Marzenie o normalności

O polityce, rynku prasowym, grzechach kościoła i Rosji – z Darkiem Cycholem, założycielem i redaktorem naczelnym nowego ogólnopolskiego tygodnika opinii „Fakty po Mitach” rozmawiają Piotr Gadzinowski i Tadeusz T. Jasiński.

Piotr Gadzinowski (P.G.): ludzie w mieście gadają…
Dariusz Cychol: A gadają dużo…
P.G.: … że startujesz z nowym tygodnikiem.
Prawda. Odpalamy nowy ogólnopolski tygodnik opinii „Fakty po Mitach”. Najbardziej antyklerykalne pismo w kraju!
Tadeusz T. Jasiński (T.J.): „My” to znaczy kto?
Grono sympatyków idei świeckiej Polski i znakomity zespół redakcyjny.
T.J.: Czyli, jak rozumiem, tworzycie „Fakty i Mity”- bis…
Nie mów tak nieładnie, bo gdyby Bóg istniał pokarałby cię okrutnie! Tworzymy zupełnie nowe pismo, z inną dynamiką przekazu, inną proporcją tekstów, inną filozofią prezentacji rzeczywistości i inną grafiką. Przeważająca część zespołu współpracowała do niedawna z „Faktami i Mitami”, ale też na stałe, pod prawdziwymi nazwiskami lub pod pseudonimami, publikowała i publikuje w innych pismach. Czasy mamy tak porąbane, że coraz częściej podpisanie się pod zaangażowanym tekstem wymaga sporej odwagi.
T.J.: To dobry pomysł? W czasie kiedy PiS pręży muskuły, a „FiM” padły…
Zaraz! Pismo, którym miałem przyjemność kierować przez ostatnie lata nie padło. Nie pokonała nas armia Macierewicza, prokuratorzy Ziobry, upolitycznione sądy, szpiedzy Kamińskiego ani nawet intelekt Suskiego. Nie pokonał nas polski kler, Covid-19, ani nawet trudny rynek prasowy. Zniknęliśmy z rynku, bo taka była wola współwłaścicielki pisma.
P.G.: Dlaczego?
Wybacz, ale nie chcę analizować tego, czego nie obejmuję rozumem. Analizy takie to strata czasu. Wolę działać.
P.G.: No dobra, ale tak poważnie: nie boicie się ryzyka finansowego? Powiedz prawdę – skąd macie pieniądze?
Ryzyko w naszej branży zawsze jest duże. Wystarczy, że coś wydarzy się między wysłaniem pisma do drukarni, a momentem pojawienia się go w kioskach – np. „nie trafisz z okładką” i taki pozorny drobiazg może pogrzebać cały projekt. Nie sprzedajemy chleba, butów, mydła, ani proszków do prania, czyli towarów pierwszej potrzeby. Sprzedajemy myśli – towar coraz mniej poszukiwany. Cóż, takie mamy czasy… Ale wierze, że osób chcących uzupełniać swą wiedzę jest na tyle dużo, że będzie miał kto sięgnąć po pismo alternatywne, podejmujące tematy kontrowersyjne, niewygodne władzy PiS i tej prawdziwej – klerowi.
A skąd pieniądze? Szczerze mówiąc same się znalazły. W maju widziałem, że „Fakty i Mity” idą w bardzo złą stronę; tak jakby dążyły do samozagłady. Zacząłem prowadzić rozmowy sondażowe z potencjalnymi inwestorami i myśleliśmy o ocaleniu pisma poprzez odkupienie go od właścicielki. Ale w czerwcu zakomunikowała, że chce dalej wydawać pismo. Przeprosiłem inwestorów i znalazłem dla siebie inne miejsce. W lipcu z kolei zakomunikowała, że jednak chce zamknąć tytuł i „wystawiła” go na sprzedaż. Dosłownie jak worek ziemniaków. Jednak przejęciem tytułu zainteresowany był likwidator spółki, która wydawała pismo i coś tam organizował za plecami właścicielki. Sytuacja zrobiła się na tyle głupia, że znowu zrezygnowałem. Kiedy już wiadomo było, że tygodnik z ponad 20 letnią historią spadnie ze sklepowych półek, rozdzwoniły się telefony…
T.J.: …ludzi z workami pieniędzy?
Wieloma (śmiech). Dzwonili dziennikarze z zespołu, którym miałem przyjemność kierować. Pytali „czy” mam jakieś plany wydawnicze. Usłyszałem też w słuchawce bardzo charakterystyczny głos, osoby, którą niezwykle lubię, który to głos zapytał mnie nie „czy”, lecz „kiedy?”. Zamurowało mnie na trochę. Opowiedziałem o ryzyku, o potężnych pieniądzach, które potrzebne są na start…
P.G.: no, mów kto to był!
Zaraz! Daj mi się wygadać. Kiedy tak jęczałem, głos przemówił: „Cycholu kochany. Brak pieniędzy to nie tragedia, a tylko jakaś tam trudność”. No i w 10 dni uzbieraliśmy potrzebną sumę. Bez apeli i namawiania, większe i mniejsze sumy deklarowali pracownicy, współpracownicy, dziennikarze dopiero co zamkniętego tytułu. Brakującą kwotę pokrył „głos”, czyli znakomita felietonistka, przemądra i przeurocza posłanka Lewicy – Pani prof. Joanna Senyszyn.
T.J.: No to mamy hit! Profesor Senyszyn wchodzi w rynek prasowy?
Już weszła: śmiało i zdecydowanie. Jest nawet wiceprezesem zarządu spółki wydającej „Fakty po Mitach”. Widzę jak wam oczy zabłyszczały na dźwięk tego nazwiska. Chyba muszę wprowadzić pani profesor zakaz konkurencji, bo Piotr patrzy tak, jakby już chciał ją podkupić i zabrać do „Trybuny”. Nic z tego: nie oddamy Joanny!
Tak bardziej poważnie, kończąc wątek pieniędzy, to fortuny nie zebraliśmy, ale mamy miłą dla oka i wyobraźni sumę, która na początek pokryje koszty naszego funkcjonowania. Deklaracje wejścia kapitałowego w spółkę spływają cały czas. Za 3 miesiące planujemy podwyższenie kapitału, bo chętnych jest coraz więcej. Najpierw wzruszało mnie to wszystko, a teraz po prostu każe myśleć…
P.G.: Że taki popularny jesteś?
Gdyby popularność mierzyć pieniędzmi, to nie rozmawialibyśmy dzisiaj, bo nie musiałbyś pracować. Żałuję, ale słowo „Cychol” nie otwiera jeszcze portfeli. Ludzie decydują się na pomoc w uruchomieniu nowego pisma, bo widzą, że jest ono potrzebne. Że Polska traci swoją suwerenność na rzecz obcego, imperialistycznego mocarstwa – Watykanu. Że rośnie kasta nietykalnych pasibrzuchów, którzy z inwigilacją najmłodszych zeszli już z poziomu szkół do przedszkoli. Że dyskutując o wielokroć zgwałconej Konstytucji zapominamy o jednym z jej głównych zapisów – o świeckości państwa. Moje uczucia przechodzą więc pewną metamorfozę: od zszokowania, poprzez radość do coraz większego poczucia odpowiedzialności.
T.J.: Da się zarobić na walce z wiarą?
A skąd niby mam to wiedzieć? Znasz kogoś kto z nią walczy i zarabia na tym? OK, rozumiem do czego „pijesz”, ale to kompletnie błędne założenia. Nikt z naszego zespołu nie walczył i nie walczy z wiarą. Są wśród nas ateiści, agnostycy i osoby głęboko wierzące. Jest buddyjka, jest pastafarianin, jest aktywny pastor, są osoby prawosławne, wyznawcy wiary mojżeszowej i bardzo spora rzesza katolików. Współpracują z nami – oczywiście nieoficjalnie – duchowni. Jest kilku absolwentów katolickich wyższych uczelni. Świetnie się dogadujemy, bo traktujemy religię jako sferę tak głęboko prywatną, że nie rozmawiamy o wierze. Łączą nas marzenia o normalności: o świeckim państwie, o wolności słowa, o równych prawach wszystkich mniejszości; o państwie rozumnych obywateli. Walka? Jeśli z czymś walczymy to z klerykalizacją życia publicznego i patologiami zorganizowanych ruchów religijnych.
T.J.: I naprawdę nie kłócicie się na tym polu?
Naprawdę! No bo i po co? Uwielbiam popełnić butelkę herbaty z naszym wspaniałym publicystą i genialnym biblistą, bratem Bolesławem Parmą. Rozmawiamy o wszystkim i – zapewniam – darzymy się nie tylko szacunkiem ale i przyjaźnią. I wcale nie przeszkadza mi, ateiście, życzyć co tydzień swemu wierzącemu Przyjacielowi „dobrego szabatu”. Co w tym złego?
P.G.: Co czytelnik znajdzie w „Faktach po Mitach”?
Znajdzie świetną, rzetelną informację z zakresu nieznanego powszechnie, a bardzo paskudnego oblicza polskiego kleru, cotygodniową świetną analizę sceny politycznej autorstwa jednego z ministrów w kancelarii Prezydenta A. Kwaśniewskiego, wciągające bo inne od wszystkich korespondencje z USA pióra niezawodnego Janusza Zawodnego i… Rosji, autorstwa świetnego dziennikarza Siergieja Rykova. Myśli trójki felietonistów, czyli Pani prof. Senyszyn, red. Gadzinowskiego i … moje nieśmiałe próby dorównania Wam poziomem. Będzie stała kronika wydarzeń watykańskich pióra znanego watykanisty Waldemara Jańca, „alternatywny” horoskop Hanny Bakuły, popularne kulinaria Joanny Cyterskiej, krzyżówka z przewrotnym hasłem. Będą też odsłony wypaczeń Biblii autorstwa niezastąpionego biblisty Bolesława Parmy. Będzie w końcu prawdziwy reportaż – gatunek cudny lecz zanikający w polskich mediach.
T.J.: A czym zaskoczycie nas w pierwszym numerze?
Hmmm…. Zaskoczeń będzie naprawdę wiele i trudno mi rekomendować jakąś jedną konkretną publikację. Szczególnie mocno polecam duży reportaż o barwnej aferze seksualnej w jednym z polskich monastyrów, szokujący obraz bojówek kościelnych – karnych, wyszkolonych, uzbrojonych. Wyjdziemy na kanwie rocznicy napaści ZSRR na Polskę z września 1939 r. Warto przy tej okazji pokusić się o głębszą refleksję na temat stalinizmu i jego ofiar. Będzie to możliwe dzięki reportażowi S. Rykova „Dom na Niebierieżnej”.
T.J.: Wspomniałeś o korespondencjach z Rosji. Skąd ten pomysł?
W zasadzie odpowiedzią na to pytanie jest Twoje zdziwienie. Dlaczego? Bo ich nie ma! Kiedy czytaliście o Rosji coś innego niż tylko biadolenie na W. Putina? Wbija się nam do głów, że Rosjanie to nasi naturalni wrogowie. Tak jakby nie kochali dzieci, nie uśmiechali się przy stole, nie płakali ze wzruszenia. Takim właśnie obrazem sąsiada karmią nas tzw. media głównego nurtu. A czy nie jest ciekawe przeczytać jak Rosjanie radzą sobie z piętnem stalinizmu? Albo jaką drogę przeszli budując swoją świadomość narodową po rozpadzie ZSRR? Wiesz coś konkretnego o wpływie kleru cerkiewnego na politykę Rosji? Wiesz coś o ich współczesnej kinematografii albo muzyce?
Stosunki z Rosją są najgorsze od 1939 r. i za stan ten winię przede wszystkim kolejne polskie rządy, choć i oni oczywiście grają „polską kartą”. To nie tylko głupie ale i podłe. Dlaczego nie potrafimy wyciągać wniosków z historii i zrozumieć, że jej lekcje winny nasz czegoś uczyć? Postępując inaczej bezcześcimy ofiarę tych, którzy oddawali życie za nasze narody. Doszliśmy do tego, że obiektywne pisanie o Rosji postrzegane jest jako „prorosyjskie” i sprzeczne z czymś co jacyś zawodowi kłamcy określają „polską racją stanu”. Skoro „racja” ta nie pokrywa się z rozumem to znaczy, że jest po prostu głupia. Dlaczego mamy się na to godzić?
Ale to nie tylko kwestia postrzegania Rosji. Równie nieprawdziwy jest obraz Stanów Zjednoczonych kreowanych na symbol wolności i obrońcy światowego pokoju. Głupie to, bo przecież nikt w XX wieku nie wywołał na świecie tylu wojen co oni. Jako jedyni zresztą zdecydowali się do użycia najokrutniejszej z broni stworzonych przez człowieka – bomby atomowej, zabijając w dwóch atakach ok. 150 tys. cywilów, a drugie tyle wysyłając do lepszego świata na skutek choroby popromiennej. Chcemy pokazywać inny niż ten z amerykańskiego holdingu TVN obraz Amerykanów. Ani dobry, ani zły – po prostu prawdziwy.
Tylko obiektywne pisanie o USA znowu będzie uznane za sprzeczne z „polską racją stanu”. Wygląda więc na to, że będziemy bardzo niepoprawni, bo o Watykanie i jego polskiej agenturze też piszemy obiektywnie, czyli „niezgodnie z racją stanu”.
T.J.: Skąd u Ciebie taki antyklerykalizm?
Nie wiem… Może dlatego, że mierzi mnie katolicyzm w polskim wydaniu: bezrefleksyjny, pozbawiony duchowości, obłudny i pusty. Gdyby ktoś szukał dowodów na nieistnienie Boga, jako dowód mógłby mu posłużyć obraz polskiego kleru. No i stan wiedzy przeciętnego polskiego katolika o chrześcijaństwie. Za nazwanie Jezusa Chrystusa Żydem można przecież dostać w mordę, a przypisanie żydowskich korzeni jego mamie jest równoznaczne z połamaniem żeber. Przeciętny polski „katol” młodego pokolenia wie, że Jezus był Polakiem bo ma matkę z Częstochowy i to mu absolutnie wystarcza. Wiedzę tę zdobywał zresztą przez wieloletnią edukację którą myśmy mu zafundowali płacąc podatki. A może jestem antyklerykałem bo jestem patriotą? Naprawdę nie wiem dlaczego nim jestem, ale jestem z całą pewnością.
P.G.: Planujecie nawiązać jakąś bliską współpracę z innymi mediami?
Jasne! Prócz znakomitej „Trybuny”, już współpracujemy z tygodnikiem „Przegląd”, magazynem „Res Humana”, radiem internetowym „Halo-radio” Kuby Wątłego, portalami koduj24.pl i strajk.eu oraz wieloma, wieloma redakcjami pism i portali regionalnych. Mamy też stałych współpracowników za granicą, m.in. w USA, Rosji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Izraelu, Turcji, Skandynawii, Litwie, Białorusi, Ukrainie. Każdy z nich związany jest z jedną lub nawet kilkoma miejscowymi redakcjami.
T.J.: A partiami politycznymi?
Nie. Tygodnik – jako produkt finalny – jest efektem swoistego kompromisu: wyważeniem racji członków zespołu redakcyjnego. Nie interesują mnie poglądy polityczne dziennikarzy i ich sympatie partyjne. Niech się bratają z kim chcą; no może prawie z każdym (śmiech), ale nie pozwolę zrobić z naszego pisma organu jakiejkolwiek partii.
T.J.: Skoro chcecie być tak poprawni, to może i z reżimem nie będziecie walczyć?
Bez przesady. Tego akurat wymaga przyzwoitość.
P.G.: Na jaką sprzedaż liczycie?
Hmmm… Na początek zadowolimy się 1/10 sprzedaży „NIE” w okresie świetności – tak 75 tys. egzemplarzy, czyli mniej więcej taką, jaką ma u nas niemiecki „Newsweek” wydawany na amerykańskiej licencji. To chyba nie są zbyt wygórowane oczekiwania.
P.G.: Skąd ten optymizm?
Bo u nas będzie co czytać.
T.J.: Kiedy debiut rynkowy?
Dajcie to Panowie wytłuszczoną czcionką, a najlepiej w ramce:
spotykamy się przy kioskach w piątek 18 września.
A potem w każdy kolejny piątek. Tak długo, dopóki nie zapędzimy każdego pasibrzucha do uczciwej pracy, nie zmusimy ich do płacenia podatków, dopóki nie wyprowadzimy ich z przedszkoli, szkół, urzędów państwowych, szpitali. Dopóki nie znacjonalizujemy zagrabionych przez nich majątków i nie wtrącimy do więzień wszystkich pedofilów w sutannach.
Pomóżcie nam w tym, Szanowni Państwo, kupując nasze pismo. Jeśli możecie – kupujcie po kilka egzemplarzy i rozdawajcie je znajomym, sąsiadom. Niech Polska o nas usłyszy! Uwierzcie: nie warto się bać. Jest nas naprawdę wielu. Zróbmy razem to, czego nie chcą zrobić politycy: przywróćmy w kraju normalność!
P.G. Teraz i na zawsze!
Amen!

Dariusz Cychol – lat 57. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Łomonosowa w Moskwie, aktualnie doktorant Uniwersytetu Przyjaźni Narodów (RUDN). Dziennikarz agencyjny – PA INTERPRESS, PAP, prasowy – m.in. tygodnik „itd.”, „NIE” (z-ca red. naczelnego), telewizyjny – TVP INFO i TVP Regionalna. Do lipca br. redaktor naczelny tygodnika „Fakty i Mity”.