Czeka nas odlewanie Tadeusza Mazowieckiego. W spiżu, w pomnikowej formie. Zaproponował to premier Donald Tusk, lider słabnącego koalicyjnego rządu.
Postawienie Mazowieckiego na cokole nastąpić ma 18 kwietnia 2027 roku. W dniu setnej rocznicy urodzin pana Tadeusza. Tego samego dnia premier Tusk planuje też wielki marsz zwolenników polskiej demokracji, proeuropejskiej orientacji, krytycznie nastawionych do autorytarnej polskiej prawicy.
Nietrudno zauważyć, że ów marsz wpisze się w wybory do Sejmu i Senatu. Dzisiejsze sondaże prorokują zwycięstwo tuskowej Koalicji Obywatelskiej. Ale nie tak wysokie, by z Nową Lewicą utrzymać władzę. Bo pozostali koalicjanci, czyli PSL, podzielona Polska 2050 oraz secesyjna Partia Razem, nadal nie przekraczają w sondażach progu wyborczego.
Po opozycyjnej, prawicowej stronie też lekko nie jest. Tam alternatywną rządzącą większość, wedle sondaży, można sklecić jedynie z udziałem konfederackiej Korony Grzegorza Brauna. Ale współrządzenie z Braunem grozi Kaczyńskiemu i Nawrockiemu konfliktem z opozycyjną wtedy tuskową KO i administracją prezydenta Donalda Trumpa.
Wojny na dwa fronty, z dwoma Donaldami naraz, ani tak wielki polityczny knuj jak prezes Kaczyński, ani taki polityczny bokser jak prezydent Nawrocki, nie wygrają.
Dlatego liderzy obu największych partii, KO i PiS, starają się tak poprowadzić rozpoczęte kampanie wyborcze, aby pozyskać dla siebie maksimum oddanych w październiku 2027 roku głosów. Potem przeliczy się je na uzyskane mandaty w Sejmie i rozejrzy za potencjalnymi koalicjantami.
Premier na wizji
Donald Tusk zasłynął powiedzonkiem, że kiedy polityk „ma wizje”, powinien iść do doktora. Prezentował się wtedy jako zwolennik pragmatycznych reform. Zdroworozsądkowej polityki „ciepłej wody w kranie”. Ale to czas przeszły, dokonany.
Teraz premier Tusk gorączkowo poszukuje ambitnych programów, wizji dalekosiężnych, dzięki którym mógłby uwieść nowych wyborców, by nie oddać władzy w przyszłym roku.
Bo wedle prognoz Polacy-wyborcy chcą od polityków teraz wizji. Programów na miarę Herkulesa. Pompujących ich dumę narodową.
Sprawnie wyczuwają to prawicowy PiS i Konfederacje. Roztaczają wizje Polski tak bogatej, że wała Niemiaszkom pokazującej. Z wielką armią strach u Ruskich wywołującą. Polski przyjmującej hołd Ukrainy, bo tak kiedyś było. No i Polexitu. Ale dopiero kiedy zaczniemy dopłacać do „eurokołchozu”.
Premier Tusk i jego KO takich wizji nie mają do zaoferowania. Nie mogą ciągle przypominać o sukcesach akcesji Polski do NATO i Unii Europejskiej. Dwadzieścia lat minęło. Wyrosły pokolenia, dla których NATO i UE to oczywiste oczywistości.
Tusk i jego KO nie mają w swym pakiecie gigantycznych inwestycji przemysłowych. Kontynuowane budowy wielkiego lotniska-pastwiska, polskich samochodów elektrycznych tajwańskiej konstrukcji, to realizacja zracjonalizowanych nieco pomysłów PiS. Zresztą gigantomanię PiS trudno przebić, chyba tylko obietnicą lądowania Polaków na Marsie.
Patron od spraw
Rządząca KO i jej lider ponieśli ostatnio dotkliwe porażki. Polska reprezentacja nie gra na światowych mistrzostwach piłki kopanej. Tego nawet sukces Mai Chwalińskiej nie osłodzi.
Referendum w Krakowie, upadek prezydenta z KO, to dowód, że KO może naprawdę przegrać.
Wedle oficjalnych przekazów stało się tak, bo miejscowy aktyw KO zawalił kampanię referendalną. Zwłaszcza w internecie, gdzie nawet młódź KO poruszała się z gracją słonia. Nieoficjalnie przypomina się, że krakowski aktyw KO i sam prezydent nie chcieli bezpośredniego, osobistego poparcia urzędującego premiera Tuska. Bo takie wsparcie mogłoby ówczesnemu prezydentowi zaszkodzić. Podobnie jak Rafałowi Trzaskowskiemu w wyborach na prezydenta Polski.
Premier Tusk popularny jest w Warszawie, ale im dalej od stolicy, tym wrogość do niego Polaków-wyborców rośnie. Tak słychać ponoć nawet w KO. I szemranie, że premier Tusk stanowi barierę dla dalszego wzrostu poparcia wyborczego wśród centrowych wyborców.
Premier budzi negatywne emocje, bo jak piorunochron zbiera krytyki za wszystkie błędy koalicji rządzącej. Można rzec, sam sobie winien. Sam wykreował się na twarz rządu i koalicji. On codziennie komentuje rzeczywistość. Rzecznik rządu to tylko jego cień.
Pracujący dla Tuska spece od wygrywania wyborów ponoć poszukują mu wizji i symboli przyciągających centrowych Polaków-wyborców. Takim ma być Tadeusz Mazowiecki. Już pomnikowy, zmitologizowany. Patron wielkiego, demokratycznego obozu Polski pod przewodem premiera Tuska.
Za życia Tadeusz Mazowiecki dorobił się wielu etykiet, też ksywki „Tadeusz Juda”. Nawiązującej do popularnego świętego.
Ciekawe, że Dzień św. Tadeusza Judy to 28 października. Tego dnia akurat umarł Tadeusz Mazowiecki.
Ale w pamięci pozostał. Także jako „Tadeusz Juda”. Czyli „Patron od spraw trudnych i beznadziejnych”.
PS. Więcej w „Fakty po Mitach”.












