9 lipca 2024

loader

Prawda o stanie wojennym jest potrzebna. Czyja i komu?

fot. Wikicommons

„Polsce prawda jest potrzebna, lecz potrzebna jest również prawda o Polsce” – gen. Wojciech Jaruzelski 

Wdzięczny jestem Państwu Czytelnikom za kolejną „serię” pytań po tekście „Za co” … Pan Lech Wałęsa otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla (DT, 16-18 grudnia 22), a szczególnie za wypowiedzi skłaniające do głębokiej refleksji. To ich skutkiem jest ten tekst, którego myślą przewodnią jest PRAWDA. Pojawiła się także w środowiskowej, „noworocznej dyskusji”, z wielce wymownym i znaczącym pytaniem- czyja ma to być prawda i komu dzisiaj – już na początku 2023 r. jest potrzebna z zaskakującym a nawet irytującym dopełnieniem – „do czego”!

Co Czytelników irytuje?

Oczywiście, ogólnikowe oceny i wypowiedzi! Do tego „nie znoszące sprzeciwu” – „ja i tylko ja mam rację”. Jeden z Czytelników zwrócił uwagę na wnikliwe wsłuchiwanie się w treść  dyskusji prowadzonych w TV czy radio. Najczęściej istota rozmowy sprowadza się do wykazania adwersarzowi, że jest „zły, gorszy, głupi”. Stąd na jego tle jestem „lepszy”, mam rację. Liczy się, jest ważna moja i tylko moja! A fakty – jakie i do czego potrzebne? Często szczegół urasta do „niepodważalnego” dowodu. Na tym polega współczesna narracja. Wątpicie, posłuchajcie ich.

Jesteście Państwo Czytelnicy od ponad roku absorbowani „tematem stanu wojennego”. Kto może dziś – po 40 latach – powiedzieć, że Generał miał komplet dowodów, dokumentów wskazujących, że nasi sojusznicy by weszli do Polski? (to osobny, kolejny temat publikacji). Postawmy pytanie- czego miał więcej, „twardych faktów” czy wątpliwości? Jaki szczegół „rozstrzygnął”, że podpisał do Rady Państwa wniosek rządu o pilne zwołanie posiedzenia i podjęcie decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego – pisałem kilka razy wcześniej. Przypomnę.12 grudnia w Gdańsku obraduje KKP Solidarności. Ma zdecydować czy 17 grudnia będzie strajk w wielu miastach Polski, w tym w Warszawie i Trójmieście, dla uczczenia wydarzeń 1970 r. Już po godz. 12-ej z sali obrad wychodzi tajny współpracownik SB (nazwisko znane), szef Zarządu Regionu „S” w Pile – telefonuje i  umówioną wypowiedzią- kodem podaje, że termin 17 grudnia jest aktualny (bez podania daty). Wiadomość dociera do Stolicy przed godz. 14-tą. Skutek – gen. Czesław Kiszczak natychmiast informuje Generała, który podpisuje wniosek rządu i wysyła do prof. Henryka Jabłońskiego, telefonicznie mówiąc o wysyłaniu pisma. Zaś gen. Kiszczakowi poleca – „zaczynaj”. Znaczyło rozpoczęcie uruchamiania sił MSW(MO, ZOMO). Poleca też gen. Florianowi Siwickiemu rozpoczęcie operacji wojskowej. Na zajęcie zaplanowanych obiektów i rejonów zgodnie planem obu skoordynowanych operacji potrzeba było 6-8 godz. Co było dalej- wiadomo.  Tu niektórzy „piaskowi eksperci” oraz „domorośli historycy” mogą aż podskakiwać z radości, że mają pewne dowody z tej publikacji. Jakie? – Generał rozmawia „słowami ogólnymi”, które znam od 2007 – 8 roku. Co one znaczą dla takich „fachowców”? Że rozmówcy bali się podsłuchów, że byli „pilnowani”, że „szli na pasku Moskwy”. Że bali się „solidarnościowego ludu”- przepraszam za to określenie. Piszę czytelnie- tak, Generał obawiał się w tej gorącej i napiętej atmosferze, by porywczy działacze Solidarności nie wezwali do strajków. Apelował przecież 13 grudnia – „niechaj w tym umęczonym kraju, który zaznał już tyle klęsk, tyle cierpień, nie popłynie ani jedna kropla polskiej krwi. Powstrzymajmy wspólnym wysiłkiem widmo wojny domowej. Chaos i demoralizacja przybrały rozmiary klęski. Naród osiągnął granice wytrzymałości psychicznej. Wielu ludzi ogarnia rozpacz. Już nie dni, lecz godziny przybliżają ogólnonarodową katastrofę”. Co się stało – wiadomo, kto winien śmierci, nie tylko 9 górników, kogo postawiono przed Sądem – też wiadomo. Zastanówcie się Państwo.

Refleksje Pana Adama Michnika

Że absolutnie, niemal zupełnie nie jest potrzebna wyobraźnia, szczególnie w przypadku podejmowania decyzji o znaczeniu politycznym, międzynarodowym czy wojskowym, których skutkiem mogą być tysiące ofiar, zmiany polityczne i terytorialne na wiele lat- zastanawiająco trafnego przemyślenia dostarcza Pan Adam Michnik. 

Oto jego ocena. „Są w polskiej historii postaci i wydarzenia, co do których zawsze będziemy się spierać, zawsze będą kontrowersyjne. Zawsze kontrowersyjna będzie postawa margrabiego Wielopolskiego i ocena Powstania Styczniowego, zawsze kontrowersyjny będzie spór o Powstanie Warszawskie. To nie można powiedzieć, że tylko jedni mają rację, a drudzy nie mają żadnych racji. I tak samo będzie z gen. Jaruzelskim. On nie będzie jednoznacznie oceniony w ten sam sposób przez wszystkich. Ja należę do pokolenia, które nigdy nie pogodziło się wewnętrznie ze stanem wojennym. Jak ja to na spokojnie analizuję, muszę powiedzieć, że ja naprawdę uważam, że Polsce groziła rosyjska interwencja i lepiej się stało –  przy wszystkich tragicznych aspektach stanu wojennego, ofiary kopalni Wujek i lepiej, że był to stan wojenny, a nie rosyjska interwencja, która mogła się skończyć nie stoma ofiarami a stoma tysiącami ofiar. Jak sobie przypomnimy, jak uparcie w tym czasie armia sowiecka walczyła w Afganistanie, co przedtem wyczyniała na Węgrzech… Kiedy ja poklepywałem Jaruzelskiego, to już nie miał żadnej władzy. To był człowiek bardzo często atakowany, flekowany przez ludzi, którzy przed 13 grudnia marzyli, żeby mu buty czyścić”. („Rechot starucha”, DT 19-20 stycznia 2022. Wcześniej rozmowa w TVN 24, „Tak Jest”, grudzień 2021). 

Co Państwo o tym myślicie? Mija 160 rocznica wybuchu Powstania Styczniowego – proszę zwrócić uwagę na – właśnie „narrację”. Proszę, zwróćcie uwagę na słowa- „Ja należę do pokolenia, które nigdy nie pogodziło się wewnętrznie ze stanem wojennym”. Zapytam wprost- dlaczego? Tu mogą być takie odpowiedzi – bo byłem internowany – oczywiście nie słusznie!, cierpiała moja rodzina. Proszę, oto niezwykły dowód abp Józefa Glempa – „Ja sam, kiedy sytuacja zaczęła się stabilizować, odwiedziłem internowane kobiety na Grochowie. To było dla mnie najsmutniejsze wspomnienie z tamtych dni. Nigdy nie widziałem tak rozdrażnionych i nienawidzących kobiet. To było bardzo przykre. Nie było zupełnie klimatu do spowiedzi, choć o taką proszono. Strażniczki także były rozdrażnione, choć mówiły o współczuciu z internowanymi kobietami”. Co Państwo o tym myślicie – na spokojnie po latach? Wracam do przerwanego wątku. Bo byłem pobity przez ZOMO – też nie słusznie!, bo strajkując to ja, tylko ja miałem rację. Oni w Warszawie mogli„sobie” wprowadzać stan wojenny „my w terenie”, w zakładzie pracy mamy „swoją” rację! Co dziś na takie „racje i myślenie” można odpowiedzieć, jeśli żadne fakty, dowody nie docierają? Na „jakiej, czyjej prawdzie” wychowujemy  naszą młodzież? Czy my – sędziwi Polacy nie poczuwamy się do odpowiedzialności za przyszłość tego pokolenia ?

Jeszcze abp Józef Glemp

Po latach kard. Józef Glemp przyznał w kilku wywiadach:

– „Pamiętam ogrom bólu i narzekań, pamiętam także epizod, jak siostry zakonne podawały żołnierzom i zomowcom, bo zima była wówczas sroga, gorącą herbatę. Był to gest miłosierdzia, pokazujący, że chrześcijaństwo jest ponad nienawiścią, a wówczas było dużo nienawiści. To były bardzo trudne dni”…

– „Ludzie przesadzali w eksponowaniu swoich cierpień. Wywierano naciski na biskupów, aby na sesjach Episkopatu wygłaszali przemówienia, napisane przez inne osoby. Ja do tego nie dopuściłem. Sprawdziliśmy, że zarzuty były nieprawdziwe: że ludzi nie skalpowano, nie biczowano. Mówiono o wydarzeniach wyimaginowanych, aby rozpalać nienawiść Oczywiście, miały miejsce także wydarzenia okrutne, i to straszne. Nie dało się uniknąć informacyjnego chaosu”; 

– „Nie kładźcie głowy pod topór, bracia robotnicy. Cena uciętej głowy będzie bardzo niska, a każda głowa i każda para rąk przyda się jeszcze Polsce” (Chomiczówka, pasterka 1981);

– „Najtrudniejszym momentem była pacyfikacja kopalni Wujek. Ja wierzyłem, że to był tylko epizod i że rząd nie będzie strzelał do obywateli, jak to było na Wybrzeżu w 1970 r. I to się potwierdziło, choć cierpienia było bardzo wiele, milicja i ZOMO często zachowywały się okrutnie i brutalnie”.

Państwu pozostawiam do namysłu i oceny szczegółowe wydarzenia  tamtego czasu. 

Czy oczekiwano rozlewu polskiej krwi?

Niektórzy mogą uznać to pytanie za obraźliwe. Przecież nikt rozsądny, nie tylko osoba bliska, a nawet obca, także narodowościowo, nikomu nie życzy bólu i cierpienia. Zdawałoby się – celowo używam tego słowa – logiczne, nie podlegające żadnej dyskusji. A jednak – oto dowody. Arcybiskup Bronisław Dąbrowski – „Rozmowy watykańskie”- (Instytut Wydawniczy PAX- 2001 r.) pod datą 22 grudzień 1981 roku, znajduje się relacja złożona Papieżowi Janowi Pawłowi II przez Sekretarza Episkopatu Polski (str. 239-240). „Ojciec Święty pytał o różne wydarzenia, o jakich mówiło radio i TV włoska oraz piszą gazety. Stwierdziliśmy w tym dużo przesady, a nawet sfałszowania faktów. Tym lepiej, powiedział Ojciec Święty i dodał – widzicie, jak konieczny był wasz przyjazd, szkoda, że nie wcześniej. Męczę się z tym, że nie znam prawdziwego stanu rzeczy”. Biskup wyjaśnił- nie jest prawdą, że w Polsce „leje się krew”. Że „w Radzie Wojennej są Rosjanie (Kulikow); gen. Jaruzelski bliski rozpaczy; zabitych jest bardzo wielu; internowanych przetrzymuje się w namiotach; wywożą aresztowanych do Rosji; biskupi nie mogą poruszać się po Polsce; p. Mazowiecki nie żyje; Wałęsa jest chory psychicznie. Wyjaśniłem wszystko zgodnie z rzeczywistością”. Wyjaśnienia te powtórzył kard. Casaroli, który stawiał podobne pytania, co świadczy iż Papież konsultował napływające informacje z TV i radia ze współpracownikami. 

Zwrócę Państwu uwagę – p. Mazowiecki nie żyje. Już 14 grudnia w Katedrze Notre Dame w Paryżu, kardynał Jean Marie Lustiger z udziałem wielu francuskich osobistości politycznych, odprawił mszę świętą za spokój duszy bestialsko zamordowanego Tadeusza Mazowieckiego. Sam „uśmiercony” i jego rodzina wielokrotnie dementowali ten fakt. Pytanie – komu wówczas  zależało na mnożeniu ofiar stanu wojennego, na wyolbrzymianiu jego dolegliwości  Dlaczego „tak szybko”- powtórzę, już 14 grudnia? Czy nie należało poczekać, upewnić się, komu tak się spieszyło – znacie Państwo odpowiedź, nawet po 40 latach? A Papież co miał o tym wszystkim myśleć i zapewne myślał – także o Generale, gdy poznał całą prawdę?  

Właśnie… prawda

„Polsce prawda jest potrzebna, lecz potrzebna jest również prawda o Polsce”. Tymi, m.in. słowami – Generał żegnał Papieża po III-ej pielgrzymce w 1987 r. Tu wspomnienie ks. Adama Bonieckiego -„Kiedy widziałem się z Janem Pawłem II po podróży do Polski z pożegnalnym przemówieniem generała Jaruzelskiego, w którym powiedział Papieżowi, że łatwo jest krytycznie przemawiać i  wyjechać (w domyśle: jak to czyni Papież), a z trudnościami i tak będą się borykać ci, którzy w Polsce  żyją i zostają, skomentowałem, że było to aroganckie. Jan Paweł II zdziwił się. Aroganckie? Nie, skądże. Przecież on miał rację”. Przeczytajcie Państwo raz jeszcze to krótkie wspomnienie w kontekście rozumienia uwarunkowań sytuacji, wpływających na decyzje i oceny „drugiej strony”, swojego rozmówcy. Przecież łatwo tu Państwo zauważycie, że Papież wczuwa się, „wchodzi” w rolę „szefa państwa” czyli Polski (sam nim był – Watykanu), którą bardzo łatwo krytykować, ośmieszać. Oczywiście, nie zauważając różnych wewnętrznych a także zewnętrznych złożoności. Papież doskonale rozumiał i pamiętał, choćby szukanie porozumienia z Solidarnością, pytając Generała o tę polityczną, społeczną i po prostu ludzką sferę wewnętrznego życia w Polsce. Dlatego okazywał Generałowi wyrazy szacunku na różne sposoby, niektóre niżej. 

 Parafrazując powyższą myśl, sentencję – uznałem ją za właściwą jako tytuł tej publikacji. Może niektórzy spośród Państwa Czytelników, gdy przeczytali tytuł tej publikacji- z głębokim westchnieniem i prawie z bezradnością wykrzykną… i znowu, a kiedy to się wreszcie skończy… Odpowiem, na tym i kolejnym tekście zakończę „temat stanu wojennego”. Natomiast teraz chcę  przedstawić swoje zdanie na Państwa szereg wątpliwości i refleksji po tekście „Za co?”…

Tak, najbliższa prawdy jest ocena, że Komitet Noblowski bardziej „patrzył” na polityczne „zapotrzebowanie” Zachodu, głównie USA, niż na rzeczywistą sytuację w Polsce. Miał przecież czas, by gruntownie i wnikliwie ją ocenić. Zgadzam się z Państwem, że Willy Brandt to „nie byle kto”. Jego ocenę Zachodu w wywiadzie TV, że ostre opinie o reżimie komunistycznych władz wojskowych w PRL są „płaskimi ogólnikami”, a ich autorzy to „bohaterowie cudzym kosztem” – zwyczajnie pominął. Także faktyczną ostrożność władz NRF w ocenie skrajnie krytycznej wobec naszej rzeczywistości. Także prawdą jest, że ta nagroda zaważyła na wiarygodności  i autorytecie Komitetu. Ktoś przypomniał mi, że Nagroda Nobla dla prezydenta USA Baracka Obamy też wywołała światowe echa i dość nieprzychylne komentarze.

Skoro piszę o zachowaniu Zachodu wobec Polski, taka ciekawostka z wywiadu płk Bogusława Kołodziejczaka dla GW, z 26.01.09. Mówi m.in. – „Kiedy już w 1990 r. byłem szefem misji wojskowej w Berlinie Zachodnim-już za ministra Krzysztofa Skubiszewskiego, też wszyscy z Zachodu dziękowali nam za stan wojenny. Na jednym z dyplomatycznych spotkań, podszedł do mnie Niemiec z senatu Berlina Zachodniego. Prosi, by pozdrowić gen. Jaruzelskiego i mówi-No, całe szczęście, że był stan wojenny, bo chyba Sowieci by weszli. Jak pan sądzi? Ja na to – „Nie wiem, ale jest tu pan Aleksiejew (konsul generalny ZSRR), niech on powie. A ten zaskoczony, stanął jak wryty i …potakująco skinął głową”. 

Zgadzam się z oceną Państwa, że samo utworzenie Solidarności było dla Zachodu nie lata sensacją i dokonał tego „zwykły robotnik”, też mogło być i było sensacją. A stało się za „żelazną kurtyną” i do tego bez rozlewu krwi – to fakt. I to najprawdopodobniej rozstrzygnęło o Noblu dla Pana Lecha Wałęsy. Ale tu już nie pamięta się, że władza szukając porozumienia z Solidarnością, powściągliwie reagowała na strajki i protesty, których było kilka tysięcy w latach 1980-81. To już bez żenady zapisano na konto Solidarności jako „strach władzy” przed jej siłą widoczną w masowości. Słusznie ktoś zapytał- czy są szanse sprowadzić tę tezę do realnych rozmiarów postrzegania stron, kładąc akcent na konieczność zapobieżenia rozlewowi krwi. Przecież mało kto wie, że Lech Wałęsa – pisałem poprzednio- zatrzymany 13 grudnia, przebywał w Otwocku, proszony, wręcz błagany o głos wzywający członków Solidarności do spokoju, do uniknięcia rozlewu krwi. Nie dla poparcia stanu wojennego. Czego bał się- posądzenia o sprzyjanie władzy? Uparcie pytam, a krew i cierpienia ludzi były mu obojętne? Liczyło się „jego ja”. Dopiero 26 stycznia 1982 r. przestał „przebywać” i jako internowany przewieziony do Arłamowa.

„Głupota i mądrość” 

Powyższy tytuł ma tekst Pana Tomasza Jastruna, w Przeglądzie nr 2 z 9-15.01.23. Autor m.in. pisze – Krzysztof Brożek, napisał nową biografię Lecha Wałęsy. „Książka wydaje mi się obiektywna, pisana bez litości do Wałęsy, ale też bez niechęci. Autor szuka prawdy o człowieku. W przypadku Wałęsy to niełatwe, gdyż jest wielu Wałęsów. Narcyz, interesowny, egotyczny, gadający głupstwa. I odważny działacz podziemia, potem przywódca obdarzony polityczną intuicją. Poruszające są rozdziały mówiące o agenturalnej przeszłości Wałęsy… Szlachetność łączy Wałęsa z podłością małego żulika. Głupotę z mądrością. Z mądrością? Może raczej ze sprytem. Wałęsa jest więc jak Haszkowski bohater, Szwejk. Nie wiadomo, geniusz czy idiota. Jak się zdaje, jedno i drugie jakimś cudem zmieściło się w Wałęsie”. Nie znam ani tytułu tej książki o Wałęsie – Pan Tomasz chyba przeoczył w publikacji, ani tym bardziej jej treści. Mimo to zachęcam Państwa do nabycia i przeczytania. Zachęcam też do stałego czytelnictwa Przeglądu, gdzie w każdym tygodniowym wydaniu znajdziecie Państwo interesującą lekturę. Dziękuję Redakcji za publikacje, łącząc na Nowy Rok życzenia- obfitości pomysłów publicystycznych, zainteresowania i życzliwości stale rosnącego grona tysięcy wiernych Czytelników. 

Skoro mowa o Lechu Wałęsie. Państwa komentarze skłoniły mnie do przypomnienia takiej wypowiedzi dla prasy sprzed wielu lat. „Nie było spotkania mego z Ojcem Świętym, w którym by się o niego nie zapytał. Czasami naprawdę byłem poirytowany. Bo przecież wielu ludzi innych z wolnej Polski było, też znaczących, i o nich pytań nie było. Było o generała. Coś tam było, co powodowało, że Ojciec Święty zawsze się nim interesował”. Właśnie – jak Państwo myślicie – „co powodowało, że Ojciec Święty zawsze się interesował” Generałem? Czy nie była to chęć utrwalania- także w świadomości Pana Lecha – PRAWDY o roli Generała w owych latach 1980-1989.  Mówiąc inaczej- akcentowanie przez Papieża odpowiedzialności Generała za dobro Polski i Rodaków. Wtedy Pan Lech Wałęsa rzadko wykazywał zrozumienie dla ówczesnej sytuacji, a kierował się różnymi innymi względami. Pozwolę sobie tu na uszczypliwość. Pan Lech był „poirytowany” pytaniami o Generała. A Papież miał mieć nieograniczoną cierpliwość i wyrozumiałość dla jego zachowań? Ciekawe co napisał o relacji Generał- Wałęsa autor w książce promowanej przez Pana Tomasza Jastruna.

Proszę o zwrócenie uwagi na poniższy fragment listu Papieża do Generała z 22 listopada 1989 r. – „Panie Prezydencie niejednokrotnie wracam myślą do treści naszych rozmów. Widzę, że dobro Rzeczypospolitej i jej obywateli stało się dobrem nadrzędnym. Nie przestaję modlić się i życzyć władzom oraz całemu narodowi, by wokół tego dobra skupił całe swoje siły i wolę”. Czy te słowa nie „obejmują myślą” też Pana Lecha Wałęsy, wtedy w 1989 r. tylko przewodniczącego Związku, gdy  kilka miesięcy później zacznie „wojnę na górze” o swoją prezydenturę, przez np. podjudzanie swoich popleczników do „zatruwania życia” poprzednikowi – pisałem wcześniej.

Jeszcze jeden dowód szczerego poważania Generała. 13 grudnia 1989 r. Papież Jan Paweł II przyjął na audiencji prywatnej prof. Bohdana Suchodolskiego (przewodniczący Narodowej Rady Kultury). W tej wizycie, towarzyszący Profesorowi Rafał Skąpski (przyjaciel Profesora i sekretarz Rady), zapamiętał taki fakt: „Z sali, w której toczyła się rozmowa, po pożegnaniu się z nami, pierwszy wychodził Papież. W drzwiach odwrócił się do nas, uśmiechnął się, uniósł dłoń i głośno powiedział „A nie zapomnijcie pozdrowić Pana Generała”(Zdanie, nr 1-2 z 2014)

Czym był stan wojenny?

Czas więc postawić to jedno z najtrudniejszych pytań. Trafnie Państwo zauważyli, że nie ma czytelnej oceny jako „zwycięstwa”. Nawet prof. Andrzej Paczkowski w książce „Wojna polsko – jaruzelska”, Wyd. Prószyński i S-ka, 2006 nie używa tego określenia. Choć słowo „wojna” jest nie tylko chybione ale i ośmiesza Profesora jako historyka. Czy do 2006 r. nie był w stanie „naukowo zbadać” także „jakości” tej „wojny”. Czy postawa społeczeństwa, jego stosunek do stanu wojennego nie skłaniał do zastanowienia czy „polsko- Jaruzelska”?. Podzielam ocenę i proszę wybaczyć, że pominę inne krytyczne oceny tej książki i „sztukę rozumienia” tamtej rzeczywistości Profesora. 

Sam Generał w książce pt. „Mniejsze zło” tak oceniał: „Stan wojenny był mniejszym złem dla wszystkich. Był mniejszym złem dla Polski, bo gdyby sprawy potoczyły się inaczej, ich konsekwencje byłyby katastrofalne. Ale zło nawet mniejsze pozostaje złem. Zwłaszcza wtedy, kiedy przynosi ofiary, cierpienia, dokuczliwości. Tragedia w kopalni Wujek to najbardziej bolesny tego wyraz”. Nie tylko w tej książce, ale w wielu innych publikacjach i wypowiedziach oceniał stan wojenny. Oto jego kolejna ocena. „Ja szczerze ubolewam nad tym, że doszło do wprowadzenia stanu wojennego, ale jednocześnie uznaję, że spełnił on swoją rolę. Był lekcją – i dla Jaruzelskiego, i dla Wałęsy, i dla wielu innych z obu stron. To prawda, że ta lekcja wiele nas kosztowała, ale na szczęście nie wykopała przepaści nie do przebycia i obiektywnie stworzyła warunki do przyszłego zbliżenia…Próby kwalifikowania stanu wojennego jako przestępstwa, zbrodni, chcąc nie chcąc, godzą także  w miliony ludzi, którzy go oczekiwali, którzy z jego koniecznością się liczyli, którzy go poparli, którzy w jego realizacji uczestniczyli,  którzy wreszcie w tym okresie zwyczajnie żyli i spokojnie pracowali”.

Zapytam – a jaką „lekcję o prawdzie” stanu wojennego wyciągnie dzisiejsze pokolenie, jeśli sędziwi Polacy będą milczeć nad kłamstwami i przeinaczeniami domorosłych narratorów, w tym o całym okresie PRL? Kolejny tekst o zagrożeniu interwencją sąsiadów – niebawem.

Gabriel Zmarzliński

Poprzedni

Informatyków niedostatek

Następny

Szanse i zagrożenia współczesnej globalizacji