Wódeczka pod ochroną

Należy pamiętać ile, kiedy, gdzie i z kim pić alkohol. To samo niejako dotyczy słów pisanych o trunkach.

 

W polskim wydaniu wolności każdy może budować jak chce, jeździć na rowerze nie znając, ani też nie przestrzegając przepisów o ruchu drogowym, wreszcie każdy pełnoletni ma niepodważalne, obywatelskie prawo do zakupu alkoholu w każdym czasie i w najbardziej dogodnym dla niego miejscu. Utrudnienia w sprzedaży napojów wyskokowych, także jako ograniczenie wolnego handlu, odrzuciliśmy raz na zawsze, a jakiś ich powrót oznacza, że PiS – zdaniem niektórych – będący autorem zmiany, tym razem, ustawy dotyczącej tych problemów, wstępuje na próg prohibicji. Polakowi bowiem potrzebne są przez całą dobę wóda i piwsko bardziej niż wszystko inne – do pracy, do przedszkola czy szkoły, nie mówiąc już o kościele, może mieć daleko i nadto na określone godziny, ale do wódopoju musi być blisko przez cały czas.

 

Tłumaczenie,

że w innych krajach piją zdecydowanie więcej niż u nas, że tylko 18 proc. Polaków ma problemy z alkoholem wypijając aż 70 proc. ogólnonarodowego spożycia tego trunku, wreszcie, że w 60 proc. przyczyną upicia jest wódka, a w spożyciu piwa znaleźliśmy się na trzecim miejscu w Europie – niewiele wnosi do poważnych rozważań o zagrożeniach związanych z nadużywaniem alkoholu. Rosnące spożycie w Polsce jest faktem, natomiast jego tłumaczenie wzrostem zamożności społeczeństwa to z gruntu rzeczy fałszywe wyjaśnienie, bowiem splot wielu społecznych, ekonomicznych i szeregu innych czynników o nim decyduje.

 

Wspomniana ustawa

nie zakazuje, co należy podkreślić, a jedynie stwarza możliwości ograniczenia sprzedaży alkoholu, i to w bardzo nieznacznym zakresie, dotyczącym ewentualnie godzin nocnych i liczby punktów sprzedaży. Nie grozi więc nam żadna Szwecja z restrykcyjnym w tym zakresie prawem ani też widmo miejscowych Al Capone z okresu amerykańskiej prohibicji. Również wzrost melin nie nastąpi, bowiem gros alkoholowych zakupów ma miejsce nie w godzinach nocnych, a zapobiegliwi chętniej zaopatrzą się w tańszych, znanych im punktach dystrybucji.
Wierzyć należy, że organa samorządowe wprowadzające w życie omawiane przepisy zachowają umiar we wprowadzanych barierach, w czym niewątpliwie umacniać ich będą opinie i żądania tak mieszkańców-wyborców, jak też liczący się wpływ handlowców. Ograniczenie nocnej sprzedaży spotyka się z akceptacją mieszkających w pobliżu tych punktów, bowiem rośnie nadzieja na spokój, porządek i bezpieczeństwo.
Ustawa nie dotyczy producentów alkoholu, a wiec żadna dodatkowa mafia produkująca alkohol w wyniku jej wprowadzenia nie powstanie.

 

Porównywanie

ograniczeń wprowadzanych przez ustawę, wcześniej nazywając je zakazem, do zakazów aborcji czy handlu w niedzielę jest nieporozumieniem, gdyż dotyczy zupełnie innej materii, i żadną miarą nie może stanowić jakiegoś kolejnego antypisowskiego argumentu. Można być przeciwnym zakazom, nawet tym o konieczności, jak Korwin-Mikke, zakładania pasów bezpieczeństwa w samochodzie czy też obowiązku jeżdżenia prawą stroną drogi, co nie zmienia faktu, że szereg z nich służy dobru wspólnemu, nie naruszając rzeczywistych swobód obywatelskich.
To, że PiS pospiesznie tę nowelizacje ustawy, być może bez wystarczających konsultacji społecznych, wprowadził, co zresztą stanowi spécialité de la maison tej formacji politycznej, nie zmienia w zasadniczy sposób jej charakteru. I podobnie jest z chęcią ewentualnego przypodobania się przez PiS Kościołowi, który sierpień, nota bene z kiepskimi wynikami, traktuje jako „miesiąc trzeźwości”.

 

Dosłownie wszyscy,

którzy wypowiadają się na wspomniany temat, używając rozlicznych polemicznych argumentów, także podczas konsultacji w samorządach, jakoś dziwnie zapominają, że alkoholizm jest w naszym kraju nadzwyczaj poważnym problemem społecznym, i że każde działanie, nawet najmniejsze, dające choćby niewielkie efekty, godne jest naszego wspólnego poparcia.
Truizmem jest przywoływanie skutków nadużywania alkoholu przejawiające się w codziennych komunikatach o zatrzymanych pijanych kierowcach i ich ofiarach, o zachlanych pijakach katujących swoje żony i dzieci, o pijanych matkach zapominających o potomstwie, młodych zapijających się piwem, o degeneracji osobowości i niemałych kosztach społecznych naszego opilstwa. Rzecz jest niestety powszechna – picie jest normą akceptowaną bądź usprawiedliwianą, dotyczy wszystkich warstw społeczeństwa – piją wszyscy, także przy okazji „jajeczka” i „opłatka”, jak ostatni się okazało, i na policyjnych odprawach. Z okazji trwającego Mundialu oczywiście też. Ten ogólnonarodowy dramat Polaków, pogłębiony dodatkowo alkoholową turystyką do Polski, każdego powinien przerażać i zmuszać do aktywnego przeciwdziałania.

 

Krytyka

znowelizowanej ustawy, oparta na przykładzie kiepskich skutków, nieudanych zresztą i często wręcz nieżyciowych przepisów, ograniczania spożycia alkoholu w czasach PRL, jest pozbawiona logiki. Meliny powstawały wtedy masowo gdyż nie było aż tak wielu, jak dziś, punktów dystrybucji alkoholu, a ograniczanie czasu sprzedaży miało na ich powstawanie liczący się wpływ. Nie wspominam już o kartkach na alkohol, co także przerobiliśmy. W tamtym okresie pijaństwo Polaków jedni tłumaczyli historycznymi zaszłościami, drudzy brakiem możliwości alternatywnych zakupów na które można by przeznaczyć wydawane na alkohol pieniądze, wreszcie kolejni ogólną siermiężnością i brakiem perspektyw w kraju. Dziś większość tych tłumaczeń odpada, a ludzie jak pili, tak piją.
Dodatkowo uspokoić wszystkich zainteresowanych należy, że omawiana ustawa, w odróżnieniu od regulacji z czasów PRL, nie dotyczy w zasadzie punktów gastronomicznych spożycia alkoholu.

 

Drogi zwalczania alkoholizmu

są oczywiście różne. Może być nimi edukacja i wychowanie, kreowanie sposobów zdrowego spędzania wolnego czasu i wakacyjnego wypoczynku, o których mówi się od lat wielu, co nie zmienia pijackiej rzeczywistości, bowiem wymaga to nie tylko czasu, skoordynowanego i konsekwentnego działania wielu podmiotów życia społecznego, a nadto sporych środków. Praktyka krajów skandynawskich, niewątpliwie bogatych i prowadzących prospołeczną politykę dowodzi, że stosowanie różnych zakazów odnosi jednak większe, acz daleko niewystarczające, skutki.
Ewentualne antidotum w postaci zakazu reklam piwa w naszych mass-mediach tylko z pozoru może przynieść liczące się efekty – twardych alkoholi nie można reklamować, co nie znaczy, że spadło ich spożycie.

 

Warto wiedzieć,

że samorządy nie tylko ograniczają liczbę punktów i czas sprzedaży alkoholu. Działające we wszystkich gminach w Polsce, na mocy omawianej ustawy, Komisje Przeciwdziałania Problemom Alkoholowym udzielają pozwoleń na sprzedaż i wyszynk napojów alkoholowych, za które pobierają tzw. „korkowe”, ale prowadzą także szeroką działalność interwencyjną w stosunku do osób nadużywających alkoholu, zmuszając je niejednokrotnie do podjęcia obowiązkowej terapii odwykowej, oraz profilaktyczną, tworząc warunki do leczenia tej choroby. Uzyskane środki z powyższych opłat wchodzą w całości do gminnych programów zwalczania uzależnień. Kontrolują także punkty dystrybucji i za np. sprzedaż alkoholu nieletnim bądź nietrzeźwym mogą odebrać koncesje na sprzedaż alkoholu. Komisje zakładają także Niebieskie Karty w przypadkach stwierdzenia, na tle alkoholowym, przemocy w rodzinie. Służy ona dokumentowaniu faktów tyranizowania, upokarzania, zadręczania oraz ocenie zagrożenia, a także jest dowodem w sprawach sądowych.

 

Nic dodać, nic ująć

Policjanci zatrzymali ojca, który zajmował się malutkimi dziećmi będąc pod znacznym wpływem alkoholu. Swoją 4-letnią córeczkę zamknął na balkonie, a na leżącego na podłodze 1,5-rocznego synka, w ogóle nie zwracał uwagi. Pijana matka przyjechała odebrać dziecko z przedszkola. Dwóch 16-latków, uczniów przyszło do szkoły pijanych – mieli blisko 2,5 promila alkoholu w organizmie, tłumaczyli, że pili tylko piwo. Od piątku do środy, w 414 wypadkach zginęło aż 40 osób, rannych zostało 537. W tym czasie policja zatrzymała 1350 pijanych kierowców.