Brakuje terminów na Ligę Mistrzów

Rozgrywki w Lidze Mistrzów i Lidze Europy zostały przerwane w 1/8 finału. UEFA na razie nie wyznaczyła nowych terminów na dokończenie rywalizacji, ale dochodzą wieści, że ma to nastąpić w sierpniu, po zakończeniu rozgrywek w ligach krajowych. To rodzi jednak nowy problem – gdzie w zapchanym kalendarzu upchnąć kwalifikacje do Ligi Mistrzów i Ligi Europy?

W Lidze Mistrzów przez wybuchem pandemii udało się rozstrzygnąć rywalizację w czterech parach 1/8 finału. Awanse do ćwierćfinału wywalczyły: Paris Saint-Germain (wyeliminował Borussię Dortmund 1:2 i 2:0), Atalanta Bergamo (z Valencią CF 4:1 i 3:4), Atletico Madryt (z FC Liverpool 1:0 i 3:2) oraz RB Lipsk (z Tottenhamem Hotspur 1:0 i 3:0). W czterech pozostałych parach rozegrano tylko po jednym spotkaniu: Chelsea Londyn – Bayern Monachium 0:3, Real Madryt – Manchester City 1:2, Olympique Lyon – Juventus Turyn 1:0, SSC Napoli – FC Barcelona 1:1.
Natomiast w Lidze Europy udało się rozegrać tylko po jednym spotkaniu w sześciu parach: Basaksehir Stambuł – FC Kopenhaga 1:0, Olympiakos Pireus – Wolverhampton 1:1, Glasgow Rangers – Bayer Leverkusen 1:3, VfL Wolfsburg – Szachtar Donieck 1:2, LASK Linz – Manchester United 0:5 i Eintracht Frankfurt – FC Basel 0:3. Nie odbyły się pierwsze mecze Interu Mediolan z Getafe CF i FC Sevilli z AS Roma oraz wszystkie spotkania rewanżowe. To spora dawka spotkań, a przecież to nie koniec, bo ćwierćfinały to kolejne osiem meczów, półfinały cztery i finał. Nic dziwnego, że UEFA nową edycję obu europejskich pucharów planuje rozpocząć dopiero w drugiej połowie października. Aby wznowić europejskie rozgrywki potrzebne będą też zgody rządów aż 16 państw, w tym Polski, bo w Gdańsku zaplanowano finał Ligi Europy. Komitet Wykonawczy UEFA zdecydował, że wszystkie ligi, które wznowią sezon w czerwcu, muszą zakończyć rozgrywki do 3 sierpnia. Z kolei tych, których nie uda się rozegrać w czerwcu, będą mogły dokończyć sezon w sierpniu, równolegle z europejskimi pucharami. Ponadto jeśli nie uda się w czerwcu wznowić gier UEFA sugeruje baraże. Według UEFA ligi, których nie uda się dokończyć powinny delegować uczestników europejskich pucharów na podstawie tabeli ligowej po ostatniej pełnej kolejce.
W dyskusjach nad wznowieniem rywalizacji w obecnym sezonie rozpatrywane są dwa warianty: europejskie puchary będą rozgrywane albo jednocześnie z krajowymi ligami, albo po ich zakończeniu w sierpniu. W spekulacjach podawano, że finał Ligi Europy w Gdańsku ma się odbyć 27 sierpnia, zaś finał Ligi Mistrzów w Stambule dwa dni później. UEFA na razie jednak nie potwierdziła tych terminów.
Najpierw jednak futbolowa centrala musi rozwiązać problem kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Jak donoszą angielskie media, rozważana są w tej chwili trzy opcje: pierwsza, najmniej restrykcyjny, zakłada rozgrywanie w poszczególnych rundach eliminacyjnych tylko po jednym meczu na neutralnych boiskach, ale z udziałem wszystkich uprawnionych drużyn. Druga opcja ogranicza prawo gry w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów tylko dla 12 mistrzów lig zajmujących w rankingu UEFA miejsca od 11 do 22. Nasza rodzima PKO Ekstraklasa w tym zestawieniu plasuje się obecnie na 29 miejscu, więc przy takim rozwiązaniu mistrz Polski nie zostałby wykluczony z walki. Trzecia opcja jest równie niekorzystna, bo zakłada w ogóle rezygnację z przeprowadzenia kwalifikacji do tych rozgrywek. W przypadku decyzji ograniczającej liczbę uczestników kwalifikacji lub anulującej w ogóle kwalifikacje, UEFA obiecuje poszkodowanym klubom rekompensaty finansowe.
Ile w tych spekulacjach prawdy, nie wiadomo. Prezes PZPN Zbigniew Boniek, który jest także członkiem Komitetu wykonawczego UEFA, zaprzeczył rewelacjom brytyjskich mediów. „Zapewniam, że mistrz Polski, jeżeli uda nam się go wyłonić w tym sezonie, zagra w eliminacjach do Ligi Mistrzów. UEFA rozważa różne ich scenariusze, ale w żadnym z nich nie przewiduje braku udziału reprezentantów lig z niższych miejsc w rankingu”.
Znacznie trudniejsze zadanie maja działacze UEFA z Ligą Europy, bo w tych rozgrywkach tylko 17 z 48 zespołów ma pewny udział bez kwalifikacji, a dodatkowy bałagan wyniknie też z drużynami, które dołączą do Ligi Europy dopiero odpadnięciu z rywalizacji w Lidze Mistrzów. W tych rozgrywkach prawdopodobnie UEFA zastosuje rozwiązanie polegające na skrócenie systemu eliminacji poprzez rozgrywanie tylko jednego meczu. „UEFA przełożyła rozpoczęcie Ligi Mistrzów na 20 października. Kwalifikacje do tego momentu muszą zostać w całości rozegrane, a przy normalnej procedurze kwalifikacyjnej jest to praktycznie niewykonalne. Dlatego będą ograniczenia” – przekonuje angielski „The Times”.

Śmiertelne żniwo meczu Atalanty

Włoscy lekarze postawili tezę, że do dramatycznego wzrostu zachorowań i liczby śmiertelnych ofiar koronawirusa w Bergamo przyczynił się rozegrany 19 lutego z udziałem kibiców mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów pomiędzy Atalantą a Valencią.

Atalanta Bergamo podejmowała ekipę Valencii co prawda na stadionie San Siro w Mediolanie, na który przeniesiono mecz z powodu remontu własnego stadionu, ale na trybunach zasiadło aż 40 tysięcy fanów przybyłych z Bergamo, a wedle oficjalnej informacji podczas tego spotkania na widowni zasiadło 44 236 widzów.
Zgromadzenie tak wielu ludzi w jednym miejscu miało zadziałać jak bomba biologiczna z opóźnionym zapłonem. Taką tezę postawił immunolog Francesco Le Foche na łamach dziennika „Corriere dello Sport”, tłumacząc przyczyny, z jakich akurat Bergamo stało się miastem szczególnie dotkniętym skutkami pandemii koronawirusa. Światem wstrząsnęło nagranie, na którym konwój wojskowych ciężarówek wywozi trumny z ciałami do innych miast. Miejscowe krematorium, mimo że pracuje 24 godziny na dobę, nie jest w stanie przyjąć wszystkich zwłok. Czas oczekiwania na kremację wynosi już ponad tydzień. W Bergamo z powodu koronawirusa umiera kilkadziesiąt osób dziennie, a liczba ofiar przekroczyła pół tysiąca. Pochówek na miejscowym cmentarzu odbywa się co 30 minut.
Amerykański Uniwersytet Johna Hopkinsa w Maryland podał na podstawie analizy dostępnych informacji, że do soboty na świecie było już ponad 300 tysięcy zakażonych koronawirusem oraz ponad 12,5 tysiąca ofiar śmiertelnych. W sobotę po raz kolejny gwałtownie wzrosła liczba osób, które zmarły we Włoszech. W ciągu doby władze odnotowały niemal 800 przypadków śmiertelnych, a od wybuchu epidemii jest ich ponad 4800. To oznacza, że zanotowano tu więcej zgonów niż w Chinach, gdzie zachorowań było znacznie więcej. Italia stanowi w Europie epicentrum kryzysu sanitarnego. A Bergamo stało się przestrogą przed zbyt pospiesznym wznowieniem rozgrywek piłkarskich z udziałem kibiców. Tamten fatalny w skutkach mecz drużyna Atalanty wygrała 4:1, a w rewanżu dwa tygodnie później, już na szczęście bez udziału publiczności, pokonała Valencię na jej stadionie 4:3 i wywalczył awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Zdumiewające jest to, że jak do tej pory u żadnego zawodnika ekipy z Bergamo nie wykryto koronawirusa, natomiast w kadrze Valencii zachorowało prawie 40 procent graczy.
O dramacie jaki przeżywają dzisiaj mieszkańcy Bergamo w wywiadzie udzielonym dziennikowi „La Repubblica” opowiedziała mistrzyni olimpijska w snowcrossie Michela Moioli. 24-letnia włoska snowboardzistka pochodzi z okolic Bergamo z powodu koronawirusa straciła babcię, a jej dziadek znajduje się w ciężkim stanie. „Tego słowami nie da się opisać. Pewnie nikt z nas nie przypuszczał, że będzie świadkiem takich sytuacji. Mieliśmy pięć minut, by pożegnać się z babcią. A i tak mieliśmy szczęście, bo niektórzy nie dostają nawet tyle. Czasami o śmierci dowiadują się zbyt późno, gdy zwłok nie ma już nawet w szpitalu. Zastanawiam się, dlaczego akurat nasz region został tak straszliwie dotknięty pandemią. W okolicach Bergamo znajduje się mnóstwo firm, które swoje towary sprzedają na cały świat. Mamy w pobliżu dwa duże lotniska, Malpensa i Orio al Serio. Przepływ ludzi i towarów jest tu znacznie większy niż w innych częściach Włoch, ale nigdy nie przypuszczałam, że może to przyczynić się do epidemii” – stwierdziła Michela Moioli.
Dziennik „Corriere della Sera”.w niedzielę w swoim wydaniu internetowym zauważył, że wciąż nie zostało wyjaśnione dlaczego akurat Lombardia została tak gwałtownie zaatakowana przez wirusa i z jakiego powodu wskaźnik śmiertelności zarażonych wirusem Covid-19 jest tam wyjątkowo wysoki. Najnowszy bilans z tego regionu to 3095 zmarłych osób zakażonych i 25 tysięcy oficjalnie potwierdzonych przypadków. Gazeta analizując dane zwraca uwagę na ogromne różnice między przebiegiem epidemii w tym regionie i pobliskiej Wenecji Euganejskiej, również dotkniętej jednocześnie przez falę zachorowań i zgonów. Podczas gdy w Wenecji Euganejskiej wskaźnik osób zakażonych wynosi 36 na 100 tysięcy mieszkańców, a odsetek hospitalizowanych prawie 10, w Lombardii jest 90 zakażonych na 100 tysięcy mieszkańców, zaś wskaźnik osób w szpitalach wynosi 56. Jeszcze większe wrażenie robi porównanie wskaźnika śmiertelności na 100 tys. osób – 9,6 w Lombardii i 1,1 w Wenecji Euganejskiej. Zdaniem dyrektor laboratorium mikrobiologii klinicznej i wirusologii mediolańskiego szpitala Sacco Marii Rity Gismondo wirus mógł ulec mutacji i w regionie tym „dzieje się coś, czego nie rozumiemy”.

Sensacyjne rozstrzygnięcia w Liverpoolu i Walencji

Aż 17 goli strzelili piłkarze w rozegranych we wtorek i środę pierwszych czterech meczach 1/4 finału Ligi Mistrzów. Sensacją jest odpadnięcie już w tej fazie rozgrywek Liverpoolu i Tottenhamu – finalistów poprzedniej edycji Champions League. Wydarzeniem był też awans Atalanty Bergamo kosztem Valencii i cztery gole strzelone hiszpańskiej drużynie przez Słoweńca Josipa Ilcicia.

Broniącą tytułu ekipę „The Reds” wyeliminowało Atletico Madryt. Liverpool w pierwszym meczu przegrał 0:1, ale na swoim boisku zdominował drużynę trenera Diego Simeone kompletnie. Przewaga podopiecznych Juergena Klopa była tak przytłaczająca, że doprawdy trudno pojąć jakim cudem hiszpańskiej drużynie udało się ten mecz wygrać. Gospodarze mieli sytuację pod kontrolą, bo po wielu próbach w końcu objęli prowadzenie 1:0 i doprowadzili do dogrywki, w której szybko, bo w 93 minucie strzelili gola na 2:0. Potem jednak bramkarz Liverpoolu Adrian, zastępujący kontuzjowanego Alissona Beckera, popełnił koszmarny błąd i w 97. minucie Atletico wróciło do gry o awans. Atakujący wściekle gracze Liverpoolu w 105. minucie dogrywki po raz drugi zapomnieli o pilnowaniu dostępu do własnej bramki i Marcos Lorente po raz drugi pokonał Adriana. W tym momencie z ekipy „The Reds” uszło powietrze i rozbity psychicznie zespół obrońców tytułu „dobił” w ostatniej minucie dogrywki Alvaro Morata, strzelając gola na 3:2. Klopp po meczu narzekała na skrajnie defensywny styl gry Atletico i pochwalił swoich zawodników „Jestem bardzo dumny z moich chłopców, ponieważ przez 95 minut grali rewelacyjnie w piłkę. Wszyscy widzieli, że aby nas pokonać, trzeba mieć mnóstwo szczęścia” – podsumował niemiecki szkoleniowiec. Los Liverpoolu podzielił też Tottenham Hotspur, który w pierwszym meczu u siebie przegrał z RB Lipsk 0:1, a w rewanżu dostał od niemieckiej drużyny lanie 0:3. Trener „Spurs” Jose Mourinho przyjął porażkę ze spokojem i nawet zdobył się na kilka komplementów pod adresem rywali.
Mniej szczęścia miał inny z niemieckich zespołów, Borussia Dortmund, której los w ćwierćfinale wyznaczył za przeciwnika Paris Saint-Germain. U siebie dortmundczycy wygrali 2:1 po bramkach 19-letniego Erlinga Haalanda, ale w rewanżu niebywale skuteczny w tym roku norweski napastnik swojego bramkowego konta nie poprawił i zakończył występy w Lidze Mistrzów z 10 golami. A był najgroźniejszym konkurentem Roberta Lewandowskiego, który z 11 trafieniami jest liderem klasyfikacji strzelców tych rozgrywek. Paryską drużynę do zwycięstwa poprowadził Neymar, który po raz pierwszy odkąd jest graczem PSG w wiosennej części sezonu jest zdolny do gry i mógł pomóc drużynie w wymarzonym awansie do półfinału Ligi Mistrzów. Neymar po meczu nawet zakpił lekko z Haalanda parodiując piłkarską „cieszynkę” Norwega. „Lewemu” Brazylijczyk w walce o koronę raczej nie zagrozi, bo ma na koncie tylko trzy gole.
Nie ma na to większych szans także autor największego strzeleckiego wyczynu w rozegranych w tym tygodniu czterech spotkaniach ćwierćfinałowych – grający w Atalancie Bergamo Josip Ilcic, który w spotkaniu rewanżowym z Valencią zdobył cztery bramki. Słoweniec ma jednak teraz na koncie w sumie pięć trafień, a jego zespół, chociaż jest rewelacją rozgrywek (w dwumeczu z Valencią strzelił osiem goli i stracił cztery), może w półfinale w związku z szalejącą w tym kraju epidemią koronawirusa w ogóle nie zagrać.
Wyniki 1/4 finału Ligi Mistrzów:
FC Liverpool – Atletico Madryt 0:1, 2:3; Atalanta Bergamo – Valencia CF 4:1, 4:3; Paris Saint-Germain – Borussia Dortmund 1:2, 2:0; RB Lipsk – Tottenham Hotspur 1:0, 3:0.
W przyszłym tygodniu odbędą się cztery pozostałe spotkania rewanżowe: Bayern Monachium – Chelsea Londyn (3:0), FC Barcelona – SSC Napoli (1:1), Juventus Turyn – Olympique Lyon (0:1) i Manchester City – Real Madryt (2:1).

Sensacyjne rozstrzygnięcia w Liverpoolu i Walencji

Aż 17 goli strzelili piłkarze w rozegranych we wtorek i środę pierwszych czterech meczach 1/4 finału Ligi Mistrzów. Sensacją jest odpadnięcie już w tej fazie rozgrywek Liverpoolu i Tottenhamu – finalistów poprzedniej edycji Champions League. Wydarzeniem był też awans Atalanty Bergamo kosztem Valencii i cztery gole strzelone hiszpańskiej drużynie przez Słoweńca Josipa Ilcicia.

Broniącą tytułu ekipę „The Reds” wyeliminowało Atletico Madryt. Liverpool w pierwszym meczu przegrał 0:1, ale na swoim boisku zdominował drużynę trenera Diego Simeone kompletnie. Przewaga podopiecznych Juergena Klopa była tak przytłaczająca, że doprawdy trudno pojąć jakim cudem hiszpańskiej drużynie udało się ten mecz wygrać. Gospodarze mieli sytuację pod kontrolą, bo po wielu próbach w końcu objęli prowadzenie 1:0 i doprowadzili do dogrywki, w której szybko, bo w 93 minucie strzelili gola na 2:0. Potem jednak bramkarz Liverpoolu Adrian, zastępujący kontuzjowanego Alissona Beckera, popełnił koszmarny błąd i w 97. minucie Atletico wróciło do gry o awans. Atakujący wściekle gracze Liverpoolu w 105. minucie dogrywki po raz drugi zapomnieli o pilnowaniu dostępu do własnej bramki i Marcos Lorente po raz drugi pokonał Adriana. W tym momencie z ekipy „The Reds” uszło powietrze i rozbity psychicznie zespół obrońców tytułu „dobił” w ostatniej minucie dogrywki Alvaro Morata, strzelając gola na 3:2. Klopp po meczu narzekała na skrajnie defensywny styl gry Atletico i pochwalił swoich zawodników „Jestem bardzo dumny z moich chłopców, ponieważ przez 95 minut grali rewelacyjnie w piłkę. Wszyscy widzieli, że aby nas pokonać, trzeba mieć mnóstwo szczęścia” – podsumował niemiecki szkoleniowiec. Los Liverpoolu podzielił też Tottenham Hotspur, który w pierwszym meczu u siebie przegrał z RB Lipsk 0:1, a w rewanżu dostał od niemieckiej drużyny lanie 0:3. Trener „Spurs” Jose Mourinho przyjął porażkę ze spokojem i nawet zdobył się na kilka komplementów pod adresem rywali.
Mniej szczęścia miał inny z niemieckich zespołów, Borussia Dortmund, której los w ćwierćfinale wyznaczył za przeciwnika Paris Saint-Germain. U siebie dortmundczycy wygrali 2:1 po bramkach 19-letniego Erlinga Haalanda, ale w rewanżu niebywale skuteczny w tym roku norweski napastnik swojego bramkowego konta nie poprawił i zakończył występy w Lidze Mistrzów z 10 golami. A był najgroźniejszym konkurentem Roberta Lewandowskiego, który z 11 trafieniami jest liderem klasyfikacji strzelców tych rozgrywek. Paryską drużynę do zwycięstwa poprowadził Neymar, który po raz pierwszy odkąd jest graczem PSG w wiosennej części sezonu jest zdolny do gry i mógł pomóc drużynie w wymarzonym awansie do półfinału Ligi Mistrzów. Neymar po meczu nawet zakpił lekko z Haalanda parodiując piłkarską „cieszynkę” Norwega. „Lewemu” Brazylijczyk w walce o koronę raczej nie zagrozi, bo ma na koncie tylko trzy gole.
Nie ma na to większych szans także autor największego strzeleckiego wyczynu w rozegranych w tym tygodniu czterech spotkaniach ćwierćfinałowych – grający w Atalancie Bergamo Josip Ilcic, który w spotkaniu rewanżowym z Valencią zdobył cztery bramki. Słoweniec ma jednak teraz na koncie w sumie pięć trafień, a jego zespół, chociaż jest rewelacją rozgrywek (w dwumeczu z Valencią strzelił osiem goli i stracił cztery), może w półfinale w związku z szalejącą w tym kraju epidemią koronawirusa w ogóle nie zagrać.
Wyniki 1/4 finału Ligi Mistrzów:
FC Liverpool – Atletico Madryt 0:1, 2:3; Atalanta Bergamo – Valencia CF 4:1, 4:3; Paris Saint-Germain – Borussia Dortmund 1:2, 2:0; RB Lipsk – Tottenham Hotspur 1:0, 3:0.
W przyszłym tygodniu odbędą się cztery pozostałe spotkania rewanżowe: Bayern Monachium – Chelsea Londyn (3:0), FC Barcelona – SSC Napoli (1:1), Juventus Turyn – Olympique Lyon (0:1) i Manchester City – Real Madryt (2:1).

Lewy załatwił Chelsea, a Chelsea Lewego

We wtorek Bayern Monachium w pierwszym meczu 1/finału Ligi Mistrzów rozgromiła na Stamford Bridge Chelsea Londyn 3:0. Polski napastnik miał udział przy wszystkich golach – sam strzelił jednego, a przy dwóch asystował. Niestety, próbujący go powstrzymać za wszelką cenę obrońcy angielskiego zespołu uszkodzili mu krawędź goleni w lewym stawie kolanowym i tym samym „zafundowali” mu miesiąc przerwy.

To był wielki mecz w wykonaniu Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji Polski swoim wybitnym występem przeciwko Chelsea Londyn zachwycił nawet angielskie media. Najpierw zaliczył dwie asysty przy golach Serge’a Gnabrego, chociaż sam mógł uderzać na bramkę.
Jego koleżeńską postawę zauważył świetny przed laty angielski napastnik Chris Sutton, który w komentarzu na łamach „Daily Mail’ napisał: „Bezinteresowny i wielce utalentowany Lewandowski dał lekcję Chelsea i pokazał, że nie tylko wykorzystuje sytuacje, ale również je tworzy. Zwłaszcza przy pierwszym golu, gdy miał przed sobą miał już tylko Willy’ego Caballero. Ilu napastników na jego miejscu zrezygnowałoby w takiej sytuacji z oddania strzału? A Polak spokojnie wycofał piłkę do Gnabry’ego, który strzelił łatwego gola do pustej bramki. Jego postawa jest godna najwyższego uznania, bo przecież przed meczem w mediach nachalnie mu przypominano, że od dwóch lat w fazie pucharowej Ligi Mistrzów nie potrafił zdobyć bramki, więc gdyby zachował się w tych sytuacjach egoistycznie, nikt nie miałby o to do niego pretensji” – podkreślił z uznaniem Sutton.
Wysoko występ polskiego napastnika oceniono też w relacjach BBC, a „The Guardian” przyznał mu notę „9” (w skali 1-10). Równie wysoko oceniono też Gnabry’ego oraz 19-letniego Kanadyjczyka Alphonso Daviesa, ale ojcem wysokiego zwycięstwa Bayernu uznano jednak zgodnie Lewandowskiego, który po dwóch asystach sam strzelił gola na 3:0, a na dodatek po faulu na nim z boiska wyleciał obrońca ekipy gospodarzy Marcos Alonso.
Wyścig z Haalandem i Benzemą
Tym samym „Lewy” 11. trafieniem w obecnej edycji Ligi Mistrzów załatwił za jednym zamachem trzy sprawy – przerwał trwającą od dwóch sezonów strzelecką niemoc w fazie pucharowej tych rozgrywek, odzyskał pozycję samodzielnego lidera klasyfikacji strzelców, którą przez ostatni tydzień musiał dzielić z 19-letnim napastnikiem Borussii Dortmund Erlingiem Haalandem, natomiast w klasyfikacji wszech czasów dogonił Karima Benzemę. Francuski napastnik Realu Madryt przed pierwszymi meczami 1/8 finału LM w tym zestawieniu zajmował z dorobkiem 64 goli czwartą lokatę, po Cristiano Ronaldo (128 bramek), Leo Messim (114) i Raulu (71), zaś Lewandowski był piąty z 63. trafieniami na koncie. Ponieważ Benzema w przegranym 1:2 spotkaniu z Manchesterem City nie powiększył swojego bramkowego dorobku, czwarte miejsce w strzeleckiej klasyfikacji wszech czasów musi teraz dzielić z Polakiem, który także ma 64 gole.
Niestety, w kolejnej serii gier Lewandowski nie będzie mógł już odpowiedzieć ani rewelacyjnie grającemu w tym sezonie Norwegowi, ani też Francuzowi, bo w rewanżowym meczu z Chelsea Londyn nie zagra z powodu kontuzji. Wiadomość o jego urazie wyszła na jaw w środę i została przyjęta z lekkim niedowierzaniem, bo przecież „Lewy” grał w Londynie do ostatniego gwizdka i nic w jego zachowaniu nie wskazywało, że coś mu dolega.
Ból w kolanie zaczął odczuwać dopiero następnego dnia, a po szczegółowych badaniach przeprowadzonych przez klubowego lekarza Bayernu Hansa-Wilhelma Muellera okazało się, że doznał pęknięcia krawędzi goleni w lewym stawie kolanowym.
Z komunikatu opublikowanego przez bawarski klub wynika, że kapitan reprezentacji Polski będzie musiał z tego powodu pauzować przez miesiąc. Przez 10 dni będzie miał nogę w gipsie, a po zdjęciu, jeśli uraz się zagoi należycie, będzie mógł zacząć rehabilitację i powoli przygotowywać się do powrotu na boisko.
Bayern będzie musiał radzić sobie bez swego najskuteczniejszego piłkarza nie tylko w rewanżowym spotkaniu z Chelsea, lecz także w czterech najbliższych kolejkach Bundesligi, czyli w meczach z Hoffenheim, Augsburgiem, Unionem Berlin i Eintrachtem Frankfurt oraz meczu Pucharu Niemiec z Schalke Gelsenkirchen. Lewandowski prawdopodobnie nie wystąpi również w marcowych meczach reprezentacji Polski z Finlandią (27 marca, Wrocław) i Ukrainą (31 marca, Chorzów).
Tak długiej przerwy od gry Lewandowski w karierze jeszcze nie miał. Ze względu na operację pachwiny w grudniu ubiegłego roku pauzował co prawda 26 dni, ale wówczas Bayern Monachium rozgrywał tylko jeden oficjalny mecz. Wcześniej najdłuższa przerwa reprezentanta Polski wynosiła 14 dni, a miał takie tylko dwukrotnie w dotychczasowej karierze.
Pech w najgorszym momencie
Wypada jedynie żałować, że „Lewemu” kontuzja przydarzyła się akurat teraz, gdy znajdował się w szczytowej formie i pewnie zmierzał po piąty w karierze tytuł króla strzelców Bundesligi oraz liczył się też w walce o „Złotego Buta” (nagroda dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich). Jego najgroźniejszy konkurent w niemieckiej lidze, napastnik RB Lipsk Timo Werner, ma tylko cztery gole mniej, zaś lider klasyfikacji „Złotego Buta” Ciro Immobile z Lazio Rzym jedynie jedno trafienie więcej. Z pewnością zrobią teraz wszystko, że przez te kilka tygodni odskoczyć polskiemu napastnikowi.
Może jednak nie będzie aż tak źle. Lewandowski w 23 meczach Bundesligi strzelił 25 goli, a po powrocie będzie miał jeszcze co najmniej sześć ligowych meczów, żeby wrócić do walki o oba strzeleckie tytuły. Co zresztą zapowiedział na Twitterze wpisem: „Dziękuję za wszystkie miłe słowa wsparcia. Trzymajcie za mnie kciuki. Wkrótce wrócę i będę gotowy do walki”.
A walczyć będzie o co, bo Bayern raczej ma już awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów w kieszeni, w Bundeslidze jest liderem, a reprezentacja Polski o stawkę zagra przecież dopiero w czerwcu w mistrzostwach Europy.
Z pozostałych Polskich piłkarzy rywalizujących jeszcze w Lidze Mistrzów powody do zadowolenia może mieć Łukasz Piszczek, bo jego Borussia Dortmund pokonała u siebie Paris Saint-Germain 2:1. Uczucie niedosytu trapi natomiast dwójkę naszych reprezentantów występujących w SSC Napoli, Piotra Zielińskiego i Arkadiusza Milika, bo ich drużyna mogła pokonać wielką Barcelonę, a ostatecznie na swoim stadionie wywalczyła jedynie remis, który w rewanżu na Camp Nou nie będzie żadnym atutem. Jeszcze gorszy humor ma z pewnością Wojciech Szczęsny, bo jego Juventus Turyn po fatalnym występie przegrał na wyjeździe z Olympique Lyon 0:1. Nie zmienia to jednak faktu, że faworytem do awansu w tej parze wciąż jest mistrz Italii.

Wyniki pierwszych meczów 1/8 finału:
Atletico Madryt – FC Liverpool 1:0
Borussia Dortmund – Paris St. Germain 2:1
Rewanże w środę 11 marca, godz. 21:00
Atalanta Bergamo – Valencia VF 4:1
Tottenham Hotspur – RB Lipsk 0:1
Rewanże we wtorek 10 marca, godz. 21:00
SSC Napoli – FC Barcelona 1:1
Chelsea Londyn – Bayern Monachium 0:3
Rewanże w środę 18 marca, godz. 21:00.
Olympique Lyon – Juventus Turyn 1:0
Real Madryt – Manchester City 1:2
Rewanże we wtorek 17 marca, godz. 21:00

Haaland wyrasta na gwiazdę

W rozegranych we wtorek i środę pierwszych czterech meczach 1/4 finału Ligi Mistrzów UEFA błysnęły dwa niemieckie kluby – Borussia Dortmund pokonała u siebie 2:1 naszpikowany gwiazdami Paris Saint-Germain, zaś RB Lipsk na wyjeździe wygrał 1:0 z finalistą poprzedniej edycji Champions League Tottenham Hotspur. Indywidualnie furorę zrobił norweski napastnik Borussii Erling Haaland, który strzelił oba gole i w klasyfikacji strzelców dogonił Roberta Lewandowskiego, prowadzącego po fazie grupowej z dorobkiem 10 trafień.

Przed meczem Borussii Dortmund z Paris Saint-Germain bohaterem mediów i fanów niemieckiej drużyny był Łukasz Piszczek. 34-letni polski obrońca miał swój wielki dzień, bo obchodził w tym spotkaniu podwójny jubileusz – 350. występu w barwach Borussii oraz 50. tylko w Lidze Mistrzów, co jest nowym rekordem klubu z Dortmundu. Na dodatek zagrał z opaską kapitana drużyny. Ale w meczu show skradł mu nowy nabytek ekipy BVB, 19-letni Erling Haaland, zdobywca obu bramek. Norweski napastnik, który w rundzie jesiennej jeszcze w barwach RB Salzburg strzelił w fazie grupowej osiem goli, w klasyfikacji strzelców obecnej edycji dogonił prowadzącego w zestawieniu Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik Bayernu Monachium także ma na koncie 10 bramek, ale na wyzwanie rzucone przez Haalanda będzie miał okazję odpowiedzieć dopiero w przyszłym tygodniu, dokładnie we wtorek, bo tego dnia zespół Bayernu zagra na wyjeździe z Chelsea Londyn.
Do tego czasu bohaterem europejskich mediów będzie urodzony w Leeds norweski nastolatek, który w tym sezonie przebojem wdarł się do europejskiej elity napastników. Wielu futbolowych ekspertów z ciekawością czekało na jego pierwszy występ w Lidze Mistrzów w barwach Borussii i zastanawiało się, jak wypadnie na tle gwiazdorów Paris Saint-Germain – Brazylijczyka Neymara i Francuza Kyliana Mbappe.
Trener paryskiego zespołu Thomas Tuchel wcześniej (w latach 2015-2017) był szkoleniowcem Borussii i to on prowadził dortmundczyków w ich ostatnim starciu z francuską drużyną w fazie pucharowej Ligi Mistrzów (w ćwierćfinale sezonu 2016-2017 z AS Monaco, 2:3 i 1:3), a trzy bramki zdobył wtedy dla niej Mbappe, wówczas 19-letnia wschodząca gwiazda światowego futbolu. Francuski napastnik w Dortmundzie znalazł się jednak w cieniu Norwega i zapewne mocno to podrażniło jego ambicję. Gdy Haaland zdobył pierwszą bramkę, Mbappe kilka minut później przeprowadził indywidualną akcję, po której Neymar trafił na 1:1. Ale Haaland dwie minuty później ponownie przyćmił asów PSG, posyłając piłkę lewą nogą spoza linii pola karnego pod poprzeczką bramki paryżan. Norweg strzelając 10. gola w tej edycji Ligi Mistrzów nie tylko dogonił na liście strzelców Lewandowskiego, lecz także wyrównał rekordowe osiągnięcie Mbappe i teraz jest drugim nastolatkiem w historii rozgrywek Champions Leaguie z dorobkiem 10 trafień. Tyle tylko, że dokonał tej sztuki w jednym sezonie, a zatem przebił osiągnięcie francuskiego piłkarza. Warto podkreślić, że Neymar przeszedł z Barcelony do PSG za 222 mln euro, a Mbappe z AS Monaco za 180 mln euro, podczas gdy za Haalanda Borussia zapłaciła RB Salzburg jedynie 20 mln euro, a jego w klauzuli odstępnego widnieje kwota 75 mln euro. W Dortmundzie nikt nie ma złudzeń, że uda się go zatrzymać.
Dokonania Haalanda zaskakują nawet ludzi, którzy przyłożyli rękę do jego szkolenia. „Nikt nie sądził, że będzie strzelał tyle goli” – zapewnia Gunnar Halle, 64-krotny reprezentant Norwegii, który pracował z nim w juniorskich kadrach tego kraju. „Mnie nie zaskakuje to, że jest tak dobry, bo od dziecka zdradzał nieprzeciętny talent, lecz to, iż tak szybko się rozwinął” – przyznaje z kolei Alf Ingve Bernsten, jego trener w juniorach.
Erling urodził się w Leeds w lipcu 2000 roku, bo w tamtejszym klubie występował jego ojciec, także świetny piłkarz, 34-krotny reprezentant Norwegii Alf-Inge Haaland. W 2003 roku Haaland senior musiał zakończyć karierę w wieku zaledwie 31 lat, do czego przyczynił się Roy Keane doprowadzając brutalnym faulem do ciężkiej kontuzji Norwega. Haaland wrócił do ojczyzny z całą rodziną, a Erling zaczynał treningi w klubie Byrne FK. „Jako chłopiec był niski i szczupły, dopiero w wieku 14 lat zaczął rosnąć. Ale zanim doszedł do obecnych 194 cm wzrostu, musiał bazować na sprycie, zwrotności i szybkości. Teraz te wszystkie cechy ładnie się sumują, a jeśli dodamy do tego naturalny talent do zdobywania bramek, wychodzi nam łowca goli na światowym poziomie” – twierdzi trener Bernsten.
Wyniki 1/4 finału LM:
Borussia Dortmund – Paris Saint-Germain 2:1, Tottenham Hotspur – RB Lipsk 0:1, Atalanta Bergamo – Valencia CF 4:1, Atletico Madryt – FC Liverpool 1:0.
Pozostałe mecze: 25 lutego Chelsea Londyn – Bayern Monachium, SSC Napoli – FC Barcelona; 26 lutego Olympique Lyon – Juventus Turyn i Real Madryt – Manchester City.
Czołówka klasyfikacja strzelców LM:
10 goli – Erling Haaland (Borussia Dortmund), Robert Lewandowski (Bayern);
6 goli – Harry Kane (Tottenham Hotspur);
5 goli – Memphis Depay (Olympique Lyon), Mauro Icardi (Paris Saint-Germain), Lautaro Martinez (Inter Mediolan), Kylian Mbappe (PSG), Dries Mertens (SSC Napoli), Heung-Min Son (Tottenham Hotspur), Raheem Sterling (Manchester City);
4 gole – Karim Benzema (Real Madryt), Serge Gnabry (Bayern), Achraf Hakimi (Borussia D.), Gabriel Jesus (Manchester City), Mislav Orsić (Dinamo Zagrzeb), Quincy Promes (Ajax A), Mohamed Salah (FC Liverpool).

Nowa nagroda w Lidze Mistrzów

W tegorocznej fazie pucharowej Ligi Mistrzów czeka nas pewna nowość. Po każdym spotkaniu wybrani przez UEFA tzw. obserwatorzy techniczni wybierać będą najlepszego piłkarza, który otrzyma pamiątkową statuetkę.

O nowej nagrodzie UEFA poinformowała za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych, publikując zdjęcie trofeum. Przypomina ono piłkę, którą rozgrywa się spotkania Ligi Mistrzów. Do tej pory indywidualne wyróżnienie otrzymywał jedynie najlepszy zawodnik meczu finałowego. W ubiegłym roku był to grający w Liverpoolu Holender Virgil van Dijk.
Jak podaje UEFA, o wyborze MVP decydować będą eksperci ze świata futbolu. Podczas meczów 1/8 finału będą to: Pat Bonner (były bramkarz, 80-krotny reprezentant Irlandii, legenda Celticu Glasgow), Cosmin Contra (73-krotny reprezentant Rumunii, grał m.in. w AC Milan i Atletico Madryt), Aitor Karanka (25-krotny reprezentant Hiszpanii, występował głównie w Realu Madryt i Athletic Bilbao), Robbie Keane (146-krotny reprezentant Irlandii, strzelec 68 goli, gracz m.in. FC Liverpool, West Hamu i Tottenhamu), Roberto Martinez (hiszpański trener reprezentacji Belgii), Gines Melendez (hiszpański trener, ostatnio koordynator reprezentacji młodzieżowych Hiszpanii), Phil Neville (59-krotny reprezentant Anglii, obecnie trener kobiecej kadry tego kraju), Willi Ruttensteiner (dyrektor sportowy austriackiej federacji piłkarskiej) i Gareth Southgate (57-krotny reprezentant Anglii, obecnie selekcjoner angielskiej kadry).
Szansę na występ w 1/8 finału ma sześciu Polaków: Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński (SSC Napoli) oraz zgłoszony do kadry jako trzeci bramkarz Marcin Bułka (Paris Saint-Germain).
W tym tygodniu zostaną rozegrane cztery pierwsze spotkania 1/16 Ligi Mistrzów. We wtorek Borussia Dortmund zmierzyła się u siebie z Paris Saint Germain, a Atletico Madryt z FC Liverpool (spotkania te zakończyły się po zamknięciu wydania). W środę natomiast Atalanta Bergamo zagra z Valencią, a Tottenham z RB Lipsk.

Szczęściarze i pechowcy

W poniedziałek 16 grudnia w siedzibie UEFA w Lyonie odbyło się losowanie par 1/8 finału Ligi Mistrzów, a także 1/16 finału Ligi Europy. W najbardziej prestiżowym z europejskich pucharów w stawce zostały wyłącznie zespoły z pięciu najsilniejszych lig na naszym kontynencie, co jest ewenementem, ale też potwierdzeniem tezy, że najbogatsze kluby mają coraz większą przewagę.

Coś takiego w Lidze Mistrzów zdarzyło się po raz pierwszy. Do tej pory dwukrotnie do 1/8 finału awans zdobywały zespoły z sześciu krajowych lig, ale sytuacja, że wszystkie szesnaście drużyn wywodzi się z pięciu legitymujących się najwyższym rankingiem UEFA (angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej, niemieckiej i francuskiej), zdarzyła się po raz pierwszy. Było w tym trochę przypadku, bo na przykład Zenit Petersburg przed ostatnią kolejką fazy grupowej zajmował drugą lokatę i pokpił sprawę w ostatnim spotkaniu. Dla kibiców futbolu taka sytuacja to gratka, bo w gronie 16 zespołów nie ma już słabeuszy, zatem w 1/8 finału czekają nas wyrównane i zacięte potyczki.

W Lidze Mistrzów gra toczy się jednak o wielkie pieniądze, a europejscy potentaci nie zamierzają dzielić się nimi z maluczkimi. Triumfator obecnej edycji tych rozgrywek może tylko z premii zarobić najmniej 65 milionów euro. W sumie 32 uczestniczące w rywalizacji zespoły podzielą między sobą około dwóch miliardów euro. Za awans do fazy grupowej UEFA płaciła 15 mln euro. Zwycięstwo w grupie było premiowane kwotą 2,7 mln euro. Za awans do wielkiego finału UEFA wyznaczyła kwotę 15 mln, a zwycięzca dostanie ponadto bonus w wysokości 4 mln euro. Do tego trzeba oczywiście doliczyć jeszcze blisko 300 mln euro z tytułu marketingowej wartości Champions League, a kwota ta zostanie rozdysponowana wedle wartości medialnej zespołów.

Przed losowaniem par 1/8 finału było wiadomo, że zwycięzcy grup zostaną rozstawieni i że zespoły rywalizujące ze sobą w grupach oraz pochodzące z jednego kraju nie trafią na siebie. Los nie uśmiechnął się do Manchesteru City prowadzonego przez Pepa Guardiolę i Realu Madryt Zinedine’a Zidane’a. Angielski zespół wygrał swoją grupę, ale miał pecha, że z nierozstawionych drużyn trafił akurat na „Królewskich”. Szanse obu zespołów są jednak równe. Broniący tytułu FC Liverpool też nie miał szczęścia w losowaniu, bo wpadł na Atletico Madryt, przeciwnika od lat szalenie niewygodnego dla każdego rywala. Wątpliwe jest też aby zadowoleni z „przydziału” byli gracze Chelsea Londyn, którym los za przeciwnika wyznaczył Bayern Monachium. Czwarty z angielskich zespołów, Tottenham Hotspur, finalista poprzedniej edycji Champions League, wylosował aktualnego lidera Bundesligi RB Lipsk i raczej na pewno z tego powodu w szatni „Kogutów” nie strzelały korki od szampana.

W fazie play off Ligi Mistrzów zobaczymy wiosną cztery zespoły z polskimi piłkarzami w składzie: Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek) i SSC Napoli (Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński). Z naszych graczy względnie zadowolony po losowaniu mógł być chyba tylko Wojciech Szczęsny, bo jego Juventus uniknął największych potęg i zmierzy się z przeciętnie w tym sezonie spisującym się w rodzimej lidze Olympique Lyon. Łukasza Piszczka i zespół z Dortmundu czekają natomiast starcie z potentatem francuskiej Ligue 1 Paris Saint-Germain, którego trenerem jest były szkoleniowiec Borussii Thomas Tuchel, zaś Zielińskiego i Milika w barwach SSC Napoli z zawsze wielką Barceloną Leo Messiego.

Pierwsze spotkania 1/8 finału zaplanowano na 18-19 oraz 25-26 lutego. Rewanże odbędą się odpowiednio 10-11 oraz 17-18 marca. Losowanie ćwierćfinałów oraz półfinałów zaplanowano na 20 marca. Finał obecnej edycji Ligi Mistrzów wyznaczono na 30 maja na Ataturk Olimpiyat w Stambule.

W poniedziałek rozlosowano też pary 1/16 ligi Europy. W tych rozgrywkach uczestniczy już tylko dwóch polskich piłkarzy – Jacek Góralski i Jakub Świerczok. Obaj grają w bułgarskim Łudogorcu Razgrad, który ma niewielkie szanse na awans do kolejnej rundy, bo trafił na Inter Mediolan. Pierwsze mecze zaplanowano na 20 lutego, rewanże tydzień później.

Pary 1/8 finału Ligi Mistrzów:
Borussia Dortmund – Paris Saint-Germain, Real Madryt – Manchester City, Atalanta Bergamo – Valencia CF, Atletico Madryt – FC Liverpool, Chelsea Londyn – Bayern Monachium, Olympique Lyon – Juventus Turyn, Tottenham Hotspur– RB Lipsk, SSC Napoli – FC Barcelona.

Pary 1/16 finału Ligi Europy:
Wolverhampton Wanderers – Espanyol Barcelona, Sporting Lizbona – Basaksehir Stambuł, Getafe CF – Ajax Amsterdam, Bayer Leverkusen – FC Porto, FC Kopenhaga – Celtic Glasgow, APOEL Nikozja – FC Basel, CFR Cluj – FC Sevilla, Olympiakos Pireus – Arsenal Londyn, AZ Alkmaar – LASK Linz, Club Brugge – Manchester United, Łudogorec Razgrad – Inter Mediolan, Eintracht Frankfurt – Red Bull Salzburg, Szachtar Donieck – Benfica Lizbona, VfL Wolfsburg – Malmoe FF, AS Roma – KAA Gent, Glasgow Rangers – SC Braga.

 

Hat-trick Milika

Zakończyły się rozgrywki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Do 1/8 finału awansowały Paris Saint-Germain, Realu Madryt, Bayernu Monachium, Tottenhamu Hotspur, Manchesteru City, Atalanty Bergamo, Juventusu Turyn, Atletico Madryt, Liverpoolu, Napoli, Barcelony, Borussii Dortmund, RB Lipsk, Olympique Lyon, Valencii i Chelsea Londyn. W grze o zwycięstwo w Lidze Mistrzów pozostał 16 zespołów: po cztery z hiszpańskiej Primera Division i angielskiej Premier League, po trzy z niemieckiej Bundesligi i włoskiej Serie A oraz dwa z francuskiej La Ligi.

Jedynym niepokonanym zespołem w fazie grupowej był Bayern Monachium, który zakończył zmagania w grupie B z kompletem punktów i najlepszym bilansem bramkowym (24:5). To dopiero siódmy zespół w historii tych rozgrywek, który dokonał tej sztuki, a pierwszy z ligi niemieckiej. Wcześniej wszystkie mecze w fazie grupowej wygrały ekipy AC Milan (1992/1993), Paris Saint-Germain (1994/1995), Spartak Moskwa (1995/1996), FC Barcelona (2002/2003) i dwukrotnie Real Madryt (2011/2012 i 2014/2015).

Bawarski zespół zdobył najwięcej bramek w stawce 32 drużyn, a 10 z 24 goli było autorstwa Roberta Lewandowskiego, który w fazie grupowej okazał się najskuteczniejszym graczem. Kapitan reprezentacji Polski w ostatniej kolejce w spotkaniu z Tottenhamem nie wystąpił, przez co stracił okazję do wyrównania osiągnięcia Cristiano Ronaldo. Portugalczyk wciąż jest jedynym piłkarzem, któremu udało się strzelić gola w każdym z sześciu spotkań grupowych. „Lewy” w tym sezonie trafiał w pięciu wcześniejszych meczach.

Osiem zespołów, które uplasowały sie w grupach na trzecich pozycjach, wiosną przeniosą się do Ligi Europy. On ten puchar powalczą: Ajax Amsterdam, Benfica Lizbona, Inter Mediolan, RB Salzburg, Bayer Leverkusen, Olympiacos Pireus, Szachtar Donieck i Club Brugge.

Z polskich piłkarzy występujących w klubach walczących w tym sezonie w Lidze Mistrzów, w szóstej kolejce na boisku nie pojawili się tylko wspomniany już Lewandowski oraz Wojciech Szczęsny, którego w bramce Juventusu zastąpił Gianluigi Buffon. Łukasz Piszczek zaczął spotkanie Borussii Dortmund ze Slavią Praga (2:1) jako rezerwowy i wszedł do gry w 82. minucie, zatem nie zdążył się niczym wyróżnić. Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus rozegrali cały mecz w przegranej przez ich Lokomotiw Moskwa 0:2 wyjazdowej potyczce z Atletico Madryt, ale obaj nasi piłkarze, podobnie jak reszta ich zespołu, byli tylko tłem dla świetnie grających rywali.

Zdecydowanie najlepiej z naszych piłkarzy wypadli Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, którzy walnie przyczynili się do wysokiego zwycięstwa SSC Napoli w meczu z belgijskim KRC Genk (4:0). W rolę bohatera fanów zespołu z Neapolu tym razem wcielił się Milik, który do przerwy ustrzelił hat-tricka. Pierwszego gola belgijskiej drużynie strzelił już w trzeciej minucie po fatalnym błędzie bramkarza Maartena Vandevoordta. Drugie trafienie zaliczył finalizując znakomite podanie Di Lorenzo, a siedem minut przed końcem pierwszej odsłony spotkania Milik trzecią bramkę zdobył z rzutu karnego. Wielka szkoda, że trener Napoli Carlo Ancelotti, który po zwycięskim meczu został zdymisjonowany (w środę jego miejsce zajął Gennaro Gattuso), nie pozwolił naszemu piłkarzowi egzekwować drugiej „jedenastki”, którą w drugiej połowie w 75. minucie na gola zamienił Dries Mertens. Tak więc zamiast pierwszym w karierze „czteropakiem” w Lidze Mistrzów, Milik musiał zadowolić się hat-trickiem, też zresztą pierwszym. Polak został w 78. minucie przez Ancelottiego zmieniony, a gdy schodził z boiska fani Napoli urządzili mu owację na stojąco.

Milik wrócił do gry po prawie miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Hat-tricka w spotkaniu z KRC Genk skompletował w 38. minut i były to najszybciej zdobyte trzy bramki w Lidze Mistrzów od 2013 roku, kiedy to Zlatan Ibrahimović zaliczył trzy trafienia w 36 minut w meczu Paris Saint-Germain z Anderlechtem. Dla 25-letniego reprezentanta Polski były to pierwsze gole w tej edycji Ligi Mistrzów, ale w barwach SSC Napoli dorównał już skutecznością wielkiemu Diego Maradonie. Argentyńczyk to legenda klubu z Neapolu, ale on i Milik legitymują się identyczną średnią bramek na mecz – 0,44. Ale to wszystko, co ich na razie łączy.

Maradona był graczem Napoli w latach 1984-1991. Rozegrał 259 meczów, w których strzelił 115 goli. Dwa razy wywalczył z zespołem mistrzem Włoch (1987, 1990), zdobył Puchar Italii (19870 i Superpuchar (1990), a w 1989 roku osiągnął z Napoli największy sukces zdobywając Puchar UEFA (1989). Dokonania naszego piłkarza w barwach Napoli są nieporównanie skromniejsze. Gra w tym zespole od połowy 2016 roku. Rozegrał w tym czasie 96 meczów i strzelił w nich 42 gole, w tym 32 w Serie A. Milik jest najskuteczniejszym polskim piłkarzem w historii włoskiej ekstraklasy.

 

Lewy na huśtawce

Robert Lewandowski przeżywał ostatnio huśtawkę nastrojów. Po serii 11 występów w Bundeslidze ze zdobytą bramka zaliczył dwa mecze z rzędu bez strzelonego gola, ale w 5. kolejce Ligi Mistrzów zaliczył aż 4 trafienia.

Przypomnijmy, że polski napastnik Bayernu Monachium zdobył cztery bramki w wyjazdowym meczu z Crveną Zvezdą, wygranym przez mistrza Niemiec aż 6:0. Za ten rzadki wyczyn Lewandowski został wybrany piłkarzem kolejki Ligi Mistrzów. „Lewy” poprawił swój dorobek w tych rozgrywkach w obecnym sezonie do 10 trafień i został liderem klasyfikacji strzelców. W poprzednich kolejkach Champions League na najlepszych piłkarzy wybierano Norwega Erlinga Haalanda z RB Salzburg, Niemca Serge’a Gnabry’ego z Bayernu Monachium, Anglika Raheema Sterlinga z Manchesteru City i Brazylijczyka Rodrygo z Realu Madryt.

W Bundeslidze natomiast „Lewemu” ostatnio wiedzie się gorzej. Po serii 11 spotkań ze strzelonym golem w 12. kolejce nie powiększył swojego bramkowego dorobku w wygranej 4:0 potyczce Bayernu z Fortuną Duesseldorf, zaś w miniony weekend w 13. kolejce ponownie nie trafił w przegranym przez Bayern u siebie 1:2 meczu z Bayerem Leverkusen. Chociaż kapitan reprezentacji Polski wciąż jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi z dorobkiem 16 goli, w niemieckich mediach już pojawiły się pierwsze sugestie, że reprezentanta Polski dopadł kryzys formy. Na boisku co prawda nic na to nie wskazywało, bo „Lewy” był aktywny i doszedł do kilku bramkowych sytuacji, lecz brakowało mu albo szczęścia, albo na drodze stawał kapitalnie spisujący się tego dnia bramkarz „Aptekarzy” Lukas Hradecky. Tak na marginesie – Bayer Leverkusen jest jednym z nielicznych zespołów w Bundeslidze, które mogą pochwalić się patentem na powstrzymanie Lewandowskiego. Polak jak dotąd strzelił tej drużynie tylko jednego gola, i to z rzutu karnego.

W niemieckich mediach w miniony weekend pojawiły się też informacje, że Lewandowski został zaproszony przez redakcję „France Football” na poniedziałkową galę wręczenia nagród „Złotej Piłki”. On sam ten fakt potwierdził, ale to jeszcze nie oznacza, że wygrał ten słynny plebiscyt, zwłaszcza że hiszpańskie z kolei media już od tygodnia trąbiły, że w Barcelonie widziano wysłanników „France Football” u Messiego, co ich zdaniem oznacza, iż „Złotą Piłkę” za ten rok otrzyma po raz szósty w karierze właśnie Argentyńczyk. W medialnych spekulacjach pojawiły się sugestie, że „Lewy” nie znajdzie się nawet w czołowej trójce, ale na pocieszenie zostanie wyróżniony miejsce w „11” roku wybieranej przez związek zawodowy piłkarzy.