2 grudnia 2022

loader

Solaris: walka trwa!

Solaris żyje z zamówień publicznych, w znacznej mierze od polskich samorządów. Lokalne władze powinny stanąć po stronie strajkujących pracowników – mówili związkowcy podczas demonstracji w Poznaniu 14 lutego. Strajk w Solarisie trwa już czwarty tydzień.

Protest zaczął się 24 stycznia i nadal nie widać jego zakończenia. 15 lutego, już po zamknięciu numeru „Trybuny”, znany będzie rezultat kolejnego spotkania między zarządem a związkowcami. Stanowiska stron nie uległy zmianie. Załoga chce „ośmiu stów” – podwyżki dla każdego pracownika w wysokości 800 zł brutto. Zarząd twierdzi, że nie ma na to pieniędzy. To zupełnie inna retoryka, niż we wcześniejszych wywiadach prezesa, który chwalił się rekordowym zyskiem w 2020 r. i znakomitymi perspektywami firmy na rynku autobusów elektrycznych czy wodorowych.
Kto kupuje autobusy?
W poniedziałek związkowcy z Inicjatywy Pracowniczej, którzy nie maj struktur w Solarisie, ale zwołali wiec solidarnościowy, przyponnieli, że zyski Solarisa pochodzą w gruncie rzeczy z kieszeni podatników. Przecież to miasta kupują autobusy, nie prywatni odbiorcy.
– Ostatnio miasto zamówiło w Solarisie kolejne 37 autobusów za 90 mln zł – mówił przed poznańskim urzędem miasta Antoni Wiesztort, działacz IP. Nawiązywał do faktu, że w Poznaniu zdecydowana większość eksploatowanych pojazdów pochodzi z fabryki w Bolechowie. – A z zamówień publicznych nie może być finansowany wyzysk w firmie. Domagamy się więc reakcji władz miasta, a w ślad za nią – innych miast. Prezydent powinien wyjść ze swojego komfortowego biura i poprzeć pracowników.
Jacek Jaśkowiak, jeśli był w pracy, nie posłuchał jednak tego apelu. Uczestnicy zgromadzenia skandowali następnie „Zarząd do roboty za trzy tysiące złotych”. Natomiast aktywistka Inicjatywy Pracowniczej w Amazonie Agnieszka Mróz przypomniała, że protest w Solarisie ma znaczenie dla wszystkich pracowników w Polsce. Jeśli zostanie wygrany, innym grupom zawodowym tym łatwiej będzie się organizować i walczyć o swoje.
Przegrać strajk? Nie ma takiej opcji
Nikt spośród strajkujących nie dopuszcza możliwości, by strajk zakończył się klęską.
Jak powiedzieli nam pracownicy pierwszej zmiany, z którymi udało się porozmawiać przed fabryką – wstęp na hale jest dla dziennikarzy zamknięty – wśród załogi rozpuszczane są pogłoski, że protest może doprowadzić do zwolnień grupowych lub nawet do przeniesienia produkcji do Hiszpaniii. To ostatnie kwitowane jest śmiechem, bo jeśli zarządowi zależy na tym, by pracownikom nie płacić za dużo, to przecież w Europie Zachodniej będzie to dużo trudniejsze. Załoga podkreśla również, że do montowania autobusów potrzebne są wysokiej klasy umiejętności i doświadczenie. To nie jest praca, którą z powodzeniem wykonają ludzie zatrudnieni „na szybko”. – Chociaż członkowie zarządu zdają się tak myśleć – ze smutkiem zauważają pracownicy.
Załoga obawia się również, że pojazdy, które teraz są wypuszczane z fabryki, wrócą do niej do poprawki. To autobusy, które przed strajkiem były już prawie gotowe. Ostatnie prace przy nich wykonują pracownicy zatrudniani przez firmy zewnętrzne, cudzoziemcy, którzy z oczywistych powodów nie strajkują. Często przechodzą oni tylko podstswowe szkolenie. – Potem powiedzą, że błędy to nasza wina – mówią pracownicy.
Ale nie poddają się. Zamierzają walczyć do zwycięstwa. Bo czują, że to nie tylko walka o „osiem stów”, ale o godne traktowanie.

Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Poprzedni

Moje kontakty z Kosowem…

Następny

Słabe siły zbrojne