Odcienie lewicowości

Tegoroczne wybory parlamentarne – niezależnie od ich wyniku – przyniosły ważną zmianę w polityce polskiej: utworzenie wspólnej listy niemal całej lewicy.

Będzie to miało, mam nadzieję, istotny w pływ na charakter polskiego życia politycznego. Uzyskanie przez lewicę dobrego, to znaczy kilkunastoprocentowego, wyniku i powstanie silnej reprezentacji lewicy w Sejmie ( a także wejście kilku lewicowych kandydatów do Senatu) zapoczątkuje proces przywracania lewicy tego znaczenia politycznego, które utraciła ona w wyniku klęski wyborczej 2005 roku. Taki rezultat wyborów powinien stać się punktem wyjścia dla dłuższego procesu konsolidacji lewicy w postaci nie tylko wspólnego klubu parlamentarnego, ale także jednej partii.
By proces ten miał autentyczny, a nie koniunkturalny, charakter, konieczna jest poważna praca programowa dotycząca podstaw ideowych, na których opierać się powinna nowoczesna partia polskiej lewicy. Praca ta nie może się powieść bez poważnego ustosunkowania się do istniejących problemów spornych. Nie są one, moim zdaniem, tak dalece sporne, by niemożliwe było wypracowanie akceptowalnego dla całej lewicy stanowiska. Wymaga to jednak poważnego zastanowienia się nad tymi kwestiami, które dotychczas dzieliły, a w jakimś stopniu nadal dzielą lewicę w naszym kraju.
Widzę cztery takie podstawowe obszary do dyskusji.
Pierwszy to polityka społeczno-ekonomiczna. Niezbywalnym elementem myślenia lewicowego jest wrażliwość na krzywdę i niesprawiedliwość społeczną, co powinno dyktować takie podejście do polityki gospodarczej, w którym troska o grupy słabsze zajmuje bardzo istotne miejsce. To stanowi wspólną, niekwestionowaną przez nikogo, cechę myślenia lewicowego. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy trzeba wyważyć proporcje między dążeniem do realizacji zasad sprawiedliwości społecznej a potrzebami zapewnienia wzrostu gospodarczego. Neoliberalizm, który święcił szczególnie wielkie triumfy w ostatnich dwóch dziesięcioleciach poprzedniego wieku, zakładał mylnie, że wzrost gospodarczy automatycznie zapewni poprawę sytuacji wszystkich, w tym także najbiedniejszych. Dziś wiemy, ze tak nie jest. Ostatnie dziesięciolecia przyniosły w skali światowej bardzo znaczny wzrost nierówności a także pogłębianie się ubóstwa w tych krajach, gzie zabrakło świadomej polityki państwa na rzecz realizacji bardziej sprawiedliwego podziału owoców wzrostu gospodarczego. Wystarczy porównać USA ze Szwecją lub Norwegią, by zdać sobie sprawę z tego, jak ważna jest polityka społeczna dla sposobu, w jaki rozkładają się owoce wzrostu gospodarczego. Dlatego dla ludzi lewicy skandynawski model socjaldemokratycznej polityki społeczno-gospodarczej stanowi nieodzowny element myślenia o gospodarce. Problem komplikuje jednak to, ze Polska stała dotychczas i w znacznym stopniu nadal stoi przed koniecznością przezwyciężania wielowiekowego opóźnienia gospodarczego, zaś w niedawnej przeszłości także przed koniecznością wydobycia się z głębokiego kryzysu. Gdy dwukrotnie lewica dochodziła do władzy (w latach 1993 i w 2001), zastawała bardzo trudną sytuację gospodarczą, przy czym w drugim z tych momentów przyczyną kryzysu finansów publicznych była przede wszystkim błędna polityka poprzedniego rządu. Wydobycie Polski z kryzysu, przywrócenie wysokiego wzrostu gospodarczego, zmniejszenie skali bezrobocia i redukcja relacji długu publicznego do dochodu narodowego – to były absolutne priorytety polityki gospodarczej. Sformułowana przez wicepremiera Grzegorza Kołodkę „strategia dla Polski” stanowiła oryginalną, dobrze dostosowaną do warunków polskich koncepcję polityki gospodarczej. Strategia ta była jednak atakowana przez radykałów jako „niedostatecznie lewicowa”. Z drugiej zaś strony niektórym politykom lewicy oczywista konieczność prowadzenia skutecznej polityki wzrostu gospodarczego tak dalece przesłaniała cele socjalne, że nie bez powodu byli oskarżani o sprzyjanie koncepcjom neoliberalnym. Klasycznym przykładem było sugerowanie, by progresywny podatek dochodowy zastąpić podatkiem liniowym. Nie zrobiono tego, ale sam fakt, ze sugestie takie padły z ust bardzo ważnego polityka lewicowego, zaciążył na wizerunku kierowanego przez lewicę rządu.
Dla niektórych polityków lewicowych słuszny sprzeciw wobec ulegania koncepcjom neoliberalnym stał się punktem wyjścia dla udzielenia poparcia prawicowej, ale głoszącej socjalne hasła, partii Prawo i Sprawiedliwość. Przykładem najbardziej znaczącym tego zjawiska było poparcie udzielone PiS-owi przez byłego przywódcę Unii Pracy Ryszarda Bugaja, który z czasem z tego poparcia się wycofał, ale nigdy jasno nie uznał go za poważny błąd polityczny.
Ludzie lewicy powinni więc poważnie podchodzić do sprawy polityki społeczno-gospodarczej tak, by łączyć potrzebę wzrostu gospodarczego z racjami socjalnymi a także co dziś nabiera coraz większego znaczenia, z dążeniem do poważnej redukcji zagrożeń, jakie dla przyszłości naszej planety niesie z sobą powodowany przez dotychczasowy sposób gospodarowania wzrost temperatury. Są to sprawy trudne, wymagające kompromisów między różnymi racjami. Lewica nie może iść w kierunku haseł tak radykalnych, że ż utopijnych, ale powinna mieć odwagę przedstawić śmiałą koncepcję ekonomiczną, inspirowaną wartościami sprawiedliwości społecznej i odpowiedzialności za to, jaką przyszłość zgotujemy następnym pokoleniom.

Drugim obszarem są sprawy światopoglądowe, w tym zwłaszcza obrona świeckiego charakteru państwa oraz praw wszystkich mniejszości, w tym także – obecnie szczególnie atakowanych przez prawicę – mniejszości seksualnych. W odróżnieniu od problematyki ekonomicznej w tych sprawach nie ma na lewicy zasadniczego sporu ideowego. Trudno sobie wyobrazić człowieka lewicy, który byłby zwolennikiem mariażu „tronu z ołtarzem”, przyklaskiwałby homofobicznym wystąpieniom dość licznych polityków prawicy i sprzymierzonych z nimi biskupów, popierałby dyskryminację ludzi należących do którejś z kategorii zbiorczo nazywanych LGBT. Istnieją jednak dwa problemy. Pierwszym jest niejednakowy stopień uznania tych spraw za istotne. Zdarza się słyszeć pogląd, że są to sprawy „marginesowe”, którymi lewica nie powinna zbyt aktywnie się zajmować – także dlatego, że naraża ja to na tak ze strony fundamentalistów katolickich. Uważam takie stanowisko za błędne. Lewica nie ma czego szukać w szeregach „obrońców życia poczętego” czy fanów arcybiskupa Jędraszewskiego, gdyż jedni i drudzy są i będą silnie zakotwiczeni w obozie prawicy. Natomiast odważne stawanie w obronie zagrożonych dyskryminacją mniejszości może jedynie budować dla lewicy szacunek i poparcie wśród tych, dla których tolerancja i prawa wszystkich obywateli są ważnymi wartościami i którzy potrzebują partii odważnie tych wartości broniącej.
Istnieje jednak inny problem, z którym lewica musi się zmierzyć. Jest nim ultraradykalizm części środowisk laickich., wyrażający się w pogardliwym a nawet wrogim stosunku do kościoła katolickiego jako instytucji a nawet do symboli religijnych. Lewicowość nie jest i nie powinna być utożsamiana z ateizmem i z wrogością wobec instytucji wyznaniowych. Będąc człowiekiem niewierzącym i dostrzegając wiele wysoce negatywnych zjawisk w postępowaniu hierarchii kościelnej, byłem i jestem przeciwny łatwym uogólnieniom. Znałem i znam wielu ludzi łączącym głęboką wiarę z autentycznym zaangażowaniem lewicowym. Biski jest mi takie odejście do tych spaw, które reprezentował mój starszy przyjaciel, wybitny działacz socjalistyczny Jan Strzelecki, którego piękną postać przypomniałem niedawno na tych łamach z okazji stulecia jego urodzin. Nowoczesna lewica musi łączyć zdecydowaną obronę świeckości państwa i praw wszystkich grup zagrożonych przez fanatyzm religijny z autentyczną gotowością budowania wspólnoty ludzi wierzących i niewierzących, o której pięknie mówi preambuła do polskiej konstytucji.
Trzeci obszar do dyskusji to sprawy państwa i narodu. Jesteśmy świadkami wznoszącej się fali nacjonalizmu, który zaprzecza całej tradycji Polskim tolerancyjnej. Będącej wspólnym domem wszystkich jej obywateli. Dzisiejszy nacjonalizm nawiązuje do najgorszych wzorów polskiej i nie tylko polskiej przeszłości. Premier Mazowiecki oddając hołd Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ in prezydent Duda obejmując protektorat honorowy nad obchodami ku czci tej formacji nie kierowali się ignorancją wobec dobrze znanej historii tej formacji. To były świadome gesty zmierzające do pozyskania poparcia dzisiejszych kontynuatorów tego nurtu politycznego, który w latach międzywojennych i w czasie drugiej wojny światowej czynił z nacjonalizmu i antysemityzmu synonim miłości ojczyzny. Politycy kierujący dziś państwem nie są antysemitami i faszystami, ale dla politycznej korzyści starają się o poparcie środowisk faszyzującej i nacjonalistycznej ekstremy. Przynosi to w efekcie wznoszenie się brunatnej fali w polskim życiu politycznym. Lewica jest od tego wolna, ale nie dla wszystkich ludzi lewicy jest oczywiste, że jest to wielkie, wręcz śmiertelne zagrożenie dla państwa polskiego i jego obywateli. Odpowiedzią na fale nacjonalizmu musi być na nowo odczytany program polskiego patriotyzmu, opartego nie na micie krwi, lecz na identyfikacji z państwem polskim – wspólna ojczyzna wszystkich obywateli.
Czwarty obszar do poważnej dyskusji to ocena niedawnej historii – zwłaszcza okresu Polski Ludowej. Do niedawna była to kwestia tak dalece dzieląca, że wydawać się mogła nieprzezwyciężalną. Wynikało to częściowo z uwarunkowań życiorysowych. W starszym pokoleniu ludzi lewicy są zarówno dawni działacze PZPR (jak miedzy innymi ja) i dawni działacze opozycji demokratycznej. Czy musi to jednak skazywać na wieczny konflikt? Moje własne doświadczenie mówi mi, że tak być nie musi. Miałem dobre, wręcz przyjacielskie stosunki z dwoma wybitnymi przywódcami opozycji demokratycznej: Bronisławem Geremkiem i Jackiem Kuroniem, choć nasze drogi polityczne rozeszły się. Jednym z dowodów, że polityczna przeszłość nie musi stanowić nieprzezwyciężalnej przeszkody dla mądrego dialogu jest oparta na rozmowach Andrzeja Werblana i Karola Modzelewskiego „Polska Ludowa”- najmądrzejsza książka o tym okresie, którą czytałem.
Upływ czasu i wymiana pokoleniowa nie unieważniła sporu o historię. Wręcz przeciwnie! To właśnie część młodego pokolenia lewicy przyjęła bardzo pryncypialną i jednostronną ocenę Polski Ludowej, co jeszcze niedawno wydawało się przeszkodą uniemożliwiającą ich współdziałanie z SLD. Trzeba o tych sprawach rozmawiać poważnie. Tak robiliśmy niemal trzydzieści lat temu w czasach tworzenia Socjaldemokracji RP, gdy bardzo wyraźnie potępiliśmy to co było złe, błędne a nawet zbrodnicze w polityce okresu Polski Ludowej, a zarazem okazując szacunek temu co w niej na taki szacunek zasługuje. Nie powtarzając szczegółowo od dawna rozwijanej argumentacji przypomnę, że w ocenie okresu 1944-1989 trzeba poważnie brać pod uwagę trzy sprawy: (1) konsekwencje narzuconego Polsce podziału Europy i radzieckiej hegemonii, której zasięg zdołaliśmy w znacznej mierze po 1956 roku ograniczyć, ale której nie można było znieść tak długo, jak trwała zimna wojna; (2) zasługi PRL dla odbudowy kraju, regenerację sił biologicznych naszego narodu, skok edukacyjny i awans społeczny wielu milionów; (3) rolę nurtu reformatorskiego, z którego wywodzili się inicjatorzy odbudowy lewicy po 1989 roku i który w znacznej mierze spowodował, że to właśnie w Polsce powstały warunki dla wielkiego kompromisu historycznego, od którego zaczęła się zmiana systemu w Polsce, a potem w naszej części Europy.
Praca nad kształtowaniem racjonalnego stosunku do historii musi uwzględniać różnice doświadczeń – tak własnych, jak i doświadczeń rodziców. Do wspólnej formacji lewicowej idziemy różnymi drogami i z tej różnorodności powinniśmy uczynić cenny kapitał na lata, które są przed nami.

Przeklęta nostalgia, niezbędna solidarność

Czy czeka nas powrót do hobbesowskiej sytuacji walki wszystkich ze wszystkimi? Powrót do plemienności i narastająca fala nacjonalizmów? Nadal narastające nierówności? Dalsza „prywatyzacja nadziei” i przerodzenie się społeczeństwa w zbiór jednoosobowych wysepek?

W obliczu rosnących nierówności i podziałów społecznych oraz malejących dla większości ludzi szans życiowych, zaczyna rządzić nami nostalgia za nigdy nie istniejącą, wyimaginowaną przeszłością- ostrzegał nieżyjący już profesor Zygmunt Bauman w swojej ostatniej książce „Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość”.
Profesora Zygmunta Baumana, autora pojęcia „płynnej nowoczesności”, nie trzeba nikomu przedstawiać. Wśród jego ponad 100 prac, co najmniej kilka weszło do kanonu lewicowej myśli socjologicznej i filozoficznej. Dla pokolenia dzisiejszych 30- i 40-latków Bauman i jego prace takie jak „Globalizacja”, „Nowoczesność i Zagłada”, „Płynna nowoczesność” to ważny punkt odniesienia na drodze do kształtowania własnej tożsamości intelektualnej i wrażliwości społecznej. Socjolog i socjalista Bauman do końca życia pozostawał przeciwnikiem neoliberalizmu, nacjonalizmu i neokonserwatyzmu. Świadectwem tego jest ostatnia książka, którą udało mu się dokończyć – „Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość”.
Powrót do przeszłości
Klasyczna utopia ulokowana była w przyszłości. Czym więc jest tytułowa retrotopia? Dziś przyszłość budzi obawy i nieufność, gdyż jesteśmy poddani działaniom nieokiełznanych sił rynkowych i globalizacji, procesom, których nikt w pełni nie kontroluje, a niewielu rozumie. Retrotopia jest zwróceniem się w kierunku przeszłości, nostalgią za przeszłością, jednak nie taką, jak ona realnie wyglądała, a jak ją sobie naiwnie wyobrażamy.
Neoliberałowie tacy jak Margaret Thatcher czy Ronald Reagan sprywatyzowali ideę postępu. Każdy miał być kowalem własnego losu, każdy miał być samowystarczalny. Jednak dla wielu być może dla większości ludzi taka wolność i samowystarczalność okazała się nieznośnym ciężarem. Obawiamy się dziś utraty pracy i kwalifikacji oraz tego, że nasze dzieci nie osiągną naszej pozycji społecznej. W płynnej nowoczesności, którą w zasadzie można utożsamić z epoką neoliberalizmu indywidualne szczęście i dobre społeczeństwo nie są już od siebie wzajem zależne. Jak pisze Bauman o epoce neoliberalizmu i globalizacji: „Celem nie była już budowa doskonalszego społeczeństwa, (gdyż wszelkie środki poprawy okazały się w praktyce beznadziejne), ale polepszenie własnej indywidualnej pozycji wewnątrz zasadniczo i ostatecznie niedającego się naprawić społeczeństwa. Zamiast wspólnego udziału w zdobyczach kolektywnego wysiłku na rzecz społecznej reformy pojawiło się współzawodnictwo i pozyskiwane dzięki niemu łupy przywłaszczane przez poszczególne jednostki”.
Przemoc wyrosła z frustracji
W epoce stałej nowoczesności państwo poskramiało „zwierzę w człowieku”. Nie dało rady jednak kompletnie przeobrazić człowieka, a jedynie skryło istniejącą w ludziach agresję. Dziś już nie wierzymy, że państwu uda się powstrzymać akty przemocy. Jesteśmy zainfekowani strachem i agresją wylewającą się z ekranów, zarówno za sprawą wojen jak i za sprawą indywidualnego terroryzmu czy przestępczości. Media sprzyjają fenomenowi naśladownictwa w przemocy. Częstotliwość pokazywania aktów przemocy staje się usprawiedliwieniem tych aktów. Stają się one sposobem na zdobycie choćby iluzorycznej sławy i poczucia kontroli nad swoim otoczeniem.
Bauman jednak twierdzi, że najważniejszą przyczyną rozwoju przestępczości i przemocy jest niestabilność rynku pracy i kultura konsumpcyjna, które zmieszane ze sobą tworzą pożywkę dla wszechobecnego gniewu. Ofiary agresji i przemocy często są przypadkowe i losowe. Prawdziwą przyczyną gniewu, agresji i stosowania przemocy jest niemoc wobec wszechogarniających i niekontrolowanych procesów ekonomicznych. Przemoc jest postrzegana przez sprawców jako lekarstwo na egzystencję pozbawioną wyrazu i przyszłości. Jednakże nie daje ona trwałego zaspokojenia agresywnego popędu, gdyż zwykle przeciwnik jest rażąco i w sposób widoczny słabszy. Bauman twierdzi przy tym, że najczęściej w akty ekstremalnej przemocy angażują się „wybrakowani konsumenci” czyli osoby wykluczone ekonomicznie, lub jako takie się postrzegające. Zauważa też, że często płynna jest granica między „wojną wszystkich ze wszystkimi” a konkurencją, do której jesteśmy nieustannie przyuczani.
Różne języki, obce plemiona
Innym niepokojącym Baumana trendem jest powrót do plemienności, małych nie rozmawiających ze sobą nawzajem wspólnot lokalnych czy też politycznych. Te małe wspólnoty obiecują pozorne bezpieczeństwo arbitralnie wyznaczonym „nam”, ale skutkują wykluczeniem „ich”. Także nacjonalizm, jak podkreśla autor ma złowrogie janusowe oblicze, skutkuje niesłuchaniem „onych”. Jednocześnie jednak cytuje badacza nacjonalizmów Anthony’ego D. Smitha, który twierdzi, że „ognie nacjonalizmu nigdy nie zostały ugaszone, jedynie tymczasowo przysłoniła je nasza świadomość tego, jak straszne niosą konsekwencje. Nawet w świecie Zachodu etniczny nacjonalizm przetrwał pod pozorem socjaldemokracji i liberalizmu”. Profesor marzy przy tym o świecie, w którym sprawa przynależności narodowej byłaby kwestią osobistego wyboru, tak jak postulował w 1907 roku socjaldemokrata i marksista Otto Bauer. W świecie Bauera narody nie pokrywałyby się koniecznie z konkretnym terytorium, byłyby wspólnotami kulturowymi.
Bauman podkreśla przy tym, że w dzisiejszych czasach migracja jest zjawiskiem nieuniknionym i że przybysze do Europy są często produktem nieudanych przedsięwzięć politycznych i militarnych Zachodu. Podobnie jak nieskuteczne jest myślenie, że budując przydomowy schron ocalejemy na wypadek wojny atomowej, nierealne jest myślenie, że odgrodzimy się od światowych przepływów ludności.
Kolejnym powrotem, jaki być może nas czeka jest powrót do XIX-wiecznych nierówności społecznych. Bauman cytuje tutaj Benjamina Disraeliego, który w 1845 roku w powieści „Sybil” ustami jej bohatera, działacza robotniczego Waltera Gerarda następująco zobrazował sytuację w Anglii gdzie istniały: „Dwa narody; między nimi nie ma kontaktu ani porozumienia; które są tak nieświadome nawyków, myśli i uczuć tego drugiego jakby zamieszkiwały odrębne strefy lub odrębne planety; które są inaczej wychowane, inaczej karmione, kształtowane innymi obyczajami, nie podlegają tym samym prawom”.
Miraże wolnego rynku
Podobną sytuację mamy dzisiaj, jednak nie tylko w rozwiniętych państwach kapitalistycznych, takich jak USA, ale w skali globalnej. Jak zauważa Bauman większość czasu, który dzieli nas od 1845 roku poświęcona była staraniom, by diagnoza Disraelego straciła moc. Wydawało się, że cel ten jest bliski do osiągnięcia podczas 30 wspaniałych powojennych lat zachodniego państwa socjalnego. Panował wówczas konsensus, że zadaniem państwa jest prowadzenie takiej polityki, która by zapewniała wszystkim pracę i godną płacę. Niestety na wskutek globalizacji i działalności grubych ryb finansjery kapitał podważył podstawy państwa dobrobytu. Dziś na każdą próbę podwyższenia podatków czy zwiększenia wydatków socjalnych nomadyczna finansjera reaguje histerycznie.
Zygmunt Bauman przytacza kilka danych na temat wzrostu globalnych nierówności. Przypomina, że 85 multimiliarderów ma bogactwo równe bogactwu biedniejszej połowy ludzkości, a w USA 86 % bogactwa jest w rękach najbogatszych 10% Amerykanów. Trendy też nie wyglądają dobrze. Między 2010 a 2014 rokiem majątek amerykańskich gospodarstw domowych, posiadających aktywa finansowe w wysokości co najmniej 1 mln dolarów, wzrastał średnio o 7,2% rocznie, podczas gdy majątek pozostałych rodzin rósł osiem razy wolniej.
Jak zauważa Bauman, „„efekt skapywania” [the trickle down effect] bogactwa do puli powszechnego dobrostanu jest w zasadzie mitem, trzeba jednak dodać, że twardą rzeczywistością jest sposób w jaki mit ten działa na powszechne poczucie niedostatku, a w konsekwencji na poziom aspiracji”.
Autor „Retrotopii” z entuzjazmem odnosi się do idei powszechnego dochodu podstawowego. Jego zdaniem wielką zaletą dochodu podstawowego jest powszechność takiego świadczenia, będąca powrotem do pierwotnych ideałów państwa opiekuńczego. Dzisiejsze państwo bowiem odeszło od filozofii uniwersalizmu, selektywnie przyznając świadczenia socjalne, przy czym nieuchronnie naznacza i upokarza.
Lord Beveridge tworząc podstawy brytyjskiego państwa opiekuńczego, w latach 40 tych XX wieku, uważał, że jego zadaniem jest zapewnić materialne warunki wolności, czyli wolność od nędzy, ignorancji, niedostatku, bezczynności i chorób. Zdaniem Baumana, dochód podstawowy, wypłacany niezależnie od wysokości dochodów powinien być prawem obywatela w całej Unii Europejskiej.
Czy da się ocalić świat egoistów?
Ostatni czwarty rozdział książki zatytułowany jest „Powrót do łona” „Łono” jest tu metaforą na stan zobojętnienia i nirwany, wolności od bólu, do którego większość z nas, zdaniem Baumana, dąży. Jednak jest to dążenie nierealne, gdyż praca i cierpienie, a także niepewność zawsze będą do pewnego stopnia z nami.
Wedle Autora, staliśmy się narcyzami skupionymi na samych sobie, swoich odczuciach i stanie własnego ciała. Co więcej, większość z nas nie myśli ani o przeszłości ani o przyszłości, ale chce jedynie doraźnie poprawić swój stan, kupując gadżety czy korzystając z pomocy psychoterapeutów. Od życia oczekujemy nirwany, poszukujemy schronów, które dadzą nam wytchnienie od kontaktów z innymi ludźmi. Chcemy jedynie natychmiastowego zaspokojenia swoich zachcianek, a życie dla siebie, a nie dla innych, przodków czy potomków, stało się celem samym w sobie.
Z dezaprobatą odnosi się do praktyki rozwiązywania wszelkich problemów przez kontakt z coachami czy psychoterapeutami. Nie umiemy już nawiązywać relacji z innymi, stajemy się coraz bardziej samotni, nie umiemy już szukać wsparcia i zrozumienia dla naszych wyborów. Jak podaje Autor „Retroutopii” w Sztokholmie, 58% ludzi prowadzi jednoosobowe gospodarstwa domowe, a jedna na cztery osoby umiera samotnie. Jak zauważa Bauman, rozpad więzi międzyludzkich widać już na przykładzie par, które nie potrafią być ze sobą całe życie, a określenia takie jak „moja miłość”, czy „mój mąż/żona” zostały zastąpione określeniem „mój partner”.
Jakie rozwiązania proponuje Bauman, poza dochodem podstawowym? Apeluje o rozszerzenie solidarności na poziom globalny, mimo, że w przeciwieństwie do poprzednich bitew o zwiększenie zasięgu integracji politycznej „owo nowe zadanie nie może posłużyć się tu „ani bronią wyznaczania wspólnego wroga”, ani wybiegiem „nasi kontra tamci”, co wcześniej wypróbowano i co uchodzi za warunek konieczny zwycięstwa.
Bauman ostrzega też przed nacjonalistycznymi demagogami i ludźmi takimi jak Samuel Huntington, twórca koncepcji „starcia cywilizacji”, który twierdził, że „bez prawdziwych wrogów nie ma prawdziwych przyjaciół”. W epilogu Bauman przywołuje słowa papieża Franciszka, którego uważał za jednego z największych intelektualistów naszych czasów. Papież podkreśla w nich znaczenie kultury dialogu i współodpowiedzialności za bliźniego. Jednak zdaniem Baumana musimy pamiętać też, „by kwestię ludzkiego zjednoczenia” wyjąć z rąk polityków i przekazać ją „pod opiekę codziennych spotkań sąsiadów oraz kolegów z pracy, spotkań, w których wszyscy uczestniczymy i odbierani jesteśmy jako troskliwi lub nieczuli rodzice, wierni lub nielojalni partnerzy, pomocni lub nieżyczliwi sąsiedzi, przyjemne lub nieprzyjemne towarzystwo, a nie jako okazy wzajemnie sobie obcych cywilizacji, tradycji, religii czy tożsamości etnicznych”.
Jednak, by taka kultura dialogu miała szanse powodzenia musi się też dokonać, mówiąc słowami papieża Franciszka „sprawiedliwy podział owoców ziemi i ludzkiej pracy. Jak ostrzega Bauman, albo wkroczymy na tą drogę, albo „skończymy we wspólnej mogile”.
„Retrotopia” jest niewątpliwie dziełem interesującym i skłaniającym do refleksji. Trzeba jednak poczynić dwa zastrzeżenia. Po pierwsze Bauman nie chciał stworzenia jakiegoś zunifikowanego państwa światowego, gdyż zdawał sobie sprawę, że unifikacja świata mogłaby się skończyć globalnym państwem totalitarnym. Oprócz wysuwania postulatu dochodu podstawowego podkreślał też konieczność tworzenia wysokiej jakości miejsc pracy. Niewątpliwie liczył też zarówno na oddolne zdemokratyzowanie życia społecznego, jak i na powstanie nowych form międzynarodowej współpracy.
Do końca życia Bauman pozostawał liberalnym socjalistą i miał nadzieję, że stworzymy świat bez nienawiści, świat, gdzie więcej ludzi będzie cieszyć się wolnością, a więc przede wszystkim będzie posiadać zasoby, które uczynią ich wolnym od strachu i wiecznej walki o przetrwanie. Jednak czeka nas długa i wyboista droga, gdyż większość ludzi nie jest przyzwyczajona do aktywności politycznej, poza okresem wyborów.

Zygmunt Bauman – „Retrotopia. Jak rządzi nami przeszłość”, przekład Karolina Lebek, PWN, Warszawa 2018, str.302, ISBN 978-83-011-9855-8.

Piękne słowo socjalizm My, socjaliści

W ostatnim ćwierćwieczu słowo socjalizm bardzo rzadko przechodzi przez usta większości ludzi obozu władzy w Polsce. Jeśli już pojawiało się publicznie, to w kontekście krytyki, żartów i kpin. W wielu krajach Europy sytuacja wygląda jednak inaczej. Socjaliści w Parlamencie Europejskim mają na przykład swoje poczesne miejsce i znaczące wpływy. W Polsce zarówno liberałowie, jak i konserwatyści mają do niego stosunek co najmniej oziębły. Przeciętny obywatel karmiony codzienną papką przekazów medialnych nie zagłębia się w ten problem i przyjmuje, że władza ma rację. Choć można odnieść wrażenie, że niektórzy przedstawiciele starszego pokolenia oraz myśląca młodzież ma na ten temat swoje zdanie. Świadczą o tym rokroczne ankiety z pytaniem na temat poparcia dla potrzeby ogłoszenia stanu wojennego z 1981 roku, w których utrzymuje się ono od lat na poziomie niewiele poniżej 50 proc., co pośrednio odzwierciedla stosunek do Polski Ludowej.
Trzeba zwrócić uwagę, że karierę publiczną w mediach, również społecznościowych w Internecie, zrobiło na tym tle w ostatnich latach określenie „lewactwo”. Wywodzi się ono zapewne z bogatych zasobów językowych braci Kaczyńskich. Do tego zestawu zaliczyć można też takie określenia, jak: „za komuny”, „PRL”, „zdradzieckie mordy”, „spiepszaj dziadu”, „łże-elity” i wiele innych.
W ostatnich dniach, co zostało zauważone, premier Mateusz Morawiecki podczas wiecu w Siemianowicach Śląskich wypowiedział się na temat socjalizmu i wartości socjalistycznych, i jak można było usłyszeć i zrozumieć, wcale nie krytycznie.
Doszło wyraźnie do próby zmiany narracji dotyczącej poważnego fragmentu polskiej historii przez najważniejszego przedstawiciela obozu rządzącego poprzez stwierdzenie, że tradycja PPS mieści się w jego szerokim kanonie programowym. Premier podkreślił znaczenie takich wartości Polskiej Partii Socjalistycznej jak wrażliwość społeczna i dążenie do sprawiedliwości społecznej. Przypomniał o Solidarności i jej robotniczym nurcie, który czerpał swe wartości z filozofii PPS. Nawiązał też pośrednio do zarzucania PiS przez skrajnie konserwatywne środowiska jego polityki socjalnej.
Czy sytuacja ta wywodzi się z przesłanek czysto politycznych w związku z wyborami, czy też ma głębszy charakter oparty o przesłanki ideowe, przekonać się będzie można jesienią, już po wyborach. Dziś jest to pojedynczy incydent słowny, który być może zwiastuje nowe patrzenie na dość jednoznaczną politykę historyczną realizowaną przez między innymi IPN.
Socjaliści polscy w okresie całej transformacji, a szczególnie w ostatnich latach, wielokrotnie napominali kolejne ekipy władzy o lekceważenie w polityce państwa konstytucyjnego zapisu dotyczącego sprawiedliwości społecznej. Doszło do sytuacji, szczególnie w okresie rządów ekipy PO-PSL, pogłębiającego się rozwarstwienia społecznego i przyspieszenia procesów prywatyzacyjnych, co pogłębiało proces wykluczenia społecznego. Z jednej strony mieliśmy i mamy blask nowej wizji betonowanej Warszawy i nowe, kosztowne zabawki militarne, z drugiej nierozwiązane problemy społeczne na północy Polski i ścianie wschodniej. Niektórzy zapominają, że Polska jest jedna i nadal mocno zróżnicowana.
Trudno dziś dziwić się, że nowe elementy polityki PiS, m.in. poprzez wdrożenie programu 500+ odgrywają tak istotną rolę w zmianach nastawienia opinii publicznej do obozu rządzącego. W roku 2015, podczas wyborów parlamentarnych, doszło do zjawiska przeorientowania poparcia z opcji prywatyzacyjno-inwestycyjnej na opcję socjalną. Pogubiła się wówczas polska lewica, realizująca stosunkowo ograniczony program obrony praw człowieka, obejmujący wyłącznie wybrane grupy obywateli. Lewica dała się ograć populistom, którzy ominęli ją z lewej strony. Dziś istnieje groźba powtórzenia tego błędu.
W centrum wyborczych zainteresowań lewicy powinien być przede wszystkim elektorat pracowniczy oraz grupy, bardzo liczne, wykluczone ze względów socjalnych, czy na przykład cyfrowych. Nowe wdrażane technologie nie mają dziś, co widać, właściwego zaplecza edukacyjnego. Dziś walka wyborcza wcale nie skupi się na tym, kto da więcej, choć i to jest ważne. Zwycięży ten, kto da gwarancje na realizację podstawowych praw pracujących i umocnienie ich godności i podmiotowości obywatelskiej.
Adam Schaff w swej ostatniej książce „Humanizm ekumeniczny” napisanej na początku lat 90., zwracał uwagę na zjawiska będące skutkiem agresywnej polityki neoliberalnej. Przestrzegał słusznie, że zmiany na rynku pracy, będące skutkiem rewolucji technologicznej, powodują rewolucyjne przekształcenia społeczne, wymagające nowej polityki w skali globalnej. Przyjmując, że podstawowym obszarem zainteresowania lewicy są takie wartości, jak sprawiedliwość społeczna i dobro człowieka, namawiał do poszukiwania przez nią sojuszników poza dotychczasowymi obszarami zainteresowań.
Może warto wrócić do tych filozoficznych refleksji w okresie tworzenia strategii wyborczej.

Konstytucja art. 20 My, socjaliści

Konstytucja przyjęta w 1997 roku dość jednoznacznie w artykule 20 określa ustrój gospodarczy naszego kraju: „Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej”.

W dobie wyborów trzeba to przypominać, bowiem panuje „wolna amerykanka” w radosnej twórczości obietnic i populistycznych zapędów kandydatów, jak i ugrupowań. Upowszechniło się twierdzenie, że najważniejsze, to ładnie obiecać. Później, po wgranych wyborach się zobaczy. Zakłada się, że udana kampania zaciera pamięć, a głównym zadaniem elektoratu jest pójście do wyborów, reszta demokratycznych procedur i obowiązków nie ma znaczenia.
Społeczna gospodarka rynkowa w Konstytucji z 1997 roku należy do tej grupy zapisów, które nigdy nie ujrzały światła dziennego w legislacyjnej i bieżącej działalności kolejnych rządów RP do dnia dzisiejszego. Jeden z premierów już po roku 2000 zauważył odkrywczo, że do ideałów trzeba dążyć, a na pytanie, co zmierzacie w tej sprawie zrobić, wzruszył ramionami. Zapamiętałem to, ponieważ Rada Naczelna PPS, w związku z lekceważeniem tego i wielu innych zapisów z obowiązującej Konstytucji, powołała już w roku 2004 Komitet Obrony Konstytucji. Rozpoczął on pracę, ale rządząca wówczas lewica nie wyraziła zainteresowania tą inicjatywą, choć bliźniaczą w roku 2016 podjęła z ochotą, bowiem dotyczyła innego obszaru problemów – praw człowieka.
Obszar gospodarczy, nawet przy ewidentnej kolizji konstytucyjnej, był i jest poza debatą publiczną, tutaj mimo zmian rządził Balcerowicz i jego ludzie. Wynika to z samej doktryny neoliberalnej, która mimo wielu protestów, wątpliwości i ewidentnego oszustwa solidarnościowych liderów transformacji w 1990 roku, weszła w życie i zdominowała polską myśl polityczną i gospodarczą. Jak pamiętamy prywatyzowano bez umiaru, szczególnie strategiczne sektory gospodarki. Rynek i jego wilcze prawa zdominował także politykę. Wyłączono całe obszary demokracji uznając je za nieobjęte prawami społecznego wpływu na ich kształt i rozwój.
Tak stało się ze służbą zdrowia, która oparta została na dogmacie rynkowej wartości życia i zdrowia ludzkiego. Nie dobro człowieka, ale jego rynkowa wartość decydują dziś o relacjach społecznych i międzyludzkich.
Od roku 1997 mamy do czynienia z ewidentną sprzecznością pomiędzy realizowanym w praktyce systemem społeczno-gospodarczym a zapisem Konstytucji. Nikogo to nie zastanawia, nikogo nie boli, media nabrały odpowiedniego dystansu do tej sprawy, choć w przypadku wielu innych spraw dotyczących Konstytucji i łamania prawa jest głośno. Również kolejne rządzące ekipy nie podejmują tematu…
Rządząca dziś koalicja prawicowa podjęła działania dotyczące obniżenia poziomu rozwarstwienia społecznego – jest to jednak ruch cząstkowy, choć we właściwym kierunku. To dopiero pierwszy krok. Nie wiemy czy zmierzać to będzie w stronę realizacji zapisu konstytucyjnego i będzie mieć ciąg dalszy w zmianie polityki społecznej, czy też należy do działań marketingowych napędzających głosy w kolejnych wyborach. Jeśli tak, to mamy do czynienia z klasyczną korupcją polityczną nazywaną niekiedy kupowaniem głosów. Trudno nie wspomnieć o skutkach dla budżetu. Na rzetelne oceny tych działań jest jeszcze za wcześnie, pojawia się zbyt wiele sprzecznych informacji i opinii.
Za kilka miesięcy odbędą się wybory parlamentarne. Ruszyła już giełda pomysłów i programów ze sfery marketingu politycznego, które mają przekonać wyborców do pójścia do urn i oddania głosu na to „właściwe ugrupowanie”. Poszukuje się programów i rozwiązań ze sfery szczególnie społecznej, które trafią do ludzi.
Lewica, socjaliści, PPS mają jedyną szansę, aby w najbliższym czasie, w majestacie prawa głosić i dokonać przełomu konstytucyjnego przywracającego podstawowe założenia ustrojowe wynikające z głoszonych idei i haseł, w których dominującą rolę odgrywają co najmniej trzy: społeczna gospodarka rynkowa, sprawiedliwość społeczna i dobro człowieka. Siły całej lewicy powinny domagać się za wszelką cenę uporządkowania systemu gospodarowania w Polsce, doprowadzenia go do zgodności z zapisami Konstytucji. Chodzi tutaj nie tylko o zapis art. 20 w sprawie społecznej gospodarki rynkowej, ale również zapisy dotyczące systemu sprawiedliwości społecznej, który zaciera się w praktyce rządzenia.
W wielu krajach tzw. rynki zdominowały państwa narodowe, ich politykę społeczną i gospodarczą, przenosząc charakterystyczne dla neoliberalnej doktryny kryterium zysku na wszystkie dziedziny życia. Niedopuszczalną normą jest dziś obowiązek zarabiania na tzw. usługach społecznych jak ratowanie zdrowia i życia, procesy edukacji, czy wojny, które stają się intratnym biznesem. Dziś trzeba płacić za uprzejmość urzędnika państwowego, bowiem jego praca przestała być służbą społeczną.
Wszystko to trzeba zmienić, neoliberalizm odesłać na śmietnik historii. Można to zrobić w majestacie prawa. Pytanie: czy są odważni na lewicy, to bowiem powinien być lewicowy program dla Polski?

Przywrócić blask PPS

Z nowym przewodniczącym Rady Naczelnej PPS Wociechem Koniecznym rozmawia Przemysław Prekiel.

W połowie marca zmieniły się władze PPS. To tylko zmiana pokoleniowa?
W rzeczywistości zmiana władz to dłuższy proces. Od Kongresu poprzez pierwsze posiedzenie Rady Naczelnej, ukonstytuowanie się władz, rejestrację w sądzie… Na pewno dokonała się zmiana pokoleniowa, chociaż istotniejsza pewnie jest zmiana mentalna. Wiek nie jest tak istotny, ważne jest podejście do polityki, do postrzegania siebie jako jej części. Polskiej Partii Socjalistycznej potrzeba wyjścia do ludzi, większej aktywności, uczestnictwa w codziennym życiu politycznym m.in. w wyborach. Do tego potrzeba działaczy chcących się zaangażować, poświęcić czas, co w dzisiejszym świecie, jeśli nie jest się zawodowym politykiem jest coraz trudniejsze. Krótko mówiąc – mniej mówienia, pisania, więcej pracy. Nie oznacza to odrzucenia dotychczasowego dorobku Partii, ludzi którzy pracowali aby przetrwała i kontynuowała swoją misję. Ale teraz musimy wszyscy ruszyć do przodu, rozwijać się, rozbudowywać struktury, pozyskiwać nowych członków i sympatyków. Podstawy, dorobek, tradycje mamy doskonałe, najlepsze nie tylko na lewicy. To, plus nowa energia w działaniu, nowe otwarcie na różne środowiska, powinno skutkować sukcesem.
Komu jest dziś potrzebna PPS?
Niewątpliwie żyjemy dzisiaj szybko, chcemy prostego, jasnego przekazu. Szybkiej identyfikacji. Polska Partia Socjalistyczna musi się do tego dostosować. Mamy wiele partii, organizacji lewicowych. Każda dba o swoją tożsamość, chce się uwiarygodnić programem, wykreować liderów, dotrzeć ze swoją nazwą i ideałami do jak największej części społeczeństwa. My części tej pracy nie musimy wykonywać, chciałbym, aby nasz program był dla ludzi lewicy, bo to im jesteśmy potrzebni, intuicyjny. Wszyscy bowiem wywodzimy się z jednego kamienia, z tego kamienia na Placu Grzybowskim.
Polska lewica potrzebuje partii, która nie zawiedzie, będzie nie tylko sercem, ale również rozumem i całym ciałem po lewej stronie. Wiadomo, polityka wymaga kompromisów, czasem jest grą kompromisów. Ale istnieją granice, których my nigdy nie przekroczymy – bo po prostu nie możemy, bo jesteśmy to winni całym pokoleniom tych, którzy byli przed nami jak i dzisiejszym zwolennikom lewicy.
Kapitalizm w Polsce wymaga korekty czy rewolucji?
Rewolucja to wielkie, może nawet niebezpieczne słowo. Żyjemy tu i teraz, mamy takie a nie inne problemy. Czas wielkich rewolucji przeminął. Dokonują się inne rewolucje – informatyczna, technologiczna, przemiany wewnątrz społeczeństw, zmiany podejścia do roli jednostek w społeczeństwie.
Naszą rolą jest ciągle dbanie o człowieka, o wartości humanistyczne, etyczne, aby uczynić ten zmieniający się świat lepszym, przyjaznym, pełnym wolności i sprawiedliwości społecznej. Nie dokonamy tego drogą rewolucji, bo musielibyśmy ich wywołać kilka, albo nawet kilkanaście. Kapitalizm też się zmienia, chociaż nie na lepsze. W Polsce musimy teraz dbać o to, by nie utracić tego, co udało się wywalczyć – wolności, demokracji, praworządności, udziału w wielkiej europejskiej rodzinie narodów.
Mamy wiele do zrobienia, musimy być czujni na co dzień, zanim zdążymy przygotować rewolucje, świat nas przegoni i pojawią się już nowe cele
czy zagrożenia.
Jednocześnie przyznam, że nie wierzę w samoistną czy dobrowolną korektę kapitalizmu. Musimy więc ciągle wywierać presję, w innym razie wyjdą demony o których istnieniu mogliśmy już zapomnieć. A nic nie jest dane raz na zawsze.
Towarzysz Przewodniczący jest lekarzem i dyrektorem jednego z częstochowskich szpitali. Służba zdrowia będzie oczkiem w głowie dla PPS?
Dla mnie na pewno. Dla PPS będzie jednym z ważnych punktów programu. Ochrona zdrowia powinna być na sztandarach lewicy, jest to sfera bliska ludziom, zarówno pacjentom jak i pracownikom. Z punktu widzenia politycznego jest też dla nas dobrym polem do działania. Osobiście dziwię się dość małemu zaangażowaniu różnych partii lewicowych w rozwiązywaniu problemów w tym zakresie, czy choćby temu, że nie przedstawiamy społeczeństwu jasnego programu poprawy jakości ochrony zdrowia w Polsce. Jest to dziedzina zaniedbana przez wszystkie rządy, obecnie ze złymi perspektywami.
Trzeba się zmierzyć z tym problemem, pomysły prawicy są śmieszne lub żadne, czasem groźne – jak na przykład zamiary liberałów chcących wszystko sprywatyzować i w ten sposób zrzucić odpowiedzialność państwa za zdrowie Polaków. Gdy lewica przedstawi spójny, realny plan naprawy ochrony zdrowia i zacznie go skutecznie wprowadzać w życie dostanie premię od społeczeństwa.
Mówiłem o tym na Kongresie Lewicy ponad dwa lata temu i odniosłem wrażenie, że nie jest to temat ,,nośny”, albo że nikt nie wierzy, że można tutaj odnieść sukces. A można, choć to wymaga ogromnej pracy, konsekwencji i pieniędzy.
Jesteście otwarci na współpracę z SLD i Razem? Pytam, bowiem PPS nie startuje w wyborach do PE. Dziwna decyzja.
Musimy w tym miejscu wrócić do pierwszego pytania… Poprzednie władze PPS nie podjęły decyzji co do udziału w wyborach do Europarlamentu. Wynikało to również z przyczyn, nazwijmy to, obiektywnych – przesunięcia daty Kongresu, więc naszych wewnętrznych spraw organizacyjnych. W kwietniu Rada Naczelna PPS podjęła decyzję o wsparciu kandydatów do Parlamentu Europejskiego startujących z list Lewicy Razem i tych kandydatów, którzy zostali zarekomendowani przez SLD na listę Koalicji Europejskiej. Po prostu będziemy wspierać tych, którzy prezentują socjalistyczną wrażliwość i jesteśmy przekonani o ich trwałych, lewicowych przekonaniach.
W poszczególnych województwach wygląda to różnie, ja jestem z Częstochowy, w Województwie Śląskim wspieramy Marka Balta, krajowego wiceprzewodniczącego SLD. Myślimy o jesiennych wyborach do Sejmu i Senatu, mamy zamiar czynnie w nich uczestniczyć, przygotowujemy się do tego.
Możemy współpracować ze wszystkimi, z którymi znajdziemy wspólnotę programową. Mamy nadzieję, że tym razem powstanie jedna, lewicowa lista do Sejmu co będzie czytelnym sygnałem dla wyborców i pozwoli na zaistnienie tak potrzebnej lewicy w parlamencie. Osobną sprawą są wybory do Senatu. Ze względu na specyfikę okręgów jednomandatowych można tutaj pomyśleć o szerszej, prodemokratycznej koalicji.
Jak towarzysz chce przywrócić blask PPS? O tej partii słyszymy głównie w kontekście historycznym.
To prawda. Nasza historia jest piękna. Czerpiemy z niej, jak już wcześniej wspomniałem wszyscy się z niej wywodzimy. Czasem również powoduje nieporozumienia, zwłaszcza w kontaktach z młodszym pokoleniem – przykładowo słowo ,,towarzysz”, wywodzące się z ponad stuletniej tradycji, towarzyszami byli Daszyński, Piłsudski, Limanowski, Pużak, dziś brzmi anachronicznie, nawet dla niektórych dziwnie. To jednak właśnie nasza tożsamość, z której nie możemy i nie chcemy rezygnować.
W Europie działają partie o tradycjach jeszcze dłuższych niż nasza, do dziś zachowują swoje historyczne nazwy, np SPD obchodziła w 2013 roku 150 rocznicę powstania… A sposób na przywrócenie blasku to praca, rozbudowa struktur i lewicowa wiarygodność. Tutaj koła
nie wymyślimy.

Porozumienie socjalistów

W dniu 25 kwietnia 2019 roku w Warszawie odbyło się posiedzenie Porozumienia Socjalistów. Przedyskutowano problemy związane z sytuacją polskiej lewicy, przyjęto Apel na 1 Maja.
Podczas posiedzenia uczestnicy wyrazili zaniepokojenie związane z malejącym w ostatnim czasie znaczeniem narracji lewicowej w sferze publicznej. Skutkuje to wzrostem znaczenia ugrupowań populistycznych i prawicowych. Nie służy właściwemu podejmowaniu przez państwo i jego służby poważnych spraw społecznych. Polityka populistyczna i rozdawnictwo ma na celu wyłącznie przejęcie elektoratu przed zbliżającymi się wyborami europejskimi i parlamentarnymi a nie rozwiązanie wielu nabrzmiałych problemów dotyczących szczególnie bezpieczeństwa Polaków i realizacji konstytucyjnej zasady sprawiedliwości społecznej.
Dyskutowano także o potrzebie pogłębienia procesu jedności na lewicy. Jest ważne, aby w wyborach parlamentarnych zaistniała wspólna lewicowa koalicja, która byłaby socjalistyczną alternatywą wobec ugrupowań prawicowych i neoliberalnych. Przypomniano podjęte w tej sprawie uchwały II Kongresu Lewicy z 2016 roku.
Porozumienie Socjalistów zrzeszające dziesięć podmiotów na lewicy zapowiada zwiększenie aktywności w kampanii wyborczej do polskiego Sejmu i Senatu.
Postanowiono rozszerzyć zasadę uczestnictwa w pracach Porozumienia również na osoby indywidualne. Taką deklarację złożyło już kilkadziesiąt osób, szczególnie ze środowisk lewicowej inteligencji o przekonaniach socjalistycznych.
Podczas posiedzenia na funkcję przewodniczącego Prezydium Porozumienia Socjalistów wybrano Andrzeja Ziemskiego b. przewodniczącego Rady Naczelnej PPS, redaktora naczelnego „Przeglądu Socjalistycznego”. Sygnatariusze „Porozumienia Socjalistów” zebrani w Warszawie w związku z obchodami święta 1 Maja 2019 roku przyjęli następujące stanowisko:

1 Maja to święto wszystkich ludzi pracy.

Tradycja historyczna socjalistów przypomina o trwałym konflikcie kapitał – praca, który napędza stosunki społeczne we współczesnym świecie i jest jednym z regulatorów polityki.
1 maja to także święto wszystkich pracujących Polaków bez względu na światopogląd, polityczną orientację i status majątkowy.
Polski kapitalizm budowany od 30 lat najmniej oszczędza tych, którzy na sztandarach w 1980 roku mieli hasło „Socjalizm – tak, wypaczenia – nie”. Największą cenę za transformację zapłacili robotnicy, ci, którzy sprzeciwiali się upodleniu pracownika poprzez aparat władzy.
Najbardziej zyskali ci cyniczni, zarówno w starym obozie władzy, jak i obozie protestu. Po raz kolejny wspięli się na robotniczych plecach na szczyty i poznali smak wielkiej własności.
Polskie podziały na biednych i obrzydliwie bogatych są faktem. Rodzi to niesprawiedliwość bezrobocie, bezdomność, społeczne wykluczenie.
Państwo rządzone przez prawicę i neoliberałów kieruje się w rozwiązywaniu tych problemów populizmem, kalkulacją polityczną i cynizmem. Państwo akceptuje, że życie i zdrowie ludzkie w obecnej dobie jest towarem, a nie najwyższą wartością.
1 maja jest dobrym momentem, aby przypomnieć o tym, że główną wytyczną lewicy powinny być podstawowe wartości socjalizmu oparte na sprawiedliwości społecznej, wolności i prawach jednostki. Realizujmy ideę państwa obywateli, nie konsumentów.
W przypadku naszego państwa działania lewicy powinny opierać się na podstawowym zapisie Konstytucji – społecznej gospodarce rynkowej. Trzeba robić pokojową, demokratyczną rewolucję, aby odrzucić neoliberalną politykę i wartości, które ona niesie. Trzeba przywrócić ludziom nadzieję i wiarę, że ich praca ma wartość i rodzi szacunek.
Porozumienie Socjalistów pozdrawia z okazji Święta 1 Maja wszystkich ludzi pracy w Polsce.
Mamy nadzieję, że wyborów, jakich będą dokonywać w roku 2019 pozwolą na realizację naszego przesłania „Socjalna Polska w socjalnej Europie”.
Niech się święci 1 Maja!

Porozumienie Socjalistów:
Polska Partia Socjalistyczna, Ruch Odrodzenia Gospodarczego, Pacyfistyczne Stowarzyszenie Wolnej Myśli, Stowarzyszenie Ruch Społeczny „Praca-Pokój-Sprawiedliwość”, Stowarzyszenie im. Ignacego Daszyńskiego, Redakcja „Przeglądu Socjalistycznego”, Stowarzyszenie „Weterani Lewicy”, Stowarzyszenie „Pokolenia”.

Cześć Pracy!

Warszawska organizacja PPS zaprasza na uroczystość obchodów Międzynarodowego Dnia
Solidarności Ludzi Pracy, 1 maja 2019. Dzień ten upamiętnia wydarzenia 1886 roku w Chicago, walkę robotników o 8-godzinny dzień pracy.
Jest symbolem ruchu na rzecz praw pracowniczych. Polska Partia Socjalistyczna identyfikuje się ze wszystkimi siłami, którym bliski jest solidaryzm pracowniczy i działanie na rzecz godnej pracy, godnej płacy i godnego życia pracowników. Nasza uroczystość odbędzie się na Placu Grzybowskim w Warszawie przy kamieniu upamiętniającym manifestację PPS z 13 listopada 1904. Rozpocznie się o godzinie 12:30. Złożymy wieńce i wiązanki kwiatów, przewidziane są wystąpienia działaczy PPS i zaproszonych gości.
Uczestnicy uroczystości są także zaproszeni na demonstrację „Społecznego Forum Wymiany Myśli”, o godz. 11:00 na Rondzie de Gaulle oraz późniejszy przemarsz do Placu Bankowego
Z socjalistycznym pozdrowieniem

Socjalistyczna platforma programowa SLD

Na naszych oczach postępuje gwałtowne rozwarstwianie się ludzkości. Jak wynika z raportu eksperckiej Grupy OXFAM, prezentowanego podczas ostatniego Kongresu w Davos:

• w minionym (2018) roku zanotowano największy na świecie przyrost miliarderów. Średnio jeden miliarder przybywa co dwa dni i na dzień publikacji raportu było ich 2.043. 10% miliarderów to kobiety.
• w ciągu minionego roku majątek tej elitarnej grupy wzrósł o 762 mld USD. Jest to suma wystarczająca na siedmiokrotne zlikwidowanie skrajnego ubóstwa na świecie.
• w okresie 2006 – 2015 zarobki zwykłych pracowników wzrastały średnio o 2 % rocznie, podczas gdy majątki miliarderów rosły 6 razy szybciej: 13% rocznie.
• 82% całkowitego wzrostu majątku w minionym roku trafiło w ręce 1 % ludzi, podczas gdy najbiedniejsza, dolna połowa społeczeństwa nie odnotowała żadnego wzrostu.
• 42 osoby wykazują dzisiaj majątek równoważny majątkowi 3,2 miliardów najuboższej części ludzkości. W USA 3 najbogatsze osoby dysponują majątkiem większym niż połowa całej populacji.
najbogatszy 1% ludzkości posiada większy majątek niż cała reszta.
• Polska, gdzie jak podaje inny raport, młodych francuskich ekonomistów, „Jak nierówna jest Europa”, 10% najbogatszych obywateli ma aż 40% udział w PKB jest niechlubnym liderem nierówności ekonomicznych na Starym Kontynencie, dorównując skalą i tempem tego zjawiska Stanom Zjednoczonym.
Nie tylko o nierówności ekonomiczne chodzi. W XXI wiek świat wkroczył z zupełnie nową świadomością zagrożeń ekologicznych. Nie konflikty zbrojne, wojny światowe, ale właśnie zmiany klimatyczne coraz częściej wskazywane są jako główne zagrożenie dla bytu człowieka. Co raz wyraźniej dostrzegamy problem przetrwania naszego gatunku. Jeszcze ostrzej na tym tle rysuje się więc kwestia równości prawa i warunków różnych grup społecznych do przetrwania. Wszak zanim gruby schudnie, chudy zemrze – głosi ludowe porzekadło.
To nie koniec nowych albo znanych, ale pojawiających się z niebywałą siłą źródeł nierówności społecznych. Bogatsi zawsze mieli lepsze warunki życia, lepszą opiekę medyczną. Dzisiejszy świat staje jednak wobec realnych możliwości genetycznego modyfikowania człowieka, tak, aby żył on 2, 3 razy dłużej niż obecnie, był odporny na choroby a ponadto intelektualnie i fizycznie znacznie sprawniejszy od dzisiejszego homo sapiens. Oczywiście takie zabiegi będą bardzo kosztowne i dostępne tylko dla nielicznych. Pojęcie „rasa nadludzi” stanie się wkrótce pojęciem fizycznym, biologicznym a nie li tylko ideologicznym.
Kolejnym, ale bynajmniej nie ostatnim i nie bagatelnym źródłem nowych nierówności społecznych XXI wieku jest rewolucja informatyczna, a konkretnie nie do powstrzymania ekspansja rozwiązań z obszaru sztucznej inteligencji (SI) w każdym obszarze życia człowieka. SI niesie z sobą bardzo wiele potencjalnych korzyści, ale jak każdy żywioł również bardzo wiele zagrożeń dla człowieka. Nie bez powodu wybitny Stephen Hawking był przekonany, że SI zniszczy ludzką rasę. Być może tak, ale na dzisiaj i jutro podstawowym zagrożeniem dla człowieka, jakie niesie ze sobą SI jest odzwyczajanie go od samodzielnego myślenia, samodzielnego podejmowania decyzji, idąc śladem Whiteheada – uwalnianie go od trudu myślenia. Przykładem niech będą słynne fabryki trolli i ich udział w kampaniach wyborczych w USA, Wielkiej Brytanii, oraz, jak się okazuje, również w Polsce. To jednak dopiero skromne początki. Władcy algorytmów, na których opiera się i będzie się opierać SI będą prawdziwymi władcami świata: tego ekonomicznego, materialnego i zapewne ideowego. Już dzisiaj wspomniana wąska grupa najbogatszych obywateli USA kieruje 80% rozwiązań z zakresu nowych technologii informatycznych w tym kraju.
Prawo człowieka do przetrawiania, prawo do podmiotowości, prawo do oświaty i zdrowia – te tradycyjne postulaty lewicy XIX i XX wieku zyskują dzisiaj niebywale na znaczeniu, przybierają inne niż 100 lat temu, dużo bardziej dramatyczne oblicze. Problemy, które zarysowałem same się nie rozwiążą. Co robić?
Powrócić trzeba do podstawowego postulatu i celu międzynarodowego ruchu socjalistycznego – zniesienia klas społecznych, a na dzisiaj powstrzymania tworzenia się nowych klas nadludzi. Myśl socjalistyczna zdaje się znowu rozkwitać w świecie. Wielka Brytania, Ameryka Łacińska – to dziś główne ośrodki rozwoju nowej myśli socjalistycznej. Ale i w samym sercu neoliberalizmu – w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej widać znamienne zmiany. Jak podaje Instytut Gallupa na podstawie swoich badań z 2018 r. 57 % członków Partii Demokratycznej uznaje wyższość socjalizmu nad kapitalizmem, a 37% Amerykanów pozytywnie ocenia wartości socjalistycznych idei. Dla wielu ludzi na świecie jedynym ratunkiem dla ludzkości są społeczne i gospodarcze rozwiązania właściwe socjalizmowi.
Myśl socjalistyczna w Polsce jeszcze żyje, nawet się rozwija, ale jest tak przytłoczona pogardą mainstreamu, że do ogólnego dyskursu politycznego przebija się z olbrzymim trudem jeśli w ogóle.
Z powinowactwem z ideami socjalizmu nie obnosi się także Sojusz Lewicy Demokratycznej. A szkoda. Nie tylko dlatego, że jego poprzedniczka – Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej w swojej założycielskiej deklaracji stwierdzała, że czerpać będzie również z dorobku polskiej myśli socjalistycznej, ale przede wszystkim dlatego, że nie próbując odnieść się do najważniejszych wyzwań XXI wieku znakomicie osłabia swoją pozycję partii lewicowej. Sama polityka historyczna to za mało, aby zdobyć zaufanie „lewoskrętnej” części społeczeństwa, zwłaszcza jego młodych przedstawicieli. Potrzebna jest wiarygodna idea, wizja lewicowego państwa i społeczeństwa XXI wieku. Obecny program SLD zawiera same słuszne postulaty. Warto jednak zastanowić się nad tym, których z nich SLD jest obecnie jedynym propagatorem. Przekonywanie, że my będziemy robić to samo, co inni, tylko lepiej może okazać się mało skuteczne.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego SLD powinna otworzyć się na problem neosocjalizmu w świecie. Powodem tym jest stworzenie możliwości porozumiewania się z różnymi nurtami lewicowymi, które gdzieś podskórnie, ale przecież się w Polsce toczą. Tym bardziej, że obecne w programach już prawie wszystkich partii pakiety socjalne oraz coraz wyraźniejszy kryzys neoliberalizmu a więc i jego akolitów rozmazuje dotychczasowe, chciało by się rzec klasyczne pojęcia takie jak socjaldemokracja. Kryzys europejskich partii socjaldemokratycznych w sposób widoczny wiernie towarzyszy kryzysowi neoliberalizmu.
Cały powyższy wywód potrzebny był po to, aby uzasadnić inicjatywę powołania w ramach SLD Socjalistycznej Platformy Programowej. Jej głównym celem powinno być przygotowywanie projektów zapisów programu SLD, zmierzających do najważniejszych dla ludzi wyzwań niedalekiej już przyszłości, inspirowanych tradycyjną i współczesną myślą socjalistyczną. Jej celem z całą pewnością nie powinno stać się nawoływanie do restytucji minionego ustroju realnego socjalizmu. Socjalizm – tak, ale w zakresie określonym akceptacją obywateli wyrażoną w demokratycznych wyborach. Uważam, że Socjalistyczna Platforma Programowa może stać się szansą dla SLD na uaktualnienie i wzbogacenie swojego programu, a może także i swojej misji.
Przykładem takiej szczegółowej bardzo propozycji może być postulowanie powołania w Unii Europejskiej (choć szczebel krajowy jest również możliwy i potrzebny) wyspecjalizowanej agencji, która dopuszczać będzie do stosowania algorytmy, według których działać będą maszyny oparte na sztucznej inteligencji. Konkretnie agencja taka sprawdzać będzie, czy algorytmy te zostały wytworzone zgodnie z zasadami gwarantującymi, że będą one przyjazne człowiekowi i nie będą działały na jego szkodę. Skoro każde lekarstwo, aby mogło być przedmiotem obrotu na terenie Unii musi uzyskać akceptację Europejskiej Komisji d.s. Leków, to tym bardziej algorytmy, które oddziaływać będą na każdego człowieka, powinny być weryfikowane przez wyspecjalizowane instytucje pod kątem ich bezpieczeństwa. Trudne, ale możliwe i moim zdaniem niezbędne.
Inicjatywę utworzenia Socjalistycznej Platformy Programowej ogłosiliśmy niedawno podczas miejskiej konwencji SLD we Wrocławiu. Aby mogła ta platforma zrealizować swoje cele musi być mieć charakter ogólnokrajowy i musi być otwarta na członków spoza SLD. Dlatego zwracam się do członków i sympatyków SLD, zainteresowanych powołaniem SPP SLD o zgłaszanie swojego akcesu do grupy inicjatywnej, najlepiej na adres e-mail: uczkiewicz.jacek@gmail.com.
Zbliżające się święta Wielkiej Nocy powszechnie uznawane są za święta odradzania się, powrotu do życia. Dodatkowo bliskość socjalistycznego Święta Pracy sprawia, że to dobry moment dla renesansu myśli socjalistycznej w Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Wyjdźcie z głupich traktatów

Lider francuskiej lewicy, ekosocjalista Jean-Luc Mélenchon, skrytykował tekst prezydenta Macrona o «odrodzeniu Unii Europejskiej» ogłoszony w europejskiej prasie. Mélenchon jest przewodniczącym grupy Nieuległej Francji (LFI) w Zgromadzeniu Narodowym, posłem Delty Rodanu (Marsylia). Autor książki o niemieckim ordoliberalizmie Śledź Bismarcka (niemiecka trucizna).

Sprawiedliwość społeczna i ambicja ekologiczna nakazują odejść od ordoliberalizmu bronionego przez Emmanuela Macrona w jego liście do Europejczyków.

Francuski prezydent zwraca się do Europejczyków. Deszcz frazesów, potoki zużytych cytatów i rusofobicznej paranoi. Ale istnieje inne francuskie słowo. Powszechny interes ludzi na Starym Kontynencie zasługuje na coś więcej niż rozpłynięcie się w strategii gadaniny Emmanuela Macrona. W Europie czas mówić jedym prawdziwie międzynarodowym językiem, zdolnym zmotywować do wspólnego działania narody bardzo różne pod względem historii, języka i kultury. To język wspólnego dobra, którego należy bronić. Wspólnych planów życiowych. Praw socjalnych i usług publicznych. Trzeba je odbudować po trzydziestu latach grabieży «wolnej i uczciwej
konkurencji».
Wszystkim nam zagraża system produkcji i wymiany, który niszczy Ziemię i ludzi. Czy nie nadszedł najwyższy czas, by prowadzić politykę solidarności, która nas uratuje z postępującej katastrofy ekologicznej? Finansowe monstrum dosyć już się nażarło ze szkodą dla wszystkich prostych radości życia. Jeśli Europie potrzeba odrodzenia, niech to będzie odrodzenie suwerenności ludu, zwycięstwa oświecenia nad obskurantyzmem pięniędzy i religijnych namiętności. Gdyby Francja chciała być wszystkim użyteczna, zaproponowałaby herkulesową pracę, którą trzeba szybko wykonać.
Tak, narody europejskie mogą w 20 lat nauczyć się «zielonej reguły»: nie brać z przyrody więcej, niż ona może odrodzić. Możemy od razu zrezygnować ze stosowania pestycydów zabójczych dla bioróżnorodności. Potem wykorzenić biedę na kontynencie, zagwarantować każdemu przyzwoitą płacę, ograniczyć różnice między dochodami, by zahamować nieskończoną epidemię nierówności. Jesteśmy zdolni rozszerzyć prawa kobiet na całą Europę. Możemy zatrzymać rękę okradających fiskusa. Tysiąc miliardów euro rocznie znika poprzez nieodpowiedzialną działalność, zamiast służyć wspólnemu dobru.
Krótko mówiąc, możemy zacząć nową erę ludzkiej cywilizacji. To się da zrobić na najlepiej wykształconym i najbogatszym kontynencie. Jeśli uzna protekcjonizm negocjowany ze światem, uczyni z tak humanistycznych norm nową linię wspólnego horyzontu dla miliardów ludzi.
Coś jednak trzeba najpierw zrobić: wyjść z traktatów organizujących Unię Europejską. Nasza mizeria ekologiczno-socjalna jest konsekwencją zawartości tych traktatów. Zamroziły one całą politykię gospodarczą w absurdalnym dogmacie ordoliberalizmu i atlantyzmu, drogim rządowi prawicy i socjalistów Angeli Merkel. Organizują brak inwestycji w transformację ekologiczną, rozkład państwa socjalnego, oddają demokracje finansistom. Pomyślane, by zaoferować finansom wieczne święto, uniemożliwiają pomoc wzajemną i ludową solidarność.
W godzinę masowych społecznych cierpień i katastrofy ekologicznej narody europejskie mają dość władzy, która mówi jedno, a robi na odwrót. List Emmanuela Macrona jest tego przykładem. Domaga się on od Unii, by zrealizowała globalny cel redukcji stosowania pestycydów o połowę do 2025 r. Dlaczego więc odmówił uchwalenia planu wyjścia z glifosatu, jak wielokrotnie proponowali posłowie Nieuległej Francji (LFI)? Na początku kadencji mówił, że nie chce już układów wolnej wymiany, jeśli nie respektują umów COP21. Dlaczego zaakceptował później układy z Kanadą i potem Japonią? Czemu zgodził się zabronić parlamentom państwowym wypowiadania się na temat tych traktatów?
Domaga się «tarczy socjalnej gwarantującej to samo wynagrodzenie na tym samym miejscu pracy». To samo mówił w czasie rewizji dyrektywy o pracownikach delegowanych! System pozwala ciągle na dumping socjalny, składki socjalne płaci się w krajach ich pochodzenia. I kiedy LFI proponowała abolicję statusu pracowników delegowanych, bądź klauzulę najkorzystniejszego reżimu socjalnego dla nich, partyjne roboty partii prezydenckiej (LREM) głosowały przeciw.
Macron stał się niebezpieczny. Nie tylko dla manifestantów i swoich opozycjonistów politycznych. Jego antyrosyjska fobia każe mu zbliżać się do granicy wojny. Jej ryzyko pojawiło się w Europie wraz z ogłoszeniem przez Stany Zjednoczone instalacji w Polsce rakiet skierowanych w Rosję. Władimir Putin zapowiada odpowiedź. Należy jak najszybciej wyrwać się z tej eskalacji uniezależniając się od NATO. To sprzeczne z «Europą obrony», którą Macron i Merkel prezentują jako nowe europejskie marzenie.
Strach przed Rosjanami jest absurdalny! To nasi naturalni partnerzy. Jeśli demokracja jest zagrożona, to raczej przez tyranię finansjery i brutalne metody kierowania narodami. To one zamęczyły Grecję, doprowadziły do ścigania opozycji, jak w Polsce i na Węgrzech. I jak we Francji, gdzie problem naszej demokracji nie pochodzi z Moskwy, lecz z Paryża. Prezydent wprowadził zaciekłe represje przeciw 17-tygodniowej mobilizacji żółtych kamizelek. Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka ogłosił otwarcie śledztwa w sprawie policyjnej przemocy. Jest poruszony, bo mamy 12 zabitych, 2 tys. rannych, 22 pozbawionych oka, 5 ręki, 8. tys. zatrzymań i półtora tysiąca przyśpieszonych procesów.
Tyle żyć rozbitych, gdyż pragnęły swojej części słońca. Egzystencja jest nie do wytrzymania, więc Macron obłudnie ulega morderczej iluzji Europy-fortecy, która chroniłaby się przed uchodźcami utonięciami w Morzu Śródziemnym! Viktor Orban pochwalił list Macrona – to nie powinno zaniepokoić Francuzów? Przecież Macron deklarował walkę z polityką węgierskiego prezydenta? À rebours tym gwałtom, należy zaraz wprowadzić politykę przeciw źródłom przymusowych migracji: wojnom, zmianom klimatycznym, rabunkom gospodarczym.
Zmiana kierunku jest dla europejskich narodów nagląca. Angela Merkel i Emmanuel Macron wcielają stare, ponure i głupie recepty. Powiedzmy zresztą bez owijania w bawełnę: co nas obchodzi pseudo «para francusko-niemiecka», to pretensjonalne kondominium kontrolowane przez CDU. Upokarza ono pozostałe 26 krajów. Izoluje Francuzów od ich naturalnych krewnych z Południa. Odrodzenie, którego Europa potrzebuje, to wolność polityczna jej ludów. Jeśli Francja zechce być użyteczna do czegoś, niech prezentuje się jako partner, a nie nauczyciel.

Tłum Jerzy Szygiel (strajk.eu)

43. Kongres PPS My, socjaliści

Na 2 marca 2019 roku zaplanowany jest 43. Kongres PPS. Blisko 100 delegatów z różnych środowisk w Polsce zastanawiać się będzie, jak budować Polskę w XXI wieku, jaki nadać jej kierunek ustrojowy oraz jak przebudować partię, aby była skutecznym narzędziem realizacji celów politycznych, społecznych i gospodarczych. Pytania i problemy, jakie stoją przed PPS nie należą do łatwych, bowiem tak, tak jak i cała polska lewica, także PPS znalazła się w sytuacji skomplikowanej po ekspansji neoliberalizmu, szczególnie po roku 1990, kiedy dokonaliśmy zmiany ustroju społecznego i politycznego. Nastąpiło ograniczenie wpływów ideowych ruchów politycznych. Podstawową formą dialogu większości partii politycznych z elektoratem jest dziś populizm, realizowany przez różne siły polityczne w sojuszu z mediami.
W przypadku Polski należy wskazań na zastraszające zjawisko zdemolowania sceny politycznej, brak jest jej równowagi. Rozbudowana ponad miarę jest jej prawa strona – tryumfy świętuje prawica różnych orientacji, która konkuruje pomiędzy sobą o zdobycie zaufania społecznego i władzę w państwie. Lewica ma charakter mocno ograniczony, od co najmniej 10 lat nie stanowi poważnej konkurencji na scenie politycznej.
Ten stan układu sił politycznych nie odzwierciedla preferencji i poglądów elektoratu. Wiąże się to z dwoma co najmniej zjawiskami – znaczna część społeczeństwa przestała wierzyć w siłę sprawczą swojego głosu wyborczego. Frekwencja odnotowywana w wyborach parlamentarnych i samorządowych oscyluje w Polsce od wielu już lat na poziomie 50 proc. Nie zbudowaliśmy pomimo serwowanych zapewnień ze strony elit posierpniowych przystawalnego do potrzeb modelu demokracji, daleko nam jeszcze do właściwego kształtu tzw. społeczeństwa obywatelskiego.
Na tym tle Polska Partia Socjalistyczna, która obchodziła 126 lat istnienia, jawi się ze swoją ideowością, jako nieprzystający do współczesności element. Jej polityczna narracja nawiązująca do tradycji polskiego socjalizmu i jego podstawowych wartości, jak: sprawiedliwość społeczna i niepodległość jest często źle rozumiana i trudno przyswajana. Ostatnie lata są trudne dla PPS. Polacy w znaczącym procencie szanują wartości lewicowe, niemniej jednak ze względu na agresywną propagandę i skuteczność rządzenia wybierają prawicę. Coraz częściej kierują swoje zainteresowanie w stronę ugrupowań nacjonalistycznych.
Na tym tle pojawia się pytanie, czy jest czas na takie ugrupowania polityczne jak PPS, która będzie kontynuować swoją misję rozpoczętą w roku 1892, oraz na takie prądy ideowe jak socjalizm, który w różnych formach przechodzi renesans w wielu krajach świata.
Odpowiedź na tak postawione pytanie musi być pozytywna. Nie uległy bowiem likwidacji przyczyny konfliktu kapitał-praca. W neoliberalnym rozdaniu od ponad trzydziestu lat konflikt ten narasta, choć jest niechętnie ukazywany przez neoliberalne media. Statystki są jednak nieubłagane – narasta w skali globalnej rozwarstwienie społeczne, maleje rola klas pracujących, rośnie znaczenie i rola właścicieli kapitału. Podobna sytuacja jest w Polsce. Powstające jak grzyby po deszczu ruchy społeczne i ugrupowania polityczne zajmują się pudrowaniem rzeczywistości, odwracaniem uwagi od rzeczywistych przyczyn narastającej fali protestu na tle nierówności. Oszustwem jest obiektywizacja roli rynków, oszustwem jest rozdymanie do granic możliwości apetytów konsumpcyjnych.
Na tym tle bardzo istotna jest refleksja wokół potrzeby kontynuacji misji PPS, jej odrodzenia, odbudowy, znalezienia nowych mechanizmów protestu i walki o prawa ludzi pracy, wolność, sprawiedliwość i równość szans.
Cały czas aktualne jest w PPS hasło „Socjalna Polska w socjalnej Europie”. Skłania ono do działań w stronę przebudowy neoliberalnej Polski i neoliberalnej, zbiurokratyzowanej Unii Europejskiej. Przyspieszenie sprzątania po neoliberalizmie, okiełznania nieograniczonej roli rynków, korporacji i banków. Rynki i pochodne instytucje mają służyć społeczeństwom i państwom, również państwu polskiemu a nie prywatnemu kapitałowi. Przykłady w świecie już są.
Podobna refleksja dotyczy samej PPS. Partia, pozostając sumieniem polskiej lewicy, powinna przejść wewnętrzną odnowę, odbudowę struktur, upowszechnić nowoczesnymi metodami swoją wersję sprawiedliwości społecznej, niepodległości, swój model i drogę budowy państwa dobrobytu i demokracji. Partia powinna dążyć do tego, aby w możliwie szybkim czasie stać się ugrupowaniem parlamentarnym, jedną z głównych sił na polskiej lewicy.
43. Kongres PPS budzi nadzieję na lepsze państwo i skuteczniejszą lewicę.