Osierocone święto. Między populizmem narodowców a populizmem liberałów

28 kwi 2026

Pracownik stał się obecnie drobnym sprzedawcą swojej siły roboczej. Pochwycony w sieć uzależnień od masowej konsumpcji, tylko czeka na dalsze dary Rynkowego Pana. Przynależy już do tzw. klasy średniej. Elon Musk różni się od niego tylko większym rozmachem przedsiębiorczości. Szwaczka szyjąca dla niego modny ciuch, chiński rolnik montujący gdzieś na wybrzeżu kolejny model smartfona – to już nie uczestnicy wspólnej pracowniczej doli. Z nimi się nie łączy. Nie nasz poziom życia i użycia. Stał się wyczyszczonym ideologicznie trybikiem kapitalizmu bogatej Północy. Kto mu pomaga w tym, żeby nie dotarło do jego mózgownicy, że podtrzymuje trwanie Systemu, który eksploatuje przyrodę, jego pracę i życie? Na dodatek kończy się zapas sterydów wzrostu gospodarczego w postaci taniej energii z węglowodorów.

Państwo teoretyczne czy klasowe?

W epoce wolności inwestowania gdziekolwiek i w cokolwiek na bocznicy znalazło się państwo. By przyciągnąć, a później zatrzymać inwestorów – otworzyło rynki wewnętrzne. Korporacje, grożąc ucieczką kapitału portfelowego i inwestycji, wymusiły równanie w dół w zakresie podatków, obciążeń socjalnych, transferu zysków. Stopy podatkowe od dochodów indywidualnych spadły z 60–70 proc. do 40–50 proc. Stało się to między 1979 a 2000 rokiem – czyli w błogosławionym przez ekonomistów i polityków, w tym także lewicowych, okresie wolności dla kapitału.

Kodeksową ochronę pracy zastąpiła prekarność, czasowe zatrudnienie, eksploatacja pracy w strefach specjalnych, montowniach, w paczkowniach i logistyce, w sektorze usług personalnych. Tu dochody są niższe i niepewne. Dominanta nie przekracza w Polsce 5 tys. zł. W rezultacie brak obecnie arbitra, który by kształtował warunki brzegowe dla wykorzystania kapitału, pracy i zasobów przyrody na zasadzie zdrowego kompromisu. Świadczy o tym pozorowana przez nową ustawę o PIP likwidacja śmieciowego zatrudnienia.

Oligarchia

Na niskich podatkach i z taniej pracy wyrosły udzielne księstwa w demokratycznym pejzażu. To wielkie korporacje platformerskie, zbrojeniowe, przemysłowe, z sektora surowcowego i finansowego – wszystkie o rozproszonym kapitale właścicielskim, praktycznie zarządzane przez menedżerów. Oni zaś nie ponoszą odpowiedzialności majątkowej za swoje decyzje. Działają praktycznie dla pomnożenia wartości giełdowej firmy. W razie błędnych decyzji straty są uspołeczniane, jak w okresie kryzysu finansowego 2007–2008.

Menedżerowie obniżają koszty, głównie pracy. Skutkiem tej strategii biznesowej jest obniżenie globalnego popytu: spadają dochody płacowe w firmach, a w konsekwencji – w krajach. Pojawia się kuszenie konsumentów kredytami, by spieniężyć masę towarową, której wciąż przybywa. Rozwinął się silnie obciążający przyrodę konsumpcjonizm na dopalaczach kredytu – konsumpcyjnego i mieszkaniowego.

Twierdzą wolnej przedsiębiorczości wielkich korporacji stała się Dolina Krzemowa w USA. Do wielkiej mocy Jeffa Bezosa i kolegów przyczyniło się tolerowanie optymalizacji podatkowej oraz możliwość emigracji zysków do rajów podatkowych. Np. w 2015 r. 40 proc. zysków firm międzynarodowych powędrowało do rajów podatkowych. W tym czasie tylko ok. 2 mld. ludności świata może robić zakupy w globalnym markecie, a około 1,8 mld żyje na granicy fizycznej egzystencji.

Źródłem władzy technobuców jest kontrola patentów i kapitał finansowy – własny i pożyczany. Tworzą firmy-wydmuszki, bez własnych fabryk. Zastępują je okrążające glob łańcuchy produkcji, których ogniwami są podwykonawcy i poddostawcy z całego świata. Mogą łatwo zmieniać ofertę produktową, technologię. Kto inny ponosi bowiem stałe koszty utrzymania majątku produkcyjnego. Przykładem tego, jak bezradni wobec ich mocy są politycy, było „dawkowanie” szczepionek przez Big Pharmę. By zamknąć bilans rozliczeń, państwo polskie musi obecnie dopłacić Pfizerowi 5,6 mld zł za nieodebrane szczepionki.

Giełdyzacja gospodarki

Proceder ucieczki przed opodatkowaniem odpowiada za powstanie ogromnej nadwyżki wirtualnego kapitału. Krąży on wokół globu jak cyklon, grożąc niszczeniem warunków życia. Dzienne transakcje na Wall Street dawno już przekroczyły 6 mld dol. To kapitalizm kasyna. Płonne okazały się nadzieje, jakie zwolennicy hipotezy wydajności rynków finansowych spod znaku Miltona Friedmana pokładali w nowym kapitalizmie finansowym. Miał on być ukoronowaniem gospodarki rynkowej. „Rewolucja derywatów” miała skutecznie zabezpieczać ryzyko handlu kontraktami terminowymi „futures” – ale to one w czasie kryzysu finansowego 2007/2008 stały się toksycznymi aktywami.

Słowem, powstała gospodarka oparta na długu i spekulacjach produktami finansowymi, czyli formą pieniądza niezależną od rynku dóbr oraz obiegu gotówki. Dlatego według amerykańskiego ekonomisty, znawcy „gospodarki finansowej” Hymana Minsky’ego, „rynki finansowe nie zarządzają ryzykiem, lecz je stwarzają”. I dlatego Władysław Szymański, od lat badający globalny kapitalizm, nazwał obecną funkcję giełdy keynesizmem giełdowym, gdyż o tempie wzrostu cen decyduje obecnie koniunktura giełdowa. W tej sytuacji „finanse finansują teraz finanse”, jak ujął to angielski ekonomista Jan Toporowski.

W ten sposób powstał kapitalizm dla kilkuset milionów posiadaczy akcji – a więc około 5 proc. populacji świata. Proporcje podziału bogactwa wytworzonego dzięki pracy, uzbrojonej w technikę i wykorzystującej dary przyrody, są stałe. Według obliczeń Thomasa Piketty’ego, promil najbogatszych posiada 20 proc. światowego bogactwa, 1 proc. – około połowy, a grono 10 proc. krezusów rozporządzało wielkością zawartą między 80 a 90 proc. całości globalnego majątku. W tej sytuacji dolna połowa ludzkości musi się zadowoli mniej niż 5 proc.

Co gorsza, duże dysproporcje występują także między regionami świata: według szacunków Branco Milanovića, znanego badacza światowych nierówności, 80 proc. globalnej nierówności dochodu wyjaśnia kraj, a nie klasa.

Prezesi, nie premierzy

Tak więc władza przesunęła się do prezesów wielkich korporacji i ich drużyn: specjalistów zarządzania, marketingu, reklamy, usług doradczych, prawniczych.

To oni są suflerami prawicy: zarówno narodowo-tradycjonalnej, jak i konserwatywno-liberalnej. W Polsce: PiS-u, KO, PSL-u, obu Konfederacji. Różnią się tylko roboczymi kostiumami, by wyłudzać głosy zróżnicowanej klienteli.

Obóz Zjednoczonej Prawicy rekonstruuje system władzy na wzór sanacyjnego reżimu, skoncentrowanego wokół państwa. Ideologicznie eksploatuje zaś tradycje endecko-klerykalne. W jednej kaplicy umieścił dwie trumny: Piłsudskiego i Dmowskiego, co znakomicie lustruje np. Telewizja Republika.

Poza socjalnym łapówkami dla właścicieli „kapitału ludzkiego” żadna z tych opcji nie narusza istoty systemu. KO stanowi reprezentację polityczną 15–17 proc. beneficjentów neoliberalnej transformacji. Pozostaje im tylko wyzwalanie energii „obywatelskiej”, obrona demokracji i „państwa prawa”, by zagwarantować swobodną przedsiębiorczość, wolność dążenia do zysków i ich ochronę przed podatkami.

Politycy ugrzęźli w labiryncie bieżących problemów. Obecnie to rywalizacja o ropę, lit, ziemie orne, strach przed Chyngis-chamem, kłopoty ze spłatą zadłużenia u „inwestorów”, mała konkurencyjność narodowych firm. Ich rentierska klientela martwi się tylko o kursy akcji na giełdzie, a masy pracownicze – o coraz wyższy próg dostępu do tego czy innego supermarketu. Wszyscy nie uświadamiają sobie, że tkwią w pułapce postępu, który zgotował kapitalizm wzrostu gospodarczego i masowej konsumpcji. Tylko eksploatacja planety stawia opór. Rewolucję zastępuje kryzys planetarny. Zapowiada wymuszony postkapitalizm?

Artykuł ukazał się pierwotnie w tygodniku „NIE”, nr 17–18/2026.

Najnowsze

Wzrost cen w sklepach: co przyniesie przyszłość?

Wzrost cen w sklepach: co przyniesie przyszłość?

Ceny codziennych zakupów w Polsce zaczynają ponownie rosnąć, co zaniepokoiło ekspertów. We wrześniu wzrost wyniósł średnio 1,9% w porównaniu z rokiem ubiegłym, co jest większym skokiem niż w sierpniu. Niemniej jednak, eksperci są zgodni, że to nie oznacza trwałej zmiany trendu, lecz raczej zatrzymanie dezinflacji. Wzrosty cen żywności i napojów bezalkoholowych wyniosły 1,1%. Wysokie ceny energii i paliw, spowodowane globalnymi zakłóceniami, mają znaczący wpływ na wzrost inflacji. Prognozy wskazują na dalszy wzrost cen żywności w przyszłym roku, sięgający 4% rocznie.

Karol Nawrocki i kontrowersyjny sojusz z Braunem.

Karol Nawrocki i kontrowersyjny sojusz z Braunem.

Karol Nawrocki, dążąc do zjednoczenia prawicy, rozważa sojusz z Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna, znanego z antysemityzmu i negowania Holokaustu. Plan obejmuje tworzenie jednej listy wyborczej, co wzbudza kontrowersje dotyczące moralności współpracy z tak skrajnymi partnerami. Pytania nasuwają się same: czy negowanie historycznych zbrodni jest granicą politycznej kooperacji? Nawrocki musi zmierzyć się z odpowiedzialnością za potencjalne zatarcie granic między prawdą a politycznymi interesami. Polska historia domaga się szacunku, a polityczne kompromisy nie powinny omijać fundamentalnych wartości, jakimi są prawda i pamięć o ofiarach.

Ponad połowa Polaków negatywnie ocenia bezpieczeństwo polskich szkołach.

Ponad połowa Polaków negatywnie ocenia bezpieczeństwo polskich szkołach.

Ponad połowa Polaków dostrzega fatalny stan bezpieczeństwa w naszych szkołach. 54,4% ankietowanych uważa, że uczniowie są narażeni na agresję i przemoc, co wywołuje alarmujące pytania o efektywność interwencji. Statystyki mogą być mylące – niska liczba zgłoszeń nie jest dowodem bezpieczeństwa, a luki w ochronie wywołują coraz większy niepokój. Co gorsza, szkoły często reagują dopiero na widoczne szkody, ignorując wcześniejsze sygnały. Bez wsparcia z wyższych szczebli administracji, nasze dzieci dalej będą narażone na ryzyko, a dyrektorzy stracą zaufanie do systemu. Jak długo jeszcze będziemy milczeć?

Sprawdź również

110 lat walki o prawa kobiet.

110 lat walki o prawa kobiet.

110 lat temu kobiety trafiały do więzienia za wiedzę o antykoncepcji. Polska była pionierem praw kobiet. Co się z nami stało? 16 października 1916 roku trzy kobiety otworzyły w Nowym Jorku klinikę, w której inne kobiety mogły dowiedzieć się, jak uniknąć niechcianej...

Od PRL do epoki sztucznej inteligencji.

Od PRL do epoki sztucznej inteligencji.

Państwo oddało gospodarkę w prywatne ręce, ale biurokracja nadal kosztuje miliardy W 1989 roku w polskiej administracji pracowało około 162 tys. osób. W 2024 roku administracja państwowa i samorządowa liczyła już blisko 446 tys. etatów. W PRL państwo kontrolowało...