Apel Komitetu Założycielskiego Socjalistycznej Platformy Programowej Sojuszu Lewicy Demokratycznej (w organizacji)

Do ludzi polskiej lewicy, do kandydata lewicy na Prezydenta RP Roberta Biedronia, do liderów partii lewicowych, do parlamentarzystów KP Nowa Lewica Razem, w sprawie: Manifestu „Demokratyzujmy. Uspołeczniajmy. Uzdrawiajmy”.

Pandemia i kryzys postpandemiczny – pomimo dramatyzmu, a często i tragizmu okoliczności – unaocznił, w sposób bardziej jaskrawy niż wcześniej, że niektóre neoliberalne mechanizmy leżące u podstaw organizacji życia społecznego, życia gospodarczego oraz bezpieczeństwa socjalnego – nie są skuteczne, ani nie są sprawiedliwe, że nie zabezpieczają podstawowych praw człowieka gwarantowanych Powszechną Deklaracją Praw Człowieka ONZ oraz Kartą Praw Podstawowych UE W wyniku kryzysu wywołanego pandemią pojawia się szansa, aby tak ukierunkować zmiany społeczne, by okazały się one pożyteczne dla ludzkości, a wielkie wyzwania, jeszcze „przedpandemiczne” jak olbrzymie nierówności społeczne i ekonomiczne, klęski ekologiczne oraz ich wielorakie następstwa, których do tej pory nie udało się na większą skalę podjąć – zacząć wreszcie skutecznie rozwiązywać.

Socjalistyczna Platforma Programowa SLD stoi na stanowisku, że działania w tym kierunku powinna podjąć lewica w skali globalnej, lewica europejska i oczywiście lewica polska.

16 maja b.r. w 23 krajach na 5 kontynentach opublikowany został Manifest „Demokratyzujmy, Uspołeczniajmy. Uzdrawiajmy”, podpisany przez ponad 3000 naukowców z całego świata (https://democratizingwork.org/read/#polish ). Uważamy ten dokument za bardzo ważny dla lewicy, godny uwagi, popularyzacji i poważnej dyskusji. Zawarte w nim tezy, choć dla wielu – co naturalne – mogą wydawać się dyskusyjne, są znacznym postępem w zakresie odnoszenia się elit współczesnego świata do rzeczywistości i wyzwań XXI wieku.

Socjalistyczna Platforma Programowa SLD zwraca się do liderów polskich patii lewicowych z apelem o jak najszersze popularyzowania Manifestu.

Do kierownictwa Sojuszu Lewicy Demokratycznej zwracamy się ponadto z apelem o zajęcie przez największą polską partię lewicową oficjalnego stanowiska na temat tego ważnego dokumentu. Oczekujemy w szczególności stanowiska SLD do następujących tez i postulatów wyrażonych w Manifeście:

– pracownik nie może być traktowany wyłącznie jako „zasób ludzki” w generowaniu zysku dla właścicieli wielkich korporacji i przedsiębiorstw. Ludzie nie są tylko jednym spośród wielu zasobów. Bez nich jako osób inwestujących swoją pracę nie byłoby produkcji, usług, ani nie byłoby żadnych przedsiębiorstw.

– praca nie może być zwykłym towarem, gdyż godzi to w godność pracy i człowieka pracy (pracownika);

– ludzkie zdrowie i opieka nad najsłabszymi nie mogą być zarządzane jedynie przez siły rynkowe gdyż grozi to wykluczeniem milionów ludzi i pozbawieniem ich praw opieki lekarskiej;

– demokratyzacja przedsiębiorstw, włączanie przedstawicieli pracowników w decyzje zarządcze, we wszystkie te decyzje, które dotyczyłyby ich jako pracowników ;

– uspołecznianie pracy, dekomodyfikacja, czyli ochrona pewnych sektorów zatrudnienia przed prawami rynku lub nawet ich wyłączenie spod tych praw oraz propagowanie najszerzej jak to możliwe zasad spółdzielczości, które są immanentnym składnikiem tradycji polskiej lewicy;

– walka o zachowanie środowiska naturalnego oraz zasobów przyrody;

– demokracja powinna być rzeczywistością, a nie fasadą.

Postulujemy podjęcie w powyższych, oraz w wielu innych istotnych kwestiach społeczno-gospodarczych i politycznych, dyskusji z udziałem szerokiego gremium ekspertów, działaczy i członków partii lewicowych oraz różnych organizacji, środowisk społecznych, których efektem będzie wypracowanie strategii polskiej lewicy wobec wyzwań XXI wieku.

Oczekujemy również, że SLD aktywnie włączy się do międzynarodowej dyskusji o zadaniach lewicy wobec nowych wyzwań, szczególnie na forach Unii Europejskiej.

SPP SLD – aprobując tezy Manifestu – wyraża jednocześnie opinię, iż proponowane w nim kierunki działań , wychodząc naprzeciw postulatowi pilnej sanacji panującego systemu, proponują zarys modelu ogólnego i nie zawierają szczegółowych, praktycznych wskazań, w zakresie znaczącej przebudowy w jego ramach stosunków społecznych, własnościowych i gospodarczych. Stają się tym samym inspiracją do głębokiej i jakże potrzebnej dyskusji środowisk lewicowych oraz wypracowania konkretnych rozwiązań programowych.

Komitet Założycielski SPP SLD:
Jacek Uczkiewicz – przewodniczący
Jan Janiszewski – wiceprzewodniczący
Radosław Czarnecki
Tadeusz Kolbuch,
Joanna Makowska

Demokratyzujmy. Uspołeczniajmy. Uzdrawiajmy

W artykule opublikowanym 16 maja w 26 gazetach w 23 krajach ponad 3000 naukowców z uniwersytetów na całym świecie wzywa do wyciągnięcia lekcji z kryzysu COVID-19 i przemodelowania naszych systemów gospodarczych tak, aby utworzyć bardziej demokratyczne i zrównoważone społeczeństwo.

Powstały w trakcie bezprecedensowego kryzysu zdrowotnego, klimatycznego i politycznego dokument pokazuje drogę wyjścia z kryzysu COVID-19 i kieruje się trzema podstawowymi zasadami: demokratyzacji (firm), dekomodyfikacji (pracy) i naprawy (polityki), aby szanować ograniczenia planety, a życie mogło się na niej rozwijać w zrównoważony sposób.

Manifest opracowało troje profesorów i profesorek: Isabelle Ferreras (FNRS-UCLouvain-Harvard LWP), Julie Battilana (Harvard University) i Dominique Méda (Paris Dauphine-PSL).

Pod listem podpisali się m.in. Thomas Piketty, Eva Illouz, Dani Rodrik, Chantal Mouffe, Jan-Werner Muller. Pełna lista sygnatariuszy dostępna jest na https://democratizingwork.org. Tekst podajemy za: Krytyka Polityczna https://krytykapolityczna.pl/gospodarka/naukowcy-praca-po-covid19-list/
Tekst został podpisany przez tysiące naukowców z całego świata i opublikowany przez media w 23 krajach na 5 kontynentach.

Ludzie pracujący to znacznie więcej niż tylko „zasób” – oto najważniejsza lekcja, którą wynosimy z obecnego kryzysu. Opiekujący się chorymi, dostarczający żywność, leki i inne niezbędne dobra, usuwający odpady, uzupełniający półki i obsługujący kasy sklepów spożywczych – to ludzie, dzięki którym jesteśmy w stanie żyć w trakcie pandemii COVID-19. Są żywym dowodem na to, że praca nie może być traktowana jako zwykły towar.

Ludzkie zdrowie i opieka nad najsłabszymi nie mogą być zarządzane jedynie przez siły rynkowe. Jeśli pozostawimy je wyłącznie rynkowi, ryzykujemy wzrost nierówności do tego stopnia, że życie stracą najmniej uprzywilejowani. Jak uniknąć tej niedopuszczalnej sytuacji?

Demokratyzując przedsiębiorstwa – poprzez włączenie pracowników i pracownic w podejmowanie decyzji dotyczących życia oraz przyszłości w ich miejscach pracy. Uspołeczniając i dekomodyfikując pracę – zbiorowo gwarantując użyteczne zatrudnienie dla wszystkich. W czasach, gdy stoimy w obliczu gigantycznego ryzyka pandemii oraz kryzysu klimatycznego, dokonanie tych strategicznych zmian zagwarantuje wszystkim obywatelom i obywatelkom godność, jednocześnie mobilizując zbiorowy wysiłek potrzebny, by wspólnie zachować życie na naszej planecie.

Dlaczego demokratyzujmy?

Każdego ranka mężczyźni i kobiety wstają, aby dostarczyć usługi tym z nas, którzy mogą sobie pozwolić na pozostawanie w kwarantannie. Część z nich czuwa przez całą noc. Godność ich pracy nie wymaga innegoopisu niż elokwentnie prosty termin „pracownik niezbędny” (essential worker). Termin ten unaocznia kluczowy fakt, iż kapitalizm zawsze starał się uczynić ich niewidzialnymi, określając mianem „zasoby ludzkie”.

Ludzie nie są tylko jednym spośród wielu zasobów. Bez nich jako osób inwestujących swoją pracę nie byłoby produkcji, usług, ani nie byłoby żadnych przedsiębiorstw.

Każdego ranka mężczyźni i kobiety pozostający w kwarantannie wstają w swoich mieszkaniach, aby zdalnie wypełniać misje organizacji, w których
pracują. Część z nich pracuje nocami. Swoją pracą dowodzą, że nie mieli
racji ci, którzy uważali, że pracownikom i pracownicom wykonującym
swoją pracę bez nadzoru nie można ufać oraz że są ludźmi
wymagającymi kontroli i dyscypliny zewnętrznej. Dniami i nocami
wykazują oni, że pracownicy oraz pracownice nie są tylko jednymi z
interesariuszy organizacji: są oni kluczowi dla sukcesu swoich
pracodawców i pracodawczyń. Mimo że stanowią rdzeń i bazę
W obronie lewicowego populizmu przedsiębiorstwa, są jednak zazwyczaj wykluczeni z udziału w zarządzaniu swoimi miejscami pracy – prawo to zmonopolizowane jest przez osoby inwestujące swój kapitał.

Na pytanie, w jaki sposób przedsiębiorstwa oraz społeczeństwo jako całość podczas kryzysu mogą wyrazić uznanie dla wkładu swoich pracowników i pracownic, odpowiedzią jest demokracja.

Z pewnością musimy powstrzymać rosnącą przepaść nierówności dochodowych oraz podnieść ich dolną granicę – jednak to nie wystarczy.
Po obydwu wojnach światowych niezaprzeczalny wkład kobiet w społeczeństwo pozwolił im uzyskać prawa wyborcze. Z tych samych powodów nadszedł czas, aby przyznać podobne prawa pracownikom i pracownicom.

Reprezentacja inwestujących swoją pracę istnieje w Europie od zakończenia II wojny światowej, za pośrednictwem instytucji zwanych radami pracowników. Jednak te organy przedstawicielskie mają niewielki udział w zarządzaniu przedsiębiorstwami i są podporządkowane decyzjom menadżerów i menadżerek zatrudnionych przez akcjonariuszy i akcjonariuszki.

Nie były one w stanie zatrzymać ani nawet spowolnić nieubłaganego przyspieszenia akumulacji kapitału, która służyła jedynie egoistycznym interesom oraz przyczyniała się coraz mocniej do niszczenia środowiska przyrodniczego.

Organom tym należy obecnie przyznać podobne uprawnienia do tych
posiadanych przez rady nadzorcze. Może to być np. osiągnięte przez
zobowiązanie zarządów przedsiębiorstw do uzyskania zgody podwójnej
większości, zarówno w organach reprezentujących pracowników i
pracownice, jak i w tych reprezentujących akcjonariuszy i akcjonariuszki.
W Niemczech, Holandii i Skandynawii różne formy współdecydowania
(Mitbestimmung), wprowadzane stopniowo po II wojnie światowej, były
kluczowym krokiem przyznającym pracownikom i pracownicom prawo
głosu – ale nadal nie są wystarczające, aby stworzyć w przedsiębiorstwach ich rzeczywiste obywatelstwo.

Nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie prawa pracownicze i prawa związkowe zostały znacznie ograniczone, rośnie obecnie poparcie dla przyznania inwestującym swoją pracę prawa do wyboru przedstawicieli i przedstawicielek dysponujących większością w radach nadzorczych. Kwestie takie jak wybór osoby stojącej na czele zarządu, ustalenie głównych strategii przedsiębiorstwa i podział zysków są zbyt ważne, aby pozostawić je jedynie udziałowcom i udziałowczyniom.

Osobista inwestycja swojej pracy, czyli swojego umysłu i ciała, swojego zdrowia – całego swojego życia – powinna pociągać za sobą zbiorowe prawo do zatwierdzania lub wetowania wymienionych wyżej spraw.

Dlaczego uspołeczniajmy?

Obecny kryzys pokazuje również, że pracy nie można traktować jako
towaru, a mechanizmy rynkowe nie mogą być wyłącznie odpowiedzialne
za decyzje o olbrzymim wpływie na nasze społeczności. Od lat
zatrudnienie i zaopatrzenie w produkty medyczne w sektorze opieki
zdrowotnej podporządkowane jest zasadzie zysku; pandemia ujawniła, w
jakim stopniu ta zasada nas oślepiła.

Określone strategiczne i zbiorowe potrzeby należy po prostu uodpornić
na dominującą regułę zysku. Rosnąca na całym świecie liczba zmarłych w
okrutny sposób przypomina nam, że pewne rzeczy nigdy nie mogą być
traktowane jako towar. Ci, którzy nadal twierdzą inaczej, za sprawą swojej
ideologii narażają nas na niebezpieczeństwo. Nie możemy tolerować
zysku jako miary naszego zdrowia oraz życia na naszej planecie.
Uspołecznienie pracy, lub inaczej jej dekomodyfikacja, oznacza ochronę
pewnych sektorów przed prawami tzw. wolnego rynku. To również
zapewnienie wszystkim ludziom dostępu do pracy i godności, jaką ona
przynosi.

Jednym ze sposobów jest stworzenie gwarancji zatrudnienia.

Artykuł 23. Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka mówi nam, że każdy
ma prawo do pracy. Gwarancja zatrudnienia nie tylko zapewniłaby
każdemu obywatelowi i każdej obywatelce dostęp do pracy pozwalającej
godnie żyć, ale także stanowiłaby istotny impuls dla naszej zbiorowej
zdolności do zmierzenia się z wieloma palącymi wyzwaniami społecznymi
oraz środowiskowymi, przed którymi obecnie stoimy. Gwarancja
zatrudnienia pozwoliłaby rządom, działającym za pośrednictwem społeczności lokalnych, zapewnić godną pracę, jednocześnie przyczyniając się do ogromnego wysiłku w walce z kryzysie klimatycznym.

Na całym świecie, gdy bezrobocie gwałtownie rośnie, programy gwarancji
zatrudnienia mogą odegrać kluczową rolę w zapewnieniu stabilności
społecznej, gospodarczej i środowiskowej naszych demokratycznych
społeczeństw. Unia Europejska musi uwzględnić taki projekt w ramach
Zielonego Ładu. Rewizja misji Europejskiego Banku Centralnego, aby mógł finansować takiego rodzaju program, który jest konieczny dla naszego przetrwania, dałaby EBC prawomocne miejsce w życiu wszystkich obywateli i obywatelek Unii Europejskiej. Takie antycykliczne rozwiązanie wobec nadchodzącej eksplozji bezrobocia będzie kluczowe dla przyszłego dobrobytu UE.

Uzdrowienie polityki i środowiska

Nie możemy reagować dziś z taką samą niewinnością jak w 2008 roku,
kiedy odpowiedzieliśmy na kryzys gospodarczy bezwarunkową pomocą
dla wielkich instytucji finansowych, która zwiększyła dług publiczny, nie
oczekując niczego w zamian.

Jeśli nasze rządy w czasie obecnego kryzysu zdecydują się interweniować w celu ratowania przedsiębiorstw, to muszą one również zdecydować się na spełnienie podstawowych warunków demokratyzacji.

W imieniu demokratycznych społeczeństw, którym służą i które je powołały, w imię odpowiedzialności za zapewnienie naszej planecie
przetrwania, nasze rządy muszą uzależnić swoją pomoc dla przedsiębiorstw od konkretnych zmian w ich zachowaniu.

Poza wymogiem przestrzegania rygorystycznych norm środowiskowych
przedsiębiorstwa muszą zostać zobowiązane do spełnienia pewnych
warunków demokratycznego zarządzania. Udane przejście od niszczenia środowiska do jego uzdrowienia i regeneracji będzie możliwe za sprawą demokratycznie zarządzanych przedsiębiorstw, w których strategiczne decyzje podejmowane będą za sprawą równoważnych głosów inwestujących swoją pracę oraz inwestujących swój kapitał. Mieliśmy wystarczająco dużo czasu, aby zobaczyć, co się stanie, gdy praca, planeta i zyski kapitałowe zostaną umieszczone na jednej szali w panującym teraz systemie: praca i planeta zawsze na tym przegrywają.

Dzięki badaniom prowadzonym na Wydziale Inżynierii Uniwersytetu  Cambridge wiemy, że możliwe do osiągnięcia zmiany w projektowaniu
[systemów pasywnych służących do generowania energii] mogą zmniejszyć globalne zużycie energii o 73 procent. Ale zmiany te są pracochłonne i wymagają podjęcia decyzji, które często są w krótkim okresie kosztowniejsze niż ich zaniechanie. Tak długo, jak przedsiębiorstwa kierują się zasadą maksymalizacji zysków inwestujących swój kapitał, a świat jest pełen taniej energii, po co wprowadzać te zmiany?

Mimo wyzwań związanych z transformacją środowiskową, niektóre
zorientowane prospołecznie i zarządzane spółdzielczo przedsiębiorstwa,
realizując hybrydowe cele łączące względy finansowe, społeczne i
środowiskowe oraz rozwijając demokratyczne mechanizmy zarządzania,
już teraz pokazały, że potencjał osiągnięcia pozytywnych efektów jest wysoki.

Nie możemy już dłużej oszukiwać samych siebie: większość inwestujących swój kapitał, gdy pozostawimy ich samym sobie, nie będzie dbać o godność inwestujących swoją pracę. Nie będą prowadzić  również działań przeciw katastrofie klimatycznej.

Dlatego potrzebny jest inny sposób. Zdemokratyzujmy przedsiębiorstwa,
zdekomodyfikujmy pracę i przestańmy traktować ludzi jak zasób. Wspólnie skoncentrujmy się na zachowaniu życia na naszej planecie.
**
Tłum. z j. angielskiego Mikołaj Pawlak, Adam Mrozowicki, Olga Nowaczyk

Keynesizm i inne choroby

Każdy kryzys ideowy jest też zawsze kryzysem kierownictwa. A ten zazwyczaj ma swe źródło w wykształceniu i sposobach myślenia. Duża część lewicy zatrzymała się niestety na poziomie myśli Keynesa i różnych pomysłów-cud speców od MMT, jak np. bezwarunkowy dochód podstawowy. Dlaczego? Ponieważ na wszelkiego typu partyjnych szkoleniach, szkołach letnich itd. od lat dominują „lewicowi” ekonomiści, którzy w porywach są właśnie keynesistami. Marksistów lub teoretyków krytycznych tam nie uświadczycie. Poza kapitalizm nie wyjdziecie.

Włożono olbrzymi wysiłek w to, aby lewicowi działacze nie umieli myśleć poza kapitalizmem. Socjaldemokracja skutecznie wylansowała bardzo liberalne i prokapitalistyczne myślenie. W efekcie czytamy dziś w różnych źródłach, jak różni politycy lewicy (często nawet bardzo zasłużeni i godni szacunku) za najważniejsze uważają, by w czasie kryzysu ludzie mieli pieniądze do wydawania na rynku, by go stymulować i podtrzymywać jego funkcjonowanie.

Już abstrahując od tego, jak żałosna jest to pozycja dla lewicy, jeśli zaczyna ona z pozycji „musimy stymulować rynki i konsumpcjonizm by działały jak dawniej!”, to trzeba też podkreślić, że jest to w tym momencie wybitnie krótkowzroczna i realnie bardzo szkodliwa filozofia. Bo na już, na teraz potrzebujemy przede wszystkim stabilnych miejsc pracy, które zamortyzują lawinowe bezrobocie i pozwolą uniezależnić państwa od wahań na światowych rynkach. Kryzys nie skończy się za dwa miesiące. Państw nie stać ,by bez ingerencji w produkcję nastarczyć za wymogami giełd i rynków. Budżet państwa nie powstrzyma globalnych zmian i odwrotu kapitału. Państwa nie są też od ratowania prywatnej własności, która wybitnie się nie sprawdza. Społeczeństwo musi być ponad kapitałem – czas więc skończyć z myśleniem, że państwo to sługa rynków, który musi je wiecznie zadowalać.

Stąd też potrzeba nacjonalizacji kluczowych sektorów gospodarczych
– o czym ostatnio mówiła już nawet Wiceszefowa Komisji Europejskiej – i zabezpieczenia produkcji przez aktywność gospodarczą państwa i tworzenie uczciwych, dobrze płatnych miejsc pracy. Zasiłek w wysokości 1000 złotych (mniej więcej głodowa renta) i pobudzanie bieda-konsumpcji nie podtrzyma żadnej gospodarki. To przepis na społeczeństwo rodem z koszmarnej dystopii, gdzie rzesze biednych żyją już tylko po to, aby wydawać swe ochłapy na śmieciowe jedzenie. Potrzebny jest przepis na życie po kapitalizmie. Bo chyba nie kupiliście tego kitu, że miejsca pracy tworzą wyłącznie sami prywatni przedsiębiorcy w porozumieniu z rynkami i inaczej się nie da?

Jest źródło tych idei. Cały pomysł, że można stworzyć zrównoważoną gospodarkę manipulując samym pieniądzem i samą redystrybucją ma źródło w konkretnych, głęboko prokapitalistycznych, założeniach. Jednym z nich jest założenie, że nie ma dużego kryzysu gospodarczego (jaki mamy) i produkcja oraz handel są w miarę stabilne. Innym założeniem jest założenie, że produkcja oraz własność są świętością zarezerwowaną wyłącznie dla prywatnej własności. Przypomnijmy: keynesizm był szkołą zmierzającą do zadowolenia części klasy pracującej na zasadach kapitalizmu. Zgodnie z tym podejściem państwo/spółdzielnie itd. nie mogą bawić się we właściciela, a najwyżej interweniować w oparciu o zebrane podatki i zmniejszać bezrobocie, czy rozdawać trochę świadczeń. Keynes nigdy nie krytykował hegemonii kapitału, kapitalistycznego niszczenia planety, nie miał też żadnego przepisu na lepsze życie dla krajów-kolonii poddawanych imperialistycznemu drenażowi. Takie są fundamenty keynesizmu: z założenia bardzo zachowawczej, prokapitalistycznej i totalnie przedpotopowej szkoły w obliczu wyzwań przed którymi dziś stoimy. Niedaleko od tej szkoły znajdują się i inne, które w państwie widzą wyłącznie regulatora procesów kapitalistycznych.

Znaczna część ideologów stojących za promowaniem tych rozwiązań to dziś ostatnia deska ratunku dla kapitału i kapitalistycznych rynków. Lewicowa opozycja, która w najodważniejszych porywach chce rozdawać zasiłki i robić wszystko, by ratować rynki (ich popyt i podaż na dotychczasowych warunkach) to przeciwnik idealny, to po prostu przyjaciel ekspertów od Adama Smitha. Część ze zwolenników podobnych rozwiązań bardzo niesłusznie uchodzi też za głębokich, lewicowych radykałów. Wśród nich jest np. Janis Warufakis, który swego czasu, jeszcze jako minister finansów Grecji, sam w ramach pakietu reform proponował Trojce „standardowe thatcherystowskie i reaganowskie rozwiązania”, by następnie ze swymi socjalliberalnymi pomysłami uchodzić za skrajną lewicę i robić zadziwiająco skuteczną karierę.

Rynki i giełdy trzeba w ich społecznej roli stopniowo zastępować.
Musimy eliminować ich szkodliwy wpływ na Ziemię, a nie bawić się w podtrzymywanie ich dotychczasowej działalności różnymi chwilówkami. Kapitał w roli władcy po prostu się nie sprawdza. Gospodarką przyszłości jest gospodarka centralnie sterowana z kontrolą prywatnej własności. To musi się odbywać w społeczeństwach dbających o realizację celów społecznych (niekapitalistycznych) i posiadających bezpośredni wpływ na kształt, cele oraz sposób produkcji. Tymczasem manipulacja samym zrodzonym przez kapitalizm pieniądzem, by osiągnąć pewne minimalne zdobycze przy zachowaniu pełnej władzy rynków to kompletne nieporozumienie i podporządkowanie kapitalistycznemu niszczycielstwu.
Środki z budżetu państwa są po to, aby wejść na rynek i przejąć upadające firmy: z korzyścią zarówno dla pracowników, jak i globalnego układu sił, gdzie zbyt długo dominowali już wyłącznie spekulanci i reprezentanci prywatnych akcjonariatów. Polityka socjalistyczna jest natomiast polityką, która gwarantuje każdemu dobrze płatną i społecznie użyteczną pracę, jednocześnie szybko skracając jej czas i nie tworząc przy tym w społeczeństwie podziału na ludzi sprowadzonych do roli biernych bieda-konsumentów oraz na wybrańców, których rynki jeszcze uważają za godnych posiadania jakiejś kapitalistycznej pracy na rzecz katastrofy klimatu. Naprawdę każdy jest potrzebny. Być może nie z perspektywy kapitału, który woli zatrudniać najtaniej i kieruje nas ku planetarnej katastrofie… Ale z perspektywy interesu i potrzeb ludzkości? Jak najbardziej.

Wyjście poza pułap oczekiwań rynków i doktryn redystrybucjonistycznych to jedno z kluczowych wyzwań, przed jakimi stoimy. Marzenia o rentierstwie w starym systemie to szkodliwa mrzonka. Inaczej cała reakcja na kryzys będzie wypłatą głodowych świadczeń i modłami przed ołtarzykiem świętych giełd. A one już tu nie wrócą. I nawet nie powinniśmy tego chcieć. Bo rola uprzywilejowanego beneficjenta światowych procesów destrukcji i wyzysku to raczej nie jest element lewicowej wrażliwości. Poważne, lewicowe rozwiązania zaczynają się od Marksa.

Europejskie widma

Widmo krąży po Europie – widmo komunizmu. Nie tylko politycy , ale ekonomiści, a nawet część wielkiego biznesu odkrywa, że państwo ma jakieś pieniądze.

Nawet Richard Branson pobiegł do kolejki po publiczne pieniądze. Nigdy, nie ani on, ani jego firma nie płacili podatków więc chyba zaczął wierzyć w cuda… albo w socjalizm. Ciekawy moment, bo nawet Boris Jonhnson, znany jako człowiek którzy pokonał Unię Europejską i (podobno) wirusa powiedział, że potrzeba nam trochę socjalizmu. Brytyjski konserwatywny (skrajnie) Daily Telegraph”, domaga się wręcz od Premiera wprowadzenia socjalizmu, by ocalić liberalizm. Zdaje się przy tym, że oprócz koronawirusa, Brytyjczyków dręczy schizofrenia.

Socjalistami, przynajmniej w oczach Polaków, od dawna są już Skandynawowie. Nie powinno więc dziwić, że duński rząd ogranicza pomoc dla firm tylko do tych, które rzetelnie płacą w w Danii podatki. Sadyści.
Choć podobno w Dani płacenie podatków,
to taki ichniejszy standard.

O socjalizmie mówią teraz Hiszpanie i Portugalczycy (ci to akurat nic dziwnego), Włosi, Niemcy a nawet Papież. Wygląda na to, że jest całkiem inaczej niż wtedy gdy Karol Marks pisał Manifest, wtedy „Wszystkie potęgi starej Europy połączyły się dla świętej nagonki przeciw temu widmu, papież i car, Metternich i Guizot, francuscy radykałowie i niemieccy policjanci. (…) Dwojaki wniosek wypływa z tego faktu. Komunizm jest już przez wszystkie potęgi europejskie uznany za potęgę.”

No właśnie, wszyscy mówią. Tyle, że wcale nie chodzi o socjalizm.

Rację ma brytyjski Telegraph. Rządy muszą zrobić wszystko… byle się nic nie zmieniło. Nawet na chwilę udawać socjalizm.

Bo wszystkie te postulowane działania mają chronić interesy tych, którzy i tak wszystko mają. Wskazują na to używane pojęcia, drugi plan Marshalla, tarcza antykryzysowa. Zresztą sam plan Marshalla miał bardziej polityczne i symboliczne znaczenie niż gospodarcze.

Dziś łączne plany pobudzenie europejskich gospodarek po wielokroć przekraczają kwoty pomocy w ramach Planu nawet po przeliczeniu jej na dzisiejsze wartości.

To co jest czymś nowym i różnicą, to uwzględnienie w tych planach pracowników a nawet uzależnienie pomocy dla przedsiębiorstw od powstrzymania się lub ograniczenia skali zwolnień. W Europie.
Nie powinno dziwić, że wojewodowie wstrzymali wydawanie paszportów, chroniąc naszych obywateli przed kontaktami z takim, nawet niezbyt wyraźnym, widmem. Jeszcze wyjadą i nie wrócą, albo nasiąkną widmową propagandą.

Kryzys ekonomiczny był oczekiwany.

Walka z koronawirusem przyspieszyła go i pogłębiła. Taki kryzys zmieni rzeczywistość ekonomiczną w krótkiej perspektywie a zapewne też w dłuższej. Da szansę do konsolidacji, przejęć, monopolizacji. Jedni upadną inni się wzmocnią. Frank Fertitta amerykański magnat na rynku kasyn, hoteli i rozrywki, zwolnił wszystkich pracowników, by jako pierwsi stanęli w kolejce po zasiłki. Jego majątek szacowany jest na prawie 5 mld dolarów. Raczej nie zmaleje a on sam nie będzie raczej stał w kolejce.
Obawiam się, że Europie nie wystarczy skrzyżowanie Keynes’a z Galbraith’em … Naprawdę potrzebujemy co najmniej Kautsky’ego. Nie wystarczy Kapitał Piketty’ego… trzeba sięgnąć do Karola. Nie wystarczy widmo krążące po Europie, potrzeba jest wiosna ludu… albo jesień.

Kapitalizm nie jest prawem fizyki

Kryzys związany z pandemią Covid-19 ujawnił wszystkie patologiczne cechy systemu kapitalistycznego. Nasilił się wyzysk ludzi pracy oraz atak na ich prawa ze strony kapitału.

Podczas pandemii wielu pracowników utraciło pracę i źródło zarobków. Ogromna większość z nich nie ma prawa do zasiłków dla bezrobotnych. Służąca kapitałowi władza nie zaoferowała im nic poza pustymi obietnicami. Nie wprowadzono nawet połowicznych, reformistycznych rozwiązań takich jak minimalny dochód gwarantowany.

Nisko opłacani pracownicy nie mogą sobie pozwolić na zastosowanie się do zaleceń pozostania w domach podczas pandemii, ponieważ grozi im bezrobocie. W pracy spotyka ich obecnie jeszcze większy wyzysk. Są pozbawieni podstawowych środków ochrony, a normy bezpieczeństwa nie są zachowywane, jako zmniejszające zysk kapitalistów.

Kolejne projekty tzw. tarczy antykryzysowej są przygotowywane pod dyktando kapitału.

Służą głównie jego interesom, umożliwiając jeszcze większy wyzysk pracowników, na przykład poprzez wydłużanie godzin pracy. W niektórych branżach mogą być równoznaczne ze skoszarowaniem pracujących w miejscu zatrudnienia. Kapitaliści nalegają również aby tarcza umożliwiła im łatwiejsze zwalnianie pracowników oraz ograniczanie ich pensji. Pomimo uprawnień, jakie dała im tarcza kapitaliści nie musieli zagwarantować utrzymania zatrudnienia na dotychczasowym poziomie.
Prywatyzacja usług publicznych oraz niszczenie tych, które pozostały w gestii państwa, przyczyniły się do pogorszenia jakości publicznej służby zdrowia. Właśnie ona, a nie placówki prywatne, jest w stanie walczyć z epidemią. Pracownicy publicznej służby zdrowia, wbrew publicznym zapewnieniom ze strony władzy, że są bohaterami, pozostają nisko opłacani i przepracowani. Brakuje testów oraz środków zabezpieczenia dla personelu medycznego narażającego życie w walce z epidemią.

Podczas pandemii nie zmienił się imperialistyczny i militarystyczny charakter kapitalizmu. Polskie władze nie wycofały się z wspierania agresywnej, imperialistycznej polityki Stanów Zjednoczonych i NATO. Nadal popierają ingerencję w wewnętrzne sprawy innych krajów oraz politykę militarnego zastraszania. Pomimo braków budżetowych polski rząd podjął decyzję o zakupie amerykańskich pocisków przeciwpancernych oraz innego sprzętu wojskowego. Wydatki zbrojeniowe pozostają na wysokim poziomie 2 proc. PKB, wyższym niż fundusze zagwarantowane na służbę zdrowia czy edukację. Taki stan służy nie społeczeństwu, lecz wielkim ponadnarodowym koncernom zbrojeniowym.

Obecny kryzys nie jest spowodowany jedynie pandemią Covid-19. Jest to kryzys całego systemu kapitalistycznego. W jego obliczu kapitał zrobi wszystko aby bronić swej uprzywilejowanej pozycji, a także zdobyć nowe możliwości wyzyskiwania społeczeństwa. Dlatego konieczna jest mobilizacja, wspieranie związków zawodowych oraz włączenie się jak najszerszych grup społecznych w protesty pracownicze. Walka nie tylko w obronie praw już zdobytych, lecz również o wywalczenie nowych. Kapitalizm nie jest niezmiennym prawem fizyki, może być zmieniony i zastąpiony systemem gwarantującym społeczną sprawiedliwość oraz przezwyciężenie klasowych sprzeczności – socjalizmem.

Uczcijmy 1 Maja

Złóżmy indywidualnie symboliczne, czerwone róże i goździki w miejscach upamiętnionych krwią robotniczą w walce o niepodległość i sprawiedliwość społeczną.

1 maja 2020 roku, od godziny 12.00 zaznaczmy swoją determinację w walce o nasze prawa. Prawa pracowników, bezrobotnych, obywateli, Polaków.
W Warszawie to Plac Grzybowski, Cytadela, pomnik Ignacego Daszyńskiego, Plac Warecki i wiele innych miejsc. Miejsca związane z robotniczymi walkami i protestami są w każdym praktycznie mieście w Polsce.
Zbliża się święto 1 Maja. To ogólnoświatowe, również w Polsce państwowe święto, wywodzące się z tradycji walki klasy robotniczej o status społeczny i zawodowy jeszcze w XIX wieku. Wyrosło ono na tradycji walki z agresywnym kapitalizmem pozbawiającym ludzi pracy ich szans i możliwości rozwoju. Lewica polska w XXI wieku obchodzi to święto, bo nadal chce być reprezentacją wielomilionowej rzeszy pracowników różnych zawodów, zatrudnionych w różnej formie i w instytucjach zarówno państwowych, jak i prywatnych, a także w systemie samozatrudnienia.

To także święto wielkiej rzeszy bezrobotnych, których status jest wynikiem agresywności korporacyjnego kapitalizmu i bezlitosnego rynku.
Święto 1 Maja mieści się w tradycji polskich socjalistów, na stałe weszło do historii i tradycji PPS. Porozumienie Socjalistów, kierując się doświadczeniem, proponuje, aby tegoroczne święto – 1 Maja 2020, mimo panujących ograniczeń w kontaktach, zaznaczyć w oryginalnej, indywidualnej formie, dozwolonej przez prawo.

Zachęcamy wszystkich do spontanicznego, indywidualnego odwiedzenia miejsc pamięci, uwidocznienia swego przywiązania do tradycji i zrozumienia współczesnych potrzeb szerokich rzesz pracowniczych. Pokażmy, że konflikt kapitał – praca istnieje i nie da się go zapudrować przez media. To pracownik na wolnym rynku sprzedaje swoją pracę, a kapitalizm ją kupuje.

Walczymy o swe prawa w ramach tego układu.

Pierwszomajowo i historycznie

Wspomnienia i współczesne odniesienia do historii obchodów 1 maja. Oraz trochę doznań osobistych i refleksji.

Obchody majowe, zwłaszcza w Europie, ale nie tylko, były przed laty potężnymi manifestacjami o większe prawa, poprawę życia i warunków pracy milionów robotników, świata pracy. Domagano się zmiany oblicza kapitalizmu, jego bardziej ludzkiej twarzy. A w przestrzeni publicznej funkcjonował pogląd podziału ówczesnego świata na dwa obozy – obóz imperializmu i wojny oraz obóz socjalizmu i pokoju. Kapitalizm był stopniowo zmuszany do zmiany swojej dotychczasowej istoty i charakteru z drapieżnego, wilczego na bardziej sprawiedliwy, do dzielenia się zyskami z tymi, którzy je tworzyli. Stopniowo zmieniał swój system ekonomiczno-społeczny. Pracujący domagali się opiekuńczej funkcji państwa.
Kapitał był więc zmuszany do większej wrażliwości na potrzeby pracowników będąc pod wielkim naciskiem, w tym manifestacji i protestów. Walnie przyczyniła się do tego ogromna popularność światowego socjalizmu. Przecież dziś w wielu państwach władzę sprawują lub współtworzą rządy koalicyjne, socjaliści.
Od „chleba i pracy”…
A teraz trochę o historii manifestacji majowych na świecie, ale szczególnie w Polsce, w II RP oraz po wojnie, w Polsce Ludowej i współczesnym ich charakterze.
W moim dość długim życiu było sporo obchodów pierwszomajowych, w których uczestniczyłem jako uczeń, a później jako dorosły, na różnych stanowiskach służbowych. Byłem jednym z maszerujących w kolumnie pochodów, ale też stałem na trybunie jako jeden z wielu pozdrawiających idących w pochodach przedstawicieli wszystkich niemal środowisk naszego społeczeństwa. Przez te dziesiątki lat miały one różny charakter, hasła polityczne i oprawę propagandową. Warunkowane to było sytuacją społeczno-polityczną w kraju oraz tym, jaka partia czy partie były włodarzami Polski.
Jakże różniły się one w czasach Polski Ludowej od tych organizowanych w II RP. Manifestanci wówczas żądali chleba i pracy. To były główne hasła i oczekiwania znacznej części bezrobotnych, robotników i inteligencji. Były też w naszej historii obchody majowe, w których strzelała policja granatowa i rozpędzała tłumy manifestantów kolbami karabinów. Ówczesny minister spraw wewnętrznych nawet podpisał regulamin, jak policjanci mają kolbami atakować robotników, by nie uszkodzić karabinów. Tego wstydliwego faktu historycznego w ogóle się nie wspomina. Bo poprawność polityczna tego wymaga. Wśród uczestników obchodów pierwszomajowych byli nie tylko ranni, lecz także ofiary śmiertelne. Jako dziewięciolatek pamiętam rozmowy w rodzinie i wśród sąsiadów z ulicy Lipowej Sokołowa Podlaskiego. Wiodła ona od Węgrowskiej aż do dworca kolejowego, a mieszkali tam prawie sami robotnicy i kilku rolników, m.in. rodziny Ukasiewiczów i Ławeckich oraz parę rodzin pracujących w różnych urzędach miasta. Ja uczestniczyłem w obchodach majowych w czasach, w których praca i chleb już były, lecz nie zawsze pod dostatkiem, więc czasami kiszki marsza grały. Oj, grały za lepszym chlebem i różnymi jadalnymi dodatkami. Nie zawsze i nie we wszystkich latach mojego życia on dobrze smakował. Na szczęście jest to już daleka przeszłość.
…po „oficjałki”
Były to czasy i okresy różne, obfitujące w ważne narodowe wydarzenia, które się kładły niekiedy cieniem, a nawet dramatem na ówczesnej rzeczywistości. Miały one przecież przeróżne barwy naszego systemu ustrojowego. Przeżywaliśmy od 1956 roku stalinizm. Później przyszła odwilż oraz czas zrywania, odrzucania jego ideologii i zaklęć programowych.
Był też jakże ważny etap Władysława Gomułki. To w naszej historii okres wybijania się na samodzielność, etap polskiej drogi rozwoju i istotnej zmiany naszego życia. Zmiany w relacjach ze Związkiem Radzieckim. Polacy dokonali wówczas ważnych przeobrażeń demokratycznych, eksponując bardziej interesy narodowe we wspólnocie socjalistycznej. Wielu polityków zostało wówczas postawionych przed sądami za ich zbrodnicze czyny i działalność represyjną. Byli sądzeni w procesach politycznych i karani za czyny, których nie popełnili. Po Gomułce była dekada Edwarda Gierka. Do dziś toczy się spór o jej ocenę. Wielu Polaków pozytywnie ocenia okres sprawowania władzy przez tego polityka z rodowodem robotnika i inżyniera. Był to bardzo znaczący okres naszego rozwoju gospodarczego oraz zbliżania się do zachodniej cywilizacji. Powstał nowoczesny przemysł. Polska otworzyła się szeroko na świat zachodni. Pojawiły się nie tylko korzystne relacje z państwami zachodniej Europy, lecz i świata. Nastąpił znaczny rozwój współpracy z krajami kapitalistycznymi, a nie tylko członkami RWPG.
Dekada Gierka i jego osobiste kontakty z wieloma politykami świata znacząco przyczyniły się do wzrostu gospodarczego naszego kraju. Także życia oraz warunków bytowych naszych obywateli.
Ale mieliśmy również stan wojenny, który podzielił nas na dwie części. Na tych, którzy bronili Polski Ludowej i tych, którzy dążyli do jej zburzenia, do zmiany istniejącego ustroju.
Wówczas to nasze społeczeństwo zostało po prostu przeorane. Groziła nam wojna polsko-polska oraz strumienie krwi Polaków. Mimo upływu lat znaczny procent nas, Polaków, uważa, że odważna decyzja Wojciecha Jaruzelskiego uchroniła rodaków od samozagłady i niepotrzebnego przelewu znów polskiej krwi. Rzeczywistej wojny Polaków z Polakami, przy zbrojnym udziale sąsiadów, ich interwencji w nasze narodowe sprawy. Są przecież historyczne dowody i fakty, które potwierdzają, że mogłoby zaistnieć to najgorsze, gdyby nie wola męża stanu generała Wojciecha Jaruzelskiego.
To, co wyżej napisałem, jest moim wstępem do rozważań na temat pierwszomajowego święta. Przecież nie można na powyższy temat pisać w oderwaniu od ówczesnej sytuacji, która warunkowała charakter przebiegu tego święta. Chcę opowiedzieć nie o historii obchodów 1 Maja w ogóle, nie o historii manifestacji ludzi pracy, lecz o tych obchodach, w których uczestniczyłem.
Bez robotników
W moim rodzinnym mieście w czasach II RP takich obchodów nie organizowano. Nie pamiętam większych zgromadzeń. Dlaczego? W tym mieście, w którym się urodziłem i mieszkałem do dwudziestego roku życia, nie było większych zakładów pracy. Była jedna cukrownia i tartak oraz dworzec kolejowy (teraz go nie ma) i rozlewnia octu. I to wszystko. Były rodzinne warsztaty rzemieślników, ale nie zatrudniano w nich pracowników, a w niektórych zatrudniano jedną osobę, ucząc zawodu, za co rodzice musieli płacić. Takie były czasy jeszcze po II wojnie światowej. Kilka lat po wojnie nowa władza zakazała pobierania opłat za naukę zawodu. Komunistów w tym czternastotysięcznym mieście było pięciu. Wszystkich znałem, pamiętam nazwiska. Był to zamiatacz ulic, szewc, piekarz, pracownik cukrowni i pracownik miejskiego samorządu. Nie wykazywali oni większej aktywności społecznej. Toteż nie było komu organizować pochodów pierwszomajowych.
Rok trudny
Pierwsze obchody pierwszomajowe, w których uczestniczyłem zorganizowano w moim mieście w 1949 roku. Był to trudny rok. Walki z niezłomnymi, którzy atakowali z zaskoczenia, ukrywając się w lasach lub melinach wiejskich. Był to dla niektórych czas dramatyczny. Ginęli Polacy, którzy odbudowywali swoje miejsca pracy, chłopi zajmujący ziemię obszarników. Jednego dnia pochowano 17 spośród tych, którzy bronili władzy ludowej. Było to na rynku przy pomniku księdza Brzóski, powstańca z 1864 roku powieszonego przez zaborców carskich. Nieco później kilkunastu poległo pod Borowem. Zamach na sekretarza KP PPR. I jeszcze inne dramatyczne wydarzenia, które nas, sokołowiaków, podzieliły, zwaśniły. Ginęli ci z lasu.
Władze powiatowe na terror odpowiadały tym samym. Walczono o kształt przyszłej Polski, o to, jaka ona miała być. Tak samo było w gminach naszego powiatu, w Kosowie Lackim, Sterdyniu i innych miasteczkach i wsiach powiatu. I w takiej scenerii walk bratobójczych odbył się pierwszy pochód pierwszomajowy. Trybuna była wybudowana na ulicy Węgrowskiej obok budynku, który był siedzibą KP PPR. Jak na miasto powiatowe, to było trochę uczestników tej manifestacji. Byli to przeważnie pracownicy różnych urzędów administracji miejskiej i kolejarze oraz młodzież szkół.
Po upływie czterech lat od wojny powstały bowiem szkoły średnie i zawodowa, handlowe liceum oraz zasadnicza szkoła metalowa. Z naszym uczestnictwem w tych obchodach było trochę kłopotów i sporo krytyki władz miasta. Większość naszych uczniów i uczennic to mieszkańcy pobliskich wsi, dzieci małorolnych chłopów. Dlatego w niedziele i inne święta młodzież ta wyjeżdżała do rodzin. Musiała przecież zaopatrzyć się w czystą bieliznę i żywność. Czasem przywozili nawet smaczny chleb wypiekany przez ich rodziny we własnych domowych piecach. Jadłem taki chleb wypiekany przez ojca mojego kolegi szkolnego Zbyszka Getnera, mieszkającego w tym samym domu co ja. Jego ojciec miał wiatrak, który mielił rolnikom zboże na mąkę.
W tych obchodach święta majowego nie uczestniczyłem w kolumnie szkolnej, ale szliśmy w pochodzie z moim kolegą szkolnym Jankiem Aniołkiem, który był wiceprzewodniczącym zarządu szkolnego ZMP, a ja przewodniczącym. No i oczywiście, posypały się gromy z inspektoratu szkolnego KP PPR na pana profesora chemii i fizyki, wspaniałego wychowawcy i przyjaciela młodzieży, wielce szanowanego przez uczniów dyrektora szkoły.
Już się pieśń na usta rwie
Zarząd szkolny ZMP jak mógł, tak bronił dyrektora, który rozumiał potrzeby młodzieży, tak skrzywdzonej przez lata okrutnej niemieckiej okupacji. Na nasze wnioski załatwiał fundusze na zapomogi dla uczniów najbardziej potrzebujących pomocy materialnej. Mnie jako przewodniczącemu Zarządu Szkolnego ZMP też trochę się dostało. Przewodniczący powiatowy ZMP powiedział wówczas, że jaki dyrektor, taki i przewodniczący ZMP. Odburknąłem koledze przewodniczącemu, mówiąc, że może mnie wymieni na innego, skoro się nie podobam.
– Kiedy chcecie przeprowadzić wybory nowego przewodniczącego? – pytałem. – No, kolego Zdzisławie, nie tak prędko, coście w gorącej wodzie kąpani – odpowiadał. – Jak źle pracuję, mogę zrezygnować z tej społecznej funkcji. Ja nie jestem na etacie, jak wy – odparłem. Spojrzał na mnie łagodnym wzrokiem i powiedział: No dobrze, koniec z tym problemem, na drugi rok będzie lepiej. Nie wiem, co będzie w przyszłym roku. To moje postawienie się wpłynęło na poprawę moich relacji z powiatową władzą młodzieżowej organizacji.
W godzinach popołudniowych odbył się festyn na miejskim stadionie przy ulicy Lipowej, parę domów za domem, w którym mieszkałem. Grała orkiestra strażacka, ja grałem też na dość dużym instrumencie, czyli basie. Były ciepłe kiełbaski, a nawet coś mocniejszego. Bawiono się wesoło, ale pijanych osób nie widziałem, chociaż w wielu domach w tym czasie produkowano bimber z mąki żytniej. Nie znałem jego smaku, bo nigdy w czasach młodości nie sięgałem po kieliszek trunku. Był wtedy modny kwas chlebowy, który robiono z suszonego chleba.
Kolejny mój udział w pochodzie pierwszomajowym miał miejsce w 1953 roku. Przydzielono nas do różnych zakładów pracy jako symbol jedności wojska z ludem i klasą robotniczą. Organizatorzy wręczali nam szturmówki i transparenty, na których były m.in. hasła: „WP z ludem”, „Partia z narodem, naród z partią”. Był las szturmówek i transparentów.
Po zakończeniu pochodu składaliśmy je w jedno miejsce. Była to góra płótna i drzewa. Czy je wykorzystywano wielokrotnie, nie wiem. Ten mój udział w majowej manifestacji trwał cztery godziny. Później usprawniono organizację pochodów. Kolumny poszczególnych dzielnic przychodziły na różne godziny. Za kończącą pochód daną dzielnicą wkraczała kolejna.
Już nie męczono ludzi godzinami oczekiwań na swoją kolej przemarszu przed trybuną. Pamiętam jednak, że prowadziliśmy rozmowy między wieloma osobami różnych zawodów. Zawiązywały się nawet przyjaźnie. Wiele kontrowersji wzbudzała wówczas tzw. nomenklatura przy wyznaczaniu na różne stanowiska w zakładach pracy.
Centralizacja i jej skutki
Na ogół decydowała Egzekutywa KW PZPR, a nie dyrektor instytucji lub przedsiębiorstwa, który najlepiej znał kompetencje swoich pracowników. Mówiłem im, że w wojsku decyzje personalne podejmują przełożeni. Np. dowódcą pułku nie mógł być oficer, który nie miał odpowiedniego stażu na stanowisku dowódcy batalionu. Rozmawialiśmy więc o różnych tematach. Manifestacje były wielotysięczne, całe sztaby pracowały nad ich przygotowaniem.
Przez kilka lat uczestniczyłem w obchodach centralnych w Warszawie, pracując w stolicy. Pamiętam ich przebieg i masowy, bardzo liczny udział mieszkańców. To były tłumy, jakże liczne kolumny maszerujące przed trybuną. W czołówce pochodu szedł m.in. gen. Wojciech Jaruzelski w otoczeniu znanych osób, w tym m.in. prof. Zbigniewa Religi, późniejszego ministra zdrowia. Kilku członków PAN oraz twórców kultury. Pamiętam szczególnie te pochody, które były organizowane w końcówce lat Polski Ludowej, kiedy I sekretarzem KC PZPR był Stanisław Kania. Maszerowałem w kolumnie pracowników jednej z instytucji centralnych. Nastroje manifestantów były już inne. Pojawiały się obawy, rozterki i widmo zagrożeń społecznych. Było mniej uśmiechów i radości. Myślano o najgorszym, o sporach i jakże głębokich podziałach społeczeństwa. Już była wielka „Solidarność”.
Agresywne wypowiedzi i zachowania jej przywódców oraz politycznych doradców. Ujawniły się roszczeniowe postawy, żądania ekonomiczne, które rujnowały naszą gospodarkę. Ciągłe strajki i spadek produkcji. To skutkowało brakiem wielu podstawowych produktów, a szczególnie żywności i środków czystości. W sklepach były puste półki, kolejki z kartkami na mięso i inne produkty żywnościowe.
Wracałem z kolegami z pochodu w 1981 roku w kierunku ulicy Królewskiej, gdy z placu Zamkowego wyszła już kolumna, za nią następne. Skandowano nazwisko: Wałęsa, Wałęsa. Był to już inny pochód zdominowany przez przeciwników istniejącej władzy. Szliśmy chodnikiem w mundurach WP. Nie zwrócono na nas uwagi. Tłum był bardzo krzykliwy, ich słowa przerażały nas.
W pewnym momencie trzy młode osoby wyszły z kolumny i zapraszały nas, byśmy do nich dołączyli. Powiedzieliśmy, że czekają na nas rodziny z obiadem. Wypowiedziały do nas parę nagannych słów. Pamiętam je do dzisiaj, ale nie będę ich przytaczał. Przechodziliśmy blisko Uniwersytetu Warszawskiego, do bramy zbliżała się grupa studentów. Powiedzieli kilka przykrych słów: Co, już zabrali wam samochody, teraz będziecie pieszo chodzić, a nie jeździć wołgami. Nie odpowiedzieliśmy na te zaczepki. Było nam oczywiście smutno. Idąc, rozmawialiśmy o sytuacji w kraju, o szaleństwie opozycji solidarnościowej…
Powiedziałem kilka słów, że na siłę nie można żądać, by akceptowali nasze zaklęcia ideologiczne, których skuteczności nie potwierdziła praktyka społeczna. Powiedziałem to ot, tak sobie, bez większego przemyślenia. No i moje słowa zostały przekazane do strażników naszej poprawności politycznej.
Były tego skutki za parę miesięcy, nie otrzymałem akceptacji dopuszczenia do tajemnicy przygotowań stanu wojennego. Moi koledzy, a nawet ci, którzy w określonym zakresie podlegali mi służbowo, informowali, że idą na jakąś naradę, nie mówiąc nic o jej tematyce i celu. Nie pytałem ich, bo się domyślałem, że w krytycznej sytuacji, kiedy nie dogadamy się z „Solidarnością” i zechcą wyprowadzić miliony ludzi na ulice, może być podjęta decyzja o stanie wojennym, by uniknąć najgorszego, czyli walk ulicznych, które spowodują obcą zbrojną interwencję.
Byliśmy pewni, że władze radzieckie nie zostawią, jak to mówiono, w biedzie bratniej Polski. A było przecież i hasło wypowiadane przez osoby o skrajnych poglądach, że socjalizmu będziemy bronić jak niepodległości. Mówiły to osoby antyreformatorskie, które nie godziły się na radykalne reformy ustrojowe. Pamiętam ich wypowiedzi na kilku spotkaniach środowiskowych, w moim środowisku także.
Znowu w kapitalizmie
Po przemianach ustrojowych, już w III RP, lewica zmieniła dotychczasową formułę obchodów 1 Maja. Uległa zmianie ich organizacja, a także hasła, program żądań. Już nie ma hasła: „Żądamy chleba i pracy”. Jest praca i jest chleb, nawet w niektórych rodzinach w nadmiarze, co widać w naszych śmietnikach przed domami. Takie żądania były w II RP, a manifestantów gromiła polska policja. Organizujemy teraz wiece i festyny.
Organizuje je lewica, OPZZ i ZNP (w tym roku ich nie będzie). Gromadzą sporo ludzi, i nie tylko tych o zdecydowanych przekonaniach lewicowych, lecz także tych, którzy deklarują się jako niezależni od żadnej ideologii czy partii politycznych. Są ani lewicowi, ani prawicowi.
A przecież takie przekonania wyraża znaczna część naszego społeczeństwa. Potwierdza to znaczny procent tych, którzy nie biorą udziału w żadnych wyborach. Gdy jeszcze miałem sprawne nogi, chętnie uczestniczyłem w tych już innych obchodach pierwszomajowych, organizowanych m.in. we Wrocławiu w parku przed Halą Stulecia. Gromadziły one ludzi nie tylko lewicy, lecz i innych.
Chyba już wystarczy tych wspomnień o obchodach 1 Maja. Ograniczyłem celowo warstwę faktograficzną na rzecz osobistych doznań i refleksji w podjętym temacie. Jest ona bardzo ważna, lecz chyba istotne są także nasze osobiste spojrzenia na tak istotny problem o dużym znaczeniu społecznym, już bardzo historycznym.
Nie wszyscy mają świadomość, że system kapitalizmu ulegał pozytywnym przemianom. Zdobycze socjalne to wynik zdecydowanej walki klasy robotniczej. Wiele rządów realizuje opiekuńczą funkcję państwa. Wszystkie niemal zdobycze ludzi pracy wprowadzono pod ogromną presją protestów milionów ludzi. Kapitalizm to nie dobry wujek. Te pozytywne zmiany wprowadzono pod presją wystąpień nie tylko podczas manifestacji majowych.

Fakt istnienia tzw. światowego obozu socjalizmu, jak głoszono (takie pojęcie było w obiegu światowym), był jakże istotnym czynnikiem zmuszającym kapitalizm do respektowania praw pracowniczych milionów zatrudnionych, zmieniając relacje między pracodawcami i pracownikami. Stopniowo torował sobie drogę do sprawiedliwości społecznej i uczłowieczenia. Dziś tego nie zauważają nie tylko rządzący i politycy, lecz również ci, którzy utrzymują się z pracy rąk i umysłu; ci, którzy nie prowadzą własnych firm czy warsztatów pracy. To przecież system socjalistyczny, jego moralna presja, szerokie uprawnienia robotników miały tę moc, dlatego też stwarzał zagrożenie dla systemów kapitału i władzy.
Redefinicja ról
Wprowadzając zmiany, rozszerzając uprawnienia świata pracy, miano na uwadze zmniejszenie atrakcyjności socjalizmu akceptowanego przez miliony na całym świecie. Opiekuńcza funkcja państwa nad słabszymi stała się realnym programem wielu rządów, zwłaszcza w Europie, i nie tylko w Europie. Tak jest też w Polsce. Partia konserwatywna, dążąc do sprawowania władzy przez kilka kadencji, sięga do kasy narodowej i rozdaje tym, którzy mniej zarabiają i są w gorszych warunkach. Jest to niemal powszechne. Zacierają się też różnice programowe i cele działalności między lewicą a prawicą.
To widać bardzo wyraziście, jest to gra polityczna prowadzona przy użyciu wszystkich podatników. Kiedyś takie działania nazywano wyborczą kiełbasą. Rozbudowano system opieki socjalnej, wdrożono szeroką osłonę najsłabszych, mniej zarabiających, jak nigdy w naszych dziejach. Ogłasza się tzw. piątkę Kaczyńskiego jako jego osobiste dobrodziejstwo, jak gdyby był on właścicielem potężnego banku i rozdawał swoje pieniądze biednym. A on każe rozdawać pieniądze nie swoje, tylko należące do wszystkich Polaków, nie pytając ich, czy się na to zgadzają. A 500 plus i inne nagłaśnia się jako dobrodziejstwo partii rządzącej. Jakie dobrodziejstwo, skoro zabiera się jednym, a rozdaje innym.
Ale w ten sposób upowszechnia się legendy o rzekomych darowiznach Kaczyńskiego oraz jego trosce o najuboższe warstwy społeczne. Tworzy się mit wspaniałego człowieka, który troszczy się o tych, którzy żyją w trudnych warunkach. Trzeba więc dać im te trzynastki. Jakie to trzynastki? Ale kiedy lewica mówi o minimalnej płacy i likwidacji podatku od emerytur, to ich propozycje trafiają do tzw. zamrażarki sejmowej. Nie zawsze ci, którzy te rzekome dobrodziejstwa otrzymują, zdają sobie sprawę z ich celu i istoty. Większość z tych dobrodziejstw wprowadza się przed kolejnymi wyborami.
Bez człowieczej pokory
Władze robią to nie z troski humanitarnej o tych, którzy żyją biednie i mniej zarabiają, lecz tylko z uwagi na cele polityczne, by wciąż rządzić. Inni tego nie robili, bo byli leniwi, tylko teraz partia Kaczyńskiego to wszystko robi, bo umie to robić. Ani trochę człowieczej pokory. Jakie to antymoralne mącenie w głowach milionów Polaków. Poprzednicy nie dawali, a my dajemy ludziom, bo wiemy, jak te pieniądze przekładać z jednej kieszeni do drugiej.
Nie mówią o galopujących podwyżkach cen i opłat w różnych urzędach. A jak się manipuluje cenami, podnosząc je w trudnej sytuacji epidemii. Płyn do higieny rąk kosztował 4,50 zł, a teraz już 15,00 złotych. A ceny niektórych gatunków mięsa podskoczyły nawet z 17 do 30 złotych (w Warszawie). To dobrze, że władze zagroziły ostatnio, iż ci nieuczciwi sprzedawcy będą ukarani finansowo. To są te nasze cienie nadziei, które się pojawiają w trudnych sytuacjach.
Jest to właśnie spuścizna po tym drapieżnym kapitalizmie. Jest to zjawisko nieludzkie. Tak, to prawda, że ten dawniejszy kapitalizm ulegał systematycznie korzystnym zmianom i ten proces wciąż trwa. Nie z własnej jednak nieprzymuszonej woli. Są tego określone przyczyny, to wynik potężnego, światowego ruchu robotniczego. Unia Europejska dość mocno określiła zasady prawa i demokracji, tworząc system dużych kar finansowych dla rządów, które podejmują decyzje niezgodne z prawem unijnym. Grożono i Polsce, że mogą być zmniejszone dotacje na realizację niektórych planowych inwestycji współfinansowanych przez UE.
Nasz rząd musiał już wielokrotnie tłumaczyć się przed komisarzami unijnymi za decyzje podejmowane z naruszeniem prawa. W tych wszystkich zmianach oblicza kapitalizmu, w jego częściowym uczłowieczeniu i większej wrażliwości społecznej ma swój udział system socjalistyczny. Ale nade wszystko potężny ruch klasy pracującej, masowe protesty ogromnych rzesz ludzi pracy.
Głos milionów
Tych, którzy wychodzili na ulice i manifestowali 1 maja, czyli w święto ludzi pracy. Rozlegał się potężny głos milionów żądających poprawy warunków życia oraz sprawiedliwego podziału tego, co tworzyły ich ręce i umysły.
Musieli walczyć przez lata i wydzierać bogaczom część wypracowanych zysków. Są jeszcze i inne aspekty tego problemu, które warto i należy przypomnieć dzisiejszym pokoleniom ludzi pracy, ale nade wszystko działaczom lewicy, jakże innej, nowej klasie liderów i działaczy. Wciąż nie ma jedności lewicy, jest ona rozbita, a jej liderzy często kierują się swoimi osobistymi celami, nie godząc się na połączenie sił. Hasła: „Silni jednością”, „Lewica razem” są wciąż aktualne. Nie ma jedności całej polskiej lewicy, a szkoda.
To ma negatywne skutki i silne oddziaływanie na świadomość społeczną i jej notowania, o czym świadczy liczba jej posłów w obecnym sejmie i brak w sejmie poprzedniej kadencji. Lewica to sama sobie zafundowała. A przecież w ubiegłych kadencjach miała w organach ustawodawczych większość, co jej dawało legitymację prawną do sprawowania władzy.
I jeszcze inne refleksje zrodziły się w mojej głowie. Pokolenie, które się kurczy i odchodzi ze świata żywych, pamięta i przekazuje swoje doświadczenia współczesnym, młodym pokoleniom. Czy robi to skutecznie, nie mnie to oceniać. Osąd tego, co piszę, wydadzą inni.
Świadomość swojego miejsca
Warto chyba w tych ogólnych rozmyślaniach przypomnieć, że historia majowych obchodów w Polsce jest bardzo bogata i w niektórych latach naszej państwowości zabarwiona była także dramatyzmem. Pierwszym i kolejnym obchodom orędowała przede wszystkim PPS, komuniści także brali udział, a już po wojnie PPR i PZPR. Socjaliści natomiast wyprowadzali na ulice tysiące robotników.
Mieli popularnych działaczy, liderów, jak np. Ignacy Daszyński i wielu innych. To oni w latach II RP przewodzili lewicy, walcząc z dyktaturą i sanacyjnym obozem. To oni walnie przyczynili się do dużej popularności święta 1 Maja w walce z kapitalizmem o prawa robotników, o poprawę życia rodzin robotniczych. Te obchody miały znaczący wpływ na aktywność i zachowania tych, którzy żyli z pracy rąk. Kształtowały ich świadomość swojego miejsca w systemie pracy. W obchodach uczestniczyły miliony robotników na całym niemal świecie rozwiniętego kapitalizmu. Na ulice wychodziły często całe ich rodziny, idąc ulicami dużych miast z czerwonymi sztandarami.
Moja wnuczka, mająca dziś czterdzieści lat, miała dwa lata, gdy pierwszy raz była na pochodzie pierwszomajowym niesiona przez matkę. W rodzinnych zbiorach zachowało się zdjęcie z pierwszej strony „Gazety Robotniczej” (taką miał nazwę ówczesny organ prasowy wojewódzkiej PZPR). Otrzymała bukiet kwiatów od jednego z panów stojących na trybunie, przed którą przechodził pochód. 1 Maja to znacząca tradycja naszej historii. Do dziś wspomina się go jako szczególne i wielkie święto pracujących Polaków. Roześmiane twarze, nieraz także spory. Stojąc, czekali aż ruszy dana dzielnica. We Wrocławiu rozmawiano wtedy o różnych sprawach. Prezentowano zróżnicowane poglądy o naszej ówczesnej rzeczywistości społeczno-politycznej. Byliśmy jednak bardzo życzliwi wobec siebie.
W tych naszych pochodach prezentowaliśmy nasze postawy i zachowania prospołeczne. Były one dobrą okazją do zaprezentowania, co się produkuje tu we Wrocławiu. Tak było w pochodach niemal w całej Polsce. Prezentowały się nowoczesne duże zakłady wybudowane w Polsce Ludowej: Polar, Elwro, Fadroma, Hutmen.
Dziesiątki innych nowoczesnych zakładów znanych na rynkach niemal całego świata. Już ich nie ma, już nie są polskie. Ekipa pseudoekonomistów na czele z Balcerowiczem sprzedała je niemal za grosze.
Ruiny i zarośla
Dokonano po prostu niebywałego mordu na polskiej gospodarce wykupionej przez obcy kapitał, by nie zawadzała swoją konkurencją na rynkach zagranicznych. Przecież wrocławskie komputery sprzedawano już w wielu krajach Zachodu, a nawet świata.
Dziś po tych zakładach zostały ruiny i zarośla. Może Polacy doczekają się, że pan Balcerowicz i jego doradcy staną przed Trybunałem Stanu i poniosą chociaż moralną odpowiedzialność za swoją działalność, jakże szkodliwą dla Polski. Skutki jego decyzji do dzisiaj są odczuwalne w naszym dalszym rozwoju gospodarczym. Np. Polifarb produkuje różne farby i rozsyła na rynki świata, ale właścicielami są Amerykanie, a nie Polacy.
No cóż, mieli przyzwolenie na taką antypolską politykę ze strony ówczesnej „Solidarności”. Dziś to bardzo wstydliwy temat dla wielu działaczy tego związku zawodowego. Ale trzeba nadmienić, że i obecnie „Solidarność” wspiera tzw. dobrą zmianę. W zlikwidowanych zakładach Elwro i Hutmenie pracowali przez wiele lat moi bliscy kuzyni, inżynier elektronik i inżynier hutnik. Na różnych spotkaniach wielokrotnie mówili o tym mordzie na ich zakładach. Gdy słuchałem ich relacji, to czułem, że w kieszeni otwiera mi się ostre narzędzie.
Bo przecież tego rozboju na polskiej gospodarce, już nowoczesnej, mającej maszyny najnowszej generacji do produkcji, dokonał ekonomista, który karierę naukową zaczął w Instytucie Marksizmu-Leninizmu. Takich to Polska miała ideologów, którzy działali na jej szkodę. Byli to ludzie bez wrażliwości wobec świata pracy.
Likwidując np. PGR-y, nie interesowali się losem 500 tysięcy robotników, tak jak to zrobili nasi sąsiedzi Czesi. W miejsce państwowych gospodarstw rolnych utworzyli spółki pracownicze. Nikt nie został bez pracy. A my Polacy? No właśnie. Teraz niektórzy z tych, którzy też wspierali te zbójeckie reformy, ronią łzy z powodu zniszczenia polskiego przemysłu.
Z autopsji wiem i pamiętam, że wielu, bardzo wielu z tych, którzy 1 Maja maszerowali w tych pochodach, czynili to z własnej i nieprzymuszonej woli. To działacze „Solidarności” pracujący w zakładach wrocławskich. Kilku rozpoznałem na zdjęciach. Mam je w moich zbiorach. Nie będę ich wymieniał z nazwisk, mimo że je znam.
Dzisiaj zachowują się bardzo poprawnie politycznie. Masowy i powszechny był udział w pochodach twórców kultury. Po przemianach ustrojowych w 1989 roku wielu z nich zmieniło się, krytykując niemal wszystko. Nie tylko świętowanie majowe, lecz i politykę kulturalną w Polsce Ludowej. A przecież wielu z nich korzystało całą garścią z kasy państwowej. Byli wyróżniani różnymi nagrodami. Mam też zdjęcia ze spotkań generała Jaruzelskiego z twórcami i działaczami kultury, w tym na poligonach wojskowych. Nawet znane mi są fakty, że pominięci w zaproszeniach na spotkanie z nim dzwonili do organizatorów, pytając, dlaczego o nich zapomniano.
Majowa księga pamięci
Powiadomiony generał polecił ich zaprosić. Władza i rzeczywistość społeczno-polityczna spowodowała zmianę postaw i zachowań. No cóż, człowiecza natura może się zmieniać, doskonalić się zgodnie z powiedzeniem, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Można i tak. Ale czy warto aż do bólu burzyć swój honor, godność i człowieczeństwo?
Obchody święta pierwszomajowego to ważna karta, powiedziałbym nawet księga pamięci naszej historii. Walki klasy robotniczej o swoje prawa i godne życie. Walki o sprawiedliwość społeczną. By ci, którzy żyli w warunkach dobrobytu, dzielili się z milionami ludzi wegetującymi w skrajnej nędzy, głodzie i bezrobociu. W czasach zaborów, niewoli i upokorzenia prowadzili też nierówną walkę o niepodległość Polski.
To właśnie ludzie pracy walnie przyczynili się do odzyskania po 126 latach niepodległości, do odrodzenia państwa polskiego, które zaborcy wykreślili z mapy Europy. Wybiliśmy się na niepodległość między innymi dzięki tym, którzy żyli w skrajnych warunkach, prześladowani i zsyłani na Sybir, skazywani na lata więzienia w carskich kazamatach. A we wrześniu 1939 roku polscy robotnicy, chłopi i inteligenci stanęli do walki przeciwko niemieckim agresorom.
Bronili też Polski przed zalewem bolszewickim. Takim symbolem postawy patriotycznej w 1939 roku były bataliony robotnicze obrony Warszawy. I właśnie wówczas ponownie mocno zabiły serca robotników w obronie zagrożonej ojczyzny.
Działacze, którzy odbywali długoletnie kary więzienia, wychodząc nie wracali do rodzin, lecz zgłaszali się do oddziałów Wojska Polskiego, wyrażając gotowość podjęcia walki z niemieckimi napastnikami. Wielu z nich poległo, mimo że mogli się ukrywać przed wkraczającym wrogiem. Tak traktowali swój patriotyczny obowiązek, choć nie smakował im polski chleb, bo go po prostu nie było. Nasz narodowy poeta Władysław Broniewski w wierszu „Bagnet na broń” jakże pięknie ukazał ducha walki narodu polskiego, dla którego nie było pracy i chleba w ojczyźnie.
Ówczesna Polska nie troszczyła się o miliony głodnych obywateli, oni jednak bronili tej Polski, czasami oddając za nią życie. Rządy sanacji brutalnie zwalczały wystąpienia robotników żądających pracy i chleba. Dziś niewielu historyków, pisarzy i poetów podejmuje te piękne karty polskiego patriotyzmu w swojej twórczości i publicystyce. A jest to przecież historia milionów ludzi pracy, robotników. Napisali oni swoimi czynami wielką księgę pamięci narodowej.
Nowa rzeczywistość
Chcę jeszcze dodać, że te spotkania majowe zbliżały do siebie ludzi, powodowały powstawanie trwałych relacji międzyludzkich, rodziły się przyjaźnie na długie lata. Pamięć o tych majowych dniach chyba nie zginie, bo tak nas ukształtowała natura rodu człowieczego.
Pierwszy Maja w wymiarze krajowym i światowym był potężnym ruchem społecznym, który przecież wywarł ogromny moralny wpływ na doskonalenie systemów rządzenia ludźmi. Wielkie systemy społeczne, polityczne, wojskowe, obozy, w tym imperializmu i wojny, musiały odejść, ulec likwidacji. Powstała nowa rzeczywistość z bardziej ludzką twarzą.
Współczesna Polska i cały niemal świat zmieniły swoje oblicza. Powstały systemy społeczno-polityczne służące ludziom o jakże odmiennych barwach, w których prawa robotnicze są wpisane w istotę ich funkcjonowania. Musiało jednak minąć wiele dekad, by się to stało, by nasza rzeczywistość była przejrzysta i by było w niej godne miejsce dla wszystkich.
Daleko nam jeszcze do doskonałości, ale jest lepiej. Stało się to za sprawą woli narodów, w tym naszego narodu.

Gdzie dziś jest Kuba?

O tym, jakie straty przynosi Kubie amerykańska blokada, kim jest dla współczesnych Kubańczyków Fidel Castro i czy na socjalistycznej wyspie możliwa jest własność prywatna Jacek Cezary Kamiński rozmawia z ambasadorem Kuby w Polsce, Jorge Marti Martinezem.

Minęły już ponad trzy lata od śmierci Fidela Castro. Jak obecnie jest postrzegane jego dziedzictwo na Kubie?
Znajomość działania i myślenia tych, którzy w historii przyczynili się do osiągnięcia niepodległości, suwerenności i wolności kubańskiej ojczyzny, jest nieuniknioną potrzebą naszych czasów. Tylko, dzięki dogłębnej znajomości przeszłości, możemy stawić czoła wyzwaniom teraźniejszości i – być może, co najważniejsze – być w stanie przewidzieć przyszłe wyzwania.
Fidel był człowiekiem, który był w stanie zjednoczyć Kubańczyków, wszystkie siły rewolucyjne, we wszystkich sektorach naszego społeczeństwa, aby stawić opór, walczyć i wygrać. Ponadto to człowiek, który najbardziej przyczynił się do rozwoju edukacji w naszym kraju, mam na myśli edukację w pełnym zakresie jego rozumienia.
7 listopada 2019 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję potępiającą blokadę Kuby przez USA. Za rezolucją głosowało 187 państw, przeciw były tylko USA, Izrael i Brazylia. Takie rezolucje przyjmowane są co roku od 1992 r., mimo to Stany Zjednoczone kontynuują blokadę. Jakie są jej skutki dla gospodarki i społeczeństwa Kuby?
Rząd prezydenta Donalda Trumpa nasilił agresję wobec Kuby, stosując niekonwencjonalne środki, aby poprzez sankcje i groźby dla statków, firm żeglugowych i ubezpieczeniowych zapobiec dostawom paliwa. Rząd USA agresywnie zintensyfikował eksterytorialne stosowanie polityki blokowania Kuby przez państwa trzecie, ich firmy i obywateli. Nie ukrywa przy tym celu, jakim jest ekonomiczne zaduszenie Kuby i zwiększenie szkód, braków i cierpień naszego narodu. Kubański minister spraw zagranicznych stwierdził, że rząd USA zastosował sabotaż międzynarodowej współpracy Kuby w dziedzinie ochrony zdrowia.
Przypomnę, czym w praktyce jest dla nas blokada. Za sprawą działań USA: nasilono utrudnianie naszych stosunków bankowo-finansowych z resztą świata, ograniczono przekazy bankowe dla obywateli Kuby, ograniczono usługi konsularne, zakazano rejsów statków wycieczkowych i bezpośrednich lotów na kubańskie lotniska, z wyjątkiem Hawany, uniemożliwiono dzierżawę samolotów zbudowanych w ponad 10 proc. z części amerykańskich oraz zakup technologii i sprzętu w podobnym stanie.
A to jedynie kilka przykładów.
Kubańska konstytucja nadal potwierdza socjalistyczny charakter państwa i „socjalistyczną własność całego narodu” jako podstawę gospodarki. Według doniesień polskich mediów, z ustawy zasadniczej zniknął jednak zapis o budowie społeczeństwa komunistycznego. Czy oznacza to rezygnację z dążenia Kuby do komunizmu?
W preambule konstytucji przyjętej w kwietniu 2018 r. stwierdza się: „Kierują się najbardziej zaawansowanym rewolucyjnym, antyimperialistycznym i kubańskim rozumieniem marksizmu, latynoamerykańskiego i uniwersalnego, w szczególności ideologii i przykładu Martí i Fidela oraz idei społecznych emancypacja Marksa, Engelsa i Lenina…”. A w artykule 1 zaznaczono, że: „Kuba jest socjalistycznym państwem prawa i sprawiedliwości społecznej, demokratycznym, niezależnym i suwerennym, zorganizowanym przez wszystkich i dla dobra wszystkich jako jednolita i niepodzielna republika”. Podobnie w artykule 5 mówi się: „Kubańska Partia Komunistyczna, wyjątkowa, wierna ideom Marti i Fidela, marksistowsko-leninowska, zorganizowana awangarda narodu kubańskiego, oparta na demokratycznym charakterze i stałym związku z narodem, jest siłą polityczną i najwyższym przywódcą społeczeństwa i państwa”. Kuba będzie nadal budować socjalistyczny projekt.
W konstytucji pojawił się również zapis dopuszczający własność prywatną i gospodarkę rynkową. Jakie są praktyczne konsekwencje tej zmiany? Czy rozwój własności prywatnej nie stanowi zagrożenia dla socjalistycznego charakteru państwa?
Własność państwowa nadal będzie najważniejsza. W naszej konstytucji potwierdzono, że w Republice Kuby panuje system gospodarki socjalistycznej oparty na własności całego narodu nad podstawowymi środkami produkcji, a gospodarka planowa uwzględnia, reguluje i kontroluje rynek w oparciu o interesy przedsiębiorstwa.
Zgodnie z kubańską konstytucją za formy własności uznaje się: socjalistyczną całego ludu: w której państwo działa w imieniu i na rzecz właściciela; spółdzielczą: opartą na wspólnej pracy jej prawnie zastrzeżonych partnerów i na skutecznym stosowaniu zasad spółdzielczości; organizacji politycznych, masowych i społecznych: sprawowaną przez te podmioty nad aktywami przeznaczonymi dla realizacji ich celów; prywatną: która jest realizowana w niektórych środkach produkcji przez kubańskie lub zagraniczne osoby fizyczne lub prawne, z uzupełniającą się rolą w gospodarce; mieszaną: powstałą z połączenia dwóch lub więcej form własności; instytucji i form stowarzyszeniowych: sprawowaną przez te podmioty nad ich aktywami do celów nienastawionych na zysk; osobistą: dotyczącą towarów, które nie stanowiąc środków produkcji, przyczyniają się do zaspokojenia potrzeb materialnych i duchowych właściciela.
Wszystkie formy własności środków produkcji działają w podobnych warunkach; państwo reguluje i kontroluje sposób, w jaki przyczyniają się do rozwoju gospodarczego i społecznego. Koncentracja własności przez niepaństwowe osoby fizyczne lub prawne jest regulowana przez państwo, co gwarantuje również coraz bardziej sprawiedliwą redystrybucję bogactwa, w celu zachowania granic zgodnych z socjalistycznymi wartościami sprawiedliwości i sprawiedliwości społecznej.
Czy sprawdza się w praktyce wprowadzenie przez nową konstytucję w systemie ustrojowym państwa funkcji premiera?
Funkcja premiera pojawiła się na Kubie w Konstytucji z 1940 roku, postępowej karcie praw, która w swoim czasie była uważana za najbardziej zaawansowaną w Ameryce Łacińskiej. W ten sposób na wyspie wprowadzono tak zwany „pół-europejski parlamentaryzm”, z prezydentem jako kluczowym elementem sprawowania władzy. Funkcją premiera było powiązanie władzy wykonawczej i ustawodawczej. Premier miał bardzo małe znaczenie w życiu instytucjonalnym i politycznym wyspy. Był raczej rzecznikiem prezydenta.
Wraz z triumfem rewolucji w styczniu 1959 r. i ucieczką dyktatora Fulgencio Batisty, na Kubie powstał rewolucyjny rząd, którego pierwszym prezydentem był Osvaldo Dorticós. Fidel Castro Ruz objął 16 lutego stanowisko premiera i pełnił tę funkcję do 1976 r., kiedy został Prezydentem Rady Państwa i Ministrów Kuby. Wtedy uprawnienia premiera zostały usunięte z konstytucji. Teraz, 43 lata później, powracamy do rozdziału tych funkcji. Jest to istotne ze strukturalnego punktu widzenia. Pozwala lepiej rządzić i przy większym udziale ludności.
Gdy funkcje te zostaną podzielone, premier stanie się prezesem administracji rządowej, który będzie odpowiedzialny przed Zgromadzeniem Narodowym. Zadania premiera, które obejmują: reprezentowanie rządu Republiki; uczestnictwo i monitorowanie działania agencji centralnej administracji państwowej, podmiotów krajowych i administracji lokalnych; przyjmowanie, w wyjątkowych i tymczasowych przypadkach, kierownictwa jakiejkolwiek agencji Centralnej Administracji Państwowej.
Uwalnia to Prezydenta od funkcji rządzenia w tym sensie, że nie realizuje jej, lecz kontroluje i domaga się przestrzegania Konstytucji, oprócz reprezentowania kraju.
Nowa konstytucja przybliża prawne uznanie małżeństw homoseksualnych?
Nie, ale Konstytucja wskazuje, że każda osoba ma prawo do założenia rodziny. Państwo uznaje i chroni rodzinę, bez względu na formę organizacji, jako podstawową komórkę społeczeństwa. Ochrona prawna różnych rodzajów rodzin jest regulowana przez prawo.
Prezydent Miguel Díaz-Canel sprawuje swoją funkcję od kwietnia 2018 r. Jakie ważne inicjatywy podjął już w czasie swojej kadencji?
Prezydent Diaz Canel poparł znaczną podwyżkę wynagrodzeń w sferze budżetowej i emerytur. Wynagrodzenie wzrosło od 4 do 5 razy. Stworzono nowe ułatwienia dla inwestycji zagranicznych. Podpisano ważne umowy z Rosją i Chinami w sprawie modernizacji sieci kolejowej, lotnictwa cywilnego, poszukiwań ropy oraz innych kwestii. Ustanowiono bardziej elastyczne środki na rzecz rozwoju pracy na własny rachunek na Kubie, to znaczy dla sektora prywatnego.
Rada Ministrów nie spotyka się zamknięta w ścianach budynku w Hawanie. Co miesiąc zbiera się na prowincji. Wszyscy ministrowie uczestniczą w tych spotkaniach. Prezydent spotyka się ze społeczeństwem obywatelskim. Odwiedza fabryki, instytucje, rozmawia bezpośrednio z ludźmi. To naprawdę bardzo efektywny styl pracy oparty o stały kontakt z ludźmi.
Ostatnie miesiące to okres wstrząsów politycznych i społecznych niemal na całym kontynencie Ameryki Południowej. Z jednej strony są to reakcyjne przewroty, w takich krajach jak Brazylia, Ekwador czy Boliwia, z drugiej rewolucyjne tendencje w tych krajach, a także w Chile. Czy widzi pan szansę na przebudzenie ludów Ameryki Łacińskiej?
Ludzi można oszukać na jakiś czas, ale nie na całe życie. Procesy, które miały miejsce w kilku krajach świata wbrew woli ich narodów, są wynikiem zdrady elity politycznej, manipulacji prawdą w mediach kontrolowanych przez oligarchie i działania imperializmu. Dopóki istnieje nierówność, głód, śmierć dzieci, kobiet i mężczyzn z powodu uleczalnych chorób oraz brak szans dla wszystkich, ludzie będą wyrażać swoje niezadowolenie i domagać się swoich praw. Najlepiej byłoby gdyby rządy zapewniały akceptowalne rozwiązania rosnących potrzeb swoich obywateli, aby uniknąć nieprzewidzianych konsekwencji.
Drogą demokratycznych wyborów powróciły do władzy postępowe, lewicowe siły w Meksyku i Argentynie. Czy przyniosło to jakieś pozytywne efekty dla Kuby? Jak przedstawiają się relacje z tymi państwami?
Dojście do władzy postępowych lub lewicowych rządów w kilku krajach Ameryki Łacińskiej jest wyrazem ludzkich dążeń do lepszego świata. Wierzę, że procesy te przyniosą pozytywne rezultaty przede wszystkim ich własnym narodom. Kuba pozdrawia i gratuluje tym narodom. Stosunki naszego kraju z tymi państwami są dobre i będą się nadal rozwijać pozytywnie.
Jak ocenia pan obecny stan relacji polsko-kubańskich?
Liczba polskich turystów przybywających na Kubę rośnie z każdym rokiem. W tym roku wzrósł również handel. Polscy przedsiębiorcy aktywnie uczestniczą w targach FIHAV Havana. Systematycznie odbywa się wymiana między izbami handlowymi obu krajów. Interesujące perspektywy otwierają się w wymianie akademickiej i naukowej, biotechnologii i inżynierii genetycznej. Została zawarta umowa między TVP a telewizją kubańską. Wkrótce zostanie podpisane porozumienie kulturalne, a także w dziedzinie sportu i współpracy morskiej. Jak widać, relacje dwustronne rozwijają się.

Czas na lewicową „Doktrynę szoku”!

Po wybuchu obecnego kryzysu związanego z pandemią koronawirusa COVID-19 wielu zaczęło przytaczać „Doktrynę szoku” Naomi Klein jako przepowiednię radykalnych neoliberalnych reform, które mogą zostać wprowadzone w czasie społecznej dezorientacji. Czy słusznie?

Warto zaznaczyć, że dotychczasowe działania rządu Zjednoczonej Prawicy nie wskazują na to, by obecnie była przygotowywana reforma prywatyzacji służby zdrowia czy też szkolnictwa, a to właśnie z tego znane były prawicowe rządy, które wykorzystały wszelkiej maści kryzysy do urynkowienia i sprywatyzowania wszystkiego co się da w czasie traumy związanej z wojną, zamachem stanu czy kataklizmem. A tak działo się w Chile po zamachu stanu Pinocheta, Stanach Zjednoczonych po zamachach 11 września 2001 roku, Iraku po agresji anglo-sasko-słowiańskiej w 2003 roku czy po Tsunami, które w 2004 roku spustoszyło wybrzeże Indonezji, Sri Lanki oraz Indii. Także w wyniku Planu Balcerowicza oraz szoku zmiany systemu przez Polskę przetoczył się prywatyzacyjny walec, który na końcu swojej drogi pozbawił pracy 3 miliony ludzi. Jednak, jak słusznie zauważa Naomi Klein, ludzie z czasem stają się szokoodporni i nie tak łatwo dają się zaskoczyć neoliberalnym legislatorom, którzy tylko czyhają, by dokonać prywatyzacji zysków i uspołecznienia strat.

W 2020 roku sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Co prawda pojawiają się postulaty użycia obecnego kryzysu do likwidacji programu 500+, 13 emerytury czy podwyższenia wieku emerytalnego, czyli najbardziej socjalnych programów wprowadzonych przez rząd Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego, ale są to głosy bardziej tragi-komiczne, które kojarzymy z pociesznym Ryszardem Petru. Obecny koronakryzys po raz kolejny udowodnił, że neoliberalizm jest ideologią fałszywą, utopijną, która nie znajduje zastosowania w czasach trudnych, niespokojnych i niebezpiecznych. W momencie próby, czy jest to krach finansowy w 2008 roku, czy zagrożenie epidemiczne 2020 roku szamani wolnorynkowego kapitalizmu uciekają w popłochu pod płaszcz państwowych gwarancji i pomocy.

I właśnie ten okropny kryzys, największej globalnej epidemii od 700 lat może być szansą na zastosowanie naszej, socjaldemokratycznej „Doktryny szoku”, szczególnie że rynkowcy i prywatyzatorzy są pogubieni, stracili orientację, nie są w stanie sprawnie reagować na spektakularny renesans państwa w czasie zarazy. W polskich warunkach, które są nadzwyczaj neoliberalne w europejskim kontekście, Lewica powinna przedstawić swój program reform, które wychodziłby daleko poza dotychczasowe schematy. Blisko 3 miliony zatrudnionych na śmieciówkach być może teraz zrozumie, że „elastyczne” formy zatrudnienia niosą za sobą olbrzymie ryzyko, które jest niezwykle realne, szczególnie kiedy traci się możliwość pracy z dnia na dzień. Delegalizacja tych form zatrudnienia jest naturalną lekcją z tego kryzysu i dobrze, by lewica parlamentarna oraz związki zawodowe mówiły nieustannie o tym, że czas powszechnego stosowania umów o dzieło, zlecenia i samozatrudnienia zamiast umów o pracę się skończył. Tak samo przy pomocy publicznej dla przedsiębiorstw należałoby wprowadzić zasadę pierwszeństwa dla tych firm, które nie unikały płacenia podatków, nie zatrudniały swoich pracowników na śmieciówkach, a Państwowa Inspekcja Pracy nie miała żadnych zarzutów w kontekście przestrzegania prawa pracy oraz BHP. Europejskie standardy pomocy publicznej powinny być nagrodą dla tych firm, które prowadzone są w cywilizowany i europejski sposób, a nie stosowały „optymalizację” podatkową poprzez unikanie ich płacenia oraz oszukiwania swoich pracowników oraz państwa. Następną kwestią jest służba zdrowia. Skoro Państwo Polskie stosuje poza konstytucyjną zasadę wydawania 2 proc. PKB na obronność, dlaczego Polski nie byłoby stać na przeznaczanie 8 proc. na ochronę zdrowia, w tym na radykalne podwyższenie wynagrodzeń dla lekarzy, pielęgniarek i całego personelu medycznego? Dzisiaj niemal wszyscy nazywają ich bohaterami, a jeszcze wczoraj niektórzy krzyczeli do protestujących lekarzy rezydentów „Niech jadą”. To samo dotyczy policjantów, żołnierzy, strażaków, pracowników sanepidu. Wszyscy Oni powinni zarabiać godnie, co najmniej średnią krajową, a prestiż ich zawodów powiem być wspierany przez państwo wszystkimi możliwymi sposobami, zaczynając od edukacji, przez kulturę kończąc na telewizji.

Obecny koronakryzys zmieni nasz świat, doprowadzi do olbrzymich problemów gospodarczych całego świata, które najbardziej poobijają tych, którzy znajdują się najniżej drabiny społecznej. Czas „taniego państwa minimum” mija, dobrze byśmy wyszli z tego chaosu z przeświadczeniem, że fundamentalizm rynkowy nie jest „pozą” intelektualną, lecz stanowi fundamentalne zagrożenie dla naszego zdrowia i życia. Dlatego kiedy będzie już widać firmament końca zagrożenia epidemicznego wyślijmy na tamten świat praktykę neoliberalizmu. Dla nas samych oraz dla wszystkich przyszłych pokoleń!

Wolny rynek to nie panaceum

Jest sporo racji w opiniach mądrych ekonomistów, iż należy zdusić hydrę neoliberalizmu.

Prof. Leszek Balcerowicz przygotował wystąpienie z okazji trzydziestolecia zapoczątkowania przemian gospodarczych w Polsce.
Nie zrobił w nim jednak rachunku sumienia za okres swej pracy na stanowiskach wicepremiera i ministra finansów. Nie odniósł się też do poważnych zarzutów, jakie wielokrotnie stawiano wobec planu sygnowanego jego nazwiskiem.
Zamiast tego występuje jako gorący obrońca liberalizmu – nie tylko gospodarczego – a przy okazji reprezentuje oryginalne, ahistoryczne podejście do biegu dziejów.
Stwierdza bowiem: „Nie wszystko, co się zdarzyło, musiało się zdarzyć. Dla przykładu: I wojna światowa wybuchła, choć nie musiała wybuchnąć. Bolszewicy nie musieli wygrać w Rosji, ale wygrali”.
Cóż, w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Wprawdzie niemal zawsze na świecie bywa tak, że pewne rzeczy się zdarzają, choć mogłyby się nie zdarzyć, gdyby coś tam – ale chodzi właśnie o to „gdyby”.
Naukowe i jedynie racjonalne podejście opiera się więc na przeświadczeniu, że jeżeli coś się zdarzyło, to znaczy że musiało się zdarzyć – czego dowodem jest właśnie to, że się zdarzyło. Inne myślenie oznacza wpłynięcie na nieograniczony ocean jałowego gdybania. Wydaje się, że autor powinien to rozumieć, skoro jak sam o sobie mówi, jest człowiekiem, który stara się opierać na empirii.

Gdy źli mają fart

Zaskakujące jest też podejście Leszka Balcerowicza do marksizmu, o którym to światopoglądzie pisze: „W XIX wieku modne były pseudonaukowe doktryny na czele z marksizmem, które miały determinować bieg i zakręty historii”.
Łatwo zauważyć, że w tym jednym krótkim zdaniu jest generalna sprzeczność wewnętrzna, która nie przystoi byłemu wykładowcy Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy Komitecie Centralnym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Rzadko się bowiem zdarza, by jakaś doktryna, aż tak jak właśnie marksizm zdeterminowała bieg i zakręty historii.
Trudno natomiast zaprzeczyć poglądowi Leszka Balcerowicza, wedle którego, z tego, że zdarzyły się różne złe rzeczy, wynika iż dobre rzeczy – również w sprawach ustrojowych – nie obronią się same. Prawda, że dobre konstytucje, takie, które zawierają podstawowe wolności, muszą być bronione przez zwolenników wolności. Gdy zaś dostrzega się niebezpieczeństwo, o którym wiemy, że może narastać, to jedyną dobrą odpowiedzią jest jeszcze szybciej narastający opór.
Najgorzej jest wtedy, gdy źli ludzie mają fart – stwierdza słusznie autor. W historii zdarza się, że do władzy dochodzą – niekiedy po wolnych wyborach – ludzie bez moralnych zahamowań. Ale oni ustępują przed obywatelską presją, jeżeli tylko jest wystarczająco silna, a jeśli nie ustępują, to zwykle dlatego, że presja była zbyt słaba.

Władza i wola

Definiując klasyczny liberalizm, Balcerowicz pisze, że jego pierwszym, i to fundamentalnie ważnym składnikiem jest ograniczenie władzy politycznej tam, gdzie jej rozrost jest szczególnie niebezpieczny dla ludzi: czyli w stanowieniu i egzekwowaniu prawa.
To także słuszny pogląd, choć w czasach gdy kierował on polską gospodarką, właśnie władza – i wola polityczna – miały decydujący wpływ na przyjęcie również i szkodliwych przepisów prawnych, które doprowadziły do upadku znacznej części polskiej gospodarki.
Mówił o tym choćby nieżyjący już prof. Zdzisław Sadowski, który oceniając kluczowe aspekty „planu Balcerowicza” stwierdził: „Z punktu widzenia potrzeb rozwoju był to wielki błąd, natomiast z punktu widzenia sytuacji politycznej – żaden inny program nie miał poparcia politycznego, nie mógłby więc zostać zrealizowany. W praktyce realizacyjnej nie można bowiem abstrahować od polityki. Poparcie polityczne jest zupełnie zasadniczą sprawą dla możliwości realizacji programu ekonomicznego. A poparcie takie miał tylko program Balcerowicza”.
Dlatego z uznaniem należy powitać, gdy dziś Leszek Balcerowicz pisze: „Pragnę zwrócić uwagę na ogromne znaczenie silnego i rozumnego ograniczenia władzy politycznej”. Dobrze, że poniewczasie to zrozumiał.
Chwaląc liberalizm ekonomiczny, Balcerowicz zauważa: „Największe załamania gospodarki (czyli kryzysy) wynikały z absurdalnych decyzji despotów. Te załamania często przypisuje się rynkowi, pomijając fakt, że największe załamania gospodarki miały miejsce w gospodarce nierynkowej, na skutek polityki dyktatorów”.
Można oczywiście dyskutować, czy jakieś absurdalne decyzje despotów doprowadziły kiedykolwiek do większego kryzysu niż ten w latach 1929 – 1933, który zaczął się w kraju gospodarki wolnorynkowej i objął niemal cały świat z wyjatkiem rządzonego dyktatorsko ZSRR (inna sprawa, że gospodarka tego państwa funkcjonowała tak źle, iż trudno, aby jakiś kryzys mógł jej dodatkowo zaszkodzić).
Nie ulega natomiast wątpliwości, że w gospodarce wolnorynkowej kryzysy bardzo łatwo ogarniają cały świat – podczas gdy w nierynkowej dyktaturze ograniczają się tylko do terenu objętego władzą dyktatora.

Socjalizm rozumiany wulgarnie

Nietrudno zgodzić się z Leszkiem Balcerowiczem, gdy stwierdza: „Każdy kraj bez wolności gospodarczej jest skazany na zacofanie w stosunku do innych, które miały ustrój rynkowy. Od tego nie ma żadnego wyjątku. A im większy zamach na wolność gospodarczą, tym gorsze są na dłuższą metę jego rezultaty”. Trudniej zaakceptować jego, mówiąc delikatnie, niezbyt wnikliwe rozumienie istoty ustrojów politycznych dzisiejszego świata.
Będąc absolutnym zwolennikiem liberalizmu, Leszek Balcerowicz objawia się równocześnie jako nieprzejednany przeciwnik socjalizmu. Jak pisze, socjalizm polega na zniesieniu wolności gospodarczej – i w konsekwencji wszystkich linii wolności i rządów prawa. Aby utrzymać socjalizm, trzeba ludzi zastraszyć. Przykładem państwa socjalistycznego jest dla niego Korea Północna, zaś socjalizm to „zastąpienie własności prywatnej monopolem państwowym, a rynku nakazami i przydziałami”.
Nie wchodząc w dłuższą dyskusję z tą sprzeczną z rzeczywistością tezą, wypada tylko zauważyć, że nawet Leszkowi Balcerowiczowi trudno byłoby znaleźć jakiś kraj świata, w którym własność prywatna zostałaby zastąpiona monopolem własności państwowej. I na pewno nie jest to immanentną cechą socjalizmu, tak jak i zniesienie wolności.
Przeciwnie, to właśnie dzięki socjalizmowi można realizować wolności i prawa, które choć są formalnie obecne w kapitaliźmie, w praktyce niekiedy okazują się niemożliwe do osiągnięcia.
Według Balcerowicza „socjalizm pozbawia szans, w jakimś sensie dyskryminuje ludzi o talentach przedsiębiorczych i predyspozycjach przedsiębiorczych”. Tymczasem empiria, na której podobno stara się opierać, mówi coś zupełnie innego.
W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie, czego przykładem może być Polska (ale przecież nie tylko). To bowiem dzięki socjalizmowi doszło u nas do bezprzykładnego awansu edukacyjnego i społecznego grup, które w kapitalistycznej Polsce nie miały na to szans. I ujawniły się wśród nich również i liczne talenty przedsiębiorcze.
Także dzięki socjalizmowi mogła nastąpić realizacja, zapewne obcej prof. Balcerowiczowi, idei sprawiedliwości społecznej – na co nie ma szans w rozmaitych, istniejących w dzisiejszym świecie dyktaturach kapitalistycznych. Może dlatego marzenie o ustroju socjalistycznym wciąż jest – i zapewne zawsze pozostanie – żywe we współczesnym świecie.

W kapitalistycznych dyktaturach

Na koniec, trzeba się zgodzić z autorem, gdy wspomina o bardzo niebezpiecznych przypadkach ataku na liberalną demokrację. Chodzi mu o sytuacje, gdy po wolnych wyborach dochodzi do głosu partia, która nie traktuje siebie jako lokatora w państwie, ale jako jego właściciela.
„Najgorszym elementem takiego dążenia jest próba przejęcia aparatu wymiaru sprawiedliwości (policji, prokuratury, sądów), bo jeżeli będzie przejęty, to przestaje oczywiście być aparatem sprawiedliwości, tylko staje się aparatem bezprawia. Nie ma żadnej trwałej demokracji z upartyjnionym wymiarem sprawiedliwości. Wszystkie dyktatury opanowywały wymiar sprawiedliwości” – pisze słusznie Balcerowicz.
I zapewne dobrze by zrobił, gdyby zastanowił się, w ilu dyktaturach kapitalistycznych mamy dziś do czynienia właśnie z takim atakiem na demokrację.