Nasza chata z kraja

14 lis 2018

Bo jak z takim podejściem znaleźć wspólny język z resztą kontynentu?  Bo o zmarnowaniu okazji, żeby być w miejscu, gdzie gromadzi się reszta świata, jako o błędzie czysto taktycznym, szkoda nawet mówić. Cóż – pan Prezydent i Pan Premier woleli maszerować w Warszawie.

 

By uczcić stulecie zakończenia I wojny światowej w Paryżu pojawiło się 60 głów państw i szefów rządów. Tak spadkobierców państw Ententy, jak i państw centralnych. Polska była reprezentowana tylko na szczeblu ministerialnym – w języku dyplomacji oznacza to czysto rutynowe zaznaczenie, że w ogóle Warszawa tę okazję zauważyła, nie przywiązuje jednak do niej większej wagi.

 

Nasza chata z kraja.

Choć niby lubimy łudzić się wyobrażeniem, że Polska to „Serce Europy”.
Fakt – I wojna światowa w polskiej pamięci zbiorowej zajmuje dziwne miejsce. Nie była to „nasza wojna”. Stronami w niej były państwa zaborcze, więc trudno oczekiwać, żeby Polacy pamiętali ją jako „swoją” wojnę.
Jeśli już – to jako wojnę, w której efekcie, na skutek niebywałego zrządzenia dziejowego upadły wszystkie trzy – bo w 1918 r. nie było już ani imperialnych Niemiec, ani dualnej monarchii austro-węgierskiej, ani carskiej Rosji.
Co więcej – na wschodzie Europy sytuacja była ustabilizowana, bo Lenin miał w 1918 r. większe problemy niż kontynuowanie wojny z państwami centralnymi, której wielkiego sensu kontynuowania nie widział, woląc zawrzeć taktyczny pokój. I na tym polska refleksja nad „wojną prowadzoną po to, aby zakończyć wojny” się zwykle kończy. Czasem dodaje się tylko trochę frazesów o Polakach walczących na jej frontach pod cudzymi sztandarami, o taktycznych sojuszach różnych opcji.
To, żeby I wojna światowa – choć wojen nie zakończyła, lecz zaowocowała kolejną, jeszcze straszniejszą – miała dla dzisiejszej Europy konstytutywny charakter, umyka naszej refleksji całkowicie. Związek pomiędzy hekatombą na Polach Flandrii, między przeoraniem tkanki społecznej we wszystkich biorących udział w konflikcie państwach, między rewolucją bolszewicką w Rosji – przypomnijmy choćby na marginesie niechętnie przywoływany w dziś obowiązującej narracji fakt, że to Rosja Radziecka jako jedno z pierwszych państw uznała prawo Polaków do samostanowienia – między tym wszystkim, co stanowiło faktycznie o końcu dziewiętnastowiecznego świata – jest w dla nas przynajmniej nieoczywisty. Starczyła nam niepodległość.
Rzecz jasna – niepodległość znaczyła wiele, bardzo wiele. Trudno spodziewać się, żebyśmy wówczas, mając pilniejsze sprawy na głowie, przeżywali tak bardzo to, co działo się z resztą Europy, ale żeby to aż tak ignorować w późniejszym okresie – wydaje się mimo wszystko niezrozumiałe. Nie tylko niezrozumiałe, ale i szkodliwe, bo czyni Polskę wyobcowaną, wyłączoną ze wspólnoty – i to wspólnoty szerszej niż tylko Unia Europejska, ale w skali całego kontynentu.
Domniemana unikalność polskiego doświadczenia tego ani nie tłumaczy, ani nie usprawiedliwia.
Niezrozumienie doświadczenia pierwszowojennego w Polsce jest jednak kluczem do całego szeregu mentalnych pułapek, w które jak bardzo skłonni jesteśmy wpadać – czy to rozkoszując się myślą o tym, jak to zostaliśmy zdradzeni (o świcie, lub nie), osaczeni przez wrogów, w naszej samotności wobec klęsk znajdując perwersyjną wręcz przyjemność. Bo istotą jego niezrozumienia jest to, że widziana z polskiej perspektywy wojna może być tylko „nasza” (czyli słuszna) i „nie nasza” – czyli pozbawiona znaczenia. A ta wpada w tę drugą kategorię.
W moich uneskowych czasach tak się składało, że przez szereg lat z rzędu 11 listopada spędzałem w Paryżu.
Wtedy jeszcze żyli nieliczni weterani Grande Guerre. Z roku na rok ich szpaler ustawiony przed Łukiem Triumfalnym robił się jednak z nieuniknionych powodów coraz krótszy i krótszy. Dziś – według mojej wiedzy – nie ma wśród żyjących ani jednego, choćby najmłodszego.

 

We Francji

pamięć o I wojnie światowej trwała zawsze.
Diametralnie inaczej niż w Polsce – to była „ich wojna”. O konkretną sprawę. Choćby o zmazanie klęski pod Sedanem w 1870 r., o odzyskanie Alzacji i Lotaryngii. Element patriotycznej interpretacji w wyobrażeniach Francuzów był niezwykle silny. Silniejszy pewnie, niż w jakimkolwiek innym kraju. Ale i w tym kraju pamięć o latach 1914-1918 zmieniała się, i tak jak odchodzili na wieczną wartę ostatni, którzy pamiętali błotniste okopy zachodniego frontu, którego przesunięcie o kilkaset metrów w tę czy drugą stronę okupywane były dziesiątkami tysięcy zabitych, tak i w świadomości Francuzów coraz bardziej dominować zaczął inny punkt widzenia, wcześniej obecny, na przykład, w Wielkiej Brytanii – że była to wojna okrutna i bezsensowna, pełna traumy i cierpienia, będąca efektem beztroskiej polityki przywódców przełomu wieków i rozbuchanych sprzeczności wąsko rozumianych interesów.
Bo dziś nie da się już o tej wojnie w Europie opowiadać językiem sztandarów, werbli i uwielbienia dla tej czy innej monarchii.
Kto by tak czynił, popadałby w groteskowe naśladownictwo tytułowego bohatera „Przygód dobrego wojaka Szwejka”, gdy wygłaszał swoje patetyczno-patriotyczne cymbalstwa o tym, jak to pięknie jest polec za Najjaśniejszego Pana. W ten sposób dziedzictwo I wojny światowej, już za jej trwania trudnej do wytłumaczenia obywatelom, po stu latach ma tylko jeden wymiar – właśnie głęboko antywojenny. Nie jako wojny „naszej” lub „nie naszej”, ale takiej, w której wszystko jedno, kto w jakim mundurze został zabity i czy miał na głowie pikelhaubę czy hełm Adriana.

 

Europa tę drogę refleksji przeszła.

Dzięki temu 11 listopada 2018 r. w historycznym wagonie w Compiègne – replice tego, w którym w 1918 r. podpisano zawieszenie broni i w 1940 r. kapitulację Francji – mogli pojawić się prezydent Francji Emmanuel Macron i kanclerz Niemiec Angela Merkel i usiąść w nim obok siebie – nie naprzeciw. Mogli pochylać się nad ofiarami i tym samym umacniać w Europie perspektywę dalszych lat pokoju i integracji.
Obchody te dla Rosji były na tyle ważne, żeby pojawił się na nich prezydent Władimir Putin, swoją obecnością przypominając, że I wojna światowa to nie tylko koszmar frontu zachodniego, ale i dramat, jaki rozgrywał się na Wschodzie.
A Polski w tej obróconej w przyszłość narracji nie ma.
Jest cały czas anachroniczny sposób postrzegania tej wojny „nie naszej”. I wybiórczo traktowanej pamięci, w której zapisane są jeśli nie heroiczne – ale tylko nasze – klęski, to zdarzenia, które da się ubrać w kostium makabryczno-heroicznej zabawy połączonej z patriotycznym pobrzękiwaniem szabelką, albo choć pałką lub racą.
Skansen minionej epoki – epoki, której początek końca miał właśnie miejsce w 1918 r.

 

To źle rokuje.

Bo jak z takim podejściem znaleźć wspólny język z resztą kontynentu?
Bo o zmarnowaniu okazji, żeby być w miejscu, gdzie gromadzi się reszta świata, jako o błędzie czysto taktycznym, szkoda nawet mówić. Cóż – pan Prezydent i Pan Premier woleli maszerować w Warszawie.
Ciekawe, czy zadali sobie pytanie, jak by wyglądała niepodległość Polski, gdyby w 1919 r. polski rząd zignorował konferencję wersalską? Uważając, że nas to nie dotyczy.

Najnowsze

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

🔴 NOŻE W POLSKICH SZKOŁACH. MŁODZIEŻ POTRZEBUJE POMOCY, A PRAWICA I KOŚCIÓŁ WALCZĄ Z EDUKACJĄ ZDROWOTNĄ!

💔 Ostrołęka – dziewięć osób rannych. Pod Wyszkowem 15-latek śmiertelnie rani 37-letnią pracownicę szkoły. W Sierpcu policja udaremnia potencjalny atak.

Co dzieje się z polską szkołą? Dlaczego młodzi ludzie sięgają po przemoc? I gdzie są dorośli, którzy powinni im pomagać?

Polska szkoła uczy wzorów, dat i przygotowuje do egzaminów. Ale czy wystarczająco uczy empatii, tolerancji, radzenia sobie z emocjami, szacunku do drugiego człowieka i rozwiązywania konfliktów bez przemocy?

📢 Właśnie takie umiejętności miała rozwijać między innymi edukacja zdrowotna!

Tymczasem część prawicy i hierarchii Kościoła katolickiego rozpoczęła przeciwko niej polityczną krucjatę. Straszenie seksualizacją, „lewacką ideologią”, apele o wypisywanie dzieci z zajęć. W tej wojnie niemal zniknęła rozmowa o zdrowiu psychicznym, przemocy rówieśniczej i potrzebie budowania zdrowych relacji.

❗ W roku szkolnym 2025/2026 z nieobowiązkowej edukacji zdrowotnej korzystało zaledwie około 30 proc. uprawnionych uczniów.

❗ Badania pokazują, że przemoc, poniżanie i wyśmiewanie są codziennością wielu polskich uczniów.

❗ Wciąż brakuje łatwo dostępnej pomocy psychologicznej i skutecznego reagowania na zgłaszane problemy.

Nie można twierdzić, że polityczna walka z edukacją zdrowotną spowodowała ostatnie tragedie. Ale można i trzeba zapytać, dlaczego zamiast wspólnie budować bezpieczną szkołę, politycy i duchowni uczynili z edukacji kolejne pole ideologicznej bitwy.

Bo młodzież nie potrzebuje następnej wojny światopoglądowej dorosłych. Potrzebuje psychologów, mądrych nauczycieli, rozmowy, akceptacji i szkoły, która uczy nie tylko zdawania egzaminów, ale również życia w społeczeństwie.

⚠️ Czy naprawdę musimy czekać na kolejne tragedie, żeby zrozumieć, że empatia, tolerancja i zdrowie psychiczne nie są żadną ideologią?!

🔴 Kto nauczy nasze dzieci szacunku, jeśli dorośli wolą prowadzić ideologiczne wojny?

👉 O przemocy, zaniedbaniach polskiej szkoły, odpowiedzialności państwa i wojnie prawicy z edukacją zdrowotną piszemy w najnowszym artykule na TRYBUNA.INFO.

PRZECZYTAJ. BO CHODZI O BEZPIECZEŃSTWO NASZYCH DZIECI.

Budżet 2027: 5,8 mld zł na mieszkania w czasie kryzysu

Budżet 2027: 5,8 mld zł na mieszkania w czasie kryzysu

Sejm szykuje się do burzliwej debaty o budżecie 2027, gdzie wydatki państwa przekraczają bilion złotych, ale na mieszkalnictwo wpuszczono tylko żałosne 5,8 miliarda złotych. Przy takiej kwocie, czy można mówić o poważnym rozwiązaniu kryzysu mieszkaniowego? Bezpieczeństwo obywateli to nie tylko wojsko, ale też dostęp do zdrowia, edukacji i mieszkań. Wydatki na sprzęt wojskowy rosną, a mieszkalnictwo pozostaje na marginesie. To, co z tego budżetu dostaną obywatele, pokazuje, jakie są prawdziwe priorytety rządu.

Kryzys mieszkaniowy w Europie: co obiecała Lewica?

Kryzys mieszkaniowy w Europie: co obiecała Lewica?

Europa zaczyna mówić językiem, którym Lewica mówiła wcześniej.
Parlament Europejski zajął się kryzysem dostępności mieszkań, podkreślając wzrost cen mieszkań i czynszów. Młodzi ludzie często pozostają u rodziców, mimo posiadania stabilnych dochodów. Lewica, będąca częścią koalicji rządowej, zwiększyła wydatki na mieszkalnictwo, jednak wciąż daleko jej do obiecanych kwot. Aby zrealizować hasło „Mieszkanie prawem, nie towarem”, Lewica musi skonfrontować się z realiami rządzenia .

Sprawdź również

Od PRL do epoki sztucznej inteligencji.

Od PRL do epoki sztucznej inteligencji.

Państwo oddało gospodarkę w prywatne ręce, ale biurokracja nadal kosztuje miliardy W 1989 roku w polskiej administracji pracowało około 162 tys. osób. W 2024 roku administracja państwowa i samorządowa liczyła już blisko 446 tys. etatów. W PRL państwo kontrolowało...

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

Noże w szkołach, wojna z edukacją zdrowotną.

Kto nauczy młodzież empatii? W Ostrołęce dziewięć osób zostało rannych. Dzień później pod Wyszkowem 15-latek śmiertelnie ugodził nożem pracownicę szkoły. W Sierpcu policja udaremniła kolejny potencjalny atak. Polska znów pyta, skąd bierze się przemoc wśród młodych...

NFZ: Ograniczenia wynagrodzeń lekarzy w Polsce.

NFZ: Ograniczenia wynagrodzeń lekarzy w Polsce.

Czy uratuje NFZ, czy lekarze odpłyną z publicznej ochrony zdrowia? 240 zł brutto za godzinę, maksymalnie około 38 tys. zł miesięcznie przy jednym etacie i niespełna 77 tys. przy dwóch. Rząd chce postawić tamę najwyższym wynagrodzeniom finansowanym przez NFZ. Problem...

Emigracja Polaków: Powroty do Ojczyzny czy nowe kierunki?

Emigracja Polaków: Powroty do Ojczyzny czy nowe kierunki?

Bociany odlatują do ciepłych krajów, a Polacy wracają do Polski. Na stałe, cieszy się z tego polscy patrioci. Ostatnią, z kilku „wielkich emigracji” Polaków, obserwowaliśmy na początku XXI wieku. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku wielu polskich...