10 lipca 2024

loader

FC Barcelona wypadła z elity Ligi Mistrzów UEFA

Odpadnięcie zespołu FC Barcelona to największa sensacje obecnej edycji Ligi Mistrzów. Po raz ostatni ekipa „Dumy Katalonii” zakończył rywalizację w tych rozgrywkach po fazie pucharowej dwie dekady temu. Triumfują natomiast Anglicy po awansie całego kwartetu swoich drużyn.

Zespoły z Premier League już kolejny sezon przechodzą jak burza przez fazę grupową. W obecnej edycji mistrzowskiego tytułu broni Chelsea Londyn, ale do 1/8 finału awansował też finalista Champions League z poprzedniego sezonu Manchester City oraz Manchester United i FC Liverpool, triumfator z sezonu 2018/2019. Dominację angielskich klubów na chwilę tylko przerwały w poszarpanym przez pandemię sezonie 2019/2020 ekipy Bayernu Monachium i Paris Saint-Germain, które zmierzyły się w finale zakończonym zwycięstwem bawarskiej drużyny 1:0. O miano drugiej klubowej potęgi w Europie rywalizują włoska Serie A i hiszpańska Primera Division – obie ligi w fazie play off mają na pewno po dwa zespoły, a jedna z tych lig będzie reprezentowana przez trzy – zależało to od wyniku przełożonego z powodu śnieżycy na czwartek spotkania Atalanty Bergamo z Villarrealem. Dwie drużyny wprowadziły też francuska Ligue 1 (Paris Saint-Germain i OSC Lille) oraz portugalska Primeira Liga (Benfica Lizbna i Sporting Lizbona). Po jednym przedstawicielu mają natomiast niemiecka Bundesliga (Bayern), holenderska Eredivisie (Ajax Amsterdam) i austriacka Bundesliga (RB Salzburg).
Bayern ratuje honor Bundesligi
Bayern po raz drugi w historii zakończył fazę pucharową z kompletem punktów. Poprzednio dokonał tego w sezonie 2019/2020, notując bilans bramkowy 24:5. Do tej pory jedynym klubem, który mógł się pochwalić dwoma startami w fazie grupowej Champions League z kompletem zwycięstw był Real Madryt (w sezonach 2011/2012 i 2014/2015). Ale to nie koniec osiągnięć bawarskiej jedenastki. Bayern nie przegrał żadnego z 28 ostatnich spotkań w fazie grupowej (25 zwycięstw i 3 remisy). Po raz ostatni doznał porażki we wrześniu 2017 roku, przegrywając z Paris Saint-Germain 0:3. Był to zarazem ostatni mecz monachijczyków bez zdobytej bramki w Lidze Mistrzów.
Od tamtej pory „Die Roten” strzelili już 93 gole. W tym sezonie znów są zaliczani do grona pretendentów do wygrania rozgrywek, obok Manchesteru City, Paris Saint-Germain i Liverpoolu.
Dla Niemców z pewnością przykrą niespodzianką jest jednak odpadnięcie z dalszej rywalizacji Borussii Dortmund, którą wyprzedziły w grupie C Ajax i Sporting, kluby przecież dużo słabsze finansowo i kadrowo. Mimo to w obu meczach z Ajaksem ekipa BVB doznała upokarzająco wysokich porażek – 0:4 na wyjeździe i 1:3 u siebie, zaś ze Sportingiem u siebie wygrała 1:0, a na wyjeździe przegrała 1:3.
W tej sytuacji zwycięstwa z Besiktasem Stambuł, zdecydowanie najsłabszym zespołem nie tylko w grupie, ale w ogóle w fazie grupowej obecnej edycji, nic dortmundczykom nie dały. A przecież ekipa BVB to aktualny wicelider Bundesligi, od którego wszyscy oczekiwali awansu do klubowej elity. Natomiast po drugiej stronie Odry mało kto liczył, że zespół RB Lipsk wyjdzie z grupy mając za rywali ekipy Manchesteru City i Paris Saint-Germain.
To już zdecydowanie większe szanse dawano drużynie z Wolfsburga, która rywalizował w grupie G z FC Sevilla, RB Salzburg i OSC Lille. Ekipa „Wilków” srodze jednak rozczarowała swoich fanów zajmując ostatnie miejsce w grupie. Ale pewnie jeszcze bardziej zawiedzeni byli kibice FC Sevilla, którym po raz kolejny przyjdzie się wiosna emocjonować występami ich drużyny w Lidze Europy. W tej edycji jednak zdobyć puchar w tych rozgrywkach będzie piekielnie trudno, bo wiosną walczyć o niego będą też inne „spady” z Ligi Mistrzów – FC Barcelona, Borussia Dortmund, RB Lipsk, FC Porto, Villarreal lub Atalanta Bergamo i Zenit Petersburg.
Zwłaszcza dla piłkarzy FC Barcelona będzie to niezwyczajne dla nich doświadczenie. Odpadnięcie z Ligi Mistrzów już w fazie grupowej to najgorszy wynik ekipy „Dumy Katalonii” od ponad 20 lat. Zespół Barcelony przed środową potyczką z Bayernem na Allianz Arena w Monachium był pod ścianą – sam musiał zdobyć punkty i liczyć jeszcze na to, że Benfica przegra u siebie z Dynamem Kijów. Żaden z warunków nie został spełniony – katalońska jedenastka przegrała w Monachium z kretesem 0:3, a Benfica pewnie pokonała mistrza Ukrainy 2:0. Robert Lewandowski tym razem nie pokonał bramkarza katalońskiej drużyny, bo miał dzień odpłacania się kolegom – zaliczył asystę przy golu Thomasa Muellera i rozprowadził akcję, po której Bayern podwyższył wynik na 3:0. Wypada podkreślić, że bawarska jedenastka zakończyła rywalizację z kompletem sześciu zwycięstw i bilansem bramkowym 21:3. Oprócz niej niepokonane w swoich grupach były tylko dwa zespoły – Ajax (18 pkt, bramki 20:5) i FC Liverpool (18 pkt, bramki 17:6).
Drużyna Barcelony w tej edycji LM wywalczyła siedem punktów, ale potrafiła wygrać jedynie z Dynamem Kijów i i tylko temu zespołowi zdołała strzelić gole – dwa trafienia zapisali na swoje konto Gerard Pique i Ansu Fati. To pokazuje w jak fatalnej formie są obecnie gracze pięciokrotnego triumfatora Champions League.
Dwie bramki w sześciu spotkaniach sprawiły, że „B0laugrana” była jedną z najgorszych drużyn w rozgrywkach, jeżeli chodzi o ofensywę. Słabszym wynikiem legitymują się tylko Dynamo Kijów i Malmoe FF. Zespoły z Ukrainy i Szwecji zanotowały po jednym trafieniu. Również dwa gole strzelił Szachtar Donieck, a z trzech cieszył się Besiktas Stambuł. Ekipa Barcelony zdołała oddać tylko 11 celnych strzałów na bramkę rywali. Sam Robert Lewandowski miał takich strzałów trzynaście. Odpadnięcie z Ligi Mistrzów na tak wczesnym etapie tylko potwierdza skalę kryzysu w jakim pogrążona jest „Duma Katalonii”. W lidze hiszpańskiej zespół ten również radzi sobie słabo i zajmuje dopiero siódme miejsce. Prowadzący w tabeli Primera Division Real Madryt wyprzedza Katalończyków aż o 16 punktów. Kryzys sportowy zbiega się z problemami finansowymi klubu – długi FC Barcelona sięgają już kwoty 1,3 mld euro. Proces odbudowy dawnej siły ekipy „Blaugrany” może zająć nawet kilka lat.
Smutek fanów Besiktasu
Niespodzianką natomiast jest awans z pierwszego miejsca Juventusu, pogrążonego z kolei w sportowym kryzysie. W przedostatniej serii gier ekipa „Starej Damy” dostała w Londynie srogie lanie od Chelsea (0:4) i została przez obrońców tytułu wyprzedzona w tabeli grupy H, ale w ostatniej kolejce londyńczycy tylko zremisowali w mroźnym Petersburgu z Zenitem 3:3, z czego skrzętnie skorzystała drużyna Juventusu. W meczu z najsłabszym w grupie Malmoe FF zagrała w mocno rezerwowym składzie, między innymi bez Wojciecha Szczęsnego w bramce, ale to wystarczyło do pokonania szwedzkiego zespołu 1:0 i powrót na pierwsze miejsce w grupie.
Najsmutniejszy fanów po fazie grupowej ma bez wątpienia Besiktas Stambuł. Zespół zakończył zmagania z zerowym kontem punktowym w niezbyt mocnej grupie C, z boleśnie niekorzystnym bilansem bramkowym 3:19.
Był to najgorszy występ tej tureckiej drużyny w Lidze Mistrzów od 10 lat, ale też najgorszy rezultat jakiegokolwiek zespołu w w tych prestiżowych pucharowych rozgrywkach od dekady. W sezonie 2011/2012 taki żenujący występ zaliczyło Dinamo Zagrzeb, również przegrywając wszystkie mecze z bilansem bramkowym 3:22. Ale przeciwnikami chorwackiej drużyny były ekipy Realu Madryt, Ajaksu Amsterdam i Olympique Lyon. W całej historii rozgrywanej od 1992 roku Ligi Mistrzów gorsze od Besiktasu były jeszcze tylko dwa zespoły – rosyjski Spartak Moskwa (0 punktów i bramki 1:18 w sezonie 2002/2003), bułgarski Lewski Sofia (0 punktów i bramki 1:17 w rozgrywkach 2006/2007), a identyczny rezultat (0 punktów, bramki 3:19) osiągnęła w sezonie 2010/2011 słowacki MKS Żilina.
Euforia księgowego OSC Lille
Ekipa OSC Lille tkwi na krawędzi bankructwa od kilku lat. W 2018 roku cudem uniknęła spadku, ale przed kolejnym sezonem klub został zdegradowany na wniosek Komisji Nadzoru Finansowego Ligu 1, lecz po złożonym odwołaniu przywrócono Lille do rozgrywek. Ale KNF nie odpuszczała i po kolejnych kontrolach sypała nie mniej dotkliwymi sankcjami – zakazem transferów oraz grzywnami. W tym roku, mimo zdobytego latem mistrzostwa kraju, Lille notuje zadłużenie na poziomie 160 milionów euro. We wrześniu w klubowej kasie było tylko dziewięć milionów euro przeznaczonych na bieżącą działalność. Zgliszcza w Lille pozostawił po sobie poprzedni właściciel, luksemburski-hiszpański biznesmen Gerard Lopez. To on zbudował obecną sportową potęgę klubu, ale ogromnym kosztem. Jego model działania opierał się na skupywaniu zdolnych piłkarzy, a potem ich sprzedaży. Wysokie kontrakty zawodników i trenerów (jednym z nich był Marcelo Bielsa) tylko generowały długi. Na papierze metoda kupna i sprzedaży przynosiła Lille zyski, bowiem w ostatnich czterech sezonach mistrzowie Francji uzyskali dodatni bilans transferowy wynoszący 200 milionów euro. Tylko nikt w klubie nie wie, gdzie są te pieniądze.
Dzięki niespodziewanemu awansowi do 1/8 finału księgowy OSC Lille będzie mógł na chwilę odetchnąć, bo do kasy klubu wpłynie co najmniej 20 mln euro. Te zyski nie rozwiążą jednak wszystkich problemów tego francuskiego klubu, więc latem przyszłego roku problemy wrócą ze zdwojoną mocą. I być może zespół z Lille będzie musiał na jakiś czas jednak pożegnać się nie tylko z Ligue 1, ale też z występami w europejskich pucharach. Na razie jednak w nich jest i czeka na rywala w walce o awans do ćwierćfinału.
Haller skuteczniejszy od Lewego
Najskuteczniejszym strzelcem Ligi Mistrzów w poprzednim sezonie był norweski snajper Borussii Dortmund Erlin Haaland – wygrał rywalizację z dorobkiem 10 goli, drugi był Francuz Kylian Mbappe (8 goli). Lewandowski z dorobkiem pięciu bramek zajął dalszą lokatę. W obecnej edycji 21-letni Norweg nie znalazł się w czołówce, a jego miejsce na czele klasyfikacji zajął 27-letni napastnik Ajaksu Sebastien Haller, Iworyjczyk z francuskim paszportem, były kolega klubowy Łukasza Fabiańskiego w West Ham United. To z tego angielskiego zespołu Haller latem tego roku przeszedł do Ajaksu. Mierzący 190 cm napastnik, który stylem gry przypomina trochę Haalanda, po fazie grupowej jest liderem klasyfikacji strzelców z dorobkiem 10 trafień. Drugą lokatę w tym zestawieniu z 9 bramkami na koncie zajmuje Robert Lewandowski, którego łączny dorobek bramkowy w Champions League wynosi obecnie 82 gole. Polak jest trzeci w klasyfikacji wszech czasów, za Portugalczykiem Cristiano Ronaldo (140 goli) i Lionelem Messim (125 goli), ale za jego plecami ze stratą tylko sześciu trafień plasuje się Francuz Karim Benzema. To niesamowite, że pierwsza czwórka w klasyfikacji strzelców wszech czasów Ligi Mistrzów to czynni piłkarza, a w minioną środę do Top 10 zestawienia na siódmą pozycję awansował Niemiec Thomas Mueller, który z podania Lewandowskiego zdobył swoją 50. bramkę w tych rozgrywkach. Pierwszą dziesiątkę zamyka natomiast 40-letni już szwedzki napastnik AC Milan Zlatan Ibrahimović, ale on w tym sezonie już swojego dorobku nie poprawi, bowiem mediolański zespół w grupie B okazał się słabszy od Liverpoolu, Atletico Madryt i FC Porto.
Lewandowski w ostatnim meczu grupowym Bayernu z Barceloną bramki nie zdobył i nie dogonił Hallera, ale rekordzistą w liczbie goli strzelonych w fazie grupowej z wynikiem 11 trafień nadal jest Cristiano Ronaldo. Portugalczyk w tej edycji musiał jednak uznać wyższość nie tylko Hallera i „Lewego”, lecz jeszcze Francuza z Demokratycznej Republiki Kongo Christophera Nkunku (RB Lipsk) i Egipcjanina Mohameda Salah (FC Liverpool), którzy zdobyli po 7 bramek. Cristiano Ronaldo strzelił dla Manchesteru United 6 goli, a za jego plecami uplasowali się: Niemiec Leroy Sane (Bayern), Francuz Karim Benzema (Real Madryt), Algierczyk Riyad Mahrez (Manchester City) i Argentyńczyk Lionel Messi (Paris Saint-Germain) – wszyscy z dorobkiem 5 goli, a kolejną lokatę z czterema trafieniami na koncie zajmują Kylian Mbappe (Paris Saint-Germain), Pedro Goncalves (Sporting Lizbona) i Antoine Griezmann (Atletico Madryt). Z tego grona snajperów tylko Nkunku nie będzie miał już sposobności do powiększenia bramkowego dorobku, bo jego RB Lipsk nie zdołał awansować do 1/8 finału Ligio Mistrzów.

Tabele grup Ligi Mistrzów:

Grupa A
1. Manchester City 6 12 18:10
2. Paris St. Germain 6 11 13:8
3. RB Lipsk 6 7 15:14
4. Club Brugge 6 4 6:20

Grupa B
1. FC Liverpool 6 18 17:6
2. Atletico 6 7 7:8
3. FC Porto 6 5 4:11
4. AC Milan 6 4 6:9

Grupa C
1. Ajax 6 18 20:5
2. Sporting 6 9 14:12
3. Borussia 6 9 10:11
4. Besiktas 6 0 3:19

Grupa D
1. Real Madryt 6 15 14:3
2. Inter 6 10 8:5
3. Sheriff 6 7 7:11
4. Szachtar 6 2 2:12

Grupa E
1. Bayern 6 18 21:3
2. Benfica 6 8 7:9
3. FC Barcelona 6 7 2:9
4. Dynamo 6 1 1:11

Grupa F
1. Manchester United 6 11 11:8
2. Villarreal 5 7 9:7
3. Atalanta Bergamo 5 5 10:10
4. Young Boys 6 5 7:12

Grupa G
1. OSC Lille 6 11 7:4
2. RB Salzburg 6 10 8:6
3. FC Sevilla 6 6 5:5
4. VfL Wolfsburg 6 5 5:10

Grupa H
1. Juventus 6 15 10:6
2. Chelsea 6 13 13:4
3. Zenit 6 5 10:10
4. Malmoe FF 6 1 1:14

Jan T. Kowalski

Poprzedni

Lewy z szansami na nagrodę FIFA The Best

Następny

Legia płaci piłkarzom najwięcej