Większość Polaków ma na własność mieszkania. Lokator to dla nich postać podejrzana. Podejrzana o niepłacenie w terminie czynszów.
W ramach powszechnego uwłaszczenia, trwającego głównie w latach 90. i na początku XXI wieku, prawo własności do swoich mieszkań uzyskało w Polsce łącznie ponad 2,6 miliona osób. Lokatorzy spółdzielczych mieszkań własnościowych oraz mieszkań komunalnych wykupowali lokale za ułamek ich wartości rynkowej, często za symboliczne 1–5 proc., korzystając z bonifikat sięgających nawet 95–99 proc.
Ci nowi właściciele, którym III Rzeczpospolita podarowała dach nad głową, ze szczególnym poczuciem wyższości odnoszą się do lokatorów komunalnych i socjalnych. Bardzo często protestują przeciwko wybudowaniu w pobliżu ich własności domów komunalnych. Te rozdane mieszkania po wejściu do Unii Europejskiej bardzo podrożały, a jeszcze bardziej podrożały, kiedy mieszkania stały się lokatami, które zaczęto masowo kupować w celach spekulacyjnych.
Mieszkania rozdawano tak biednym, jak i zamożnym. Ludzie o niskich dochodach stali się biednymi milionerami. Mają coś, co nierzadko jest warte milion złotych i więcej, a jednocześnie zarabiają lub pobierają emeryturę, co ledwo wystarcza na życie. Wokół nich krążą sępy. Polują na starszych ludzi, którzy chętnie od nich pożyczą na życie. Lichwiarze chętnie im pożyczają, bo mają drogi zastaw – mieszkanie. Chodzi oczywiście o takie wpędzenie właścicieli mieszkań w długi, żeby można je było korzystnie zlicytować.
My w Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej nigdy nie pomagamy tym, którzy chcą swe mieszkania komunalne wykupić. Po pierwsze dlatego, że po upływie 5 lat mogą oni te mieszkania sprzedać z olbrzymim zyskiem, co nie jest sprawiedliwe. Po drugie dlatego, że mieszkań komunalnych się prawie nie buduje, o co dba lobby deweloperskie, więc wykup powoduje ubywanie ilości mieszkań, które można przydzielić potrzebującym. Wreszcie mieszkanie własnościowe można zlicytować, a najbardziej nawet zadłużony człowiek, jeżeli tylko płaci regularnie czynsz, nie może być zlicytowany. Bo nie da się zlicytować najmu.
Jakieś dziesięć lat temu zgłosiliśmy za pośrednictwem posłanki Anny Grodzkiej ustawę o tzw. ostatniej koszuli, która głosiła, że nie można licytować jedynego dachu nad głową. Mieszkania do określonego metrażu. Oczywiście Sejm, który twardo stoi na straży tych, którzy zarabiają na ludzkiej biedzie, projekt odrzucił.
Od tego czasu prowadzimy akcję „Mieszkanie dla zakochanych”, bo miliony młodych ludzi nie mogą wyprowadzić się od rodziców i założyć rodziny z powodu drożyzny na rynku mieszkaniowym. Jednak również pod wpływem deweloperów rząd nie przeznacza na budownictwo społeczne odpowiednich środków.
Nie tylko mieszkanie w dużym mieście kosztuje powyżej miliona złotych, ale i czynsze najmu wolnorynkowego sięgają całego miesięcznego wynagrodzenia. Dzieje się więc tak, że młode małżeństwa, ciężko pracując, wzbogacają czynszojadów, którzy leżąc i pachnąc, mają spłacane przez lokatorów ich kredyty hipoteczne.
A kiedy po kilku latach takiego wyzysku lokator popadnie w kłopoty i zacznie zalegać z czynszem, człowiek, którego majątek kosztem lokatora powiększył się niepomiernie, natychmiast o tym zapomina i ogłasza, że dłużnik zalegający z czynszem jest złodziejem i że on, właściciel, go utrzymuje. Właściciel jest tak oburzony, że nagle lokator przestał spłacać jego kredyt, że nierzadko, aby przyspieszyć pozbycie się dłużnika, sięga po przemoc, którą stosują bandyci z takich firm jak Exmiter.
Stało się więc tak, że najbardziej potępianym długiem jest dług czynszowy. Nie ma szczególnego oburzenia, kiedy pracodawca nie wypłaca wynagrodzenia. Nikt nie ogłasza, że jest złodziejem, choć kradnie pracę i okrada rodzinę z dochodu. Nie powstają firmy, które wchodziłyby do mieszkania pracodawcy i pobierały coś o wartości niewypłaconych pensji. Za to byłaby od razu kara więzienia.
A za bezprawne usunięcie rodziny z mieszkania, bez sądu, bez wyroku, bez komornika, teoretycznie są jakieś kary, ale przepisów chroniących lokatorów przed nękaniem – 3 lata teoretycznie pozbawienia wolności – nikt nie egzekwuje. Bo właścicielowi wolno wszystko. Podobnie jak pracodawcy. Jest to system stworzony dla oszustów i złodziei, byle tylko byli bogaci.
Dług to dług. I jeżeli dłużnik nie chce lub nie może go spłacić, należy iść do sądu z pozwem o zapłatę. Potem iść do komornika, który na podstawie tego wyroku ściągnie należną sumę. Fetyszyzowanie długu czynszowego ma na celu powszechne społeczne potępienie dłużników, lokatorów.
A przecież bywa i tak, że dług powstaje, bo pracodawca lokatora nie płaci mu wcale albo z opóźnieniem wypłaca wynagrodzenie. Bywa też tak, że w rodzinie dłużnika ktoś poważnie zachoruje i trzeba wydawać wielkie kwoty na jego ratowanie.
Organizacje czynszojadów alarmują, że większość lokatorów zalega z czynszami. Trudno sobie wyobrazić, że to zaleganie w takiej skali wynika ze złej woli. Po prostu czynsze są za wysokie.
Rozwiązaniem byłoby wybudowanie kilku milionów mieszkań społecznych. Wtedy popyt na wynajmowanie absurdalnie drogich mieszkań by spadł i ceny by spadły. Ale przecież wyzysk czynszowy to źródło wielkich fortun, także poselskich.
Tekst pochodzi z profilu Piotra Ikonowicza na Facebooku.











