25 września 2022

loader

Liga Mistrzów UEFA: Futbolowa wojna angielsko-hiszpańska

Finalista poprzedniej edycji Champions League, Manchester City, walczy o awans do finału obecnych rozgrywek z Realem Madryt, w drugiej parze FC Liverpool toczy bój z pogromcą Bayernu Monachium Villarrealem. W pierwszych meczach górą były zespoły z Premier League, ale w rewanżach role mogą się odwrócić.

Pierwsze półfinałowe potyczki otworzył wtorkowy mecz Manchesteru City z Realem Madryt na Etihad Stadium. Było to starcie aktualnych liderów dwóch najsilniejszych lig europejskich, bo „The Citizens” prowadzą w Premier League, a „Królewscy” z Primera Division. Piłkarze obu drużyn stworzyli kapitalne sportowe widowisko, w którym kibice obejrzeli siedem bramek i mnóstwo niewykorzystanych okazji na podwyższenie wyniku. Manchester City wygrał ostatecznie 4:3, ale nie jest to wynik gwarantujący podopiecznym Pepa Guardioli powtórkę z sezonu 2019/2020, w którym wyeliminowali Real z Ligi Mistrzów w 1/8 finału. „Los Blancos” po raz kolejny w ostatnich miesiącach uratował fantastycznie dysponowany Karim Benzema (na zdjęciu), który strzelił dwa gole. Były to jego trafienia numer 13. i 14., dzięki czemu wyprzedził prowadzącego w klasyfikacji strzelców z 13 bramkami Roberta Lewandowskiego i de facto zapewnił sobie tytuł króla strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów. Polak już swojego dorobku nie poprawi, podobnie jak trzeci w klasyfikacji Ivoryjczyk Sebastien Haller, który zdobył w barwach Ajaksu Amsterdam 11 bramek. Teoretycznie Francuzowi może jeszcze zagrozić egipski napastnik Liverpoolu Mohamed Salah, który jest czwarty z ośmioma trafieniami na koncie, ale chociaż to świetny piłkarz, to różnicy sześciu goli nie odrobi, nawet jeśli „The Reds” awansują do finału, a „Królewscy” odpadną w półfinale. A przecież nie jest powiedziane, że Benzema w rewanżu na Santiago Bernabeu jeszcze do tych 14. trafień nie dorzuci kolejnych.
Świetna forma strzelecka francuskiego napastnika z pewnością psuje humor Lewandowskiemu, bo Benzema nie tylko wyprzedził go w klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów, ale też praktycznie dogonił w klasyfikacji wszech czasów. W niej jak wiadomo prowadzi Cristiano Ronaldo z dorobkiem 140 goli, przed Leo Messim (125) i Lewandowskim (86), lecz Benzema ma w tej chwili 85 goli na koncie i jeszcze w tej edycji co najmniej jeden mecz do rozegrania. Może zatem i tym zestawieniu przeskoczyć „Lewego”, co z pewnością mocno ucieszy redaktorów „France Football”, bo w końcu będą mogli z czystym sumieniem nie przyznać Polakowi „Złotej Piłki”, a nawet nie umieścić go w czołowej trójce plebiscytu. W tej chwili największe szanse na zdobycie tej wciąż prestiżowej nagrody, w tym roku przyznawanej po raz pierwszy za dokonania nie w roku kalendarzowym, tylko za sezon. Tak więc splendor ten stanie się udziałem któregoś z graczy tegorocznych finalistów Ligi Mistrzów, a pretendentów należy upatrywać nie tylko w Benzemie, lecz także w Kevinie De Bruyne z Manchesteru City, Mohamedzie Salahu i Sadio Mane z Liverpoolu. Lewandowski na szali może położyć tylko mistrzostwo Niemiec, koronę króla strzelców Bundesligi i drugą z rzędu nagrodę „Złotego Buta” przyznawaną dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich. „Lewy” ma na koncie 33 gole (oraz trzy mecze do końca rozgrywek) i sporą przewagę nad ścigającymi go najgroźniejszymi konkurentami – Ciro Immobile z Lazio Rzym (26 goli i cztery mecze), Benzemą (25 goli i pięć meczów). Duszanem Vlahoviciem z Juventusu Turyn (23 gole), Kylianem Mbappe z Paris Saint-Germain (22 gole i cztery mecze) oraz Salahem (22 gole i pięć meczów), ale nie może odpuścić końcówki tego wyścigu, bo może go któryś z rywali wyprzedzić na samym finiszu.
Wracając do półfinałowego meczu Manchesteru City z Realem Madryt, to w rewanżu szanse obu zespołów na wywalczenie awansu do finału w zasadzie można uznać za wyrównane. Natomiast zważywszy na gigantyczną przewagę graczy FC Liverpool w meczu z Villarrealem raczej wygrana 2:0, zbyt skromna przy takiej dominacji, powinna jednak w zupełności wystarczyć podopiecznym trenera Juergen Kloppa w wywalczeniu awansu do finału. Warto podkreślić udany występ Szymona Marciniaka w roli arbitra głównego.
Zespół Villarrealu prowadzony przez trenera Unaia Emery’ego awansował do tegorocznej edycji Ligi Mistrzów jako triumfator zeszłorocznej edycji Ligi Europy (w finale rozegranym w Gdańsku pokonał po rzutach karnych Manchester United). Wielkie piłkarskie firmy nie przestraszyły też graczy „Żółtej Łodzi Podwodnej” w Champions League – w 1/8 finału wyeliminowali Juventus, miedzy innymi gromiąc turyńczyków na ich stadionie 3:0, a w ćwierćfinale bez większego trudu poradzili sobie z Bayernem Monachium.
Za Liverpoolem przemawia nie tylko lepszy skład zespołu, ale i historia. To przecież najbardziej utytułowany angielski klub w europejskich pucharach i jeden z najbardziej utytułowanych w ogóle – po tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu sięgał sześciokrotnie (1977, 1978, 1981, 1984, 2005 i 2019 roku). Więcej trofeów w tych rozgrywkach mają tylko Real Madryt (13) i AC Milan (7).
Villarreal w Lidze Mistrzów w tym roku dochodząc do półfinału wyrównał swój najlepszy wynik w tych rozgrywkach osiągnięty w sezonie 2005/06. Wtedy także z gry w finale wyeliminował go angielski zespół – Arsenal Londyn. Obiektywnie oceniając szanse czterech zespołów na awans do finału, chyba zapowiada się wielkie angielskie święto w Paryżu.
**
Pierwsze mecze 1/2 finału Ligi Mistrzów:
Manchester City – Real Madryt 4:3
Gole: Kevin de Bruyne (2), Gabriel Jesus (11), Phil Foden (53), Bernardo Silva (74) – Karim Benzema (33, 82 karny), Vinicius Junior (55).
Manchester City: Ederson – John Stones (36. Fernandinho), Ruben Dias, Aymeric Laporte, Ołeksandr Zinczenko – Kevin De Bruyne, Rodri, Bernardo Silva – Riyad Mahrez, Gabriel Jesus (83. Raheem Sterling), Phil Foden.
Real Madryt: Thibaut Courtois – Dani Carvajal, Eder Militao, David Alaba (46. Nacho), Ferland Mendy – Federico Valverde, Toni Kroos, Luka Modric (79. Dani Ceballos) – Rodrygo (70. Eduardo Camavinga), Karim Benzema, Vinicius Junior (88. Marco Asensio).
Żółte kartki: Fernandinho – Nacho Fernandez. Sędziował: Istvan Kovacs (Rumunia).
Widzów: 52 217.

FC Liverpool – Villarreal CF 2:0
Gole: Estupinan (53 sam.), Sadio Mane (55).
Liverpool: Alisson Becker – Trent Alexander-Arnold (81. Divock Origi), Ibrahima Konate, Virgil van Dijk, Andy Robertson – Jordan Henderson (72. Naby Keita), Fabinho, Thiago Alcantara – Mohamed Salah, Sadio Mane (73. Diogo Jota), Luis Diaz (81. Joe Gomez).
Villarreal: Geronimo Rulli – Juan Foyth, Raul Albiol, Pau Torres, Pervis Estupinan (72. Manu Trigueros) – Samuel Chukwueze (72. Boulaye Dia), Dani Parejo, Etienne Capoue, Francis Coquelin (57. Alfonso Pedraza) – Giovani Lo Celso, Arnaut Danjuma (86. Paco Alcacer).
Żółte kartki: Van Dijk – Lo Celso, Estupinan.
Sędziował: Szymona Marciniak (Polska).
Widzów: 51 586.

Jan T. Kowalski

Poprzedni

Raków zagra z Lechem o Puchar Polski

Następny

Władze Bayernu wykluczają odejście Lewego po tym sezonie