10 lipca 2024

loader

Polityczny rewanż

Marine Le Pen lekko nie ma – były prezydent kraju, ojciec i siostrzenica… marsz do centrum i zdobywanie nowych głosów nie jest dla liderki Frontu Narodowego usłany różami. Nawet, jeśli nowa inicjatywa jej ojca, Jean-Marie Le Pena, nie rokuje porwania tłumów, to jednak ma dużą szansę przyprawić Marine o ból głowy.

88-letni prawicowy polityk, były lider Ruchu Narodowego wyrzucony z partii przez własną córkę nie zamierza składać broni i zakłada ruch „Komitety Joanny”, mający odwoływać się do bohaterki walk o niezależność Francji od Anglii, Joanny d’Arc.

Co więcej, nie wyklucza on, że w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych wystawi swoich kandydatów również w tych okręgach, w których Front Narodowy miałby szanse na zwycięstwo.
Ambicje formacji Marine Le Pen są w tym względzie całkiem spore. Przeprowadzony na początku sierpnia sondaż Opinion Way wskazuje, że Front ma szanse nawet na 61 z 539 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym, przypadających na Francję metropolitarną.
Podczas poprzednich wyborów w roku 2012 udało im się ich zdobyć tylko dwa. Nic więc dziwnego, że apetyt rośnie.
Sama liderka FN ma – z powodu braku silnego lidera po lewej stronie sceny politycznej – olbrzymie szanse na wejście do drugiej tury wyborów prezydenckich.
Przegrywa ją tam wprawdzie z kandydatami prawicy (byłym premierem Alainem Juppe bądź eks-prezydentem Nicolasem Sarkozy, będącymi faworytami w wyścigu o poparcie prawicowych Republikanów), prognozy dają jej jednak w takim starciu od 32 do 42 proc. poparcia.
Dla porównania – gdy jej ojciec w roku 2002 wszedł do drugiej tury z ówczesnym prezydentem, Jacques’em Chirakiem, zdobył 17,8 proc. głosów.
Może więc to nie ojca, zarzucającego jej zdradę ideałów w pogoni za centrowym wyborcą Marine powinna bać się najbardziej?
Także bowiem jej siostrzenica, Marion-Marechal, nie ukrywa swoich ambicji, jak również własnego zdania. Różnic, które z jednej strony pozwalały Frontowi przyciągać różnorodne grupy wyborców (konserwatystów z południa kraju oraz rozczarowaną lewicą klasę robotniczą z poprzemysłowej Północy), z drugiej zaś mogą utrudniać prezentowanie spójnego przekazu.
Podczas, gdy ciotce zależy na zaprezentowaniu się jako liderka, broniąca rodzimego państwa opiekuńczego przed „obcymi”, siostrzenica – jak donosi portal Politico – stawia na ekonomiczny liberalizm. Dużo mocniej sympatyzuje z ruchami „obrony tradycyjnej rodziny”, nie boi się też kontaktów z katolickimi rojalistami z Action Francaise.
Choć Marine będzie potrzebowała również i takiego elektoratu (w przeciwnym wypadku w drugiej turze wyborów w okręgach jednomandatowych trudno będzie Frontowi zdobyć niezbędne poparcie), to powrót do jakichkolwiek, bardziej radykalnych haseł (Marion stwierdziła niedawno, że ma już dość słuchania o „wartościach republikańskich) marszu po większe, polityczne wpływy nie ułatwi.
Może się zresztą okazać, że głównonurtowa prawica rzuci jej kolejne kłody pod nogi. Może tak się stać, jeśli jej kandydatem na prezydenta nie będzie koncyliacyjny Juppe, lecz na nowo wkładający buty twardego szeryfa Sarkozy.
Choć sondaże do niedawna dawały mu mniejsze niż Juppe poparcie, to jednak niedawny zamach w Nicei, czy nawet kontrowersje wokół burkini – okrywającego niemal całe ciału stroju plażowego, zabronionego przez kilkanaście samorządów na południu kraju – spychają debatę publiczną na korzystny dla niego grunt.
Grunt, na którym może ścigać się o wyborców z Frontem Narodowym, prezentując się jako lider partii, która w przeciwieństwie do niego ma realne szanse powrócić do władzy.
Czy przekaz ten przekona tę część elektoratu, która przepłynęła do FN? Odpowiedź poznamy w drugim kwartale przyszłego roku, kiedy odbędą się wybory prezydenckie (kwiecień i maj) oraz parlamentarne (czerwiec).

trybuna.info

Poprzedni

Problem z prezydentem

Następny

Dilma Rousseff zdjęta z urzędu