o socjalizmie. A zamiast o „ludzie” – o pracownikach, proletariacie, czy prekariacie (i innych mutacjach pojęcia: ludzie pracy). Nawet liberalny „obywatel” znaczy znacznie więcej.

Fascynacja „ludowością” sama w sobie ma też paternalistyczny i klasistowski charakter. Sam „lud” też wcale nie chce być „ludem”. Bajki o „ludzie” to dziś głównie politycznie PiS-owskie lub akademickie fantazje będące wariacjami chłopomanii. Pracownicy najemni nie chcą być identyfikowani z chłopami feudalnymi, nie odnajdą się też w estetyce, która każe im zachwycać się buntami chłopskimi z XVI wieku i nie pragną też wcale szukać dowodów swej potencjalnej wielkości w upodleniu, jakie stało się udziałem dawnych chłopów pańszczyźnianych i ich przodków. To, że dla grupy akademików bieda, nędza i wyzysk z dawnych wieków są rozczulające i fascynujące wcale nie oznacza, że tak samo o powiązaniu z feudalnym chłopstwem myślą szeregowi pracownicy. „Ludowość” dzisiejszych pracowników jest przez nich wyparta jeszcze bardziej niż ich proletariackość.

Wędka „na potomka chłopa” nie zadziała. W tym też sensie wysyp lewicowej mody na „ludowość” jest realnie skrajnie „nieludowy”, tzn. przodują w nim intelektualiści, związani zazwyczaj z filozoficznymi studiami nad przeszłością, które interesują dziś może kilka procent czytelników książek i fascynatów historii. Ludzie pracy nie chcą być też „ludem” ze względów ideologicznych oraz estetycznych. Nawet w teledyskach disco-polo, które duże grono uosabia z „ludowym gustem”, dominują: przepych, bogactwo, garnitury, czy wyjazdy na wczasy do ciepłych krajów, gdzie kręci się znaczną część klipów. Człowiekowi pracy dużo bliżej jest dziś do wizji postępu, bogactwa, dobrobytu i nowoczesności. Retroludowość jest dla nikogo.

Trzeba też przy okazji udzielić odpowiedzi na pytanie – dlaczego fascynacja „ludem” i „ludowością” wypiera kontekst robotniczy i pracowniczy? Głównym powodem jest tu dominacja konserwatyzmu oraz ucieczka akademików z pól kojarzonych tradycyjnie z socjalizmem w stronę tego, co w istniejących warunkach bezpieczniejsze. Taktyki przetrwania lewicującej akademii rzutują na boom na „lud”, który jako kategoria jest do zaakceptowania dla panującej w Polsce politycznej ideologii, w tym dla czujących się tu bezpieczniej liberałów. Co innego robotnicy, pracownicy, a już najgorzej – socjalizm. Przy tym ostatnim wpada policja.

Współcześni pracownicy przemawiają już własnym głosem, tworząc go też w oparciu o kulturę, którą tworzą klasy panujące. Lewicową odpowiedzią nie jest wcale „Powrót do przeszłości” i zachwyt nad muzyką zespołu R.U.T.A, ale nadawanie na falach, które współczesny proletariat dziś odbiera. Dziś, a nie wieki temu, czy za Jakuba Szeli, albo innego chłopskiego buntownika z zupełnie innej epoki i momentu dziejowego.

Chłopomania i ludomania są wstecznictwem. Nic więc też dziwnego, że wspierają ją środowiska prawicowe, które na podstawie sentymentu do przeszłości próbują umocować się ideologicznie i przedstawiać w roli obrońcy (i panów) uciśnionych. PiS jest jednak mądrzejsze od większości lewicowych fascynatów przeszłością, bo wie jednocześnie, że jego poparcie, to rezultat drobnych transferów socjalnych i polityk, które sprawiają wrażenie socjalistycznych. Ale nimi nie są. I tu wkracza projekt, który jest potrzebny: projekt nowego socjalizmu, z wielowątkową, głęboko zróżnicowaną tożsamością pracowniczą, jako podstawową ideologiczną i kulturową. Zero taplania się w historii. Maksimum nowoczesności, żądań wyższego poziomu życia i lepszych płac. A zamiast naiwnego i fałszywego „antyelitaryzmu” – wyłącznie antyelitaryzm antykapitalistyczny.
Bo pracownicy chcą ucieczki ze swojego położenia, w które wciska ich kapitalistyczny wyzysk. Ale nie pójdą za Polską Ludową 2.0. Nie tylko dlatego, że PRL został skutecznie (i nieodwracalnie) skompromitowany w oczach wielu, ale i z uwagi na to, że „ludowość” jest obciachowa. Niezwiązana z postępem, bogactwem i oderwana od rzeczywistości przyciągnie najwyżej wąskie grono socjalistów i miłośników badań nad historią wykluczenia. I nie jest to wcale efekt tego, że uciśniony „lud” ma PTSD i wyparł się w kapitalizmie swych korzeni (PS – A jeśli nawet to zrobił, to może słusznie???).

Po pierwsze: to zbrodnia uważać, że kultura uciemiężonego chłopa albo wyzyskiwanego pracownika, jest domyślną kulturą danej klasy (to jakby bitemu przez właściciela psu mówić, że kultura bitych psów jest cudowna). Po drugie: ludowość, którą znamy dziś nie jest żadną prawdziwą ludowością, tylko rojeniami na temat kultury chłopstwa, z której większość nie przetrwała do naszych czasów. To jak ze strojami ludowymi, które wszyscy znamy z tańców „ludowych”, a które realnie wymyślono w XIX wieku, kiedy klasy wyższe i grono artystów mieli nagle taki kaprys. Podobnie jest też z Polską Ludową – to logo i to pojęcie jest już przestarzałe i odnosi się do kultury, momentu dziejowego i sytuacji, których już nie ma.
Ciągłe i przesadne odniesienia do realnego socjalizmu są na dziś bardziej problematyczne niż twórcze. I wie to raczej każdy, kto wyszedł z praktyką polityczną poza poziom pisania ogólnych dokumentów przeznaczonych dla wąskich kręgów działaczy. Fetysz przesadnie częstych odniesień do PRL-u miał być może sens w latach 90-tych. Obecnie jest to już głównie próba pójścia na łatwiznę bez wypracowania nowych kategorii i nowego języka politycznego. Nowy socjalizm będzie miał znacznie więcej wspólnego z „Julkami” niż z Bolesławem Bierutem.

W pewien sposób wydaje się to rozumieć Jan J. Zygmuntowski, którego krytyka jest w zasadzie jednym wielkim manifestem pochwalnym dla nowoczesnych technologii. W swojej polemice bardzo słusznie zwraca on uwagę na to, że dla projektowania gospodarki socjalistycznej kluczowy staje się informatyczny aspekt planowania. Problemem są jednak konkrety. Tekst Zygmuntowskiego byłby wspaniałym dokumentem inauguracyjnym dla nowego ministra cyfryzacji w nowej, socjalistycznej Polsce, ale nie mówi nam niczego poza tym, że jej autor byłby dobrym kandydatem na to stanowisko.

Pracownicy nie żyją jako informacje. Nie zorganizują się na hasła będące żargonem dla informatyków. A zresztą – zdobycie środków niezbędnych do masowego tworzenia wspólnic danych itp. i tak wymaga wpierw przeprowadzenia skutecznej rewolucji socjalistycznej. To, co staje się (nawet uzasadnionym, funkcjonalnym i realnie socjalistycznym) technologicznym fetyszem nie znajdzie zaś zrozumienia u ludzi, którzy żyją na bazie doświadczeń ze swej codzienności. „W pełni zautomatyzowany, gejowski komunizm przyszłości” jest jeszcze mniej czytelny i jeszcze mniej zrozumiały z każdym kolejnym słowem komponującym to określenie.
Działalność nie jest dla działaczy. Jest przez nich. I przypomnę, że w tym momencie społeczeństwo polskie nie wie nawet do końca czym jest lewica. Duża część ludzi o lewicowych przekonaniach chciałaby nawet np. odebrania zasiłków. To są problemy, z którymi musimy walczyć. I nie da się tego obejść tworząc sam metaprojekt „Nowej Polski Ludowej, czy „Techno Socjalizmu”, bo projekt ogólny nie może funkcjonować/istnieć estetycznie w kompletnym oderwaniu od realnych warunków pracy i życia współczesnych ludzi pracy. Potrzebny jest też język międzynarodowy i nawiązujący do panującej, zachodniej, zglobalizowanej kultury. Skazanie się na skansen odniesień do symboli sprzed ery internetu to przepis na klub historyczny i kompletną klęskę polityczną.

Lewica, praca, równość, ocalenie Ziemi, socjalizm, precz z miliarderami…. I gdzieś, daleko w tle nawiązania do kilku dobrych rozwiązań z czasów realnego socjalizmu. Ale tylko w dalekim tle. Tak, jak rewolucje XX wieku nie czepiały się symboliki wieku XIX, tak samo my nie możemy stać się więźniami osobistych, historycznych, czy też futurologicznych sympatii. Mówienie o „ludzie” i do „ludu”, to z kolei siłą rzeczy wchodzenie w roli zbawcy. A takiego zbawcy ludzie pracy wcale nie potrzebują. Jedyne, czego im trzeba do dobrego reprezentanta ich klasowych interesów. Bo kontynuacją Polski Ludowej nie jest Ludowość 2.0, lecz nowy socjalizm. I ten niekoniecznie nawet musi nazywać się „socjalizmem”.

Jestem, byłam, będę

Wolność tylko dla zwolenników rządu, tylko dla członków partii – choćby nawet byli nie wiadomo jak liczni – nie jest wolnością. Wolność jest zawsze wolnością dla myślących inaczej.
Róża Luksemburg

Las czerwonych sztandarów – wiele z nich ozdobionych znakiem sierpa i młota. Portrety Róży Luksemburg, Włodzimierza Lenina, Karola Liebknechta, Karola Marksa oraz innych znanych działaczy komunistycznych. Transparenty eksponujące wolę walki o sprawiedliwość społeczną oraz hasła antywojenne, antykapitalistyczne.

Tak 12 stycznia 2020 r. wyglądał pochód, w którym uczestniczyło wiele tysięcy ludzi zmierzających ulicami Berlina na cmentarz, gdzie pochowani są zasłużeni socjaliści i komuniści. Złożono tam niezliczone ilości czerwonych goździków; najwięcej na grobie Róży Luksemburg czym upamiętniono 101. rocznicę jej tragicznej śmierci (15.01.1919 r.).

Nie tylko wspomniana manifestacja w Berlinie, w której uczestniczyłem, ale istnieje jeszcze wiele innych objawów wskazujących, że Róża Luksemburg – tu pozwolę sobie zacytować słowa dziennikarza i publicysty Rafała Wosia -„jest prawdopodobnie najbardziej znaną Polką na świecie. W tej kategorii konkurować z nią może tylko Maria Skłodowska Curie”(…). Zostało po niej kilka otwartych drzwi do: innego socjalizmu, innej integracji europejskiej, innej polityki”./1

W niniejszym eseju spróbuję zwrócić uwagę na niektóre epizody z życia tej niezwykłej kobiety oraz wskazać asumpty, na które reagowała.

***

Róża Luksemburg urodziła się 5 marca 1871 r. w Zamościu. Trzynaście dni później rozpoczęło się rewolucyjno-patriotyczne powstanie zwane Komuną Paryską, a półtora miesiąca wcześniej – dokładnie 18 stycznia 1871 r.w sali lustrzanej pałacu w Wersalu, na oczach pokonanych – w dopiero co zakończonej wojnie – Francuzów, przedstawiciele władców byłego Związku Niemieckiego przekazali koronę cesarską królowi pruskiemu Wilhelmowi I Hohenzollernowi. W taki oto spektakularny sposób proklamowano zjednoczenie Niemiec w postaci Cesarstwa Niemieckiego, Rzeszy Niemieckiej (Deutsches Kaiserreich, Deutsches Reich). Głównym kreatorem tego ostatniego – z wymienionych przeze mnie wydarzeń – był Otto Bismarck (1815-1898). Ten wielkiej miary polityk był nieprzejednanym wrogiem nie tylko Francji, ale przede wszystkim nas Polaków. Świadczą o tym między innymi jego następujące słowa: „Bijcie w Polaków tak, by im ochota do życia odeszła; osobiście współczuję ich położeniu, ale jeśli pragniemy istnieć, nie pozostaje nam nic innego, jak ich wytępić. Wilk też nie odpowiada za to, że Bóg go stworzył takim, jakim jest; dlatego też zabija się go, gdy się tylko może”.

Kiedy do Warszawy na spotkanie z carem Rosji przybył cesarz niemiecki Wilhelm II, czternastoletnia Róża Luksemburg napisała wiersz tej oto treści:

„W polityce jestem jeszcze głupią owcą

Dlatego nie chcę w ogóle z tobą dużo gadać

Jedno chcę ci tylko kochany Wilhelmie powiedzieć

Powiedz tej wstrętnej świni Bismarckowi

Uczyń to dla Europy, cesarzu Zachodu

Rozkaż mu, by nie wystawiał więcej pokoju na pośmiewisko”.

***

Trzy lata przed narodzinami Róży Luksemburg ukazał się pierwszy tom Kapitału Karola Marksa. „Wydawało się wówczas – jak to trafnie skonstatował, niedawno zmarły pisarz historyczny Andrzej Fedorowicz – że w prostszy i bardziej logiczny sposób nie sposób wyjaśnić tego, co w drugiej połowie XIX wieku działo się w gospodarce i życiu społecznym. Marks krytykował świat, w którym ludzie zostali sprowadzeni do roli siły roboczej i zaakceptowali ten stan. Ludzie, którzy uwierzyli, że rzeczy, które wytwarzają, mają jakąś samoistną wartość. Dla Marksa wartością były nie rzeczy, a wykonana praca. Zdaniem niemieckiego filozofa ludzie nie powinni bezmyślnie akceptować świata, w którym żyją, gdyż jest to sprzeczne z ich naturą. Takie poglądy trafiały na podatny grunt także w Polsce”.

Róża Luksemburg w latach gimnazjalnych należała do młodzieżowego koła związanego z pierwszą polską partią socjalno rewolucyjną „Proletariat”(1882-1886). Partia ta – zwana w historiografii Pierwszym Proletariatem – zakończyła swą działalność po aresztowaniu przez władze carskie większości członków jej aktywu. W grudniu 1885 r. sześciu z nich skazano na karę śmierci, a egzekucję wykonano w styczniu 1886 roku na stokach Cytadeli Warszawskiej. O tym, jak polscy postępowi patrioci i socjaliści zareagowali na te pierwsze po powstaniu styczniowym wyroki w zaborze rosyjskim, wydane z przyczyn politycznych, świadczy, między innymi napisany dziesięć lat później artykuł Józefa Piłsudskiego. Wart jest on zacytowania w całości, w tym miejscu jednak (z uwagi, że stanowi on tu tylko przyczynek w odniesieniu do głównego tematu) ograniczę się do przytoczenia jego końcówki:

„…Czcząc dziś pamięć naszych bohaterskich poprzedników w rozpamiętywaniu ubiegłych lat dziesięciu i nabytego doświadczenia, z dumą podnosimy głowę i śmiało spoglądamy w czekającą nas przyszłość. Nieugięci wobec ciosów ze strony rządu, nadal stać zawsze będziemy na straży naszych praw i interesów robotniczych, przygotowując jednocześnie i zbierając siły dla usunięcia tych kajdan niewoli politycznej, które najazd caratu włożył nam na ręce.

Dwa lata po egzekucji Proletariatczyków, siedemnastoletnia Róża Luksemburg włączyła się w nielegalną działalność Polskiej Partii Socjalno-Rewolucyjnej (tzw. II Proletariatu). Szybko jednak została namierzona przez szpicli rosyjskiej policji. W tej sytuacji przywódcy partii, doceniając jej erudycję i wybitną inteligencję zdecydowali wysłać ją do Szwajcarii, jedynego kraju, w którym wówczas kobiety mogły na równi z mężczyznami podjąć studia.

Przez granicę rosyjsko-pruską niósł nią na swoich plecach jeden z głównych współtwórców II Proletariatu Marcin Kasprzak (Różę Luksemburg w dzieciństwie zachorowała na zapalenie stawu biodrowego, przez co na zawsze pozostał jej niedowład nogi oraz inne wady w budowie ciała). Trzy lata później wspólnie z Różą Luksemburg zaangażował się w sprawę strajku dzieci wrzesińskich. W 1904 roku założył w Warszawie drukarnię SDKPiL (Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy). Po jej przypadkowym odkryciu przez policję Marcin Kasprzak zdecydował się bronić. Strzałami z rewolweru zabił 4 policjantów, a jednego ranił. „Za zbrojny opór przedstawicielom władzy, zabójstwo, zadawanie ran nożem, działalność nielegalną przeciwko ustrojowi w szeregach SDKPiL” po brutalnym śledztwie został stracony na stokach Cytadeli Warszawskiej. Róża Luksemburg upamiętniła swego przyjaciela w nekrologu zamieszczonym w gazecie SDKPiL, „Z Pola Walki”: „Walczył do upadłego. A gdy gwałt zwyciężył i przyszło umrzeć – skonał, jak wielcy duchem tylko potrafią. Ostatnim jego ruchem była pięść, grożąca milcząco pachołkowi krwawego cara za prokuratorskim stołem”.

***

W czasie prawie dziesięcioletniego (1888 -1898) pobytu w Szwajcarii Róża Luksemburg studiowała filozofię, ekonomię i prawo. Pierwszego maja 1897 roku na uniwersytecie w Zurychu obroniła doktorat na temat rozwoju przemysłowego w Królestwie Polskim. Jej drugą poważną pracą na tematy ekonomiczne była wydana w 1913 r. „Akumulacja kapitału”. W książce tej między innymi zaprzeczyła przewidywaniom Marksa, że kapitalizm ugryzie się we własny ogon, gdy zabraknie środków do realizacji wytworzonej przez kapitalistów produkcji a słabo opłacani robotnicy nie będą w stanie kupić towarów wytwarzanych przez przemysł.

Ponieważ nie jestem specjalistą w sprawach polityki ekonomicznej posłużę się tu cytatem wziętym z artykułu Wszystkie twarze Róży Luksemburg autorstwa Rafała Wosia:

„Ale Róża Luksemburg pokazała, że niekoniecznie. W tym momencie wejdzie do gry kredyt – zauważyła już w czasie swojej słynnej polemiki z ideologiem SPD Eduardem Bernsteinem parę lat wcześniej. Teraz szła tym tropem dalej: pokazała, że rozwój rynków finansowych będzie prowadzić do coraz szybszej wymiany towarów. Będzie to pchało świat w kierunku zjawisk, które dziś nazywamy finansjalizacją (nadmierna przewagę sektora bankowego nad realną gospodarką).

Luksemburg nie używała tego terminu. Ale to, co pisze, dość dobrze opisuje zjawisko pompowania finansowych banki spekulacyjnych, które doprowadziły do krachu 2008 r. Luksemburg poszła jeszcze dalej. Pokazała jak rynki finansowe będą kolonizować świat Eksportując kapitał za granicę, co skończy się wciąganiem krajów słabszych w pułapkę zadłużeniową. I nową formę kapitalizmu. Tym, co kilka lat temu minister finansów Grecji Janis Warufakis opisał gorzkim: dziś do podboju nie są potrzebne tanki, dziś wystarczą banki. A co wcześniej do pewnego stopnia sprawdziło się w Ameryce Łacińskiej czy Europie Wschodniej”.

***

W Szwajcarii Róża Luksemburg poznała setki radykalnie myślących ludzi, w tym między innymi takie sławy jak: Gieorgij Plechanow, Aleksandra Kołłątaj, Paweł Akselrod i Leon Jogiches (ps. Jan Tyszka). Z tym ostatnimzałożyła w 1893 r. partię Socjaldemokracja Królestwa Polskiego (SDKP), przekształconą w Socjaldemokrację Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL).

W przekonaniu Róży Luksemburg idee socjalistyczne powinny prowadzić do harmonii między wszystkimi ludźmi na świecie, uważała przy tym, że sprawy narodowe powinny zejść na dalszy plan. Odmienny w tej sprawie pogląd miała większość członków założonej w 1892 r. w Paryżu Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), który saocjalizm traktowali jako drogę prowadzącą do wyzwolenia wszystkich ziem polskich spod zaborów.

Róża Luksemburg była polską patriotką, czemu między innymi dała wyraz w napisanej 1900 r. broszurce pt. „Przeciwko wynaradawianiu”. Jej zdaniem problem niepodległości Polski powinien pozytywnie zostać rozwiązany dopiero po zwycięstwie socjalizmu na całym świecie. Argumentowała, że w warunkach kapitalizmu państwa narodowe nie mogą być zbawieniem dla proletariatu. Niepodległe państwo polskie pod rządami burżuazji byłoby – w jej przekonaniu – dla polskich robotników takim samym piekłem, jak każde inne ówczesne państwo kapitalistyczne.

Z takim nastawieniem wystąpiła w roku 1896 na IV Kongresie II Międzynarodówki w Londynie, ostro sprzeciwiając przedstawionemu tam, przez przedstawiciela Centralnego Komitetu Robotniczego PPS Józefa Piłsudskiego, wnioskowi o poparcie przez delegatów walki o wyzwolenie Polski. Wyrażał pogląd, że pod władzą zaborców, bez wolnej ojczyzny, socjalizmu być nie może./8. Wskazywał, że polski robotnik pod zaborami cierpiał ucisk podwójny, przede wszystkim narodowościowy.

Natomiast Róża Luksemburg uważała, że sprawa robotnicza wymagała nie oderwania Polski od Rosji dla zbudowania niepodległego państwa, ale zniesienia absolutyzmu carskiego i zdobycia wolności politycznych dla polskiego i rosyjskiego proletariatu. Twierdziła też, że Polska odzyskując niepodległość, straciłaby rynki zbytu w Rosji, co doprowadziłoby do bezrobocia wśród polskich robotników. Jej stanowisko poparli socjaliści rosyjscy wskazując, że potencjał gospodarczy i kulturalny Polski jest potrzebny dla rozwoju socjalizmu rosyjskiego.

Józef Piłsudski „przemówił tak przekonywująco i z taką siłą wiary – jak skomentowała jego wystąpienie na IV Kongresie II Międzynarodówki, w swoich wspomnieniach jego żona Aleksandra – że Kongres uchwalił rezolucje, w której uznano prawo, każdego narodu do samostanowienia i stwierdzono, że niepodległość Polski leży w interesie tak polskiego, jak i międzynarodowego proletariatu”. Poza tymi hasłowymi oświadczeniami wymowa całej rezolucji była jednak mniej zdecydowana, aniżeli tego oczekiwał Piłsudski. Później na łamach pisma „Robotnik” – którego był redaktorem naczelnym – niejednokrotnie przytaczano przykłady świadczące o tym, że nawet gdy robotnicy wywalczą od fabrykantów jakieś ustępstwo, to moskiewscy urzędnicy w imię własnych interesów je przekreślą. „Dopóki więc” – pisał Piłsudski w drugim numerze „Robotnika” – „panuje nad nami rząd samowładny i najezdczy, dopóki my robotnicy, nie będziemy mieli udziału w rządzie, dopóty nie możemy się spodziewać, by rząd i urzędnicy strzegli nas od krzywdy ze strony fabrykantów i majstrów, dopóty prawa fabryczne będą tylko mydleniem oczu”.

Natomiast Róża Luksemburg w swoich wystąpieniach i publikacjach niejednokrotnie mówiła, „że polscy robotnicy pod rosyjskim zaborem mają więcej wspólnych celów z robotnikami z Moskwy i Petersburga niż z Krakowa. W dyskusjach – jak pisze Andrzej Fedorowicz w swojej pracy o niej – dowodziła, że prowadzona przez rosyjski rząd protekcjonistyczna polityka celna doprowadzi do rusyfikacji polskiej burżuazji. Za jedyną siłę zdolną odwrócić ten proces uznawała wspólną rewolucyjną akcję robotników z całego imperium rosyjskiego, po której Polska mogłaby uzyskać narodową autonomię”.

W grudniu 1905 r. przyjechała do Warszawy by wziąć czynny udział w trwającej tu rewolucji ludowej. Została jednak szybko namierzona przez Ochranę, osadzona w więzieniu a następnie wydalona do Niemiec. Bardzo aktywnie pracowała jako naukowiec i agitator polityczny. Zafascynowanie rewolucją, z którą jeszcze niedawno miała do czynienia, sprawiły że stała się jeszcze bardziej radykalna w swych poglądach.

Ostrza swojej krytyki nie kierowała tylko przeciwko ustrojowi kapitalistycznemu, ale coraz bardziej przeciwko oportunizmowi występującemu w Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD). Oportunizm ten szczególnie objawił się przed rozpoczęciem I wojny, kiedy niemal cała frakcja SPD poparła w Reichstagu ustawę o kredytach wojennych. Wywołało to w Róży Luksemburg rozgoryczenie, które wyraziła słowami: „Nie ma już socjaldemokracji w Niemczech”.

Wcześniej tj. pod koniec 1913 roku za antywojenne przemówienia, serię ataków na armię i wzywanie do nieposłuszeństwa wobec państwa została skazana na rok więzienia.

Sprzeciwiając się wojnie ukuła hasło: „Socjalizm albo barbarzyństwo”. Za uprawianie antywojennej propagandy często trafiała za kraty, ale po odbyciu kary wypuszczano ją na wolność. W lipcu 1916 roku władze niemieckie uznając ją z niebezpieczną agitatorkę postanowiły uwięzić ją na stałe. Z więzienia we Wronkach pisała, przemycane przez Sonię Liebknecht a następnie kolportowane w całych Niemczech, „listy Spartakusa”. Od imienia tego przywódcy największego i najgroźniejszego powstania niewolników w starożytnym Rzymie (73 -71 p.n.e.) przyjęło nazwę ugrupowanie związanych z nią socjalistów. Spartakusowcy działali zgodnie z ukutym przez Różę Luksemburg – długo przed wybuchem wojny – hasłem: „lepsza wojna domowa niż wojna światowa”.

Chodziło jej przede wszystkim o wywalczenie warunków, w których każdy człowiek miałby prawo do uczestnictwa w życiu publicznym i decydowania o swoim losie. Nie zamierzała jednak poganiać zegara historii. Nie wierzyła w natychmiastowy upadek kapitalizmu poprzez dyktaturę proletariatu. Szukała innej drogi do upodmiotowienia mas ludowych.

Po wybuchu rewolucji w Niemczech Róża Luksemburg wyszła z więzienia, ale musiała się ukrywać przed urządzonym na nią polowaniem przez siły prawicowe. 15 stycznia 1919 r. została brutalnie zamordowana przez jeden z oddziałów Freikorpsu. Zanim do tego doszło w jednym ze swych ostatnich tekstów napisała prorocze słowa: „byłam, jestem, będę”.

Lewica musi mieć wizję

Lewica musi mieć koncepcję rozwiązywania problemów bieżących, lecz – jak naucza profesor Zygmunt Bauman – musi jej jeszcze chodzić, o coś więcej, niż: „robić to samo, co robi prawica, tylko lepiej”.

Na działania polskiej lewicy niewątpliwy wpływ wywierają dzisiaj dwa główne czynniki: konieczność przeciwdziałania opresyjnej władzy PiS, spychającej społeczeństwo i państwo w jakieś niebezpieczne otchłanie. Oraz, zmagania z pandemią, wywołanym przez nią kryzysem, i jego wielorakimi skutkami (zdrowotnymi, społecznymi, gospodarczymi, kulturowymi, psychologicznymi).

Stawia to przed formacją konieczność podejmowania trudnych decyzji. Na przykład, czy do wyborów (za dwa lata, ale nie można też wykluczyć, że wcześniej) iść samodzielnie, czy w koalicji? I w ślad za taką lub inną decyzją w tej sprawie – podjętą po wnikliwych analizach oraz dyskusjach – realizować adekwatne do niej (decyzji) działania programowe i praktyczne.
Lecz sytuacja ta wymaga również – odnosząc się do drugiej kwestii – opracowania propozycji do walki z owymi wielorakimi skutkami kryzysu, tak w zakresie krótkookresowym, jak i perspektywicznym.

Niedawno na łamach Dziennika Trybuny, przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty, w kontekście znanego wystąpienia przywódców PO (o „zjednoczeniu” opozycji), dał jasną wykładnię sensowności podziału lewica-prawica i wyszczególnił niektóre zadania formacji w pracy bieżącej. Warto jednak w tym miejscu dodać, iż – oprócz działań, o których pisał szef SLD – przed lewicą (bo, jak nie przed nią, to przed kim?) stoją też zadania wyjścia naprzeciw dramatycznym wyzwaniom szerzej postrzeganej rzeczywistości społecznej, przyrodniczej itp., wymagającej głębszych zmian, w tym strukturalnych. Myślę, iż także te sprawy winny znajdować się w sferze zainteresowania przywódców polskiej lewicy. Bo lewica musi mieć koncepcję rozwiązywania problemów bieżących, lecz musi jej jeszcze chodzić, jak naucza profesor Zygmunt Bauman, o coś więcej, niż „robić to samo, co robi prawica, tylko lepiej”.

Na marginesie, próbę pewnej reakcji, a zatem: „robić inaczej, niż prawica” – podjęła Socjalistyczna Platforma Programowa SLD, przedstawiając swój Manifest. Szkoda, iż partie polskiej lewicy się nie ustosunkowały do tej sprawy, choć od inicjatyw, jaką podjęła SPP, na polskiej lewicy się przecież nie przelewa. I tym bardziej powinno się ją docenić.

Dlatego, silnie akcentując potrzebę przyjęcia odpowiedniej polityki, przeciwdziałającej pisowskiemu szkodnictwu, i apelując do gremiów przywódczych Nowej Lewicy i Lewicy Razem o jak najpilniejsze jej wdrożenie, chciałbym się zarazem odnieść do kryzysu popandemicznego, ale rozumianego szerzej. To znaczy kryzysu, w którym uwzględnia się skutki samej pandemii, ale też problemy – wynikające z dewastacji środowiska społecznego, przyrodniczego, i inne – będące rezultatem (w najszerzej pojętym aspekcie społecznym) niewydolności panującej formacji społeczno-ekonomicznej. Także w tej kwestii chciałbym apelować do gremiów decyzyjnych lewicy o podjęcie tematu. Zwraca, bowiem uwagę na to zagadnienie wspomniany już wyżej Manifest Socjalistycznej Platformy Programowej:

„Kapitalizm przywiódł ludzkość ku nowym, nieznanym dotąd wyzwaniom… Po raz pierwszy problem przetrwania gatunku ludzkiego spowodowany zmianami środowiska, jakie człowiek spowodował jawi się dla niego, jako najważniejsze wyzwanie… Niepowstrzymanie katastrofy klimatycznej przyniesie zagładę znacznej części ludzkości. Skutkiem kapitalistycznej polityki gospodarczej i społecznej szybko pogłębia się rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństw… W nowym socjalizmie jest jedyna nadzieja na zrównoważony rozwój społeczny, na społeczną sprawiedliwość, na sprawiedliwą przyszłość…”.

Powyższy tok rozumowania skłania ku tezie, iż dla jasności sprawy oraz skuteczności działania lewicy konieczne jest kompleksowe spojrzenie na obecny kryzys, i na sposób jego obecnego rozumienia. Jest to ważne, bo od interpretacji zjawiska będzie zależał wybór sposobów i narzędzi do jego pokonania.

Szerzej rozpatruję ten problem w opracowaniu: „Socjalizm w XXI wieku: Praca u podstaw i praca od podstaw. V RP – Socjalistyczna?”; Wydawnictwo i Drukarnia MOLOH WROCŁAW.

„… Koronawirus COVID-19, będzie znamienny dla roku – 2020… Pozostawi po sobie dramatyczne następstwa, szczególnie ludzkie, osobiste, zdrowotne, często bardzo bolesne. Ale też społeczne, ekonomiczne, psychologiczne. Już jest, i pozostanie wielowymiarowy kryzys i jego skutki, w postaci załamania gospodarek, bezrobocia, biedy, niedoli, depresji – ludzi, klas i warstw społecznych, nacji.

Z tym kryzysem zmierzyć się musi świat i ludzkość. A przecież nie zniknęły stare, przed epidemiczne wyzwania dla Ziemi, Europy, Polski: nierówności społeczne, dewastacja przyrody itp., których też nie można zostawiać na potem, bo to prosta droga ku tragedii dużo większej niż pandemia. Stąd mówiąc o kryzysie trzeba uwzględniać różne jego aspekty wynikające z przeszłości i okoliczności aktualnych, z którymi wszak przyjdzie się mierzyć i w przyszłości. W tym rozumieniu kryzys dziś to scalony układ trzech splątanych składników: skutków pandemii (zdrowotnych, społecznych); skutków i procesów post pandemicznych (kryzysy: gospodarczy, społeczny, kulturowy); procesów przed pandemicznych, lecz występujących także i po pandemii (społecznych – rozwarstwienia, biedy, wojen; klimatycznych – dewastacji przyrody, uchodźców itp.). Taki, wielostronny – niepomijający żadnej z powyższych spraw – sposób reakcji na kryzys, musi cechować sferę polityczną, a szczególnie podejście lewicy. Lewica globalna/ europejska/ polska… musi się włączyć w wyprowadzanie ludzkości/ Polski z matni, tak postrzeganego kryzysu. Formacja winna wywalczyć sobie pozycję jednej z głównych sił realizujących to zadanie. Jest bardzo ważne, by lewica i jej – służące całemu społeczeństwu, a nie klasom wybranym – plany społeczno-ekonomiczne legły u podstaw działań antykryzysowych. Wymaga to wzmocnienia jej aktywności politycznej, oraz sformułowania adekwatnych propozycji programowych.

W kontekście programu lewica powinna podjąć dwa kierunki działań. Na pierwszym miejscu walka ze skutkami kryzysu, aby zapobiec klęskom biedy, głodu, chorób, temu, co grozi podstawom egzystencji ludzi. Oraz walka o gospodarkę, o miejsca pracy, o produkcję i usługi zaspokajające potrzeby główne.

Lecz, jest i drugi kierunek: konieczność przekształceń systemu, który staje się coraz bardziej nieludzki i niewydolny społecznie, wrogi przyrodzie, naturze. Nie wolno ulec pojawiającej się narracji „teraz zajmijmy się ratowaniem gospodarki, a uzdrawianiem kapitalizmu zajmiemy się potem”. Nie wolno ulec, bo ów system, gdy dziś nie zreformuje się pewnych elementów jego struktury – nie zmieni się „sam z siebie” nawet pod wpływem kolejnego wirusa lub kolejnej klęski suszy, czy wręcz katastrofy, dziś jeszcze trudnej do wyobrażenia.

Lewica musi ustrzec się błędu, jaki popełniła w czasach kryzysu – 2008-2012. Błędu niedostatecznej walki z jego skutkami, lecz także i w szczególności, błędu zaniechania walki z główną jego przyczyną, neoliberalnym kapitalizmem. Lewica, niezależnie od tego, jaki jest jej stan i kondycja w danym momencie, winna mieć zawsze przygotowany plan awaryjny, plan działań na wypadek nadzwyczajnej sytuacji. Powinien on zawierać, oprócz wariantów bieżącej reakcji na kryzys i jego skutki, także zręby alternatywy ustrojowej dla kapitalizmu, aby „w każdej chwili” móc ją zaproponować. Zabrakło ich na poprzedni kryzys, już czas, zatem na ich opracowanie, w obliczu wyzwań roku 2021, i lat następnych.

Taki plan, choć ma zawierać alternatywne rozwiązania dla kapitalizmu, musi być realistyczny, łączyć w sobie rozwiązania zabezpieczające poziom egzystencji klas najsłabszych, bezrobotnych, i działanie gospodarki, produkcji, usług, zaspokajające główne potrzeby ludzi – z mądrymi, ewolucyjnymi, ale i konsekwentnymi działaniami strukturalnymi. Przebudowującymi, w uzasadnionym zakresie struktury instytucji państwa, ale przede wszystkim… stosunki społeczne i strukturę społeczeństwa. Warunkiem realizmu tego planu jest stosowanie w jego urzeczywistnianiu metod pozytywnych i konstruktywnych, opartych o pracę edukacyjno-wychowawczą i organizatorską, skupiającą do aktywności gospodarczej/ własnościowej, społecznej, kulturalnej; oraz odpowiednią, w tym zakresie politykę państwa.

Dziś światu, społeczeństwu, Polsce brakuje spojrzenia na stan rzeczy w dłuższej perspektywie czasu. Szczególnie brak perspektywy w najszerzej rozumianej kwestii społecznej. Ta perspektywa w pracach partii politycznych (nie tylko polskich) sięga dzisiaj roku – dwóch, co najwyżej kadencji. Tymczasem wielkie problemy współczesności narzucają konieczność pilnego zajęcia się też tym, co przed nami w niedalekiej przyszłości, a nawet, już tuż za rogiem. Sprawami najgroźniejszymi dla ludzkości, tak, aby nie dać się zaskoczyć zjawiskom o następstwach dalece poważniejszych niż skutki pandemii. Nie ma wątpliwości, iż problemy te były i dalej są zaniedbane przez siły polityczne, intelektualne itp., w tym i przez lewicowe. Dotychczasową bierność w kwestii zmian systemowych, które powstrzymywałyby te niebezpieczeństwa, usprawiedliwiano twierdzeniami o czasie interregnum/ międzykrólewia, w którym jedna epoka jeszcze nie umarła, kolejna nie narodziła, tedy czekamy. Ale teraz wnioskując po opiniach na temat „czasu po epidemii” niewykluczona jest sytuacja, którą opisuje teza, iż świat, społeczeństwo, gospodarka na skutek kryzysu ekonomicznego i perturbacji następujących po nim, nie będą już takie same. Zatem, czy czas interregnum dobiega końca, i mamy początek nowej epoki? Nie wyrokując już dzisiaj można jednak z dużą dozą pewności stwierdzić, iż ciąg epidemii oraz nieprzygotowanie do niej rządów i społeczeństw, dużo dobitniej niż ostrzeżenia ekspertów i obrońców natury, dały politykom… i obywatelom do zrozumienia, iż trzeba się głębiej zastanowić nad dalszym swoim postępowaniem: bezwzględną eksploatacją natury i człowieka w imię zysków garstki, oraz prymitywnej konsumpcji pewnej grupy innych. Dały też ludzkości jeszcze trochę czasu na to, aby się opamiętać, i zawrócić z drogi samozagłady…”.

Walka klasowa w Europie i na na świecie

Od czasu kontrrewolucyjnego przewrotu w Polsce, w 1989 r., upłynęło ponad 30 lat. Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich ostatecznie upadł w 1991 r. Upadły także inne państwa socjalistyczne w Europie. Przyczyniło się to do znacznego osłabienia sił postępu i socjalizmu w Europie i na świecie.

Od czasu kontrrewolucyjnego przewrotu w Polsce, w 1989 r., upłynęło ponad trzydzieści lat.
Charakter współczesnej epoki
Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich ostatecznie upadł w 1991 r. Upadły także inne państwa socjalistyczne w Europie. Przyczyniło się to do znacznego osłabienia sił postępu i socjalizmu w Europie i na świecie. Kapitalizm i imperializm miały powody święcić triumfy. W 1991 r. prezydent USA G. Bush (senior) ogłosił doktrynę „Nowego Światowego Porządku” (New World Order), a więc świata pod amerykańską hegemonią.
Dla udokumentowania tej tezy (dominacji) w 1991 r. Stany napadły na Irak, udzieliły większej pomocy Izraelowi w jego wojnie przeciwko Palestyńczykom i innym narodom arabskim, później interweniowały w Somali, Sudanie, w 2001 r. pod hasłem wojny z terroryzmem napadły na Afganistan, a w 2003 r. ponownie na Irak.
Nieustannie zagrożone są Iran i Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna, w 2011 r. zniszczono Libię i zamordowano jej przywódcę M. Kaddafiego. Od 7-ciu lat trwa wojna w Syrii, która jest częścią nieustannej wojny na Bliskim Wschodzie o dominację imperializmu w tym rejonie świata, o opanowanie zasobów ropy naftowej i gazu, inne bogactwa naturalne, a przede wszystkim o kontrolowanie newralgicznego przesmyku trzech kontynentów. Stany Zjednoczone walnie przyczyniły się do rozbicia Jugosławii, bombardowania w 1999 r. Belgradu i innych miast tego kraju, które weszło do historii jako akt współczesnego barbarzyństwa. Doprowadziły do powstania nowego państwa Kosowa, które stało się wielką bazą wojsk amerykańskich w tym rejonie Bałkanów.
W czasach prezydentury Georga W. Busha (juniora) NATO przekształciło się z paktu północno-atlantyckiego w pakt ogólnoświatowy, kiedy USA uzurpowały sobie „prawo” do interweniowania w każdym rejonie świata, gdzie uznają, że zagrożone są ich interesy. W okresie kiedy Gorbaczow negocjował z Reaganem i Bushem nowy układ stosunków między USA a ZSRR i przesądzano upadek NRD uzgodniono, że NATO nie przesunie się poza rzekę Łabę. Likwidując kraje socjalistyczne nie miały one wejść do NATO.
Co znaczą przyrzeczenia imperialistów świadczą późniejsze fakty. Immanentną częścią NATO stały się landy wschodnie Niemiec, w 1999 r. włączone zostały Polska, Czechy i Węgry, później pozostałe państwa postsocjalistyczne, a nawet republiki postradzieckie (nadbałtyckie), co zachwiało równowagę strategiczną między Rosją a NATO. Polityka ta dowodzi realizacji konsekwentnych celów imperializmu amerykańskiego, dążącego do dalszego okrążania i rozbijania Rosji a w perspektywie także Chin. Ważą się losy Szwecji, Finlandii, Irlandii, Austrii, Szwajcarii jako państw neutralnych.
W ostatnich latach otwarty został nowy front wojenny na Ukrainie, gdzie w lutym 2014 r. dokonany został przez siły faszystowskie i nacjonalistyczne pucz, obalono legalnie wybranego prezydenta W. Janukowycza, a władzę przejęły siły proamerykańskie i proeuropejskie, dążące do wprowadzenia Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO, na co nie może zgodzić się Rosja. Ukraina jest w stanie wojny domowej, którą pogłębia półotwarta wojna z Rosją. Krym odłączył się od Ukrainy (wykorzystując prawo do secesji) i wstąpił do Federacji Rosyjskiej, na wschodzie Ukrainy powstały ludowe republiki Doniecka i Ługańska. Kryzys na Ukrainie zaostrza się. Obecnie cele imperializmu nakierowane są na Białoruś, gdzie od dwóch miesięcy siły opozycyjne, wspierane otwarcie przez ośrodki zagraniczne, dążą do obalenia nie tylko legalnie obranego prezydenta, ale całkowitej zmiany ustroju.
Wojna na Ukrainie była początkiem wojny nie tylko o przyszłość tego państwa, ale także o przyszłość Rosji i całego obszaru byłego Związku Radzieckiego. USA i zachodni imperializm są zainteresowane w dalszym osłabianiu i rozczłonkowaniu Rosji.
Dalszym krokiem w tym kierunku jest obecna destabilizacja Białorusi i osłabienie jej przyjaznych więzi z Rosją. Pod rządami prezydenta Władimira Putina kierowniczą siłą Rosyjskie Federacji jest burżuazja narodowa, która nie chce do tego dopuścić, a nawet dąży do odbudowy w nowych formach ustrojowych dawnego ZSRR, a więc Wspólnoty Niepodległych Państw, Związku Euro-Azjatyckiego, Związku Białorusi i Rosji. Rosja ma liczne atuty, przede wszystkim wojskowe, broń atomową, pozycję międzynarodową, m.in. stałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, olbrzymie bogate terytorium i ponad 140 mln ludzi.
Ale gospodarczo Rosja utraciła pozycję dawnego ZSRR, przemysł poza wojskowym jest technologicznie zacofany i głównym źródłem akumulacji są wielkie zasoby ropy naftowej, gazu i innych bogactw naturalnych, które ratują kraj przed upadkiem, ale jednocześnie systemowo przekształcają go w zaplecze surowcowe i peryferia państw wysoko rozwiniętych.
W sytuacji konfrontacji Rosji z Zachodem może ona wykorzystać sprzeczności w łonie państw kapitalistycznych, między USA a Unią Europejską, w szczególności Niemcami i Francją, ale naturalnym choć trudnym historycznie sojusznikiem Rosji mogą być Chiny, z którymi Rosja już ściśle kooperuje gospodarczo w ramach układu dwustronnego i BRICS a politycznie i wojskowo w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy, w której obserwatorem jest także Republika Białorusi.
Ważną cechą współczesnej epoki jest, że w ostatnich latach słabnie pozycja gospodarczo-finansowa USA, szczególnie od 10 lat czyli nowego wielkiego kryzysu, który pogłębia się w następstwie pandemii Corona-wirus. Wyrosły nowe potęgi jak Unia Europejska i Chiny. Japonia chce się wydostać spod kurateli USA, podobnie Niemcy, wyrastających na lidera UE, rośnie rola państw tzw. wschodzących, jak Brazylia, Indie.
W rezultacie spada udział amerykańskiego PKB w światowym produkcie, chwieje się dolar także w relacjach rozliczeń międzynarodowych. Stany budują pozycję supermocarstwa silną i globalną armią i rosnącą pozycją będącego pod ich komendą NATO, ale jednak świat ponownie stał się wielobiegunowy i jest to bardziej optymistyczna perspektywa dla pokoju światowego i walki o socjalizm i postęp społeczny. Imperializm jednak nie złożył broni. Prezydent USA Donald Trump zmierzał do utrzymania i ratowania pozycji USA przez politykę sankcji, embarga, protekcjonizmu, szantażowania świata nową zimną wojną, a nawet groźbami wojny nuklearnej, co dla sił pokoju i postępu społecznego jest nie do przyjęcia.
Pod koniec 2020 r. odbyły się w USA nowe wybory prezydenckie, które wygrał kandydat Demokratów Joe Biden, który w sprawach międzynarodowych zapowiedział kontynuację polityki poprzednika. Przyspiesza to polaryzację sił postępu i socjalizmu oraz sił wojny i kapitalistycznej reakcji i otwiera nowe fronty walki klasowej nie tylko w Polsce i Europie, ale w całym świecie.
Rola Chin i konsekwencje dla świata
Chińska Republika Ludowa i kierująca nią Komunistyczna Partia Chin wykorzystały historyczną szansę i w ciągu ponad 70 lat przekształciły swój wielki naród i kraj z dalekiego półkolonialnego peryferium w wysoko rozwinięte państwo, w którym usługi i przemysł dają ponad 94 proc. PKB. Przed rewolucją 1949 r. w Chinach było tylko 3 mln robotników, obecnie ponad 320 mln (plus 250 mln tzw. robotników sezonowych), w 1949 r. tylko 10 proc. społeczeństwa zamieszkiwało w miastach, w 2020 ponad 60 proc. , a więc tyle samo co w Polsce.
Kiedyś Chiny to było 90 proc. biednych chłopów, dziś w rolnictwie formalnie pracuje ok. 300 mln drobnych rolników, ogółem wieś zamieszkuje około 500 mln ludzi, ale ze wsi wyjeżdża do szybko rozwijających się miast ponad 250 mln tzw. robotników sezonowych. Wieś chińska wymaga wielkiej przebudowy.
Gospodarka chińska opanowała liczne najnowsze technologie i dosłownie sięga do gwiazd, o czym świadczą sztuczne satelity, plany eksploracji księżyca i Marsa. Chiny stały się drugą gospodarką świata i depczą po piętach USA i innym potęgom. Chiny wyprowadziły z nędzy ok. 700 mln ludzi, około 400 mln osiąga średni poziom zarobków, ale w dalszym ciągu według różnych danych różnica w dochodach między miastem a wsią jest jak 3 do 1.
Nędza, która obejmowała do niedawna jeszcze od 70 do 100 mln ludzi, należy do historii. Premier Li Keqiang na majowej (2020 r.) sesji. Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych stwierdził, że kategoria ta liczy już tylko 0,6 proc. , a więc ambitny plan likwidacji nędzy został faktycznie zrealizowany.
Jednocześnie Chiny od ponad 40 lat wprowadziły „socjalistyczną gospodarkę rynkową” i szeroko otwarły się na świat, które zdynamizowały rozwój kraju, średnio 10 proc. rocznie , co wielokrotnie zwiększyło PKB, co roku przybywało 10 mln nowych miejsc pracy a drugie tyle było modernizowanych.
W ostatnich kilku latach tempo to zmalało do ok. 7-6,5 proc. , ale i tak jest ono imponujące w porównaniu z USA czy państwami Europy zachodniej. W 2.kwartale 2020 r. (w rezultacie pandemii coronawirusa) USA odnotowały spadek PKB o 33 proc. , RFN o 10 proc. , a Polska o ok. 7 proc. . (Chiny także odnotowały spadek o 0,5.
Ale nadal jest to plus 3,2 proc. wzrostu i w następnych kwartałach powróciły do dawnej dynamiki). Eksperci ostrzegają, że nie jest to jeszcze dno kryzysu.
Jednocześnie mechanizmy rynkowe w Chinach przyczyniły się do odrodzenia nowej burżuazji narodowej, 500 miliarderów i 1,5 mln milionerów, którzy liczą swe majątki nie w juanach lecz w dolarach.
A więc rozwój przez głębokie sprzeczności, stąd uzasadnione pytanie, dokąd zmierzają Chiny. 60-62 proc. PKB powstaje w sektorze prywatnym krajowym i zagranicznym, ale gałęzie strategiczne są w rękach państwa, także transport, massmedia, edukacja, ziemia, zasoby wodne, bogactwa naturalne. 95 proc. finansów jest pod bezpośrednią i pośrednią kontrolą Centralnego Banku Ludowego, państwo i prawo mają socjalistyczny charakter, kierowniczą siłą ideowo-polityczną jest Komunistyczna Partia Chin.
Powstała niespotykana w dotychczasowym rozwoju naukowego socjalizmu hybryda, baza zdominowana jest przez własność kapitalistyczną a nadbudowa, a więc państwo, oświata, życie polityczne, massmedia przez socjalizm .Coś takiego realizowali Lenin i Stalin w Rosji w ramach NEPu w latach 1921-28, ale eksperyment ze względu na ogrom ówczesnych sprzeczności wewnętrznych i międzynarodowych zakończony został wraz z zapoczątkowaniem pierwszej 5-ciolatki (1929-1932, zakończono ją prawie 1 rok przed terminem).
Niektórzy marksiści zachodni krytykują KPCh, oskarżają ją, że Chiny faktycznie stały się państwem kapitalistycznym i że jedynie posługują się frazesem komunistycznym, żeby oszukać własne masy ludowe i świat.
KPCh uważa, że ma prawo do własnej drogi do socjalizmu, że Chiny znajdują się dopiero na początkowym stadium jego budowy, muszą uwzględniać dziedzictwo własnego rozwoju cywilizacyjnego i że dotychczasowe doświadczenia realnego socjalizmu na gruncie europejskim i w Rosji mało przystają do warunków chińskich.
Teoria Deng Xiaopinga jest nowatorskim rozwinięciem marksizmu-leninizmu. Marks i Engels przewidywali, że socjalistyczna rewolucja zwycięży w Zachodniej Europie i USA, co było adekwatne dla ówczesnego liberalnego etapu kapitalizmu. Obecnie jesteśmy w nowej fazie rozwoju kapitalizmu, w którym rewolucje zwyciężają w krajach tzw. 3. świata. W następstwie niepomiernie wzrasta rola okresu przejściowego od kapitalizmu do socjalizmu, w którym trzeba nadrobić epokowe opóźnienie gospodarcze.
I tak robią Chińczycy, którzy uważają, że okres przejściowy może u nich trwać nawet 100 lat, a więc do 2049 r. Chiny idą własna drogą i odpowiednio do tego rozwijają marksizm odpowiednio do własnych dziejów i rzeczywistości, m.in. wmontowały do marksistowskiej ideologii KPCh niektóre humanistyczne wartości i zasady konfucjańskie, co legło u podstaw teorii „socjalizmu z chińską specyfiką”.
Oczywiście mają do tego prawo, ale droga ta kryje liczne niebezpieczeństwa, przede wszystkim grozi zepchnięciem partii na tory rewizjonizmu, oportunizmu, konfucjaniznu a w rezultacie grozi krajowi burżuazyjna kontrrewolucja.
Jak dalej potoczy się rozwój Chin, pokażą najbliższe lata. W każdym razie „chiński socjalizm”, a raczej jego budowa, wstępny etap tworzenia jego podstaw jest interesującym przykładem różnorodności dróg dochodzenia do socjalizmu. Analiza sytuacji ekonomicznej i politycznej w Chinach dowodzi, ze chińska burżuazja narodowa chciałaby zdyskontować swą dominującą pozycję ekonomiczną i w miejsce obecnego kapitalizmu państwowego zamienić go na „normalny kapitalizm” na wzór liberalnych rozwiązań. O tym, że takie niebezpieczeństwo istnieje, świadczą ruchy dysydenckie, rozkładanie partii od wewnątrz a także olbrzymia korupcja, mająca nie tylko kryminalny, także polityczny charakter.
Wydaje, się, że bardziej przydatnym określeniem dla zrozumienia sytuacji Chin jest kategoria okres przejściowy od kapitalizmu do socjalizmu, w którym proletariat zdobył władzę państwową, ale ekonomika pozostaje w większości w rękach kapitalistów. Jest to okres zmagań klasowych na śmierć i życie o przyszłość państwa, o całkowite zwycięstwo socjalistycznej rewolucji.
Chińczycy uważają, że ten okres przejściowy, nazywany przez nich „wstępnym stadium budowy socjalizmu” będzie trwał do 2049 r. Data ta nie jest przypadkowa, będzie to setna rocznica powstania ChRL, ale biorąc pod uwagę wielkość i różnorodność zmian epokowych, można sądzić, że na tak olbrzymim terytorium przemiany te dokonane zostaną „w zasadzie”.
Obecnie (do 2035 r.) muszą jeszcze realizować zadania dalszego uprzemysłowienia, modernizacji gospodarki (technologii), likwidacji pozostałości biedy, wyrównywania historycznej nierówności prowincji słabo rozwiniętych, budowy „umiarkowanej pomyślności narodu”, a więc stworzyć niezbędną dla dalszego rozwoju infrastrukturę gospodarczą, która będzie konkurencyjna z najbardziej przodującymi państwami kapitalistycznymi..
Przed Chińczykami stoi wielki problem przebudowy wsi i rolnictwa. Chińczycy mają inny stosunek do kwestii czasu, myślą oni kategoriami generacyjnymi, mają wysoki stopień poczucia kolektywizmu i zaufanie do dbających o nich partii i państwa.
Dlatego z uznaniem odnoszą się do nowego programu KPCh uchwalonego przez 19. Kongres Partii pod kierunkiem Xi Jinpinga (październik 2017 r.), że w dalszej perspektywie Chiny (do 2049 r. na 100-lecie ChRL) zbudują socjalistyczny kraj, który będzie „prosperujący, silny, demokratyczny, rozwinięty kulturalnie, harmonijny i piękny” (Uchwała 19.Kongresu KPCh). Ich sukcesy we wznoszeniu ustroju sprawiedliwości społecznej są z uwagą śledzone nie tylko w krajach tzw. 3. świata i zasługują na wnikliwą analizę nie tylko z tzw. europocentrycznego (euroatlantyckiego) punktu widzenia.
Słabością rozwoju Chin jest w dalszym ciągu ekstensywny model rozwoju i konieczność wdrożenia nowoczesnych technologii i innowacji we wszystkich sferach gospodarki. Obecnie wydajność pracy w przemyśle jest 4-5 razy niższa niż w USA, szczególnie zacofane jest rolnictwo, choć Chiny uczyniły w ostatnich latach wielki skok i są największym producentem żywności, ale za cenę wielkiego zużycia nawozów sztucznych i niszczenia środowiska naturalnego.
Gospodarka rolna jest rozdrobniona, co stanowi negatywną przesłankę industrialnych metod produkcji rolnej. Jest to gigantyczny problem wymagający odważnych decyzji politycznych, nie wystarczą tu tylko pieniądze. Jest problem charakteru wielkiej produkcji rolnej, czy mają to być spółdzielnie produkcyjne, państwowe przedsiębiorstwa czy też prywatne majątki, spółki itp.
Wieś jest potężnym rezerwuarem taniej siły roboczej, z której ponad 250 mln wędruje jako robotnicy sezonowi do pracy w prowincjach i miastach nadmorskich i centralnych, zadowalają się najniższymi stawkami i przyjmują najtrudniejsze warunki socjalne, mają trudności prawno-administracyjne w nabyciu stałego zameldowania („hukou”), co destabilizuje ich socjalnie i rodzinnie. Jest to sprzeczność nie tylko społeczno-pracownicza, także klasowa.
Burżuazja i część kierownictwa dążą do utrzymania obecnego stanu, robotnicy sezonowi buntują się, dążą do poprawy warunków pracy i płacy. Wydaje się, że KPCh musi z większą troską zająć się tymi problemami, o czym świadczą wypowiedzi Sekretarza Generalnego KPCh Xi Jinpinga, przedstawione w lipca 2016 r. w Pekinie podczas jubileuszu 95 rocznicy powstania KPCh, a w szczególności w październiku 2017 r. podczas 19.Kongresu KPCh w Pekinie, kiedy podkreślił klasowy i marksistowski charakter KPCh i konieczność większego uwzględniania w polityce wewnętrznej Chin interesów robotników i świata pracy, także podczas obchodów 70 rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej 1.X.2019 r. w Pekinie i w maju 2020 r. podczas obrad Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych.
Na odrębną uwagę zasługuje aspekt międzynarodowy. Chiny były i są mocarstwem światowym, kiedyś jednak lekceważonym przez mocarstwa Zachodu, obecnie są one drugą gospodarką świata, uzależniły od swych towarów rynki rozwiniętych państw, w swych sejfach mają ponad 4 bln dolarów a juan choć nie jest jeszcze walutą w pełni wymienialną, należy do koszyka finansów światowych.
Prognozy dalszego rozwoju Chin, w tym także amerykańskich przewidują znaczne zbliżenie PKB per capita Chin i USA w okolicach 2050 r.. Muszą one bardzo niepokoić możnych kapitalistycznych, gdyż nie wiedzą jak powstrzymać chińskiego kolosa. Chiny prowadzą politykę międzynarodową na zasadzie wzajemnych korzyści, nie przyświecają im cele kolonizatorskie a tym bardziej imperialistyczne, ich tanie kredyty i specjaliści witani są z otwartymi rękami w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej. Jako stały członek Rady Bezpieczeństwa mają duży wpływ na życie międzynarodowe.
Chiny nie należały do Układu Warszawskiego, nie należą także do NATO, popierają pokój i sprzeciwiają się wojnom i agresji, są samodzielne i suwerenne i faktycznie są liderem krajów rozwijających się. Ich wydatki na obronę sięgają już 200 mld dol. rocznie i sytuują budżet obronny Chin na 2 miejscu po USA, co ma zapewnić skuteczną obronę Chin. Chińska Republika Ludowa należy do grona wielkich mocarstw, ale dotychczas była ona przez nie niedoceniana a nawet lekceważona.
Obecnie ze względu na wielki potencjał gospodarczy i wzrost jej autorytetu międzynarodowo-politycznego muszą się one liczyć z Chinami, które deklarują chęć współdecydowania o losach planety, do czego mają pełne prawo. Chiny poczuwają się do odpowiedzialności za interesy i losy biedniejszej części narodów planety, głównie krajów rozwijających się, ale także krajów i sił dążących do socjalizmu, co buduje im poparcie większości ludów świata. ChRL staje się światowym centrum postępu społecznego i opozycji do imperializmu.
Jeżeli utrzyma się socjalizm w Chinach i KPCh nie dopuści, żeby na jej czele znalazł się chiński Gorbaczow, mogą one stać się bardzo atrakcyjnym modelem rozwoju dla krajów rozwijających się, które w strategii globalnego imperializmu są zbędnymi peryferiami (6 mld ludzi) i stanowią obciążenie dla „cywilizowanego” rozwiniętego świata. Socjalistyczne Chiny mogą stać się także wielką pomocą dla przezwyciężenia skutków kontrrewolucji i kapitalizmu w Rosji, innych państwach b. ZSRR , a także za sprawą strategii nowego szlaku jedwabnego (One Belt One Road) wzmocnienia i odbudowy sił socjalizmu w krajach europejskich, w tym także w Polsce.
Chiny w kończącej się 5-latce zainwestowały państwach Europy środkowo-wschodniej 1 bln dol., (a w skali całego planu nowego szlaku jedwabnego 8 bln). Ważnym swoistym awanportem Chin do Europy jest Białoruś, w której zainwestowały kilkadziesiąt mliardów dolarów. Można domniemywać, że jest to jedna z ważnych przyczyn obecnej „kolorowej rewolucji” na Białorusi, czyli ataków imperializmu na Białoruś, dążenia do jej destabilizacji, upadku obecnego reżimu i uderzenia nie tylko w Chiny, także w Rosję.
Gra idzie o wielką stawkę, jeśli patriotycznym i prosocjalistycznym siłom na Białorusi uda się zwycięsko wyjść z obecnego kryzysu i który nie zakończy się nowym „Majdanem”, może powstać nowa perspektywa osłabienia i zmuszenia do defensywy amerykańskiego i natowskiego imperializmu, który w obecnej epoce jest głównym zagrożeniem dla świata, szczególnie świata pracy.
Jej podstawą może być trwalszy sojusz chińsko-rosyjski, który w dalszych latach mógłby objąć kraje Europy, mające odmienne interesy niż USA. W takiej sytuacji geopolitycznej Chiny dysponując 1,4 mld ludności, Rosja ze swoimi bogactwami naturalnymi, średnim potencjałem gospodarczym oraz Unia Europejska z 500 mln ludności i dobrze rozwiniętą gospodarką i socjalnymi standardami mogą stworzyć bardziej przyjazną dla ludzkości socjalną i humanistyczną alternatywę, która w dalszej przyszłości może rozwinąć się w kierunku nowego modelu socjalizmu.
Przeszkodą na tej drodze jest hegemonizm i imperializm USA oraz zdominowane przez nie NATO i inne pakty wojskowe. Szansą dla sił socjalizmu jest rosnąca potęga Chin, nowe „szlaki jedwabne”, odradzający się międzynarodowy ruch komunistyczny i antyimperialistyczny oraz umacniający się front sił postępu społecznego w krajach rozwijających się.
Unia Europejska a Polska
Polska przystąpiła oficjalnie do Unii Europejskiej 1 mają 2004 r. , ale starania o wejście do struktur ówczesnej EWG rozpoczęły się od 1989 r. , kiedy ówczesny polski rząd wyraził wolę wstąpienia do niej. Polska potrzebowała 15 lat, by dostosować swą gospodarkę, system prawno-polityczny do standardów Unii Europejskiej.
Przede wszystkim Polska musiała szeroko otworzyć swe granice, zlikwidować socjalistyczną (państwową) własność, podporządkować system bankowy Europejskiemu Bankowi Centralnemu itd. W rezultacie korporacje zachodnie przemysłowe, usługowo-handlowe i bankowe były w Polsce obecne od czasu antysocjalistycznego przewrotu i przekształciły kraj w teren ekspansji i zbytu dla swych towarów i usług, a polscy robotnicy stali się w zachodniej Europie tanią i wykwalifikowaną siłą roboczą. Emigracja nadal jest duża i obejmuje też inżynierów, lekarzy i innych wysoko kwalifikowanych specjalistów. Jest to zjawisko charakterystyczne głównie dla byłych krajów kolonialnych, tzw. kradzież mózgów.
Polska stała się współczesnym krajem neokolonialnym i znalazła się na zacofanych peryferiach Europy, we wszystkich rankingach UE zajmuje dalekie a nawet ostatnie miejsce .Obecnie rządzący politycy szczycą się 23-24 miejscem Polski w rankingu światowego PKB, ale jego dane nie odzwierciedlają szybko pogłębiającego się rozwarstwienia socjalno-ekonomicznego Polaków.
Pewnym rozwiązaniem kryzysu jest łatwa możliwość emigracji. Emigracja dla Polaków nie jest zbyt dużą dolegliwością, od wieków Polacy emigrowali a nawet jest rodzinna i kulturowa łączność między Ojczyzną a Polonią zagraniczną. Emigracja w ramach integrującej się Europy jest łatwiejsza do przetrwania.
Uruchomione zostały tanie linie lotnicze (np. Ryanair), ułatwiające komunikację z Irlandią, Anglią i innymi krajami. Do Skandynawii kursują liczne promy, do Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii tanie linie autobusowe, umożliwiające w ciągu jednej doby odbyć podróż. Do Niemiec, Austrii, Czech jeździ się autami, emigracja więc nie oznacza jak niegdyś całkowitego odcięcia od rodziny , lokalnego środowiska , kraju, jak kiedyś było udziałem emigracji do USA, Kanady, Australii itd. Ponadto ze względu na masowość emigracji w większych miastach zachodniej Europy powstały swoiste polskie getta, skupione najczęściej wokół „polskiego” kościoła, co ułatwia komunikację, poczucie więzi nie tylko religijnej, informację.
Powstają nawet liczne małżeństwa mieszane, rodzą się dzieci, emigranci starają się o miejscowe obywatelstwo i zamierzają pozostać tam na stałe. Zawsze magnesem są wyższe zarobki i wyższy niż w Polsce „socjal”. Polacy są w 1/3 narodem emigrantów, co jest częściowo wynikiem biedy i emigracji za chlebem w czasach rozbiorowych i przedwojennych, ale także współcześnie. Ocenia się, że tylko w USA żyje 10-12 mln Polonusów, ale jak podkreślał b. Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Edward Moskal tylko ok. 0,45 mln przejawiało jakiekolwiek więzy z organizacjami polonijnymi. Podobnie jest z Polonią niemiecką, francuską itd.
Emigracja ma różne następstwa dla homogenicznej kondycji narodu. W ramach globalizacji i nierównomiernego rozwoju świata przemieszczają się setki milionów ludzi w poszukiwaniu pracy. Dodatkowym problemem są uchodźcy wojenni i prześladowani politycznie. Świat znajduje się na kolejnym rozstaju. Polacy szybko się wynarodawiają i łatwo są asymilowani przez inne narody.
Zasadą jest, że państwo i naród bogatsze i stojące na wyższym poziomie kultury szybko absorbuje emigrantów. Do Niemiec w XIX w. i później wyemigrowało ponad 2 mln Polaków do pracy w kopalniach i hutach Westfalii i Ruhry. Obecnie o ich polskim pochodzeniu świadczą tylko nazwiska (często germanizowane) a do mniejszości polskiej mało kto przyznaje się.
Podobnie jest w USA, Kanadzie, Argentynie, Brazylii, Australii, krajach skandynawskich. Swoje robi miejscowa administracja, szkoła, praca, środowisko sąsiedzkie. Życie emigrantów jest z reguły trudne dla 1. pokolenia, dzieci i wnuki wrastają w nowe narodowe środowisko i czują się „tubylcami”, a o pochodzeniu świadczą imiona, nazwiska, dawne obyczaje, czasem wizyty w kraju przodków.
Integracja europejska przyspiesza i potęguje te procesy. Unia Europejska i postępująca integracja są podstawą rodzącego się na naszych oczach „Superpaństwa Europejskiego”, które nie ma wyraźnie określonych granic, za to ma nienasycone apetyty terytorialne. Jest historycznym wyrazem dążeń wielkiego kapitału europejskiego (obecnie głównie niemieckiego), kiedyś mającego na celu powstrzymanie socjalizmu i zniszczenie ZSRR. Obecnie dają o sobie znać wielkie sprzeczności w ramach światowego kapitalizmu, co znajduje wyraz w głębokich różnicach między UE (Niemcami) a USA. Pojawił się nowy wielki gracz i konkurent – Chiny ludowe, co komplikuje klasową sytuację międzynarodowej polityki.
Mimo sprzeczności imperializm amerykański i europejsko-niemiecki uznają obecnie Rosję i Chiny za głównych przeciwników. Dla Unii oderwanie Ukrainy i ewentualnie Białorusi, Krajów Kaukaskich a także rozczłonkowanie samej Rosji mogłoby otworzyć nowe możliwości dalszego „Drang nach Osten”, o czym już kiedyś marzyli dawni „Europejczycy”.
Takie zamierzenia są udziałem też amerykańskich geopolityków, którzy maja wielkie apetyty na bogactwa Syberii i Dalekiego Wschodu. Na to nakłada się marzenie okrążenia Chin i ostatecznego zniszczenia w nich socjalizmu nawet z chińską specyfiką.
Integracja europejska, globalizacja a socjalizm
Europa i świat ulegają globalizacji i integracji. Zjawiska te są sprzecznościowe i odbywają się niesymetrycznie. Są siły i czynniki integracyjne i dezintegracyjne. Głównym podmiotem globalizacji jest wielki kapitał i jego potężne narodowe i transnarodowe korporacje.
Globalizacja jest wynikiem olbrzymiego rozwoju sił wytwórczych i eksportu kapitału finansowego oraz uzależniania krajów rozwijających się od państw imperialistycznych, co skutkowało kolonializmem a w obecnej epoce neokolonializmem.
Największe sukcesy w budowaniu współczesnej imperialnej potęgi mają Stany Zjednoczone, które po upadku Związku Radzieckiego ogłosiły się nawet strażnikiem „nowego światowego porządku”, ale obecnie świat ponownie stał się wielobiegunowy i wyrosły nowe potęgi jak Unia Europejska i Chiny, także tzw. państwa wschodzących gospodarek, które organizują się w ramach BRICS, Grupy G20 i licznych organizacji kontynentalnych, np. ASEAN, Szanghajska Organizacja Współpracy, broniących swych interesów. Stany Zjednoczone odpowiadały propozycjami TTIP (wspólnoty transatlantyckiej) i TTP (wspólnoty Pacyfiku), które unieważnione zostały przez prezydenta Donalda Trumpa. Zarysowane tendencje w swym końcowym wyniku mogą prowadzić do różnych skutków społeczno – ekonomicznych.
Przede wszystkim zaostrzają one sprzeczności klasowe i wyzysk klasy robotniczej i świata pracy. Te różnice widać wyraźnie porównując USA i kraje Unii Europejskiej, szczególnie w Skandynawii mierzone współczynnikiem Gini’ego, w USA wynosi on ok. 0,48, w Szwecji 0,33. USA są państwem imperialistycznym, w Europie ostrze imperializmu zostało nawet w dawnych państwach imperialistycznych stępione.
Wydatki wojskowe w USA są dwukrotnie wyższe niż w państwach UE. Państwa europejskie inaczej definiują bezpieczeństwo międzynarodowe, co widać szczególnie w podejściu do Rosji i konfliktu na Ukrainie.
Problemem jest NATO jako głównie instrument amerykańskiej hegemonii. Europa stoi przed wyborem swej własnej drogi w zakresie integracji i globalizacji, ma szanse wypracowania niezależnego od USA modelu rozwoju, który może powstrzymać spadek poziomu życia mas pracujących i niebezpieczeństwo nowej wojny. Integracja i scentralizowanie gospodarki w jednym lub kilku monopolach tworzą nadzwyczaj dogodne warunki dla rewolucji socjalistycznej i przekształcenia kapitalizmu w socjalizm. Dostrzegali tę prawidłowość klasycy marksizmu, prognozując, że socjalistyczna rewolucja zwycięży w najbardziej rozwiniętych państwach. kapitalistycznych.
Integracja i globalizacja są obiektywnie uwarunkowane. Świat, szczególnie Europa stał się jak trafnie zauważył socjolog „globalną wioską”. Jednocześnie korporacje zaciekle konkurują o nowe strefy wpływów.
Te procesy uległy przyspieszeniu od lat 50-tych ub. wieku w Europie i mają także wymiar polityczno-międzynarodowy ze względu na mnogość państw narodowych, różnice ekonomiczne, kulturowe i ekonomiczne. Marzenia o „zjednoczonej Europie” towarzyszyły starożytnym Grekom, Imperium Romanum, chrześcijaństwu, Napoleonowi, niemieckiemu kajzerowi, Hitlerowi, nie były one także obce teoretykom naukowego socjalizmu.
W obecnej dobie są dość skutecznie realizowane przez koła wielkiego kapitału zachodnio-europejskiego po 2. wojnie światowej, szczególnie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali (1951), Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (1957) i Unii Europejskiej (1992). Integracja Europejska jest głównie rezultatem interesów i starań wielkiego kapitału finansowego i przemysłowego zachodniej Europy, który po dwóch wojnach światowych uznał, że dotychczasowe wojenno-siłowe metody przyspieszenia integracji poniosły fiasko i należy preferować metody ekspansji ekonomicznej, pokojowe i stosować wielopłaszczyznowe formy integracji, a więc znoszenie granic, wspólny rynek, swobodne przemieszczanie się ludzi, kapitału i usług, w perspektywie wspólny pieniądz, jak najlepiej w warunkach ustrojowych liberalnej burżuazyjnej demokracji.
Członkowie założyciele a głównie Francja (Schumann), Włochy (de Gasperi) i RFN (Adenauer) liczyli na sukcesy swych grup kapitałowych, ale najwięcej do zyskania miały Niemcy, które po klęsce 1945 r., okupowane i podzielone na dwa państwa liczyły na szybką odbudowę gospodarki, zjednoczenie i ponowne objęcie dominującej pozycji w Europie.
Dziś po prawie 70 latach od Traktatu Paryskiego (1952) i Rzymskiego (1957) Niemcy są zjednoczone, mają największa gospodarkę w Europie i sprawują faktycznie rolę lidera zintegrowanej Europy.
Ale integracja rozwija się nie bez sprzeczności, głównie są to sprzeczności między prywatną własnością środków produkcji a rosnącym społecznym charakterem procesów wytwarzania, między pracą a kapitałem tak w skali Unii jak i państw członkowskich.
Do Unii zamierzają wejść liczne inne państwa kontynentu, trwa proces stowarzyszania i dalszego rozszerzania Unii i jej ekspansji. Powstaje pytanie, jak zdefiniowane są granice Unii Europejskiej w szczególności na Wschodzie (Ukraina, Rosja, kraje postradzieckie) , na Bliskim Wschodzie (szczególnie Turcja) i na Południu (Afryka).
Z drugiej strony narastają sprzeczności w łonie Unii Europejskiej, o czym świadczą tendencje dezintegracyjne. Są to sprzeczności między „starą” i „nową” Unią, między bogatą Północą a biednym Południem Europy, sprzeczności między Centrum a peryferiami, strefą euro a pozostałymi, na to nakładają się sprzeczności między Unią a USA (rola NATO), Unią a Rosją oraz Chinami.
W ostatnim czasie poważnym wyłomem w integracji europejskiej stało się referendum europejskie w Wielkiej Brytanii i jej wyjście z Unii Europejskiej (brexit). Wydaje, się, że główną przyczyną tej decyzji była nie tyle inwazja polskich „gastarbeiterów” na Wyspy Brytyjskie, co rola jaką sobie przypisuje kapitał brytyjski w związku z rolą, jaką ma odegrać w walce kapitału USA z Unią Europejską o hegemonię w ramach Traktatu o Wolnym Rynku Atlantyckim (TTIP), z którego zrezygnował prezydent USA D. Trump. Anglicy liczą także na tradycyjne dobre „braterskie” relacje z USA i korzyści z bliskich stosunków z krajami Wspólnoty Brytyjskiej.
Narastają sprzeczności klasowe we Francji, o czym świadczą masowe protesty tzw. „żółtych kamizelek” czy ostatnio strajk generalny, który sparaliżował życie we Francji, także strajki na tle separatystycznym i społecznym w Hiszpanii (Katalonia). Włoszech.
Powstaje pytanie, czy Anglia jest wyjątkiem, inaczej zagłosowali Szkoci i może być to kolejną przyczyną rozluźniania struktury ustrojowej Wielkiej Brytanii i jej przekształcania się w federację. Te procesy osłabiania struktur organizacyjnych państw narodowych są korzystne dla Unii Europejskiej, osłabiają bowiem dotychczasowe państwa narodowe a Bruksela może wykorzystywać owe sprzeczności dla wzmocnienia Unii Europejskiej.
Podobne procesy zauważamy w Hiszpanii, w Belgii, we Włoszech, w dawnej Jugosławii. Inne przyczyny wyjścia z Unii Europejskiej przypisywane są Grecji, która znajduje się w głębokim kryzysie finansowo-gospodarczym. Ochłodzenie stosunków z Unią Europejską zauważamy w Polsce pod nowymi od kilku lat rządami PiS (prawicy narodowo-klerykalnej).
W Europie zachodniej rosną szeregi eurosceptyków i przeciwników Unii Europejskiej, rekrutujące się zarówno ze środowisk pracowniczych jak i małego i średniego kapitału. Wielki kapitał jest za utrzymaniem, umocnieniem i rozszerzeniem Unii Europejskiej i jej przekształcenie w superpaństwo, coś na kształt Stanów Zjednoczonych Europy, a więc homogenicznych pod względem nie tylko gospodarczym także politycznym. Głównym rzecznikiem tych interesów jest wielki kapitał niemiecki, dążący do przewodzenia Europie.
Wyraźnie i wręcz jednoznacznie wyraził to przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker 12.IX.2018 r. , wygłaszając w Parlamencie Europejskim Orędzie o stanie Unii: „Geopolityka uczy nas, że przyszedł czas na europejska suwerenność”. Natychmiast wtórowała mu Angela Merkel – kanclerz Niemiec, która powiedziała, że oznacza to „koniec suwerenności małych państw”.
Komisja Europejska już w 2014 r. wznowiła prace nad Europejską Unią Obronną, Europejskim Funduszem Obronnym i europejskimi siłami zbrojnymi. W związku z tym Juncker zadeklarował, że w najbliższych latach „chcemy dwudziestokrotnie zwiększyć wydatki na obronę” (sic!). Obecnie nastał czas, „aby Europa wzięła odpowiedzialność za swe losy, czas aby Europa rozwinęła to co nazwałem „Weltpolitikfaeigkeit” – zdolność odgrywania naszej roli w kształtowaniu sytuacji na świecie. Europa powinna stać się niezależnym podmiotem stosunków międzynarodowych”.
Obecnie po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE wzmocnieniu uległa pozycja Niemiec jako głównego podmiotu finansowo-gospodarczego Unii, muszą one oczywiście liczyć się ze słabszą Francją, mniej z innymi członkami UE. Polityka wielkiego kapitału niemieckiego zmierza do konsekwentnego absorbowania słabych gospodarek państw Europy środkowo-wschodniej, państw bałtyckich, w dużym stopniu także państw skandynawskich. Jest to tradycyjny kierunek ekspansji niemieckiego imperializmu – Drang nach Osten.
Europa środkowo-wschodnia staje się trampoliną, przy pomocy której Niemcy zdobywają hegemonię w całej Europie. Musi to budzić niepokój wśród innych narodów, stąd odgrzewane obecnie francuskie koncepcje (de Gaulle) tzw. Europy Ojczyzn, a więc zatrzymanie procesu integrowania, przede wszystkim państwowo-politycznego, na poziomie luźnej wspólnoty, co najwyżej Konfederacji Europejskiej i niedopuszczenie do jej przekształcenia w Federację a tym bardziej w scentralizowane superpaństwo.
Sprzeczności te wyraźnie zaostrzyły się w trakcie przygotowywania budżetu Unii na lata 2021-2027, co znalazło wyraz głównie w relacji „praworządność (europejska) albo pieniądze”. Która z tych tendencji zwycięży, zobaczymy w niedługim czasie, w każdym razie pozycja Niemiec w każdym z tych wariantów ustrojowych będzie rosła, chodzi o to, żeby Niemcy stały się bardziej demokratyczne i europejskie, a nie Europa stała się niemiecka.
Ważną rolę w dalszym rozwoju integracji Europejskiej odegra kwestia jej stosunku a nawet wejścia do Unii Rosji. Aktualnie kręgi kierownicze Unii nie widzą takiej możliwości ze względu na sprzecznościowe cele definiowane przez Unię jak i Rosję. Rosja ma interesy na dwóch kontynentach a jej elity kierownicze pod kierunkiem Putina dążą do odbudowy w nowej formie i treściach klasowych dawnego ZSRR (Unia Euro-Azjatycka).
Nie zapominajmy o starych koncepcjach geopolitycznych snujących projekty „przyłączenia” Rosji europejskiej do Europy i ustanowienia na Syberii i Dalekim Wschodzie nowego porządku politycznego. Ale czy taka „okrojona” Rosja mogłaby być oczekiwanym partnerem Unii, rzecz wątpliwa. Europie jest potrzebna Rosja z wielkimi bogactwami naturalnymi i otwierająca jeszcze większy dostęp do rynków azjatyckich.
Tu pojawia się problem konkurencyjnych interesów globalnych USA, Japonii i Chin i gra o rozwiązanie tych spornych kwestii już się rozpoczęła, o czym świadczą plany i realizacja chińskiego nowego szlaku jedwabnego (One Belt one Road). W obecnej 5-latce Chiny mają zainwestować w Polsce i innych krajach Europy środkowo-wschodniej 1 bln dolarów, co tworzy z nich bardzo atrakcyjnego partnera dla tych państw. Jest to Chińczykom niezbędne jako pomost dla dotarcia do nowoczesnych technologii zachodnio-europejskich. Tworzy to nową sytuację geopolityczną w tym rejonie Europy i oznacza włączenie się do gry o przyszłość nie tylko Polski, Chin, przy czym Chiny są szczególnym przypadkiem ustrojowo-ekonomicznym, swoistą hybrydą, w której ekonomika jest zdominowana przez prywatny kapitał, ale pod kontrolą socjalistycznego państwa i Komunistycznej Partii Chin. Może to tworzyć warunki dla odbudowy socjalizmu w krajach d. ZSRR i Europie środkowo-wschodniej, nowego postawienia sprawy socjalizmu na półkuli wschodniej i zdecydowanego ograniczenia imperializmu USA, rozwiązania NATO i utrzymania pokoju w skali światowej.
Czy ta prognoza sprosta wyzwaniom czasu pokażą wydarzenia kolejnych lat. Walka klasowa w Polsce, Europie i na świecie nadal trwa.

Socjalizm, a sprawa odsunięcia PiS-u od władzy.

Niedawno został opublikowany Manifest Socjalistycznej Platformy Programowej (SPP). Znajduje się w nim, nawiązujące do wielkich wyzwań społecznych, klimatycznych, zdrowotnych obecnej epoki i przyszłości, następujące stwierdzenie: „…W tym krytycznym dla ludzkości momencie lewica zaprezentować powinna swoją wizję świata, społeczeństwa i państwa. Uważamy, że jedyną racjonalną drogą, która da szansę na stawieniea czoła wyzwaniom jest zwrócenie się ku socjalizmowi – idei towarzyszącej człowiekowi od stuleci…”

Innymi słowy, Socjalistyczna Platforma Programowa proponuje społeczeństwu, ale zarazem i Nowej Lewicy… zwrócenie się ku socjalizmowi.

Z kolei przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty wypowiada się o możliwej koalicji z PO i PSL (i zapewne z partią Hołowni – PL50), aby odsunąć PiS od władzy. Może ktoś zapytać, czy dla kuszącej perspektywy odsunięcia PiS-u, możliwej w wyniku zawiązania antypisowskiej koalicji z formacjami jednak wybitnie „antysocjalistycznymi”, proponowany socjalizm SPP, nie będzie przeszkodą?

Myślę, iż długofalowa strategia lewicy nie powinna się uginać pod ciężarem taktycznych, choć bardzo ważnych wyzwań średniookresowych. Wiemy, jakie znaczenie dla Polski ma odsunięcie PiS-u, ale też wielu z nas wie, na jak kruchej gałęzi, jako ludzkość siedzimy za sprawą kapitalizmu. Oraz, że i w tej kwestii również jest konieczna zmiana, na której przeprowadzenie wcale dużo czasu już nie pozostało. Trzeba odsunąć PiS, czego warunkiem jest jakaś powyborcza koalicja, ale trzeba też zacząć rozważać kwestię socjalizmu, którego ewentualni koalicjanci nie akceptują. A wyjście musi się tutaj znaleźć. Szkodliwe byłoby pójście partii i kierownictwa, tylko drogą „pragmatyzmu”. W rozstrzyganiu tego dylematu trzeba się kierować zasadą swoistej równowagi pomiędzy taktyką i praktyką, a wartościami i celami ideowymi. Tym bardziej, iż jednym z warunków powodzenia Nowej Lewicy jest dobitne uwidocznienie społeczeństwu przez formację, jej lewicowej wyrazistości ideowej. Oznaką takiej wyrazistości, może się stać postulowany w Manifeście SPP – socjalizm.

Lewica, aby się wyrwać z klinczu PiS-PO (PL50), odbudować i „wybić” się na grubo powyżej 10 proc., musi – obok działań, które już realizuje – opracować odpowiadający obecnym i nadchodzącym wyzwaniom i uwarunkowaniom program, oraz „wymyślić” i zastosować formy i sposoby, przy których pomocy dotrze do obywateli, i przekona ich do swoich zamiarów.

Od tego, jak dalece treści takiego programu będą odpowiadać na owe wyzwania, oraz odzwierciedlać dążenia i nadzieje społeczne, a także od skuteczności form i metod propagujących program, zależeć będzie miejsce lewicy w ciągu najbliższych, ale i wielu dalszych lat.

Mówiąc wprost: będzie zależeć, czy lewica stanie się przystawką formacji KO-PL50 (lub jakiejś innej, o której nie mamy jeszcze pojęcia), czy też stanie się więcej niż dziś znaczącą siłą polskiej sceny politycznej, a także ważnym uczestnikiem powyborczej koalicji antypisowskiej. Albo… coraz bardziej marginalizowanym ugrupowaniem opozycyjnym?

Tę ostatnią kwestię (dalszej opozycyjności lewicy, tym razem obok PiS-u) niech rozważą przeciwnicy koligacji z innymi partiami antypisowskimi (też nie jestem entuzjastą takich koligacji), i przedstawią alternatywę. Nie pomogą, bowiem tu żadne nasze zaklęcia głoszone na temat liberałów spod znaku PO i Hołowni.

Taka koalicja powyborcza (nie zaś żadna wspólna lista), to oczywiście sprawa do rozważenia, ale jeszcze nie na dziś. Wszakże, zdecydowanie „na dziś”, a nawet „na wczoraj” jest kwestia, co i jak już teraz robić, by nie stać się przystawką, a przeciwnie liderem opozycji. Mrzonki? Nie dowiesz się, jak nie spróbujesz. Oczywiście na rzecz takiego celu konieczna jest praca, ale i odpowiedzialność.

W tym kontekście warto się zastanowić, czy proponowany w Manifeście SPP socjalizm może pomóc lewicy – i dlatego warto go głosić i dalej nad nim pracować – czy raczej będzie dla niej przeszkodą?

Określenie „socjalizm” było przez ponad trzydzieści lat zohydzane na wszelkie możliwe sposoby. Dlatego ludzie mają w tej sprawie wątpliwości wynikające z głoszonych na ten temat kłamstw, ale i z różnych rzeczywistych, negatywnych i pozytywnych doświadczeń, oraz własnych i teoretycznych przemyśleń. Nie lekceważąc tych wątpliwości, trzeba wszakże zapytać: czy lewica, dla realizacji wyżej wskazanego celu – a więc konieczności znaczącego przekroczenia obecnego poparcia (10 proc.), i osiągnięcie np. 20 proc. w 2023 roku – może sobie pozwolić na zaniechanie jakiegokolwiek działania, które pozwoliłoby przybliżyć ten cel? Czy zatem „wystarczy robić to samo, co robi prawica, i zaniechać tego socjalizmu? Albo, robić dalej to, co do tej pory sami robiliśmy, tylko więcej i lepiej – i to już da te 20 procent? Oczywiście nie wystarczy, i nie da.

Wydaje się, iż zaczynają to rozumieć niektórzy liderzy. Ostatnio Robert Biedroń stwierdził: „Uważam, że powinniśmy przedstawić plan V RP…”. Myślę, iż jest to wprawdzie tylko hasło, ale i równocześnie pewien sygnał i zaproszenie do debaty o potrzebie poważniejszych przeobrażeń, a zatem także i o tych treściach, które zawiera Manifest SPP.

Dlaczego jednak formacja miałaby realizować jakiś socjalizm, skoro jakiekolwiek odwołania się do niego, lub wręcz samo wypowiedzenie tego słowa ściąga gromy kolejnych oskarżeń na głowę lewicy?

Czy, zatem musi być socjalizm, i warto, a nawet trzeba bronić tej tezy?

Oczywiście Manifest SPP określa tylko jego główne kierunki. To jest pewna propozycja dla lewicy, wymagająca prac i dyskusji, lecz która powinna zostać zaakcentowana w perspektywicznym programie: „Tak, w perspektywie Nowa Lewica widzi socjalizm”.

Dlaczego? Bo jest konieczność dużego zwrotu w polityce, bo nie może już być kapitalizm, bo musi być „niekapitalizm”. Bo celem działalności gospodarczej – jako jej bezwarunkowy wymóg – stać się musi „…zaspokajanie potrzeb człowieka oraz ochrona i odbudowa środowiska naturalnego, a nie zysk właściciela środków produkcji i surowców…” (z Manifestu SPP).

Do tej pory zasada zysku powodowała nierówności, niesprawiedliwość, wyzysk, biedę jednych i bogactwo innych. Wszakże, jeszcze nigdy nie było tak źle, jak jest dziś. Została oto przekroczona granica wytrzymałości ekologicznej planety i wytrzymałości społecznej ludzkości. Praktycznie niczym nieograniczane dążenie do zysku (korporacji, banków itp.) powodują, iż Ziemia, jej mieszkańcy, przyroda i człowiek znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

„Jego oznakami, są w XXI wieku, zjawiska i procesy dewastacji środowiska społecznego (człowieka) i dewastacji środowiska naturalnego (przyrody). A, jakąś, być może osobliwą ich kumulacją, oraz demonstracją, których głębszych (strukturalnych, społecznych) źródeł jeszcze nie znamy jest covid-19.

Winę za ten stan rzeczy ponosi decydująca o kształcie oraz treści naszej cywilizacji formacja społeczno-ekonomiczna – kapitalizm, a szczególnie jej neoliberalna odmiana i charakteryzujące ją wyznaczniki. Takie, jak: uświęcenie pojęcia i praktyki wzrostu gospodarczego/PKB, bez względu na koszty społeczne i straty w środowisku naturalnym i zdrowotnym; militaryzm (i jego skutki: wojny, ludobójstwo), jako źródło zysku i akumulacji kapitału; zysk i bogactwo, jako najważniejsze wskaźniki sukcesu osobistego; indywidualizm, jako główna forma postawy/działalności człowieka; konsumpcjonizm (konsumpcja materialna, jako jedyny cel oraz sens życia, pracy i wysiłku).

Te, jak i, jeszcze inne problemy kapitalizmu powodują konieczność jego istotnej zmiany lub wymiany.

Dziś nie jest, na przykład niezbędna maksymalizacja PKB, wystarczy go dzielić tak, aby powstające z jego wzrostu dobro służyło całemu społeczeństwu. Tymczasem jednak, w roku 2018 – jak informuje organizacja Oxfam (międzynarodowa organizacja humanitarna) – 82% całkowitego wzrostu majątku trafiło w ręce 1 % ludzi, podczas gdy najbiedniejsza, dolna połowa społeczeństwa nie odnotowała żadnego wzrostu. W tym samym roku majątek grupy „miliarderów” wzrósł o 762 mld USD. Jest to suma wystarczająca na siedmiokrotne zlikwidowanie skrajnego ubóstwa na świecie. A z najnowszego raportu Oxfam (2020) wynika, że 2153 najzamożniejsze osoby skumulowały w swoich rękach więcej bogactw niż ma do dyspozycji 4,6 mld ludzi stanowiących 60 proc. populacji. Dziś można by uzyskać olbrzymie środki na: cele społeczne, likwidację biedy i głodu; na naprawę środowiska, powstrzymanie ocieplania klimatu, stepowienia gleb, zapewnienie wody pitnej w wielu punktach globu itd., gdyby zahamowano bezsensowną, antyhumanistyczną produkcję narzędzi służących zabijaniu ludzi.

Produkcja dóbr/usług powinna zostać zracjonalizowana według zobiektywizowanych potrzeb społeczeństw, a nie według dyktatu producentów, nakręcających dla sprzedaży i zysku potrzeby sztuczne. PKB (lub parametr, który go zastąpi) powinien być tworzony w oparciu o technologie ekologiczne, nanotechnologie, źródła energii odnawialnej. Znacząco rosnąca część surowców nieenergetycznych powinna pochodzić z odzysku. Musi nastąpić rewolucja w dziedzinach transportu, zjazd ciężkiego taboru towarowego z dróg, miast, autostrad, olbrzymie ograniczenie komunikacji samochodowej, osobowej, i zastępowanie jej ekologiczną komunikacją zbiorową (w tym kolejową) w miastach i poza nimi.
Niezwykłym wyzwaniem stały się nierówności. Rozwikłanie ich węzła wymaga zastosowania różnych działań i metod, na różnych obszarach. Warunkiem ich wcielenia jest zawarcie w programie lewicy: planu przebudowy stosunków i struktury społecznej. Bez tego tematu i zdobycia do niego ludzi lewica musi się liczyć z tym, że w kolejnych wyborach nie uzyska wyniku, pozwalającego jej wpływać znacząco na działanie państwa i byt społeczeństwa.

Skąd taka teza? Stąd, iż uporanie się z nierównościami – i problemami, które pośrednio i bezpośrednio wywołują: degradację przyrody, susze, powodzie itp. – jest koniecznością obiektywną, ale dostrzeganą już, również przez coraz szersze kręgi społeczne.

Ale i stąd, iż usuwanie nierówności drogą przebudowy relacji i struktury społecznej, zatem usuwania nierówności strukturalnych – zadania, którego nie podejmie żadna prawica/ centroprawica – jest jedną ze spraw, w której (na opanowanej przez PO-PiS scenie politycznej) lewica może pokazać ustrojową inność, wyraźne odróżnienie od centroprawicy/PO-PiS i pozostałych aktorów tej sceny.

Owa inność jest ważna dla walki o poparcie społeczne, w kontekście frekwencji wyborczej. W latach 1989-2015., w wyborach do parlamentu nie uczestniczyło średnio 50 % ludzi (61,74 % w 2019 r., to wyjątek). Skala absencji winna pobudzić lewicę do zadumy: „Jak to jest, iż opcja, która ma kreować humanizm, równość, społeczeństwo obywatelskie – nie ma oferty dla połowy populacji?” Dążąc, więc do wzrostu poparcia, trzeba szukać zwolenników również wśród niegłosujących. Jest to naturalna baza lewicy. W wyborach roku 2019, baza ta stanowiła 12 milionów osób. Zdobycie tylko, co piątej z nich – to podwojenie obecnego wyniku…”

Są to wyzwania i uwarunkowania, które nie sposób pominąć w lewicowej refleksji, programowaniu oraz działaniu.

P.S. Końcowe frazy tekstu – od akapitu: „Jego oznakami, są w XXI wieku…; do akapitu: …to podwojenie obecnego wyniku…” – są fragmentami książki: Jan Janiszewski „Socjalizm w XXI wieku: Praca u podstaw i praca od podstaw. V RP – Socjalistyczna?”; Copyright by Jan Janiszewski; ISBN 978-83-958881-0-6; Wydawnictwo i Drukarnia MOLOH WROCŁAW.

Lewica musi zdefiniować się na nowo

– Głęboka zmiana częściej jest efektem mądrze i konsekwentnie przeprowadzonych reform, niż rezultatem rewolucji, rozumianej jako fizyczne, zbrojne obalenie dotychczasowe porządku i budowanie nowego na jego gruzach – mówi prof. Jerzy J. Wiatr, socjolog, wieloletni działacz polskiej lewicy, były minister i poseł na Sejm RP, w rozmowie z Małgorzatą Kulbaczewską-Figat.

MK-F:Na początku pandemii koronawirusa, gdy stawało się oczywiste, że światowy kryzys zdrowotny będzie również kryzysem gospodarczym, a bez interwencji państwa się nie obejdzie, część lewicowych teoretyków i działaczy miała nadzieję, że jest to również pewna szansa dla lewicy: że pojawią się namacalne dowody na to, że neoliberalny kapitalizm nie działa, a zatem warto słuchać lewicowego, socjalistycznego głosu. Tymczasem z pandemią walczymy od ponad roku, a lewica prawie wszędzie pozostaje w defensywie…

JJW:Lewica mogłaby wzmocnić się w wyniku pandemii tylko wtedy, gdyby była w stanie przedstawić przekonujący, realistyczny program alternatywny wobec działań obecnych rządów. Samo mówienie, że działania tych rządów są nieskuteczne, nawet jeśli często jest to spostrzeżenie słuszne, to za mało. Nawet trudności czy załamania się całego systemu nie są gwarancją wzrostu poparcia dla lewicy.

Lewica nie zyskuje, bo nie ma konkretnych propozycji?

Nie tylko. Gdyby chodziło tylko o program, wystarczyłoby posadzić kilkunastu mędrców za stołem, żeby ten mądry program wymyślili. Czasem jest tak, że w rzeczywistości nie są obiektywnie zawarte przesłanki do tego, by realistyczną alternatywę sformułować.

Warunki, które uczyniły możliwymi wielkie sukcesy lewicy w II poł. XIX w. oraz w pierwszej połowie wieku XX wyczerpały się. Mam tu na myśli istnienie przemysłowej klasy robotniczej. Klasa ta znajdowała się w stanie niespotykanego wyzysku i upodlenia – wystarczy sięgnąć po Germinal Zoli, by zrozumieć, czym była klasa robotnicza, o której Marks pisał, że nie ma nic do stracenia oprócz kajdan. Równocześnie była ona w ogromnym stopniu skoncentrowana. Za sprawą tych czynników była wielkim radykalnym, rewolucyjnym potencjałem.

Dziś jednak żyjemy w innych czasach. Przynajmniej w odniesieniu do rozwiniętych, zamożnych krajów do powiedzenia, że robotnik nie ma nic do stracenia poza kajdanami, można by dodać: „… i samochodem i domkiem pod miastem”. Po drugie, potencjał radykalny został osłabiony, gdyż w funkcjonowaniu społeczeństwa kapitalistycznego, także pod presją ruchu robotniczego, zaszły poważne zmiany. Do tego zaszły kluczowe zmiany w funkcjonowaniu gospodarki – odchodzenie od przemysłu, wdrażanie nowych technologii… Robotnicy nie są też już tak skoncentrowani. A zatem korzenie osłabienia współczesnej lewicy leżą nie w błędach poszczególnych ugrupowań – chociaż one jak najbardziej występowały – ale w strukturalnych przemianach społeczeństwa kapitalistycznego.

Skoro tak, to odnowa sił lewicy musi być konsekwencją właściwego rozpoznania klasowych procesów społecznych, które w zmienionych warunkach mogą stanowić źródło radykalnego potencjału.

Proletariat wielkoprzemysłowy odszedł w rozwiniętych krajach do przeszłości – trudno się z tym nie zgodzić. Ale też zdobycze ruchu robotniczego nie mają się najlepiej. Gdy osłabła lewica, upadł ZSRR, zniknęła presja na kapitalizm, szereg osłon socjalnych, które zaistniały choćby w europejskich państwach dobrobytu zostało rozmontowanych lub dzieje się to teraz. Rośnie koncentracja światowego bogactwa w rękach niewielkiej mniejszości, podobnie jak nierówności społeczne. Wyzysk również nie odszedł do przeszłości. Dlaczego ludzie, którzy nie są beneficjentami systemu, nie słuchają lewicy?

Oczywiście prawdą jest, że w niektórych – podkreślę, niektórych – krajach nastąpił odwrót od zdobyczy społecznych poprzedniego stulecia. Chodzi o kraje, w których sukcesy odniosły koncepcje neoliberalne, jak Wielka Brytania za Margaret Thatcher czy USA pod rządami Reagana. Jednak licznych stosunkowo krajów kapitalistycznych, rozwiniętych, to nie dotyczy. Zdobycze ruchu socjalistycznego w takich krajach jak państwa skandynawskie, RFN czy w dużej mierze Francja okazały się trwałe. Proces polaryzacji ekonomicznej również jest faktem, potwierdzonym statystycznie tak w skali globalnej, jak w skali poszczególnych państw. Jednak w wielu wypadkach proces rosnącego rozwarstwienia faktycznie zachodził, ale nie szedł z nim w parze proces pauperyzacji warstw biedniejszych. Jest przecież możliwa sytuacja, w której sytuacja określonych grup poprawia się, powiedzmy, według wskaźnika 3:1, a innych – 100:1. Wtedy różnice między nimi będą wyraźnie rosły, ale ci, którzy są na dole drabiny, nie będą mieć poczucia, że ich życie zmienia się na gorsze.

Ostatnio jednak obserwowaliśmy inny proces – wzrost nierówności i równoczesne ubożenie klasy średniej. W USA w wyniku polityki reaganowskiej najwięcej stracili nie robotnicy czy ogólnie ci, którzy są na samym dole społecznej struktury. Najbardziej ucierpiała klasa średnia. Z moich dawnych pobytów w USA pamiętam, że np. w latach 60., kiedy zaczynałem poznawać ten kraj, czy w latach 70. młody pracownik uniwersytecki stosunkowo łatwo mógł nabyć domek. Dziś, wobec wzrostu cen nieruchomości, to staje się praktycznie niemożliwe. W długiej perspektywie ten zanik klasy średniej może być bardzo niebezpieczny dla tej wersji kapitalizmu, która istnieje w Stanach Zjednoczonych. Z tym zastrzeżeniem, że radykalny potencjał tej klasy jest inny, niż proletariatu, o którym mówiliśmy wcześniej, bo klasa ta nie jest tak skoncentrowana. Jej mobilizowanie się, czy to samorzutne, czy w wyniku działań ugrupowań antykapitalistycznych będzie nieporównywalnie trudniejsze.

Trudniejsze, ale jednak możliwe. Czy to znaczy, że rewolucyjna myśl lewicowa ma ciągle przyszłość?

To zależy, jak rozumieć rewolucję. Wbrew temu, co napisał Majakowski, rewolucja nie musi wcale być parowozem dziejów. I tu leżał błąd tradycyjnej radykalnej myśli marksistowskiej czy anarchistycznej. Sprzeczności kapitalizmu prowadziły do wybuchu rewolucji w niektórych przypadkach, ale daleko nie powszechnie. Jeśli policzymy kraje, w których doszło do rewolucji, niekoniecznie nawet zwycięskiej, to będą stanowiły zdecydowaną mniejszość krajów kapitalistycznych. W większości z nich rewolucji nigdy nie było. Co nie znaczy, że nie dokonywały się zmiany.

Przełom, który dokonał się w myśli socjalistycznej pod koniec XIX w. przyniósł myślenie – początkowo piętnowane jako rewizjonistyczne – że można wprowadzać zmiany w ramach systemu, drogą reform. Czasem socjaliści grali słowami, jak Ignacy Daszyński, który mówił o „rewolucji w majestacie prawa”, mając na myśli tak głęboką zmianę dokonującą się stopniowo w ramach obowiązującego porządku prawnego, że jej skutki można potraktować jak zmianę rewolucyjną. Ja jestem przekonany, że głęboka zmiana częściej jest efektem mądrze i konsekwentnie przeprowadzonych reform, niż rezultatem rewolucji, rozumianej jako fizyczne, zbrojne obalenie dotychczasowe porządku i budowanie nowego na jego gruzach.

Ale czy współczesne elity pozwolą na jakiekolwiek zmiany? Dopuszczą do głosu polityków myślących w kategoriach korekty systemu? A może neoliberalni rządzący będą zamykać oczy na problemy społeczne, aż dojdzie do niekontrolowanego wybuchu gniewu albo innej katastrofy?

Gdy patrzę na współczesne elity, widzę ogromne zróżnicowanie. Zatrzymajmy się przy Stanach Zjednoczonych. Senator Sanders, człowiek o jednoznacznie lewicowych poglądach, nie jest może w stanie uzyskać nominacji prezydenckiej, ale on i jego zwolennicy wywierają coraz większą presję na przywództwo swojej partii. Jeśli porównać dzisiejszą Partię Demokratyczną i tę samą partię sprzed 40-50 lat, zobaczymy, jak wyraźnie przesunęła się w lewo. Nie chcę powiedzieć, że stała się partią socjalistyczną, ale chcę pokazać, że myślenie o elicie politycznej jako jednolicie neoliberalnej nie jest już trafne. Co będzie dalej? Nikt tego na pewno nie wie. Ja jednak ze swoim niepoprawnym lewicowym optymizmem jestem przekonany, że proces przesuwania się w stronę tradycyjnie lewicową, w stronę dokonywania reform, w stronę sprawiedliwości społecznej będzie trwał. To dotyczy również wielu krajów europejskich, gdzie wprawdzie tradycyjna socjalistyczna lewica ulega osłabieniu, ale z drugiej strony pojawiają się radykalne ruchy lewicowe, socjalne czy ekologiczne. Sytuacja jest dynamiczna.

W dziejach europejskiej lewicy zapisało się kilka partii komunistycznych, które w demokratycznych wyborach potrafiły osiągać wysokie wyniki. Jednak świetność Włoskiej czy Francuskiej Partii Komunistycznej to już historia. Nowe radykalne organizacje lewicowe mają szansę na większe sukcesy?

Zaznaczmy na początek, że te dwie partie komunistyczne były mimo wszystko ewenementem w zachodniej Europie czasów Zimnej Wojny. W innych państwach komuniści nie osiągnęli takiego znaczenia. A i ich sukcesy były ograniczone. Ok. 25 proc. Francuskiej Partii Komunistycznej brzmi świetnie, ale nadal oznacza, że ok. 75 proc. społeczeństwa poparło inne formacje. Jedynie Włoska Partia Komunistyczna raz otarła się – ale tylko otarła się – o możliwość wygrania wyborów. A zatem nie uzyskały jednak takiego potencjału, który dawałby szansę prawdziwego, głębokiego kształtowania losów swojego kraju. Szansę na wielką zmianę dały sukcesy partii socjaldemokratycznych. Jeśli kapitalizm europejski uległ znaczącemu przekształceniu, to nie dzięki względnie silnej pozycji partii komunistycznych w niektórych krajach, ale dzięki temu, że zwycięstwa wyborcze odnosili socjaliści, tworząc potem rządy i przekształcając ustawodawstwo. Państwo socjalne to dzieło rządzących partii socjalistycznych. W tym widziałbym wzór dla przyszłości i drogę do korzystnej lewicowej zmiany. Muszą powstać formacje, które byłyby w stanie wygrywać wybory i przekształcać stosunki społeczne w drodze reformatorskiej.

Próbowała tego grecka SYRIZA. Nie tak dawno próbował Jeremy Corbyn. Na drodze parlamentarnej, wyborczej zamierzał odwrócić część skutków brytyjskich neoliberalnych reform. Przegrał, a część lewicowych komentatorów wyraziła przekonanie, że widać jednak nie była to właściwa ścieżka.

Ależ nikt nie powiedział, że to jest droga łatwa! W walce politycznej zawsze są okresy sukcesów – brytyjska Partia Pracy miała takie – i są okresy porażek. A Partia Pracy, nawet jeśli jej pozycja jest najgorsza od dziesięcioleci, jest nadal siłą o potencjale, o którym lewica polska może jedynie marzyć. Nie spisujmy jej na straty! Ta partia nadal jest w stanie wiele osiągnąć.

Skoro już mówimy o polskiej lewicy… Czy ten niepoprawny lewicowy optymizm, z którym patrzy Pan na lewicę zachodnią, dotyczy również sytuacji w Polsce? Kraju, gdzie trzydzieści lat po terapii szokowej, po niezwykle bolesnej dla milionów ludzi transformacji, ludzie najbardziej wykluczeni, ludzie spoza wielkich i szybko się rozwijających ośrodków głosują na PiS, a lewica nie przekracza w sondażach 10 proc.?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie w sposób pozbawiony nutki osobistej. Jestem człowiekiem lewicy, byłem aktywnym działaczem, także na relatywnie wysokich stanowiskach partyjnych i państwowych. Mówię więc teraz do pewnego stopnia także o sprawach, w których sam uczestniczyłem. Sądzę, że polska lewica w okresie po zmianie ustrojowej miała swój świetny, gwiezdny czas. Z bardzo słabej pozycji, z jakiej startowaliśmy na początku lat 90. zdołaliśmy zbudować formację, która wygrywała wybory parlamentarne, prezydenckie, realnie kształtowała oblicze naszego kraju. Jak pisałem w wydanej pod koniec lat 90. „Socjologii wielkiej przemiany”, uniknęliśmy katastrofy socjalnej i ekonomicznej, do jakiej prowadziła nas neoliberalna polityka Leszka Balcerowicza, gdyż po przejęciu władzy przez koalicję SLD i PSL ster polityki gospodarczej znalazł się w ręku prof. Grzegorza Kołodki, który w sposób bardzo udany przeprowadził korekturę tej neoliberalnej reformy. Dlatego uważam, że przez pierwsze 15 lat po transformacji lewica dobrze służyła Polsce. Oczywiście, popełnialiśmy błędy – nie da się być w polityce i ich nie popełniać – ale nasz bilans, uważam, wypada bardzo korzystnie. Polska zmieniła się w niezwykle korzystny sposób.

Co stało się później? Zaistniały dwa groźne zjawiska, którym nie umieliśmy skutecznie się przeciwstawić. Po pierwsze, chociaż polskie społeczeństwo jako całość zyskiwało na zmianach, a kraj stawał się zamożniejszy i lepiej zorganizowany, to istniała znaczna – różnie szacowana, w granicach 20-30 proc. – część społeczeństwa, która nie tylko na zmianach nie skorzystała, ale straciła. Przede wszystkim dlatego, że zmiany spowodowały osłabienie wachlarza ochronnego, który państwo gwarantowało w czasach PRL wszystkim, a zwłaszcza najuboższym. Nie umieliśmy – bo nie można powiedzieć, że nie chcieliśmy – znaleźć odpowiedzi na ten proces. Efektem jest powstanie warstwy ludzi sfrustrowanych, generalnie negujących III Rzeczypospolitą, a przez to podatnych na demagogię w wykonaniu PiS. Co ma zresztą krótkie nogi, bo im dłużej PiS rządzi, tym bardziej widać, że poza hasłami nie ma najbiedniejszym ludziom nic do zaoferowania. Niemniej w wyniku tej tendencji lewica straciła poważną część poparcia.

Proces drugi: w polskim społeczeństwie pojawiły się konflikty, których korzenie nie leżą w gospodarce, lecz które mają charakter kulturowy. Wynikają m.in. z otwarcia na świat, które sprawia, że pewne normy czy zachowania stają się dla naszego społeczeństwa bardziej zrozumiałe, niż dawniej. Mam na myśli całą warstwę tolerancji w stosunku do rozmaitych mniejszości. W Polsce ze względu na siłę tradycyjnego, konserwatywnego katolicyzmu nadal istnieje np. dość silna niechęć wobec mniejszości seksualnych. W obiegu są różne pogardliwe określenia dotyczące tych ludzi. Niedawno w rozmowie z jednym ze znajomych nagle usłyszałem słowo „pedały”. Oburzyłem się, a on, skądinąd bardzo miły człowiek, nie wiedział, dlaczego: przecież wszyscy tak mówią! I teraz: jasne, że nie mówią tak wszyscy, ale przytaczam tę sytuację, żeby pokazać, że problem istnieje. Nietolerancyjne postawy mają głębokie korzenie i występują nie tylko wśród ludzi o prawicowych poglądach. Znam ludzi o lewicowych przekonaniach, nawet członków partii lewicowej, którzy myślą o mniejszościach tak, jak ten mój znajomy.

Albo inna rzecz: czy w Polsce zostały wykorzenione postawy antysemickie? Moim zdaniem nie. W czasie pierwszej kampanii prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego byłem przewodniczącym miejskiej organizacji SdRP. Prowadziłem spotkanie na Ochocie i oto wstał jeden z uczestników, człowiek lewicy, jak się później dowiedziałem – były oficer Ludowego Wojska Polskiego, i zapytał: czy to prawda, że Aleksander Kwaśniewski jest Żydem? Zamurowało mnie. Wypaliłem: dziwię się, że takie pytanie może paść na spotkaniu lewicy! Dostałem oklaski, czyli większość sali zachowała się tak, jak trzeba. Ale jednak znalazł się człowiek, którzy świadomie głosował na lewicę i równocześnie miał takie uprzedzenia.

Lewica nie potrafiła w odpowiednim momencie stać się awangardą sił walczących przeciwko wszelkim formom kulturowej kołtunerii: przeciwko dyskryminacji mniejszości etnicznych czy seksualnych, ale nie tylko. Martwi mnie, że proces narastającego buntu przeciwko nietolerancji rozwinął się, ale obok lewicy. Przecież np. protesty przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego, które i tak jest bardzo rygorystyczne, nie zaczęły się za sprawą działań partii lewicowych. Lewica przeoczyła wielki problem społeczny, który obecnie kształtuje życie polityczne w Polsce tak samo, jak sprawy ekonomiczne. I to był ogromny błąd.

Są komentatorzy, którzy twierdzą, że zasadniczy błąd polska lewica popełniła dużo wcześniej. Zarzucają jeszcze Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej przejście na pozycje prokapitalistyczne, zaprzepaszczenie dorobku kilku dekad PRL. Zdaniem takich autorów jak prof. Zbigniew Wiktor, którego tekst ukazał się niedawno w „Dzienniku Trybuna”, można było uniknąć tragicznych skutków społecznych neoliberalnej transformacji, gdyby partia trzymała się idei marksistowsko-leninowskich. Jak się Pan odnosi do takiego stawiania sprawy?

Tekst prof. Wiktora przeczytałem z wielką uwagą i zgadzam się w nim tylko z dwiema tezami. Z tym, co jest powiedziane o szkodliwości rusofobii i z częścią końcową, gdzie autor pozytywnie wypowiada się o dzisiejszej lewicy, widzi potrzebę jej wzmacniania. Jest to zresztą nieco niekonsekwentne w stosunku do jego wcześniejszej linii rozumowania – niemniej wniosek jest słuszny. Jednak spojrzenie prof. Wiktora na historię Polski Ludowej jest kuriozalne. Jeśli – jak on – ocenia się negatywnie już zmiany z roku 1956, to czy to znaczy, że wzorem prawidłowego budowania socjalizmu były wczesne lata 50.?!

Tamte lata to czas mojej młodości, więc teoretycznie powinienem o nich myśleć z największą sympatią – przecież tylko raz ma się dwadzieścia lat. Ale to były czasy, kiedy ludzi torturowano, mordowano. Wiktor mówi o walce klasowej, ale ta walka obejmowała także własnych towarzyszy, których wsadzano do więzień. Niektórzy stracili życie. To ma być wzór polityki lewicy? Dla mnie to jest oburzające. Podobnie w skali światowej. Jest w artykule Wiktora ustęp, gdzie autor potępia Chruszczowa i broni Stalina, podważa fakt masowych represji w ZSRR. To już jest albo zła wola, albo ignorancja. Na dokumentach, na podstawie których mordowano ludzi, m.in. na liście katyńskiej, są podpisy Stalina. Także na listach rozstrzeliwanych komunistów. Przypomnę paradoks: nieporównywalnie więcej polskich działaczy komunistycznych zginęło z rąk stalinowskich siepaczy niż polskiej przedwojennej policji. Nie rozumiem, jak człowiek, który deklaruje się jako komunista i gloryfikuje tę tradycję może równocześnie bronić Stalina.

Podobnie nie mogę zgodzić się z twierdzeniami Wiktora o rozwoju gospodarczym w czasach PRL, rzekomo imponującym na tle stanu obecnego. Wiktor twierdzi, że Polska była 10. gospodarczą potęgą świata. Nie znam żadnych wskaźników gospodarczych, które by o tym świadczyły – ani globalny produkt krajowy Polski nigdy nie sytuował naszego kraju na tak wysokiej pozycji, ani produkt krajowy per capita. Dziś oba te wskaźniki są dwa razy wyższe niż w schyłkowym okresie PRL. Zwróciłem uwagę na jeszcze jedną tezę: jakoby przewidywana długość życia Polaków miała świadczyć o fiasku naszego rozwoju jako państwa. Tymczasem od 1990 r. ta wartość wzrosła przeciętnie o dziewięć lat. W skali światowej na 193 państwa Polska znajdowała się w 2018 r. pod tym względem na 36. miejscu. Wyprzedzała wszystkie dawne państwa Bloku Wschodniego, nawet zamożniejszą od nas Republikę Czeską (miejsce 38), nawet Estonię (61), nie wspominając o Rosji, która jest na dalekiej 122. pozycji. Wskaźnik długości życia daje dobre, syntetyczne wyobrażenie o warunkach życia i pokazuje, że jednak po 1990 r. nie nastąpiła kompletna zapaść cywilizacyjna.

Zbigniew Wiktor wspomina o podwyżkach cen, których wprowadzenie kilkakrotnie doprowadziło do masowych protestów i zmian w kierownictwie partii. Ja też uważam, że wprowadzenie tych podwyżek było ciężkim błędem – gdy nie wiązało się z szerzej zakrojoną reformą gospodarczą. I jeśli gdzieś miałbym szukać fundamentalnego błędu kierownictwa PZPR, który zaciążył na losach Polski Ludowej, to właśnie w tym, że zahamowano bardzo ciekawie zaczynającą się próbę takiej reformy podjętą po wydarzeniach Października 1956 r. Mało się o tym pamięta, ale jednym z owoców zmian październikowych było stworzenie Rady Ekonomicznej, na czele której stanął światowej sławy uczony Oskar Lange, a jego następcą był również wielki ekonomista, Czesław Bobrowski. Jednym z największych błędów ekipy Władysława Gomułki było to, że Rada została już na początku lat 60. najpierw zepchnięta na bok, potem wygaszono, a wreszcie całkowicie zaprzestała działalności. Gdyby wprowadzono reformy gospodarcze w ramach systemu, to miałoby to pozytywne efekty i ekonomiczne, i polityczne.

Mając krytyczny stosunek do kolejnych ekip przewodzących PZPR nie zamierzam jednak ich potępiać. Nie można potępiać Gomułki i Gierka, jeśli się gloryfikuje Bieruta. Można wytknąć im błędy, ale nie obciąża ich tak straszny bilans, jak ten, który wiąże się z pierwszymi latami Polski Ludowej, które prof. Wiktor traktuje jak „raj utracony”. Zupełnie też nie zgadzam się z jego oceną gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Zawsze uważałem go za wielkiego przywódcę, który uratował Polskę w bardzo dramatycznej sytuacji, przeprowadził nas wszystkich przez kryzys, który mógł skończyć się wielką narodową katastrofą. Byliśmy blisko wybuchu, blisko radzieckiej interwencji, rozlewu krwi i zredukowania Polski do statusu protektoratu ZSRR.

A czy zmiana systemu była kontrrewolucją? Ona nie była efektem decyzji tego czy innego przywódcy, ale rezultatem załamania się w Europie socjalizmu jako formacji. Nie można mówić, że gdyby w marcu 1985 r. kierownictwo KPZR postawiło na czele partii kogoś innego niż Gorbaczow, to system by przetrwał i wszystko wspaniale by funkcjonowało. System stworzony kilkadziesiąt lat wcześniej nie wytrzymywał konkurencji z systemem kapitalistycznym i musiał się załamać. Mógł zresztą załamać się w dużo gorszy sposób – poprzez serię krwawych wybuchów, jak z innych, narodowych powodów załamał się system dawnej Jugosławii. Dziwnie niemarksistowski brzmi zatem krytyka prof. Wiktora, który sugeruje, że socjalizm w Europie Wschodniej upadł za sprawą serii złych przywódców.

Wracając do czasów współczesnych – stwierdził Pan, że lewica polska „przespała” rozwój nowych linii podziałów, tych dotyczących spraw kulturowych, wolności jednostki. W ostatnich tygodniach właśnie te kwestie: prawa kobiet, prawo do życia według własnego systemu wartości (a nie konserwatywno-katolickiego) nadawały ton debacie publicznej. Lewica, która ma prawa człowieka w programie, miała nadzieję na wzrost swoich notowań, ale te wciąż oscylują, w najlepszym razie, wokół 10 proc. Dlaczego?

A dlaczego fala protestów miałaby się przełożyć na poparcie dla Lewicy? Czy Sojusz Lewicy Demokratycznej zrobił coś w sprawie ustawy antyaborcyjnej? Ostatni raz, kiedy wyraźnie zabraliśmy głos w tej sprawie i staraliśmy się coś zrobić – brałem w tym udział – to był moment uchwalania tej niefortunnej ustawy. Byliśmy wtedy niewielkim, 60-osobowym klubem parlamentarnym, broniliśmy odważnie i z charakterem starej ustawy, która dawała kobiecie prawo wyboru. Zostaliśmy przegłosowani, ale z naszej postawy w tamtym czasie jestem dumny.

W kadencji 1993-1997 dwukrotnie próbowaliśmy zmienić tę ustawę. Za pierwszym razem zmiany zawetował prezydent Lech Wałęsa, a my nie mieliśmy głosów, by weto odrzucić. Za drugim razem, kiedy prezydentem był już Aleksander Kwaśniewski, ustawa została podpisana, ale Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem prof. Zolla uznał ją za niezgodną z konstytucją. Niemniej próbowaliśmy coś robić. Ale potem nastąpił drugi okres rządów lewicy, 2001-2005. W tej kadencji nie zrobiono już nic, m.in. dlatego, że funkcjonowało przekonanie, że nie możemy drażnić Kościoła, bo potrzebujemy jego poparcia dla wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Zatem skoro nie robiliśmy w sprawie aborcji nic, skoro ruch na rzecz obrony praw kobiet rozwija się w gruncie rzeczy obok partii lewicy, bo te wyrażają dla ruchu poparcie, ale same nie organizują demonstracji (chyba że coś przeoczyłem) – to wielką naiwnością jest zakładanie, że protestujący zaczną masowo zwracać się ku lewicy.

Ale tylko lewica konsekwentnie opowiada się za prawami człowieka, za prawami kobiet, wolnością do decydowania o sobie… Rządzą nami narodowi katolicy, większość opozycji również stanowią partie prawicowe, które albo programowo są również konserwatywne, albo nie chcą, jak Platforma Obywatelska, zadzierać z Kościołem. Za kim ma więc pójść elektorat, który demonstruje na ulicach?

Może pojawi się zupełnie nowy ruch? Wolałbym, żeby na lewicy pojawiła się poważna refleksja nad tym, co to znaczy być człowiekiem lewicy dziś, w trzeciej dekadzie XXI w. Dobry program i działanie, które mu odpowiada, które pokazuje, że my naprawdę jesteśmy tam, gdzie są ludzie, których boli to, co się dziś dzieje w Polsce.

Jak mówić do tych ludzi? Dziś wielu z nich uważa za swoich obrońców PiS. Słuchają ich słów i obietnic, nawet jeśli te w dobie kryzysu są coraz oszczędniejsze…

W stosunku do tej części społeczeństwa wydaje mi się, że z jednej strony należy pokazywać, że pisowskie rozdawnictwo niczego radykalnie nie zmienia, a z drugiej strony, że my mamy dla nich inny i lepszy program. Musimy jednak go mieć, czyli opracować rzetelną strategię gospodarczą. Bardzo mnie dziwi, że lewica nie sięga po dorobek tych ekonomistów lewicowych, którzy już udowodnili, że potrafią skorygować negatywne skutki społeczne neoliberalnych zmian, w pierwszym rzędzie po myśl prof. Grzegorza Kołodki. Przecież mamy ludzi, którzy z jednej strony odrzucają neoliberalne myślenie, a z drugiej strony formułują realistyczną alternatywę. „Strategia dla Polski, której autorem jest prof. Kołodko jest w moim przekonaniu najlepszą nie tylko w Polsce, ale w całej wschodniej Europie koncepcją alternatywną dla neoliberalnych modeli. Jeśli lewica na serio chce odzyskać poparcie wśród tych warstw społecznych, które neoliberalizm szczególnie dotknął, to niech pokaże im alternatywę. Niech nie tylko mówi, że jest źle, ale wskazuje: jeśli dostaniemy wasze głosy i dojdziemy dzięki nim do władzy, to zrobimy to, to i to.

Obok tego mamy nadal zaniedbaną sprawę wolności i tolerancji. Nie wystarczy powiedzieć protestującym: zgadzamy się z wami. Trzeba tam być, organizować ludzi, zwoływać na protesty, tak, żeby na lewicę znowu patrzono jak na ważnego partnera w walce o lepszą Polskę.

Mówi Pan: lewica musi sobie odpowiedzieć na pytanie, co to znaczy być człowiekiem lewicy dziś. Jaka byłaby Pana odpowiedź?

Człowiek lewicy musi kierować się hasłami: wolność, równość, braterstwo. To oczywiście stare hasło Wielkiej Rewolucji Francuskiej, ale ono wcale się nie zdezaktualizowało. Wymaga tylko nowego odczytania. Wolność – to cała ta sfera praw człowieka, o której rozmawialiśmy, wolność kobiety, wolność mniejszości, którym próbuje się narzucać różne normy, np. religijne. Równość – maksimum dającej się realizować równości ekonomicznej, ale nie „urawniłowka”, tylko zniesienie nieuzasadnionych przywilejów, powiązanie tego, co ja otrzymuję z tym, co ja daję z siebie. Wreszcie braterstwo, czyli solidarność. I w ramach społeczeństwa, z tymi, którzy są słabsi, pokrzywdzeni, i solidarność międzynarodowa, niezamykanie się tylko we własnym, narodowym kręgu, rozumienie, że mamy wspólne światowe problemy i solidarność musi dotyczyć także naszego stosunku do innych narodów. Na takim fundamencie widziałbym szansę budowania atrakcyjnej lewicowej wizji.

Manifest Socjalistycznej Platformy Programowej SLD

Kapitalizm, a w tym jego ostatnia, historyczna odsłona – neoliberalizm przyczynił się do uczynienia z ludzi pracy machiny do zaspokajania potrzeb wąskiej, niebotycznie majętnej grupy społecznej, obojętnej na realne potrzeby grup wytwórczych. Po upadku średniowiecznego systemu rządów, królów i cesarzy zastąpili oligarchowie i zarządy korporacji, cechujący się egoistyczną wizją własnych celów. Konserwowaniu tego systemu podporządkowano zasady funkcjonowania państw i organizacji międzynarodowych.

Kapitalizm przywiódł ludzkość ku nowym, nieznanym dotąd wyzwaniom. Są nimi trwająca już katastrofa ekologiczna, niekontrolowany rozwój zastosowań Sztucznej Inteligencji (SI) i inżynierii genetycznej oraz gwałtowny wzrost presji migracyjnej na linii Południe – Północ mas uciekających przed głodem lub wojnami. Po raz pierwszy problem przetrwania gatunku ludzkiego spowodowany zmianami środowiska jakie człowiek spowodował jawi się dla niego jako najważniejsze wyzwanie.
Skutkiem kapitalistycznej polityki gospodarczej i społecznej szybko pogłębia się rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństw, również krajów uznawanych za rozwinięte. Jesteśmy świadkami postępującej niesprawiedliwości w podziale dóbr wytworzonych przez człowieka, pauperyzacji klasy średniej i dynamicznego bogacenia się wąskiej grupy ludzi. Niewyobrażalnie bogata a nieliczna grupa inwestuje dzisiaj swoje kapitały głównie w rozwój sztucznej inteligencji (SI) oraz badań genetycznych. To ona decydować więc będzie o tym, jak w niedalekiej już przyszłości życie człowieka zależeć będzie od praktycznych zastosowań wyników tych badań.

Jednocześnie kapitalizm wykazał się absolutną niezdolnością do wyprowadzania społeczeństw z kryzysów, które sam generuje. Więcej: kolejne kryzysy, jakich doświadczamy w minionych dziesięcioleciach za sprawa neoliberalizmu prowadzą do jeszcze większego bogacenia się bogatych i zubażania biednych. Kapitalizm osiągnął stadium, w którym nie tylko coraz szybciej generuje koszty środowiskowe i nierówności w podziale dochodu, ale jednocześnie stwarza coraz większe bariery dla wzrostu sił wytwórczych.

Niepowstrzymanie katastrofy klimatycznej przyniesie zagładę znacznej części ludzkości. Niekontrolowany rozwój zastosowań SI (widzimy to na przykładzie prób zastosowania SI do manipulacji postawami wyborczymi obywateli USA czy Wielkiej Brytanii) niesie z kolei ze sobą niebezpieczeństwo dehumanizacji istoty ludzkiej, unicestwienie demokracji i nowe, jeszcze bardziej niesprawiedliwe formy ucisku klasowego.
W tej przełomowej dla ludzkości chwili strategiczny program lewicy powinien być skoncentrowany na człowieku, na istocie ludzkiej, na jej problemach, na tworzeniu warunków jej dobrostanu. W świetle historycznej kompromitacji kapitalizmu lewica XXI wieku powinna bezwzględnie kultywować fundamentalne przymioty lewicowości takie jak dobrostan mas, podmiotowość jednostki ludzkiej, sprawiedliwość ekonomiczna, bezpieczeństwo socjalne, bezpieczeństwo zdrowotne, wszechstronny rozwój człowieka.

Jednym z głównych zadań lewicy będzie niedopuszczenie do zawłaszczenia zdobyczy nauki i dobrodziejstw rewolucji technologicznej przez wąską, najbogatszą warstwę społeczną i zadbanie o sprawiedliwy podział jej owoców.

W tym krytycznym dla ludzkości momencie lewica zaprezentować powinna swoją wizję świata, społeczeństwa i państwa. Uważamy, że jedyną racjonalną drogą, która da szansę na stawienie czoła wyzwaniom jest zwrócenie się ku socjalizmowi – idei towarzyszącej człowiekowi od stuleci.
Socjalizm jest systemem społecznym, formą funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki, do którego lewica winna wszystkimi siłami dążyć. Mówimy to otwarcie i zdecydowanie.

Będąc zdecydowanymi zwolennikami integracji europejskiej jesteśmy przeciwni próbom narzucania w imieniu Unii Europejskiej neoliberalnej polityki krajom wspólnoty oraz krajom spoza jej terytorium. Będziemy walczyć o zjednoczoną, socjalistyczną Europę. Lewica socjalistyczna, jaką chcemy być, musi wrócić do swoich źródeł: internacjonalizmu i antymilitaryzmu.

W przeszłości idee socjalistyczne wprowadzane były w życie w następstwie okrutnych kataklizmów wojennych lub ekonomicznych. Pragniemy, aby energią dla socjalizmu XXI wieku była świadomość obywatelska i decyzje podejmowane przez społeczeństwa według wolnych, demokratycznych reguł.

W nowym socjalizmie jest jedyna nadzieja na zrównoważony rozwój społeczny, na społeczną sprawiedliwość, na sprawiedliwą przyszłość.

Za Komitet Założycielski
Socjalistycznej Platformy Programowej SLD:

Jan Janiszewski – wiceprzewodniczący Jacek Uczkiewicz – przewodniczący

NASZA WIZJA SPOŁECZEŃSTWA I PAŃSTWA PRZYSZŁOŚCI

I SOCJALIZM

Opowiadamy się jasno i wyraźnie za socjalizmem demokratycznym, gdzie ceni i szanuje się tak godność jednostki jak i wszystkich zbiorowości stanowiących polskie społeczeństwo.

Socjalizm musi oznaczać zniesienie władzy kapitału nad gospodarką, inaczej mamy tylko poprawki kapitalizmu.

Lewica socjalistyczna powinna bezwzględnie określić siebie – i my to czynimy – jako siłę stojącą u boku człowieka, z jego problemami i troskami, solidaryzującą się z nim, wspierającą go, ukazującą zagrożenia i szanse stojące przed nim. Człowiek zawsze winien być przed zyskiem, praca przed kapitałem, postęp przed konserwatyzmem, otwartość przed dogmatyzmem, pluralizm przed zdradliwą ksenofobią.

Lewica socjalistyczna powinna być kreatywnym ruchem społecznym, z ambicjami zmieniania kraju i świata.

Lewica powinna odważnie zrzucić z siebie rolę, którą nieopatrznie przyjęła w XX wieku, samoograniczania się do roli partii politycznej adaptującej się do sytuacji gospodarczej i społecznej, kreowanej przez prawicę, polewania różowym lukrem strategii do niedawna neoliberalizmu a obecnie nacjonalistycznej prawicy, w swojej istocie skierowanych przeciwko ludziom pracy, przeciwko społecznej sprawiedliwości, przeciwko podstawowym zasadom humanizmu.

II CZŁOWIEK A GOSPODARKA

Kontynuowanie działalności gospodarczej opierającej się na mnożeniu potrzeb i utrzymywaniu nadwyżki podaży nad popytem efektywnym nieuchronnie prowadzi do nieodwracalnej, szkodliwej dla człowieka planetarnej katastrofy środowiskowej. Świat potrzebuje gospodarki biologicznie zrównoważonej (konserwującej), która służąc zaspokajaniu potrzeb człowieka oszczędza energię i surowce, chroni i odtwarza środowisko naturalne. Ograniczenia hiperkonsumpcji, które dla jej wprowadzenia będą konieczne, wcale nie muszą oznaczać ograniczeń dla rozwoju człowieka czy obniżenia poziomu życia. Oznaczają natomiast ograniczenie powszechnego marnotrawstwa pracy ludzkiej, energii i surowców.

Docelowy system gospodarczy powinien opierać się na zasadach społecznej gospodarki rynkowej. Społecznej, to znaczy takiej, w której:
– celem działalności gospodarczej jest zaspokajanie potrzeb człowieka oraz ochrona i odbudowa środowiska naturalnego, a nie zysk właściciela środków produkcji i surowców;

– środowisko naturalne nie podlega prywatyzacji; w szczególności zasoby wody, powietrza i energii powinny stanowić własność ogólną;
– przy zachowaniu różnorodności form własności środków produkcji dominować powinna własność społeczna, zarówno państwowa jak i samorządowa, spółdzielcza i pracownicza.

Wdrażanie zasad gospodarki zrównoważonej biologicznie wiązać się będzie ze zdecydowanym zwiększeniem roli państwa w gospodarce, zarówno jako właściciela podstawowych dla gospodarki zakładów przemysłowych, banków i surowców o strategicznym znaczeniu, ale również jako regulatora rynku.

Powstrzymanie postępującego rozwarstwienia ekonomicznego społeczeństwa nastąpić powinno również przez wprowadzenie silnej progresji podatkowej.

Odejść należy od uznawania PKB za podstawowy miernik rozwoju gospodarczego. Powinien zostać wypracowany nowy, międzynarodowy (umożliwiający porównywanie sytuacji w różnych państwach) pakiet wskaźników określających dobrostan społeczeństwa w danym kraju, uwzględniający szereg czynników składających się na ogólne pojęcie dobrobytu.

Siłą napędową rozwoju gospodarki państwa powinna być wiedza, nauka i innowacyjność a nie tania siła robocza. Gospodarka powinna działać według wieloletnich (5/6lat) Strategicznych Planach Rozwoju zatwierdzanych i aktualizowanych przez Sejm.

Szczególne znaczenie przypisujemy rozwojowi spółdzielczości. Spółdzielczość jest naszym zdaniem kierunkiem dla odbudowy nie tylko wspólnotowości, ale i więzów społecznych na zasadach partnerstwa, szacunku i autentycznej, nie mitycznej i retorycznej, solidarności.

Ważnym składnikiem społecznej gospodarki rynkowej w zakresie własności powinna być własność pracownicza. Jest ona – podobnie, jak w wypadku własności spółdzielczej – realizacją zasady łączenia pracy z własnością, jest najbardziej efektywną ekonomicznie i społecznie, i sprawiedliwą metodą działania. To także demokratyzacja gospodarki i zmniejszanie rozwarstwienia ekonomicznego społeczeństwa. Rozwijanie tej formy własności widzimy przez tworzenie ram prawnych dla rozwoju i stabilności akcjonariatu pracowniczego.

Wykonując swoje zadania w obszarze gospodarki administracja publiczna ściśle współpracować powinna z samorządami gospodarczymi, które przejmą od państwa jak najwięcej kompetencji regulacyjnych w swoich obszarach.

Doświadczamy początków rewolucji technologicznej, masowego wprowadzania automatyzacji opartej o algorytmy SI. Nauka, wiedza, postęp technologiczny powinny być głównymi dźwigniami rozwoju gospodarczego. Sztuczna Inteligencja może odegrać doniosłą rolę w polepszaniu warunków życia człowieka, sprzyjać jego wszechstronnemu rozwojowi, usprawniać funkcjonowanie systemu demokratycznego i funkcjonowanie instytucji publicznych. Dostrzegamy jednocześnie niebezpieczeństwa wynikające z niekontrolowanych społecznie zastosowań SI.

Powszechne zastosowanie automatyzacji produkcji i usług oraz SI spowodują zmniejszenie się podaży pracy w produkcji a przede wszystkim we wszelkiego rodzaju usługach. Dlatego, w celu ochrony miejsc pracy konieczne będzie skracanie czasu pracy przy jednoczesnym wzroście wynagrodzeń, a w skrajnych przypadkach nieodzowne będzie wprowadzenie minimalnego dochodu gwarantowanego.

Algorytmy SI stosowane do wszelkich zadań związanych z człowiekiem powinny uzyskiwać uprzednio atest wyspecjalizowanej agencji krajowej i/lub międzynarodowej, pod kątem niemożności wykorzystania ich przeciwko istocie ludzkiej.

III CZŁOWIEK A CZŁOWIEK

Przyszłością świata są społeczeństwa wielokulturowe, tolerancyjne, kierujące się zasadą pokojowego współistnienia, zapewniającą wolność swobodnego przemieszczania się.. Wielokulturowość w żaden sposób nie ogranicza poszczególnych kultur, a wręcz przeciwnie: wzmacnia tylko autentyczne przywiązanie do oryginalnych, tradycyjnych wartości kulturowych danej społeczności. Różnorodność kulturowa powinna być siłą a nie słabością społeczeństwa.

Opowiadamy się za swobodą wszelkich kultów religijnych, które w swojej warstwie ideologicznej nie są agresywne w stosunku do wyznawców innych religii. Kościoły i związki wyznaniowe, będące organizacyjnymi formami ruchów religijnych powinny utrzymywać się z datków swoich wyznawców i nie powinny prowadzić działalności politycznej.

Państwo powinno być instytucją świecką, niepodporządkowaną formalnie lub ideologicznie żadnej religii czy organizacji wyznaniowej. Powinno kierować się zasadami równego dystansu i równego traktowania w stosunku do wszystkich ruchów religijnych.

Państwo powinno stwarzać równe szanse edukacyjne młodzieży, niezależnie od statusu materialnego ich rodzin i gwarantować wysoki poziom edukacji publicznej.

Nowe technologie informatyczne sprzyjać powinny zacieśnianiu więzi społecznych. Państwo powinno gwarantować zarówno ochronę prywatności człowieka jak i przeciwdziałać niebezpieczeństwom, jakie dla człowieka i jego relacji społecznych może nieść ze sobą niekontrolowane zastosowania SI. Należą do nich:

– dehumanizacja istoty ludzkiej poprzez manipulowanie poglądami, postawami i zachowaniami ludzi za pomocą SI;
– społeczna alienacja człowieka przez powszechne angażowanie go do „aktywności” w światach rzeczywistości wirtualnych jako alternatywy dla realnych więzi społecznych.

Państwo zapewnić powinno pełne wykorzystanie nowych technologii do dostępu obywatela do informacji z wyjątkiem informacji ustawowo chronionych. Przeciwdziałać jednocześnie powinno wykorzystywaniu tych technologii do manipulowania postawami ludzi, wprowadzania ich w błąd czy wręcz oszukiwania.

Efektem pomniejszania się podaży pracy będzie rosnący wolumen czasu wolnego człowieka. Lewica socjalistyczna stworzyć musi o warunki prawno-organizacyjne i finansowe dla wykorzystania tego czasu dla wszechstronnego rozwoju człowieka, doskonaleniu jego indywidualnych talentów i umiejętności, przede wszystkim w obszarach szeroko rozumianej kultury, nauki i sportu amatorskiego, dla indywidualnej i zorganizowanej działalności pro publico bono.

Media publiczne nie powinny podlegać prawom rynku ani wpływom żadnej partii politycznej. Misją mediów publicznych powinno być przekazywanie obiektywnych, sprawdzonych informacji, konfrontowanie różnych poglądów. Ważną rolę w kształtowaniu zasad etyki dziennikarskiej i w egzekucji ich przestrzegania powinien odgrywać samorząd dziennikarski. Media publiczne służyć powinny wyborcom i nie powinny być zawłaszczane przez rządzące partie na użytek ich kampanii wyborczych.

IV CZŁOWIEK A POLITYKA

Człowiek ze swoimi potrzebami i problemami powinien być punktem centralnym wszelkich działań instytucji publicznych.

Jednym z filarów społeczeństwa i państwa powinna być samorządność. Zasada samorządności powinna być stosowana tam, gdzie tylko to jest możliwe. Oprócz samorządów terytorialnych rozwijać i umacniać należy samorządy gospodarcze, zawodowe i inne. Samorządy powinny przejmować maksymalną liczbę zadań administracji rządowej i jej kompetencji. Nad rozwojem i przestrzeganiem zasady samorządności czuwać powinna druga izba parlamentu: Izba Samorządowa, która zastąpić winna Senat.

System partyjny najlepiej odzwierciedla zróżnicowanie poglądów politycznych społeczeństwa. Dlatego podstawą systemu politycznego powinny być partie polityczne posiadające struktury ogólnokrajowe. Niezbędna będzie nowelizacja ustawy o partiach politycznych, która wyeliminuje z życia politycznego partie niedemokratyczne, funkcjonujące jako koterie typu wodzowskiego.

Zmianie ulec musi charakter wyborów powszechnych. Odejść należy od wyborów jako jednorazowej decyzji o powierzeniu władzy (nad wyborcami) na rzecz zbiorowej decyzji o powierzeniu odpowiedzialności za kierowanie wspólnymi sprawami. Kampanie wyborcze władz publicznych uwolnić należy od podporządkowania ich wymogom i regułom komercyjnych mediów.

Rozwój technologii informatycznych sprzyjać musi umacnianiu i rozwojowi demokracji obywatelskiej, w tym różnorodnych form demokracji bezpośredniej. Umożliwić powinien szerokie korzystanie z formuły referendów w sprawach ogólnokrajowych i lokalnych.

W systemie wyborów do izby ustawodawczej parlamentu przywrócić należy instytucję list krajowych w celu zapewnienia w Sejmie minimalnej dla jego prawidłowego funkcjonowania reprezentacji specjalistów, autorytetów i środowisk.

System sądowniczy powinien być w pełni niezależny. Przywrócić i umocnić należy samorządność sędziów, adwokatów i prokuratorów.

Ochronę zdrowia, o której mowa w Konstytucji rozumiemy nie jako zapewnienie dostępu do lekarza, ale jako stwarzanie warunków do zachowania zdrowia, do wyleczenia w przypadku choroby. System ochrony zdrowia powinien zostać całkowicie przemodelowany. Skompromitowana w praktyce zasada „pieniądz idzie za pacjentem” powinna zostać odrzucona. Celowi głównemu jakim być powinien jak najwyższy poziom zdrowotności społeczeństwa podporządkowane powinny zostać: planowanie budżetowe, system kształcenia służb medycznych, badania naukowe, inwestycje. Odejść należy od systemu kontraktowego usług medycznych na rzecz w pełni państwowego systemu ochrony zdrowia i planowania tych usług nie według administracyjnych limitów, ale według potrzeb.

Nauka wspólnie z kulturą powinny być głównymi dźwigniami cywilizacyjnego rozwoju społeczeństwa. Państwo stworzyć musi warunki finansowe dla działalności naukowo-badawczej w kluczowych dziedzinach oraz zagwarantować autonomię uczelni wyższych.

Powszechna edukacja publiczna na najwyższym poziomie powinna być, obok ochrony zdrowia, głównym zadaniem państwa. Podstawą systemu edukacji powinny być nowoczesne programowo, metodologicznie i materialnie szkoły publiczne. Edukacja na wszystkich szczeblach powinna być silnie związana z lokalną społecznością, sprzyjać jej integracji, rozwojowi i upowszechniania kultury. Przywrócony powinien zostać prestiż społeczny i materialny nauczyciela szkoły publicznej i nauczyciela akademickiego.

V DROGA DLA CAŁEJ LUDZKOŚCI

Problemy takie jak zmiany klimatyczne, rosnące nierówności ekonomiczne czy wojna są problemami ogólnoświatowymi wywołanymi przez sprzeczności globalnego systemu społecznego jakim jest kapitalizm XXI wieku. Ich rozwiązanie możliwe jest tylko w ramach pokojowej współpracy między narodami, na zasadach równości, wzajemnego poszanowania i solidarności.

Socjalistyczne zasady troski o dobro wspólne i sprawiedliwość społeczną nie mogą odnosić się tylko do polityki wewnętrznej naszego kraju, ale powinny także stanowić podstawę dla formułowania naszej polityki zagranicznej.

Popieramy wszystkie działania celem których jest zmniejszenie napięcia międzynarodowego w tym przede wszystkim pokojowego rozbrojenia i likwidacji broni masowej zagłady. Dlatego nasza polityka powinna stawiać sobie za cel usunięcie wszelkich obcych wojsk z terytoriów suwerennych państw. Dotyczy to również całkowitej redukcji obcych baz wojskowych, krajów spoza Europy, na terytorium Starego Kontynentu.

Lewica musi otwarcie sprzeciwiać się eksploatacji krajów uboższych przez kapitał z krajów bogatszych i agresywnej polityce najbogatszych państw prowadzonej w celu narzucania reszcie świata neoliberalnego ładu gospodarczego. Stoimy na stanowisku, że ustanowienie priorytetu walki z globalnymi nierównościami ekonomicznymi stanowi główny wyznacznik lewicowej polityki zagranicznej. Lewica walczyć musi o wyrównywanie płac w Europie i na świecie i o szerokie pakiety socjalne.

Polska swoja przyszłość powinna wiązać z silną, zintegrowaną sfederalizowaną i socjalistyczną Unią Europejską. Nasz kraj powinien odzyskać swoją pozycję w Europie przez zacieśnianie współpracy w ramach Unii, przez inicjatywy polityczne, gospodarcze, kulturalne i społeczne wzmacniające europejską wspólnotę.

Wrocław, 03 grudnia 2020 r.

Historia wzywa!

Dynamika protestu lekko hamuje. Czas już najwyższy wzmocnić go o siłę związkowców i iść w stronę organizacji regularnych strajków. To jedyna droga do wymuszenia ustępstw.

Uczmy się od Żółtych Kamizelek i z całej historii wystąpień i walk robotniczych, wspólna walka to jedyne skuteczne rozwiązanie. Postulaty Strajku Kobiet są głęboko socjalne, postępowe, a moment wybitnie sprzyja walce strajkowej o te postulaty, o wspólną sprawę. W swoich trzynastu obszarach tematycznych, w ramach których mają być formułowane dalsze postulaty, Strajk Kobiet umieścił uzdrowienie rynku pracy, likwidację śmieciówek, a w ramach ultimatum żąda 10 proc. PKB na zdrowie!

To o 2,8 proc więcej niż proponowała Lewica i dokładnie tyle ile powinny wynosić wydatki na zdrowie w sytuacji, kiedy jest kryzys i trzeba ratować życia. Jest też i postulat zaprzestania finansowania kościoła z budżetu…

Jako socjalista powiem szczerze, że jest to znacznie więcej niż się spodziewałem po tak szerokim ruchu. Daję pełne wsparcie i każda przytomna osoba też powinna. To wyraźny skręt w stronę feminizmu socjalistycznego. W składzie jest też większość kobiet, a weźmy też pod uwagę, że organizacja pewnie jeszcze się rozwinie. Powodów do defetyzmu nie ma. W programach OPZZ, czy też np. Inicjatywy Pracowniczej są bliźniaczo podobne postulaty, a ZNP też pragnie dymisji ministra Czarnka. To niepowtarzalny moment – i pozostanie taki, jeśli wszyscy odłożą na bok spory o personalia, pretensje osobiste i niepotrzebne podziały.

Część komentatorów i działaczy na lewicy jest składem rady rozczarowana, zaczęło się wyliczanie, kogo – personalnie lub organizacyjnie brakuje, przewidywanie, że liberałowie nakryją socjalne akcenty w ruchu czapkami. Ale bez walki przeciwko państwu wyznaniowemu nie będzie ewolucji Polski, a żadne średniowiecze z klerem u steru nigdy nie zrodziło ruchów już stanowczo i radykalnie socjalistycznych.

To też czas na robotę u podstaw, którą w większości wzorowo wykonują lewicowe posłanki i posłowie oraz działaczki. Bo postulaty radykalnej walki o wolność ciała i o prawa kobiet to też od zawsze jest lewica, lewicowa tożsamość i podstawowy cel. Ale zdobądźmy wreszcie to oświecenie. Bo już troszkę się spóźniamy… A ten „liberalizm” tych protestów daje im niezbędną teraz szerokość, by dało się je w końcu wywalczyć.

Związkowi eksperci do rad strajku, okrągły stół strajkowy i PiS zaczyna się trząść ze strachu.