18 sierpnia 2022

loader

Polska szkoła zarządzania

fot. Unsplash

Dobry szef, ale trudny charakter.

Perfekcjonistka. Szalenie ambitny. U niej wszystko musi być na tip-top. Dużo wymaga od innych, ale także od siebie. Pracuje w stresie. Osiąga wyniki! Pracoholiczka, rzadko bywa na urlopie. Żyje problemami firmy. U niego nie ma fuszerki: albo nadążasz, albo odpadasz. Jeśli słyszysz te albo podobnie brzmiące uwagi, to może nie zawsze, ale bardzo często masz do czynienia z opisem kogoś, z kim praca może się okazać koszmarem.

Jest przykre, jak bardzo przemoc psychiczna w pracy maskowana jest ezopowym językiem. Jak bardzo maskuje się ostrzeżenia. I jak bardzo wybacza się „trudnym szefom”. Cała ta maskarada często wzmacniania jest językową stygmatyzacją pracowników. Mają być rozpieszczeni, nadwrażliwi, leniwi. Mają się nie angażować, nie dawać z siebie 100 proc. Mają nie żyć życiem firmy. Mają nie rozumieć, czym jest prawdziwa, ciężka praca. Tak, język opisujący stosunki pracy w Polsce często jest przesiąknięty bardziej lub mniej utajonym opisem przemocy. To także dziedzictwo kapitalizmu z lat 90-tych. Zachłyśnięta nowym ustrojem Polska, postawiła na utożsamianie interesów pracownika z interesem miejsca pracy. Co dobre dla firmy, dobre i dla pracownika. W ten sposób wychowano kieszonkowych tyranów, którzy ze swojej przemocy nawet nie zdawali i nie zdają sobie sprawy. Innego wzorca nie znają, a język robi wszystko, by im zracjonalizować krzywdzenie innych.

Galopujący Major

Poprzedni

Metro pobożnych życzeń

Następny

Zależało mi na tym, aby przekazać prawdę