Przypowieść o Pawle

Parę lat temu straciłem wygodną robotę, która nie dawała mi żadnej satysfakcji, ale dawała mi pieniądze. No i wiedzę. Czyli w sumie jakąś satysfakcję jednak dawała. Ale jak to mówią spece od kołczingu, pozbawiono mnie mojej cieplutkiej strefy komfortu, w której tkwiłem przez ponad dekadę. W międzyczasie dano mi do zrozumienia, że muszę przejść na samozatrudnienie, jeśli chcę w tej strefie jeszcze trochę pozostać. Rok się tak przemęczyłem, jako jednoosbowa działalność… Mój kolega z kapeli, który swego czasu mieszkał na wsi pod Warszawą, opowiedział mi niedawno pewną, pouczającą historię. Pewnego, ciepłego wieczora zorganizował w domu pod miastem imprezę, na którą zjechało się bardzo dużo ludzi. Napatoczył się też, z braku lepszego pomysłu na życie, Paweł, sąsiad, nieszkodliwy schizofrenik, lat ok.40, mieszkający od zawsze z matką. Kiedy skończyła się wódka, kolega dał Pawłowi parę groszy i wysłał go na „metę” po następną flaszkę, gdyż sklep był już nieczynny, a zapasy dawno wyszły. Paweł poszedł, towarzystwo czekało…ale się nie doczekało. Nazajutrz mój kolega spotyka Pawła pod płotem, przy obejściu. Zapytuje go, co się stało. Nic-rzecze tamten. A gdzie pieniądze, gdzie wódka? Ot, odpowiada Paweł, jak wracałem z flaszką, to nie chciało mi się już do was zachodzić, więc poszedłem do domu, a wódkę wypilim właśnie z matką do śniadania. Rząd, ustami premiera, obwieścił właśnie, że każdy obywatel do 26 roku życia, który pójdzie do pracy, będzie zwolniony z podatku. I to jest w tej bajeczce ta kasa na wódkę od mojego kolegi. Niemniej, jak ktoś wpadnie na pomysł, żeby dokonać na swojej osobie samozatrudnienia, nawet przed ukończeniem 26 lat, z podatku zwolniony nie będzie. I to w tej historii jest właśnie pan Paweł, który co prawda po wódkę poszedł, ale już nie doniósł. Niewiele później, dało się usłyszeć, już nie z ust premiera, a z wrażych mediów, że rząd planuje od 2020 r. podnieć składkę ZUS dla biznesu. Z 1300 prawie, która obowiązuje dziś, do 1500 zł. Argumentuje to potencjalnym wzrostem płac. Jak mniemam, finał będzie taki, jak w historyjce o Pawle i wódce-nie dość, że przedsiębiorczy, młody człowiek, który ma pomysł na własny interes, nie dostanie podatkowej wolnizny, to jeszcze, jak skończy mu się „mały ZUS” dostanie domiar z „dużego”. Innymi słowy, państwo ustami swoich najlepszych synów (czyt. pan Paweł) pije szampana (czyt. wódkę), na którą zrzucili się mali przedsiębiorcy (czyt. mój kolega ze wsi pod Warszawą).
Pojechaliśmy w bożociałowy łykend grupą koleżeńską nad jezioro kołowy Iławy. Spędziliśmy naprawdę urocze chwila z dala od miasta, a co najważniejsze, od innych ludzi, w zupełnej niemal głuszy. Do „gieesu” chodziliśmy z dziećmi na piechotę, polną dróżką, jak drzewiej. Dzień po tym, gdy zakotwiczyliśmy nad jeziorem, dojechali do nas znajomi, którzy akuratnie bawili na monciaku w Sopocie od dwóch dni wcześniej. Opaleni, szczęśliwi, lekko skacowani. Pytamy więc, jak było. Nie no, super, rewelacja. Mnóstwo ludzi, ukrop jak w piekle, przepełnione knajpy, śnięta, mrożona ryba, ciepłe piwo…ale za to drogo!

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW. Występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *